"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Grobowa cisza

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 162

wt sie 21, 2018 7:57 pm  

Grobowa cisza

Juliusz Magnowiecki
Księstwo Jaksaru, Mirosil, 1527 rok


  Poranki w Mirosil zawsze były tą najbardziej męczącą częścią dnia. Ciasne ulice pełne tłumów, wałęsające się pomiędzy nogami wygłodniałe psy, które potrafiły przygryźć kostkę, czy wykorzystujące okazję dzieci ulicy gotowe zwinąć sakiewkę nieuważnego mieszczanina w ciągu paru sekund. Nie brakowało również żebraków i bezdomnych, którzy w ciepłych okresach zdawali się być jakby liczniejszy – i nic w tym dziwnego. Kiedy nadchodziły mrozy, zwyczajnie zamarzali, a po całym mieście krążyły wozy z ludźmi zbierającymi truchła, które potem wywożone były daleko za miasto. Pijaczyn w końcu nikt nie chciał chować, nikt nie miał z tego zarobku, a jedynie ewentualne straty. Teraz jednak Wozy Śmierci – bądź, jak zwykli mawiać bardziej złośliwi mieszkańcy stolicy Jaksaru, Wozy Smrodu – stały bezczynne.
  Magnowiecki miał tego dnia jednak to szczęście, że jakimś sposobem nie wybudził się ze snu wraz z pierwszym szczeknięciem wrednego burka, który codziennie rano przebiegał pod jego domem, a dopiero jakieś dwie godziny później – kiedy na zewnątrz już nieco się przerzedziło, a pomiędzy budynkami szwendali się już jedynie bezrobotni, dzieci i wychudzone koty poszukujące myszy.
  Minęły już dobre dwa dni, od kiedy po raz ostatni odwiedził swój zakład pogrzebowy. W "Było Minęło" urzędować powinien teraz Pietrek Wścieklica. Niczym dziwnym więc był widok blondyna o lekkiej niedowadze, który właśnie siłował się z zamkiem grubych, dębowych drzwi.
  Kurwa — słowo, które wyrażało więcej, niż opasła księga, co rusz wydobywało się z gardzieli piegowatego młodzika. — A dajcież Oni, żeby te gnojki małe sczezły. Szlag mnie trafi, krew zaleje — przeklinał pod nosem i nieco speszył się dopiero, gdy kątem oka dostrzegł swojego pracodawcę. Podrapał się po głowie i wyszczerzył zęby w krzywym uśmiechu. — Pan Magnowiecki! — zakrzyknął, z wymuszoną radością. — Widzi Pan, Panie szefie, bo tu drobny problem mamy — głos nieco ściszył, a ton bardziej pokorny przybrał — Jakieś gnojki przy zamku chyba majstrowały, napchały czego, czy Oni jedni wiedzą co narobili i się otworzyć nie da! Klucz wchodzi, ale przekręcić nie przekręci! Ni chuchu! — początkowo rozłożył ręce, ale gdy tylko wspomniał o niemożliwym do obrócenia kluczu, wyraźnie się znów poirytował, a z irytacji tej uderzył w drzwi, które zwyczajnie się otworzyły.
  A bdej mnie kaczka kopła — rozdziawił usta, jakby ducha zobaczył. — No głupi ja — zaśmiał się nerwowo pod nosem. Uśmieszek jednak znów zszedł z jego ust, kiedy przekroczył próg zakładu pogrzebowego.
  Na stole leżało coś o rozmiarach ciała dorosłego mężczyzny, zawinięte w słomę, związane grubymi sznurami. Wyschnięte źdźbła, miast koloru ciemnej żółci, miejscami przybierały krwawy szkarłat. Co gorsza – szkarłat ten stale się skraplał i skapywał na stół, a potem z blatu na kamienną posadzkę, tworząc tym samym kałużę juchy. Pietrek przeżegnał się szybko i odwrócił w stronę Juliusza.
  Jak tego tu wczoraj nie było, jakżem zakluczył i wychodził, to nikt tu nie chodził, ani się nie kręcił. Kto... Ktoś musiał się w nocy włamać — Wścieklica był człowiekiem bojaźliwym, toteż nie dziwota, że lico ów mężczyzny przybrało maskę przerażonego młodego chłopaczka, który ledwo odnajduje się w stolicy. Teraz wpatrywał się w Magnowieckiego, jakby ten był wszechwiedzący. A przecież w gruncie rzeczy, to Juliusz nieobecny tu przez ostatnie dwie doby, nie wiedział nic. Był w takiej samej – choć może jednak nieco lepszej, ze względu na to, iż to on tu rządził – sytuacji jak Pietrek. Niezrozumiałej.
Ilość słów: 691

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 217
Miano: Juliusz Magnowiecki
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=237
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak

wt sie 21, 2018 9:43 pm  

  Królowie życia śpią ile chcą i tej zasady Juliusz planował trzymać się, aż do późnego poranka, który to przez wielu nazywany jest jakimś wczesnym południem. Ale dla Juliusza południe to pół dnia, a jego dzień zaczął się dzisiaj przed dziesiątą raną, więc do połowy jeszcze sporo brakowało.
  Napił się nieco piwa, które zalegało w jednej z beczek i przekąsił resztki z kolacji. Mięso było kluczowym i jedynym elementem jego diety, no nie licząc piwa i różnorakich alkoholi. Jednak miłośnikiem alkoholu by siebie nie nazwał, raczej koneserem. Rzadko kiedy się upijał, zamiast kupić pięć tanich piw wolał kupić jedno porządne za cenę dziesięciu. Oczywiście poprzednio utargowaną.
  Ubierając się obudził szlachciankę, która zeszłej nocy dzieliła z nim łożę. Nie pamiętał już jej imienia, ale powiedział kobiecie, że powinna już wracać bo zapewne jej mąż zaczyna się martwić. Często sprowadzał do domu różne kobiety z wyższych klas. Wcześniej oczywiście pił i jadł na ich koszt, mimo że stać by go było najprawdopodobniej na kupno gospody, w której jedli, to jednak nie przepadał on za zbędnym wydawaniem pieniędzy. Zresztą nie był już tak bogaty jak pół roku wstecz, kiedy to przybył do Mirosil.
  Wyciągnął z szafy jedną ze swoich białych koszul, narzucił swój bordowy płaszcz, poprawił włosy grzebieniem przyglądając się sobie w lustrze, po czym wyruszył w miasto do swojego przybytku. Pewnie Pieter już na niego czekał z jakimiś mniej bądź bardziej pilnymi sprawami. Od tego jednak miał pracownika, od zajmowania się interesem tak długo, aż nie pojawi się w nim Juliusz. Chociaż nie płacił mu za wiele, ale zawsze gdy dochodziło do rozmowy o wynagrodzeniu to wspominał, że jak coś mu się nie podoba to ma już dziesięciu Waldgrosseńczyków na jego miejsce.
  Już z daleka widział jak jełop siłuje się z drzwiami od zakładu. -Jak popsujesz zamek to potrącę Ci to z twojej pensji! – Krzyknął zbliżając się do drzwi – I wynajmę najdroższego ślusarza w mieście. – Dodał w myślach.
  Okazało się, że zamek nie jest zepsuty ani czymkolwiek zatkany, a po prostu drzwi były już otwarte. Zanim zdążył jednak opowiedzieć Pieterowi o latarni jego intelektu, która nie świeci zbyt jasno, uświadczył niecodziennego widoku. Bowiem gdy oboje weszli do pomieszczenia to zastali tam trupa. Trup w zakładzie pogrzebowym, niby nic podejrzanego, ale nie powinno go tu być. Nikt go tu oficjalnie nie przyniósł, a nawet Pieter zarzeka się, że go tu nie było.
  -Raczej sam tu nie przyszedł i się nie położył.– Magnowiecki podszedł bliżej ciała, od razu przeszukał je szukając wartościowych przedmiotów. -No na co się gapisz jełopie!? – Wrzasnął na Pietera, kiedy ten wpatrywał się w niego jak w jednego z Onych. -Wypierdol to na ulice, nikt nie płacił za pochówek, a ja frajer nie jestem, za darmo to nawet sam siebie bym nie pochował. – Podszedł do drzwi i sprawdził zamek. Szukając jakiś śladów, które sugerowałby w jaki sposób zostały otwarte. -I od jutra do wyjaśnienia tej sprawy śpisz kurwa tutaj, co noc będziesz zastawiał drzwi swoim łóżkiem, zrozumiano!?– Spoglądał na Pietera z zapytaniem, ale pytanie to było przecież natury retorycznej.
Ilość słów: 583

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 223
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt sie 21, 2018 10:28 pm  

Narrator

  Elegancki, odziany w białą koszulę i bordowy płaszcz przedsiębiorca, najsampierw zajął się naprostowaniem Pietrka, który tak właściwie nie zrobił nic złego, prócz tego, że najzwyczajniej w świecie do osób mądrych i światłych nie należał. Kiedy do uszu chłopaka dotarła wieść, jakoby na jego miejsce czekało już dziesięciu obcokrajowców, a on sam jeszcze będzie miał zapłacić za naprawę, bądź nawet wymianę zamka, ten jedynie pokiwał nerwowo głową góra-dół, głośno przełykając przy tym ślinę. Na jego szczęście, okazało się jednak, że ów mechanizm wcale nie był zepsuty. Ot, drzwi były otwarte, a Wścieklica zapierał się, że jak wychodził, to je zamykał na klucz.
  Głównym problemem okazały się jednak nie same dziwnym trafem niezakluczone wrota do "Było Minęło", a zawinięty w słomę trup spoczywający na kamiennym blacie. Magnowiecki nie należał jednak do osób, które zastanawiały się nad czymś długo, a już na pewno nie nad ewentualnymi kosztami pochówku nieboszczyka nieznanego pochodzenia. Pierw jednak wypadało trupa przeszukać. Kiedy więc tylko uporał się z wydobyciem całkiem masywnego cielska spod ciasno zbitych źdźbeł, jego oczom ukazał się podstarzały – na oko w wieku czterdziestu paru lat – mężczyzna, o sarmackim wąsie, niemałym brzuchu piwnym i pustym już teraz spojrzeniu. Cały nagi. Tym, co jednak mogło przykuć uwagę najbardziej, były dwie rzeczy – pierwsza z nich to wycięty na klatce piersiowej symbol przypominający złotą monetę, która została przekreślona iksem. Rana była świeża, jednak to nie od niej zginął. Morderca lub mordercy poderżnęli swojej ofierze gardło, stąd wszystko zdążyło przejść krwią. Drugą rzeczą był sygnet na wskazującym palcu prawej ręki – wykonany ze złota, przedstawiający głowę bociana. Na pierwszy rzut oka warty całkiem sporo koron.
  A-ale jak to tak na ulicę?! — Pietrek wytrzeszczył oczy i ze zdziwieniem spojrzał na przełożonego. — Toć to jak to zobaczy kto, to straż miejska w try miga tu będzie, jeszcze Pana, Panie Magnowiecki o coś oskarżą. Zresztą on jakiś dziwny jest — zwrócił uwagę na symbol wycięty ostrym narzędziem, a potem na ręce nieboszczyka. Ręce, które swoją drogą były wyjątkowo gładkie, czyste i zadbane. Jakby nieskalane pracą, ani intensywną wojaczką.
  Tymczasem Juliusz już był pod drzwiami i uważnie im się przyglądał w poszukiwaniu jakichś znaków włamania. I rzeczywiście – od zewnętrznej strony zamek otaczał pewien srebrny ozdobnik, na którym widniało kilka rys wykonanych cienkim, metalowym narzędziem – wytrychem.
  T-tutaj? Z trupami? — zląkł się Pietrek, kiedy Juliusz wydał kolejne polecenie. Zdawało się jednak, że bezczelność i wrodzona jaksarska chciwość zaczynała brać nad nim górę. — A co ja z tego będę miał? — spytał niepewnie młody grabarz.
Ilość słów: 508

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 217
Miano: Juliusz Magnowiecki
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=237
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak

wt sie 21, 2018 10:44 pm  

  Przeszukanie trupa nieco zmieszało Juliusza, do tego stopnia, że zaczął zastanawiać się nad tym wyrzuceniem go na ulice. Ręce nie skalane pracą. Swój chłop. – Pomyślał i poklepał trupa po ramieniu.
  Następną rzeczą, która przykuła uwagę Magnowieckiego była pewna błyskotka, a raczej insygnia którą to miał przy sobie trup. To pokazywało, że być może pochodzi on z Jaksarskiej szlachty. Chociaż nie ma co się zachwycać, tutaj nawet szlachta potrafi być biedna. Chociaż ten na biednego nie wyglądał. Brzuch spory, błyskotka o nie małej wartości i jeszcze ten dziwny symbol. Właśnie ten symbol był największą zagadką, bowiem wydrapana przekreślona moneta na trupie nic mu nie mówiła.
  -Zmieniłem zdanie Pietrek.– Powiedział, okrążając trupa i upewniając się, że nic nie pominął. -Zamkniesz go w piwnicy, jak będzie kolejny trup to wrzucimy do grobu dwa, co by po jednym koszcie to ogarnąć. Jak będziesz kopał kolejny grób to po prostu wrzucisz w nocy tego jegomościa na dno, nasypiesz piachem, a potem poleci właściwy klient i dwie pieczenie na jednym ogniu. – Rozejrzał się jeszcze po pomieszczeniu, czy aby nic innego się tu nie pojawiło albo nie zniknęło. Początkowo zignorował pytanie Pietrka, zainteresowanego co on będzie miał z wykonywania swojej pracy. -Podwyżkę Pietrek dostaniesz. Może nawet premie jak dobrze coś sprzedam. – Zamierzał go trzymać w tym przekonaniu, chociaż jakby błyskotkę dało się dobrze sprzedać to i Pietrkowi by parę monet rzucił.
  Wiele myśli pałętało się teraz po głowie Juliusza. Po co ktoś miałby podrzucać trupa do zakładu pogrzebowego. Jakby chcieli się go pozbyć to by spalili za miastem, albo zakopali w jakimś lesie. Coś mu tu nie pasowało, szczególnie ten symbol z monetą. W dodatku nie wiedział kto to jest i planował się dowiedzieć.
  -Weź się Pietrek rozejrzyj czy wszystko jest na miejscu, jak już sprawdzisz to schowaj go w piwnicy. Ja idę zadać parę pytań. – Powiedział i jeśli Pietrek nie miał nic do dodania, ani nic innego nie przykuwało już jego uwagi to zamierzał udać się do złotnika. W końcu raczej złotnik będzie mógł fachowo wycenić błyskotkę zabraną od trupa, a w dodatku może powie mu do kogo należała, albo będzie znał kogoś, kto mógłby powiedzieć do kogo należała. Został też symbol przekreślonej złotej monety, tym też się będzie chciał zainteresować.-Jak skurwysyny chcą tańczyć to będą tańczyć, tylko tak jak ja zagram. – Powiedział sam do siebie, zamykając za sobą drzwi zakładu pogrzebowego.
Ilość słów: 460

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 223
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt sie 21, 2018 11:30 pm  

Narrator

  Pietrek odetchnął z ulgą słysząc, że nie będzie musiał targać tajemniczych zwłok w jakąś ciemną uliczkę, coby wygłodniałe psy dopełniły dzieła. Co prawda w okolicach cmentarza straż zbytnio się nie kręciła, a hieny wiedziały, że nawet jak truposz co cennego miał, to grabarz już dawno go z tego ogołocił. W Mirosil każdy prządł jak tylko mógł, wykopując konkurencję, niczym świeży grób.
  Zaś samego Juliusza najwyraźniej zainteresowały cechy charakterystyczne nieboszczyka. Pierwszą z nich w kolejności był rzecz jasna złoty sygnet, wyglądający na szlachecką błyskotkę. Dziwny symbol wyżłobiony z chirurgiczną precyzją na klatce piersiowej, najprawdopodobniej przy pomocy ostrego noża, również zwrócił jego uwagę. Choć mężczyzna zdawał się nie wiedzieć jeszcze co o tym myśleć. Wpadł jednak na pomysł jak sprytnie uporać się z niechcianym towarem. Pomysł na tyle prosty, że w swej prostocie wręcz genialny – przy kolejnym pogrzebie wykopanie nieco głębszej dziury w ziemi, władowanie tam wąsacza, przysypanie ziemią, a dopiero na niego trumnę – lub też nie, w zależności o stanu majątkowego klientów – z kolejnym truposzem. Nic nie mogło pójść źle.
  Ja to zawsze wiedziałem, że Pan, Panie Magnowiecki, to masz łeb nie od parady. Posprzątam tu raz dwa, bo ta krew to tak tę podłogę brudzi — Wścieklica nieco podniósł się na duchu, a już całkiem oczy mu się zaświeciły na wieść o możliwej podwyżce. Chłopak natychmiast zabrał się do roboty. Pierwej zawinął zwłoki na powrót w słomę, solidnie uwiązał i dodatkowo opatulił grubym materiałem. Zrzucił je z kamiennego blatu i wytargał do piwnicy. Potem zajął się sprzątaniem.
  Każdy kąt sprawdzę. Każdy, Panie Magnowiecki — zakomunikował, że dokładnie porozgląda się po całym zakładzie w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby zaginąć, bądź wyglądałoby, jakby wcześniej tego tu nie było. Sam Juliusz na pierwszy rzut oka nie spostrzegł niczego takiego. No może poza rozsypaną ziemią z donicy, w której stał wysoki kwiat o czerwonych kwiatach, wnoszący trochę życia do tego przepełnionego śmiercią miejsca. Pieszczotliwie nazywany przez Pietrka "Adasiem". Nogą o donicę mógł zahaczyć jednak każdy, rozsypując przy okazji parę grudek tak powszechnego w Jaksarze czarnoziemu.
  Złotnik jak to złotnik – jego zakład ulokowany był w drugim kręgu Mirosil, tym zamożniejszym i z reguły bezpieczniejszym, gdzie wstęp mieli jedynie ci nieco bogatsi mieszczanie, a podróżnicy rzadko kiedy byli w stanie się tu dostać. Magnowiecki doskonale wiedział, gdzie znajdzie tam dzielnicę handlową – i znalazł. Mijając małe grupki ludzi, handlarskie powozy mknące głównymi ulicami, patrole straży i rozbiegane dzieciaki łaso spoglądające na pobrzękującą sakiewkę, dotarł w końcu przed pokaźny, fikuśny budynek. Murowana konstrukcja dwoma balustradami na froncie, solidnymi żelaznymi drzwiami, dużymi oknami chronionymi dodatkowo kratą, prezentowała się nad wyraz okazale. Właściwie to gdyby nie szyld prezentujący kosztowności z podpisem "Złotnik Niemiera", można było pomyśleć, iż mieszka tu jakaś ważna osobistość.
  Drzwi były delikatnie uchylone, a ze środka dochodził dźwięk dwójki rozmawiających mężczyzn, którzy targowali cenę jakiegoś naszyjnika. Przez ciasną szparę widać było jedynie twarz właściciela zakładu – starszy, siwy mężczyzna z monoklem, zmarszczkami jak buldog i kozią bródką. Odziany w elegancką białą koszulę z długimi rękawami, przez które przeciągnięto złotą nić.
  Czterdzieści koron i to jest moje ostatnie słowo, Panie Niemiera — głos klienta był niski, jak on sam zresztą.
  Stracę na tym, bo stracę, ale bierz Pan — już po tonie głosu Niemiery, Magnowiecki mógł rozpoznać, iż złotnik w rzeczywistości nie straci ani pensa – wręcz przeciwnie. Zarobi co najmniej kilkanaście koron. Swój potrafił wyczuć swego.
Ilość słów: 683

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 217
Miano: Juliusz Magnowiecki
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=237
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak

śr sie 22, 2018 3:50 pm  

  W drodze do złotnika zastanawiał się nad kwestią włamania. Mógłby zgłosić to straż, ale pozostawało wtedy jedno znaczące pytanie, czy profit przekroczy potencjalne straty. Odpowiedź była negatywna i Magnowiecki dobrze to wiedział. Straż zadała by mu kilka pytań, może nawet zadaliby pytania, których nie chciał słyszeć ani na nie odpowiadać. Tym bardziej gdyby znaleźli trupa w piwnicy, jeszcze z ofiary włamania zrobiliby z niego winnego morderstwa. Ryzyko zbyt duże, a potencjalnego profitu nawet nie był w stanie oszacować, prawdopodobnie takiego nie było.
  Niemiera był bardzo dobrym złotnikiem, nawet aż za dobrym. Kiedy mieli wspólne interesy to Juliusz traktował je jak czystą przyjemność, jednak gdy przychodziło do sprzedawania czegoś u Niemiery i targowania się z nim, cóż, wtedy sytuacja potrafiła się skomplikować. Każdy chciał zarobić jak najwięcej, a w przypadku dwóch ekspertów od zarobku bywało to problematyczne.
  Wchodząc do sklepu zauważył, że właśnie Niemiera prostym trikiem zarobił nieco złota. Magnowiecki nie zamierzał być jego kolejną "ofiarą", wręcz przeciwnie. W końcu to on przyszedł tutaj zarobić.
  – Panie Niemiera, znowu się spotykamy. – Uśmiechnął się do niego delikatnie, po czym podszedł bliżej lady. Z kieszeni wyciągnął sygnet, którą odebrał trupowi i pewnym ruchem położył na widoku oczu złotnika.
  Spokojnie, nie przyszedłem pytać od razu o cenę. – Chciał zbudować nieco tajemnicze napięcie w tej rozmowie. -Kojarzy Pan może skąd ten sygnet może pochodzić? Wiem tyle, że to nieco wartościowa błyskotka i pochodzi pewnie z jakiejś szlacheckiej rodziny, ale tego domyśliłby się byle kieszonkowiec. Zakładam, że taki fachowiec jak Pan, Panie Niemiera, będzie mi mógł powiedzieć dużo więcej. – Założył ramię na ramię i z pewnością siebie spoglądał na starego złotnika. Liczył, że nie tylko poda mu jakąś dobrą cenę, ale powie mu do kogo mogła należeć, albo kto mógłby chociaż znać właściciela. W końcu jubilerzy ze sobą pewnie i sami rozmawiają.
Ilość słów: 360

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 223
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr sie 22, 2018 4:27 pm  

Narrator

  Magnowiecki miał okazję już wcześniej ubić z Niemierą kilka interesów, tak więc doskonale wiedział, z jaką osobą ma do czynienia. Podobnie jak on sam, ów złotnik cenił sobie przede wszystkim najpierw korony, potem szylingi, pensy i dopiero na końcu ludzi. Chyba, że byli jego klientami – wtedy równali się potencjalnym koronom, co stawiało ich nieco wyżej w tej osobliwej, chciwej hierarchii.
  Przekraczając próg zakładu, Juliusz minął się z niskim mężczyzną, na którego twarzy malowało się zadowolenie, a na szyi wisiał złoty wisiorek na srebrnym łańcuszku. Otyły jegomość przez przypadek lekko uderzył ramieniem o ramię przedsiębiorcy, za co natychmiast przeprosił. Potem jednak, gdy Kopacz się odwrócił, ten strzepał coś z ramienia. Za to Niemiera widząc kolejnego – być może – klienta już zacierał ręce.
  Znowu, Panie Magnowiecki. Czegoż aura pragnie? Pierścienie? Naszyjniki? Taką piękną dostawę ostatnio z Cesarstwa miałem, że aż żal sprzedawać! — przywitał się z Juliuszem, przechodząc od razu do interesów. Nie spodziewał się jednak, iż przedsiębiorca nie przyszedł nic zakupić, a spytać o wycenę oraz pochodzenie zagadkowego sygnetu. Niemiera wziął przedmiot do rąk, przybliżył do prawego oka i cmokając przy tym obejrzał z każdej możliwej strony. Wyciągnął spod lady okrągłe naczynie, które wypełnione było jakąś cieczą. Wsadził do niej sygnet i przyglądał mu się przez parę sekund.
  Prawdziwe złoto, najwyższa próba — stwierdził z zadowoleniem — Jak na moje, jakieś sto koron, może nieco więcej. A ten bocian... — zamyślił się przez chwilę. Wyciągnął sygnet z cieczy, przetarł go delikatnie szmatką i oddał w ręce Magnowieckiego. — Sobierad Bociek — zaczął. — Głowa rodu szlacheckiego. Posiadłość niedaleko Żagiewników. Ręki sobie uciąć nie dam, ale ten bocian wygląda jak ten z ich herbu. Coś więcej ciężko powiedzieć — rozłożył ręce. — A tak z ciekawości, to skąd Pan to ma? W karty wygrał? — spytał jeszcze, spoglądając na Juliusza zza monokla.
Ilość słów: 352

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 217
Miano: Juliusz Magnowiecki
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=237
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak

śr sie 22, 2018 8:36 pm  

  Mijając jednego z klientów, zderzył on się z ramieniem Magnowieckiego. Juliusz westchnął pogardliwie i obrócił się, odprowadzając go wzrokiem. Strzepał ewentualny kurz ze swojego płaszcza, widząc że jegomość miał na sobie jakiś pył. Górnik przebrany za szlachcica, czy jaki chuj? – Pomyślał, widząc jego zachowanie, po czym przekierował się do złotnika.Informacje, które przekazał mu Niemiera były dość obszerne. Całkiem pokaźna suma złota za sygnet, plus informacje do kogo mógł potencjalnie należeć. Niestety nazwisko "Bociek" nic mu nie mówiło, podejrzewał, że to szlachta z jakiejś zapyziałej wsi i chyba nie był daleki od prawdy.
  -Lepiej Panie Niemiera, lepiej. Znalazłem go i zamierzam oddać, oczywiście po konsultacji z Panem myślę, że w nagrodę właściciel tego sygnetu albo rodzina będą musieli dać mi w nagrodę jakieś... trzysta złotych koron? Coś takiego. W końcu to dla nich wartość sentymentalna mam nadzieje. – Uśmiechnął się spoglądając na starego jubilera.
-Niemniej jednak, to chyba wszystko czego chciałem wiedzieć. Niestety tym razem Panie Niemiera nic nie planuje zakupić, ale kto wie co pokaże jutro. Miłego dnia, interesy z Panem to jak zawsze przyjemność. – Dodał na odchodne, po czym schował sygnet głęboko do kieszeni i wyszedł ze sklepu. Stojąc na schodkach poprawił swój płaszcz i zgrabnym krokiem skierował się do najbliższej karczmy.
  Wchodząc do środka rozejrzał się dookoła, nie interesował go wystrój, interesowali go ludzie. Podszedł do szynkwasu i skinął głową do karczmarza. -Półmisek z mięsem i ciemne piwo. – Rzucił mu odliczoną kwotę i poczekał, aż ten poda mu co zamówił. Gdy karczmarz ponownie pojawił się przy szynkawsie, Magnowiecki nachylił się nie co i powiedział ściszonym głosem. -Słuchaj, jak pojawi się tu ktoś, kto zna się na wchodzeniu do nie swoich domów, albo na wchodzeniu w posiadanie nie swoich rzeczy, to przynieś mi jasne piwo do stolika i pokaż na niego skinieniem głowy. – Wysunął dwie złote monety na ladę, poklepał karczmarza po ramieniu i zabrał swoje zamówienie. Znalazł jakiś wolny stolik w ustronnym miejscu i czekał. Bowiem była wczesna pora, więc spodziewał się, że nieco poczeka. W takich sprawa potrafił mieć bardzo dużo cierpliwości.
Ilość słów: 391

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 223
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr sie 22, 2018 11:15 pm  

Narrator

  Niemiera skinął głową na pożegnanie, gdy Magnowiecki opuszczał jego zakład, by następnie skierować się do najbliższej karczmy. "Pod wrednym dzikiem" ulokowane było jakiś kilometr dalej, a samą podróż skrócić można było przedzierając się przez co ciemniejsze i ciaśniejsze uliczki – czego jak ognia unikał każdy mieszkaniec Mirosil, który łeb miał jeszcze na karku.
  Sam przybytek nie wyglądał ani zachęcająco, ani odpychająco. Dość wysoki, bo na drugim piętrze mieściły się pokoje dla gości. Podstawa murowana, reszta drewniana. Drzwi sporawe i wyglądające na solidne, ale kiedy tylko się je pchnęło, zaczynały okropnie skrzypieć, podobnie zresztą jak podłoga, na której swoje kroki właśnie postawił Juliusz. Skierował się oczywiście w stronę szynkwasu, przy którym stał typowy przedstawiciel zawodu szynkarza. Otyły – ale nie przesadnie – wąsacz z pokaźnymi zakolami, w miejscu których wcześniej wyrastały kudły kasztanowej barwy. Miał na sobie pobrudzoną i przepoconą lnianą koszulkę o krótkich rękawach, brązowe skórzane spodnie oraz ubłocone buty. Z ust wydobywał się odór dawno niemytych zębów oraz alkoholu. Najprawdopodobniej ten jegomość o wesołkowatym głosie za kołnierz nie wylewał i lubił sobie popić razem z klientelą. W tym momencie za porządek w karczmie odpowiadać musiała kobieta, która krzątała się to tu, to tam, z tacą z jedzeniem bądź piwem. Na oko między trzydziestym, a czterdziestym rokiem życia.
  Się robi, panie kolego — szynkarz był dość bezpośredni i właściwie to nie było w tym nic dziwnego, w końcu na co dzień obcował z dziesiątkami, o ile nie setkami ludźmi. Nalał do około litrowego, drewnianego kufla ciemnego piwa i podsunął pod nos Magnowieckiego. Chwilę później do powonienia przedsiębiorcy dotarł także zapach pieczonego mięsa zaserwowanego w misce – wypełnionej nim w połowie. Drugą połowę zajmowały pokrojone nierówno kromki jasnego chleba. Za to wszystko karczmarz zażyczył sobie dziesięć pensów. A chwilę później dostał jeszcze lepszą ofertę, bo aż dwóch koron za wskazanie Juliuszowi pewnych ciekawych oraz osobliwych osobistości. Poklepany po ramieniu zaśmiał się głupkowato co najprawdopodobniej oznaczało zgodę. Chytrus pochwycił szybko dwie złote monety i wrzucił do sakiewki.
  Kopacz zasiadł w rogu karczmy, która w tej chwili była niemal pusta. Wczesna godzina to i ludzi mało. Ktoś wchodził, ktoś wychodził i tak w kółko. Mężczyzna był jednak cierpliwy i już po jakichś dwóch i pół, a może nawet trzech godzinach, do jego stolika przyniesiono jasne piwo w szklanym kuflu. Grubasek skinął głową na siedzącego przy szynkwasie wysokiego faceta w sile wieku, który popijał tanie wino. Magnowiecki widział jedynie tył jego głowy pokrytej czarnym, delikatnie kręconym włosiem.
Ilość słów: 494

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 217
Miano: Juliusz Magnowiecki
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=237
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak

czw sie 23, 2018 9:40 pm  

  Czas mijał powoli, kiedy to Magnowiecki rozłożony na krześle czekał w spokoju na znak od karczmarza. Spokojnie sączył ciemne piwo i wyjadał strawę z półmiska. Posiłek skończył w około godzinę, a nadal nie było żadnego znaku. Wiedział, że cierpliwość popłaca, w końcu wiele razy w swoim życiu nieco zarobił tylko dlatego, że wykazał się odrobiną cierpliwości i rozwagi. Cóż, ta druga cecha objawia się u niego nieco rzadziej, ale dwie dobre cechy rzadko kiedy chodzą parami.
  W końcu minęło tyle czasu, że wreszcie na jego stole pojawiło się jasne piwo, a karczmarz wskazał mu na jegomościa przy szynkwasie. Juliusz nie powiedział nic do gospodarza, jedynie uśmiechnął się kącikiem ust.
Popijał jasne piwo i przez pewien czas obserwował jegomościa. Głównie zachowanie, pracę rąk, oceniał czy jest on nerwowy, czy raczej spokojny. Patrzył też na innych, sprawdzając czy nikt poza nim nie obserwuje tego osobnika. Przejrzał też gości karczemnych, oceniając ile szemranych rzezimieszków tu siedzi i pije. Gdy jednak skończył piwo, wstał i podszedł do szynkwasu.
-Jeszcze jedno jasne piwo, ale nieco łagodniejsze. Nie planuje się dzisiaj zalać w trupa.– Uśmiechnął się i spojrzał na nieznajomego, który stał obok.

  -Upewnij się, żeby nikt się nie wpierdalał. – Podał karczmarzowi kolejną złotą monetę, płacą mu za "piwo". Po czym uniósł kufel i z zamachem uderzył nim w głowę jegomościa siedzącego obok. -Powiedz mi, co zrobiłeś? – Krzyknął, kiedy to kufel leciał w kierunku jego twarzy. Następnie kopnął krzesło tak aby zrzucić go na ziemie i zanim ten zorientowałby co się dzieje, dobył rapiera przystawiając mu do klatki piersiowej.
  -Pochwal się, gdzie się ostatnio z kumplami wpierdoliłeś. No, słucham!– Celując do niego końcówką ostrza patrzył na zapyziałego złodziejaszka. Nie miał pewności, że to on, ale teraz każdy złodziej jest potencjalnym winowajcą.
Ilość słów: 334

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość