"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Ziemie północy

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 159

pt lip 20, 2018 1:31 pm  

Ziemie północy

Bishrun
Daleka północ, 1527 rok


  Zdarza się że okręty znosi z kursu, zdarza się że i okrętu schodzą z kursu trochę bardziej. Zdarza się że gubią się w jakim są miejscu. Ale żeby nie wiedzieć na jakim się jest oceanie i co to za ląd przed nami to już trzeba się postarać.
  Bishrun t-Aqhallit uciekając przed listem gończym biegła gdzie popadnie. Tak się skończyło że trafiła na statek w Kinkengardzie a dokładniej do ładowni na gapę. Okręt miał płynąc do Portu Gawron ale najwyraźniej tam nie trafił. Kapitan stał zafrasowany po wczorajszej burzy. Bishrun pamiętała z niej natomiast jej wymiociny w ładowni i krzyki załogi. Jego zafrasowanie było widoczne dobrze przez deski pokładu. Ale gdyby chodzenie w kółko nie wystarczało to trzeba dodać wypełniające powietrze co chwila – Kurwa mać – oczywiście na samych kurwach się nie skończyło lecz nie potrzebnym jest przytaczanie tu pełnych cytatów. Starczy iż podsumował to tym zdaniem do sternika – Za chuja nie powiem ci kursu do domu bo możemy być kurwa wszędzie. Wiem tyle że jesteśmy daleko na północy. Aktualny kurs statku to 47 stopni północnych. Co to za kraina nie ma kurwa pojęcia. Zniosło nas w chuj.
  Patrząc na to wszystko wojowniczce zebrało się na wymioty. Po chwili oglądać zaś mogła swoje buty w byłej zawartości jej żołądka. Pytanie brzmiało co zrobi.
Ilość słów: 290

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 30
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

pt lip 20, 2018 2:25 pm  

  W ucieczce jest coś parszywego, coś niezgodnego z charakterem Bishrun – ale jawiło się takowym szczególnie silnie, gdy byli świadkowie. Bez świadków Bishrun była w stanie przełknąć uwłaczającą naturę ucieczki i spier...niczać, by ratować życie. Jaka bowiem korzyść z nienaruszonej dumy u trupa?
  Zresztą ucieczka kinkengardzkimi nabrzeżami nie była jawnym czmychaniem przed przed konkretnym przeciwnikiem – była rodzajem aktu zapobieżenia i asekuracji (o – tak to sobie tłumaczmy), bowiem Bishrun, apoteozując chętnie swoją parszywą wolność, dawała sobie prawo swobodnie decydować, czy chce się spotkać z tymi, co na widok listu gończego chętnie zaskoczą ją jednak w czujnym śnie, czy też nie chce.
  Nie chciała.
  Więc spier...niczała, klucząc po wąskich uliczkach, wbijając się w zaułki, wspinając na daszki i płoty, aż trafiła do magazynowej części kinkergardzkiego portu. Widok bujającego się na falach okrętu objawił się w tym momencie jako naturalna opcja opuszczenia objętego listem gończym terenu. W przemykaniu była dobra i temu pewnie zawdzięczała fakt, że nie minęło kilkanaście minut, a dyszała w ciemnej ładowni, skryta dodatkowo za zbuchtowanymi linami i jakimiś skrzyniami.
  Uratowała zadek? – Uratowała. Ktoś widział, jak? – Nikt.
  Czyli zwycięstwo, w pewnym sensie. Posłyszała w trakcie początkowej części podróży, że celem jest Port Gawron, miejsce dla niej topograficznie niejasne, ale może to i dobrze; jeśli za niedługi czas (nie planowała w tej ładowni zdewchnąć z głodu, gdyby okazało się, że nie zaopatrzono jej w jakieś żarcie) trafi do miasta, o którym nic nie wie ona, to i "oni", kimkolwiek sobie byli, też nie będą nic wiedzieć. Czyż nie o to chodzi komuś, kto właśnie spier...nicza?
  Sztorm pokrzyżował nie tylko plany kapitana i załogi, ale – o czym ci na górze nie mogłi wiedzieć – przede wszystkim jej. Tak jak wcześniej nie wiedziała dokładnie, gdzie na północ od znanych jej wybrzeży jest Port Gawron, tak tym bardizej nie wiedziała teraz, ile jeszcze przyjdzie jej włóczyć się po oceanach.
  Pięknie, yahirah, pięknie...
  Co prawda znalazła w swojej kryjówce resztki zabezpieczonego przed zepsuciem jedzenia, ale teraz, gdy przypadkiem podpatrywała przez dziury w deskach sytuację na pokładzie, teraz właśnie jedzenie to postanowiło zareagować na sztorowy armagedon przechyłów.
  Bishrun odeszła przezornie tyle w głąb ładowni, na ile się dało, by odgłosami nie zwabić załogi – i wyrzygała wszystko, ledwo zdążywszy odgarnąć z twarzy włosy.
  A oglądając swoje buty na środku organicznej kałuży, musiała samą siebie zapytać wprost i bez pier...niczenia: co robić.
Nawet jeśli nikt tu teraz nie przylezie sprawdzać, czemu puste z założenia pomieszczenie wydaje takie odgłosy, to i tak sytuacja zaczynała działać przeciwko niej. W ucieczce i ukrywaniu się przez kilka dobrych dni chodziło o przeżycie – i teraz też musi o to chodzić...

  Podejmując pierwszą poważną od wypłynięcia decyzję, Bishrun potwierdziła najpierw, czy ma przy sobie przewidziany oręż: miecz i noże: jeden u pasa, drugi w cholewie.
  Następnie zbliżyła się bezszelestnie do wyjścia, kucnęła nasłuchując. Atak oczywiście nie wchodził w grę. Należało wymyśleć bajeczkę. Z tą bajeczką nie będzie teraz wyskakiwać jak pajacyk w jarmarcznym przedstawieniu. Co zrobi spora grupa wkurzonych, sfrustrowanych sytuacją i zmęczonych sztormem samców, gdy ją nagle zobaczą?
  Lepiej nie myśleć – albo lepiej pomyśleć i dać im coś, co ich przynajmniej na początek uspokoi. ALe w tym celu nie miała zamiaru wyskakiwać, jako się rzekło. Jeśli nikt tu nie zejdzie, na razie Bishrun wolała poczekać tak, jak czekała dotąd. Nocą zaś przyjdzie się poinformować pocichu, ile mają do portu i czy zostały jakieś sprawne szalupy. Bieżący kurs niewiele jej mówił, więcej już ton, jakim go obwieszczono. Wszyscy mieli przekitrane i ona nie chciała być tu pocieszeniem.
Ilość słów: 707

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 114
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob lip 21, 2018 10:02 am  

Narrator

  Bishrun czekała aż ktoś tu wejdzie. Czekała i czekała wdychając swój zapach. I zapewne do ładowni nikt by nie wlazł gdyby nie przechodził tamtędy bosman. –Kurwa mać, na Onych kto znowu narzygał do ładowni. – zaklną i krzyknął na jednego z majtków, ten odpowiedział – To nie możliwe, była zamknięta od wyjścia z portu. Chyba ze przez deski pociekło.
  Bosman pokręcił głową i wlazł do środka, coś mu mówiło że najpewniej ktoś tu się spił grogiem. Odtworzył drzwi z buta – Jest tu kurwa ktoś? – wrzasnął na pierwsze wejrzenie. Ku jego zdziwieniu stała przed nim kobieta. Cóż jego zdziwienie było wielkie ale nie tak wielkie jak wyraz wkurwienia jaki pojawił się po chwili. Wyciągnął za passa Falcjon.
  Kapitanieee znalazłem tutaj coś ciekawego. Patrzajcie jaki pasażer na gapę, cuchnie jak
gnojownik. Weźmy tak panienkę umyjmy pod kilem.
– chwilę potem patrzyło się na nią 10 marynarzy a w drzwiach stał kapitan. Wychapał – To jak panienko wolisz dwa razy od burty do burty czy raz od dziobu do rufy.
Ilość słów: 187

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 30
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lip 21, 2018 10:31 am  

  Pieprzona morska rzeczywistość... Gdyby nie sztorm, pewnie wyskakiwałaby sobie teraz bezpiecznie po zmroku w jakimś bezimiennym porcie, głodna i wysuszona, ale wolna.
  A tak?
  Rozważała, co zrobić gdyby podobna sytuacja nadeszła, niedługo po ukryciu się w ładowni. A teraz, kiedy faktycznie nadeszła, jedyne co miała to gotowość do improwizacji...
  – Taaa, kąpiel by się przydała wszystkim – sapnęła na początek, przelatując wzrokiem po tuzinie twarzy i na koniec fiksując spojrzenie na kapitanie. Jego reakcje i pierwsze wrażenie oraz jego wątpliwości, odpowiednio rozegrane w najbliższych i nieco późniejszych sekundach, były tu najważniejsze. – Bez pieprzenia, bo nie ma czasu: wygląda, że na gapę, ale to nieprawda. To kurewsko skomplikowane. Ale i ważne dla losów nas wszystkich, więc o szczegółach będę gadać tylko z kapitanem... jeśli zgodzi się poświęcić mi chwilę – dodała, skłaniając się lekko ku niemu, po czym zwróciła znów do wszystkich, zaostrzając spojrzenie:– Bez szczegółów sprawa wygląda tak, że tylko ja wam teraz mogę pomóc wrócić na ląd, i na to właśnie mnie do was przysłano. Chociaż nie planowałam, zwlaszcza jako wieszczka, dać się schlać w porcie i dać się wepchnąć na wasz okręt w stanie mało, kurwa, przytomnym...
  Jedyne, co mogła, to grać tę scenę jak najumiejętniej, wzrokiem oddając szacunek kapitanowi a przed marynarzami zmieniając go w spojrzenie kobiety, co to wie, jak marynarze są zabobonni, jak czarostwo przenika ich myślenie o egzystencji i że w duchu marzą, ach, jakże marzą, nierpawdaż, o tym, żeby właśnie nieoczekiwanie odkryta wieszczka zaczęła pomagać nawigować sposobami nadprzyrodzonymi, skoro sekstansy i mapy przestały upewniać o kursie.
  Może i ostatnie, co chcą marynarze na swoim statku po sztormie, to odkryć wiedźmę (o ile nie pojmą w porę, że osoba deklarująca kontakt z siłami, które oni obejmują jedynie nabożny zabobonem, może się teoretycznie przydać), ale na pewno pierwsze, co chcą marynarze na swoim statku, to dziewka do wychędożenia. Stojąc przed takim wyborem Bishrun wybrała niepewność dalszego ciągu, a nie – pewność zbiorowego gwałtu. Wiadomo nie od dziś, że łatwiej dobrać się do dziewki, która wobec stada samców nie ma nic do powiedzienia...
Ilość słów: 406

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 114
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz lip 22, 2018 12:01 am  

Narrator

  Kapitan odpowiedział jej rechotem godnym ropuchy, takiej która ma coś dziwnego z płucami i paliła wagon cygar dziennie. – A to chodź panienko chodź. Na razie i tak muszę obliczyć kurs. Schować tylko to żelastwo bo zrobisz sobie krzywdę. Czekam w swojej kajucie na rufie. Tylko wiedzmy mi tu brakowało. – z uśmiechem na usta kapitan wyszedł z ładowni i a po chwili zrobiła to reszta. Została otoczona przez dwóch majtków którzy przyszli z wiadrami wody. Ci postawili przed nią wiadro wody, lniana szmatę i kazali wyszorować podłogę po czym wyszli. Drzwi miała otwarte.
  Jej umysł miał czas przetrawić zobaczone przed chwilą osoby. Kapitan był z całą pewnością Jaksarczykiem. Miał średnie blond włosy, jasną cerę i niebieskie oczy. Nie wyglądał też na starego. Miał jakieś 25 lat. Ale było w nim coś niepokojącego. Jego skóra pełna była blizn, część z nich wyglądała jak drobna pajęczyna odmalowana pod skórą. Był jak by nie mówić przystojny co kontrastowało z jego paskudnym głosem.
  Majtkowie którzy dali jej wiadro stali przed wyjściem. Chlali po cichu grog. Nie słyszała za to za dużo rozmów, mówili szeptem. Jedno trochę udało się wychwycić – Wieszczka to taka wiedźma od wszy? – pytanie zadane przez jednego z nich. Tego starszego który odchodząc od tematu był około 37 letnim Jaksarczykiem o rudych włosach. Młodszy na oko 18 letni odparł – A bo ja wiem, nie znam tego słowa. Ale na guślarkę wygląda. – poparzyli po sobie zdezorientowani – W końcu mówiła o losach i innych takich. Może to kapłanka.
  Jeśli chciała posprzątać zajęło jej by to 30 minut. Dojście do kapitana trwało by jakieś 5 min albo dogonienie od razu w jedną jeśli nie posprząta.
Ilość słów: 327

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 30
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lip 22, 2018 12:26 am  

  Sytuacja rozeszła się po kościach łatwiej, niż Bishrun zakładała. Najbardziej niepokojącym okazał się teraz w zasadzie rechot kapitana. Słowa, z którymi wyszedł, świadczyły zaś o tym, że granie wieszczki nie było strzałem kurą w płot – nawet jeśli nie uwierzył, to pozwolił uwierzyć całej załodze. Lepsze to niż bezrefleksyjne przyjęcie na siebie ich frustracji.
  Dlatego wiadro i szmatę przyjęła jako podarunek od losu. Gwarantował, póki co, że marynarze wybrali przydatność do pracy nad chwilową ulgę w męskich instynktach.
  Szorowała sumiennie – choć nie było to zgodne z jej charakterem – w przerwach na odgarnięcie włosów nasłuchując rozmów pilnujących ją majtków. To, co usłyszała, odbiło się krzywym uśmiechem na jej twarzy. Oprócz podłogi oczywiście wyczyściła też swoje buty i to, co tego wymagało. W końcu czeka ją tête-à-tête z samym kapitanem. Na oko zresztą – niewiele starszym od niej.

  – Gotowe... – sapnęła wreszcie do pilnujących ją, wskazując wnętrze podbródkiem i przechodząc pomiędzy marynarzami. Resztkę pomyj chlusnęła za burtę, szmatę rozwiesiła na wancie, zaplatając prymitywny węzełek jej rogami wokół liny, żeby wiatr jej nie zwiał, wytarła dłonie w spódnicę i ruszyła na rufę, po drodze przyglądając się uważnie wszystkiemu. Niestety – jako klasyczy szczur lądowy na żegludze nie znała się w zasadzie wcale, ale to, co mogło się okazać potrzebne, gdyby przyszło musieć dalej ciągnąć farsę z wieszczką, starała się dostrzec, kierując intuicją.
  Po kilku minutach stała przed drzwiami do kapitańskiej kajuty. Odruchowo zaczesała włosy za uszy (wiatr natychmiast sprawił, że na niewiele się to zdało), zapukała pięścią, odczezkała chwilę i weszła, obiecując sobie nie płacić wrogością za życzliwość, gdyby takowa miała od niego nadejść. Gdyby zaś jeszcze miał tu jakieś niepotrzebne żarcie... I picie! Picie... Gardło miała tak zaschnięte, że coraz trudniej było już przełykać ślinę.
Ilość słów: 365

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 114
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz lip 22, 2018 12:23 pm  

Narrator

  Gdy wyszorowała podłogę z zawartości własnego żołądka wyszła na pokład. Świeciło słońce choć nisko nad horyzontem. Okręt aktualnie stał na kotwicy. Dziobem na północ. Po prawej zaś był ląd pokryty śniegiem. Daleko na horyzoncie majaczyły góry lodowe. Burzowe chmury zostawały powoli rozmyte zwiększając widoczność. Fole uspokajały się w chwilowej ciszy wiatrowej. Mimo to coś pchało okręt na północ. Prąd morski w tym miejscu był silny. Bardzo silny.
  Do jej uszu dobiegł dziwny dźwięk. Jakby coś rozorało wodę i z potężnym pluśnięciem zanurzyło się. Jej włosy zmoczyła słona woda. Na lewej burcie okrętu własnie widziała charakterystyczną wielką poziomą guzkowatą płetwę. Ta szybko zniknęła pod wodą z kolejnym pluskiem.
  Rozmawiający wcześniej marynarze przypatrywali się jak przywiązuje szmatę. Pokiwali głowami i skinieniem wskazali drzwi na nadbudówce rufowej po lewej. Musiała jednak chwilkę poczekać. Do niego ustawia była kolejka. Może na statku wszędzie było blisko co nie znaczyło że dojście gdzieś to kwestia chwili. Co jednak ów kapitan robił pozostawało tajemnicą.
  Gdy jednak stała już w kolejce usłyszała od współ oczekujących iż chodzi o wypłatę wynagrodzenia. Część z nich postanowiła z uwagi na niekorzystne przeżycia upomnieć się o stosowny beneficjent z tego tytułu. Kapitan zgodził się na to i stosownie do zasług podczas sztormu wydawał im odpowiednie fundusze. W końcu i ona znalazła się przed drzwiami. Za nią pojawiły się jakieś 4 osoby.
  Jej pukaniu odpowiedziało szybkie – Wejść wieszczko. A reszta wypłat za pół godziny. Przerwa. – prawdę mówiąc przypominało to bardziej jakiś urząd w Waldgrossen niż typową łajbę.
  W środku napotkała względnie duży bałagan i całkiem sporo sprzętu. Poza mapami były tam dziwaczne przyrządy których funkcji nie rozumiała. Poznała kilka lunet. Ale część z nich była wyjątkowo dziwna i posiadała jakieś dziwne kryształy w budowie. Kapitan stał przy stole i patrzył na nią zaciekawiony. – Kim jesteś i skąd pochodzisz. Poza tym kiepska bajeczka na ten konkretny statek i kapitana. Choć może to i prawda. W każdym razie Drugą nie jesteś na ile umiesz wróżyć do ja nie wiem. – podał jej kufel piwa prosto z stojącej obok beczki – Napijesz się może na rozwiązanie języka?
Ilość słów: 432

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 30
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lip 22, 2018 12:49 pm  

  Zanim stanęła przed drzwiami kapitańskiej kajuty, musiała stwierdzić, że zniosło ich zdecydowanie kawał na północ. To, co zauważyła z pokładu było jednocześnie fortunne i niefortunne. Widać było ląd – a więc jej wyobrażenia o tym, że są na środku bezimiennego oceanu, były nieprawdziwe. Z drugiej jednak strony – ten śnieg, lód i wyraźny chłód w powietrzu groził, że zmuszona do dłuższego przebywania na zewnątrz w swoim obecnym stroju – zamarznie.
  Gigantyczne cielsko, które zdążyła zauważyć, było jakby potwierdzeniem zbytniego oddalenia od „normalnych” części świata. Wieloryb przeraziłby ją, gdyby zobaczyła go w całości. W ujawnionym zaś fragmencie był póki co „czymś dziwnym w oceanie”.
  Sytuacja przy drzwiach kajuty zdziwiła ją niewąsko, ale kapitański rozkaz z wnętrza nie dał jej czasu utkwić w kolejce na dłużej.
Przecisnęła się między odchodzącymi od progu marynarzami i zamknęła za sobą drzwi od środka.

  Przystojniak-kapitan patrzył na nią tak, jak ludzie mający władzę wiedzą, że mogą patrzyć na tych, którzy od tej władzy zależą. Tak też przemawiał. Bishrun w pełni rozumiała, że w jej obecnej sytuacji bytowej nie ma powodu starać się tego zmieniać i mu tę supremację zaburzać.
  – Jestem… włóczęgą. Z Nerdii – odparła na tyle szybko, by nie zdążył pomyśleć, że to jej kolejne kłamstwo. Postąpiła trzy kroki do wnętrza kajuty, przypatrując się mężczyźnie. Nie rozwiewała na razie jego wahań, czy bajeczka o wieszczce to prawda. Nagle bowiem w rozmowie pojawił się element, który zupełnie zmienił jej sens.
  Picie…
  – Tak, kapitanie– odrzekła skwapliwie i podeszła do niego, gotowa przejąć proponowany kufel. – Wielkie dzięki. Prawda jest taka… – przerwała sobie, biorąc potężny łyk na początek. Przerwa trwała chwilę, bo trzymała piwo w ustach z przymkniętymi oczyma, zanim przełknęła –… taka, że musiałam się gdzieś ukryć w Kinkengardzie. Uciekałam i trafiłam do niestrzeżonej ładowni. Nikt mnie nie spił, po prostu: kiedy już kryjówka okazała się skuteczna, postanowiłam w niej zostać… na dłużej. – Znów przyssała się do kufla i piła, dopóki na dnie nie zostały ostatnie dwa łyki. Patrzyła na kapitana, po swojemu spode łba, ale gwałtownie wprowadzony do organizmu alkohol na pusty żołądek zaczynał uzmysławiać, że nie będzie najlepszą gwarancją sprawności ruchowej i równowagi. Na wszelki wypadek Bishrun oparła wolną dłoń o beczkę – wszak wiało, kołysało, lepiej się czegoś trzymać. Do bezpośredniego wpływu alkoholu było jeszcze daleko, więc bandytka bez problemu podjęła założenie, że w proponowaniu jej alkoholu kapitan może mieć cel inny, niż prosta radość podzielenia się piciem z osobą spragnioną.
Ilość słów: 500

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 114
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn lip 23, 2018 5:28 pm  

Narrator

  Stanęła w końcu w kabinie, swoje w kolejce wystała. Przeciskać się między nikim już nie musiała bo reszta załogantów odeszła smętnie. Szemrali coś o tym że w sumie to i tak bez znaczenia ba na razie na nic tego nie wydadzą. Co najwyżej przegrają w karty albo w kości.
  Gdy znalazła się w środku i powiedziała skąd pochodzi, kapitan znowu wybuchnął swoim rechoczącym śmiechem. – Nie kurwa shinobi z Cesarstwa. Tyle to widzę, powiedz mi to czego nie widzę. – dał jej jednak chwilkę na napicie się piwa gdy przytaknęła. Patrzył się na nią rozbawiony. Nie miała pewności o co chodzi. Wysłuchał jej opowieści przy kuflu po czym zapytał – Jeśli zapytam przed kim uciekasz nie odpowiesz co nie? – po chwili sięgnął do jednej z szafek i wydobył stamtąd pół bochna chleba i ser. Rzucił jej je niedbale na stół przed nią a obok beczki. Ta trzymała się jej kurczowo toteż dodał – Masz zjedz, wiatru na razie nie ma i temu stoimy na kotwicy. Jedyne co może tobą zarzucać teraz to piwo ale nie wyglądasz mi na taką co po jednym kuflu zatacza się po okolicy. – po chwili gdy rozsiadł się w fotelu delektując kawałkiem sera dodał – Widzisz sprawa jest taka, nie powinno cię tutaj być. Ale to i tak bez znaczenia bo przy tej wyporności jedna gęba różnicy nie robi a żywności na razie mamy dość. W razie czego to w okolicy jak widziałaś wcześniej pływają nam takie wielkie góry żarcia. Zwą to wielorybem, w initium dowiedziałem się zaś że to tak zwany humbakiem. W każdym razie wolałbym jednak byś jakoś odwdzięczyła się za transport. Co umiesz robić? Trzeba ci znaleźć zajęcie. I żeby nie było zabraniam ci kupczenia dupą bo to mi rozproszy załogę albo zarazi jakimś świństwem. – kapitan nalał sobie kolejny kufel i bez pytania zabrał jej kufel napełnił piwem i oddał w jej ręce.
  Stół przy którym stali był zastawiony sprzętem. Na lewo od niej leżała mapa. Kilka przedmiotów wyglądających jak podwójne patyki leżało obok. Na mapie znajdowała się też wielka księga w której widziała dziesiątki liczb i drobnych map. Widziała tam też mapy nieba przedstawiające położenie gwiazd. Co jednak było najciekawsze w ozdobnym uchwycie za kapitanem znajdowała się dziwna broń. Pokryta drobną siatką wyżłobień w swojej budowie podobnej do tego co na powierzchni skóry miał kapitan.
Ilość słów: 449

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 30
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 23, 2018 6:12 pm  

  Pytanie o powód ucieczki faktycznie – zignorowała. Odpowiedź raczej nic by kapitanowi nie dała, a Bishrun wolała gadać mniej, niż więcej, w sytuacji, w której w zasadzie wszystko zależy od kogoś innego. Począwszy od wyżywienia, skończywszy na samej obecności gapowicza na pokładzie unieruchomionego okrętu.
  Nad chlebem i serem nie medytowała długo; odstawiła kufel i zabrała się do jedzenia, słuchając kapitana już nieco mniej uważnie. Starała się trzymać łapczywość na wodzy – ale też nigdy nikt jej nie uczył jakichś niezwykle wytwornych zwyczajów przy stole. Gadkę o tych hendbekach, czy humbugach, zignorowała zupełnie, ale z ustami zalepionymi serem i chlebem podniosła na kapitana czujniejsze spojrzenie, gdy przeszedł do konkretów. Chlapnął przy okazji kilka słów, które pewnie przypłaciłby chlaśnięciem szamszira przez gardło, gdyby nie to, że tylko od jego łaskawości zależało tutaj jej najbliższe bytowanie.
  Póki co.
  Pod ciasno opinającą żuchwę skórą zagrały mięśnie, Bishrun przestala żuć na kilka sekund po ostatniej uwadze kapitana i wbiła w niego ciemne spojrzenie półprzymkniętych ślepi – ale trwało to tylko chwilę.
  – Jak o to chodzi, to raczej jestem zdrowsza niż twój nazdrowszy marynarz... – odparła cicho i niezbyt wyraźnie, wciąż z ustami częściowo zapełnionymi jedzeniem. Zapiła to łykiem piwa i mówiła dalej już normalnie: – Nie umiem zbyt wiele ze spraw... marynarskich. Ale mogę wam na przykład... – spojrzała kapitanowi w oczy – ...gotować. Albo pomagać robić to, co potrzeba, a co nie chce się ludziom źle opłaconym i wkurwionym bezczynnością. Oprócz tego oczywiście przydam się w walce – jakby do niej doszło, co na razie wątpliwe. Ile masz tych małych łodzi? Idąc tu widziałam chyba dwie. Mówisz, że nie ma wiatru – nie warto pociągnąć okrętu wiosłując do brzegu? – Och, oczywiście – była przekonana, że ten miglanc znów wybuchnie rechotem na ten pomysł. Tak budował swoją wyższość – nonszalanckim wielkopaństwem. Uznała, że ma już dość danych na taki osąd. Niech więc dożywi swoje ego – wrodzona duma Bishrun podpowiadała takie rozwiązanie, bo... w sumie między innymi tak właśnie sama funkcjonowała. – Lepsze konkretne zajęcie i trudny, ale bliski cel, niż wystawanie w kolejce po dniówkę, którą mogą sobie w dupę wsadzić, dopóki okręt ani drgnie. I wiedzą o tym. I prędzej czy później będą potrzebować czegoś, za co będzie można się wyładować. Na kimkolwiek – zakończyła, niemal przypadkiem unosząc kufel z resztką piwa tak, jakby nim chciała wskazać kapitana. A może tu chodziło tylko o gest toastu?
  – Ale jest jeszcze jedno, co mogę robić – skoro mowa o zajęciu dla mnie– dodała na koniec, gotowa przerwać tymi słowami pierwszą reakcję kapitana. – Coś, czego beze mnie byś nie miał: rozmowa. Po prostu. – I popatrzyła na niego na tyle szczerze, na ile potrafiła. Może to był strzał na ślepo, ale wyobraziła sobie, że dopóki okręt robi swoje (czyli płynie, wartko tnąc fale), dopóty wszyscy mają swoje miejsca i dzialają sprawnie, i nie trzeba szukać sobie innych zajęć. Kapitan nie spoufala się zbytnio ze swą załogą, nawet jakiegoś swojego "drugiego" musi trzymać na względny dystans (inna rzecz, że jeszcze takowej figury nie dane jej tu było spotkać – poza bosmanem), więc ostatecznie ląduje sam w kajucie na długie godziny. I jeśli statek płynie, to są to godziny zainwestowane we wliczoną sytuacje. Ale teraz? Czyż była zupełnie pozbawiona prostej atrakcyjności możliwość zamienienia kilku słów między kapitanem, a kimś, kogo najmniej chyba mógł się on spodziewać?
  Nawet więc jeśli zostanie znów wyśmiana – nie szkodzi. Nie wyglądało na to, by groziło jej tu coś więcej. Na zbywających kapitanowi zapasach gotowa była przetrwać tyle, ile los pokaże.
Ilość słów: 700

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość