"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Błękitnym tropem

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 162

śr cze 20, 2018 8:44 pm  

Błękitnym tropem

Jasław "Yas" Labuhn
Wielki Step, Jaksar, 1527 rok


  Od jakiegoś czasu ludzie zwykli mówić, że czarne chmury napłynęły nad cały Jaksar, od dalekiej północy, aż po najgłębsze zakamarki – jak na ironię – Wąwozu Pierwszych. I choć w rzeczywistości zbliżające się lato zapowiadało się na upalne, a nieskazitelna wiosna skutecznie ograniczała częstotliwość opadów, tak ciemny dym unoszący się wprost ze zgliszczy spalonych wiosek, tworzył wręcz piorunujący efekt. Inwazja Pierwszych nie była już tylko mrożącą krew w żyłach plotką, a stała się budzącą trwogę prawdą. Bladolica pożoga ciągnęła po traktach, leśnych ścieżkach, a nawet bezdrożach. Pozostawiając za sobą jedynie ruiny, krew i porozrywane ciała. Byli jednak tacy, co potrafili stawić czoła tej pladze. W czasach pokoju przerażający, roztaczający aurę niepokoju poprzez swą potęgę. W erze wojen z Pierwszymi obwołani bohaterami i ostoją ludzkości. Kolejny raz w historii świata nadszedł ten moment, kiedy nawet zwaśnione frakcje musiały zacząć współpracować. Do walki, w której udział wzięli już Drudzy i Egzarchowie z Initium, Exitium oraz Auxilium, powoli dołączać zaczęły też pomniejsze oddziały Zakonu Niebiańskiego Płomienia. Niektórzy twierdzą, że widywali i Żniwiarzy, którzy ostatnimi czasy wydawali się być nazbyt cicho. Choć obecnie wszelkie wieści po Jaksarze niosły się powoli, to mimo wszystko skutecznie. Od Żarnowca do Portu Gawron. Od Gawrona, przez Wszebory, do Dąbka. Od Dąbka rozdzielając się na trzy gałęzie do Strzelca, Mirosil i Śnieżnej Przystani. Po drodze wzbogacając się o nowe relacje dotyczące odnotowanych strat. Energetyczna wojna trwała w najlepsze. A gdzieś w środek jej samej wrzucony został nie kto inny, jak Jasław Labuhn.
  Młody adept ledwo zdążył wrócić do Initium, zdać stosowny raport samemu von Angererowi, jedynie nieco wykurować nowe rany, a znów został posłany w bój. No, może słowo "bój" nie zostało użyte przy odbieraniu kolejnych rozkazów, jednakże nie było problemem domyślić się, że "rozeznanie" w tym przypadku oznaczać będzie "eliminację". List podpisany przez Wielkiego Mistrza został dostarczony do rąk Yasa przez starszego, rudego mężczyznę, który zniknął równie szybko, jak się pojawił.
  Treść była prosta: Labuhn miał towarzyszyć kompani składającej się z dwójki innych magów i całkiem sporego orszaku Egzarchów. Na czele bandy stanąć miał Ulrich Schwarz, zaprawiony w walce Drugi posługujący się nie tylko zwykłymi zaklęciami, ale też przedmiotami pokrytymi rytuałami. Data wymarszu brzmiała "natychmiast".
  Tak oto, gromadzą się na placu w około piętnastu mężczyzn i pięć kobiet, Jasław miał okazję ujrzeć swego nowego przywódcę. Rosły mężczyzna, o krótko ściętych, czarnych włosach, twarzy pełnej blizn i rybich, wręcz wrednych oczach. Okalała go gruba zbroja płytowa pokryta jarzącymi się błękitem liniami. Rytuały narzucono nawet na żelazne obuwie, rękawice, a i zdawało się, że na sięgającej niemal do ziemi czarno-czerwonej pelerynie coś zmajstrowano. Widok ten można było opisać zaledwie dwoma słowami "jednoosobowa armia".
  Schwarz wygłosił pokrzepiającą przemowę, która zdaje się miała podnieść i tak całkiem wysokie morale kompanii, po czym przysłonił twarz bogato zdobioną maską i poprowadził drużynę ku bramom.
  Za murami czekała już szósta powozów. Jeden przeznaczony dla Drugich, cała reszta – dla Egzarchów. Tak oto Labuhn miał okazję jechać w jednym wozie z Ulrichem. Oprócz niego dostrzegł jeszcze jedną, tym razem znajomą twarz. Magus, który razem z nim uszedł niemal cały i zdrowy z poprzedniej misji. Wyraźnie niezadowolony obrotem spraw.
  Pierw zatrzymamy się w Żagiewnikach — zaczął Schwarz. Tak po prostu. — Potem przejedziemy przez Hawiary i skierujemy się prosto do Powładów. Zdaje się, że oboje już tam byliście, a Pierwszy, który zaatakował osadę zdołał wam umknąć — rzekł z przekąsem. — Z twojego raportu wynika, że ów był wyjątkowo silny, zdolny położyć kilku magów i Egzarchów — skierował wzrok ku Yasowi. — Dlatego się tam rozejrzymy. Mógł to być jeden z ichnich przywódców. Może i Pierwsi zdają się działać chaotycznie, ale nie są głupi. Są przebiegli, sprytni i potężni. Mimo swej dzikiej natury posiadają pewną hierarchię. Miejcie oczy dookoła głowy. Nasi Egzarchowie będą nas bronić własnym ciałem, ale nie są przeszkodą nie do ominięcia. I to tak słowem wstępu — wyprostował się, aż coś strzeliło. — Od dziś jestem waszym nowym przełożonym i macie bezwzględnie wykonywać moje rozkazy. Wszelkie niesubordynacje zostaną uwzględnione w raportach. Jeśli będziecie chcieli coś zrobić, a nie będzie to zagrażać życiu waszym lub całej grupy, to najpierw pytajcie mnie. Organizacja to klucz do zwycięstwa — dokończył. Brzmiał cholernie poważnie, był zaskakująco pewny siebie i roztaczał budzącą strach aurę. Pozostali Drudzy jedynie przytaknęli na jego słowa. Tymczasem karawana była w połowie drogi do Presbergu.
  Całkiem sporo czasu minęło, nim konie pociągnęły całą drużynę wokół Gór Erzberg, by potem z Mairoux odbić do Dornstadt, a stamtąd skierować się prosto do Mirosil, by zejść na trakty biegnące w stronę Powładów. Słońce górowało na bezchmurnych niebie, kiedy na horyzoncie pojawiać zaczęły się Żagiewniki. Nie wyglądało na to, żeby jakieś nieszczęście odwiedziło w ostatnim czasie położoną przy niewielkim zagajniku wioskę. Po drodze minęli wiele unoszących się słupów czarnego dymu, ale ta okolica zdawała się być spokojna.
  Zaraz będziemy na miejscu — odezwał się woźnica.
  Ostatnie chwile na pytania, nim otrzymacie rozkazy. Potem nie będzie na to czasu — szybko zareagował Schwarz, spoglądając na Drugich. I to rzeczywiście był dobry moment na rozwianie wszelkich wątpliwości, które mogły trapić Labuhna...
Ilość słów: 1069

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 25
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

czw cze 21, 2018 5:01 pm  

  Pierwsze kilka dni po powrocie były okropieństwem dla młodego maga. Sporządzanie raportów i formalności związane ze śmiercią towarzyszy na misji. Nie biorąc po uwagę jeszcze tego, że sam odczuwał skutki długotrwałej wyprawy, otrzymał list od samego Wielkiego Mistrza informujący o kolejnej wyprawie. Już samo to, że powoli zaczynało brakować ludzi, to jeszcze szykowała się kolejna duża ekspedycja. Upierdliwa jest ta niby "wojna" – pomyślał, po czym doczytał na pergaminie z rozkazami, że wyruszają do Jaksaru, ponownie. Ucieszył się na duchu z możliwości zobaczenia rodziny, lecz nie liczył na to zbytnio zważywszy na jego obowiązki jako Drugiego. Doczytując, że na czele kampanii miał stanąć Ulrich Schwarz, który był znany w murach Initium i poza nimi ze swojego doświadczenia, mocy jak i niebywałych zdolności przywódczych.
  Labuhn przygotował najpotrzebniejsze przedmioty, które pochował w swych ciężkich sakwach przyczepionych do pasa, oraz spędził kilka godzin na wyprodukowanie sobie 20 kapsułek z żelazem. Spakowany i ubrany wyruszył na główny plac. Jego oczom ukazała się niezła gromada ludzi. Pośród nich oczywiście nowy dowódca, lecz jego wzrok przykuła znajoma maska. Należała do Drugiego, z którym wrócił żywy z ostatniej misji. Krocząc w jego stronę, starł przypomnieć sobie jego imię. Dalewin, Dalwin... chyba coś takiego. Nie zapytam go przecież teraz o imię, bo wyjdę na ignoranta... Moja pamięć do imion jest beznadziejna. Rozmawiając sam ze sobą w swojej zamotanej głowie, zbliżył się na tyle, aby móc usłyszeć mowę Ulricha. Najzwyklejsza przemowa o wadze tego ich "rozeznania", kilka słów o bohaterstwie, i że właśnie do takich rzeczy zostaliśmy stworzeni. Nie wywarło to na młodym Jasławie żadnej ekscytacji, czy też odrobiny chęci do wyruszenia właśnie teraz na kolejny bój z bladolicymi.
  Znajdując się już w powozie przygotowanym właśnie dla Magusów, mogli spokojnie się rozluźnić, a Yas zdjął maskę. Zrobił to również jego znajomy, którego twarz mógł oglądnąć ponownie, jakby nie miał jej dość po ostatniej misji. Nie minęło więcej niż 5 minut, a Schwarz zaczął opowiadać plan ich podróży. Labuhn słuchał uważnie i cała trasa miała sens, jak i była bardzo krajoznawcza. Prześledził w głowie mapę topograficzną Jaksaru i stwierdził, że przejadą kawał kraju. Gdy dowódca zwrócił się do młodzieńca, kierując na niego swój wzrok, wyczuć było te doświadczenie w rozmowie z podwładnymi. Poczuł się przy nim mały i do głowy nie przychodziło mu żeby myśleć o brawurze i samowolce. Nie bardzo zrozumiał wzmiankę, że ich ochrona w postaci Egzarchów nie jest dla nich przeszkodą w walce, ale chyba chodziło mu o to, że jeżeli stali by w pierwszej linii z Pierwszym, to nie zawahałby się, aby rzucić pożogę, aby tylko osłabić przeciwnika. W głowie Yasa wyszło pewne równanie. Jeżeli wcześniej prawdopodobnie spotkali przywódcę bladolicych, to jeżeli natrafiliby na zwykłych żołnierzy, to nie byłoby aż takiego problemu w pochwyceniu, lub jego eliminacji. Zrozumiał również jasno i wyraźnie, że każde działanie, które chcą wykonać, musi być zatwierdzone przez niego samego. Chyba, że na szali leży nasze życie, lub naszych towarzyszy.
  Droga mijała i mijała, a końca nie było widać jeszcze na horyzoncie. Dzięki lekkiemu trzęsieniu się karawany, Yas zmrużył oczy na dosłownie chwilę i odpłynął. Ocknął się na białej pustyni. Piasek pod jego stopami był biały niczym śnieg, a temperatura była minusowa. Rozejrzał się wokół siebie, nie dostrzegając nic. Znów spojrzał przed siebie, a przy jego twarzy pojawiła się grota. Jak echo w jego głowie, kolejne głosy wołały "veni nobis, veni nobis"... Chcąc ruszyć przed siebie, poczuł jak zatapia się w sypkim podłożu. Wiercił się i kręcił, a piasek pochłaniał go jeszcze szybciej. Kiedy doszło do tego, że jego usta, nos i zaraz potem oczy zostały pogrzebane pod ziemią, obudził się zlany zimnym potem. Nie robił paniki, a koniuszkami palców starł delikatnie krople wody z czoła.
  Kolejne godziny spędzał na podziwianiu terenu, oglądania chmur i szukaniu gwiazd na niebie, aby określić kierunek, w jakim zmierzają. Droga miała się powoli kończyć, co zaakcentował sam woźnica, mówiąc że niedługo dojadą na miejsce. Gdy Ulrich zaakcentował stanowczo, że mają teraz ostatnie chwile na pytania, Yas postanowił wyrwać się przed całą resztą i momentalnie rzucił. – Czy jedziemy na miejsce naszej ostatniej wyprawy, ponieważ otrzymaliśmy wiadomość, że ten sam Pierwszy pojawił się ponownie, czy jest potwierdzone zagrożenie w tamtym obszarze ze strony innych grup? – czekał na odpowiedź z zaniepokojeniem w sercu. Zaraz po jej otrzymaniu, dodał jeszcze jedno, ostatnie już zapytanie. – Jest szansa na spotkanie przedstawicieli innych organizacji i czy mamy zamiar z nimi współpracować w ewentualności skrzyżowania naszych dróg? – Jego twarz była poważna, nie było tutaj czasu na jakieś głupie i podchwytliwe pytania. Każda informacja mogła im pomóc, lub zwiększyć same szanse na przeżycie i powodzenie misji.
Ilość słów: 914

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw cze 21, 2018 7:24 pm  

Narrator

  Ulrich słysząc pytanie Jasława poprawił swoją maskę. Mężczyzna spodziewał się tak naprawdę zdecydowanie większej ilości pytań, wręcz całej fali, która miała zderzyć się z niedopowiedzeniami i rozbić je w pył... Bądź się od nich odbić. Tak się jednak nie stało. "Z szeregu" wychylił się jedynie Labuhn oraz – towarzyszący mu na poprzedniej wyprawie – Drugi, którego imię, jak zresztą dobrze sobie przypomniał, brzmiało Dalewin. Po chwili zza żelaznej maski raz jeszcze wydobył się ten pewny siebie, niski, lekko zachrypnięty głos.
  Nie, nie otrzymaliśmy żadnych informacji, ani spekulacji na temat tego, gdzie znajdować może się obecnie ten konkretny Pierwszy. Z waszych raportów — na chwilę zwrócił wzrok w stronę Dalewina. — Że kręcił się w okolicach Powładów. Ani ja, ani Wielki Mistrz nie sądzimy, żeby ta przebrzydła kreatura szczególnie oddaliła się od tych terenów, szczególnie jeśli rzeczywiści jest jednym z dowódców — Odparł, obracając oczy na powrót ku miejscu, w którym siedział Yas.
  Delikatny wiatr wpadał do wnętrza nad wyraz przestronnej – szczególnie w obliczy pozostałych – karocy. Drudzy mieli wyraźnie lepsze warunki od Egzarchów, którzy zmuszeni byli podróżować w, może nie rozklekotanych, ale mających już swoje lata powozach. Na dotychczas bezchmurnym niebie nieśmiało pojawiać się zaczęły pojedyncze, śnieżnobiałe obłoki. Wysokie trawy delikatnie uginały się pod napływem sunącego powietrza, szumiąc przy tym niemrawo. Jakże ironiczna była ta na pozór sielankowa atmosfera w obliczu zagrożenia, które właśnie nawiedzało dziewicze tereny Jaksaru? Wielki Step niemal uginał się pod bladolicymi, jedynie próbując niekiedy powstać z kolan przy pomocy magusów. Schwarz jednak nie zwracał na to większej uwagi.
  Jak najbardziej istnieje prawdopodobieństwo, że po drodze natkniemy się na jakieś oddziały z Exitium. Oni nie opuszczają pola walki, chyba że martwi. Jeśli akurat będą w trakcie potyczki, to możemy im pomóc. Pamiętajcie jednak, że dla nas priorytetem jest odnalezienie tego jednego Pierwszego — odrzekł, raz jeszcze przypominając o najważniejszej części zadania.
  Dowódco Schwarz — odezwał się Dalewin — Mamy próbować go pojmać, czy zwyczajnie zabić? — zadał dość niecodzienne pytanie. Rzadko słyszało się o jakichkolwiek próbach pochwycenia szkarłatnookich, chyba że...
  Nie jesteśmy z Auxilium, ani nie mamy do tego środków. Jeszcze raz powtórzę plan: znaleźć, zabić, wrócić — odpowiedział na pytanie Drugiego. W tym momencie woźnica zatrzymał konie i zasygnalizował, że już znaleźli się na miejscu.
  Z karocy jako pierwszy wyszedł oczywiście Ulrich, zaraz po nim Dalewin, a na samym końcu Yas. Żagiewniki nie należały ani do grupy małych, ani do grupy dużych osad. W wiosce żyło może około czterystu, w porywach pięciuset ludzi. Wokół rozciągały się pola, na których głównie uprawiano pszenicę i ziemniaki. Po wschodniej stronie rósł zaś zagajnik, z którego wieśniacy prawdopodobnie pozyskiwali drewno. Na środku osady znajdował się niewielki plac. Ale nie brukowany, była to zwyczajna ubita ziemia. Na niej rozstawiono kilka straganów, gdzieś w kącie ustawiono szubienicę, a po zachodniej stronie wzniesiono skromną kaplicę.
  Przed nią zebrali się wszyscy Drudzy oraz Egzarchowie. Ludność zamieszkująca Żagiewniki z daleka przyglądała się maszerującemu orszakowi, a w ich oczach ujrzeć można było raz ulgę, a raz niepokój. Schwarz znów stanął przed szeregiem i zaczął mówić.
  Jak wiecie, jesteśmy w Żagiewnikach. Zatrzymamy się tu dosłownie na moment, aby zaczerpnąć odpoczynku gdzieś indziej, niż na glebie uścielonej futrami, bądź w karocy. Przy okazji przeprowadzicie pierwsze rutynowe patrole. Upewnimy się, że okolica jest tak bezpieczna, na jaką wygląda. A z samego rana wyruszymy dalej w kierunku Powładów. Zanim jednak się tym zajmiecie... — przerwał na moment i zdjął z prawej dłoni żelazną rękawicę. Sięgnął do szarej, skórzanej torby dopiętej do boku. Chwilę w niej pogrzebał, a potem wyjął dwie złote kule, którym gdy się przyjrzeć z bliska, ujrzeć można było delikatne żłobienia. Zupełnie jak na zaklętych, bądź objętych rytuałem przedmiotach. Odbijał się od nich blask słońca. — Labuhn, Dalewin. Wystąpcie — rzekł. — Te dwie kule to magiczne przedmioty, które zaczynają drgać i jarzyć się błękitem, kiedy gdzieś w okolicy wyczuwalna jest aura Pierwszego. Weźmiecie po jednej. Oddziały uformujecie sami. Do dyspozycji macie dwudziestu dobrze przeszkolonych Egzarchów. Możecie wziąć po piątce — powiedział i podał kulę pierw Jasławowi, a potem Dalewinowi. — Rozeznanie zaczynacie natychmiast. Możecie popytać wieśniaków albo ruszyć bez tego. Macie wrócić do dwóch godzin po zmroku — Dokończył. W tym czasie woźnice odprowadzali konie do stajni, pozostawiając przed nią puste karoce, z których tak naprawdę nie było nawet czego rozkraść.
  Przed Labuhnem stanął wybór. Wybór, kogo zabrać ze sobą na pierwszy zwiad. Znalazł się przed szeregiem dwudziestu ludzi – piętnastu mężczyzn oraz piątki kobiet. Większość wyposażona w długie stalowe kije pokryte liniami, lekkie zbroje i szare płaszcze sięgające do połowy łydek. Specjalizowali się głównie w walce bronią białą. Trójka niewiast miała w swym posiadaniu jednak zaklęte kusze, pozostała dwójka zaś charakterystyczną, zieloną chustę oplatającą ramię – oznaczała ona bardziej zaawansowane przeszkolenie medyczne. Jako broń służyły im krótkie miecze.
Ilość słów: 948

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 25
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pt cze 22, 2018 5:48 pm  

  Yas dostrzegając ruchy Schwarz'a, poprawienie maski oraz ta stateczna postawa ciała, wywnioskował, że pytania nie były zbytnio interesujące, a już na pewno można było się ich domyślić. Wysłuchiwał odpowiedzi z lekką dozą zawodu, gdyż nie spodziewał się, że po takim czasie będzie się w okolicy kręcił ten sam Pierwszy. Spodziewał się, że wędrują i sieją destrukcję jako zmobilizowane grupy uderzeniowe, a nie jako statyczni panowie lenni, którzy obrali sobie dany obszar. O możliwości spotkania innych członków organizacji odrębnej niż Initium też domyślał się na chwilę po wyrzuceniu z siebie tych słów. Miał problem z takimi rzeczywistymi rzeczami, przez co nie wychodził na bystrzachę przy przełożonych. Pytania jednak nie były zadane z chęci otrzymania konkretnych i wylewnych odpowiedzi. Bardziej zależało mu na tym, aby dowódca nie uznał go za ignoranta, który myśli, że w tak młodym wieku pozjadał wszystkie rozumy świata.
  Skierował swój wzrok na Delewin'a, który zaraz po nim zadał kolejne, już tak nie oczywiste pytanie. Jasław krótko analizując sytuację, w której musieliby pochwycić Pierwszego, doszedł do wniosku, że do takiej akcji potrzeba byłoby innego sprzętu, jak i idealnej koordynacji całej siły uderzeniowej, co było niemożliwe ze względu pracy z nowo poznanymi ludźmi. Nie zaskoczyła go więc odpowiedź, iż ich misją byłą eksterminacja, a nie złapanie bladolicego. Yas chciał wyjrzeć przez okno i zobaczyć, gdzie się znajdowali. Powstrzymał się do momentu, aż Ulrich nie przestanie mówić, aby nie obrazić go i nie ukazać olewającego zachowania. Gdy woźnica zatrzymał konie, nie trzeba było nawet sygnału o dojechaniu na miejsce. Labuhn jako pierwszy wyglądnął przez niewielką zasłonkę i obejrzał się po okolicy. Rozciągające się na długie kilometry pola, chałupy wieśniaków oraz zagajnik. Nic specjalnego, wręcz całkowicie rutynowego i nudnego.
  Wychodząc z karocy jako ostatni, Drugi zamknął drewniane drzwiczki i ruszył za znajomym i dowódcą kompanii. Minęło dosłownie kilka chwil, a cały orszak stał jak na rozkaz i wyczekiwał na słowa Schwarz'a. Sama wzmianka o patrolu przysporzyła Yas'owi małego zawodu. Miał nadzieję na rozprostowanie kości, ale nie w trakcie zwiadów poza wioską. Na komendę Ulricha, wystąpił z szeregu jak i Delewin. Otrzymali metalowe kule, które przypominały część wyjętą z maszyny. Dowiadując się, że potrafiły alarmować przy zetknięciu się z aurą Pierwszego, Jasław był nieco mniej zestresowany, wiedząc iż będą ostrzeżeni przed atakiem z zaskoczenia.
  Dostając pozwolenie na skompletowanie pięcioosobowej drużyny nie licząc ich samych, Magus kolejny raz wyrwał się z szeregu. Wiedząc iż zastępy kobiet posiadały strzelców i medyków, postanowił wybrać po jednej z nich, oraz dwóch bardzo rosłych Egzarchów i jednego najniższego. Wybierał względem użyteczności kobiety i względem dysproporcji wzrostowej mężczyzn. Jeżeli osoba obok zapytała go czym się kierował, to zapewne nic by nie odpowiedział, bo nie powie, że miał takie widzimisię. Po zakończonej odprawie, zdecydował się na natychmiastowe wyruszenie w stronę zagajnika. Słońce powoli zaczęło schodzić z nieba, więc wypytanie wieśniaków mogło zając zbyt dużo czasu, aby potem obadać jakąś sensowną połać terenu. Maszerując w obstawie dwóch najsilniej wyglądających wojaków z przodu, kryjących jego skrzydła miecznikiem i kusznikiem oraz trzymanie medyka blisko siebie, rozpoczął z nimi luźną rozmowę, na którą nie mógł sobie pozwolić w towarzystwie dowódcy.
  Na imię mam Yas i liczę na owocną współpracę. – rozpoczął od postanowienia, że nie zdradzi im swojego normalnego imienia, ze względów osobistych. – Naszym kierunkiem jest zagajnik, do którego dojdziemy w niecałą godzinę, a następnie będziemy szli wzdłuż linii pola oddzielającego wioskę od stepów i powinniśmy wyrobić się do ustalonej godziny zbiórki. – wypowiedział wszystko co miał im do przekazania jak prawdziwy lider grupy, co z jednej strony mu schlebiało, a z drugiej narzucało pewnej odpowiedzialności, której bardzo chętnie by się pozbył gdyby nadała się taka okazja. – Jakieś pytania? – dołożył na sam koniec.
Ilość słów: 748

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob cze 23, 2018 12:37 pm  

Narrator

  Młody magus dość szybko podjął decyzję co do wyboru kompanii. Przechadzając się przed szeregiem wybierał dość zróżnicowaną drużynę, która mogłaby nawzajem uzupełniać swoje braki. Medyk, kusznik i trójka wojaków – dwie kobiety, trzech mężczyzn. Egzarchowie nie zadawali zbędnych pytań, po prostu wystąpili do przodu i powoli ustawiali się w formację, jaką obrać kazał Jasław. A udać zamierzał się w stronę zagajnika.
  Podobnie uczynił Dalewin, z tą różnicą, że miast medyka, wziął drugą kuszniczkę. Zebrali się w zwartą grupę – osoby z bronią dystansową na tyle, trzech Egzarchów ze stalowymi kijami na przodzie, a on sam po środku. Yas mógł bez problemu zauważyć, że ruszyli w przeciwną stronę, niż on sam. Prosto między pola, które zarastała wysoka pszenica, trawa oraz gdzieniegdzie drzewa.
  Pozostali zostali rozsiani po wiosce, według rozkazów mieli zająć się ewentualną ochroną, a przy okazji pozbierać najważniejsze wieści, które mogły dotrzeć do Żagiewników. Sam Ulrich udał się w stronę sporawej twareny, która wzniesiona została naprzeciwko kaplicy. Po drugiej stronie placu.
  Droga do zagajnika wcale nie ciągnęła się tak długo, jak przewidywał Labuhn. Godzina zamieniła się w zaledwie trzydzieści minut niezbyt pośpiesznego marszu. W tym czasie Drugi miał okazję poznać imiona swoich nowych towarzyszy. Jako pierwsza przedstawiła się kobieta z chustą na ramieniu.
  Iwona Meyr, zajmuję się głównie wsparciem. Przede wszystkim medyk — powiedziała. Gdyby nie powaga, można byłoby stwierdzić, że dysponuje dość melodyjnym głosem. Jednak bezemocjonalny ton skutecznie zabijał wszelką melodyjność.
  Cathrin Bott — rzekła druga z niewiast. Ta, która dzierżyła kuszę.
  Rolf Weizmann, młociarz. Jak biję, to boli
  Samir al-Rahmani — przedstawił się ciemnoskóry mężczyzna. Miał wybitnie nedryjski akcent.
  Ostatni był niski, młody chłopak o jaksarskich rysach twarzy, rzadkim zaroście, ale bystrym spojrzeniu. Nie wyglądało na to, żeby jego ciało przykrywały potężne, stalowe mięśnie, za to wydawał się być giętki i zwinny. Kiedy owtorzył usta, z jego gardzieli wydobył się wysoki głos, jak u czternastoletniego chłopca. — Mogiłek ze Ślepowron, na miecze się biję. Mam zamiar dobrze służyć, Panie — rzekł. Gdy tylko usłyszała to pozostała część kompanii, na twarzach niektórych pojawiły się niemrawe uśmieszki.
  Jasław podczas dalszej podróży miał okazję nieco lepiej zapoznać się z drużyną, jak i ona sama między sobą. Nie sprawiali żadnych problemów, stale maszerowali w ustalonej wcześniej formacji i starali się mieć oczy dookoła głowy.
  Pogoda nadal dopisywała, choć z godziny na godzinę zrywał się coraz większy wiatr, a na niebie pojawiać zaczynały się kolejne, usytuowane już coraz gęściej chmury. Póki co całe białe, zważając jednak na ogólną duchotę jaka panowała na całym Wielkim Stepie, do przewidzenia było, że jeszcze trochę i zbierać będzie się na pasmo burz.
  Kiedy zawracali, słońce zaczynało powoli zachodzić za horyzont. Na powrót nadal pozostawało lekko ponad dwie godziny. I w tym momencie stało się coś nieprzewidzianego. Kula, którą niósł Jasław, na krótki moment, dosłownie na dwie sekundy, zajarzyła się na błękitno i zadrgała. By potem natychmiast powrócić do swego poprzedniego stanu i już nie wykazywać żadnych aktywności. Nie zauważył tego nikt oprócz samego Drugiego. Reszta kompanii po prostu rozmawiała między sobą. W tle słychać było jedynie szum wiatru, trel ptaków i świerszcze...


Spoiler:
 
Treść wiadomości dostępna jedynie dla Narratorów oraz upoważnionych do tego użytkowników.
Ilość słów: 632

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 25
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

ndz cze 24, 2018 4:01 pm  

  Czas z nowo poznaną ekipą mijał szybko, że nawet do samego zagajnika doszli szybciej niż to sobie kalkulował. Widać było w nich wszystkich tą wojskową musztrę, którą przeszli i szybszy marsz był jak zwykły chód. W pierwszym miejscu, pomiędzy drzewami brakowało śpiewy ptaków, lub był najzwyczajniej zagłuszany przez mocny szelest liści na wietrze. Poczuli wzmożoną jego aktywność, gdy w końcu wyłonili się zza chroniących ich drewnianych kolosów i wyszli na otwarte pole.
  Yas nie rozglądał się zanadto po terenie, jakby szedł zamyślony i lekko nieobecny. Widząc znajome ziemie, przypomniała mu się jego matka i całe rodzeństwo. Pomyślał, że teraz nawet nie mógłby ich uściskać, a nie widział ich od bardzo długiego czasu. Wyobrażał sobie jakie mieliby teraz twarze i jakby wyglądali. Z krainy marzeń wyrwała go jedna z niewiast, która pełniła rolę medycznego wsparcia. Rzucili kilka słów, po czym oboje ucichli. Było to dość niezręczne, ponieważ wyszedł na kompletnie niezainteresowanego rozmową z nimi. Tak jednak nie było, ale pomyślał, że będzie sprawiał pozory pojemnika bez emocji jak to większość Drugich miewa.
  Wędrując przez pola, kopnął mały kamyk, który odbił się pustym echem od najmniejszego członka całego patrolu. Każdy wraz z nim zignorowali ten detal, lecz Jasław przypomniał sobie właśnie jak młodzieniec z piskliwym głosem mu się przedstawił. Wydawał się mieć mocno zakodowane w swojej jeszcze młodej głowie, że Magusi są dla nich jak istoty wyższe. Yas szybko poprawiłby go, żeby znał swą wartość jeżeli przesadziłby z tytułami i wchodzeniem w dupę, ale to w swoim czasie, jeżeli takowy nadejdzie.
  Pogoda wydawała się dopisywać nie licząc ogólnej duchoty i znaku na niebie, że burza wędrowała w ich stronę z bardzo daleka. Gdy po jakimś czasie dochodzili do punktu zwrotnego w ich wyprawie, obierali kierunek zwrotny i poruszali się po łuku, mając w zamyśle obejść wioskę z drugiej strony. Słońce doskonale określało czas i wszystko wskazywało na to, że patrol skończyłby się idealnie w czas, gdyby nie mała niespodzianka. Kula, którą Yas otrzymał od dowódcy zaczęła się drżeć i świecić się jasnym błękitem. Trwało do dosłownie dwie sekundy i nagle przestało. Serce podeszło mu do gardła, gdyż nie spodziewał się zastania na patrolu bladolicego. Postąpił kilka kroków naprzód i momentalnie się zatrzymał, wyciągając lewą rękę zatrzymując medyka, który szedł obok niego.
  Zatrzymajcie się wszyscy. – powiedział, jednocześnie bacznie obserwując otoczenie i spoglądając za siebie. Wyszukiwał najmniejszych oznak zakradającego się przeciwnika. Zerknął również szybko na ziemię i w niebo nad nimi. Nie można było wykluczyć nieznanych im umiejętności Pierwszych. Nie miał zamiaru rozpraszać drużyny, także po braku znaku wroga, poruszali się bardziej zbitą grupką do celu zbiórki.
Ilość słów: 527

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz cze 24, 2018 9:29 pm  

Narrator

  Jak słusznie Jasław zauważył, Mogiłek był wyjątkową świeżynką w szeregach Egzarchów towarzyszących tej wyprawie. Rzadko zdarzało się, żeby tak młodych wojowników słało się prosto w bój, w dodatku bój z Pierwszym, bądź nawet Pierwszymi. Wiele zależało od szczęścia – choć tutaj też dwojako można było to pojmować. Dla jednych szczęściem było natknięcie się na bladolicego i zabicie go, dla drugich zaś – cóż... Można było śmiało stwierdzić, że mimo wyszkolenia w Initium, nie brakowało takich, co to chcieliby za wszelką cenę ominąć walkę z szkarłatnookimi. W tym wypadku jednak Jasław miał sporo farta, bowiem nie wyglądało na to, by ktokolwiek z jego drużyny przynależał do tej drugiej – jakby nie patrzeć – gorszej grupy. Dlatego też, gdy kazał się zatrzymać, wszyscy stanęli w tym samym momencie, jak jeden mąż.
  Rozglądając się wokół, Yas nie spostrzegł nic ponadto, co widział wcześniej. Drzewa, pomiędzy którymi panować powoli zaczynał mrok. Wysokie kępy traw, krzaki, a pomiędzy nimi skryte świerszcze dające swój cowieczorny koncert. Prócz tych dominujących dźwięków, do uszu wpadał jeszcze co jakiś czas trel ptaków oraz nieodłącznym szum liści poruszanych na coraz to mocniejszym wietrze. Nic poza tym. Zaklęta kula nawet nie zadrgała, a co dopiero mówić o jakimkolwiek świetle. Wszyscy więc zbili się w jeszcze bardziej zwartą grupkę i powoli ruszyli w stronę zbiórki.
  Chowają się, sukinsyny. Wiedzą, że nie mają szans z większą grupą — odezwał się Rolf, spokojnie, aczkolwiek dało wyczuć się jego głosie niezachwianą pewność siebie.
  Chowają chowają, też bym się chował. Cholerne bydlaki są takie cwane tylko wobec zwykłych ludzi. Jak przychodzi walczyć z inną magią to już inna sprawa — odparł Samir, z tym swoim nerdyjskim, nieco zabawnie brzmiącym, akcentem.
  Pieprzycie, równie dobrze mogą szykować zasadzkę. Nie są głupi, wiedzą kiedy uderzyć — wtrąciła się Iwona.
  I właśnie dlatego, Meyr, się chowają. Bo nie są głupi. Czyli miałem rację — szybko odrzekł Rolf, nieco złośliwym tonem.
  Bez sensu jest o tym rozmawiać, kiedy zaraz będziemy na miejscu. Oboje macie rację, tylko skończony kretyn rzuciłby się na takie stado Egzarchów i jeszcze do tego Drugich. Możecie o tym debatować, ale i tak on tu rządzi. Przynajmniej póki jesteśmy poza obrębem przystanku — skomentowała całą rozmowę Cathrine, spoglądając na Jasława podczas wypowiadania ostatniego zdania.
  Tymczasem rzeczywiście cała drużyna była już praktycznie pod Żagiewnikami, słońce zaś zaszło za horyzont już ponad dobrą godzinę temu. Wyglądało na to, że nadal mieli trochę czasu, choć na placu zbierali się już wszyscy. Z obchodu wrócił Dalewin i jego podwładni, Schwarz czekał rozmawiając z jednym z nieznanych Yasowi Egzarchów, a mieszkańcy wioski jak się pozamykali w domach, tak zamknięci siedzieli nadal. Po chwili Ulrich kątem oka spostrzegł wracający patrol pod dowództwem Labuhna i odprowadził go wzrokiem, aż do szeregu.
  Widzę, że są już wszyscy — rozpoczął. — Patrząc na to, że każdy z was wrócił w jednym kawału, domyślam się, że nie wydarzyło się nic specjalnego. Chyba, że się mylę i macie jakąś sprawę niecierpiącą zwłoki. Jeśli nie, to zwyczajnie udacie się na spoczynek do tawerny. Tam, żeby formalności stało się zadość, sporządzicie odpowiednie raporty, które w godzinach porannych trafią do mnie. Pokoi zaś jest wystarczająco, żeby pomieścić was wszystkich — skończył, milknąc na moment, by dać dojść do słowa innym.
Ilość słów: 638

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 25
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pn cze 25, 2018 5:01 pm  

  Nieodparta myśl o tym, że bladolicy mógłby chować się w wysokiej trawie, przyspieszyła tętno młodego magusa. Rozglądając się chwilę i nie dostrzegając nic innego niż ptaki, drzewa i otwarte pola, nieco się uspokoił. Cała grupa zatrzymała się tak jak im rozkazał, a to tylko świadczyło dobrze o nich samych. Potrafili słuchać i wykonywać polecenia, a w wojsku, bo tak to teraz każdy inny człek by nazwał, dyscyplina jest najważniejsza.
  Zbliżyli się do środka formacji tak, że Yas spokojnie mógł na wyciągnięcie ręki chwycić Egzarchów przed sobą w ramię. O to teraz chodziło, aby stworzyć dość silny mur. Kiedy Labuhn usłyszał, że zaczęli debatować na tematy Pierwszych i ich taktykach i preferencjach, zrobiło mu się słabo. Nie mógł się dziwić, że z ich strony otrzyma brak doświadczenia, ale ignorancja denerwowała go niemiłosiernie. Sam nie był człowiekiem, który tak bardzo przejmuje się wieloma rzeczami, ale jeżeli chodziło tu o życie własne i kamratów, miał ochotę strzelić każdego po kolei w łeb.
  Gdy Cathrine kierowała swe przemyślenia do całej grupy, spoglądając na Yas'a, ten spuścił lekko głowę. Zbierał w swojej głowie odpowiednie słowa, aby powiedzieć co o tym wszystkim myśli.
  – Ignorancja co niektórych jest porażająca... – przystanął na chwilę, aby objąć ich wzrokiem. – Jeżeli uważacie, że jeden Pierwszy nie dałby rady sobie z całą naszą szóstką, to znaczy, że nie powinno się co niektórych wypuścić poza mury Initium. – ruszył ponownie, rzucając wzrokiem na każdego z osobna. – Myślicie, że przerwalibyście atak z zaskoczenia? – dodał bardzo poważnym i lekko zdenerwowanym tonem. – Powiedzcie to moim towarzyszom, którzy zostali zarżnięci w ułamku sekundy... trzech świetnie wyszkolonych wojaków i magus zginęli, nim zdążyli zrozumieć, że śmierć po nich idzie... – nagle ucichł, a jego głos rozniósł się echem w jego masce.
  Reszta drogi minęła spokojnie i zapewne w ciszy. Yas sam nie odezwał się więcej, a jego słuch był skierowany bardziej na otoczenie niż słowa towarzyszy. Będąc już na miejscu, młody Drugi przyuważył, że domy wieśniaków były wciąż zakneblowane, jakby bali się nadchodzącej wojny w centrum ich miejsca zamieszkania. Delewin doszedł do nich niedługo po tym jak Jasław zakończył swój własny obchód. Wszyscy członkowie kampanii ustawili się w szeregu i wyczekiwali na słowa Schwarza, który rozmawiał z nieznanym nikomu Egzarchą. Labuhn wyczekał, aż dowódca skończy mówić, a cała reszta ludzi się rozejdzie, aby móc porozmawiać w cztery oczy z kapitanem.
  – Dowódco Shwarz, natrafiłem na środku pola na zaburzenie w aurze. Kula którą otrzymałem od Pana, na kilka sekund zadrżała i błysnęła błękitnym światłem. Cała formacja była gotowa do walki, lecz nie wypatrzyliśmy oznak wroga. – powiedział na jednym wydechu. – Śmiem stwierdzić, że możliwością było, aby jeden z bladolicych był w tamtych terenach i pozostawił cząstkę swojej mocy. Może doszło do walki między nim, a kimś innym, lecz musiało to być dawno temu, gdyż nie było żadnych oznak walki. – Yas był bardzo przejęty i wiarygodny, a jednocześnie strasznie dyskretny, aby nie wprowadzać niepotrzebnego zamętu, jeżeli ta informacja okazałaby się tylko zwykłą wadą techniczną magicznego przedmiotu.
  Wyczekiwał na odpowiedz od dowódcy i mierzył się z tym, że otrzyma rozkazy, które niezwłocznie wykona. Jeżeli jednak tak by się nie stało, udałby się do tawerny na spoczynek i nie spędzałby zbyt wiele czasu w gronie Egzarchów.
Ilość słów: 656

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn cze 25, 2018 6:22 pm  

Narrator

  Rzeczywiście – tak jak przewidywał Jasław – cała drużyna zamilkła po małej reprymendzie ze strony dowódcy, przez co reszta podróży do miejsca zbiórki ciągnęła się w ciszy. Początkowo mógł zauważyć jednak, iż Cathrin chciała coś wtrącić od siebie, jednak w ostatniej chwili ugryzła się w język. Rolf delikatnie się obruszył, choć raczej nie wywarło to na nim większego wrażenia. Iwona nadal pozostawała śmiertelnie poważna. Samir mimowolnie skrzywił usta, ale po chwili jego mimika wróciła do normy. Mogiłek zaś, choć słowem się nie odezwał, poczerwieniał, wywołując tym uśmiech na twarzy Weizmanna. Poza tym nie działo się już nic.
  Po dotarciu na plac ulokowany na środku Żagiewników, Labuhn wysłuchał słów kapitana i poczekał, aż część Egzarchów się rozejdzie. Chwilę później podszedł do von Schwarza by porozmawiać możliwie na osobności. Początkowo Ulrich był zaskoczony taką postawą, gdyż najwyraźniej spodziewał się tego, że Yas powie o tym przy wszystkich.
  Nic wielce zaskakującego. Wątpię jednak, by były to resztki aury Pierwszych, którzy gdzieś tu przebywali. Czają się wszędzie, przymykają gdy nikt nie patrzy i knują. Ten musiał najwyraźniej już się stąd oddalać, gdy kula zasygnalizowała o jego obecności, dlatego też tak szybko ugasła. Nie możemy tego jednak zignorować. Choć sam nic nie czuję, wobec tego tak czy inaczej należy podjąć odpowiednie środki ostrożności — mówił jak zwykle poważnym tonem. — Przekażesz Delewinowi, żeby wybrał i wystawił na wartę dwójkę swoich ludzi. Ty zrobisz to samo. Możesz na ten czas przekazać któremuś z nich kulę, choć to zapewne niekonieczne. Gdy Pierwsi zbliżą się wystarczająco, te zaczynają świecić się tak mocno i trząść, że każdego wybudziłyby z twardego snu. Tutaj zrobisz to, co uznasz za słuszne — wydał rozkazy. — I pamiętaj, jutro godzinę po tym, jak wstanie słońce, wyruszamy dalej. Dopilnuj, żeby wszyscy, którzy są pod tobą, znaleźli się tu na czas.
  Zaraz po tym Yas skierował się do tawerny, gdzie zapewniono nocleg całemu magicznemu orszakowi. Jeszcze przed otworzeniem drzwi do jego uszu dobiegł gwar dochodzący z wnętrza. Zaś widok przybytku pełnego jedynie osób władających w pewien sposób energią, był wyjątkowo rzadki i warty zapamiętania. Łącznie z Jasławem było tam 24 ludzi, wliczając w to podstarzałego oberżystę z siwymi włosami, piwnym brzuchem i narzuconym na siebie fartuchem poplamionym winem.
  Kątem oka Drugi dostrzegł swoją drużynę, która siedziała przy stoliku gdzieś w rogu tawerny. Na stole ustawiono kilka talerzy i tacę, która wypełniona została czymś na wzór sałatki z grubymi kawałkami mięsa – trochę marchwi, sałaty i pokrojonej w kostkę, wypieczonej na rożnie, wieprzowiny. Najwidoczniej wszystko jeszcze było ciepłe. Parowało. Podobnie jak coś, co wyglądało na kompot śliwkowy i zostało podane w wysokim, szklanym naczyniu. Jak dało się też zauważyć, nikt w tawernie nie pił w tej chwili ani wina, ani piwa, ani nawet gorzały. Co chyba nad wyraz dziwiło oberżystę...
Ilość słów: 557

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 25
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

wt cze 26, 2018 9:06 pm  

  Podczas rozmowy z przełożonym Yas zastanawiał się, czy są Pierwsi zdolni do poruszania się nieopodal ludzi i zostać niezauważeni. Jeżeli tak było, to ten konkretny musiał być niewiarygodnie szybki, bądź też użyć kamuflażu. W każdym bądź razie musiał być czujny i mieć oko na wszystkich towarzyszy, gdyż żaden z nich nie zareagowałby dostatecznie szybko na atak wroga nie spodziewając się go jak on sam. Wszedł w stan stałej czujności.
  Tak jest dowódco Schwarz.– odpowiedział, gdy ten skończył swój wywód. Pomyślał przez chwilę których ludzi postawić na straży w nocy. aby cała reszta nie odczuła innego kratkowania z jego strony i wywnioskował, że pierwszą wartę mogą objąć Samir i Rolf, po czym zmieniliby się po dwóch godzinach z Cathrin i Mogiłekiem, a ostatni czas pilnowania pozostałby jemu i Iwonie. Dumając o tym, chciał przekazać informacje o harmonogramie swojej drużynie, a następnie dostarczyć rozkazy od kapitana Dalewinowi.
  Yas kroczył po udeptanej ziemi w stronę ich tymczasowego noclegu. Tawerna przepuszczała na dwór gwar, który był zrozumiały, patrząc na ich ostanie podróże i obowiązki. Każdy jeden chłop i kobieta chcieli na pewno odpocząć na normalnym posłaniu, nie w wojskowych warunkach. Otworzył drzwi szeroko i powolnym krokiem wkroczył do środka. Wzrokiem wyszukiwał Delewina, który siedział w gronie wybranych przez niego ludzi. Kątem oka dostrzegł również swoją drużynę, która zasiadła w rogu tawerny, mając zasłany jadłem stół i chlipiąc coś na wzór kompotu. Jego stopy poprowadziły go wpierw w stronę Drugiego.
  Dowódca rozkazał abyśmy wybrali po dwie osoby na nocną wartę. Możesz im przekazać kule, ale to już twoja własna decyzja co z nią zrobisz. – przekazał informacje zimno i bardzo profesjonalnie. Skierował się następnie w stronę schodów prowadzących na wyższą kondygnację budynku, aby odpocząć chwilę będąc cały dzień w podróży, a następnie na długim patrolu. Gdy postawił nogę na pierwszy stopień, jego brzuch odezwał się głośnym burczeniem. Przy okazji przypomniał mu, że należałoby wtajemniczyć swoją drużynę w plan warty. Ruszył tym samym do stołu, w którym zasiadali i zajadali się już sałatką z dużą ilością mięsa.
  Przyuważył, że pomiędzy najmłodszym uczestnikiem wyprawy, a blond włosom niewiastą było wolne miejsce dla jeszcze jednej osoby. Dosiadł się do nich, rozglądnął po wszystkich i zaczął mowę, którą również szykował przez ten czas w swojej głowie.
Wybaczcie mi, że wcześniej uniosłem się podczas rozmowy... – głos rozbił się żelaznym echem po masce. Chwycił kawał żelastwa spoczywający na jego twarzy i szybkim ruchem odłączył ją od reszty kaptura. Oczom wszystkim ukazała się gładka, nieprzeciętnej urody, młoda twarz. Błękitne oczy, w których nie jeden człowiek mógłby utonąć podczas rozmowy, skierowane były w stół. Prawą ręką odgarnął nakrycie głowy spod której wyjawiła się biała czupryna. Poprawił swoje włosy, po czym kontynuował starając się złapać kontakt wzrokowy z każdym z osobna.

  Zareagowałem ostro na rzeczy które mówiliście, ponieważ nie chciałbym stracić kolejnych towarzyszy przez głupie błędy jakimi są nieostrożność i niedocenienie wroga. – kończąc te zdanie zaczął ściągać rękawiczki i schował je do jednej ze swoich sakw. – Nim przejdę do strawy, bo mój brzuch woła o pokarm, chcę przekazać wam harmonogram nocnej warty. – mówiąc to, uśmiechnął się lekko wiedząc, że mało kto chciałby spędzić noc na staniu i pilnowaniu tawerny, gdy cała reszta spokojnie spała. – Samir i Rolf obejmą pierwszą wartę, po dwóch godzinach zmienią się z Cathrin i Mogiłekiem, a ja i Meyr obejmiemy posterunek jako ostatni. Wszyscy mamy stawić się na godzinę po wschodzie słońca na zaplanowany wymarsz. Jeżeli ktokolwiek ma zastrzeżenia co do mojego rozplanowania grup wartowniczych, teraz ma szansę na zabranie słowa. – Jasław czekał aż ktokolwiek się wypowie, a następnie zacznie swoją kolację, poprzedzając ją skonsumowaniem jednej ze swoich pigułek.
Ilość słów: 730

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość