"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Jeden nieostrożny krok

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 164

pn maja 28, 2018 5:38 pm  

Jeden nieostrożny krok

Hysteric
Księstwo Jaksaru, Czarne Bagna, maj 1527


  Manowce, wieś położona na północny zachód od Wielkiego Stawu, na granicy z Czarnymi Bagnami, z daleka wyglądała spokojnie. Aby się w ogóle do niej dostać, Eryk wraz z dwójką innych towarzyszy – Drugim Siergiejem Jożnym oraz Egzarchą Nadią Woleńko, spędził ostatnie kilka dni na spokojnym rejsie po jeziorze, aby w ogóle dostać się do wioski. Kolejną dobę spędził na żmudnym marszu do niej i właśnie teraz powoli dochodził do pierwszych zabudowań oraz pól, gdzie sadzono żyto, proso, owies – zboża o niewielkich wymaganiach glebowych, jakie występowały na podmokłych obszarach wokół bagien. Płachetka były niewielkie, skromnie obsiane, ale to, co osobowość Eryka widziała, to brak ludzi. Było praktycznie samo południe, słońce kryło się za chmurami i normalnie powinni pałętać się tutaj ludzie. Nikogo jednak nie było. W ogóle leżące bliżej bagien obszary wyglądały, jakby przeszedł przez nie jakiś huragan, a być może nawet delikatny pożar. Pierwszych osadników ujrzeli znacznie bliżej samej wioski, ale też wyraźnie trzymali się środka. Widząc wysłanników Initium, zatrzymywali się w swych zgarbionych pozycjach, gapiąc się podejrzliwie na nich, ale i z wyraźną trwogą, by następnie odprowadzać ich wzrokiem aż do linii wioski.
  — Trzeba znaleźć ludzi z Exitium. Mieli tutaj stacjonować. Szlachcic raczej odpada, proponuję gospodę — odezwała się po jaksarsku kobieta, powoli stąpając po wydeptanej, utwardzonej ścieżce. Mijali niewiele osób. Wszyscy zdawali się być jacyś płochliwi.
Tak. Nie wiem na jaką cholerę nas tutaj ściągali do babrania się w błocie i jeszcze kazali wziąć ze sobą tego...
Gospoda na horyzoncie — narzekania drugiego Jaksarczyka ostro przerwała jego kompanka, co nie zmieniało faktu, że ignorowali oni Hysterica, jakby był co najmniej jakimś szpikiem. On sam wiedział dokładnie, o co tutaj chodzi. Kilku Pierwszych o niesprecyzowanej liczbie pałęta się po okolicznych bagnach, atakując bardziej wysunięte zabudowania, pola uprawne czy chociażby miejscową kopalnię torfu. Wysłano pierw ludzi z Exitium, jak wspominała Nadia – Initium mało się zajmowało samymi polowaniami na Pierwszych. Niestety nikt nie spodziewał się, że po pierwsze: już podczas pierwszej potyczki z bestiami zostanie ciężko ranna Egzarcha, a po drugie: wioska będzie tak uprzedzona do Waldgrosseńczyków, którzy tutaj przybyli ich chronić przed priori. Z tego, co chłopcy słyszeli, miejscowa znachorka odmówiła pomocy z leczeniem, w karczmie podawali im posiłki najgorszego sortu, zaś sam właściciel ziemski, ten sam, który wysłał po wsparcie, zamknie im bramy przed nosem. Ten sam mężczyzna, Aleksy Marużenko, wysłał żądanie do wszelkich władz, podobno nawet skargę do kniazia, że to obraża jego autorytet i życzy on sobie rodaków do pomocy. Gdyby nie równoczesny list od magów, którzy także poprosili o drobną pomoc w samej sprawie, w tym o pomoc medyczną dla rannej magini, prawdopodobnie nikt by nie zareagował. A tak wysłany został Siergiej, wywyższający się całą drogę, zrzędliwy Drugi oraz Nadia, Egzarcha wysłana do leczenia. Erykowi kazano podążyć za nimi, aby "przygotował się do wszelkich ewentualności", czyli nauczył walki z Pierwszymi, z zastrzeżeniem, aby wykonywał każdy rozkaz dłuższych stażem, potężniejszych magów. Na takiej misji jeszcze osobowości chłopaka nie były i była to okazja do wykazania się... cóż, o ile jego nieznośni towarzysze przestaną go w końcu traktować jak powietrze tylko dlatego, że głównie operują w granicach trzeciego kręgu magii i przez to uważają się za lepszych od jakiegoś dziwaka.
Ilość słów: 669

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 22
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

czw maja 31, 2018 6:26 pm  

  Powiedzmy sobie szczerze, Hyst był niezmiernie szczęśliwy, ze mógł iść na wycieczkę. Oczywiście dla niego była to jak zabawa, a dla Acadii możliwość pokazania się, oraz nauczenia, a Eryk? Eryk miał jak zawsze w dupie, kto wie, czy ogóle ogarnął, z gdzie idzie? Pewnie nie.
  Większość "wycieczki" bywał Hysteric, który to nie zwracał większej uwagi na swoich towarzyszy a na wszystko, co było dookoła. A to na mech, po jakiej stronie drzewa rósł, a to na gwiazdy, kwiatki, jak ładne rosną, paprocie i inne ciekawe rzeczy. Czasem od czasu do czasu posłuchał, o czym mówią, jednak nigdy nie odpowiadał, bo jak wiadomo, miał z kim gadać. Z kimś, kto go lepiej rozumiał.
  Gdy dotarli na miejsce, no prawie, Acadia się nagle obudził i przejął ciało. Wolał by Hyst nie zareagował, zbyt gwałtownie na taką ilość ludzi, przy okazji, mieli to już ugadane od jakiegoś czasu. Pierwsze, na co zwrócił uwagę Acadia to na zachowanie ludzi. Co najmniej dziwne. Nie spodziewał się, że będą witać ich oklaskami, ale także nie spodziewał się, że będą smutni jakby, wylano na nich kubeł pomyj. Nie komentował w żaden sposób tego, co widział oraz tego, co usłyszał od swoich towarzyszy, mimo iż słuchał ich uważnie.
  Ruchy Hysterica zmieniły się, z gibkich, sflaczałych ruchów, czasami podskakując z nóżki na nóżkę, zmieniły się w spokojne, dokładne ruchy. Acadia wszystko badał swoim wzrokiem, tak samo, jak Hysteric, lecz jego spojrzenie było pewne siebie zaś Hyst, on... on zawsze się śmiał to i jego oczy się śmiały.
-Dziwni oni są.– Pomyślał sobie Acadia, zaś Hyst -Jakby ktoś ich zaszantażował- Zaśmiał się w głowie, Acadia jedyni westchnął, widząc, że nic więcej już nie ma co mówić. To łba Hysta trudno coś dociera. Mężczyzna, widząc, iż idą do gospody, poszedł razem z nimi, co mu tam. Chociaż czuł w kościach, iż niewiele się dowiedzą. Prędzej ich oplują, niż powiedzą, "dzień dobry, jak tam droga Wam minęła". Hah, chyba w snach!
Ilość słów: 365

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

wt cze 05, 2018 4:31 pm  

Narrator

  Gospoda jak gospoda – wykonana z dosyć jasnego drewna, okryta słomianą strzechą, podbudowana kamieniem. Szczytem możliwości nie była, to trzeba było jej przyznać. Miała jedno piętro oraz parter, być może piwnicę, gdzie skrywały się antałki bardziej bądź mniej przedniego wina... w samym środku było parno i śmierdziało, brońcie Oni ziołami, dobrym jedzeniem czy porządnym piwem. Prędzej jakimiś zwierzętami, ludzkim potem i szczynami, a także niesmacznym alkoholem. Stoły poustawiane były wzdłuż pomieszczenia, a szynkwas znajdował się po lewej, tuż obok schodów na górę, przed drzwiami do kuchni, zaplecza czy cokolwiek tam było.
  Stał za nim tęgi, gruby wręcz oberżysta, który z nudów chyba czyścił jakiś kufel. Widok spotykany powszednio w każdej karczmie, ale to, że uniósłszy wzrok na nowych gości, upuścił ten kufel, już taki częsty nie był.
  — Kurwa, psia jego mać, kolejne zasrane magusy, jakby nie mogli stąd już wypierdalać. Wincyj ich jeszcze tutaj niech kurwie psy ściągają... — mamrotał całkiem wyraźnie, kucając przy rozbitym kuflu. Nadia westchnęła, próbując zatrzymać Siergieja, ale ten z łatwością wyszarpnął nadgarstek z jej uścisku i poszedł za szynkwas. Sekundę później widać było, jak zrobił zamach dolną partią ciała, a oberżysta zakwilił i nadal będąc niewidocznym dla chłopców, chyba bardzo gwałtownie usiadł. Raczej nie na czystej podłodze. — AŁA! — Siergiej zaśmiał się, po czym uniósł maskę i splunął na karczmarza. Przy tym ułamku sekundy chłopcy widzieli, że mężczyzna posiada bardzo gęstą brodę skrywaną pod czarno-zieloną, bardzo prostą maską. Nadia tylko westchnęła ciężko, kręcąc głową zdegustowana.
  — Następnym razem, jak będziesz chciał otworzyć mordę, masz pytać o pozwolenie mnie. Pierdoleni wieśniacy, do pionu trzeba ich postawić, a nie pozwalać tak traktować lepszych od siebie. Piwa mi nalej, a te drzazgi mają zostać w twoim tłustym dupsku dopóki ja ci na to nie pozwolę! — biedny oberżysta wstał ledwo z podłogi, ocierając ślinę Drugiego, po czym kołysząc się, poszedł do kuchni. Chłopcy widzieli, jak drapie się za dupę.
  — Siergiej... — zaczęła mówić Nadia, zakładając ręce na piersi, ale Drugi gwałtownie jej przerwał.
  — Już już, idź ty lepiej do tej baby z Exitium, ponoć leży obłożnie chora. Ja się przejdę po okolicy, może resztę złapię. Albo do tego szlachiura zasranego zaglądnę, też go do pionu postawię — Nadia skinęła głową i zaczęła iść w górę po schodach, a w tym czasie Siergiej dostał piwo. Spojrzał chyba po raz pierwszy na chłopców, ściągając maskę i kładąc ją obok, po czym odezwał się bezpośrednio do niego: — Idziesz młody na górę pomóc Nadii, czy ze mną przejść się po tych bagnach?
Ilość słów: 511

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 22
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

czw cze 21, 2018 2:00 pm  

  Powiedzmy sobie szczerze ani trochę nie zdziwiło Acadie, to co dostrzegł. Facet, który nie jest zadowolony z przybycia magów, drugi facet, który nie jest zadowolony z traktowania ich i cała reszta gapów, niewidząca co z sobą zrobić. Oczywiście Acadia też nie wiedział i stał jak ten cep, a raczej robił to, co jego koleżanka po fachu, czyli nic. W jakiś sposób nie było mu szkoda tego jak barman został potraktowany, ale z drugiej strony to wcale nie pokazuje "zasranych magusów" w dobrym świetle. Czyli nic nie wygraliśmy tą szopką poza pokazanie swojej siły.
  Po skończonej akcji miał wybór, jakże zajebisty wybór. Iść z koleżanką do chorej i narazić się gniewnemu czy iść z gniewnym i narazić mu się podczas spaceru. No rzesz w mordkę jeża strzelił, trudny wybór "i tak źle i tak nie dobrze" pomyślał Acadia, z lekką irytacją na to, co wpadł. Ale chwila moment! Hyst miał własny plan, a raczej bardzo polubił pana gniewnego, chyba po to, by dostać wpierdziel. Jednak wracają do odpowiedzi. Hyst wykorzystując chwilę nieuwagi Acadii, przejął ciało.
  – Oczywiście, że przejdę się z tobą, prawie jak randeczka! – Wyparował Hyst, ucieszony jak mały dzieciaczek z wycieczki. Co prawda mógł pominąć randkę, ale jednak nie mógł, w końcu Acadia będzie się z nim męczył nie on.
Acadia zaś jak tylko usłyszał, co własnie powiedział, o mało nie zamordował Hysta, a raczej, gdyby mógł to by to zrobił, jedno ciało strasznie przeszkadza w spełnieniu największego marzenia. Niestety. "Zapierdolę Cię kiedyś chuju, pierdolony, ty kurwu!" Zasyczał wściekły Acadia w umyśle, zaś Hyst był ciągle szczęśliwy z siebie.

  – Randeczka będzie jak spotkamy jakieś ładne dziewice – powiedział już spokojnie Acadia, starając naprawić błąd, jaki poczynił Hyst. – najpierw napijemy się piwa, a później idziemy na obchód? – Zmienił szybko temat, znaczy starał się, o ile jeszcze był brany pod uwagę jako partner kolegi. Właściwie chłopcy teraz stali i czekali na rozwój wydarzeń, bo nic innego nie przyszło im zrobić. A tak na marginesie, dobrze, że mają maskę, przynajmniej szybkie zmiany mimiki można łatwo zakryć, pomijając oczy, bo na nie mógł zwrócić uwagę Sergiej, że z szeroko otwartych w sekundę zmieniają się w małe szparki.
Ilość słów: 411

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw cze 21, 2018 7:43 pm  

Narrator

  Idąca do schodów Nadia zatrzymała się wpół kroku i odwróciła. Nie musiała nosić maski, więc chłopcy widzieli jej rozbawienie na twarzy, a także to, że patrząc na Siergieja, parsknęła śmiechem i pokręciła do niego głową. Natomiast mina Drugiego była dosyć dziwna. Coś jak pomieszanie gniewu, oburzenia i chyba nienawiści, chłopcy pewni nie byli. Poza tym opluł się piwem, które właśnie pił. Podniósł się ze swojego siedzenia – mimo, że był odrobinę niższy od Eryka, to bardziej postawny, szerszy w barkach i sprawiał wrażenie, szczególnie ze swoją groźną aurą, na kogoś znacznie wyższego oraz niebezpieczniejszego. Cóż, przynajmniej to ostatnie było prawdziwe.
  Jego lśniące, jasne oczy jakby ciskały błyskawicami. Szeroką, opancerzoną dłonią otarł z jasnej brody piwo, a potem także i z szaty, a następnie podszedł do niego i zacisnął dłoń na szacie chłopców. Poczuli, jak bezwiednie podnoszą się o kilka milimetrów, szarpnięci do góry. Siergiej drugą ręką podniósł im maskę i przybliżył swoją twarz do ich twarzy tak, że nosy obydwu mężczyzn niemalże się zetknęły. Otworzył usta i do nozdrzy chłopców dotarł smród piwa. Oblizał wargi, po czym niskim głosem podchodzącym pod warczenie powiedział: — Jedną już tutaj spotkałem, na co mi kolejne? Jak ci zaraz wsadzę w dupę tę miotłę, co stoi w rogu, to nawet magią ci odbytu nie zszyją, jeśli jeszcze raz w taki sposób się do mnie odezwiesz — rzeczywiście w rogu, koło szynkwasu stała miotła. Tymczasem Siergiej puścił młodego Drugiego, nakładając mu z powrotem maskę na twarz i samemu to robiąc, po czym bez słowa opuścił karczmę. Nadia ze schodów rzuciła im jeszcze współczujące spojrzenie.
  Wioska w przeciągu tych kilku minut nie stała się bardziej tłoczna. Jedynie więcej ludzi wypełzło ze swoich nor, w tym i dzieci, jakby obecność kolejnych Drugich nieco ich pokrzepiła. Jednocześnie spoglądali z niepokojem na idącego żwawym krokiem Siergieja oraz chłopców, jakby nie ufali im. Gdzieś do ich uszu docierały szmery rozmów. Przechodzący obok ludzie ukradkiem gapiący się na nich rozmawiali o tym, czy nowi magusi są Waldgrosseńczykami, czy kimś innym. Najwyraźniej bardzo nie lubiano tutaj sąsiadów z południa.
  Siergiej złapał po drodze jednego z wieśniaków i zapytał raczej niemiłym tonem, którędy do właściciela wsi oraz gdzie szwendają się pozostali Drudzy. Przestraszony kmiot szybko wskazał mu drogę i wyjaśnił, iż tamte przeklęte Drugie szwendają się bliżej bagien i patrolują tamtejsze okolice. Wskazał także drogę, która prowadziła na tamte bagna, majaczącego w oddali. Jożny puścił biedaka i otrzepał łapy. Odezwał się zaraz do Hysta: — Idź i ich tam poszukaj, ja sobie pogawędzę ze szlachciurem. Może cię Pierwsi tak od razu nie zjedzą. A jak będą chcieli, to umów się z nimi na randeczkę, na pewno chętnie cię rozdziewiczą. — rzekł dosyć złośliwym tonem, po czym zostawił chłopców samych z zadaniem. Wyglądało na to, że droga do bagien potrwa co najmniej godzinę.
Ilość słów: 573

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 22
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

wt cze 26, 2018 9:51 pm  

  No przynajmniej jedną osobę rozśmieszył, chociaż nie była to ta osoba, którą chciał, ale zawsze coś, Hyś może być z siebie dumny. Hysterics popatrzyli się na swojego dowódcę i tak nie byli zbyt pewnień co on właśnie sobie myśli. Acadia byl święcie przekonany, że zaraz poczaruje romantycznie i ich zabije zaś Hyś był podniecony, że wywołał u niego takie uczucia! A Eryk, on nawet nie wiedział na jakim świecie żyje i niech tak zostanie. Otworzyli gębę, mimowolnie, można powiedzieć, że jak jeden mąż a powiedzmy szczerze, prawie nigdy nie byli zgodni, ale oplucie piwskiem samego siebie przez Pana ważnego było dość interesujące. Stali tak przez chwilę z dziobem niczym świeżo złowiona ryba, do momentu aż Sergiej się nie ruszył. O mało Hyst nie przejął inicjatywy znowu, lecz Acadia postarał się całej siły, by tego nie zrobił. Bo wyobrażacie sobie, że Hyst pewnie by cmoknął Sergieja, prawda? No stary aż się o to prosił! Ale nie tym razem, "Zrobisz jeden krok kurwu, a jestem pewien, że on nas zamorduje z wielką chęcią." , powiedział w umyśle Acadia, jego ton głosu i sposób, jaki powiedział był poważny, nie tak jak zawsze a śmiertelnie poważny, Hyst zrozumiał groźbę.
  Po słowach Maga, Acadia jedynie powoli przymknął oczy na znak, że rozumie przekaż i nie ma zamiaru się sprzeciwiać ani cokolwiek dodawać. Uszli z życiem, na szczęście, jedynie pogroził im kijem w dupie, ale cóż, nie jest w sumie źle. Przeżyliby to, nawet by nie bolało, może i jakieś niedogodności by były później, jednak tak źle się to nie rysowało. Wyszli za Sergiejem.
  Acadia od razu wyłapał ludzi, którzy jak widać ani trochę im nie ufali, co trochę go zastanawiało, ale może jakaś ciekawa informacja mu umknęła."Ej, ej, jejejejejejjeje!" Zapiszczał Hyst w umyśle"Czego kutasie." Odpowiedział Acadia, na co Hyst."Może też dostawali kijem w dupę, a może czymś większym!? O kurwa, chcę zobaczyć!" Zacieszyła się jaźń, Acadia westchnął ciężko, chciał sobie przywalić w ryj, jak to zwykle robił, gdy Hyst coś głupiego powie. Co prawda nie bolało to ich, ale dla Hysta to zawsze był "ten" policzek. Jednak gdzieś mogła być w tym racja. Znowu Przemilczeli kulturę kolegi.
  -Dobrze udam się tam, dziękuję, że życzysz mi dobrze.– Powiedział spokojnie, po czym dodał -Jak będę mieć ciekawe informacje oraz uda mi się wrócić, postaram się być przed zachodem.– Nawet nie zirytował się na słowa Sergieja, ani trochę nie zdziwiło go, doskonale wiedział, że życzy im jak najlepiej i że z wielką chęcią by chciał przekazać, że Eryk Sobolewski poległ w walce z Pierwszymi.
  Po tych słowach chłopcy udali się w tamtą stronę, Hyst przejął ciało. Jego krok zmienił się z twardego stąpania z pięty w lekko kołyszący się, wręcz niedbały od czasu do czasu machając do dzieci, czasem krzyknął coś w stylu "Dzień dobry maluchy, hej!".
Ilość słów: 528

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

wt cze 26, 2018 10:56 pm  

Narrator

  Spacer trwał rzeczywiście około godzinę. Na początku dało się jeszcze spotykać ludzi, dzieci, do których machał Hyst. Te jednak nie były tak samo pozytywnie nastawione do chłopaka, jak on do nich i tylko część niepewnie odmachiwała skocznemu Drugiemu. Wkrótce krajobraz się zmienił, zabudowania zniknęły i pojawiły się pojedyncze, niewielkie poletka. Ubita droga prowadziła w stronę granicy bagien, prosto przez zaniedbane plony. Widać było, że nikt się tutaj nie zapuszczał, pomimo tego, że po drugiej stronie trwała praca. Po dosyć żmudnej wędrówce w końcu Hyst dotarł na miejsce.
  W tych okolicach klimat zawsze był cieplejszy. Szczególnie na samych bagnach dało się czuć lekki skwar oraz wilgoć parujących, zdradliwych wód. Także śmierdziało zapachem szczególnym dla bagien. Hyst widział, że ścieżka prowadziła dalej, w głąb, a granica była mocno przerzedzona, gdzieniegdzie także widoczne były pieńki ściętych drzew. Po kilkunastu minutach dało się usłyszeć pierwsze dźwięki i jakieś zarysy budynków. Wkrótce mężczyzna znalazł się przy dosyć ograbionej z roślinności przestrzeni. W jej centrum stał budynek. Drewniany, podbity kamieniem, by trzymał się na podmokłym podłożu. Słychać było, że w środku praca wre, na zewnątrz też szwendało się paru pracowników. Jasnym się po chwili stało, że to tartak, gdy paru byczych mężczyzn ciągnęło, wspomagając się wozem, ścięte drzewo. Czterech z nich siedzących przed wejściem na zwalonych pieńkach, widząc nadchodzącego Drugiego, spięli się i wskazali go palcem. Wyglądali na nie tyle przerażonych, co na zdegustowanych. Jeden z nich nawet wstał. Szeroki jak na Pelklanina, chociaż ich wzrostu, o czole zroszonym potem. Miał robocze ubrania i czarne, krótko ścięte włosy. Patrzył podejrzliwie na maskę Hysta.
  — Powiedzieliśmy kurwa, że nie ma chuja we wsi, który by nas od roboty odciągnął, więc czego tu jeszcze wasze altracheńskie dupska chcą, hę? Jak tamtemu pół godziny temu gadaliśmy, że nie ma kurwa tak dobrze, to na jaką cholerę kolejnego z was przysyłają? — wyglądało na to, że naprawdę nie lubili tutaj Drugich, którzy przybyli, by im przecież pomóc.
Ilość słów: 393

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 22
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

czw cze 28, 2018 5:10 pm  

  Można powiedzieć, że Hysiowi smutno się zrobiło, jak dzieci mu nie machały. Co prawda nie wyglądał jak idealny anioł, ba! Nawet nim nie był, ale dzieciom to on by nic nie zrobił, jednak nie ma co płakać i jedynie chłopak uśmiechał się i dalej szedł. Gdy już doszedł do miejsca, gdzie miał być, trochę się zdziwił, widząc osoby pracujące w tak niebezpiecznym miejscu. Ale może tak jak on, lubią dobrze się zabawić i nie tracić życia na nudną pracę. No to zawsze jakieś wyjście. "Ta jasne debilu, na pewno" dodał od siebie Acadia, gdzie pewnie miał większą rację od Hysia. Tak czy siak, nie mieli inne wyjścia jak podejść do nowo poznany kolegów, którzy jako jedyni z nielicznych chcieli rozmawiać.
  -Dzień dobry!-Zakwiczał Hyst, kłaniając się w jakiś koślawy sposób. -Ależ proszę nie martwić, wasza praca i życie to nie moja broszka. – dodał zadowolony z tego jak dobrze mu idzie, poprawna konwersacja. A dumny był jak paw, że pewnie powiedział to co chcieli usłyszeć wieśniaki. Po chwili Hyst podrapał się po łbie, wyciągnął stopę z jakiegoś błota, w które wlazł i dosunął się, by nie sterczeć w nim.
  -A mógł byś mi powiedzieć gdzie mój kolega poszedł? Właśnie go szukam, między innymi po to by dowiedzieć się dlaczego tak bardzo chce wam przerwać pracę. – Powiedział z tak dużą powagą, jak tylko mógł, ale na końcu i tak się zachichotał niczym hiena. Powiedzmy sobie szczerze, liczył na prawdziwą odpowiedź i nie kłamał i to serio. Naprawdę chciał sie dowiedzieć, czemu tak bardzo nie chcą, by tutaj pracowali oczywiście pewnie dlatego, że są tu pierwsi, jednak interesowało go, dlaczego właśnie przy bagnach jest, iż aż tak wielu. A może on po prostu za dużo myśli?
  Acadia o dziwo przez cały ten czas siedział gdzieś spokojnie i przypatrywał się, Eryka zostawmy w spokoju jak zawsze.
Ilość słów: 342

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 167
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw cze 28, 2018 7:47 pm  

Narrator

  Rzemieślnik założył ręce na piersi, patrząc wilkiem na Hysta. Wyraźnie nie podobała mu się obecność chłopaka, czy nawet Drugiego, u niego w tartaku. Co prawda twarz nieco mu złagodniała, gdy usłyszał jaksarski akcent oraz język i zdawało się, że nawet jego słowa nieco ostudziły zapał do wyklinania Waldgrosseńczyków. Wyprostował się i splunął obok siebie, na szczęście nie pod nogi ani na samego Hysta.
  — I dobrze kurwa. Nie będzie się żadna altracheńska dziwka wtrącała w nasze sprawy. One są nasze, jaksarskie i gówno mnie obchodzi, czy się dał wyruchać w dupę Sułtanowi czy tym waszym magicznym gównom — oj bardzo nie lubili tutaj nikogo z południa. Dumni Jaksarczycy potrafili najwyraźniej nawet ryzykować własne życie dla dumy.
  — Z tą waldgrosseńską szują chcesz spółkować? Życie ci niemiłe? Tak kajać czystą jaksarską krew tymi brązowymi szczurami? Ha! — mężczyzna zaśmiał się krótko, gardłowo, po czym odchrząknął i wskazał grubym paluchem nieco na lewą stronę Hysterica. — Tam się gnida zapuścił, może przy okazji gdzieś wdepnął i się utopił. A przerwać szuja chce, bo se ubzdurał, że tu Pierwsze jakieś ganiają. Może i kurwa ganiają, widziałem na własne oczy, co z chłopakami od torfu zrobiły, ale my kurwa mamy swoje sposoby. Zabezpieczamy się od tamtej pory. Agata nam dała takie o, wisiory — spod zapoconej koszulki wyciągnął i z dumą pokazał zawieszony na sznurku jakiś kamyk obrysowany liniami. — Chronią przed Pierwszymi. Poza tym to i tak nie są Pierwsze, tylko duchy naszych przodków. Chłopaki od torfu pewnikiem coś przeskrobały, to temu ich zajebały. My jesteśmy dobzi, więc na chuja przerywać pracę?
Ilość słów: 305

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 22
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

śr lip 04, 2018 11:46 am  

  Ach jak dobrze, że facet jakoś się rozpromienił, słysząc Hysta, a jednak czasem ten facet dobrze działa na innych! Ale tylko czasem. Chłopak podrapał się po głowie, "chyba czas umyć łeb, możliwe" pomyślał spokojnie, zazwyczaj Acadia uważał na takie rzeczy, ale podczas podróży i z Hystem w roli głównej, trudno było brać nawet wietrzną kąpiel, a co dopiero w jakimś bariorku. Po chwili chłopak wrócił myślami do nowo poznanego kolegi. Na pierwsze słowa Hyst pokiwał jedynie głową a akcie zrozumienia. On jedynie miał wykonywać rozkazy, a nie zastanawiać się i słuchać wkurwu mieszczan. To nie jego sprawa.
  – Ja jedynie wykonuję rozkazy starszego Drugiego, nic nie mogę poradzić, że kazał mi go szukać. Wiesz, mi też to nie w smak wolałbym pić piwo, notabene całkiem niezłe. – powiedział, puszczając oczko do kolegi, miał na myśli oczywiście ich piwo. – ale jak każą to, idę na randeczkę! –dodał wesoło na sam koniec.
  Popatrzył się na amulety, które zostały zrobione dla nich, czy mógł im ufać? Chyba nie. Patrząc, że sam zwykły Drugi miał problem z pierwszym, a co dopiero jakiś amulet miał ich zatrzymać, ale Hyst ani Acadia im tego nie powie. Nadzieją potrafi być piękną rzeczą, tak samo, jak wiara, tak piękną, że aż niebezpieczną i na tym pozostańmy.
  – A no trzeba przyznać, że ładne to cacko – Uznał po chwili, dłonią złapał dół maski, jakby swój podbródek i pokiwał twierdząco głową. Można było uznać, że to za aprobatę. Oczywiście udawaną, ale nich wieśniak myśli sobie, że na prawdę.
  – To mówisz Pani, że poszedł w tamtą stronę? Cóż to idę, chcę te hecę skończyć jak najszybciej. – Powiedział pewny siebie, jak zwykle piszczącym głosem. Rozciągnął się rozkładając ręce, ziewną.
  – To do widzenia, mam nadzieję, że spotkamy sie jeszcze na piwku! –Dodał na sam koniec, chciał sobie podskoczyć lecz dekiel zapomniał iż w błocie trudno skakać. Zachwiał się do przodu ale utrzymał równowagę, zasyczał coś pod nosem i udał się spokojnie w stronę poszukiwanego kolegi.
Ilość słów: 373

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość