"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Jeden nieostrożny krok

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 156

pn maja 28, 2018 5:38 pm  

Jeden nieostrożny krok

Hysteric
Księstwo Jaksaru, Czarne Bagna, maj 1527


  Manowce, wieś położona na północny zachód od Wielkiego Stawu, na granicy z Czarnymi Bagnami, z daleka wyglądała spokojnie. Aby się w ogóle do niej dostać, Eryk wraz z dwójką innych towarzyszy – Drugim Siergiejem Jożnym oraz Egzarchą Nadią Woleńko, spędził ostatnie kilka dni na spokojnym rejsie po jeziorze, aby w ogóle dostać się do wioski. Kolejną dobę spędził na żmudnym marszu do niej i właśnie teraz powoli dochodził do pierwszych zabudowań oraz pól, gdzie sadzono żyto, proso, owies – zboża o niewielkich wymaganiach glebowych, jakie występowały na podmokłych obszarach wokół bagien. Płachetka były niewielkie, skromnie obsiane, ale to, co osobowość Eryka widziała, to brak ludzi. Było praktycznie samo południe, słońce kryło się za chmurami i normalnie powinni pałętać się tutaj ludzie. Nikogo jednak nie było. W ogóle leżące bliżej bagien obszary wyglądały, jakby przeszedł przez nie jakiś huragan, a być może nawet delikatny pożar. Pierwszych osadników ujrzeli znacznie bliżej samej wioski, ale też wyraźnie trzymali się środka. Widząc wysłanników Initium, zatrzymywali się w swych zgarbionych pozycjach, gapiąc się podejrzliwie na nich, ale i z wyraźną trwogą, by następnie odprowadzać ich wzrokiem aż do linii wioski.
  — Trzeba znaleźć ludzi z Exitium. Mieli tutaj stacjonować. Szlachcic raczej odpada, proponuję gospodę — odezwała się po jaksarsku kobieta, powoli stąpając po wydeptanej, utwardzonej ścieżce. Mijali niewiele osób. Wszyscy zdawali się być jacyś płochliwi.
Tak. Nie wiem na jaką cholerę nas tutaj ściągali do babrania się w błocie i jeszcze kazali wziąć ze sobą tego...
Gospoda na horyzoncie — narzekania drugiego Jaksarczyka ostro przerwała jego kompanka, co nie zmieniało faktu, że ignorowali oni Hysterica, jakby był co najmniej jakimś szpikiem. On sam wiedział dokładnie, o co tutaj chodzi. Kilku Pierwszych o niesprecyzowanej liczbie pałęta się po okolicznych bagnach, atakując bardziej wysunięte zabudowania, pola uprawne czy chociażby miejscową kopalnię torfu. Wysłano pierw ludzi z Exitium, jak wspominała Nadia – Initium mało się zajmowało samymi polowaniami na Pierwszych. Niestety nikt nie spodziewał się, że po pierwsze: już podczas pierwszej potyczki z bestiami zostanie ciężko ranna Egzarcha, a po drugie: wioska będzie tak uprzedzona do Waldgrosseńczyków, którzy tutaj przybyli ich chronić przed priori. Z tego, co chłopcy słyszeli, miejscowa znachorka odmówiła pomocy z leczeniem, w karczmie podawali im posiłki najgorszego sortu, zaś sam właściciel ziemski, ten sam, który wysłał po wsparcie, zamknie im bramy przed nosem. Ten sam mężczyzna, Aleksy Marużenko, wysłał żądanie do wszelkich władz, podobno nawet skargę do kniazia, że to obraża jego autorytet i życzy on sobie rodaków do pomocy. Gdyby nie równoczesny list od magów, którzy także poprosili o drobną pomoc w samej sprawie, w tym o pomoc medyczną dla rannej magini, prawdopodobnie nikt by nie zareagował. A tak wysłany został Siergiej, wywyższający się całą drogę, zrzędliwy Drugi oraz Nadia, Egzarcha wysłana do leczenia. Erykowi kazano podążyć za nimi, aby "przygotował się do wszelkich ewentualności", czyli nauczył walki z Pierwszymi, z zastrzeżeniem, aby wykonywał każdy rozkaz dłuższych stażem, potężniejszych magów. Na takiej misji jeszcze osobowości chłopaka nie były i była to okazja do wykazania się... cóż, o ile jego nieznośni towarzysze przestaną go w końcu traktować jak powietrze tylko dlatego, że głównie operują w granicach trzeciego kręgu magii i przez to uważają się za lepszych od jakiegoś dziwaka.
Ilość słów: 669

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 4
Miano: Eryk chyba
Na sesji: Nie

czw maja 31, 2018 6:26 pm  

  Powiedzmy sobie szczerze, Hyst był niezmiernie szczęśliwy, ze mógł iść na wycieczkę. Oczywiście dla niego była to jak zabawa, a dla Acadii możliwość pokazania się, oraz nauczenia, a Eryk? Eryk miał jak zawsze w dupie, kto wie, czy ogóle ogarnął, z gdzie idzie? Pewnie nie.
  Większość "wycieczki" bywał Hysteric, który to nie zwracał większej uwagi na swoich towarzyszy a na wszystko, co było dookoła. A to na mech, po jakiej stronie drzewa rósł, a to na gwiazdy, kwiatki, jak ładne rosną, paprocie i inne ciekawe rzeczy. Czasem od czasu do czasu posłuchał, o czym mówią, jednak nigdy nie odpowiadał, bo jak wiadomo, miał z kim gadać. Z kimś, kto go lepiej rozumiał.
  Gdy dotarli na miejsce, no prawie, Acadia się nagle obudził i przejął ciało. Wolał by Hyst nie zareagował, zbyt gwałtownie na taką ilość ludzi, przy okazji, mieli to już ugadane od jakiegoś czasu. Pierwsze, na co zwrócił uwagę Acadia to na zachowanie ludzi. Co najmniej dziwne. Nie spodziewał się, że będą witać ich oklaskami, ale także nie spodziewał się, że będą smutni jakby, wylano na nich kubeł pomyj. Nie komentował w żaden sposób tego, co widział oraz tego, co usłyszał od swoich towarzyszy, mimo iż słuchał ich uważnie.
  Ruchy Hysterica zmieniły się, z gibkich, sflaczałych ruchów, czasami podskakując z nóżki na nóżkę, zmieniły się w spokojne, dokładne ruchy. Acadia wszystko badał swoim wzrokiem, tak samo, jak Hysteric, lecz jego spojrzenie było pewne siebie zaś Hyst, on... on zawsze się śmiał to i jego oczy się śmiały.
-Dziwni oni są.– Pomyślał sobie Acadia, zaś Hyst -Jakby ktoś ich zaszantażował- Zaśmiał się w głowie, Acadia jedyni westchnął, widząc, że nic więcej już nie ma co mówić. To łba Hysta trudno coś dociera. Mężczyzna, widząc, iż idą do gospody, poszedł razem z nimi, co mu tam. Chociaż czuł w kościach, iż niewiele się dowiedzą. Prędzej ich oplują, niż powiedzą, "dzień dobry, jak tam droga Wam minęła". Hah, chyba w snach!
Ilość słów: 365

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 98
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 27/30

wt cze 05, 2018 4:31 pm  

Narrator

  Gospoda jak gospoda – wykonana z dosyć jasnego drewna, okryta słomianą strzechą, podbudowana kamieniem. Szczytem możliwości nie była, to trzeba było jej przyznać. Miała jedno piętro oraz parter, być może piwnicę, gdzie skrywały się antałki bardziej bądź mniej przedniego wina... w samym środku było parno i śmierdziało, brońcie Oni ziołami, dobrym jedzeniem czy porządnym piwem. Prędzej jakimiś zwierzętami, ludzkim potem i szczynami, a także niesmacznym alkoholem. Stoły poustawiane były wzdłuż pomieszczenia, a szynkwas znajdował się po lewej, tuż obok schodów na górę, przed drzwiami do kuchni, zaplecza czy cokolwiek tam było.
  Stał za nim tęgi, gruby wręcz oberżysta, który z nudów chyba czyścił jakiś kufel. Widok spotykany powszednio w każdej karczmie, ale to, że uniósłszy wzrok na nowych gości, upuścił ten kufel, już taki częsty nie był.
  — Kurwa, psia jego mać, kolejne zasrane magusy, jakby nie mogli stąd już wypierdalać. Wincyj ich jeszcze tutaj niech kurwie psy ściągają... — mamrotał całkiem wyraźnie, kucając przy rozbitym kuflu. Nadia westchnęła, próbując zatrzymać Siergieja, ale ten z łatwością wyszarpnął nadgarstek z jej uścisku i poszedł za szynkwas. Sekundę później widać było, jak zrobił zamach dolną partią ciała, a oberżysta zakwilił i nadal będąc niewidocznym dla chłopców, chyba bardzo gwałtownie usiadł. Raczej nie na czystej podłodze. — AŁA! — Siergiej zaśmiał się, po czym uniósł maskę i splunął na karczmarza. Przy tym ułamku sekundy chłopcy widzieli, że mężczyzna posiada bardzo gęstą brodę skrywaną pod czarno-zieloną, bardzo prostą maską. Nadia tylko westchnęła ciężko, kręcąc głową zdegustowana.
  — Następnym razem, jak będziesz chciał otworzyć mordę, masz pytać o pozwolenie mnie. Pierdoleni wieśniacy, do pionu trzeba ich postawić, a nie pozwalać tak traktować lepszych od siebie. Piwa mi nalej, a te drzazgi mają zostać w twoim tłustym dupsku dopóki ja ci na to nie pozwolę! — biedny oberżysta wstał ledwo z podłogi, ocierając ślinę Drugiego, po czym kołysząc się, poszedł do kuchni. Chłopcy widzieli, jak drapie się za dupę.
  — Siergiej... — zaczęła mówić Nadia, zakładając ręce na piersi, ale Drugi gwałtownie jej przerwał.
  — Już już, idź ty lepiej do tej baby z Exitium, ponoć leży obłożnie chora. Ja się przejdę po okolicy, może resztę złapię. Albo do tego szlachiura zasranego zaglądnę, też go do pionu postawię — Nadia skinęła głową i zaczęła iść w górę po schodach, a w tym czasie Siergiej dostał piwo. Spojrzał chyba po raz pierwszy na chłopców, ściągając maskę i kładąc ją obok, po czym odezwał się bezpośrednio do niego: — Idziesz młody na górę pomóc Nadii, czy ze mną przejść się po tych bagnach?
Ilość słów: 511

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości