"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Jeden nieostrożny krok

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 13
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

śr lip 04, 2018 11:46 am  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Ach jak dobrze, że facet jakoś się rozpromienił, słysząc Hysta, a jednak czasem ten facet dobrze działa na innych! Ale tylko czasem. Chłopak podrapał się po głowie, "chyba czas umyć łeb, możliwe" pomyślał spokojnie, zazwyczaj Acadia uważał na takie rzeczy, ale podczas podróży i z Hystem w roli głównej, trudno było brać nawet wietrzną kąpiel, a co dopiero w jakimś bariorku. Po chwili chłopak wrócił myślami do nowo poznanego kolegi. Na pierwsze słowa Hyst pokiwał jedynie głową a akcie zrozumienia. On jedynie miał wykonywać rozkazy, a nie zastanawiać się i słuchać wkurwu mieszczan. To nie jego sprawa.
  – Ja jedynie wykonuję rozkazy starszego Drugiego, nic nie mogę poradzić, że kazał mi go szukać. Wiesz, mi też to nie w smak wolałbym pić piwo, notabene całkiem niezłe. – powiedział, puszczając oczko do kolegi, miał na myśli oczywiście ich piwo. – ale jak każą to, idę na randeczkę! –dodał wesoło na sam koniec.
  Popatrzył się na amulety, które zostały zrobione dla nich, czy mógł im ufać? Chyba nie. Patrząc, że sam zwykły Drugi miał problem z pierwszym, a co dopiero jakiś amulet miał ich zatrzymać, ale Hyst ani Acadia im tego nie powie. Nadzieją potrafi być piękną rzeczą, tak samo, jak wiara, tak piękną, że aż niebezpieczną i na tym pozostańmy.
  – A no trzeba przyznać, że ładne to cacko – Uznał po chwili, dłonią złapał dół maski, jakby swój podbródek i pokiwał twierdząco głową. Można było uznać, że to za aprobatę. Oczywiście udawaną, ale nich wieśniak myśli sobie, że na prawdę.
  – To mówisz Pani, że poszedł w tamtą stronę? Cóż to idę, chcę te hecę skończyć jak najszybciej. – Powiedział pewny siebie, jak zwykle piszczącym głosem. Rozciągnął się rozkładając ręce, ziewną.
  – To do widzenia, mam nadzieję, że spotkamy sie jeszcze na piwku! –Dodał na sam koniec, chciał sobie podskoczyć lecz dekiel zapomniał iż w błocie trudno skakać. Zachwiał się do przodu ale utrzymał równowagę, zasyczał coś pod nosem i udał się spokojnie w stronę poszukiwanego kolegi.
Ilość słów: 373

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 133
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/30

śr lip 04, 2018 8:57 pm  

Narrator

  — To gówno, które karczmarz robi z własnych szczyn? Wy, Drugie macie jakieś chore przyzwyczajenia, pfu! — mężczyzna splunął obok siebie, a po chwili parsknął, widząc zatapiającego się w podmokłej ścieżce Hysterica. — Jak tam leźć będziecie, to weźcie się mości Drugi lepiej miejcie na baczności. Jeden nieostrożny krok i wołami was nie wyciągniemy z tych bagien. One niebezpieczne są, a nie jakieś Pierwsze od siedmiu boleści — powiedział, machając łapą w okolice nóg magusa, po czym odwrócił się na pięcie i odczłapał do kompanów, gdzie zaraz zaczął coś żywo gestykulować. Rozmowy jednak nie dane było Drugiemu usłyszeć.
  Rzeczywiście im głębiej w bagna, tym gorzej było się poruszać chłopcom. Ich buty były już po kostki ubłocone, gdy niechcący wpadali w bardziej grząski grunt. Przez to nawet czasami zdarzało się im lekko zboczyć ze ścieżki, ale szczęśliwym trafem wracali na właściwą drogę. Widzieli natomiast ślady stóp, całkiem świeże – być może to był ten Drugi, którego szukali. W końcu droga doprowadziła ich na skraj kolejnej otwartej przestrzeni. Ta jednak różniła się nieco od tartaku. Co i rusz znajdowały się pomniejsze bajorka, gdzie w ich okolicy było tworzone coś w rodzaju schodków wydrążonych w podmokłej ziemi. Rowy były dosyć głębokie, a jeden nieostrożny krok, złe stanięcie stopą, zwyczajne poślizgnięcie się i można tam wpaść.
  To, co charakteryzowało okolicę, to cisza. Nawet ptaki nie ćwierkały, a wiatr tylko delikatnie trącał liście u koron drzew. Wody nie mąciło prawie nic. Czuć było aurę śmierci, nienaturalną, jakby właśnie wkroczyło się na miejsce jakiejś rzezi. Niedaleko majaczyły budynki gospodarcze, sporo torfu leżało odłogiem, ale nie było żywej duszy...
  Idąc groblą, Hyst oraz Acadia zobaczyli coś po lewej stronie, kątem oka. Pierwszą oznakę, że coś tutaj nie grało. Coś unosiło się na wodzie, w szuwarach. Wytężywszy wzrok, dało się dostrzec zarys czyjegoś ciała. Nie potrafili ujrzeć szczegółów, ale widzieli napęczniałe zwłoki leniwie spoczywające wśród wodnych krzaków. Wtedy też jego oczom zaczęły się ukazywać kolejne detale, które do tej pory mu umykały. Kolejne ciała. Właściwie to dużo ciał. Niektóre unosiły się pod powierzchnią wody, jak jakieś rusałki z legend, czyhające na nieostrożnego podróżnika. Niektóre leżały wśród drzew, częściowo zapadnięte w błoto. Część przed Hystem, w okolicach budynków, część leżała na wykopaliskach. Skupiając się przedtem na samej drodze nie widział tego, ale teraz cała ta aura zdawała się mieć sens. Te, które nie były nasiąknięte wodą, były doprawdy dziwne. Wysuszona skóra, ciało nazbyt wątłe, by uznać to za defekt żywej istoty. Oczy szklane, nienaturalnie puste nawet jak na nieboszczyka. I ta aura, a właściwie... jej brak. Nawet szczątków, jakby wszystko zostało wyssane.
  Innym interesującym punktem były ruiny niektórych budynków, jakby część się zawaliła pod wpływem zewnętrznej siły bądź też zwyczajnie spaliła. Hyst mógł słusznie zauważyć, że prócz smrodu bagien nie towarzyszył im żaden inny smród... czyli ten gnijących ciał. Jakby te się nie rozkładały.
  Jego oczom ukazywało się pięć budynków: największy, czyli prawdopodobnie jakaś miejscowa hala produkcyjna, dwa mniejsze prawdopodobnie będące tymczasowymi kwaterami górników, ruiny czwartego i piątego, którego przeznaczenia nie sposób było odgadnąć, znajdujące się bardziej na wschodzie. Za budynkami rozpościerał się gęsty las oraz dziewicze bagna. O ślady zaś nietrudno było – prócz wspominanych wcześniej od strony tartaku widoczne były także inne, nieco starsze. Jednak żeby określić, do kogo należały, trzeba byłoby się im przyjrzeć. Oczywiście można było rozejrzeć się także po okolicy i poszukać czegoś na wykopaliskach bądź przy trupach, ale istniało ryzyko, że można utonąć w zdradliwych wodach. Prócz śladów stóp nie było widać żadnej żywej istoty ani nawet nie słychać było żadnego dźwięku.
Ilość słów: 760

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 13
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

czw lip 05, 2018 7:09 pm  

  No i Hysiu poszedł, o mało nie zabił się po drodze, jednak powiedzmy sobie szczerze, że Hyst nie ogarnął tego, co się dzieje dookoła, prędzej zrobił to Acadia. W każdym razie trochę zajęło chłopakom, aż rozejrzeli się, po czym tak naprawdę idą.
  -Ej, chuju, patrz tam- powiedział Acadia normalnie, aktualnie ciało teraz było przejęte przez obojga, ponieważ jak można było zauważyć, nikogo nie było, prócz nich.
  -Co?–zapytał się Hyst, bo ten się zamyślił i wcale nie parztrzył.– och, ach! Ojojojojojoj! Kurwa! – Zapiał Hyst na cały głos, sekundę później dostał z liścia. Tak właśnie ten cholerny liść, Hyst go nienawidził, bo wiedział, że jest to jeden z jego ostatnich gróźb, później ciało przejmuje Acadia.-No pocieszyć się nie można, kurka wodna.–dodał na sam koniec naburmuszony z czerwonym policzkiem. Acadia przestał go już słuchać, podszedł do jednego z ciał, które było najbliżej. Ukucnął przy nim, wysuszone, jak kabanos, "muszą być smaczne!" zachichotał Hyst na samą myśl, Acadia zignorował, bo to, co go jeszcze interesowało było to, że nie było czuć zapachu zepsutych ciał. Na pewnie nie leżeli jeden dzień czy tam godzinę.
  -Ciekawe.– powiedział pod nosem, po czym wstał. Chciał iść dalej, ale coś go zatrzymało. Jego drugie ja. "O chuj Ci chodzi?" Zasyczał ze złością, bo doskonale wiedział, o co chodziło.
  -No wiesz, o co mi chodzi, no wieeeesz!–Zapiszczał Hyst z nutką nadziei w głosie, po czym zaskomlał niczym szczeniaczek. Dławiący się szczeniaczek.
  -Nie-Szybko odpowiedział mu Acadia.
  -No weź-odpowiedział Hyst.
  Kłócili się tak jeszcze przez parę minut, aż Hyst zaczął machać łapami i tuptać nogami. To był ostatnie stadium Hysta, kiedy naprawdę nie mógł już wytrzymać, przy okazji zaczął krzyczeć wniebogłosy, jakby go z skóry obdzierali.
  -Dobra, kurwa dobra!–Krzyknął w umyśle Acadia i nagle Hyst się zatrzymał, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Acadia doskonale zdawał sobie sprawę, że takie tańce na bagnie są niebezpieczne, głównie dlatego się zgodził. -Ale tylko palca!–Dodał szybko, ten bardziej ogarnięty, znowu w myślach.
  -Ale cze...–Nie mógł dokończyć, bo Acadia całkiem szybko mu odpowiedział, mówiąc, że nie wiedzą jak te ciała zostały, zabite więc mogą być zatrute i jedynie może ssać sobie palca. Nic więcej, nic a nic. Ale za to, jak oni zabiją albo znajdą w normalnym stanie ciało, to wszystko będzie jego, cały obiad!
  -Taaaaak!–Podskoczył z dwa razy Hyst, o ile w ogóle było to możliwe w bagnie, po chwili wziął jedno ciało w celu odcięcia środkowego palca, albo jakiegokolwiek byle by był! Jeżeli mu się to udało, to facet opłukał go wodą i wziął to buzi, stroną paznokcia i ciamkał jak lizaka. Jeżeli mu się nie udało, to starała się ciąć tak długo, aż Acadia przejął ciało (z jakieś 15 minut) i stanowczo powiedział, że koniec zabawy.
  Jeżeli Hyst dostał palca, to on ciągle miał ciało i...
  -Ej i co teraz? Bo zapomniałem?– Powiedzial Hyst lekko ogłupiały i zaczął się rozglądać, by dać spojrzenie swojemu "bratu". "Patrz, tam są jakieś budynki." Powiedział Acadia, na co Hyst już w sumie miał tam iść ale przypomniał sobie, że są tu po swoją randeczkę.
  -Nie, najpierw randka! Trzeba znaleźć naszą randeczkę!– powiedział niezadowolony niczym dziecko Hyst, Acadia mu jedynie przytaknął i powiedział, by szedł za śladami i tak też zrobił.
  Jeżeli jednak to Acadia miał ciało, to nie bawił się zbyt długo i tak już wściekły zaczął rozglądać się za czymś ciekawy i pierwsze co zobaczył to oczywiście budynki. Domyślał się, że tam się pewnie schował ich kolega, ale pewien nie był więc, trzeba było mimo wszystko iść za śladami. Hyst sfochany schował się gdzieś w umyśle.
Ilość słów: 687

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 133
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/30

pn lip 09, 2018 7:39 pm  

Narrator

  Dziwna była to doprawdy sytuacja. Ktoś postronny mógłby uznać, iż Drugiemu od nadmiaru wiedzy w głowie się poprzewracało, że wrzeszczy sam do siebie, tupie, bije się po twarzy i skacze, jakby z kimś się wykłócał. Powód był bardziej prozaiczny, mniej wyssany z palca, jak to zwykli wieśniacy robić, lecz i bardziej niepokojący, bowiem magus z kilkoma osobowościami był istotą niebezpieczną i nieprzewidywalną. Także jego przyzwyczajenia przez ogół społeczności mogły zostać uznane za niepoprawne, a przede wszystkim – przerażające. Przechodzeń, którego przeraziłyby już same nienaturalne trupy, na pewno uciekłby z krzykiem na widok odcinającego środkowy palec maga, który następnie podnosi maskę i ciamka go, jakby był lizakiem. Sam palec w smaku był wyjątkowo nijaki, chociaż brudna woda na pewno smaku mu nie przysparzała. Praktycznie nie smakował w ogóle, skóra była szorstka, schodziła pod napływem wilgoci, a także nieco puchł. Krew w ciele była gęsta, praktycznie zastygnięta. Robotnik raczej nie oponował, co prawdopodobnie było dobrym znakiem.
  Zaaferowane towarzystwo po krótkiej dyspucie wybrało, co chce zrobić. Iść za świeżymi śladami. Wyglądały na dzisiejsze, w miarę normalne, na pewno nie gołe stopy. Mieszały się ze starszymi i prowadziły za gospodarstwa. Mijając je, Hyst mógł ujrzeć przez okna, że w tych niezniszczonych leżało więcej ciał, wszystko było rozwalone i całkiem zniszczone. Poza tym tartak jak tartak, mnóstwo tartakowych narzędzi, dużo drewna. Ślady tutaj nieco się rozbiegały, jakby ktoś chodził wte i wewte, ale można było za nimi podążyć aż na skraj dzikich bagien. Dalej biegły jakby wąską ścieżką. Wtedy też mniej więcej z tamtej strony do uszu chłopców dotarł czyjś krzyk. Nie wiadomo jednak było, co ów ktoś krzyczał, jakiej płci był i czy w ogóle to był człowiek. Widać natomiast było, że ktokolwiek tamtędy poszedł, musiał być bardzo uważny, ślady prowadziły bowiem po całkiem wąskim torze. Poza tym w głowie Hysta zaczęło się kręcić w głowie – smród moczar był tutaj mocniejszy niż zazwyczaj i podrażniał nozdrza Drugiego.
Ilość słów: 391

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 13
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

pn lip 16, 2018 6:44 pm  

  Hyst dochodząc do domów, zasyczał niezadowolony, podgryzł coś i w końcu wypluł. Tak, to był paznokieć, który był mimo wszystko za długi i strasznie drapał go po języku, nadal nie było najlepiej, ale lepsze to niż długi nierówny pazur raniący Ci język. Pociumckał nieco bardziej palca, aż w końcu skóra mu zeszła, oczywiście, że od razu ją połknął zadowolony z siebie niczym, piesek po dorwaniu dobrej szyneczki ze stołu. Szkoda, że później będzie rzygał jak kot.
  W końcu po zabawie z paluszkiem, chłopcy udali się w stronę domów, zerknęli, za co w nich siedzi i było to samo co wszędzie.
  -Ktoś tu miał niezłą zabawę- Uznał Acadia na głos, po jego mimika zmieniła się w głupio szczęśliwego debila.
  -O chuj, czemu nas tu nie było, no kurwa czemu? Gdybyś wiedzieli, jak zostali zabici to pewnie byśmy mogli ich zjeść! –Zapiszczał Hyst, no się podniecił facet trochę za bardzo, oj za bardzo. Czy pamiętacie, co go podnieca?
  Oczywiście Acadia domyślał się, że sprawka tych ciał była Pierwszych, jednak nie chciał mówić o nich jemu. Chłopcy czasem potrafili między sobą zataić pewne informacje. W każdym razie nie chciał nic robić w tym kierunku, bo wiedział, że Hyst będzie chciał się z nimi spotkać, Acadia oczywiście też. Jednak to jeszcze nie ten czas, niestety ich magia jest zbyt słaba.
  Po chwili usłyszeli krzyki, Hyst słysząc go, aż zapiszczał głośno, tamten ktoś mógł go usłyszeć, dłonie schował w piąstki ręce i przyłożył do klatki piersiowej i niezgrabnie podskoczył, po czym uszył w stronę krzyków. Najpierw biegł, koślawi poprawiając sobie spodnie w kroku, później już Acadia przejął ciało i spokojnym krokiem, chciał zbliżyć się do krzyków.
  Oczywiście, że wiedział, iż jest na straconej pozycji, bo debil podniecił się za bardzo, ale mimo wszystko lepiej wejść spokojnie w ogień i w niego wbiegać dziwiąc się, że on parzy.

Spoiler:
MG/ 10-20 sukces
1d20 => 14 => 14
Ilość słów: 372

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 133
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/30

śr lip 18, 2018 8:59 pm  

Narrator

  Wystarczyłby jeden nieostrożny krok, aby zboczyć z obranej ścieżki i utonąć w zdradliwych bagiennych toniach. Trzęsawiska były loterią – mogło się z udeptanej drogi zejść i nadal iść jak po trakcie, a można było zostać pochłoniętym przez podmokłe podłoże. Tak nieostrożny był Hyst, który energicznym krokiem poszedł w stronę krzyku. Jego ruchy były nieprzemyślane i gdyby nie to, że dosyć szybko ciało przejął Acadia, zapewne skończyłoby się to jakąś tragedią. Nawet tej bardziej statycznej osobowości omsknęła się raz noga, a co dopiero, gdyby w tym samym miejscu stanął Hysteric.
  Ślady prowadziły krętą drogą przez bagna. W teorii wyglądało to na zwykły las – dużo drzew, ale wprawne oko mogło zauważyć, że podszycie jest bardzo miękkie, często była to zwyczajnie woda, czasami trzciny. Słychać było ich szum, kumkanie żab, wodne ptactwo, a ścieżka czasami przerywała się i należało skakać między dwoma takimi wyrwami, często po kamieniach. Dłużej się przypatrując widziało się snujące się tuż przy ziemi ledwo widoczne, zielonkawe pasma oparów, było ciemniej, roślinność miała kolor głębokiej zieleni. Miękki grunt zapamiętywał ślad obuwia, więc dotarcie do krzyku problemem nie było. To, czym należało się przejmować, to opary, które wciągane przez nozdrza, przez maskę uderzały do głowy i mieszały w niej delikatnie. Już teraz chłopcom chciało się wymiotować, a obraz przed oczami chwilami rozmazywał się. Głowa ich także bolała, a im dłużej to wdychali, tym gorzej się czuli.
  Po kilku minutach ostrożnego marszu ślad nagle skręcił, a odwróciwszy tam głowę, oczom chłopców ukazał się... człowiek. Dosadniejszym tutaj stwierdzeniem byłoby, iż jest to Drugi. Topiący się właśnie Drugi. Nie było wiadomo, dlaczego nagle skręcił, ciężko było raczej się przypatrywać śladom, gdy ktoś obok ciebie właśnie umiera. Prawdopodobnie to on krzyczał – aktualnie szarpał się, będąc niemalże po szyję w bagnie. Zapadał się, próbując jeszcze odchylać głowę do góry. Ujrzawszy Hysta, mocniej się zaszamotał, co tylko głębiej go wciągnęło. Nie było widać żadnych emocji przez maskę, ale na pewno magus był przerażony.
  — Pomóż! — wrzasnął w Altrachen, próbując wyciągnąć nadaremnie rękę do Sobolewskich. Znajdował się poza ich zasięgiem, dobre kilkanaście metrów od bezpiecznej ścieżki.
Ilość słów: 443

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 13
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

śr lip 25, 2018 5:52 pm  

  Oczywiście chłopcy mieli więcej szczęścia, niż nie jeden by chciał, dlatego jeszcze żyją. Acadia całkiem szybko przejął ciało i teraz on stąpał sztywno i bezpiecznie, bo bagiennych ścieżkach. Po chwili dostrzegli jak inne otoczenie niż to, w którym się znajdowali przed chwilą, dość ciekawe zjawisko, jednak trzeba było iść dalej, wcześniej oczywiście Acadia w umyśle opierdzielił Hysta za jego nierozważny bieg, lecz ile można czytać bluzgów. W końcu doszli do miejsca, skąd dochodziły krzyki, ech Pan nieostrożny mag się topił, Acadia widząc go, szybko wyjął palec z buzi i gdzieś go rzucił z nadzieją, że facet tego nie widział.
  -Ej to chyba nasza randeczka- Pomyślał Hyst i możliwe, że tak będzie, Acadia jedynie przytaknął w umyśle. No cóż, trzeba facetowi pomóc, by wypytać... ale chwila, o co oni mieli wypytać? Och, ta dwójka skutecznie zapomniała, a raczej dzięki Hystowi, który wyobraził, sobie randeczkę, jakoś zapomnieli.
  -A może by tak go zostawić i będzie co jeść- zapytał się Hyst z nutką nadziei.
  -Nawet jak utopi się, to ciała tak łatwo się nie da wyciągnać. Lepiej go wyjąć.–Odpowiedział spokojnie Acadia, dla niego było dość upierdliwe by ratować maga który sam się wpierdolił w takie bagno. Gorzej niż Hyst, oj a nie sądził, że jednak się da.
  -Ej, postaram... – Zająkał się mówiąc prawie "my.."– Ale nie trzep się tak, bo tylko pogarszasz sytuację. –Powiedział spokojnie, jego plan był taki, by za pomocą macek schwytać go i wydobyć jego cielsko jak najbardziej na wierzch, jednak przed tym chciał znaleźć na tyle długi i dobry kij by mógł mu od razu go podać. Wszystko to chciał zrobić w miarę sprawnie i szybko, na tyle, by nie tracić zbędnego czasu i energii. Użył dwóch macek łapiąc mężczyznę za nadgarstek jedną by go wyciągnąć a drugą już za obojczyk/ramię, by mieć lepsze złapanie. Drugą dłoń zostawił mu wolną by mógł złapać kija. Jeżeli mężczyzna złapał kij to wtedy Hyst odpuścił zaklęcie, by się nie nadwyrężać.
Ilość słów: 378

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 133
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/30

sob lip 28, 2018 6:47 pm  

Narrator

  Zaaferowany mag nie odpowiedział na prośbę Hysta, a w dodatku nadal się szamotał, usilnie próbując utrzymać się na powierzchni. Chociaż takie zachowanie było irracjonalne i bardzo nielogiczne, można było to uzasadnić ostatnim podrywem ku utrzymaniu własnego życia. Od czego jednak była magia, znacznie bardziej użyteczna niż konwencjonalne sposoby.
  Linie zaświeciły się pod grubą warstwą ubrań, gdy zaczęła płynąć poprzez nie czysta energia ciągnięta prosto z trzewi ziemi. Zalewała każde możliwe wgłębienie, aż w końcu Hyst zaczął wyglądać jak żywa latarnia, oczywiście gdyby zechciał nagle zdjąć ubrania. W tym momencie wszyscy magowie zaczynali odczuwać ból, który porównywali do przykładania ręki do ognia. Irytujący, mniej odporny człowiek może by krzyknął. Mimo tego Hyst oraz jego bracia nie odczuwali nic. Po prostu energia przepłynęła przez ich ciało, a formując ją w zaklęcie, nie odczuli nawet mrowienia. To było błogosławieństwem, ale też i przekleństwem. Dla nich granice nie istniały i to mogło ich kiedyś zabić.
  Półprzezroczyste, błękitnoszare macki wychynęły ze zdradliwego podłoża. Nie miały wyglądu tych macek serwowanych na cesarskich stołach, ale w ogólnym pojęciu je przypominały. Uformowały się blisko tonącego Drugiego. Zgodnie z poleceniem chłopaka, pierwsza z nich pochwyciła w mig nadgarstek mężczyzny i nieco go podciągnęła do góry, a druga objęła pod pachami, jeszcze bardziej wyciągając z bagna, dosłownie. Było ciężko ze względu na ciężką konsystencję wody tutaj stojącej, ale Drugi w końcu został wyciągnięty do wysokości kolan. Niestety tutaj pojawił się problem.
  Wiszący mężczyzna nie był raczej w pełni świadomości, ponieważ nie reagował zbytnio na żadne polecenia. Ponadto odległość między nim, a Hystem była zbyt duża, by móc sięgnąć go kijem. Podłoże nie było pewne – z pozoru wyglądało to na płytkie szuwary, gdzieniegdzie być może nawet na podmokłą ziemię, w której maksymalnie można byłoby się zapaść po kostki. Co prawda kij można było zrobić z ułamanej gałęzi z któregoś z drzew, lecz nie byłby bardzo przydatny. Między mężczyznami było może jedenaście metrów różnicy, najdłuższy możliwy do złamania kij wyglądał na niecałe dwa metry. Należało więc pokonać około osiem, dziewięć metrów. Zawsze istniała magia, ale podtrzymanie macek kosztowało, stworzenie trzeciej wymagało takich samych pokładów energii, co poprzednich dwóch, a więcej niż trzech naraz nie mógł utrzymać. Jeśli przyjrzeć się bliżej, co jakiś czas dałoby się znaleźć jakieś wystające kamienie, skrawki ziemi, które wyglądały na w miarę stabilne, ale byłoby to ryzykowne posunięcie. Trzeba byłoby przeskakiwać i pilnować, by robić to ostrożnie. Mężczyzna zaś na razie nie wyglądał na takiego, co jego myśli są jasne i klarowne, więc pomóc na razie nie mógł.

Spoiler:
Odpisz sobie 3PW na razie. Zaklęcie jeszcze działa, ale jak będziesz chciała je podtrzymać, to 1PW za każdą mackę. Stworzenie trzeciej będzie kosztowało dodatkowe 3PW. Możesz zrezygnować z zaklęcia w następnym poście, masz wolną rękę.
Ilość słów: 602

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 13
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

pn lip 30, 2018 8:55 pm  

  No to teraz facet miał ciekawą zagwozdkę, czy nakutwiać po jakiś badyl, który to był dość daleko, czy używać kolejnej macy a może, spróbować z tym co ma... Sam nie wiedział co dokładnie było by mu na rękę, jak nie im. Mimo wszystko chciał go uratować, ale powoli zaczynał go dziad wkurzać, bo wcale się nie słuchał. Chciał sobie wytłumaczyć to, że to pewnie przez opary, ale mimo wszystko i tak wkurw był. Jednak jak dostrzegł, aż tak ciężko mu nie szło z tymi mackami. Więc cóż
  -Raz kozi wio!– Powiedział z małym uśmieszkiem, aż Hyst się zdziwił, co ten najbardziej ogarnięty człowiek z ich trójki wymyślił.
  Plan był dość prosty, postarać się szybkim, lecz mocny ruchem wyrzucić faceta w swoją stronę i go złapać. Przy okazji zaprzeć się nogami o i tak śliskie podłoże, by nie polecieć do tyłu. Prawdę powiedziawszy, nie skupił się na tym co tam za nim było. Jak mu się nie uda, to trudno, powie prawdę. No przecież nie może oberwać za czyjąś głupotę, chociaż kto tam wie tego zasrańca. Jednak chyba lepiej już dostać opierdol, niż umrzeć próbując uratować dupsko, sierocie, która nie potrafi chodzić po bagnach.
  W każdym razie Acadia nie chciał zużyć całego limitu swojej mocy, nie czuł bólu, ale czuł osłabienie i tym głównie się kierował.
Ilość słów: 250

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 133
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/30

wt lip 31, 2018 2:12 pm  

Narrator

  Plan Hyysterica był dosyć prosty. Obydwiema mackami planował wyrzucić w powietrze oszołomionego, ciężkiego od błota maga, a następnie go złapać i w ten sposób uratować. Energetyczne ramiona nie mogły i tak wykonywać dwóch różnych zadań naraz, więc musiały chcąc nie chcąc zrobić to, co Drugi im kazał.
  Było kilka mankamentów planu. Po pierwsze Hystowi mocniej zakręciło się w głowie, co zaburzyło jego równowagę. Co prawda się nie wywrócił, acz stracił tak ważne skupienie. Po drugie zaklęcie było pierwszego Kręgu, co oznaczało, że nie było tak silne, jakby ten tego chciał i właśnie należało mocno się skupiać. Macki potrzebowały synchronizacji, by plan się powiódł, tych samych ruchów w tej samej sekundzie. Dość rzec, że to się nie udało. Drugi wyleciał w powietrze, owszem, lecz pierwsze puściła go macka podtrzymująca pod pachami, a dopiero potem ta chwytająca nadgarstek, w dodatku nadal tkwił po kolana w bagnie. Ciało wyleciało w powietrze, ale zostało siłą zatrzymane na sekundę przez własną rękę. To spowodowało, że rozpęd został wytracony i Drugi wylądował gdzieś w połowie drogi, w powietrzu tańcząc jak jakaś lalka.
  Trzecim istotnym aspektem tego, jak bardzo plan poszedł nie po myśli Hysta było to, że zobaczył kilkadziesiąt metrów za ratowanym mężczyzną postać. Ubrana identycznie jak on, lecz co najdziwniejsze – poruszająca się tak samo jak on. Stawiając krok w tył, i postać to robiła. Machając dłonią, tajemniczy jegomość robił to samo. A przynajmniej przez krótki czas od pojawienia się, bo potem ni stąd ni zowąd podskoczył, zaklaskał w dłonie, pomachał i zaczął kręcić się w kółko. Tymczasem do uszu chłopców przytłumiony dotarł głos Drugiego:
  — Nosz szlag by cię trafił, gorszego planu nie... — w uszach Hysta poczęło szumieć, jakby zerwała się wichura i przestał w ogóle słyszeć mężczyznę, który wylądował akurat na jakimś w miarę stabilnym podłożu i właśnie próbował wstać, bezskutecznie ze względu na dziwnie wykręconą kostkę. Kawałek dalej ręka zapadła mu się po samo ramię i cudem tylko ją wyciągnął. Siedział więc po tyłku w bagnie, nie potrafiąc się ruszyć. Z tym że żaden z chłopców go nie słyszał. Postać w oddali właśnie robiła za to dziwne wygibasy – zwinęła swój korpus w supeł, a następnie zaczęła chodzić na czworaka, plecami do ziemi.
Ilość słów: 460

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 13
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/15

pt sie 10, 2018 6:22 pm  

  No to nie było dziwne, że facetowi się nie udało, westchnął ciężko widząc, że macki nie zachowały się, tak jak on chciał. Musi nad nimi popracować, bo jeżeli tego nie potrafiły to co dopiero przy większych akcjach. Bardzo nieciekawie.
  Acadia właściwie chciał jeszcze pomóc facetowi, ale coś innego przykuło jego uwagę. Schował macki, by nie zużywać energii i nie męczyć się więcej, szczególnie że u niego było to bardzo niebezpieczne. Właściwie to wiedział, że gdzieś przed chwilą właśnie facet do niego gadał, gdzieś coś słyszał, ale jego głowa stała się taka dziwna.
  -Ej stary co to kurwa jest? Ej stary ja nie chcę umierać!– Krzyknął głośno Hysteric, mimo wszystko ten facet czasem się bał, jak teraz. Rzadko kiedy miał takie sytuacje, więc nie wiedział, co się dzieje, niestety biedny tak się wystraszył, że powiedział to na głos, Acadia nawet nie dał rady go zatrzymać.
  -Zamknij się, próbuję to zrozumieć- Zasyczał ciszej Acadia, zirytowany całą tą sytuacją, też nagłos jakby zapomnieli, że nie są sami. Cóż później będą się o to martwić.
  Po tych słowach chłopcy spojrzeli przed siebie i dostrzegli jakąś postać, nie wiedzieli dokładnie kto to był, ale Acadia rozpoznawał te ruchy. Były one takie same jak jego, szlag by to. Wystraszył się nieco, ale starał się wytłumaczyć, że nie może być dwóch Eryków, dwóch tak pokracznych Eryków. Wszak ich podobizna była jednak dziewnejsza od nich samych.
  -O kurwa! O chuj, drugi ja! Mamusiuuuuuuuu!–Wrzasnął Hyst, bojąc się znowu i to nie na żarty, Eryk nawet nie dawał po sobie znać, że coś jest nie tak, tylko Acadia starał się zrozumieć zaistaniałą sytuację.
  W ostateczności ukucnął powoli, tak by nie zwalić się w jakieś bagno, a by móc się bez przeszkód rozejrzeć. Chciał się dowiedzieć, czy percepcja postrzegania świata zmieniła mu się do końca, bo wyglądało to nazbyt realistycznie. Nie lubił być naćpany.
Ilość słów: 356

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość