"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Racja Stanu

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Władysław
Egzarcha
Posty: 11
Lokalizacja: Warszawa
Miano: Władysław Wasilewski
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

ndz maja 27, 2018 10:27 am  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Nareszcie ostrze dosięgło celu, raniąc wroga ludzkości. Krew się polała, ale nie było to przesądzone o wygranej. Pierwszy wypalił ranę jakby nigdy nic. Cholerny potwór. pomyślał. Jak coś takiego może istnieć. Przecież to zaawansowana magia jest, nie to co jego rękawice, które się pewnie do tego nawet nie umywają. Nie może przestać go atakować, nie teraz kiedy jest szansa. Da się zrozumieć wiele, ale Władek ma prawie dwa metry i nie należy do słabych ludzi. A ten niebieski fagas zatrzymał go gołymi rękoma. Czym ty jesteś?! Otworzył szerzej oczy dlaej napierając na niego. Ale jednak wygrał siłowanie się, niestety odskoczył i znowu zaczął się regenerować, po jakichś szeptach w bliżej mu nieznanym języku. Używają magii do komunikowania się z nami. Co też było podejrzane i dziwne. Tutaj są potrzebni Drudzy, ale nie można teraz o nich myśleć, trzeba działać. Zaatakował w odpowiednim momencie i nabił go na miecz. Zaczęło tryskać niebieskim osoczem, a jego spojrzenie przeszyło Władysława, poczuł chłód na plecach. Nie bał się, zmotywowało go to, patrzył na niego, żeby zapamiętał chociaż oczy które go uśmiercą.
  – Czego chcecie?! – Rzucił do niego wściekle i ze złością w oczach dalej na niego patrzył jak ryknął. Prawa ręka zaczęła go pięć i boleć. Dawno nie czuł takiego bólu. Cholerny potwór. Inni odpowiedzieli na ryk. Nie jest dobrze, jest fatalnie, jest ich tu więcej. Zagwizdał kilka razy, aby Szarlotka podbiegła po niego. Schował szybko miecz łapiąc, go od razu w lewą rękę kiedy skończyła się walka. Nie chcę nadwyrężać prawej ręki, bo boli jak same diabły. Przeklą truchło Pierwszego i wsiadł na konia. Wziął wdech i zaczął swój okrzyk
  – Era ludzi nigdy się nie skończy! – Wykrzyczał gdzieś w przestrzeń. Musiał odreagować, musiał jakoś ochłonąć. Nie mógł marnować czasu, od razu spiął konia i ruszył za swoimi ludźmi do Smokowca. Kiedy ich dogoni, albo dojedzie do domu będzie musiał im wszystko powiedzieć i przyspieszyć budowanie murów. A w szczególności zdejmie prawą rękawice i użyje lewej do spróbowania polepszenia stanu swej ręki, oczywiście zawoła lekarzy i uzdrowicieli do siebie i swoich ludzi. Może walczyć lewą, ale prawą potrafi pisać, jest bardzo przydatna, a najlepiej nie tracić bezmyślnie kończyn. Nadchodzące czasy zaczynają być coraz mroczniejsze. Trza też postawić nagrobki na cmentarzu, ku pamięci jego wiernych ludzi. Pierwsi nie mogą wygrać. Będzie czekał na informację ze stolicy i od innych lordów. Najwyżej pojedzie osobiście wszytko zrelacjonować, ale dalej mało co wiedzą. Zajmie się też wzmocnieniem patroli wokół swoich wiosek i Smokowca.
Ilość słów: 482

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 174
Na sesji: Nie

ndz maja 27, 2018 6:47 pm  

Narrator

  Pierwszy nie udzielił mu żadnej odpowiedzi, ostrze zakończyło jego żywot, a po padających na ziemie jego zwłokach, Wasilewski mógł zobaczyć, że mogą być potężni i przerażający, ale krwawią i umierają tak samo jak ludzie. Nie byli nieśmiertelni, nie byli Onymi, chociaż aspirowali do ich miana przez stulecia, stając się elementem legend, choć ciężko było negować ich istnienie, bowiem ostatni konflikt z nimi wydarzył się raptem parę pokoleń wstecz.
  Przegrupowany oddział wracał ze spalonej wsi prosto do Smokowca. Zbrojni gnali szybko i sprawnie przez mrok nocy i zabłocone puste szlaki, aż znaleźli się na dziedzińcu miasta. Na powitanie wyszedł im zarządca, któremu to Władysław zlecił budowę umocnień. Był już prawie świt, a pierwsze szeregi bali tworzących palisadę już były przygotowane do rozstawienia. Władysław mógł poczuć dumę jaki zdziwienie, widząc że wszyscy mieszkańcy jak jeden chłop pomagają przy budowie fortyfikacji. Zauważył też pełno obcych mord, ludzie z okolicznych wsi zlecieli się do miasta przestraszeni doniesieniami o Pierwszych.
– Panie, część chłopów rzuciło w cholerę domostwa i się nam tu przypałętali. Gadają o tych... – ściszył nieco głos – Wie Pan o których, o tych bladotwarzych. Panikę ino nam tu rozsiewają. – Był on nieco rozdarty, czego nawet nie chował. Z jednej strony czuł on obowiązek ochrony poddanych, tak samo jak Władysław, czy nawet przeciętny członek Straży Miejskiej, ale z drugiej strony to tylko więcej gęb do wykarmienia, więcej kłopotów i większa panika, bo ludzie będą pytać, czego to chłopy ze wsi do miasta zawędrowały.

  Poinformowawszy Pana Wasilewskiego o przybywających chłopach z innych wsi, zarządca wrócił do swoich obowiązków. Natomiast Władysław miał zamiar oczekiwać na jakieś wieści ze stolicy, bądź samemu wyruszyć z prośbą o wsparcie. Na jego szczęście, nie musiał czekać zbyt długo. Już około południa dobiegły go wieści, że grupa jeźdźców przybyła i czeka na dziedzińcu. Gdy tylko do nich wyszedł, widział że mają oni sztandary Mirosil, wieści ze stolicy.
  – Pan Władysław Wasilewski jak mniemam. – Zaczął dowódca, schodząc z konia. Był to wysoki postawy facet, ubrany w ładne skórzane szaty i kolorowy skórzany pas. Miał on długiego wąsa ostro skręcającego w dół z jednej i drugiej strony, oraz kitkę na głowie. Przy jego pasie spoczywała długa szabla. Oznaka arystokraci i to nie takiej biednej, patrząc po zdobieniach na jego orężu.
– Hrabia Ferdynand Janowski z tej strony. – Ukłonił się lekko głową i podał mu dłoń w geście powitania. – Przysyła mnie tutaj sam nasz Pan Mirosli i Kniaź Jaksaru. W sprawie iście wagi państwowej, o której to z jegomościem chciałbym dyskusje odbyć, ale w nieco skromniejszym otoczeniu. – Uśmiechnął się serdecznie i przekazał konia pod opiekę stajennego.
Ilość słów: 520

Awatar użytkownika
Władysław
Egzarcha
Posty: 11
Lokalizacja: Warszawa
Miano: Władysław Wasilewski
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

wt maja 29, 2018 9:33 am  

  Władysław dogonił swoich zbrojnych i rzekł do nich, że gdyby nie oni, nie dałby sobie rady sam. Dzięki temu, że odwrócili jego uwagę zwyciężył. Trzeba dodawać otuchy swoim, nie można ich przekreślać, trzeba w nich budować nadzieję. Odmówił odebrania lancy od Mietka. Powiedział mu, że został zraniony w prawą rękę i nie chce jej nadwyrężać.
  Kiedy wrócili do Smokowca Władek, aż nie mógł uwierzyć własnym oczom. On wiedział, że nie jest zły dla swego ludu, a oni wiedzieli, że mogą na niego liczyć, ale żeby każdy miał zajęcie. Zdjął hełm i przytroczył go za rzemienie do pasa. Musiał się aż podzielić wrażeniami ze swoim dwornym dowódcą, “Wysoki się spisał na medal” mówił. Mieciu oczywiście też się spisał, jego opanowanie dało szansę wszystkim.
  – O wilku mowa. Witaj... – Rzekł z uśmiechem kiedy podchodził Zbysiek. Wysłuchał go uważnie i pokiwał głową na znak zrozumienia. Zatrzymał go jeszcze na chwile, nachylił się do niego i powiedział ciszej, tak by on słyszał i Mieczysław.
  – Czekaj, Zbigniew słuchaj. Zadbaj o to żeby chłopi mieli gdzie spać, daj im drewno, niech wybudują chaty na podzamczu na południu. Ochronić ich też palisadą. Niech pracują jak inni, potem przemówię na rynku głównym, ale muszę wiedzieć czy ktoś przyjdzie z pomocą. Znajdź wolnego lekarza ma się u mnie stawić od razu, nic o nim nie mów nikomu. A teraz idź przyjacielu, wygramy, musimy. – Kiedy skończył ruszył do dworu zdjąć zbroję i się przebrać. Po drodze użył swoich rękawic na ranach na prawej ręce. Chce ją lekko podleczyć zanim zjawi się lekarz. Piecze jak skurwesyn
  Przybył jego służący oznajmujący, że przybyli jeźdźcy ze sztandarami. Jakimi to się nie określił, świetny pożytek z takich ludzi, musi ich nauczyć chociaż odróżniać inne herby niż swój. Powiedział służącemu aby poinformował jego małżonkę. Zaciągnął mocniej rękawice i ruszył na podwórze. Gdy tylko zobaczył sztandary Mirosil od razu się wyprostował i podszedł bliżej. Nareszcie, co tak długo... Nagle jakby nabrał kolorów i poczuł się lepiej a ból w ręce zniknął. Jeden z jeźdźców się odezwał.
  – Owszem. –Odpowiedział bez zawahania. Ależ malowniczy, jak obraz, odniósł się do stroju hrabiego. Ci to mają. Tak samo jak Ferdynand ukłonił się i podał mu dłoń mówiąc.
  – Władysław Wasilewski pan na Smokowcu i okolicznych mu ziemiach. Miło mi Cię widzieć i poznać hrabio. – Zapomniał o dłoni i zabolała niemiłosiernie, ale tylko lekko się skrzywił i powstrzymał od skomentowania bólu. Znał hrabiego z opowiadań, nigdy go jednak wcześniej nie spotkał.
  – Oczywistością jest to waćpanie, że trzymać Cię tu nie będę, zapraszam do środka... –Odwrócił się i wskazał swój dwór. Machnął do stajennych by zajęli się końmi, a sam zwrócił się do służby co przy drzwiach stała.
  – Przygotować strawę i podać do mojego biura. –Spojrzał z powrotem na hrabiego.
  – Nie przeszkadza Ci hrabio, że zabiorę Cię do mojego biura? Tam będę mógł wszystko na spokojnie Ci opowiedzieć. –Mówił spokojnie i opanowanie, lecz można było usłyszeć, że woli o tym pomówić na osobności. Nie będzie mówił przy wszystkich, co się stało z Mirówkiem. Potem tym się zajmie na rynku.
Ilość słów: 595

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 174
Na sesji: Nie

czw cze 07, 2018 12:28 pm  

Narrator

  Zbigniew wykonał lekkie przytaknięcie głową i ruszył wykonywać polecenia swojego Pana. Tymczasem Wasilewski zabrał się za sprawy wyższej wagi, a mianowicie za przywitanie gościa, który przybył do niego aż ze stolicy.
Służba zabrała się za przygotowanie obfitej zastawy w biurze. W końcu Jaksarczycy mawiają "Gości witaj tak, jakby to sami Oni wstąpili do twojego domostwa." toteż tego powiedzenia zamierzał trzymać się Wasilewski, szczególnie że gości ze stolicy to za często w swoich progach nie przychodzi mu gościć.

  Skądże, chodźmy — Odrzekł Hrabia i razem z Władysławem ruszył w kierunku jego biura. Docierając do komnaty usiedli przy stole, a po chwili służba przyniosła strawę jak i nieco różnych trunków. Hrabia jednak nie zamierzał zajmować się jedzeniem i piciem, chociaż docenił ten gest ze strony Wasilewskiego.
Do stolicy docierają wieści, różne wieści Panie Wasilewski, różne wieści... ale nic dobrego — Powiedział, po czym nalał sobie nieco mocniejszego trunku do kielicha i wziął mały gustowny łyk. — Źle się dzieje w Jaksarze ostatnimi czasy. Niby plony dobre, niby wojna żadna w powietrzu to nie wisi, ale lud zaniepokojony, Pierwszych widują. Początkowo wiadomo, plotki i zabobony, tak to stolica odbierała. Teraz jednak jak nam truchło przywieźli z okolic granicy z Waldgrossen, to już nie przelewki — Przysunął sobie półmisek z wieprzowiną i przegryzł kawałek, popijając mocnym alkoholem.
  To dziadostwo wróciło i panoszy się po naszych ziemiach. Ani to zorganizowane, ani to jakoś wielce liczebne, ale niebezpieczne Panie Wasilewski, kurewsko niebezpieczne. Toteż właśnie powód mojej wizyty u Pana jest. Nie wiem czy słyszał już, czy jeszcze nie, ale oficjalnie mogę powiedzieć, że Pierwsi się nam tu pałętają, chociaż chłopom rozgadywać to nie ma co — Opróżnił w tym momencie swój kielich i przetarł wąsa chustą. — Specjalistów nam potrzeba! A takich, Panie Wasilewski, to ino w Cesarstwie szukać, bo na południowców z Waldgrossen to liczyć co nie ma. A tak się składa, że Pan to tam byłeś i język Pan znasz i pozycje na dworze masz. Więc kniaź mnie tu z prośbą wysyła, aby to waszmość popłynął do nich i jaką pomoc ściągnął. W końcu jak nam nie pomogą to i do nich diabelstwo się przypałęta — Hrabia skończył swój dość długi monolog i czekał na odpowiedź ze strony Wasilewskiego.
Ilość słów: 425

Awatar użytkownika
Władysław
Egzarcha
Posty: 11
Lokalizacja: Warszawa
Miano: Władysław Wasilewski
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

czw cze 14, 2018 7:01 pm  

  Więc przystał na jego propozycję, wyśmienicie. Poprowadził hrabiego do swego biura i wskazał mu miejsce gdzie będą siedzieć. Rozsiadł się wygodnie i oparł zranioną rękę na blacie stołu i poprosił o wyjaśnienie wizyty hrabiego. Przytaknął na to, że wieści są złe, ale co w tym dziwnego? Jednak zaschło w gardziołku, co?. Uśmiechnął się w głębi ducha, ale do rzeczy. Wysłuchał go bardzo uważnie, nie chciał mu przerywać. Na temat niebezpieczeństwa to on wie o co chodzi, bo posmakował sam tego na własnej skórze. Z pierwszym Pierwszym jakiego spotkał miał szanse zapewne dlatego, że nie wiedział o Wasilewskim i o tym, że jest egzarchą, czysty element zaskoczenia i szczęście. Z kolejnymi może być dużo, dużo trudniej. Nalał sobie trunku do kielicha i napił się łyczku wtedy kiedy Ferdynand. Wiadomość o ich sojusznikach była bardzo ciekawa, myślał też o tym aby udać się do nich i poprosić o pomoc. Było to jednak daleko i ominie go cała walka w Księstwie, ale jeżeli ma to pomóc będzie musiał to zrobić.
  — Wysłałem posłańca odnośnie napaści na moją wioskę. Sama wioska została zmieciona z ziemi. Nic z niej nie zostało. Wielu też z okolicznych przychodzą do mnie szukać schronienia, potrzebuję tutaj również pomocy aby pomóc mojemu ludowi. Księstwo potrzebuje tej pomocy — Odpowiedział mu na temat panoszącego się ścierwa. Oparł się brodą o lewą rękę. Myślał na temat tej wyprawy do Cesarskich.
  — Znam język, byłem, przyznaję, nie ukrywam. Ale nie wiem czy uraczą nas swą pomocą. Będę musiał to bardzo rozważnie i bezpiecznie rozegrać. Jedno potknięcie i możemy zapomnieć o czymkolwiek, hrabio — Wyprostował się w siedzisku i pociągnął duży łyk z kielicha. Podrapał się po brodzie i kontynuował.
  — Jeżeli miałbym się udać do Cesarstwa, wszyscy Jaskarczycy będą musieli z siebie wydusić ostatnie poty, aby przeżyć. Nie możemy marnować czasu, trzeba wszystko obwarować, bo będzie jak z Mirówkiem i resztą wiosek — Podsumował z grymasem na twarzy, to może się nie udać, niektórzy robią tylko pod siebie. Lecz wracając do podróży.
  — Mam rozumieć, że dokumenty ma pan ze sobą już przygotowane? Czy ktoś jeszcze ze mną ma się uda do Cesarstwa? — Nie zdziwiłby się gdyby takowe były już przygotowane. Kniaź mógł po prostu zażądać tego aby udał się jako dyplomata. Pewnie jako jeden z niewielu zna ich język i ciekawi go na tyle, że dalej go powtarza i nie chce popsuć relacji. Trzeba zażegnać problem pierwszych.
Ilość słów: 456

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości