Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 179
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz sty 13, 2019 10:44 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebora ucieszyło że wieśniacy zaczekają w wiosce i nie rzucą się na tę samobójczą wręcz misję. Przede wszystkim dlatego że wtedy dowiedzieli by się kim jest on a po drugie że wtedy artefakt Drugiej były by zagrożone. W każdym razie nieco smuciło go jak zachował się Cieszybor. Może ten powinien jakoś postarać się odnowić swoje relacje z Lepichą. Ale by mieć pewność że Cieszybor nie zrobi nic głupiego dodał do chłopa z nadzieją – Potem można jeszcze się trochę napić... – miał nadzieję że to zatrzyma go w karczmie.
Wracając jednak do wypluwki, chłopak postanowił zebrać ów pierścień, i jako dowód i jako awaryjne zabezpieczanie finansowe. Tylko nie wiedział gdzie go widział... Czyżby u Bydgosta? W każdym razie wyciągnął nóż i gdy tylko wszyscy już poszli i był poza zasięgiem ich wzroku spróbował nieco mięsa potwora wyciętego z jednej z sekcyjnych ran. Następnie z trudem wypluł kolejne jajo gdy użył znowu swojej mocy. Sposób ich powstawania był naprawdę niezłym tropem i wiązał z tym spore nadzieje.
Ilość słów: 192

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 151

czw sty 17, 2019 8:50 pm  

Narrator

  Cała kompania – o ile kompanią można było nazwać trzech wieśniaków myślących teraz tylko o zachlaniu się oraz wyfiokowanego fircyka, który miał na sobie jeden z bogato zdobionych strojów, podkreślających jego urodę – ruszyła do karczmy. Mężczyźni co prawda nie szli w jednej grupce, gdyż paniczyk starał się wyraźnie odseparować od chłopów, idąc paręnaście metrów przed nimi, co wyglądało dość dziwacznie. Jednak Kociebor nie miał zamiaru długo się im przypatrywać, by obserwować oddalających się towarzyszy. Ledwie odprowadził ich wzrokiem, a już schował pierścień. Co prawda fircyk także zauważył go w wypluwce, mógł więc potem zdziwić się jego brakiem, ale chimera nie zaprzątał sobie młodym mieszczaninem głowy. Wojownik myślał przede wszystkim o tym, że ów element biżuterii z czymś mu się bezsprzecznie kojarzy – jaka szkoda, że nie wiedział tylko, gdzie i w jakich okolicznościach widział coś podobnego – oraz że może się przydać. Jeśli nie do potwierdzenia przynależności właściciela do jakiejś grupy, to chociaż do opłaty, jeśli Kociebor miałby okazję ów pierścień spieniężyć. Mając to na uwadze, chłopak sięgnął do zlepionej śliną i innymi, nieco bardziej odrażającymi substancjami kupki i wyjął spomiędzy kości i kłaków złoty sygnet. Dopiero to zrobiwszy, zbliżył się do zwłok.
  Chimera nachylił się nad truchłem i ostrożnie oderwał fragment mięsa. Zamierzał skosztować niewielką ilość, co okazało się zaskakująco trudne. Chociaż Kociebor nie miał wybrednego podniebienia i często zdarzało mu się jeść nadpsute zwłoki, tym razem jego ciało protestowało przed przełknięciem skrawka mięśniówki macicy. Wszechobecny w ciele potwora śluz miał mdły, powodujący nudności smak, samo mięso natomiast było gorzkie, tak jak jakaś trująca roślina. Mimo tego chłopak skorzystał ze swej mocy tworzenia nowych stworzeń i po chwili wypluł nowo powstałe jajo. A właściwie coś, co owym jajem miało być, w żaden jednak sposób go nie przypominało. Jeśli już chimera miał ów twór do czegoś przyrównać – a już zwłaszcza, gdyby zapytał się o radę Bocianichy – to użyłby nazwy „popłód”. Była to gęsta, zbita, krwista kulista gąbka, od zewnątrz pokryta błonami poprzecinanymi pulsującymi naczyniami. Co gorsza, owe naczynia zaopatrzone były w wypustki przebijające zewnętrzną powierzchnię tworu. Wypustki te przyklejały się do wnętrza ust chłopaka, skutecznie utrudniając wyplucie tej dziwnej formy. W końcu ta sztuka udała się Kocieborowi, jednak wykończyła ona wojownika na tyle, że legł na śniegu i wspierając się na rękach, naprzemiennie to walczył z odruchem wymiotnym, to łapczywie chwytał powietrze. Pomiędzy jego dłoniami leżała krwawa kulka, która z każdą sekundą spędzoną na zimnie stawała się coraz bardziej sina. Właśnie w takiej pozycji zastali wojownika zbliżający się fircyk i jego szanowna ciotka. Gdy tylko oboje zorientowali się, że coś złego stało się z ich sprzymierzeńcem, przyspieszyli kroku, by czym prędzej udzielić mu pomocy.
Ilość słów: 561

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 179
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt sty 18, 2019 10:49 pm  

  Już sam widok kawałka mięsa obrzydzał go ale to co poczuł po chwili gdy go skosztował przebiło najgorsze jedzone przez niego padliny. Zwierzęcy instynkt nakazywał mu nie jeść tego ale on za wszelką cenę musiał spróbować. I dokonał tego zamiast jaja wydając na świat to coś. Przypominający łożysko twór który sprawił że zebrało mu się na wymioty. Nieznane mu wypustki sprawiły że z trudem oddychał i próbował nie zwymiotować.

  Widząc nachodzącego chłopaka i jego ciotkę skupił się resztką sił która mu się ostała i mentalnie zawołał do Drugiej bez otwierania ust – Błagam usłysz mnie! Niech on tutaj nie podchodzi, ciężko to będzie wytłumaczyć. Zrobiłem test i to coś... Na Onych co to za paskudztwo. Ale mam żywy twór albo przynajmniej pół martwy, to chyba łożysko. W każdym razie można to zanalizować dokładnie. – Kociebor popatrzył się jej głęboko w oczy licząc że wykorzysta swoją moc w tej chwili i wysłucha go. W rękach ściskał kulkę próbując ją ogrzać. Co to do diabła było. Skąd takie wypustki? Czym są te przeklęte nitki.
Ilość słów: 210

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 151

śr sty 23, 2019 8:03 pm  

Narrator

  Gdy Kociebor wciąż klęczał w poniżającej pozycji na śniegu – z każą chwilą czując, jak jego spodnie przemakają coraz bardziej, a zimna woda spływa po skórze – poraziła go pewna myśl: nie należy pozwolić, aby fircyk zbliżył się do wyplutej właśnie krwawej kulki. Co prawda paniczyk był krewnym Drugiej i co nieco już widział, jednak wojownik nie zamierzał testować tego, na ile otwarty umysł ma jego towarzysz. Pomny więc na telepatyczne zdolności magini, brązowooki przekazał jej krótką relację sytuacji i zarazem rozpaczliwą prośbę o pomoc.
  Trudno było stwierdzić, czy kobieta usłyszała wezwanie Kociebora, gdyż nie odpowiedziała mu w żaden sposób. Gdy jednak razem ze swym krewniakiem zbliżała się do chimery, nagle się zatrzymała i kazała fircykowi sprawdzić, czy nic nie czai się w pobliżu, człowiek lub inna istota. Gdy paniczyk potulnie wykonał polecenie, na wszelki wypadek przesuwając pochwę przytroczoną do boku tak, aby łatwo było z niej wysunąć mieczem, ciemnowłosa szybko podbiegła do klęczącego chłopaka i nie bacząc na śnieg, przyklękła obok niego. Najpierw popatrzyła w twarz blondyna, a nie dostrzegając żadnych oznak sugerujących, że jego życie jest zagrożone, rozejrzała się dookoła. Na początku wzrok jej spoczął na cięciu, które wykonał Kociebor celem przyjrzenia się narządom rozrodczym potwora. Druga pokręciła głową niezadowolona, ale chwilowo wstrzymała się z komentarzem. Potem spojrzała na krwawą kulkę, którą chłopak międlił w rękach. Niewiasta westchnęła głęboko i kazała swemu siostrzeńcowi zostać w miejscu, a sama wyciągnęła rękę po gulkę. Gdy już znalazła się w jej dłoni, Druga odetchnęła głęboko i podzieliła się porażającą nowiną:
  – Cokolwiek by z tego się rozwinęło, już jest martwe. Czy tak wyglądają zalążki istot, które tworzysz? Wydaje się zbyt delikatne, by mogło wytrwać poza jakimś gospodarzem, czy może – matką.
  Tym oto sposobem na nic się zdało poświęcenie Kociebora, który musiał przełknąć obrzydliwy skrawek mięsa, a teraz wciąż czuł skutki rozwoju kulki. Jego bolało teraz gardło, jakby coś zdarło śluzówkę. Do tego chłopak wciąż czuł się niedobrze. A mimo tego wszystkiego, zarodek potwora umarł i nie przyda się już w ten sposób, w jaki pragnął go wykorzystać chimera.
Ilość słów: 424

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 179
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob sty 26, 2019 3:19 pm  

  Chimera ucieszył się widząc że kobieta zrozumiała jego przekaz, początkowo nie był tego pewien i mógł jedynie czekać w strachu. Odetchnął z ulgą że cały ten krwawy cyrk nie dojdzie do oczu niewtajemniczonych. Patrzył jak Druga powoli kroczy w jego stronę. Ta przyklękła i zanalizowała jego stan. Dopiero widząc że nic poważnego mu nie jest rozejrzała się po okolicy. Ucieszyło to nieco chłopaka który nie był przyzwyczajony do dbania o jego stan zdrowia. Nie mniej jednak sytuacja była trudna. Czuł się słabo po wykonaniu tej obrzydliwej czynności jaką było zjedzenie śluzowatego potwora. Dopiero po chwili odparł na jej słowa.
  Lekko przerażony jej słowami dodał – Przepraszam... Myślałem że uda mi się odtworzyć takowego i zbadać go albo użyć do walki ale... To nie powinno tak wyglądać... Tu nie chodzi o matkę czy tam łono. To coś praktycznie zaatakowało mnie tymi śluzowatymi wypustkami. Na dodatek ten smak czy zachowanie tego czegoś... to było obrzydliwe. Czymkolwiek jest ten śluz wypacza wszystko i zdaje się stać w takim razie za mutacjami tych rybo stworów. Może też poprzez niego się komunikują. – ucichnął na chwilę zbierając oddech.
  Po głębszym oddechu dodał – Widzę nie podoba ci się moje cięcie, po prawdzie nie jest najlepsze czy choćby dobre, sam to wiem i przepraszam za to ale nie mogłem oprzeć się ciekawości i nie spróbować. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Tak inne a jednocześnie tak podobne do ludzi. – wskazał na cięcie i popatrzył błagająco – Trzeba to zbadać dokładniej, szczególnie ten śluz i tę narośl. Naprawdę jeszcze raz za to przepraszam ale po tej walce nie mogłem nie spróbować. Rozmawiałem z tym rojem w myślach tak jak wcześniej z tobą. Widząc to musiałem dowiedzieć się czym są.
Ilość słów: 328

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 151

czw sty 31, 2019 12:10 pm  

Narrator

  Pomimo najlepszych intencji Kociebora, jego plan się nie powiódł – nowo powstały stwór zmarł, nie omieszkując wcześniej spowodować złego samopoczucia chłopaka. Chimera był tym w równym stopniu zdruzgotany, co przerażony. Jego pełna poświęcenia akcja na nic się zdała, może poza wysunięciem pewnej teorii na temat śluzu, którą to oczywiście blondyn podzielił się z Drugą. Młodzik opowiedział, jak to mazista substancja nie tylko spowodowała obrzydliwy smak, ale też – kto wie? – sprawiła, że tworzący się zarodek wręcz zaatakował swego gospodarza przy pomocy wypustek wczepiających się w ciało. Kobieta wysłuchała tych rewelacji i pokiwała głową. Zamyśliła się chwilę i ostrożnie zapytała:
  – Czy zdarzało się już, że próbowałeś tworzyć chimery takich stworów? Albo czy bywało, że rozmnożenie zwierząt stwarzało takie problemy? Zastanawiam się, na ile ta sytuacja jest wyjątkowa. Gdybyś spotkał się z tym wcześniej... – niewiasta urwała, pozostawiając niedopowiedzianą nadzieję, że cudaczne stwory są podobne do czegoś, co już istnieje. Nietrudno było zrozumieć jej punkt widzenia. Kolejne zdania pojawiły się w głowie Kociebora, zapewne jako telepatyczny przekaz kobiety: Łatwiej zabić to, co już znasz. Co ma podobne słabości do niegdyś już pokonanego stwora. Po chwili wszelka nadzieja bogaczki zniknęła. Oto chłopak sam przyznał, że po raz pierwszy spotyka się z takim dziwnym mechanizmem, nie było więc sensu liczyć na korzystanie z doświadczenia z podobnymi dziwadłami.– Ano, muszę dobrze się temu przyjrzeć. I temu, jak wygląda ów zarodek, i temu, jak działa ów śluz. Rozumiem potrzebę samodzielnego sprawdzenia, ale czasem lepiej zostawić pewne sprawy osobom, które bardziej są do tego powołane. – Ciemnowłosa nie omieszkała ponownie skarcić Kociebora za jego chęć badań na własną rękę możliwymi środkami. Po tych słowach zaś przysunęła się bliżej potwora. Przez parę sekund wpatrywała się niewidzącym wzrokiem w ranę, a jedyną oznaką tego, że odczuwa zimno, było ustawiczne pocieranie skostniałymi dłońmi w celu rozgrzania. Potem nachyliła się nad raną tak, jakby zamierzała wetknąć tam swą twarz. Wyjęła z kieszeni metalowe szczypce, nożyk i jeszcze kilka innych przyrządów, po czym wybrała jedynie te pierwsze. Sięgnęła do rany i przez długi czas próbowała obserwować samą zewnętrzną strukturę zaimplementowanego zarodka oraz blizny, jaka utworzyła się w miejscu jego łączenia ze ścianą macicy. Bardzo delikatnie go podważyły i nie odrywając go od łona matki, najzwyczajniej w świecie sprawdziła jego temperaturę, tak jak zwykli ludzie sprawdzają, czy naczynie dostatecznie ostygło, by wziąć je do ręki.
  – Wciąż utrzymuje ciepło, ale jest już martwy. Gdybyśmy wyjęli go od razu po zabiciu matki, może dałoby się sprawdzić, w jaki sposób rozwija się dalej. – Były to ostatnie słowa kobiety, nim usłyszała rytmiczny świst, podobny do tego, jaki wywoływał jeden z jej siostrzeńców, gdy wybierali się wraz z Kocieborem na wyspę. Tym razem jednak towarzyszył im przecież jej tylko drugi krewniak, nie ten, który czuł potrzebę jakiegoś informowania o swojej obecności. Ciemnowłosa zmarszczyła brwi i bezgłośnie nakazała chimerze sprawdzić, co też dzieje się z towarzyszącym jej fircykiem.
Ilość słów: 580

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 179
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt lut 01, 2019 11:05 am  

  Kociebor kontemplował chwilę nad tym co powiedziała Druga. Musiał to jakoś w głowie ułożyć dopiero po dłuższej chwili zanim jednak rozległ się świst a podczas jej sprawdzania temperatury odparł odpowiadając na jej pierwsze telepatyczne pytanie wpierw jednak ponownie przepraszając. – Jeszcze raz przepraszam. Zazwyczaj po prostu musiałem wszystko analizować samemu i ciężko mi było się powstrzymać. Ale gdy tak teraz myślę to jest coś co mi to przypomina. Szczególnie biorąc pod uwagę walkę z tym stworem. Problemy takie były po moim narodzeniu raz... Wtedy gdy mój ojciec zginął próbując zrobić to samo z tym co określił jako szczątki Pierwszego. Co to było... Nie wiem..
  Świst przeciął powietrze a chimera ruszył sprawdzić co to jest. Niepokoiło go to bardzo toteż bez wahania dobył kosy licząc na przewagę dystansu jaką da mu taka broń. Miał nie mrawe przeczucie że jego eksperyment mógł jakoś zaciekawić rój rybo-stworów. Lub co gorsza teraz te bestie chciały ich wywabić i zmusić do walki tutaj. Tylko czemu... Na otwartej przestrzeni posiadali wszak przewagę.. Chyba że stwory tym razem miały by znaczącą przewagę liczebną. Wtedy cóż wtedy teraz pomagał by im.
Ilość słów: 212

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 151

ndz lut 03, 2019 2:28 pm  

Narrator

  Gdy niewiasta bacznie studiowała brzegi rany powstałej w wyniku prowizorycznego badania Kociebora, chłopak rozważał jej słowa. Czuł skruchę, że swoim działaniem mógł uniemożliwić nieco dokładniejsze oględziny Drugiej, która – jak zresztą było widać, gdy wyciągnęła z kieszeni szczypczyki i inne ustrojstwa – posiadała szereg narzędzi i wiedzę, jak z nich korzystać. Tak się przynajmniej wydawało chimerze, gdy jego rozmówczyni wyglądającym na fachowy gestem podważała zaimplementowany zarodek i obserwowała jego powierzchnię. Nic więc dziwnego, że Kociebor znów przepraszał kobietę, na co ona już nie zdecydowała się odpowiedzieć. Dopiero gdy chłopak nawiązał do swych narodzin i towarzyszących temu problemom, Druga rzuciła mu krótkie, baczne spojrzenie. Zaraz jednak wróciła do swego zajęcia i wygłosiła uwagę o ciepłocie ciała, której niestety nie dane jej było zakończyć.
  Gdy rozległ się świst – powtarzający się cyklicznie, jakby ktoś odmierzał w ten sposób czas potrzebny na przebycie jakiegoś dystansu – zaniepokojony Kociebor chwycił kosę i wyszedł ze śródpolnego zadrzewienia. Blondyn miał w głowie gonitwę myśli na temat tego, co też mogło się wydarzyć, mimo to nie udało mu się wpaść na prawidłową odpowiedź. Oto przed sobą miał dziwaczną scenę: niemal dwumetrowy, szarawy stwór wyglądający na coś pomiędzy wodną bladą kreaturą a czarnoskórą maszkarą przyciskał całym swym ciałem fircyka do ziemi tak, że ten krztusił się śniegiem. Nieopodal znajdował się drugi stwór, który trzymał w ręku miecz paniczyka i imitując jego dostojny chód, co kilka kroków przecinał bronią powietrze, wydobywając cichy, bardzo charakterystyczny świst. Gdy Kociebor wyszedł zza drzew, pierwszy potwór wciął był zajęty przygniataniem siostrzeńca Drugiej, ale ten dzierżący miecz zwrócił uwagę na przybysza. Zamiast jednak zaatakować, przekręcił głowę niczym sowa i spróbował chwycić rękojeść w ten sam sposób, jak chimera trzymał kosę. Już po chwili udało mu się oddać pozę chłopaka i stali tak obaj, jakby jeden udawał odbicie drugiego.
Ilość słów: 366

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 179
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn lut 04, 2019 12:54 pm  

  Widok jaki zastał po wyjściu Kociebor przeraził go, z jednej strony nie było bardzo źle z drugiej przygnieciony firycyk mógł być w bardzo złym stanie. Pamiętał wszak co wydarzyło się gdy on sam znalazł się ledwie chwile temu w takiej sytuacji. Co gorsza ku jego zdumieniu drugi ze stworów zaczął naśladować styl walki chłopaka. No tego to już kurwa było za wiele. No ale tutaj z dala od osady mógł użyć wszystkiego co miał. No może z wyjątkiem roju.
  Z drugiej strony skoro te monstra nauczyły się stylu walki człowieka z pewnością nie dadzą się tak łątwo znowu opluć. I tym razem miecz był o wiele groźniejszy niż ich łapy. To już była broń. Nie czekając chwili powiedział dość głośno by ta go usłyszała – Przyszły dwie kolejne próbki badawcze. Jeden z nich przygniótł twojego siostrzeńca a drugi ma miecz i go gorsza umie się nim posługiwać. – tym razem Kociebor wiedział że nie może użyć miecza bo po prostu stwór skopiuje jego ruchy. Mógł sięgnąć po oszczepy ale to wymagało by czasu a tego nie miał zbyt wiele. Zorientował się już że stwory nie mogą czytać w jego myślach dość dobrze poza dostarczaniem ogólnych emocji i myśli, inaczej jego poprzedni przeciwnik spodziewałby się spalenia. Nie mniej tym razem musiał uratować Firycyka.
  Niemiłosiernie wkurwiała go cała ta sytuacja. Już dawno nie był tak wściekły, walczył o swoje życie ale przeklęte kopiowanie jego ruchów rozgniewało go do granic możliwości. Jakby jakaś przeklęta ryba mogła zrobić to co on. No niedoczekanie.
  Natarł na stwora z mieczem zamierzając zrobić pożytek z przewagi jaką dawał mu drzewiec broni nad mieczem. Chwycił broń mocno obiema rękami szykując się do wyprowadzenia cięcia w bok stwora od swojego lewego boku potężnym zamachem. Użył do tego obu rąk zamierzając wykorzystać całą swoją siłę. Był niczym kosiarz ścinający zborze tylko że on celował w klatkę piersiową stwora zamierzając wbić ostrze mu w pierś z bezpiecznej odległości. Nim jednak tego dokonał wręcz instynktownie od razu splunął ogniem uwalniając znowu ognistą mieszankę na stwora używając drugiego już dzisiaj splunięcia. Paskudny twór o obrzydliwym smaku wypełnił mu usta ale było to z pewnością i tak lepsze niż to co czuł pożerając tego stwora. Po chwili soczyste splunięcie przemierzało powietrze celując w korpus lecąc przed wściekłym Kocieborem. Wszak jednak nawet ten paskudny nieczysty atak miał odwrócić nieco uwagi. Cięcie miało być silne i wycelowane między żebra na wysokości płuca. Tnąc tkanki od lewej do prawej wbijając się w płuca a w najlepszym razie przebijając klatkę piersiową aż do serca. Nie spodziewał się by ten zamierzał odskoczyć bardziej za to spodziewał się ataku mieczem który w końcu nie był aż tak krótki by z odrobiną wysiłku nie móc wyciągnąć ręki nieco dalej szczególnie przy wymiarach stwora. Temu też zaraz po wbiciu ostrza instynktownie uchylił się odskakując jak najdalej od ręki z ostrzem tak by w najlepszym razie zasłoniła go jeszcze wbita kosa. Nie zamierzał jej wszak wyjmować. Taka masywna broń nieco w końcu utrudniała poruszanie. A z jego obserwacji wynikało że te stwory i tak i tak będą walczyć mimo śmiertelnych ran. Starał się przemknąć jak najdalej korzystając z lustrzanej techniki przeciwnika i wykorzystując ją przeciwko niemu byle tylko uciec jak najdalej.
  W żyłach buzowała mu krew a on sam zdawał sobie sprawę że igra z losem aż nadto dając podejść się śmierci.
Ilość słów: 659

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 151

pt lut 15, 2019 12:15 pm  

Narrator

  Czegokolwiek spodziewał się jasnowłosy, widok, który zastał, przeszedł jego wszelkie oczekiwania. Nie dość, że kolejne stwory raczyły opuścić swoją kryjówkę w zatopionej wieżycy, to jeszcze jeden z nich miał czelność naśladować sposób, w jaki ludzie trzymają broń. Wywołało to nie tyle przestrach, co gorący gniew Kociebora. Chłopak nie mógł pogodzić się z tym, że rybostwory zdawały się zaczynać posiadać typowo ludzkie zdolności, zupełnie jakby te abominacje były równie dobre lub lepsze od niego samego. Potwory zdobyły kolejną przewagę – o czym świadczył dzierżony wprawnie miecz fircyka – w dodatku ośmielały się udawać ludzi. Zaślepiony furią wojownik nie zastanawiał się nad wszystkimi wiążącymi się z tym konsekwencjami, nawet w gniewie jednak wiedział, że nie wróżyło to niczego dobrego. Jedyną nadzieją było to, że z dala od wieśniaków chimera może skorzystać z arsenału swoich możliwości. Mimo to jednak chłopak uznał, że pomoc Drugiej może okazać się przydatna, dlatego głośno i wyraźnie, tak aby jego głos był słyszalny nawet pomimo świszczącego wiatru, poinformował kobietę o przybyciu kolejnych „próbek badawczych”, jak to zgrabnie ujął. Istotnie, uczona niewiasta nawet pomimo zagrożenia życia krewniaka potraktuje kolejne potwory jako źródło wiedzy o życiu rozwijającym się w wodzie, jednak dla paniczyka i Kociebora byli to raczej przeciwnicy, nie okazy doświadczalne. Przynajmniej dopóki żyły i stanowiły zagrożenie.
  Tymczasem, nim jeszcze odsiecz w postaci ciemnowłosej zdecydowała się przybyć, chimera musiał opracować plan ataku. W obawie przed natychmiastowym naśladowaniem jego ruchów przez potwora chłopak odrzucił możliwość walki mieczem. Niestety, musiał też zrezygnować z oszczepów wiedząc, że nie ma dość czasu, aby z nich skorzystać w swoim położeniu. Właściwie to Kociebor nie miał zbyt wielu możliwości, a sytuacja powoli stawała się jeszcze bardziej napięta. Potwór siedzący na fircyku odwrócił głowę, gdy jego kompan wydał z siebie dziwny, przypominający coś pomiędzy terkotem a szczeknięciem dźwięk. Dostrzegłszy kolejnego człeka, poczwara dociskająca mieszczanina do śniegu poprawiła uścisk i rozległ się cichy trzask, któremu towarzyszył zduszony jęk. Niestety z miejsca, w którym stał chimera, nie było widać, czy fircyk został w tym momencie zabity, czy też zadane mu obrażenia nie są śmiertelne. Jasnowłosy nie ruszał się, nie było też widać, aby znad jego ust unosiła się para świadcząca o tym, że wciąż oddycha, ale przecież i przed ruchem potwora Kociebor nie widział oznak życia swego chwilowego towarzysza.
  Nie tracąc więcej czasu na dalsze kontemplacje, chłopak ruszył na stwora dzierżącego miecz. Chłopak zdecydował się na mocne cięcie kosą. Zdeterminowany, pewnie trzymał broń i w szaleńczym pędzie wykonał zamach, pragnąć rozerwać klatkę piersiową potwora. Niestety, stwór zrozumiał zasady posługiwania się mieczem na tyle, by stawić opór ostrzu, które miało zatopić się w jego ciele. Wysokiej próby stal starła się z żelastwem, z którego została wykonana kosa i w wyniku tego ta druga się poddała. Kociebor z przerażeniem zobaczył, jak czubek zamocowanego na drzewcu noża pęka. W tej sytuacji wybawieniem było to, co stało się tuż przed owym starciem – chimera zdołał splunąć na swego przeciwnika, korzystając ze swej szczególnej umiejętności. Warto było cierpieć nieprzyjemny smak w ustach – jak sam zresztą blondyn zauważył, nie aż tak paskudny jak ten, który towarzyszył przeżuwaniu potworzego mięsiwa – byleby tylko zdołać zranić przeciwnika. Ogień zajął lewe ramię maszkary i początkowo, w ferworze walki, stwór był w stanie ignorować ból oraz postępujące obrażenia. Jednak w chwili, w której fragment ostrza kosy się ułamał, potwór nie był już w stanie trzymać pewnie miecza. Spróbował więc odeprzeć napierającego nań Kociebora, ten jednak już zdołał uskoczyć w bok. Potwór warknął zirytowany i widząc, że nie zdziała zbyt wiele, odrzucił miecz i przyjął taką samą pozycję, co pająki ostrzegające przed zadaniem ciosu, unosząc swoje wielkie łapy i prezentując się w całej swej porażającej okazałości. Zaraz potem z rykiem skoczył na chłopaka, próbując wytrącić kosę z rąk chłopaka, przy okazji przewracając go na ziemię.
Ilość słów: 769

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 179
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

sob lut 16, 2019 11:46 am  

  W momencie gdy usłyszał trzask po przygnieceniu młodzieńca chimera wpadł w istny szał, spodziewał się złamania karku. Jego źrenice rozszerzyły się do granic możliwości a ilość adrenaliny w żyłach sprawiła że pole widzenia zawężało się. Zwierzęce zmysły wyostrzyły się. Niczym jakiś jaszczur wysyczał zza zębów – Pożałujesz tego ściero.
  Natarcie kosą zostało odparte ale ku zadowoleniu chimery jego przeciwnik płonął i był zmuszony wypuścić miecz. Kosa straciła na sile przebicia a teraz rzucił się na niego ten potwór. Kociebor nie zamierzał stać i patrzeć na ten atak... Cisnął w potwora kosą która i tak straciła część ostrza by odwrócić jego uwagę. W tym czasie skupił się na dramatycznym uniku w bok przez skokiem potwora. Mięśnie chłopaka naprężyły się, serce waliło jak młot a on sam skoncentrował się tylko i wyłącznie na wyjściu z tego ataku w całości. Nogi wyprostowały się posyłając go w powietrze w lewo od aktualnej pozycji a potem i dalej. Daleko od tej ryczącej maszkary. Potwór w skoku nie powinien być w stanie zbyt dobrze manewrować. Co gorsza po skoku potwór powinien być wytrącony z równowagi.
  Jeśli tylko uda się uniknąć tego szaleńczego, ryczącego ataku Kociebor dobywa miecza i rusza kolejnym susem za plecy stwora i obciążając ostrze całą swoją masą, napiera nań, wbijając je między żebra maszkary. Dla pewności jeśli tylko starczy mu czasu przed koniecznością kolejnego uniku obraca choćby lekko wokół swojej osi i wyszarpuje brutalnie. Zaraz potem wiedząc iż stwór walczy do końca i nauczony co stało się ostatnio po dźgnięciu włócznią chłopak wycofuje się trzecim już susem i dając się ponieść furii naciera na bestię która stała na Siostrzeńcu Drugiej.
  Trzecie dzisiaj splunięcie poleciało prosto w kolejnego stwora. Tym razem celując wysoko... w głowę. I by zadać jak największe straty i by jak najbardziej zminimalizować ryzyko podpalenia firycyka. O tym drugim na razie jednak myślał ledwo mglisto. Jego umysł wypełniały teraz tylko dwie krwiście czerwone sylwetki wrogów. Pole walki wyglądało niczym morze mgieł a on sam poruszał się niczym we śnie dając się prowadzić morderczej naturze. Wszystkie zmysły skupiły się na przeciwnikach ignorując praktycznie wszystko inne. Był niczym... berserk albo zwierze które postawiono pod ścianą. Walczył o swoje życie i nie zamierzał się poddać. Wysunął ogon sycząc głośno bardziej jak zwierze niż człowiek. Po czym kontynuował natarcie na przeciwnika zamierzając odskoczyć najpierw w prawo a potem wpierw ciąć go z całej siły choćby po szponach. Nie kończąc tej barbarzyńskiej szarży skoczył na niego napierając, by przytulić się do jego nóg niczym dziecko do matki i... Morderczo kąsać ogonem w łydki wpuszczając tam prawie połowę jadu jaki miał ( 40%, podwójna ilość dawki która paraliżuje na godzinę). Lewą ręką dobył noża i zaczął szaleńczo dźgać na oślep stwora.
  O ile w pierwszym ataku skupił się na unikach o tyle w Drugim dał się już całkiem ponieść. Liczył tylko że splunięcie trafi i zdezorientuje go tak jak cały ten atak. Nawet jeśli stwór go powali i przygniecie Kociebor kąsa i dźga nożem nie patrząc na własne uszkodzenia.
Ilość słów: 609

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość