"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Dom Katii Fiodorow

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 164

wt kwie 10, 2018 5:42 pm  

Dom Katii

  Niewielki budynek wzniesiony w południowej części Śnieżnej Przystani. Stoi tuż przy ulicy wiodącej niemal od centrum miasta, aż do jednej z kilku bram wjazdowych. Wbrew pozorom, ta drewniana konstrukcja o kamiennych fundamentach, jest naprawdę solidna. Na froncie zaraz obok dębowych drzwi umieszczono dwie okiennice (po ich lewej oraz prawej stronie). O reszcie ścian – prócz samego tyłu, który jest po prostu płaską kamienno-drewnianą powierzchnią – rzec cokolwiek ciężko, gdyż dom przylega bezpośrednio do dwóch innych, wyglądających wręcz bliźniaczo.
  Wnętrze dzieli się właściwie na trzy pomieszczenia, niewielki strych oraz płytką piwniczkę pełniącą raczej rolę spiżarni. W pokoju, do którego wchodzi się zaraz po uchyleniu skrzypiących drzwi, wymurowano kominek, a tuż nad paleniskiem ruszt – można na nim przewiesić niewielki garnek. Parę stóp na prawo od niego leży sterta porąbanego, suchego drwa nadającego się w sam raz do palenia. Nieopodal ustawiono zaś stół i trzy krzesła, które wskazują na to, że niegdyś miejsce to zamieszkiwało właśnie tyle osób. Na ścianach wisi kilka półek. Część z nich pająki uznały za swoje terytorium, dzięki czemu można w tych okolicach podziwiać grube pajęczyny utkane pod kątem. W północnym rogu można dostrzec klapę, która – gdy ją otworzyć – uchyli rąbka tego, cóż odnaleźć można w piwniczce.
  Pod ziemią przede wszystkim jest ciemno i zimno. Mrok odegnać jednak łatwo – przy pomocy lampy zawieszonej tuż obok stromych schodków przypominających bardziej sześciostopniową drabinę. Gdy już wznieci się ogień, ludzkim oczom ukazują się dziesiątki naczyń – zarówno pustych, jak i wypełnionych przeróżną zawartością. Stoją głównie na deseczkach umocowanych do kamiennych ścian, jednak są też wyjątki. Jakieś trzy drewniane beczki stojące naprzeciw wejścia.
  Kolejne pomieszczenie to sypialnia, której podłoże wyścielono zwierzęcymi skórami. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że futra należały w przeszłości do wilków, jednak gdzieś tam, pomiędzy nimi, zaplątał się nawet niedźwiedź. Łoże wykonane z kilku starannie ściętych desek, wyścielone przede wszystkim tym samym, co posadzka. Jedynie poduszka to ładny kawał materiału wypełniony pierzem.
  Trzeci pokój to z kolei pracownia. Masa ziółek, korzeni, suszonych liści oraz innych przeróżnych specyfików z nazwy znanych jedynie zielarkom, wala się po całym jego obszarze. Miseczki, słoiki, pomniejsze narzędzia do kruszenia oraz ubijania. Dwa szerokie stoły oraz okiennica, którą można uchylić – choć zakończy się to bolesnym dla ucha skrzypieniem.
  Strych jest niemal pusty, a drabina prowadząca do niego ustawiona została w tym samym miejscu, co zejście do piwnicy. Dawno nikogo tam nie było, bo i raczej nic ciekawego tam nie ma. Ot, pusty kawałek przestrzeni.
Ilość słów: 496

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt kwie 10, 2018 7:12 pm  

Narrator

  Mimo wiosny, które powoli kroczyła po niemal całym Everoldzie, w Śnieżnej Przystani czuć było jedynie mróz. Lód skuwał tę krainę przez cały rok, słońce rzadko kiedy wychodziło zza gęstych mgieł, bądź białej ściany tworzonej przez śnieżyce. Tego dnia jednak działo się coś wyjątkowego – gołym okiem dało się dostrzec błękitne niebo, niemal bezchmurne. Morska bryza ciągnęła przez ulice miasta, poczynając od portu, a kończąc na samej twierdzy. Gdzieś w oddali słychać było uderzenia młotów. Kowale nie próżnowali, podobnie jak ludzie odpowiadający za rozkuwanie zamarzniętej wody w okolicach Śnieżnego Portu.
  Katii już od wczesnego ranka towarzyszyło dziwne uczucie. Ciężko było nakreślić je dokładniej – nie był to ani strach, ani radość. Ani zdziwienie, ani satysfakcja. To coś pomiędzy tym wszystkim. Przeogromna część ludzi – jakieś pięćdziesiąt procent całej populacji tego świata – nie potrafiłoby nawet znaleźć odpowiedniego słowa. Były też jednak kobiety – a one nazywały to po prostu kobiecą intuicją.
  Nagły stukot, chwila zamyślenia i próba zlokalizowania źródła dźwięku. Drzwi. Ktoś zwyczajnie pukał do drzwi. Choć w tym wypadku uznać to należało za wydarzenie nadzwyczajne – rzadko kiedy ktoś przychodził w odwiedziny do trucicielki. Po chwili odgłos ustał. Pytanie tylko czy za dębowymi wrotami nadal ktoś stał i czekał?
Ilość słów: 251

Awatar użytkownika
Vivien
Człowiek
Posty: 3
Miano: Vivien
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Vitav
Na sesji: Nie

śr kwie 11, 2018 6:43 am  

  Katia wróciła z samego rana z dość długiej podróży, ale od momentu przekroczenia granic Księstwa Jaksaru czuła się bardzo dziwnie. Była rozpalona i pobudzona. To uczucie było jej znane i to bardzo. Jedynymi osobami, które potrafiły wzbudzić w niej takie emocje był jej mąż i brat. Niestety jej lubego zamordowano, a brata oskarżyła o maczanie w tym palców – i tak ich drogi się rozeszły...

  Głośne pukanie do drzwi obudziły Katię, która przez sen cicho pochrapywała. Usiadła opierając się o drewniany zagłówek łoża. Serce waliło jej jak dzwoń, oddech miała szybki, niemiarowy, próbowała sobie przypomnieć co właśnie jej się śniło i po prostu zamarła. Miała przed oczami swojego brata, najukochańszego człowieka na całym świecie i męża, który leżał w kałuży krwi. Krzyknęła coś przez sen. Odpędziła od siebie koszmar, który nie powinien mieć miejsca. Koszmar, który jest wytworem jej wyobraźni i urywkami przeszłości. Odgarnęła swoje długie blond włosy z oczu, nabrała powietrza do płuc i wstała. Zdążyła tylko nałożyć na siebie szlafrok, który leżał na fotelu znajdującym się obok szafki nocnej, kiedy znów usłyszała pukanie do drzwi. Zerknęła przez okno i westchnęła. Podeszła do drzwi i złapała za klamkę, by otworzyć je na oścież.
– Witaj Pani, mam kolejny list. Jestem tu niemal codziennie i coś mi się wydaje, że ma Pani wielu adoratorów... Chłopak uśmiechnął się do niej, puszczając w tym samym czasie oczko.
– Nie Twój interes. Zabrała list z jego ręki odwracając się na pięcie.
– A na drugi raz, ten Twój uśmieszek zniknie z twarzy, jak odwiedzisz moją piwnicę.   Zamknęła mu przed nosem drzwi. Szkoda tylko, że nie widziała jego miny. Westchnęła ciężko, położyła list na stoliku, a sama udała się w kierunku łazienki, by się oporządzić. Trochę czasu jej to zajęło, ale gdy wreszcie jako tako wyglądała, westchnęła z niejaką ulgą. Zaparzyła ziółka i poszła usiąść na swój ulubiony, bujany fotel, który wujek zrobił go dla niej dawno temu.
– Czego znowu?! Jeszcze raz Cię tu zobaczę to nogi z du... Przerwała. Zmrużyła oczy, to nie jest ten, który był tu chwilę temu. Przyjrzała się mężczyźnie uważnie od stóp do głów.
Ilość słów: 450

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr kwie 11, 2018 4:42 pm  

Narrator

  Kobieta nie zamierzała zwlekać nawet krótkiej chwili. Czym prędzej udała się w stronę drzwi, otworzyła je, a jej oczom ukazał się niewysoki blondyn z włosami, na które zwykło się mówić "cięte od gara". Typowy dzieciak w nieco zdartym futrze, który zapewne przypałętał się na pocztę w celu uciułania paru pensów na chleb i wodę. Korespondencja, którą dostarczył Katii nie była niczym specjalnym – ot dwa zawiniątka. Pomiędzy szmatkami ukryte były ampułki, o które prosiła pewną tutejszą osobę już wcześniej. Prócz tego kilka nieznaczących kartek, które nie były nawet zapieczętowane. Koślawe pismo sugerowało zalotników z tych najmniej zamożnych części Śnieżnej Przystani. Papierzyska śmiało można było wrzucić do kominka.
  Vivien w końcu zaznała nieco spokoju, który ponownie został zakłócony jakieś piętnaście minut później. Ktoś znowu zaczął dobijać się do drzwi, tym razem jednak była to morda kompletnie kobiecie nieznana. Rosły facet, mierzący tak z metr dziewięćdziesiąt. "Kupa mięśni" byłoby na niego świetnym określeniem. Mężczyzna musiał nieco się przygarbić, by wdowa mogła dostrzec jego lico. A oblicze tego to osobnika malowało się zaiste nieinteresująco. Brązowe, zaczerwienione ślepia, grube, krzaczaste brwi, wyraźne zakola, popękane usta, kartoflany nos i blizny na polikach. W momencie, gdy Katia urwała zdanie, chłop głośno westchnął, a spomiędzy jego warg uleciała para przepełniona smrodem gorzały.
  Zielarka Katia, ta? — Burknął. Nie czekał nawet na odpowiedź, bo najwyraźniej znał ją doskonale sam. Natura wyposażyła go w wyjątkowo niski, ale i tępawy, donośny głos. — W mieście gadajo, że niby dobraś w ziela, tom ze sprawą przylazł. Wie gdzie Płaska Góra leży? — Spytał, tym razem milknąc choć na chwilę i dając dojść kobiecie do głosu. Zamrugał głupkowato kilka razy, a męt w jego gałach jakby nieco ustąpił. Podrapał się po resztkach czarnej czupryny i nieco przesunął do przodu, tak jakby po prostu chciał wejść do środka. W gestii Katii pozostawało zrobić coś z gościem. Być może bardziej zainteresować się jego problemem? Bądź po prostu wyrzucić na zbity pysk? Kto wie... Kto wie?
Ilość słów: 407

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości