"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Zgnilizna

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz cze 17, 2018 12:57 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Co się stało z jego ciałem? — kpiąco przeczytał pytanie. — A co się mogło stać? Raczej tego nie przeżył i gdzieś go zakopali. To chyba oczywiste — odparł, strzepując z ramienia jakiś pyłek. — I już mówiłem, że nie wiem co chcieli zakląć, ani jaki efekt miał wywołać ten rytuał. Najważniejsze, że się nie powiódł. Nic więcej mnie nie obchodzi. A co się Pierwszych tyczy... — na moment zamilkł. — Nie rozumiem po co miałby porywać dzieci. To bez sensu. Tak samo bez sensu, jak to, że jeszcze tu stoję, zamiast zmierzać do Initium, na Onych! — wrzasnął zdenerwowany. Ale najgorsze miało nadejść dopiero wtedy, gdy Milczka śmiała sprzeciwić się słowom Fryderyka. Hissler na chwilę się zapowietrzył, poczerwieniał na twarzy i wymownie zakaszlał.
  To co nazywasz ciężką pracą i hartowaniem aury, jest jedynie czystą głupotą w nieskazitelnej postaci. Jeśli o jakiejś perfekcji mowa, to o perfekcyjnym braku pomyślunku i ograniczaniu się z powodu marnej dumy niepopartej niczym innym, niż chęcią udowodnienia samej sobie jakichś pierdół, które na dłuższą metę nie mają żadnego znaczenia i ani trochę nie przekładają się na postępy w rozwoju magii. Jeśli to jest twoja jedyna skaza, to ja jestem Onym. Do, mam nadzieję, nie widzenia — odrzekł iście zirytowany, po czym obrócił się na pięcie i ruszył w stronę traktu prowadzącego do Kelheimu, skąd zapewne zamierzał udać się w dalszą podróż do Initium.
  Aleś go zdenerwowała — rozbrzmiało w głowie Adelruny. — Samemu w takim ciele, bez możliwości korzystania z energii, pewnie za daleko nie zajdzie. Wszelka manipulacja odpada. Ale... Co teraz? — spytał Iwasaki, stojąc niewzruszony.
Ilość słów: 291

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 163
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn cze 18, 2018 10:03 pm  

  Fryderyk może i trochę pomógł, ale nie do końca. Nieco rozjaśnił sytuację, lecz nadal pozostawało zbyt wiele pytań – wręcz ich przybywało, zamiast ubywać. Co z tego, że dowiedziała się, że istnieje jakiś rytuał, który nie jest dokończony, ale resztki niego nadal tkwią w rzece, jeśli nadal nie wie, dlaczego Pierwszy porywa dzieci? Nie wie także, gdzie ów Pierwszy jest, w jakich okolicznościach przybywa, a także jak bardzo jest połączony z tymi wydarzeniami.
  Reakcja Adel była całkiem podobna do tej Hisslera – poczerwieniała, chociaż maska skrzętnie to ukrywała. Wyprostowała się jak struna, powolnym, wręcz maniakalnie wyważonym ruchem zamykając kajecik, chowając go do kieszeni wraz z węgielkiem, a następnie ręce ciasno splatając na piersi dosyć mocno się unoszącej. Krzyczała i wyklinała mężczyznę w duszy. To był jeden z niewielu momentów, w których naprawdę żałowała, że nie może bardziej ekspresyjnie wyrazić swoich emocji, na przykład wyzywając Fryderyka od najgorszych. Zamiast tego stała, ciężko oddychając i co i rusz oblizując wargi. Następnie patrzyła, jak powoli idzie, mając ochotę strzelić za nim piorunem, takim mocnym, albo jej popisowym zaklęciem. Ciała spotykając zdeformowaną energię różnie się zachowują. Takie chucherko jak on mógłby na przykład nagle wybuchnąć albo zamienić się w jakąś szkaradę, większą niż jest teraz...
  Nikt nie będzie pluł mi w twarz i oskarżał o brak perfekcjonizmu. A w tak ohydnym ciele na pewno daleko nie zajdzie. Co teraz? Jak chcesz, to krzycz do niego. Ciężko tego buca będzie ominąć w raporcie, a Nakamura będzie zły, jak go tak o puścimy, zważając, że jego aura jest silna. Ale ja się do niego odzywać... niech nawet nie waży się do mnie odzywać, bo dopilnuję, żeby zamknął swoją paskudną... twarz. Przez jej głowę przeszła myśl, że im dłużej przebywa z Kaito, tym bardziej prostacka się staje. Zaniepokoił ją ten fakt. Co teraz? Jego wyślij do tamtej chaty, jeśli jego DUMA pozwoli mu zawrócić, a my pójdziemy do Mullera. Może karczmarz albo burmistrz będą też coś wiedzieć o magach sprzed trzydziestu lat. Potem rzeka. Sprawdzimy ten rytuał, zejdziemy pod most. Możliwości koneksji Pierwszego z tą formą magii jest wiele. Mamy przynajmniej jakiś trop.
Ilość słów: 422

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz cze 24, 2018 8:48 pm  

Narrator

  Kaito nieco się zaniepokoił, kiedy tajemniczy mężczyzna tak po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł w kierunku traktu, którym skierować mógł się wprost do Initium. I Drugiemu wcale nie chodziło o sam fakt, że to właśnie tam zmierzał von Hissler, ale o to, że podróżując samemu można było łatwo napytać sobie biedy. Szczególnie w tych czasach, kiedy świat nadal spowity był widmem niedawnej wojny z Pierwszymi, a w powietrzu wisiał odór – i to wcale nie ten pochodzący z rzeki biegnącej tuż obok Grottham – kolejnej sporej zwady. Cesarski nie opuścił myśli Milczki natychmiastowo. Pierw raczył jej odpowiedzieć.
  Wiesz co? To ja go lepiej zatrzymam, a przy okazji jestem ciekawy jednej rzeczy. Poczekaj moment — pomyślał, po czym szybko ulotnił się z umysłu Adelruny i skierował swoje kroki ku powoli wędrującemu Fryderykowi. Ruchy miał żwawe, prawie jakby był zmotywowany. Wrodzona ciekawość Iwasakiego zdawała mu się zawsze dodawać otuchy i chęci do działania, a już szczególnie w obliczu czegoś wyjątkowo tajemniczego – a przecież takim czymś był przypadek Drugiego zapieczętowanego w posągu przez wiele lat. Po krótkiej chwili Kaito był już obok niego i wykonał coś, czego nawet Milczka nie mogła się po nim spodziewać. Po prostu złapał człowieka za ramię, przyciągając mocno do siebie. A po chwili krzyknął, ale nie z bólu, o nie! Słychać było radość.
  Tak jak myślałem! — wykrzyczał na głos, by po chwili się zreflektować i mówić już nieco ciszej. Dalszej części rozmowy Adelruna nie słyszała, za to mogła na samym jej początku zaobserwować, że ten gest Hisslerowi się nie spodobał. Mężczyzna bowiem wyrwał się, pacając przy okazji w rękę Iwasakiego. Po chwili jednak sam zrobił nieco zdziwioną minę i cała agresja z jego twarzy zniknęła. Minęły jakieś dwie, może trzy minuty, a Fryderyk zawrócił. Oboje wrócili w miejsce, w którym stała Adel. Z tym, że nim rudzielec zdążył cokolwiek powiedzieć do kobiety, Kaito już siedział w jej głowie.
  Zostanie z nami. Nie chciał iść do tej chaty, stwierdził, że będzie się szwendać za nami, bo niby jakoś to nam nie ufa. Ale mniejsza o to. Sprawdziłem czy rzeczywiście podmienił swoją aurę, a chłopa wyparł z ciała tak, jakby nie było to dla niego żadnym problemem. Kiedy go dotknąłem nie poczułem nic. Nawet mrowienia. Przejął to pierdolone cielsko w stu procentach. Tym bardziej powinniśmy zaprowadzić go do Initium czy Exitium. Może Nakamura albo Angerer będą coś o nim wiedzieć. Przynajmniej tak powinno być, skoro tytułował się Wielkim Zaklinaczem, prawda? — z ekscytacją przelewał swoje swoje myśli wprost do umysłu Milczki. Kobieta mogła z łatwością stwierdzić, że dawno nie słyszała go tak podekscytowanego jakąkolwiek sytuacją. A chwilę później odezwał się Fryderyk.
  No co, idziemy do tego rytuału? Czy będziemy tak stać jak kołki i czekać, aż całkiem przesiąkniemy tym smrodem. Na Onych, brak powonienia był jedynym, ale ogromnym plusem siedzenia w tym posągu. Capi jakby ktoś kozę zarżnął... — pogonił, zatykając nos. Iwasaki tylko spojrzał na Milczkę, a potem na Hisslera. Pokiwał głową na zgodę, ale mimo wszystko czekał jeszcze na to, co pomyśli Adelruna.
Ilość słów: 583

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 163
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

wt cze 26, 2018 1:12 pm  

  Adel wzruszyła ramionami na tak dziwne zachowanie Kaito i podpierając się rękoma o biodra, obserwowała, jak ten wyjątkowo żwawo rusza w stronę aroganckiego maga. Zaskoczyło ją zachowanie towarzysza, tym bardziej, gdy wykonał tak odważny ruch. Przez krótką chwilę Adelruna myślała, że zaraz zwinie się z bólu, co było raczej oczywiste przy tak intymnym kontakcie z człowiekiem, lecz okrzyk nie przypominał tego w ogóle. Wtedy zrozumiała, o co mu chodziło. Musiała jednak poczekać jeszcze chwilę, zanim obydwoje raczyli do niej wrócić. Wyprostowała się wtedy, patrząc nienawistnym spojrzeniem na Fryderyka. Naprawdę nie lubiła tego człowieka.
  Czyli jego jedynym problemem jest brak przewodnika energii? To... niesamowite. Nigdy nie słyszałam o żadnym rytuale chociaż w połowie podobnym do tego, jaki on tutaj wyprawił. Chociaż mógł wybrać inne ciało, to mnie brzydzi. W każdym razie możliwe, że mogą coś wiedzieć, chociaż stawiałabym na starszych stażem Drugich. Z tego co mi wiadomo, ten wał zaklął się w kapliczce jeszcze zanim obydwoje przekroczyli progi Initium. Nadzieja jednak w archiwum, plotkach i przekazach, do których raczej mają dostęp. Jeśli więc rzeczywiście był tym WIELKIM Zaklinaczem, gdzieś w księgach powinien się zachować. Rzeczywiście mogła to być prawda. Wedle wyliczeń Runy Angerer wstąpił w szeregi Initium dopiero dziesięć lat po zaklęciu w posągach przez Fryderyka. Tym bardziej Nakamura mógł nie wiedzieć o Hisslerze.
  Słysząc słowa dziwnego maga, ponownie wzruszyła ramionami i bez żadnego gestu ni słowa ruszyła w stronę mostu. Jej myśli zaprzątał nie tyle sam rytuał, który niszczył jej zmysł powonienia, co Pierwszy, który się tutaj pałętał. W końcu po to tutaj przybyła. Nadal nic o nim nie wiedziała, chociaż w obecnej sytuacji równie dobrze mógł maczać w tym palce Gnuśny. Największą zagwozdką było miejsce pobytu bestii oraz cel, jaki jej przyświecał. Trzeba było coś z tym zrobić. Może usunięcie rytuału jakoś w tym pomoże?
Ilość słów: 364

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw cze 28, 2018 6:02 pm  

Narrator

  Tak to wygląda, Adel, tak to wygląda. Ani mrowienia, ani nic. Jakbym Drugiego za ramię złapał. Czytałem o kilku podobnych przypadkach, a raczej próbach przeniesienia swojej aury do innego ciała, ale nigdy wraz z wypchnięciem poprzedniej. Zawsze się mieszały, choć trochę. Tak czy inaczej, to cholernie stary mag. Jak mówisz, o kimś tak potężnym powinny zachować się chociaż krótkie zapiski. Na pewno dobrze znał się z Richterem, jeśli Ernest się o tym dowie, pewnie przyciśnie Edberta i dowie się więcej... No nic, póki co chodźmy za nim, przełammy ten rytuał, czy co on tam chce — Kaito przelał swoje myśli do głowy Adel. I chwilę później rzeczywiście ruszyli w stronę mostu.
  Po drodze minęli nadal potężne zgromadzenie oblegające klasztor. Krzyki przestały dobiegać z wnętrza, a patrząc z daleka przez bramę, dojrzeć można było ciała porozrzucane po wewnętrznym placu. Bez rąk, bez nóg, bez głów, bez litości – jak zwykła głosić Czarna Straż. Jedynie ichni kapitan stał przed prostym ludem z Grottham i wygłaszał przemowę, w której nie brakowało takich słów jak "sprawiedliwość", "oczyszczenie", "prawo" oraz "czas zmian". Co najmniej jakby wybicie półświatka w niewielkiej mieścinie miało być wstępem do czegoś większego.
  W końcu dotarli do rzeki. Każdy z osobna znów poczuł to dziwne wahanie aury, jakby drżenie, mrowienie. Trwające dosłownie ułamek sekundy, będące tak ulotne, że można było pomyśleć, iż to zwykły omam. Przynajmniej za pierwszym razem.
  Gdzieś tutaj — burknął von Hissler, spoglądając na to, co było pod mostem. Dość głębokie koryto rzeki przepełniała brudna, mętna woda, przez którą ledwo dało dostrzec się błękitny punkcik, który co rusz pulsował. — Jeśli rytuał nie został rzucony na cokolwiek wartościowego to najłatwiej po prostu to rozwalić. Wszelkie urazy, przetarcia, czy mocne rysy zaczynają zakłócać działanie zaklęcia. A jeśli całkowicie zablokuje się przepływ energii w liniach to prawdopodobnie rytuał posypie się całkiem. Tylko w nielicznych przypadkach zdarzało się, że coś poszło nie tak, co prowadziło z kolei do większych eksplozji energetycznych naruszających strukturę aury, ale to raczej nie powinno się przydarzyć. Zająłbym się tym nawet sam, ale w tym ciele... Mogę najwyżej być łaskawy i wlać do waszych łbów nieco wiedzy.
  Rzeczywiście, coś tam jest. Ale nawet nie czuję bijącej od tego aury, jak niby do tego dosz... — zaczął Kaito, ale po chwili Fryderyk mu przerwał.
  To, że Gnuśny był skurwysynem i zdrajcą, nie oznacza, że słabym Drugim. Zamaskować można wiele rzeczy. Zresztą różne rzeczy można, o których pewnie wam się nie śniło. Muszę jak najszybciej zamienić parę słów z Richterem. A teraz do roboty. Ciśnijcie w to czymś, albo wleźcie do wody i wyciągnijcie. Im szybciej się tego pozbędziemy, tym szybciej udamy się do Initium, prawda? — zapytał, wpatrując się z delikatnym politowaniem, raz na Milczkę, a raz na Iwasakiego.
Ilość słów: 548

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 163
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw cze 28, 2018 10:37 pm  

  Milcząco, jak to miała w zwyczaju, Adelruna śmiałym krokiem ruszyła w stronę mostu, gdzie miał się kryć rytuał. Sam Fryderyk prócz irytowania jej w sposób niepojęty nawet dla niej, również ją fascynował i delikatnie niepokoił. Pierwsze uczucie wywoływało ciekawość oraz chęć dowiedzenia się czegoś więcej o tym rytuale bądź zaklęciu, czegokolwiek by on nie użył. Niepokoił, bo zdawał się być potężnym magusem i wcale by się nie zdziwiła, jeśli wyrysowałby sobie linie na tym cielsku, a następnie w niepojęty dla niej sposób je aktywował. Możliwe, że delikatnie uczucie zazdrości gdzieś głęboko w środku ją zakuło, ale nawet się do tego nie przyznawała. Była zbyt dumna, by to zrobić. Nawet Kaito musiałby nieco głębiej w niej poszukać, by się o tym dowiedzieć.
  Rzeczywiście, po zajrzeniu pod most, coś tam ujrzała, a i samo drganie aury ponownie ją dotknęło. Przechyliła się nieco mocniej, by ujrzeć, co to dokładnie jest, lecz rzeka była zbyt brudna, by prócz pulsującego światełka cokolwiek zobaczyć. Raczej nie dosięgnęłaby tego nawet, gdyby miała w zanadrzu jakąś długą gałąź. Przez krótką chwilę kusiło ją, by użyć bardziej... inwazyjnych metod, czyli jej popisowego zaklęcia, ale stwierdziła, że wysyłanie chmury energii w stronę rytuału jest skrajnie debilnym pomysłem. Myślała także nad błyskawicą, lecz i tutaj nie była pewna, czy to coś nie pochłonie energii, wzmocni się, bądź wysadzi ich wszystkich i całą wioskę. Obcowała aktualnie z czymś, co zostało stworzone przez człowieka potężniejszego od niej i chociaż nie zostało dokończone, nie wiadomo, jakie mogły być tego konsekwencje.
  Próbując wymyślić coś w miarę sensownego, wyciągnęła kajecik i zapisała dwa pytania. Pierwsze do Hisslera. Jak zadziała magia na tym? Pochłonie energię i wzmocni rytuał, czy zniszczy, cokolwiek to jest? Drugie skierowała do Kaito. Potrafisz unosić przedmioty? Albo jakoś rozstąpić wodę? Sama miała pomysł. Spojrzała najpierw na swego towarzysza, a po chwili na miejsce, gdzie spoczywał rytuał, oceniając, czy jego wzrost wystarczy, by nie musiał głęboko zanurzać się w wodzie. Jeśli ryzyko, że zaklęcie źle podziała na rytuał, będzie trzeba użyć konwencjonalnych metod. Niestety była zima i ciężko było teraz nurkować w rzece. W teorii mogła ogrzać ją bądź na przykład ubranie swoje czy Kaito, ale ktoś musiał tam wejść. Przy okazji rozglądnęła się wokół, czy nie da rady jakiejś długiej gałęzi znaleźć bądź urwać. Brała pod uwagę wszystkie możliwości. Zimna woda niestety była tutaj przeszkodą. No i była brudna, bardzo brudna i nie wiedziała, czy to kwestia rytuału, czy po prostu jest zanieczyszczona przez ludzi.
Ilość słów: 503

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lip 03, 2018 7:05 pm  

Narrator

  Fascynujący, aczkolwiek niepokojący – jak to Adelruna określiła w swych myślach von Hisslera – mężczyzna zrobił kilka kroków w kierunku Drugiej. Stale spoglądając na kajecik i zapisane na nim pytania, bujał się na boki, postukiwał palcami prawej dłoni o te lewej i głośno dumał. Jakby na pokaz.
  Jak jebnie — odezwał się w końcu, z przekąsem w głosie. — To jebnie. Tego przecież chcemy. A jakbym wiedział co to jest, to bym wam powiedział, na Onych. Czemu każecie mi się powtarzać? — spytał poirytowany, krzywiąc kąciki ust w grymasie. Odwrócił się na pięcie i podszedł do brzegu.
  Fryderyk chwilę się rozglądał, ewidentnie szukał wzrokiem czegoś przydatne. W końcu znalazł go – wielki kamień, którym można było bez problemu głowy miażdżyć. Poczłapał do niego, a potem z trudem podniósł. Twarz mu poczerwieniała i zaczęła idealnie komponować się z tymi przesadnie rudymi kudłami porastającymi jego głowę. Na wychudzonych rękach pojawiły się żyły, a nogi zaczęły się uginać. Męcząc się niebywale, dotarł do mostu i ustawił mały głaz na prowizorycznej, drewnianej balustradzie, która aż zaczęła trzeszczeć. Tak głośno, jakby zaraz miał się co najmniej zawalić cały most. Zagwizdał głośno i otarł pot z czoła.
  W tym samym czasie, co von Hissler siłował się z kamieniem, Kaito tłumaczył Adelrunie jak ciężko byłoby rozstąpić wodę i jak ryzykowne by to było. Napominał przy tym, że nadal jest świeżym magiem – choć cholernie utalentowanym – i nie zna tak dużej ilości zaklęć.
  Moja manipulacja opiera się na aurach. Ciężko powiedzieć, żeby woda miała aurę, a nawet jeśli ma, to jest zbyt zmienna, żeby cokolwiek zdziałać. Drzewa, trawa, bluszcze... Je to mogę nawet pomniejszyć. Ale z wodą ci nic nie zdziałam. Aurę posiada to, co żywe. Ciecz nie jest żywa — odmyślał kobiecie, a myśli te były przepełnione pouczającym tonem. Jakby co najmniej poczuł się nauczycielem w Initium czy Exitium. Zaś w przeciwieństwie do Milczki, nie zwracał nawet uwagi na Fryderyka.
  Ten z kolei był już gotowy zrzucić ciężar prosto do wody, w miejsce, w którym znajduje się zaklęty... No właśnie, cóż tam mogło spoczywać? Być może to linie wyryte na innym kamieniu? Czy może wbity w dno miecz lub nawet kotwica? W takim wypadku nawet użycie siły opadającego głazu byłoby niewystarczające.
  Oczywiście zdaję sobie sprawę, jak i pewnie wy, że woda nieco zamortyzuje upadek i spowolni pęd opadającego głazu. Ale albo się tam sami ruszycie, albo zrobimy to po mojemu. Ile można myśleć nad taką błahostką? Toż to wystarczy raz, a porządnie pierdolnąć! — uniósł się, będąc już gotowym pchnąć mały głaz przed siebie.
Ilość słów: 507

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 163
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn lip 09, 2018 6:52 pm  

  Adel obserwowała znad brzegu poczynania Fryderyka, który taszczył spory kamień prosto na most. Ten najwyraźniej nie był pierwszej klasy, bowiem bardzo szybko zaczął trzeszczeć pod naporem ciężaru głazu. Sam widok Hisslera mocującego się z nim było dosyć zabawne, ale kobieta spoglądała na niego pobieżnie, skupiając się bardziej na słowach Kaito, który napuszył się przy tym, jakby właśnie wnosił do jej życia coś bardzo ważnego.
  Przytaknęła na jego słowa, będąc przy tym lekko zrezygnowaną. Lewitacja byłaby tutaj najlepszym rozwiązaniem, można byłoby to coś wyciągnąć z wody bez babrania się z tym wszystkim. Niestety nikt tutaj nie miał takiej możliwości i pozostawała albo magia bezpośrednio, albo pośrednio czy chociażby tak konwencjonalny sposób, jak zrzucenie głazu. Można tam było zanurkować i spróbować to wyciągnąć, o ile się da, ocieplając wodę czy chociażby ubrania. Można było także... zobaczyć, co się stanie, gdy rzuci Entropię. Szczerze powiedziawszy ciekawiło ją to. Nigdy nie testowała tego, próbując dotrzeć do celu przez jakąś ciecz, a i myśl o tym, jak zareaguje na to zaklęty przedmiot nieco ją ekscytowała. Myśląc o błyskawicy szybko tę opcję odrzuciła, wiedząc, że woda jest dobrym przewodnikiem energii. Z tym, że to było uporządkowane, był kanał, którym płynęła czysta energia. Tutaj nie było żadnego kanału, tutaj energia zostawała uwalniana, mieszana. Była dzika.
  Fryderykowi machnęła dłonią, by zszedł z mostu, po czym sama ustawiła się na brzegu w takim miejscu, aby było widać mrugające światełko nieudanego rytuału. Wiedziała, że będzie ją to kosztować sporo energii, ale ciekawość zżerała ją od środka. Wstąpiła do lodowatej wody po kostki i skupiła się. Zaczęła ściągać energię prosto z trzewi ziemi, pobierając ją i manipulując w Entropię, zaburzając jej naturalny przebieg, całkowicie niszcząc strukturę i wywołując chaos w tych najbardziej podstawowych cząsteczkach. Poczuła bardzo szybko parzący ból oblewający całe jej ciało i aż westchnęła, przypominając sobie, jak rzadko manipulowała w tak wysokim Kręgu. Dłonie wyciągnęła przed siebie, uporczywie skupiając się na przesyłaniu energii przez linie, powoli, cierpliwie, jak wspominał jeszcze godzinę temu Hissler, nie zatykając żadnej z nich. W końcu ją wyzwoliła, chcąc wystrzelić skoncentrowaną chmurę dzikiej energii prosto w stronę rytuału, w stronę aury, którą co jakiś czas odczuwała, przechodząc przez most. Tuż po tym chciała się wycofać jak najdalej, nie wiedząc w końcu, co się stanie. Jakby to pewno Kaito rzekł: jak jebnie, to jebnie, nie ma się co rozdrabniać. Co najwyżej wzburzy rzekę, zniszczy most.

Spoiler:
Rzut ile PW zabrało
1d8 => 3 => 3
Ilość słów: 511

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 09, 2018 8:33 pm  

Narrator


  Hissler dość szybko ruszył swoją rudą łepetyną i zrozumiał, że gdy Adel do niego machała, miała na myśli, by ten zlazł z mostu. Tak i zrobił, opuszczając wcześniej kawał solidnego głazu na spróchniałe deski, robiąc tym samym dziurę w tej prowizorycznej kładce. Jak się jednak za chwilę miało okazać, nie miało to większego znaczenia, o czym Hissler już wcześniej mógł pomyśleć, a raczej – domyślić się.
  Stanął tuż obok Kaito, założył rękę na rękę i przyglądał się badawczo Milczce, która właśnie wolnym krokiem weszła do rzeki. Lodowata ciecz dość szybko przebiła się przez odzienie Drugiej, sprawiając, że ta poczuła nieprzyjemne dreszcze jeszcze przed tym, jak zaczęła formować energię. Nie zwróciła jednak na to uwagi i zaczerpnęła sił u prawdziwego źródła – jak zawsze sięgnęła prosto do linii opasających cały glob. Czysta, jarząca się błękitem energia wnikała i płynęła przez żłobienia w całym jej ciele. A wraz z tą tajemniczą materią, objawił się ból. Okropny, wręcz palący niczym rozgrzany do białości pręt, przyłożony do nagiego, suchego ciało. Uczucie to objęło całą skórę i mięśnie Adelruny, wysysając z niej tym samym spore pokłady siły woli, wytrzymałości, czy jakkolwiek inaczej jeszcze można było nazwać kondycję magiczną Drugich. Po chwili jednak udało jej się uformować Entropię – nieprzewidywalną, chaotyczną, potężną i groźną. Czarna kula, z której błyskały pioruny, po chwili zmieniła kolor na błękitny, a potem czerwony. Wyładowania elektryczne zmieniały się w języki ognia sięgające niemal do jej twarzy, a gorąc od nich bijący był kilka razy większy, niż to co kobieta czuła przy rzucaniu zaklęcia. Musiała to jednak znieść, była już przecież praktycznie na mecie. Ostatnie dwie sekundy ciągnęły się jak godziny, pot oblał twarz Milczki, a jej dłonie mimowolnie zaczęły się trząść. Kula zmieniła się w coś, co ciężko było w ogóle określić. Kształtem nie przypominała niczego znanego człowiekowi. Rozpraszała się i łączyła, mieszała wszystko, pochłaniała wodę, ziemię, okoliczne drzewa, jak i ten nieszczęsny most, który chwilę temu uszkodził sam von Hissler. W końcu z impetem uderzyła w to, co miała pod sobą – koryto rzeki nadal wypełnione wodą.
  Silna eksplozja odrzuciła kobietę do tyłu, tak że ta wylądowała tuż obok przyglądającego się temu wszystkiemu z niebywałym zainteresowaniem Fryderyka. Kilka filarów lodu wzbiło się do góry. Szybko zmieniły się w stal, a potem w ziemię. Kolejną formą był piach, potem szkło i na końcu ogień. Ostatecznie doszło do potężnego wybuchu, który jednak o dziwo w żaden sposób nie uszkodził ani Adel, ani von Hisslera, ani Kaito. Pozbył się za to wszelkiego śniegu w promieniu najbliższych stu metrów. Niebo na moment przybrało fioletowy odcień, a z niego spadł szkarłatny deszcz. Wiatr zawył mocniej, niż dotychczas. I ucichło. Całkowicie.
  To było... — wydukał w końcu Kaito, ściągając z twarzy maskę i ukazując swe rozdziawione usta.
  To był pokaz tego, jak zdestabilizować energię i prawie doprowadzić do kataklizmu. Ale przynajmniej skuteczny — wtrącił się szybko Fryderyk. Otrzepał ubrania, poprawił rudą czuprynę i ruszył w stronę małego krateru, który powstał w miejscu, gdzie wcześniej płynęła rzeka. Zszedł na dół i po chwili zakrzyknął. — Tak myślałem, na Onych! Zgnilizna! — donośny głos szybko przyciągnął uwagę Milczki, która do tej pory mogła po prostu stać oniemiała przez to, co zrobiła przed chwilą. — Oto klucz do tego, co zaszło w Grottham! — raz jeszcze zakrzyknął. A po chwili ze środka wydobył się zielony błysk.
  Von Hissler wspiął się do góry, trzymając w ręku długi miecz. Opleciony czymś, co przypominało przegniłe chwasty, porośnięte pleśnią i bijące odorem tak mocnym, że wręcz było widać opary smrodu, które unosiły się od miecza. Dzierżył to dziwaczne ostrze dumnie, spoglądając z pogardą to na Kaito, to na Milczkę. Czyli tak jak wcześniej.
  To ostrze — odezwał się, gładząc palcem ledwo widoczne linie biegnące po broni, świecące słabym błękitem. — To dzieło Gnuśnego. To ono było obiektem rytuału i jest z nim powiązane. Skoro ono nadal się świecie, to i płomień życia w tym przeklętym skurwysynie nadal gdzieś się tli — nie brzmiał tak jak wcześniej. Tym razem jego głos znacząco się obniżył i wyczuć dało się w nim sporą powagę, którą potęgowała delikatna chrypka.
  Znów miał otworzyć usta i rzec coś jeszcze, kiedy znów coś wystrzeliło. Daleko za nim, daleko za farmą Mullera, jakieś trzy mile od głównego traktu prowadzącego w stronę Kinkengardu. W środku sporego zagajnika. Niebieski słup światła wzbił się w powietrze na jakieś trzydzieści sekund, a potem zniknął.
  Gdzie wasze konie, na Onych? — wrzasnął. — Musimy tam ruszać, ruchy kurwa! — w tym momencie wokół zaczęli zbierać się ludzie. Nie tylko wieśniacy, ale i co ważniejsze persony. Zarówno Schwarze Wache, jak i Zakon Niebiańskiego Płomienia. Na sam przód wystąpił Gabriel.
  Co tu się, do cholery, dzieje? Co to za eksplozja i kim jest ten człowiek? — wycedził rzez zęby, spoglądając na Kaito.
  Chyba nie ma czasu na wyjaśnienia, Inkwizytorze — Iwasaki wskazał palcem na zagajnik — Zdaje się że tam jest to, czego szukaliśmy — przełknął głośno ślinę. Podobnie uczynił Zakonnik. Jednak decyzja o tym co robić dalej, spoczywała na barkach Adelruny...
Ilość słów: 1023

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 163
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn lip 09, 2018 9:34 pm  

  Nieprzyjemne uczucie towarzyszące lodowatemu strumieniowi wody szybko odeszło zastąpione niewyobrażalnym bólem spowodowanym tak dużą ilością energii przesyłanej przez ciało Runy. To jakby ktoś obłożył ją rozgrzanymi do białości stalowymi prętami, a na dodatek włożył kilka do środka. Cierpiała w milczeniu, skupiając się na wytworzeniu zaklęcia i nie przejmując tym, jak szybko ucieka z niej energia. Nogi aż zaczęły się pod nią uginać i dłonie trząść, lecz patrzyła, jak to, co do tej pory zdołała wykonać stosunkowo niewiele razy w tak zaawansowanym stadium, tworzy się. Piękna, nieokiełznana energia, zaburzona, wymieszana i wymykająca się spod kontroli, jednocześnie pod nią będąc. Patrzyła na nią z zafascynowaniem, obserwując, jak rośnie niczym niesforne dziecko z zapędami psychopatycznymi, jak zmienia kolory z czarnego przez błękitny do czerwonego, jak tryskają z niej wyładowania elektryczne, a następnie zaczyna płonąć. Temperatura tegoż ognia była silniejsza, niż to, co do tej pory czuła, lecz Adelruna stała w wodzie, nie przerywając za żadne skarby.
  Zmęczona, rozgrzana i roztrzęsiona wypuściła w końcu energię spomiędzy palców, pozwalając nieokreślonej chmurze popłynąć do celu, zabierając po drodze wszystko – zasysała wodę, drzewa, glebę, most, pewno jakieś zwierzątka. W końcu uderzyła – fala uderzeniowa zmiotła ją z nóg i odrzuciła dosyć daleko. Upadła, lecz niemal od razu starała się powstać, obserwując to, co tam zachodziło. Przetoczyły się tam chyba wszystkie żywioły, a nawet i więcej, a wszystko zapierało dech w jej piersiach. Ściągnęła zakurzoną podobnie do ubrań maskę, po raz pierwszy w obecności Hisslera. Przyglądała się temu z chorą fascynacją, wręcz dumą i zadowoleniem z własnego dzieła. Spojrzała w górę, w fioletowe niebo, z którego spadł krwawy deszcz, patrząc, jak topnieje śnieg w całej okolicy, pozwoliła szkarłatnym kroplom zrosić jej spoconą twarz, a wiatrowi zadąć we włosy. A potem zaczęła charczeć. Właściwie miało to imitować śmiech, lecz mało go przypominało. Ona jednak wydawała owe dźwięki dopóki gardło nie zaczęło jej niemiłosiernie palić. Wtedy przestała, uśmiechając się jednak szaleńczo, prostując z dumą.
  Destabilizacja energii była jak najbardziej celowa i Adel szczerzyła się do Fryderyka, gdy ten to mówił. Potem jednak rozglądnęła się po pobojowisku lekko zaskoczona. Wypluła z ust krew, która tam zalęgła przez nadwyrężenie gardła i z ciekawością obserwowała to, co dalej się wydarzało, powoli wracając do poważnego stanu. Była rozczarowana, że Entropia nie zniszczyła miecza, jak się okazało. Liczyła, że nie zostanie z tego drobny mak, lecz najwyraźniej rytuał był bardzo potężny. Poza tym – coś jej śmierdziało i nie tylko miecz, a także Hissler trzymający to ustrojstwo w dłoni. To tak jakby ogarnął ją niepokój, widząc tę dwójkę razem.
  Potem kilka rzeczy naraz się wydarzyło. Słup światła daleko za plecami Fryderyka wystrzelił w niebo i świecił chwilę, jakby oznaczając swoją pozycję. Trybiki wtedy zaskoczyły w głowie Adel, która teraz była pewna, że to Gnuśny musiał być tym Pierwszym, a przynajmniej tak wyglądał i w jakiś sposób był powiązany z porwaniami, tym bardziej, że niebieska wiązka pojawiła się w pewnych okolicach farmy Mullera.
  Niestety ludzie zostali zaaferowani – czemu w sumie się nie dziwiła, przed chwilą widząc własny wyczyn i kilka wybuchów. Odwróciła się, spoglądając na Czarną Straż, na Wachtlera i zgromadzonych wieśniaków, którzy tym bardziej niczego nie wiedzieli prócz tego, że nagle zniknęło wszystko w promieniu kilkudziesięciu metrów... w tym rzeka. Panna Wasserberg mało się nimi jednak interesowała. Bez słowa, jak zwykle zresztą, założyła maskę na twarz, schowała włosy pod kaptur, otrzepała brudne ubrania i podążyła żwawym krokiem w stronę koni, machając do Kaito oraz Gabriela. Nie można było tracić czasu, nawet jeśli ona sama była obolała po zaklęciu. Wsiadła na swego wierzchowca, oczekując na reakcję ze strony Egzarchów, Drugiego oraz Hisslera. Jeśli zaczęli zbierać się do odjazdu, sama ruszyła galopem w stronę światła przez suche koryto, zastanawiając się po drodze mimowolnie, jak bardzo mogą być potężni niektórzy Pierwsi, skoro jej zaklęcie właśnie zassało część krajobrazu i wywołało... to. Raczej nie spotykała takich, którzy potrafiliby zasiać taki chaos, a ona była po prostu Drugą.
Ilość słów: 833

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw lip 12, 2018 5:39 pm  

Narrator

  Von Hissler wymownie przewrócił oczami, gdy tylko Adelruna zaczęła śmiać się jak ostatni dziwak, spoglądając przy tym z chorą satysfakcją na własne dzieło, które użyte w innym miejscu mogłoby przynieść niemałe szkody. Pomyśleć co by było, gdyby Druga przyłożyła się jeszcze bardziej i spróbowała wpleść w swoje zaklęcie jeszcze więcej energii, tym samym je przeładowując. Tak na szczęście się nie stało, być może nawet dzięki temu nadal wszyscy stali na nogach i mieli okazję podziwiać błękitny słup światła wzbijający się ku niebiosom. Jakby nie patrzeć, zagajnik wcale nie leżał tak daleko – był po prostu oddalony od głównego traktu, ale idąc, czy też jadąc na koniach, przez bezdroża można było przemieścić się tam dość szybko. Tak też postanowiła grupa Drugich i Egzarchów. Tak od siebie różnych, a jednak zgromadzonych tu w jednym celu.
  Wszyscy czym prędzej pognali po wierzchowce, nawet Wachtler zbytnio nie interesował się detalami, gdyż jego uwagę pochłonęło magiczne zjawisko mające miejsce za farmą starego Mullera. Minęła krótka chwila, a wszyscy już siedzieli na sywch ogierach i klaczach. Nawet Fryderyk podwędził jakiegoś konia i zdołał go dość szybko uspokoić. Jedną dłonią trzymał lejce, a w drugiej mocnym chwytem dzierżył Zgniliznę, której nie zdołała zniszczyć nawet Entropia Milczki. Od miecza nadal bił niebywały smród, a zielone mgiełki, niczym języki, smagały okoliczną przestrzeń pozostawiając po sobie poświatę tego samego koloru. Uśmiech nie schodził z twarzy von Hisslera, czuć od niego było pewną potęgę, która dopiero teraz miała znacząco dać się we znaki. Drugi w ludzkim ciele pogonił karą klacz i wyrwał się do przodu, pozostawiając resztę w tyle.
  W stronę zagajnika ruszyła tak właściwie zaledwie szóstka ludzi – Adelruna, Iwasaki, Fryderyk von Hissler, Gabriel Wachtler oraz dwóch jego templariuszy. Czarna Straż zdecydowała ostatecznie nie mieszać się w sprawy, które dotyczną bezpośrednio magii – i było to całkiem sensowne zachowanie, w końcu jak ludzie walczący zwykłym mieczem i prawem mogli mierzyć się z tak potężnymi siłami? Wyrżnięcie zdeprawowanego klasztoru, czy ucinanie łbów półświatka były przy tym dziecinną igraszką.
  Sam galop zajął jakieś 10 minut, aż w końcu wszyscy stanęli przed wysokimi, ogołoconymi z liści drzewami. Choć w powietrze nie wzbijało się już żadne światło, zarówno Adel, jak i Kaito mogli bez problemu wyczuć dziwną aurę. Jakby zbliżoną do tej Pierwszych, ale jednak nie do końca. Z domieszką czegoś ludzkiego. A może ludzką z domieszką Pierwszego? Ciężko było określić, z czym tak właściwie mieli do czynienia. Prócz jednak tych duchowych bodźców, do uszu całej szóstki docierało ciche pomrukiwanie delikatnie tłumione przez świst wiatru. W oczy zaś same rzucały się ślady w śniegu, pozostawione przez ludzkie stopy. Ale jakieś takie dziwne, jakby lekko zdeformowane. Palce dłuższe, a z nich wystające szpony. No i pięta zdecydowanie szersza.
  Słyszycie? Cokolwiek to wywołało, nadal tu jest — wyszeptał Wachtler, sięgając powoli po swój prosty, ale pokryty nad wyraz gęstymi liniami, dwuręczny miecz.
  Lepiej, żeby to nie było, to co myślę. Z jednej strony to mało możliwe, ale z drugiej... Szlag by trafił tych pierdolonych heretyków. Gdyby nie kretynizm Richtera to nigdy by do tego nie doszło. Kto to widział wysyłać jedną osobę w pościgu za trzema. Ale z tym... — odparł von Hissler, spoglądając na Zgniliznę. Chwycił za miecz również drugą dłonią.
  Richter? Przecież on gnije w lochach od dobrych kilkunastu lat, co ty pieprzysz? — spytał zdziwiony Gabriel.
  A ja gniłem w posągu. Dobrze słyszeć, że wiele się przez te lata zmieniło, byle na lepsze. Zakon nadal taki upierdliwy? — puścił oczko do Inkwizytora, najwyraźniej dobrze zdając sobie sprawę z tego, kim jest.
  Gdyby nie okoliczności, już nie miałbyś głowy. Ale nie ja cię znalazłem. Chociaż śmierdziało mi, oj śmierdziało, jak wieśniacy opowiadali o tych cudach przy kapliczce. Powinniśmy rozbić ją w drobny mak — złośliwie odpowiedział.
  Dobrze, że tego nie zrobiliście, bo mielibyście przejebane jeszcze bardzie... — przerwał mu głośny ryk i nagłe łupnięcie. Coś gdzieś wgłębi zagajnika ścięło kilka drzew jednym zamachnięciem. Po chwili odczuła to cała szóstka – tajemnicza istota musiała posiadać tak silną aurę, że w momencie ataku, rozsiała cholernie mocną energię, która zderzając się z Drugimi oraz Egzarchami wywołała u nich niemały ból.
  Axra min kida mafiiš, co to za kurestwo? — zakrzyknął jeden z templariuszy o wyraźnie nerdyjskich rysach twarzy.
  Po chwili coś wyłoniło się spomiędzy drzew. Wysoka, dość sporawa sylwetka. Jej lewe oko jarzyło się błękitem, prawe zaś szkarłatem. Z palców wyrastały pazury tak długie, że spokojnie można było uznać je za szpony. Brudne, szarawe i rzadkie włosy sięgające lekko za ramiona powiewały na wietrze. Dziwaczne monstrum kroczyło w stronę magów z wyraźnym grymasem na zmasakrowanej, na wpół zgniłej twarzy. Po chwili wzbiło się w powietrze, a jego dłoń oplotła czarna, wirująca mgła. Pozostała już tylko krótka chwila na reakcję...
Ilość słów: 960

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości