"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Vrlika

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 106

sob wrz 01, 2018 12:19 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Gdy siwek Holgera – niech Oni świecą nad jego aurą – powolnym stępem przemierzał malowniczy Biały Las, siedzący na otartym z krwi siodle jeździec pogrążył się w rozmyślaniach. Pobyt we Vrlice pogłębił refleksyjną naturę mężczyzny i teraz – jak zwykle, co jest najzupełniej zrozumiałe – oddał się ponurym rozmyślaniom. Wiedział, że nic już nie będzie takie samo; zbyt wiele tu zobaczył, zbyt wiele nerwów kosztowało go przebywanie wśród wieśniaków i usilne szukanie odpowiedzi, za które otrzymywał nagrodę w postaci kolejnych sprzecznych tropów i trupów. W dodatku Oni tylko wiedzieli, czy gdyby Vitav w którymś momencie nie podjął innej decyzji lub też sam los nie pospieszyłby biegu wypadków, nie uratowałby jednego albo nawet dwóch ludzkich istnień. Egzarcha próbował się jednak na razie nie zadręczać, przecież nie był wszechmocny, co tylko dzisiejsza noc potwierdziła. Zrobił to, co swego czasu uznał za najsłuszniejsze, wiedząc, że nie ma pełnego obrazu sytuacji. Nie chciał jednak teraz myśleć o swych porażkach i niedociągnięciach. Chłód, jaki napierał na niego, gdy mroźny wiatr kołysał gałęziami drzew, zmuszając je do ustawicznego machania do jeźdźca, sprawiał, że Waldgrosseńczyk zamarzył o cieple i bezpieczeństwie. Gdy zasiądzie przy palenisku będzie mógł zrobić sobie rachunek sumienia, może nawet w końcu oddać się rozpaczy, ale na razie musiał pozostać silny. Przemierzał właśnie dobrze znaną mu drogę, przy akompaniamencie skrzeczących kruków – niestety, żaden z nich nie był jego chowańcem wysłanym z listem do Initium – mając wspaniałą okazję do podziwiania okrutnej, ale pięknej przyrody. Jednak nie zachwytom nad tym, jak wspaniale załamywało się blade światło dnia w miriadach płatków śniegu oddał się Krtań. O nie, mężczyzna jak zwykle snuł kolejne plany i domysły. Myślał o tym, czy przyjacielskie machanie, po którym nastąpił atak wilków, nie było wyrazem złośliwej satysfakcji, jaką Nerdyjce dało zabicie drwala. Myślał o tym, czy mógłby założyć, że kobieta znała Riedla bądź Timma lub jakiegoś im bliskiego człeka. Myślał o tym, że krwawe wiadomości, które w końcu zaczęły tracić pozory silenia się na sztukę i zdradziły swą złowieszczą naturę, mogły świadczyć o powiązaniach morderczyni z drwalem. Myślał też o tym, co on sam musi zrobić. Uczepił się swoich planów i nie zwrócił uwagę na senność wioski – dziwną, wszak dzień rozpoczął się już dawno temu – i w końcu omal nie wjechał w tłum zawodzących płaczek.
  Egzarcha nawet nie zauważył, jak przejechał całą drogę do wioski, ba, aż do sklepu Kristy. Nim jednak mógł zrealizować swoje plany co do wywabienia Timma ze środka celem stanowczej rozmowy, przeszkodziła mu czereda płaczek. Kobiety niby to oddały się rozpaczy nad śmiercią rudowłosej, a tak naprawdę snuły rozważania nad rozpustną naturą dziewczyny, nadając jej takie cechy, jak martwej Amelie. Tak naprawdę jednak obie niewiasty łączyły dwie rzeczy – to, że nie żyły z powodu wyrwania im serc przez Nerdyjkę, a także to, że ciała obu nie zostały odnalezione przez wieśniaków. Sechmann podejrzewał, że ktoś – może Janik, zważywszy na jego spacery w świetle księżyca po lesie – natknie się w końcu na śliczną młódkę i nikt już nie będzie spekulować na temat tego, czy dziewczyna uciekła z kochankiem, czy zakończyła swój żywot.
  Krtań nie zamierzał ani przysłuchiwać się paplaninie, ani wyprowadzać kobiety z błędu. Właśnie podjął się ciężkiego zadania lawirowania między odzianymi na czarno niewiastami, gdy ktoś zatrzymał go, podsuwając łakomemu koniowi cukier. Siwek oddał się pałaszowaniu, nie spiesząc się z degustacją, a Vitav odkrył że osobą, która go zatrzymała, była wścibska jasnowłosa. Jej widok nie był mu zbyt przyjemny. Pomijając wątpliwe względy estetyczne, wszak twarz kobiety była nalana, a kształty rozlazłe przez zgromadzony pod bladą skórą tłuszcz, nie darzył ją sympatią po tym, jak najpierw podsłuchiwała jego rozmowę, a potem jeszcze rozpuściła paskudne plotki. Teraz jednak kobieta zwróciła się wprost do niego, przekazując tajemniczą wieść. Egzarcha dość już się takich nasłuchał i naczytał, mógł więc tylko burknąć pod nosem i powrócić do swych spraw. Wszak i tak zamierzał wydusić z Kristy wszystko, co wiedziała. Grubaska jednak była niezbyt zadowolona z oschłej odpowiedzi – niechybny znak, że nie minie godzina, a już całą Vrlikę obiegnie kolejna bajka o przybyszu.
  Krtań, jak na wychowanego w kulturalnym domu człeka przystało, wziął pod uwagę uczucia kobiet i nie wprowadził konia do sklepu, a zostawił go na podwórzu za budynkiem. Siwek był na tyle melancholijnym zwierzęciem, że ze spokojem ducha przyjął to do wiadomości i stał sobie spokojnie, prawdopodobnie pogrążywszy się w marzeniach o kostkach cukru. Mężczyzna mógł więc wejść do środka i ku swemu zaskoczeniu nie dostrzegł żadnych śladów świadczących o tym, że jeszcze tej nocy stoczono tu walkę na śmierć i życie. Krew została wytarta, za to na podłodze porozkładano więcej dywanów, byle tylko ukryć ślady w drewnie, jakie zostały po ostrzach mieczy i topora. Jedynie powietrze pachniało dziwnie, octem i alkoholem, zapewne z powodu konieczności wyżarcia plam posoki z drewnianych desek. Sechmann rozejrzał się dokładnie po pustym pomieszczeniu i po chwili zjawił się Timm. Chłopak był blady, ale wyraźnie szczęśliwy.
  – Panie, myślałem, że już pomarliście… Juna omal nie wybiegła z domu za wami, ale razem z Kristą ją trzymaliśmy, aż jej rana się na powrót rozerwała. Teraz leży w łóżku i odpoczywa. A jej matka siedzi w piwnicy. Nie wiem, co tam robi, żadna ze mną nie rozmawia, nie rozumiem… – chłopak urwał i spojrzał ze zbolałą miną na Vitava.– Przepraszam, ale gdy stałeś z tą miną nad nami z mieczem w ręku… Zastygłem ze strachu. Nie wiedziałem, co robić.
Ilość słów: 1068

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 223
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw wrz 06, 2018 7:49 pm  

  Gdyby do sklepu wszedł ktoś, kto nie widział całego tego zajścia, które miało miejsce w nocy, pewnie nawet nie pomyślałby o tym, iż kilkanaście godzin temu toczył się tu zaciekły bój o przeżycie. Teraz nie było po nim niemal żadnych śladów, a nutkę wątpliwości mógł zasiać jedynie wyraźny zapach octu, którym kobiety zapewne posiłkowały się przy usuwaniu krwi powoli wsiąkającej w drewniane deski. Wszelkie rysy powstałe na wskutek uderzenia ostrzem miecza czy topora, bądź nawet od wilczych pazurów, zakryto dywanami. Teraz niemal cała podłoga pokryta była przyjemnymi w dotyku materiałami. Sechmann właściwie nawet nie zdawał się być tym zbytnio zaskoczony – ot, obie kobiety sprawiały wrażenie bardziej dam, niżeli wiejskich dziewoj. Choć z drugiej strony mogły chcieć po prostu wyprzeć to zdarzenie z pamięci – w końcu czego śladów nie ma, to się nie wydarzyło. Gdyby to było takie łatwe — burknął do siebie w myślach, obserwując wparowującego do pomieszczenia Timma. Wpatrywał się w Vitava, jakby co najmniej zobaczył ducha. Cóż, nie był daleki od prawdy – Krtań przez niemal całą noc balansował na granicy życia i śmierci, przechylając się na tę pierwszą stronę dopiero w ostatniej chwili.
  Nie tak łatwo pozbyć się natrętnego gościa — rzucił nieco ironicznie, uśmiechając się krzywo. — Dobrze, żeście ją trzymali — aprobował przynajmniej jedną decyzję podjętą przez chłopaka i matkę Juny. Nieco jednak zmienił minę, kiedy Timm oświadczył mu, iż nie wiedział co robić, kiedy Sechmann był pod wpływem transu. — Powinieneś był zrobić to samo, co w przypadku dziewczyny. Dźgnąć mnie, ciąć, cokolwiek byle wyrwać z tego pierdolonego letargu. Niezbyt to przyjemne, kiedy masz całkowitą świadomość tego co dzieje się wokół ciebie, ale nie możesz zrobić nic, bo jakiś pieprzony Egzarcha manipuluje twoim ciałem. Właśnie, Egzarcha — zmienił ton na nieco spokojniejszy. — O Egzarsze, a raczej Egzarchini zaraz sobie porozmawiamy. Jak na Biały Las to macie tu nad wyraz dużą populację Nerdyjczyków. I czekaj, mówiłeś o piwnicy? — zdziwił się. Wcześniej nie zauważył nigdzie drogi prowadzącej pod dom, a jeszcze bardziej dziwiło, a raczej ciekawiło go to, co Krista tam robiła. — Gdzie ta piwnica? Muszę pomówić z staruchą, bo chyba nie powiedziała mi wszystkiego, a teraz...a teraz pewnie stara się czegoś pozbyć.
  Kiedy tylko Timm zaprowadził Sechmanna w rzeczone miejsce, Egzarcha od razu wiedział co robić. Chłopak nie był mu nijak potrzebny przy tej rozmowie, a sama Krista w obecności Nerdyjczyka mogła też jeszcze bardziej nie chcieć zdradzać jakichkolwiek informacji na temat przeszłości jej rodziny.
  Idź zobacz czy z młodą wszystko w porządku. Posiedź przy niej chwilę, a gdyby się obudziła i chciała gdzieś iść, to nie puszczaj jej samej — polecił chłopakowi, zupełnie spokojnym tonem. Sam zaś powoli zszedł na dół, rozglądając się za starszą kobietą, która była dopiero co schorowana tak, że ledwo się ruszała, a teraz młóciła toporkiem łby wilków i śmigała po schodach.
Ilość słów: 545

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 106

sob wrz 08, 2018 2:33 pm  

Narrator

  Sechmann wkroczył do sklepu i od progu zdziwiło go, że wnętrze prezentuje się dość zwyczajnie. Gdyby nie nieprzyjemny zapach octu, można by pomyśleć, że niewiasty postanowiły zwiększyć komfort i prestiż swego przybytku, szorując deski niemal do białości i pokrywając podłogę dywanami. Mężczyzna czuł, jak jego ciężkie buty przyjemnie zapadały się w grubym włosiu, zupełnie jakby stąpał po śniegu. Pomyślał jednak, że chęć zakrycia wszelkich śladów po feralnej nocy mogła nie wywodzić się tylko z pewnej wyniosłości i elegancji obu kobiet. Juna i Krista, zwłaszcza ta pierwsza, opętana przez jakiś czas transem, przeżyły tu straszne chwile. Nic dziwnego, że nie chciały, by cokolwiek im o tym przypominało. Krtań jednak wiedział, że znękany umysł nie potrzebuje wizualnych przypomnień, sam może stworzyć obraz straszliwych przeżyć, sprowokowany najlżejszą myślą. Jeśli Vrlikanki chcą zapomnieć, muszą być gotowe na przetrwanie traumy, sprzątanie i miękkie dywany na nic się w tej kwestii zdadzą.
  Vitav zobaczył w końcu Timma. Na szczęście nie rozszarpał chłopaka, a Oni tylko wiedzą, że miałby za co. Wszak młodzik wiedział już, że metodą na wyrwanie nieszczęśnika z transu jest zranienie go. Mimo to siedział jak wryty z Juną w ramionach i nie drgnął mu żaden mięsień, gdy jego tymczasowy mentor stał nad nim z mieczem w dłoni. Jak się okazało, jedyną osobą, która chciała zareagować, była młódka. Ukochana wychowanka drwala chciała pobiec za Sechmannem, na szczęście jednak powstrzymano ją przed tym. Krtań sam to przyznał, wiedząc, że dziewczyna raczej nie byłaby zdolna do wyrwania go z letargu, a Oni tylko wiedzą co Nerdyjka zrobiłaby swojej niedoszłej ofierze, gdyby ta zjawiła się na miejscu kaźni z własnej woli. Najprawdopodobniej wyrwałaby jej serce i we Vrlice nie pozostałaby już ani jedna osoba, która kochałaby Timma w ten czy inny sposób.
  – Ja... Przepraszam. Wiedziałem to, a mimo to ogarnął mnie taki strach, że nie mogłem się ruszyć. A przecież trzymałem w ramionach June, którą sam wybudziłem z tego stanu... – powiedział zgnębiony młodzik. Zaraz jednak i on wyłapał w wypowiedzi Waldgrosseńczyka coś zaskakującego, tak jak mężczyzna zdziwił się wzmianką o piwnicy. – Egzarchini? I jak to mamy tu dużo Nerdyjczyków, oprócz mnie i Holgera nie ma tu żadnych cudzoziemców. Był przecież Saladyn i Antymag, ale myślałem, że uznaliście ich za martwych? A piwnica jest, oczywiście. Większość domów ma tu piwnice, nadają się idealnie na przechowywanie solonego mięsa i ryb. Pod ziemią zawsze jest zimno, nawet jak ktoś nie żałuje drwa do paleniska...
  Rozmowa z Timmem jednak nie trwała długo. Chłopak posłusznie zaprowadził mężczyznę do zejścia do piwnicy, które znajdowało się za kontuarem. Delikatna czerwonawa poświata pochodni, z której korzystała Krista podczas swoich tajemniczych poczynań umożliwiły Sechmannowi w miarę swobodne zejście po stromych stopniach. Mimo to jednak miał on poważny problem z zejściem na dół. Jak bardzo musiała się męczyć rzekomo schorowana matrona, tego mógł się tylko domyślać... aż do momentu, gdy zobaczył ją przed sobą. Kobieta stała, opierając się o półkę, na której składowano wino. Mimo jednak tego, że musiała się trzymać lewą ręką, w prawej pewnym chwytem dzierżyła toporek. Była gotowa do ataku, gdy jednak dostrzegła wyraz twarzy Krtani, opuściła broń i odetchnęła z ulgą.
  – A więc wróciliście. Wybacz, ale nie spodziewałam się, że ktoś o dobrych zamiarach tu zejdzie. Nawet ta nerdyjska gnida nie ośmieliłaby się mi pałętać pod nogami, mimo że tkwi przy Junie jak psiak –matrona odwróciła się plecami do Sechmanna i sięgnęła po pochodnię. – A podobno nikt, kto nie miał topora, nie mógł wrócić – rzuciła w przestrzeń, zupełnie jakby tak jak otyła niewiasta zamierzała bawić się w zagadki. Enigmatyczne zwroty, porównania i oskarżenia budowane na Oni tylko wiedzą jakich przesłankach zdawały się domeną kobiet przebywających we Vrlice, nawet morderczyni przybyła z Sułtanatu bawiła się w te gierki.
  Gdy starsza kobieta chwyciła pochodnię, uprzednio wetknąwszy topór za szeroki pas, który swymi zdobieniami przyćmiewał niejedną poświęconą Onym kaplicę, Sechmann mógł przyjrzeć się piwnicy. Składała się ona z dwóch segmentów. Od razu po zejściu człek znajdował się w kwadratowym pomieszczeniu zastawionym półkami z winem, sokami i przetworami oraz nieznanej zawartości workami i skrzyniami. Była to w istocie bardzo zimna spiżarnia, w której wszelkie produkty mogły długo utrzymywać swoją świeżość, co na pewno ułatwiało życie obu kobietom, które wszak musiały polegać na dostawach z innych wiosek i nie mogły same hodować jabłek czy tak uwielbianych tutaj śliwek. Jednak czarny prostokąt częściowo skryty za długim regałem zastawionym słojami sugerował, że w piwnicy znajdowało się też drugie pomieszczenie, do którego właśnie zmierzała Krista.
  – Już wiem, że zapiski mojego dziadka nie świadczą o jego szaleństwie. Długo nie dawałam im wiary i nie mówiła, gdy pytaliście. Teraz jednak nie ma sensu zastanawiać się nad tym, czy to wszystko nie brzmi jak brednie, tylko uwierzyć, że jakaś czerwonooka istota żyje tu blisko i czyha na nasze życie. Chodźcie za mną, powinnam z kimś podzielić się tymi wszystkimi rzeczami, które odkryłam.
Ilość słów: 981

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 223
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob wrz 15, 2018 10:23 pm  

  Nerdyjczyk najwyraźniej był zakłopotany tym, co wytknął mu Sechmann – nieporadnością w skrajnie kryzysowej sytuacji, która mogła decydować o życiu bądź śmierci Egzarchy. Pokiwał głową na boki, choć po części rozumiał co kierowało chłopakiem. Strach, poczucie niemocy, skupienie tylko i wyłącznie na jednej, ukochanej osobie. Jednak to, że rozumiał nie znaczyło, że pochwalał.
  Trudno, stało się i miejmy nadzieję, że więcej się nie powtórzy — odparł, drapiąc się po gardle. — Nerdyjczyków dużo jak na Biały Las chłopcze. Dwójka to para, ale trójka to już tłum. Ta kobieta, która wczoraj do ciebie machała była Nerdyjką, w dodatku Egzarchą. Lepiej jednak, żebyś póki co więcej nie wiedział. W każdym razie prowadź do piwnicy, muszę szczerze porozmawiać z tą kobietą na osobności — poprawił maskę i kroczył tuż za młodzieńcem, który w tej chwili robił za przewodnika po domu Juny.
  Kiedy znalazł się przed wejściem, pchnął drzwi, po czym skierował się schodami w dół. Drogę oświetlała mu poświata bijąca od pochodni, którą w ręku trzymała starsza kobieta. Kroki stawiał ostrożnie, nie chcąc przypadkiem stanąć we wgłębieniu i stracić równowagi. Sama ciemność, którą ledwo co przezwyciężało czerwonawo-pomarańczowe, ciepłe światło, także była czymś, za czym Krtań nie przepadał. Stawianie nóg niemal po omacku było jedną z tych rzeczy, która zdecydowanie nie figurowała na liście ulubionych zajęć Egzarchy. Strome stopnie dały się we znaki na tyle, że zejście na dół zajęło dłuższą chwilę. A ile musiało zająć "schorowanej" kobiecie? Jakiż był jego brak zaskoczenia, gdy kobieta beznamiętnie skomentowała jakże niespodziewany powrót Sechmanna.
  Z kolei ja nie spodziewałem się, że schorowana, starsza kobieta, która większość dnia spędza w fotelu, będzie w stanie rozbić łeb ogromnego wilka lub zejść po tak nieprzyjemnych w stąpaniu schodach — Vitav na co dzień nie był uszczypliwym człowiekiem, jednak czasem tracił cierpliwość, a wraz z nią wszelkie sztuczne uśmiechy. — Co to za topory? Ta zgryźliwa baba, znaczy się przywódczyni starszyzny, miała taki sam. Podobny zdaje się widziałem u Riedla. I zdaje się, że są zaklęte. Tylko dalej nie rozumiem jednego. Po jaką cholerę wam zaklęta broń, skoro nawet nie możecie z niej korzystać? O ile Nerdyjczyk był Egzarchą, tak ty mi na niego nie wyglądasz — komentując zaistniałą sytuację przyglądał się całej piwnicy.
  Teraz, kiedy wzrok mężczyzny nieco przyzwyczaił się już do prawie całkowitych ciemności, mógł dostrzec pewne detale. Nie mała była w tym też zasługa światła pochodni, którą w ręce dzierżyła starowinka. Oczy Krtani wodziły po kwadratowym pomieszczeniu wypełnionym półkami, skrzyniami i workami. Butelki z winem, soki, przetwory. Spiżarnia, w której mieściło się jedzenia na całą długą zimę... Która tutaj przecież trwała cały rok. Wzrok Egzarchy zatrzymał się dopiero na ciemnym prostokącie, który nieśmiało chował się za jednym z regałów ze słoikami. I do którego w tej chwili zmierzała Krista, a za nią Sechmann.
  Za brednie zwykle uznajemy to, co wydaje nam się niewygodne. Za dużo macie tu takich rzeczy. Za dużo jak na taką małą osadę, a ta "jakaś czerwonooka istota" nie jest jedynym, co na was poluje. Nie mam nawet pojęcia jak mogliście narazić się komuś z Sułtanatu, ale to przynajmniej wyjaśnia waszą nienawiść wobec Nerdyjczyków — odparł nieco zrezygnowany. Pogrzebał chwilę w torbie i wyjął z niej liścik napisany przez kobietę o kruczoczarnym włosiu. Pociągnął nosem, chcąc sprawdzić, czy nadal bije od niego ta woń. Potem podał go Kriście. — Zgaduję, że z sanctinem radzisz sobie jak z wilkami — dodał. Chciał mieć z głowy tą jedną rzecz, nim miał dowiedzieć się kolejnych. W końcu matka Juny chciała podzielić się z nim sekretami, które odkryła.
Ilość słów: 705

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 106

pt wrz 21, 2018 5:58 pm  

Narrator

  Sechmann, chociaż według wielu był daleki od wzoru ojca, doskonale rozumiał w tym momencie, że nie może być zbyt surowy wobec Timma. Chłopak starał się, jednak jako niedoświadczony dzieciak zawiódł w tak ważnym momencie, ulegając obezwładniającej panice i szoku. Vitav nie chciał wypominać mu tego bardziej niż trzeba, mając świadomość, że byłoby to jak posypywanie otwartej rany solą. Zadałoby tylko więcej bólu, a nie przyczyniłoby się do zwiększenia odwagi młodzika. Czego jednak mężczyzna sobie nie darował, to rzucenie na koniec uwagą o zaskakująco dużej liczbie Nerdyjczyków we Vrlice. Wychowanek drwala jednak nie zrozumiał bąź nie chciał zrozumieć aluzji i wybąkał tylko, niczym wioskowy głupek „Ale jak to?”. Nie było jednak czasu rozwijać tej kwestii, wszak zejście do piwnicy znajdowało się niedaleko. Egzarcha chciał samodzielnie rozmówić się z Kristą, bez niepotrzebnych świadków w postaci nielubianego i nieszanowanego przez kobietę cudzoziemca.
  Krtań zaczął schodzić wprost ku rozproszonym przez chybotliwe światło pochodni mrokowi. Z każdym kolejnym krokiem w dół czuł spadek temperatury i wzrost wilgoci, chociaż na szczęście piwnica – jak i reszta domu – utrzymana była w porządku, przez co nie musiał obawiać się stęchlizny i grzybów wspinających się po ścianach. Mężczyzna czuł też narastający niepokój i poczucie klaustrofobii. Właśnie dobrowolnie schodził do miejsca, z którego najprawdopodobniej nie ma drugiego wyjścia, wprost na spotkanie z kobietą, która go okłamała. Krista nie tylko wcześniej udawała schorowaną, słabą istotę, ale i ukrywała coś ważnego. Ważne było też, że poprzedniej nocy zdołała ubić wilka, a Vitav na własnej skórze poznał, jak trudno jest ubić objęte magicznym rytuałem zwierzę. Tej wieśniaczce jednak się udało, a on dobrowolnie, całkiem sam ruszał na spotkanie z nią.
  W końcu stopy Sechmanna dotknęły gruntu, a poszukiwana kobieta stała naprzeciw, z bronią gotową do ataku. Na szczęście nie zamierzała walczyć przeciwko Egzarsze i odłożyła toporek, mimo to jednak pierwsze wrażenie nie było zbyt przyjazne. O wiele bardziej korzystnie wyglądała, gdy siedziała skulona w fotelu i zajmowała się kobiecymi robótkami, obwieszona błyskotkami. Co prawda biżuteria kobiety nie opuszczała, jednak marne to było pocieszenie w obliczu faktu, że ta potrafiła zrobić użytek z zaklętego żelastwa. Sechmann jednak postanowił przeprowadzić przełomową rozmowę po kolei. Zaczął od drobnej uszczypliwości, a potem przeszedł do pytań.
  – Wiem, że można czuć się rozgoryczonym albo uważać, że jestem okropną matkę i wykorzystuję Junę, przez swoją niedyspozycję. Nie mam jednak w obowiązku się tłumaczyć, na tym więc zakończmy – Krista mówiła wyniośle, chociaż nie czuć było w jej głosie pogardy, jaką okazywała Timmowi. Możliwe, że pewność siebie zapewniał jej toporek, teraz wsunięty za pas i w każdej chwili gotowy do użycia. – Nie znam się na magii, ale rozumiem, że to nie jest topór przygotowany dla takich jak ty, którzy muszą znać tajniki zaklęć. I mówisz, że Holger był Egzarchą? Czemu więc przybył tutaj, by rąbać drzewa, zamiast siedzieć w Initium jak inni, jemu podobni? Ale nieważne, pytałeś, skąd mam topór. Jeśli wierzyć zapiskom mojego oszalałego na starość dziadka, za młodu zebrał pieniądze od mieszkańców i zlecił ich wykonanie, aby móc pertraktować z czerwonooką istotą, która i wtedy mordowała. Historia lubi się powtarzać. Tylko że Juna postanowiła sprowadzić do nas wybawców, a nie rozmawiać z mordercą – kobieta urwała. Czuć było, że dumna była z córki, która nieświadomie poszła w ślady dziadka. Jak widać w tej rodzinie byli ludzie, którzy decydowali się podjąć jakieś kroki, lub, jak to powiedziałaby Anna, roiło się w tej familii od zgniłych jaj zaburzających status quo.
  Sechmann rozejrzał się po pomieszczeniu, gdy jego wzrok już nieco przywykł do ciemności. Nie dostrzegł niczego niepokojącego – ot, zapasy mające pomóc przetrwać wieczną zimę, która panuje w wiosce – do czasu, gdy nie zauważył konturu drzwi. Nie wiedział, co może się za nimi czaić, jednak brak wyczuwalnej aury Pierwszego lub ciężkich perfum Nerdyjki sprawiał, że nie czuł strachu przed śmiercią. Nie ufał może Kriście tak, jak ufałby, gdyby okazała się rzeczywiście tak schorowana, jak to wcześniej przedstawiała, ale nie sądził, że mogłaby go zabić z zimną krwią. Nic więc dziwnego, że ruszył za kobietą, nie przerywając toczącej się rozmowy.
  Trudno w to uwierzyć, ale i ja nie wiem, co sprawiło, że pojawili się tu jacyś Nerdyjczycy. Nie rozumiem, czemu przyjechał to Riedl, tym bardziej nie rozumiem, czemu są tu inni, skoro tak twierdzisz, że tu są. Logicznym byłoby, aby sprowadził ich do nas ich rodak, ale czy tutejsze wypadki są logiczne... – z początku starowinka wydawała się zirytowana, potem jednak zadumała się, przez co miast pchnąć ciężkie drzwi, chwilę stała przed nimi w bezruchu. W końcu jednak ocknęła się i oboje – ona i towarzyszący jej Vitav, który musiał się schylić, przekroczywszy próg – znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu, którego lwią część zapełniały półki. Stały na nich mniejsze i większe skrzynie, zbite byle jak z drewna, które w cieplejszym miejscu już dawno przeżarłyby korniki, a także różne szpargały i klamoty, mocno nadgryzione przez żab czasu. Zaśniedziałe sztućce i biżuteria. Spleśniałe ubrania. Stare zabawki i narzędzia. Wszystko to już od dawna nadawało się do wyrzucenia, zamiast tego jednak było przechowywane tutaj jak rodowe pamiątki. Sechmann nie widział, co znajdowało się na najwyższych półkach, jednak mógł się domyślić po trójnożnym stołku przystawionym do regału zajmującego całą ścianę, że już niedługo pozna sekrety ukryte w tych na pozór zwyczajnych rzeczach. Najpierw dał jednak niewieście liścik napisany przez samą morderczynię i upewniwszy się, że kartka wciąż pachnie rumiankiem, patrzył, jak ta składa słowa. Gdy już Krista rozszyfrowała całość, spojrzała osłupiała na mężczyznę. Delikatne światło pochodni dobrze wydobyło z mroku jej zdziwioną minę, która mogłaby wręcz stanowić ilustrację dla osoby znajdującej się w stanie głębokiego szoku.
  – Ale... Nie rozumiem. Zdrada? Zawsze byłam wierna, Oni tylko wiedzą, że nigdy nie zrobiłabym... No i mój mąż nie żyje! Na własne oczy widziałam, jak odciął sobie głowę! Trzymałam go w ramionach, a jego ciało z każdą chwilą było coraz bardziej zimne! –Zdenerwowana kobieta podniosła głos, a jej okrzyki odbijały się od ścian, tworząc mroczne echo. Nie wyglądało na to, by Sechmann miał w najbliższym czasie usłyszeć taką wersję historii, która tłumaczyłaby tajemniczą wiadomość od Nerdyjki.
Ilość słów: 1219

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość