"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Vrlika

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 108

wt lip 10, 2018 6:33 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Historyjka rozpowiadana dookoła przez otyłą blondynkę, nie zirytowała Sechamnna aż tak, jak się można tego było spodziewać. Wszak był to mężczyzna cierpliwy, a w dodatku przez te parę dni pobytu we Vrlice nawykły do plotkarstwa połączonego ze skrytością, które cechowały mieszkańców wioski. Ezgarcha pozwolił sobie jedynie na upust złości, jeśli chodzi o zachowanie Anny. Timm wysłuchał krótkiej tyrady bez słowa, widać było jednak, że nie spodziewał się aż tak agresywnych, brutalnych słów. Co prawda przywódczyni starszyzny nie była ani sympatyczna, ani też ciężko było o niej powiedzieć, by wzbudzała inne pozytywne uczucia, nie było jednak wątpliwości, że była najważniejszą osobą w całej osadzie. Ktoś taki mimowolnie wzbudzał respekt, toteż deklaracja, że Vitav pod wpływem zdenerwowania byłby w stanie wyrzucić ją przez okno, musiała być zaskakująca dla młodzika. Jeszcze bardziej zbaraniał, gdy usłyszał, że według starszego mężczyzny kobieta coś ukrywa. Pomocnik drwala już wcześniej wyrażał wątpliwości co do natury działań starszyzny, widać jednak było, że takie oskarżenia wprost stanowią dla niego pewnego rodzaju tabu.
  Wkrótce chłopak miał okazję zaprezentować swoje umiejętności. Tutaj nastąpiła chwila wyczekiwana przez Sechmanna od czasu, gdy przekroczył próg domostwa Anny – wreszcie ktoś go nie okłamał. Timm rzeczywiście miał okazję potrenować, o czym świadczył pewny chwyt dłoni i technika może nie wykwintna, ale skuteczna. Wiadomo było, że Egzarsze zależy na rzeczywistej pomocy w razie starcia z tajemniczym mordercą, a nie zbieraniu uczestników do pokazów artystycznego fechtunku. Niech paniczykowie wykonują piruety i zamaszyste ósemki mieczem, we Vrlice wystarczy, by młodzian był w stanie obronić siebie i tych, którzy sami tego nie potrafią, na przykład dwie bezbronne niewiasty. Skonstatowawszy, że Timm nie jest nieznającym rzemiosła żółtodziobem, Sechmann odkrył, że trening jest niezmiernie przydatny również dla niego. Nie tylko rozgrzał swe może nie stare, ale na pewno nie nawykłe do tak przejmującego zimna kości, ale i przypomniał sobie techniki defensywy. A Vitav nie musiał zdobywać się na ponadprzeciętną przenikliwość, gdy przewidywał, że to drugie bardzo może mu się przydać… Wszak nie dlatego miał spędzić noc w domu Kristy, że jej córka zrobiła na nim wrażenie swoją urodą, ale dlatego, że podejrzewał, że niewiasty mogą być niebawemw dużym niebezpieczeństwie.
  Tymczasem syn Kabira po raz kolejny pozytywnie zaskoczył Krtań. Mężczyzna co prawda odczuwał potem ból, jaki wywołuje nagłe przeciążenie mięśni po tym, jak w ostatniej chwili udało mu się unieszkodliwić cios, ale to jeszcze potęgowało podziw Waldgrosseńczyka dla postawy młodzika. Timm nie tylko był wytrwały i silnie zmotywowany na wyciągnięcie z treningu tyle, ile tylko się da. O nie, pomocnik Riedla miał w sobie dość sił, by bez żadnej chwili wytchnienia zdobyć się na atak nie tylko potężny, co też przemyślany.
  Vitav rozumiał, że nie może pozwolić młodzikowi na zachowanie przewagi. Nie chodziło o dumę, ale Sechmann zrozumiał już, że jego młodociany przeciwnik ma dość siły, by wykorzystać sytuację. Przy tym Egzarcha miał doskonałą okazję, by nauczyć kolejnej rzeczy swego tymczasowego ucznia – przewagi bystrego umysłu nad najsilniejszym nawet ciałem. Zastosował więc manewr o tyleż prosty w swej istocie, co diabelnie sprytny. Nie musiał marnować cennej energii, by odwrócić sytuację. Timm nie zorientował się na tyle szybko, by uśmiech triumfu, który pojawił się na jego twarzy, został zastąpiony przez inny grymas, a już leżał na ziemi. Biały puch łaskawie przyjął ciało młodzika, a dookoła wzbiły się tumany śniegu, na chwilę przysłaniając wszystko. Gdy płatki z powrotem osiadły, młodzik był już na nogach. Nie wydawał się zażenowany swoją przegraną, za to zmierzył Sechmanna wzrokiem tak bardzo przepełnionym podziwem, jakby ten właśnie mu powiedział, że przejął władzę nad światem i został wybrańcem Onych. W tej sytuacji pochwała z ust Vitava urosła do wręcz niewyobrażalnej rangi. Timm skromnie spuścił oczy niczym nieśmiała młódka.
  – Kiedyś Holger częściej dawał mi oręż do walki. To było wtedy, gdy bywał jeszcze trzeźwy. Od czasu do czasu jeszcze później zdarzało mu się, zazwyczaj wtedy, gdy całymi dniami chodził chmurny, że poganiał mnie na podwórze i zmuszał do ćwiczenia. Nie zawsze jednak był… w stanie ocenić moją walkę, bo sam ledwie stał na nogach. Ostatni dobry trening odbyłem chyba krótko po tym, gdy Juna pogrzebała swojego ojca – powiedział młodzik ze smutkiem w głosie. Widać było, że aż palił się do walki i ubolewał nad tym, jak rzadko miał okazję jej zasmakować. Tym większą więc radość wywołała w nim wzmianka, że zaraz przećwiczy bloki. Nawet pomimo tego, że przyjazny ton Vitava brzmiał bardziej jak burczenie, Timm wyraźnie się rozpromienił. Początkowo nawet chciał zaproponować, by od razu przeszli do kolejnego etapu treningu, ale zrezygnował i zamiast tego zapytał, mając wrażenie, że oto nawiązał więź z Egzarchą:– Czy uważasz, że Juna i Janik… Poznałeś go, prawda?
  Niewypowiedziana, ale wyraźna obawa młodzika zawisła w powietrzu. Chłopak nie był w stanie wykrztusić z siebie swoich wątpliwości, ale Sechmann, znając już nieco dynamikę relacji Juny z oboma Vrlikanami mógł się domyślić, o co pyta go jego niezbyt doświadczony sprzymierzeniec.
Ilość słów: 958

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr lip 11, 2018 8:02 pm  

  Jedna z brwi Sechmanna nieznacznie uniosła się do góry, gdy do jego uszu dotarło jakże osobliwe pytanie, dotyczące raczej prywatnej więzi łączącej Janika z Juną. Oczywiście było to całkowicie zrozumiałe, szczególnie patrząc na obecne relacje Timma z ów młódką, jednakże Vitav był zwyczajnie zaskoczony słysząc, że Nerdyjczyk ni z gruchy, ni z pietruchy pyta o możliwy romans. Odsunął się więc od ściany, o którą do tej pory był oparty, zasłonił dłonią rękę, zakaszlał, a potem wziął głęboki oddech. Westchnął.
  Poznałem. I ciężko mi cokolwiek powiedzieć, chociaż parę myśli mi przez głowę przemknęło. Ale to nie czas na takie rozmowy, teraz powinniśmy ćwiczyć — odparł, nadal nieco zdziwiony. Szybko jednak się z tego otrząsnął i postanowił wykorzystać zaistniałą sytuację. Dało się przecież bez problemu wyciągnąć z tego pewne pozytywy, prawda? — Powiedzmy, że podzielę się z tobą swoimi spostrzeżeniami. Ale w zależności od tego, jak bardzo będziesz przykładał się do obrony. Zacznijmy już te bloki. Wiesz jaką przyjąć postawę, prawda? — spytał właściwie niepotrzebnie, bo i tak pierwej podszedł do chłopaka i dokładnie mu pokazał, w jaki sposób powinien ustawić swoje nogi, jak najlepiej trzymać oręż i na co przede wszystkim zwracać uwagę u oponenta.
  Kiedy Timm stał już zwarty i gotowy, Vitav rozpoczął atak. Początkowo jego ciosy były, może nie słabe, ale pozwalające oswoić się Nerdyjczykowi ze specyfiką defensywy. Dopiero z czasem, gdy widział, że młodzik sobie radzi, przyśpieszył i uderzał coraz mocniej, z różnych stron. W końcu zaczął się też przemieszczać, starał się go zaskoczyć lub po prostu zdezorientować. Rzecz jasna zawsze sprawdzał, na ile może sobie pozwolić, a w razie gdyby syn Kabira nie zdołał zablokować ataku, wyraźnie zwalniał i odpuszczał. Nie chciał przecież go zranić, a jedynie dać dobrą lekcję.
  Holger musiał dobrze mieczem wymachiwać, skoro zdołał przelać w ciebie tyle umiejętności tak rzadkimi treningami. Kiedy tak właściwie zaczął nałogowo pić? Jeszcze przed przyjazdem tutaj, czy już po? Wiesz może, co go do tego popchnęło? Oprócz zamkniętych na obcych i wrednych wieśniaków — spytał. Tak prawdę mówiąc po prostu z ciekawości, choć ostatecznie moment, w którym Riedl zamienił się w alkoholika, a raczej konkretne okoliczności, mogły rzucić pewne nowe światło na całą sprawę. Informacji nigdy za wiele, szczególnie w tak zagmatwanych przypadkach. Przy okazji krótką rozmową chciał dać Timmowi chwilę odpoczynku. Defensywa była częścią walki, która absorbowała wszelkie siły o wiele szybciej, niźli po prostu atak. Choć i to zależało od sytuacji...
Ilość słów: 475

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 108

czw lip 12, 2018 6:50 pm  

Narrator

  Powiedzieć, że Vitav zdziwił się pytaniem Timma, to jak nazwać Vrlikę nieco niepokojącą wioską. Mężczyznę zaskoczyło, że młodzik zdecydował się poruszyć tak osobiste sprawy, mimo że rozumiał, co wywoływało wątpliwości jego tymczasowego ucznia. Najpierw nawet rzekł, że nie pora to i nie miejsce na roztrząsanie takich tematów, jak możliwy romans między Juną a Janikiem. Sechmann jednak spędził w osadzie trochę czasu i już nasiąkł pewnymi zachowaniami typowymi dla jej mieszkańców; uznał więc, że przekuje rozterki młodzieńca i chęć poznania opinii Egzarchy w motywator do większego zaangażowania w trening. Sądząc po reakcji Timma, który skwapliwie pokiwał głową i już zaczął się niecierpliwić, kiedy to przejdą do dalszej części, ów mały przekręt Waldgrosseńczyka odniósł sukces.
  Chłopak na pozór uważnie słuchał pouczeń swego trenera, gdy ten raz jeszcze prezentował mu postawę defensywną. Sechmann chciał teraz nauczyć Nerdijczyka obrony, wiedząc, że owa technika może okazać się wielce przydatna. Co prawda Vitav wiedział już, że narzędziem mordu był raczej rodzaj zaklętej rękawicy, ale kto wie, czym zamierzy się morderca w przypadku starcia? Tymczasem okazało się, że Timm albo nie słuchał i nie patrzył uważnie, albo też nigdy tak naprawdę nie przykładał się do trenowania defensywy, gdy Holger w owych rzadkich momentach zarządzał naukę. Chłopak popełniał głupie błędy, co jakiś czas zapominając o tym, że może się przemieszczać, unikając ciosu miast próbować wszelkie ataki parować mieczem. To wydłużyło drugą część treningu, bo nim młodzik zaczął rozumieć, w jaki sposób powinien się zachowywać, jego czoło na powrót zrosił pot. W końcu Sechmann mógł być jako tako zadowolony z postępów swego ucznia. Gdy tamten po raz czwarty z rzędu zdołał zablokować – a parę razy nawet sprytnie odparował, zaskakując raz nawet samego Vitava, nieprzygotowanego do gwałtownego pchnięcia do tyłu – tym razem sam poprosił o odpoczynek. Pochylił się do przodu, oparł dłonie o kolana i zaczął łapczywie wciągać mroźne powietrze do płuc. Wtedy też Timm usłyszał szereg pytań do do drwala. Chłopak, wciąż łapiąc oddech, zaczął odpowiadać. Dopiero gdzieś w połowie wypowiedzi wyprostował się i w końcu spojrzał w twarz swemu rozmówcy, nadal jednak było widać, że jest wymęczony.
  – Nie wiem sam, czy on zaczął pić więcej dopiero przed przyjazdem do Vrliki, czy też jak byłem młodszy, to lepiej szło mu ukrywanie przede mną nałogu. Mógł po prostu nie chcieć upijać się przede mną, gdy byłem dzieckiem. Ale… Pierwszy raz widziałem, jak upił się do stanu nieprzytomności na krótko przed tym, jak powiedział, że musimy zamieszkać w okolicach Białego Lasu. Przez kilka tygodni mieszkaliśmy w karczmie, za dnia pracowaliśmy w tartaku, a wieczory spędzał na chlaniu z mężczyznami z wioski. Tamtym nie przeszkadzało, że jest Nerdyjczykiem. Potem przenieśliśmy się tutaj, a ja coraz częściej widziałem, że Holger trzeźwy bywa… coraz rzadziej i rzadziej. Nigdy jednak za wiele z nim nie rozmawiałem. Wychowywał mnie, ale nie wiem, co go trapi, wydaje mi się jednak, że to ciągnęło się za nim od zawsze. Dopiero tutaj jednak w końcu dopadły go problemy –dodał chłopak, nie wiadomo, czy nawiązując do postępującego alkoholizmu Riedla, czy też do namazanej krwią wiadomości na oknie. Potem jakby się namyślił, bo mówił dalej: – Zawsze mi się wydawało, że coś przede mną ukrywa. Rzadko mówił o moim ojcu, o tym, czym się zajmował. Czasem opowiadał o tym, jak moi rodzice się poznali, ale zawsze urywał w połowie. Mówił, że byli szczęśliwi i tyle powinno mi wystarczyć. Zawsze czułem, że jest w tym coś więcej.
  Timm wypowiedział to cichym głosem, trochę jak małe, wystraszone dziecko. Widać było, że czuje się niepewnie, dzieląc się swymi przemyśleniami z Sechmannem. Vitav był dla niego o wiele bliższy, niż gdy przybył na wioski, zwłaszcza że Egzarcha sam zaproponował ochronę bliskich młodzikowi osób. Ale to nie zmieniało faktu, że to Riedl wychował chłopaka. Sugerowanie, nawet bardzo nie wprost, że drwal ukrywa coś bardzo mrocznego na temat Kabira, było właściwie zdradą wobec kogoś, kto zastępował mu ojca. Nic więc dziwnego, że Timm miał wyrzuty sumienia, gdy tylko się podzielił swoim spostrzeżeniem, co potwierdziły jego kolejne słowa:
  – Zapomnij o tym, co powiedziałem. Denerwuję się trochę, bredzę przez to jakieś głupoty, przecież Holger… Był przyjacielem mojego ojca. Zajął się mną, gdy nie było nikogo, kto by to zrobił. A sam nie miał lekko.
Ilość słów: 829

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lip 14, 2018 4:05 pm  

  Ćwiczenie bloków oraz zwyczajnych uników szło Timmowi nieco oporniej, niż skrzętne i dokładne wyprowadzanie cięcia za cięciem. Już od pierwszych chwil łatwo było dostrzec, iż chłopak za wiele z defensywą nie miał do czynienia. Może i Holger dobrze zaczął szkolić go w natarciu, jednak pozostawił potężne braki w samej obronie, co teraz skutkowało dłużącym się i wyjątkowo męczącym treningiem. Młodego Nerdyjczyka trzeba było uczyć praktycznie od podstaw – dobrej postawy, wykorzystania otoczenia, zdecydowania się kiedy rzeczywiście zablokować atak mieczem, a kiedy po prostu odskoczyć. Z tym ostatnim młodzik miał najwięcej problemów. Często zapominało mu się, że w ręku przecież trzyma ostrze, które nie nadaje się jedynie do ataku, ale również do jego odparcia. Temu też Krtań doskonale już wiedział, że przy tej części pozostaną na trochę dłużej. Pierw jednak wypadało pozwolić podopiecznemu Riedla nieco odsapnąć – w końcu nawet sam o to poprosił.
  Szkoda, że nie zwierzał ci się z problemów, może zaoszczędziłoby nam to teraz trochę nerwów. Ale nie mam wątpliwości, że to wgłębi serca dobry człowiek. Nawet jeśli coś ukrywa, to tak jak mówisz, wziął cię pod swoje skrzydła i zaopiekował się tobą, kiedy byłeś w potrzebie — ponownie, żeby odpocząć, podszedł do ściany budynku się o nią oparł. Schował miecz do pochwy i zaczął zacierać ręce, co jakiś czas na nie chuchając. Byle się nieco ogrzać. Obserwował i słuchał uważnie dalszej wypowiedzi Timma. Wydawał się być może nie tyle zakłopotany, co jakby przestraszony własnych słów.
  Ciężko byłoby zapomnieć to co powiedziałeś, ale nie musisz się martwić, że zrozumiałem to wszystko w niewłaściwy sposób. Skoro wcześniej uczył cię walczyć, to znaczy, że chciał cię przed czymś obronić. To też daje pewną nadzieję związaną z tym, że nie gania za nami Pierwszy, tylko jakiś Egzarcha. Ich jeszcze można po prostu zabić. Nawet wieśniak z widłami, gdyby zaszedł takiego od tylu, to by go po prostu na nie nadział, a ten skonał w mękach. Za to Priori... Ich nie ima się żadna broń, która nie jest zaklęta. Stając przed takim bez magii, można równie dobrze po prostu wbić sobie sztylet w serce i zaoszczędzić sobie strachu oraz męki. W każdym razie, wracając do... — odsunął się od ściany domu Kristy i zrobił kilka kółek wokół wewnętrznej strony ogrodzenia — Treningu. Atakiem mnie zaskoczyłeś, ale z obroną masz wyraźne braki, których w jeden dzień się nie pozbędziemy, ale możemy spróbować te dziury zasłonić. Przede wszystkim, jeśli rzeczywiście ktoś tej nocy zaatakuje i będzie to człowiek, a nie Pierwszy, to w walce z nim nie możesz pozwolić dać mu dojść do ataku. To będzie ciężkie, ale jeszcze ciężej by było, gdyby to on przejął prowadzenie i nadawał tempo starciu. Po drugie, to nie oznacza, że zaprzestaniemy teraz treningu defensywy, bo jeśli, nie dajcie Oni, nasz przeciwnik się przez twój atak przebije albo po prostu wybije cię z rytmu, to będziesz w sporych tarapatach. Zwiększymy szanse najbardziej jak się da. Powiedz tylko, kiedy będziesz gotowy, bo póki co wyglądasz, jakby przydało ci się przynajmniej trzydzieści minut odpoczynku i nieco wody. Idź się czegoś napij, ja tu zaczekam — dodał pouczającym tonem.
  Kiedy młodzik był już w wystarczająco dobrej formie, Vitav po prostu zarządził powrót do nauczania. Ponownie rozpoczynając od wolnych cięć, przyśpieszając z czasem. Chciał oszacować postęp chłopaka. W końcu wcześniej wraz z czasem szło mu lepiej. Toteż teraz winien bez większych problemów robić sobie z pierwszymi, raczej spokojnymi atakami Krtani.
Ilość słów: 670

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 108

ndz lip 15, 2018 7:12 pm  

Narrator

  Sechmann prędko odkrył, że w przypadku umiejętności jego tymczasowego ucznia doskonale sprawdzało się stare powiedzenie: nie chwal dnia przed zachodem słońca. Chłopak był doskonały w natarciu, przynajmniej gdy już pozbył się oporów i nie zwalniał przed zadaniem ciosu, zmniejszając siłę pchnięcia. Niestety, tylko w tym aspekcie walki jakim była obrona, która często decydowała o przeżyciu wojownika, był żałośnie słaby. Riedl musiał w swym pijackim zamroczeniu zupełnie pominąć ów punkt w swym programie treningu. Czyżby obawiał się, że po latach chlania jego koordynacja była tak słaba, że przypadkiem utnie swemu wychowankowi głowę? Tego Vitav nie wiedział, ale cokolwiek powodowało drwalem, teraz Egzarcha musiał płacić za jego zaniedbanie, raz po raz pokazując odpowiednią technikę. Obaj mężczyźni biorący udział w treningu byli tym faktem jeszcze bardziej zmęczeni: Timm, ponieważ zła postawa sprawiała, ze tracił niepotrzebnie energię, Sechmann, ponieważ przyszło mu sprawdzić własną cierpliwość podczas kolejnych tłumaczeń.
  W końcu mężczyzna postanowił dać młodzikowi możliwość odpoczynku, zwłaszcza że Nerdyjczyk sam poczuł tę potrzebę. Jak to we Vrlice bywa, chwila ta została wykorzystana na rozmowę. W przeciwieństwie jednak do większości mieszkańców osady, Waldgrosseńczyk i cudzoziemiec nie zamierzali plotkować niczym stare baby, a poruszali temat dość istotny – Holgera i jego nałogowi a także prowadzonych przez niego treningów. Niestety, drwal i w stosunku do swego młodego pomocnika był równie nieufny i małomówny, co do reszty ludzi. Oczywiście dało się to zrozumieć – gołym okiem widać było, że ów mężczyzna skrywa jakąś tajemnicę, najprawdopodobniej raczej mroczną. Wszak Riedl kiedyś brał udział w walce z samymi Pierwszymi, zwykłe okoliczności nie mogły sprawić, by czuł potrzebę ukrywania się w tej zapomnianej przez Onych wiosce, pracując fizycznie dla tej bandy niewdzięcznych wieśniaków i ledwie wiążąc koniec z końcem. Inni magowie, którzy brali udział w potyczkach zostali wyniesieni na piedestał i teraz, jeśli nie uczestniczyli w życiu publicznym, przynajmniej wykładali na initiańskim uniwersytecie i wiedli dostatnie życie dzięki swym bezpiecznym posadkom. Tymczasem Nerdijczyk został może nie tyle nędzarzem, co jednak niezamożnym człekiem, o którym wszyscy, poza tajemniczym mordercą z zacięciem do poezji, zapomnieli.
  Tymczasem wynurzenia, na jakie zdobył się Timm, wzbudziły w nim całkiem zrozumiałe poczucie winy. Młodzieniec odetchnął, gdy Krtań zapewnił go o właściwym zrozumieniu jego wypowiedzi. Chłopak nade wszystko nie chciał wyjść na niewdzięcznika, zwłaszcza że na swój sposób kochał tego szorstkiego mężczyznę. Może Holger nie był wzorem troskliwości, jednak nauczył go wszystkiego, czego mógł. Pomijając oczywiście obronę oraz ważne fakty z życia rodziców młodzika.
  W końcu Sechmann postanowił wrócić w rozmowie do treningu. Zwrócił uwagę na braki Timma – czego chłopak słuchał z zażenowaniem, widać było jednak, że zgadzał się z mężczyzną – nie roztrząsając ich zbytnio. Skupił się raczej na podkreśleniu, jak ważna w walce jest defensywa i po tym zapowiedział, że po przerwie powrócą właśnie do tego elementu treningu.
  – Oczywiście, daj mi jeszcze chwilę, wciąż czuję, jak każdy oddech niesie ze sobą ból w klatce. Zaraz zelżeje jednak, już czuję, że staje się słabszy – powiedział młodzik. Zaraz potem zdecydował się jednak coś jeszcze dorzucić: – Holger kiedyś trzymał stare pergaminy, z których uczył się jeszcze w Initium. Księga rozsypała się i w końcu użyliśmy jej na rozpałkę, pamiętam jednak, że było tam napisane coś o aurach. Że każda żywa istota ma własną, unikalną. Oraz że możliwe jest rozpoznanie po aurze, jaką przesiąkło dane miejsce, jaka istota je zwykle zajmuje. Albo kto rzucił czar w danym miejscu. Czy to prawda? Czy w takim razie wiesz może, kto dokonał morderstw, skoro byłeś blisko ciała Auriela podczas pogrzebu. Zginął tak samo jak inni, zabiła go więc pewnie ta sama osoba, więc wydaje mi się, że… – w końcu chłopak urwał, niepewny, jak ująć swoje pytanie. Spojrzał bezradnie na Sechmanna, licząc, że ten uzupełni wszystkie luki w jego wypowiedzi i da mu wyczerpującą odpowiedź.
  Niedługo po tym, jak mężczyźni zamilkli, zaczęło zmierzchać. Timm zdziwił się lekko, twierdząc, że jeszcze nie pora, by dnie zaczynały się skracać. Nie poświęcił temu jednak większej uwagi, bo zapowiedział, że jest już gotów kontynuować trening. Początkowo synowi Kabira szło lepiej, niż ostatnio. W końcu zrozumiał, w jaki sposób zrobić należyty użytek z miecza, wiedział też, że uskoki bywają dość przydatne. Gdy Krtań zdecydował się podnieść poziom trudności, młodzieniec zaczął mieć drobne problemy. Tu nie zdążył odeprzeć ciosu, tu zamiast przesunąć się w bok, skoczył wprost na miecz przeciwnika. Każda taka pomyłka sprawiała, że młodzik coraz bardziej się irytował. W końcu osiągnął taki punkt zdenerwowania własnymi potknięciami, że na powrót przelał całą swoją uwagę i motywację w trening. Widać było, że daje z siebie wszystko. Nie można było powiedzieć, by każde natarcie udawało mu się zablokować – do tego poziomu zdecydowanie było mu daleko – ale pomimo strug potu ściekających mu po twarzy i zapewne po ciele pod ubraniem, walczył dzielnie. W końcu słońce całkiem zniknęło, ustępując miejsca księżycowi, który swym srebrzystym blaskiem rozświetlał drzewa porastające fragment znajdujący się za domostwem Kristy, nadając im złowrogie kształty kojarzące się raczej z cielskami potworów niż roślinami.
Ilość słów: 999

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lip 15, 2018 8:14 pm  

  W pewnym sensie Sechmann był zadowolony z tego, jak dobrze się wyraził, żegnając zarazem obawy Timma, jakoby to Egzarcha miał całkowicie źle pojąć jego słowa. Delikatnie uśmiechnął się, widząc na twarzy młodzika pewną ulgę – niestety na licu chłopaka nadal panowało zmęczenie. Na całe szczęście, ów Nerdyjczyk nie poddawał się przedwcześnie, a słowa Kratni zdawały się bardziej go motywować, niż zniechęcać do dalszych ćwiczeń, co dodatkowo budziło w synu Roderyka pewne nadzieje, na to, że z pomocnika drwala będzie jeszcze niezgorszy wojownik. Wystarczyło mu przecież podszkolić się w blokach oraz unikach, by szybko awansować do poziomu wyższego, niż reprezentował niejeden najemny włóczęga parający się walką na miecze.
  Kolejne słowa Nerdyjczyka nieco jednak Vitava zdziwiły. Nie spodziewał się, że osoba, którą pod skrzydła wziął ktoś tak skryty jak Riedl, nagle rzuci hasłem, co to jasno wskaże na to, że Holger jeszcze nie do końca pożegnał się z Initium. Przynajmniej nie we własnej pamięci, o czym choćby wskazywało trzymanie starych ksiąg, które z biegiem czasu niestety nadawały się już tylko na rozpałkę. Te parę zdań wystarczyło jednak, żeby po raz kolejny uświadczyć Egzarchę w przekonaniu, że pijaczyna wcale nie był głupi, a jedynie ten przeklęty alkohol namieszał mu w umyśle. Człowiek ten musiał w pewien sposób lubić zgłębiać arkany magii. Zresztą już wcześniej, czytając jego listy można było dojść do wniosku, iż nawet uczestniczył w produkcji dość zaawansowanej zaklętej broni. Broni, która ciągnęła się za nim jak smród po gaciach.
  Owszem, po tym jak ciało zostanie poddane działaniu Maszyny, człowiek jest w stanie wyczuć obecność poszczególnych aur. Drudzy, Egzarchowie, Pierwsi. Oni wszyscy posiadają inne aury. Kiedy już złapiesz pewną wprawę, możesz powiedzieć nawet, że czujesz jak pachną, bądź śmierdzą. Od Priori aż bije zgromadzoną energią, która drażni powonienie — nim bezpośrednio odpowiedział na pytanie Timma, postanowił trochę go poduczyć, dać pewne pojęcie, żeby mógł łatwiej zrozumieć niektóre rzeczy. — Problem w tym, że nie miałem okazji pooglądać wszystkich ciał. Widziałem Auriela, widziałem Amelie. Saladyna też widziałem. Ale tę trójkę najprawdopodobniej zabił Egzarcha, pozostawiając w ich wnętrznościach części zaklętej broni, którą się posługiwał. Bardziej przypominały one kawałki biżuterii, którą poobwieszany tu i ówdzie jest dom Anny, ale... Ale z tym mniejsza. To była ta lepsza wiadomość. Gorszą jest to, że wewnątrz chaty, w której rzeczywiście mieliście zamieszkać, gdzie zresztą ze mną byłeś, faktycznie czuć było aurę Pierwszego. Tego nie da się pomylić z niczym innym. Tak samo jak coś siedziało w tej piwnicy. W najgorszym wypadku mamy na głowie dwie problematyczne postacie, o których wiemy tyle co nic — podzielił się z chłopakiem swoimi dotychczasowymi spostrzeżeniami. Przynajmniej częściowo. — A skoro już jesteś gotów, wracajmy do treningu — dokończył i ponownie dobył Pokuty.
  Chłopakowi rzeczywiście szło znacznie lepiej, niż wcześniej. Co prawda nie można tu było mówić o potężnym postępie, jednak względem poprzedniej części szkolenia, było faktycznie lepiej. Tymczasem zaczynało się już ściemniać – mimo względnie wczesnej pory. Kiedy księżyc na dobre zagościł na niebie, Sechmann stwierdził, że na dziś starczy i pora odpocząć przy stole. Posilić się, napić i w miarę możliwości przygotować na ewentualny atak. Sam miał zamiar przy kolacji zamienić jeszcze parę słów z Kristą oraz Juną, a potem przez krótką chwilę pomedytować, odzyskać nieco sił. Udał się więc do wnętrza sklepu, gdzie wypatrywać zaczął znajomej twarzy młodej kobiety. Z góry założył, że pewnie są już na piętrze, toteż jeśli nikogo nie spotkał na dole, to właśnie tam poczłapał. Wgłębi aury miał nadzieję, iż kolacja jest już gotowa.
Ilość słów: 693

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 108

pn lip 16, 2018 12:47 pm  

Narrator

  Egzarcha doskonale odnalazł się w roli mentora i trenera w jednym. Odczuwał dumę z postępów i woli walki Timma. Imponowało mu, że chłopak nie poddawał się łatwo, z zacięciem trenując pomimo coraz wyraźniej rysującego się zmęczenia. Wiedział, że Nerdyjczyk ma zadatki na świetnego wojownika, wystarczy tylko podszkolić go w jakże problematycznej dlań defensywie. Czego jednak się nie spodziewał, to kolejne słowa młodzieńca. Tym razem zaskoczyło go jednak nie coś, co bezpośrednio tyczyło się jego tymczasowego ucznia, a słowa, które trochę lepiej kreśliły sylwetkę drwala. Holger po raz kolejny okazał się kimś wykraczającym poza schemat wieśniaka. Mężczyzna ten posiadał jeszcze na długo po rezygnacji z życia jako magus manuały, które posiadał jeszcze z czasów swego szkolenia. Była to wyraźna nić wiążąca go z Initium, co znaczyło, że Riedl nie był obojętny na piękno tajemnic magii. Tak przynajmniej uważał Krtań, dostrzegając w przechowywaniu skryptów o aurach znak, że starszy Nerdyjczyk jest człowiekiem inteligentnym, o wiedzy i ciekawości świata, której wielu mogłoby mu pozazdrościć… gdyby tylko nie nałóg, który złamał go jak wichura łamie drzewo spróchniało na wskroś. Vitav domyślał się, że może mieć to związek z produkcją bądź używaniem zaklętych przedmiotów, które z jakiegoś powodu sprowadziły na niego fatum. Żeby jednak rozwiać wszelkie wątpliwości, musiałby odbyć szczerą rozmowę z drwalem. Jeszcze przed krwawym wierszydłem namazanym na oknie domu Holgera byłaby to rzecz nie do pomyślenia. Teraz jednak owa groźba dawała niemrawe światełko nadziei dla Sechmanna jako detektywa – widać było, że Riedl autentycznie się przeraził, być może więc w końcu pójdzie po rozum do głowy i przestanie bawić się w wieczne podchody, które tak dobrze zajmują innych Vrlikanów. Waldgrosseńczyk jednak nic na razie nie mógł poradzić, będąc w wiosce i przeprowadzając trening, który miał być rozgrzewką jedynie przed nocnym czuwaniem nad bezpieczeństwem Kristy.
  Wracając jednak do owych papierzysk, które drwal przechowywał dopóki nie rozsypały się doszczętnie i nie nadawały się do niczego poza zapewnieniem odrobiny ciepła w tej zimnej jak serca samych mieszkańców osady – Timm zadał Krtani pytanie o możliwość detekcji aur, licząc na to, że mężczyzna wyjawi mu, kim jest ich przeciwnik. Sechmann, dobrze już wczuwszy się w rolę mentora, skorzystał z okazji i nieco poduczył chłopaka w kwestii magii. Wszak nigdy nie wiadomo, kiedy ta wiedza może się przydać. Potem zaś przeszedł do wyjaśnień, które to bynajmniej nie uspokoiły syna Kabira. Nerdyjczyk słuchał uważnie i pokiwał ze zrozumieniem głową, gdy mężczyzna zwrócił mu uwagę na niemożność obejrzenia ciał wszystkich ofiar. Potem nieco się rozluźnił na wieść o mordercy-Egzarsze. Gdy jednak Vitav wspomniał o wyczuwalnej wyraźnie aurze Pierwszego, w dodatku w domu, który miał początkowo zajmować razem z Riedlem, zbladł. Jego śniada cera przybrała kolor popiołu, a w oczach, nawet pomimo powoli zapadającego zmroku, widać było zwierzęcy strach. I nic dziwnego, Priori to wedle słów śledczego z Initium przeciwnik niezdatny do pokonania w normalnym starciu. Chłopak mógłby osiągnąć mistrzostwo w walce, a i tak nie byłby w stanie odbyć z taką istotą wyrównanej walki. To jednak nie przeszkodziło mu w tym, by chcieć dalej trenować. Gdy mężczyzna sięgnął do przytroczonej do pasa pochwy, młodzik posłusznie sięgnął po własny miecz i przyjął postawę, której z taką uwagą i cierpliwością uczył go Sechmann. Przez jakiś czas słychać było jeszcze klangor stali, dopóki Vitav nie uznał, że widoczność uniemożliwia dalsze ćwiczenie. Zarządził koniec treningu i obaj mężczyźni udali się do domu Kristy.
  Tak jak przeczuwał, obie kobiety wróciły do komnat mieszkalnych – a właściwie powróciła Juna, jej matka wszak, jako osoba rzekomo schorowana, nie schodziła nigdy na dół do sklepu. Niewiasty zostawiły uchylone drzwi, które dzieliły domostwo na część przeznaczoną do handlu i część przeznaczoną do toczenia życia rodzinnego. O tej porze bele materiału, tak artystycznie wcześniej porozkładane na stołach i półkach dawno już były pochowane, co w połączeniu z mrokiem panującym na parterze sprawiało wrażenie, jakby owe pomieszczenia zostały ogołocone przez złodziei, a sam dom opuszczony przez jego mieszkańców. Z piętra dobywał się jednak smakowity zapach kolacji, a z uchylonych drzwi u szczytu schodów sączyło się światło. Jak się okazało, nadzieje Sechmanna na ciepły posiłek koronujący ów męczący, obfitujący w rozmowy i nowe znajomości dzień, nie okazały się płonne.
  Juna, ubrana w skromną suknię z szarego płótna, ale jako i matka poobwieszana biżuterią, wyszła mężczyznom na spotkanie i poprowadziła ich do jadalni, gdzie królował stół, na którym ustawiono miski z kaszą i jakąś potrawą z grzybów i mięsa, dzban z kompotem śliwkowym i garnek z zupą.
  – Proszę, posilcie się. Zgodnie z życzeniem, nie opróżniłyśmy piwniczki z alkoholem. Mam nadzieję, że kompot jednak będzie dość dobry, mimo że trochę już ostygł… –mówiła młódka, sadzając Sechmanna po prawej ręce Kristy, sama zajmując miejsce z lewej strony krzesła, na którym zasiadła ta stateczna, ale bardzo strojna dama. Timm usiadł obok swojej ukochanej, zajmując miejsce trochę na uboczu, za to z dala od kobiety, która – co było widać po jej kąśliwym spojrzeniu – za nim nie przepadała.
Ilość słów: 1000

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 16, 2018 1:25 pm  

  Tak jak Sechmann przewidywał, przestrzeń sklepowa była opustoszała. Nie tylko brakowało tam samej Juny w roli obsługi, ale schowano – czy raczej przykryto – wszelkie cenne płótna, przez co z zewnątrz, zaglądając przez witryny, można było odnieść wrażenie, iż sklep został zamknięty na dobre, a właściciele zwinęli się stąd już jakiś czas temu. Właściwie takie postępowanie nie było wcale złym pomysłem, szczególnie bacząc na fakt, że nawet w tak małej osadzie jak Vrilka, razem z groźnym mordercą grasował również złodziej, a raczej złodziejki. Co prawda Krtań jakoś nie wierzył, by te kobiety miały odwagę włamać się do domu Kristy i powynosić cenne rzeczy, ale z drugiej strony... Kto ich tam wie? Nie takie rzeczy się już działy i to nie niekoniecznie we wioskach o niewielkiej – wręcz stale kurczącej się – populacji.
  Wolnym krokiem kierował się w miejsce, z którego wydobywał się kuszący zapach grzybów oraz kaszy. Niewiele więc myśląc pchnął drzwi, a za nimi zastał oczywiście – jak można było się spodziewać już wcześniej – Junę i jej matkę, Kristę. Młódka dość szybko posadziła go na miejscu, tuż po prawicy właściwej gospodyni domu. Timm zasiadł rzecz jasna obok swej wybranki serca, a ona sama obok swojej rodzicielki. W ten sposób wszystkie miejsca przy stole były już zajęte i można było spokojnie przystąpić do biesiadowania. Przysunął więc do siebie jeden z talerzy, nałożył nań kawałek mięsa, polał je sosem grzybowym, a na sam koniec zapełnił wolną jeszcze przestrzeń kaszą. Nim jednak zaczął jeść, wykonał charakterystyczny gest, który zwykle wykonywało się przed przystąpieniem do modlitwy, a potem rzeczywiście oddał Onym swe modły. W myślach, nie nakłaniając w żaden sposób pozostałych tu obecnych do tego samego. Gdy skończył, wziął do ręki sztućce i przystąpił do konsumpcji.
  Słusznie. W takich chwilach nie można pozwolić sobie na brak pełnej trzeźwości umysłu. Swoją drogą — odezwał się, w przerwie od przeżuwania, nalewając sobie w tym momencie kompotu do kubeczka — Śliwki, a raczej robione z nich przetwory są tu całkiem popularne. Nie tylko kompoty, ale nawet alkohol. Jakaś tradycja, czy po prostu najłatwiej tu właśnie o nie? — zapytał z czystej ciekawości. Nie chciał też po prostu spożywać posiłku w kompletnej ciszy. Lepiej było porozmawiać nawet o mało ważnych rzeczach, niż mieć zamknięte usta, a otwierać je tylko, by wziąć do buzi kolejny kęs mięsa.
  Ale trzeba przyznać, że jedzenie jest pyszne. Bez względu na to, czy to sprawka tego, że od dawna nie miałem w ustach niczego rzeczywiście dobrze przyrządzonego, czy to też faktycznie umiejętności kulinarne kucharki są na tak wysokim poziomie — pochwalił jedną z kobiet, bo właściwie nie miał do końca pewności, kto zajął się przyrządzaniem tego dania. Logicznie myśląc, wszystko wskazywało raczej na Junę, w końcu schorowana kobieta miałaby problem z zajęciem się kuchnią. W pewnym momencie, Egzarsze przypomniały się czasy, jak jeszcze był szczeniakiem, a żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazywały, że kiedykolwiek uda się do Initium. Rodzinne obiady zawsze wspominało się dobrze. Szybko jednak otrząsnął się z tego, doskonale wiedząc, że to nie czas na wspominki. Atmosfera zdecydowanie temu nie sprzyjała.
Ilość słów: 612

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 108

pn lip 16, 2018 2:49 pm  

Narrator

  Egzarcha przemierzał opustoszały sklep, w myślach chwaląc zapobiegliwość, jaką wykazała się Juna chowając towar na noc. Pamiętał wciąż o złodziejskiej rodzinie, którą miał okazję poznać w dość tragicznych okolicznościach. Trudno mu było ocenić, na ile owe kobiety były zuchwałe i gotowe do włamania do sklepu położonego w samym centrum wioski, w bliskim sąsiedztwie innych domów, zawsze jednak warto było się pilnować. Pozostawała też kwestia mordercy, ale ciężko było po nim oczekiwać, że zasugeruje się pustotą sklepu i odpuści atak. A materiały przywożone z dalekich miast, co poznać było po ich delikatnym splocie i wysokim gatunku nici, z jakich je wykonano, nie interesowały raczej zabójcę, który lubował się w wyrywaniu serc swych ofiar. Również i Pierwszemu nic po pięknych szmatkach.
  Tymczasem mężczyzna wraz z młodzikiem zasiadł do stołu. Kolacja, chociaż przyrządzona z prostych składników, wyglądała niezmiernie apetycznie i kusiła zapachem, zwłaszcza po godzinach spędzonych na treningu na zimnie. Krtań nałożył sobie słuszną porcję, ale nim zabrał się do jedzenia, pomodlił się. Było o co prosić Onych – o cierpliwość w kontaktach z Vrlikanami, o pomyślność w starciu z mordercą… – ale i za co dziękować – nie tylko za pyszny posiłek, ale i za to, że mężczyzna dożył owego wieczora. W tej wiosce każdy dzień zdawał się cudem.
  Gdy Waldgrosseńczyk schylił głowę, w ślad za nim poszły Krista i Juna. Timm najpierw odruchowo chwycił łyżkę, jednak szybko ją odłożył i również oddał się modlitwie. Nie uszło to uwadze obu kobiet. Matrona rzuciła w jego kierunku potępieńcze spojrzenie, młódka natomiast uśmiechnęła się lekko, jakby chciała go w ten sposób zapewnić, że nie stało się nic złego. Po chwili wszyscy zabrali się do jedzenia. Krtań, widząc przed sobą jakże swojski kompot z niezmiernie popularnych owoców, postanowił zgłębić tajemnicę śliwek jako najchętniej spożywanych w tej osadzie owoców. Odpowiedziała mu Krista, niezbyt subtelnie zezując w stronę młodych, którzy w typowy dla zakochanych sposobów wymieniali między sobą porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechy, starając się nie naruszyć żadnych norm obyczajowości przy stole.
  – Niestety, nie wiąże się z tym żadna legenda czy tradycja. Śliwki doskonale znoszą transport, toteż najłatwiej jest je zakupić. Są nie tylko dość tanie, ale i zamawiając skrzynkę ma się pewność, że większość owoców przetrwa –wyjaśniła, podając Vitavowi dość proste, ale wyczerpujące wyjaśnienie tajemnicy. Gdyby tylko inne zagadki dotyczące Vrliki dało się tak łatwo i szybko wyjaśnić…
  Sechmann oddał się jedzeniu, starając się przy okazji nie dopuścić, by całe towarzystwo w całkowitym milczeniu zjadło tę prostą, ale jakże sycącą kolację. Mężczyzna zdecydował się pochwalić zdolności kulinarne, przeczuwając, że za owym parującym daniem stoi nie Krista, a jej córka. Juna zarumieniła się i podziękowała skromnie, pobrzękując bransoletami, gdy sięgała po kompot. Ciężkie srebrne koła zdobiły roślinne ornamenty, a setki krzywizn i zawijasów odbijało słabe światło świecy, która samotnie rozświetlała stół. Sprawiało to, że jadalnię wydawała się spowijać magiczna poświata. W tych okolicznościach Vitav pozwolił swym myślom odpłynąć ku wspomnieniom domu rodzinnego. Otrząsnął się jednak z tego, nie chcąc, by cokolwiek rozpraszało jego uwagę.
Ilość słów: 621

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 16, 2018 3:27 pm  

  Jakby nie patrzeć, Sechmann nie był w żaden szczególny sposób zaskoczony odpowiedzą Kristy, choć gdzieś wewnątrz łudził się, że jednak śliwki mają jakieś szczególne miejsce w sercach wieśniaków... Przynajmniej dopóki te były na swoich miejscach. Słowa matrony jednak całkowicie rozwiały wszelkie wątpliwości na temat tych, jak się okazało, szlachetnych owoców, które były na tyle łatwe w transporcie – a w dodatku smaczne oraz wszechstronne – że na stałe zadomowiły się we Vrlice. Bardziej zaś zdziwił się spojrzeniem, które kobieta posłała Timmowi, gdy ten się zapomniał. Sam nie widział w tym nic złego, jednak doskonale rozumiał, że to zachowanie nie wynika wcale z świętobliwości i wiary gorejącej w tejże kobiecinie, a pewnej nienawiści, którą darzyła Riedla, co z kolei przechodziło na obecnego tu ów drwala pomocnika. Wolał tego jednak nie komentować.
  Teraz to nabiera sensu. Kiedy jeszcze mój ojciec żył, również trudniliśmy się handlem. Głównie bronią, chociaż matka lubiła sprowadzać sobie błyskotki. W końcu jednak spieniężyliśmy posiadłość w Kinkengardzie i przenieśliśmy się do Portu Awos. Ja nigdy nie miałem smykałki do handlu, toteż obrałem nieco inną ścieżkę. Patrząc na obecną sytuację, to może to i dobrze — skoro już niebawem miał opuścić Vrlikę, to postanowił co nieco o sobie opowiedzieć. Może i nie dzielił się całą historią swego życia, ale rzucił kilka słów o swoim pochodzeniu, co mogło w pewien sposób zdziwić kobiety. Zapewne miały go za człowieka pochodzącego z prostej rodziny, a kiedy do ich uszu dotarła wieść o tym, jakoby to Egzarcha miał wywodzić z familii parchów. Toć to mogło stawiać ich na równi – oczywiście gdyby tylko Krtań prowadził rodzinny interes i nadal miał w swym władaniu dawną posiadłość.
  Minuty leciały, a talerz robił się bardziej pusty, niż pełny. Sechmann raz jeszcze popił potrawę kompotem, a potem podziękował za kolację i wstał od stołu. Dosunął krzesło, a potem skierował się do pomieszczenia, w którym miał nocować. Odpiął od pasa torbę i położył ją na stoliku. Poszukał czegoś, czym mógłby zapalić świecę, a gdy już to zrobił, wyjął swój dziennik. Zapisał w nim kilka zdań, które wydawały się dla mężczyzny być dość istotne w całej sprawie. Gdy skończył, usiadł wygodnie na łóżku i zaczął medytować, dopóki coś nie wybiłoby go z rytmu. Spodziewał się także tego, że prędzej czy później do jego drzwi zapuka Timm. W końcu młodzik już wcześniej chciał poznać zdanie Vitava na temat Juny i Janika.
Ilość słów: 474

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 108

wt lip 17, 2018 10:26 am  

Narrator

  Chociaż odpowiedź Kristy była niezmiernie logiczna, Sechmann poczuł lekkie ukłucie zawodu – tak lekkie, że ledwie odczuwalne. Vrlika ze swą burzliwą i wątpliwą przeszłością pełną wzmianek o wysłanniku Onych o czerwonych ślepiach i okrutnym składaniem ofiar z niewinnych, posępnymi mieszkańcami i wiecznym śniegiem dookoła była wprost stworzona do wyjątkowych tradycji. Wybór śliwek jako sztandarowy owoc wykorzystywany w kuchni był co prawda ze wszech miar najpraktyczniejszy, ale bez oparcia o żadną mitologię był rozczarowująco mało poetycki. Mężczyzna jednak nie poświęcał uwagi tak trywialnym sprawom zbyt długo. Nawet kąśliwemu spojrzeniu starszej kobiety w stronę poczciwego młodzieńca nie pozwolił zbyt długo zagościć w swoich myślach. Ot, Timm miał te nieszczęście, że wychowywał go znienawidzony przez Vrlikanów drwal, w dodatku tak jak on był cudzoziemcem. Coś takiego dla zaściankowych, ksenofobicznych wieśniaków było nie do pomyślenia. Sechmann zdążył już może nie tyle pogodzić się z tym faktem, co nie pozwolić mu wpływać na jego tutaj funkcjonowanie. Nie przybył tu, by umożliwić młodym zamęście, rozwiązać konflikty Holgera ani w żadnym podobnym celu. Chciał schwytać mordercę, li i jedynie.
  Kolacja przebiegała już bez żadnych zakłóceń, o ile wcześniejsza ostra nagana we wzroku matrony mogła być liczona jako takowe. Krtań, w przypływie ochoty na zwierzenia, opowiedział co nieco o swojej rodzinie. Nie wdawał się w szczegóły nieistotne w owym momencie, podkreślił natomiast fakt, że i on wywodził się z zamożnej rodziny kupieckiej. Timm spojrzał na niego zaskoczony, jakby spodziewał się, że jego trener pochodzi z rodu o długiej tradycji wojennej. Obie kobiety wykazały natomiast życzliwe zainteresowanie – Krista spytała, czy tego typu interes w Waldgrossen przynosił sporo zysków, Junę natomiast zainteresowało, jak to jest prowadzić handel w tak dużym mieście. Z wypiekami na twarzy zasypała Sechmanna gradem pytań, a wszystkie tyczyły się nie tyle przedsiębiorczej strony, ile odczuć Vitava dotyczących bliskości konkurencji, możliwości popatrywania na oferty innych i klimatu miejsca, gdzie handel kwitł zapewne o wiele lepiej niż w tak małej osadzie jak Vrlika. Obie niewiasty, mimo dość jednoznacznego zainteresowania pieniędzmi ze strony matrony, nie wdawały się jednak w szczegóły tego, czemuż to rodzinny interes został sprzedany. Nie wiadomo było, czy to z powodu wyuczonego bądź wrodzonego taktu, czy też z braku zainteresowania aż tak osobistymi aspektami historii Egzarchy.
  W końcu wieczerza zakończyła się. Nim mężczyzna został poprowadzony ku izby, w której miał spać, Juna – pełniąca funkcję zarówno gospodyni, jak i służki – zebrała wszystkie naczynia i pozmywała po posiłku. Pomógł jej w tym Timm, oczywiście z typowej dla zakochania woli ułatwienia każdego aspektu życia swojej wybranki. W oczach Kristy jednak świadczyło to o tym, że sam młodzieniec czuje się parobkiem w ich domu, co też nie omieszkała się wspomnieć, gdy przez niecały kwadrans siedziała razem z Sechmannem przy stole bez towarzystwa młodych. Kobieta zdecydowała się wykorzystać tę chwilę, by przekazać Waldgrosseńczykowi pewną wieść:
  – Po naszej rozmowie poleciłam Junie poszukać zapisków mojego dziadka. Trzymamy je na strychu razem z innymi pamiątkami, które w pokojach wyglądałyby zbyt skromnie. Gdy mój dziadek uczył się sanctinu i zapisywał litery jeszcze niezbyt poradnie – co też wróciło mu na stare lata, gdy głowa i ciało coraz częściej odmawiały mu posłuszeństwa – opisał przekazywaną dzieciom ówcześnie metodę składania ofiar. Rzeczywiście, kiedyś były one wieszane, jednak nieprawdą było, że cała wioska udawała się na biesiadę, gdy ich dzieci porzucano w lesie. Tak naprawdę każdemu dziecku towarzyszył niespokrewniony dorosły, nie mógł jednak mieć przy sobie żadnych przedmiotów. To rodzi pytanie, skąd pojawiały się powrozy, na których wieszano ofiary, niestety spisana przez dziadka historia tego nie wyjaśnia. Nie wiem niestety i już się nie dowiem, czy dziadek spisał swoją fantazję na ten temat, czy też zapisał starannie każde przekazane mu słowo. Pomyślałam jednak, że przy pańskim zainteresowaniu tematem warto o tym wspomnieć –krótko po tych słowach kobieta życzyła Vitavowi dobrej nocy i ciężko wstała zza stołu, by drobnymi, niezmiernie powolnymi kroczkami podreptać do własnej sypialni. Juna tymczasem wróciła z Timmem, oboje przy tym byli zarumieni. Wargi dziewczyny były opuchnięte, a koszula chłopaka wymiętoszona przy kołnierzu, jednak poza tym prezentowali się dość przyzwoicie. Młódka poprowadziła Sechmanna do pokoju pomiędzy sypialniami obu kobiet. W pokoju znajdowały się dwa łóżka, a swoim wystrojem przypominał trochę pokój, który kiedyś przeznaczono dla dzieci – świadczyły o tym nieliczne zabawki z drewna i figurki przedstawiające zwierzęta gospodarskie. Jak wyjaśniła dziewczyna, rodzice kiedyś liczyli, że oprócz niej pokój zajmie jej siostra, niestety zmarła w trakcie porodu i drugie łóżko nigdy nie zostało wykorzystane. Timm natomiast dostał pokoik znajdujący się nieco dalej od sypialni młódki – możliwe, że na usilną prośbę Kristy, która nie życzyła sobie, aby chłopak kręcił się obok jej córki – za to bliżej drzwi dzielącej dom na część mieszkalną i sklepową.
  Młodzik życzył Sechmannowi dobrej nocy, co miało znaczyć tyle, że liczył na to, że nie muszą obawiać się ataku na Junę i jej matkę. Powiedział, że przygotuje się do półsnu, w jakim zadeklarował się trwać, by w razie niebezpieczeństwa móc od razu zerwać się z łóżka, a Egzarcha wykorzystał ów czas, aby uzupełnić swoje zapiski. Dziennik powoli zapełniały kolejne wnioski i spekulacje wynikające ze zdobytych w trakcie tego dość żmudnego śledztwa. Pozostawało mieć nadzieję, że Sechmann odkryje tożsamość mordercy oraz – co ważniejsze – zdoła go powstrzymać, nim ten wybije pozostałych przy życiu mieszkańców wioski. Tymczasem zapisał skrupulatnie kolejne zdania, po czym oddał się medytacji. Trwało to jakiś czas, dopóki nie usłyszał wilczego wycia gdzieś nieopodal, jakby sfora stłoczyła się pod sklepem. Gwałtowny podmuch wiatru zastukał okiennicami, otwierając je. Zbiła się przy tym szyba, a odłamki szkła – materiału niezmiernie rzadkiego i cennego w osadach tak ubogich jak Vrlika – wleciały do środka razem z płatkami śniegu, układając się w finezyjny wzór. Sechmann dostrzegł w owym przypadkowo utworzonym kolażu zarys głowy otoczonej pętlą, czy może raczej takie wrażenie było wynikiem rozmyślaniom o ofiarach mordercy.
Ilość słów: 1141

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości