"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Rottenberg

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Zdamir
Posty: 13
Miano: Zdamir
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Korony: 20

czw gru 07, 2017 4:01 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Obcy zachowywał spokój. Gilthunder nie mógł być jednak pewnym czy w ciemności dłoń nieznajomego nie wędruje do pochwy w której schowany mógł mieć sztylet. Bardziej niż na wzorku, musiał polegać na słuchu i tylko jego uszy podpowiadały mu że obcy wciąż stoi w tym samym miejscu. Na jego szczęście, ów przybysz znajdował się w dokładnie tej samej sytuacji. Choć z drugiej strony nie mógł przeszukiwać domostwa w takich okolicznościach.
  I czego Ci w tym liście napisali, co? Zaproszenie na własny pogrzeb? – Zapytał ironicznie obcy, chwilę potem odpowiadając na pytania inkwizytora. – Jestem złodziejem, korzystałem z okazji i kradłem. Miałem zamiar uciec jeszcze tej nocy i tobie radzę to samo, Egzarcho z Exidium. Pierwszy nie będzie cierpliwie czekać aż sam powiesisz się na drzewie.
  W jego głosie czuć było szorstkość i powagę. Jeśli mówił prawdę, to okolica zdecydowanie nie była bezpieczna dla pojedynczego człowieka, nawet jeśli posiadał profesjonalne wyszkolenie w tropieniu i łowieniu tych bestii. Obecność istoty mogłaby wyjaśniać zniknięcie wszystkich mieszkańców osady. Pozostawały jednak jeszcze kwestie ciał i autora listu. Egzarcha usłyszał krótkie, przyciszone stuknięcie przed sobą.
Ilość słów: 214

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

ndz lut 11, 2018 2:58 pm  

  Gilthunder wydawał się już lekko podirytowany całym zdarzeniem. Napotkał na swojej drodze przeszkodę, tak traktował złodzieja, który zagradzał mu drogę. Postanowił podejść go sposobem.
– Dobrze więc, powiedz mi gdzie mogli udać się ludzie z tej wioski, a zostawię Cię w spokoju i ruszę ich tropem.
Starał się zabrzmieć jak najbardziej przekonująco, aby ten nie nabrał wątpliwości. Sytuacja była beznadziejna na atak frontalny, ponieważ nikt podczas szarży nie chciałby natknąć się na sztylet wchodzący mu pod żebra niczym nóż w ciepłe masło. Odczekał chwilę oczekując na odpowiedź, która występując, dałaby mu jakąś poszlakę.

  Obserwował dokładnie to co mógł obserwować w ciemności w zachowaniu mężczyzny. Jeżeli był zwykłym złodziejem, hieną żerującą na pustych domostwach, to wyświadczyłby tylko przysługę całemu światu ścinając mu łeb. Słysząc stukot przed sobą, wyciągnął bezszelestnie swój miecz przed siebie i nie czekając na reakcję ze strony przybysza, wypuścił ze swojej klinki ostre, rażące światło. Było na tyle silne, że w takich okolicznościach, bez problemu oślepiłoby nawet ślepego.
  Postąpił po tym parę kroków na przód, nie atakując, ponieważ sytuacją wciąż była niepewna. Oczekiwał bardziej na jakiś szaleńczy ruch ze strony złodzieja, po czym wytrąciłby mu cokolwiek miałby w dłoni, bądź odciąłby mu ją gdyby sytuacja tego wymagała. W razie poważniejszego zagrożenia, prawdopodobnie ciało zareagowałoby same i przebiłby go na wylot. Ostatnia ewentualność była taka, że użyłby swojego Boskiego Przyspieszenia, aby uniknąć zagrożenia i wyprowadzić szybką kontrę. Po całym zajściu, przeszukałby dom jeszcze raz w poszukiwaniu jakichś zapisków, śladów, tropów.
Ilość słów: 312

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lut 11, 2018 11:39 pm  

Narrator

  Choć Gilthunder tego w ciemnościach dostrzec nie mógł, to złodziejaszek spojrzał – a właściwie to próbował to zrobić – na niego z politowaniem. Cicho sapnął. Jego sylwetka wyraźnie nieco zmieniła kształt, a raczej pozycję. Mężczyzna pochylił się przy najbliższej okiennicy i solidnie pociągnął za drewniane uchwyty. W powietrze wzbił się kurz, który stał się widoczny dzięki światłu księżyca, co to teraz wpadało do pomieszczenia. Zdążył jeszcze wypowiedzieć parę słów, nim Burzowy Rycerz przystąpił do własnych działań.
  — Tak właściwie... — na moment zamilkł i podrapał się po czarnej, koziej bródce — Pobiegli do kamieniołomu. Za radą tego dziada co tu niedawno wpadł i zaczął się rządzić. Nie wiem co teraz robią, nie zdziwiłbym się, gdyby już byli rozsmarowani po całej okolicy. Heh... — zaśmiał się pod nosem, sięgając przy tym do wiszącej szafki.
  Naczynia, które chciał zabrać, jednak pochwycić nie zdążył. Szybciej oślepiły go jasne jak samo słońce promienie buchające z miecza Gilthundera. W panice zaczął miotać się na boki, a z jego gardzieli wyłonił się stos przekleństw, które najlepszy szewc by się nie powstydził. W końcu potknął się o niezbyt wysoki mebel z trzema szufladami. No i upadł, ale tak z impetem. Z jego kieszeni wysypało się trochę złota, a on sam zaczął trzeć oczy brudnymi łapami.
  — Coś ty... coś ty kurwa zrobił? Pojebało cię, człowieku?! — wykrzyczał z wyraźnymi pretensjami w głosie. I darłby się tak dalej, gdyby nie szczekanie psów, krzyki ludzi oraz blask pochodni wyłaniających się zza góry. Wszystko to było świetnie widać z okna, które chwilę temu otworzył złodziejaszek.
  — Zabić Pierwszego! — krzyknął ktoś z tłumu.
  — Spalić czego się dotknie! Wioskę odbudujemy, ale żyć nie odzyskamy! — wyrwał się drugi głos.
  — Niechaj nas Oni prowadzą i nam błogosławią! — zabrzmiał donośny, damski sopran.
  — Coś ty kurwa narobił? — spytał z wyraźną rezygnacją wyjęty spod prawa — Wiesz co się właśnie stało? Wiesz? — dodał — Wzięli cię za jebanego Pierwszego. A ja ginąć nie zamierzam — wziął głęboki oddech i wykrzyknął po chwili — Tu jest, kurwa! Tu jest, pomocy, ludzie! —
  Pochodnie były coraz bliżej, a wraz z nimi rozwścieczony tłum z jednym wyróżniającym się człowiekiem na czele. Teraz jego sylwetka była zdecydowanie wyraźniejsza. Przypominał Egzarchę, któremu Burzowy Rycerz miał przynieść pomoc...
Ilość słów: 432

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

pn lut 12, 2018 12:34 am  

  Egzarcha wysłuchał, co złodziej miał do powiedzenia, widział zaniepokojenie w jego ruchach, kiedy ten otwierał okno. Widocznie ta sytuacja trzymała go w większym dyskomforcie niż młodego Gila. Kiedy usłyszał o całej sprawie z ludźmi prowadzonymi do kamieniołomu przez starszego człowieka, wiedział iż mowa tu o jego nowo mianowanym towarzyszu do tej misji.
  Podczas wykonywania swojej akcji, Gilthunder ruszył w stronę przestępcy, który po pokracznej kombinacji wymachiwania rękoma i rogami, przewrócił się i poleciał z hukiem na podłogę. Odgłosy zwierząt wracały powoli zza pagórka, tak jak i ludzkie. Lekka ulga na sercu, znaczyło to, że nie wszyscy zostali wyrżnięci i będzie się można kogoś zapytać o zaistniałą sytuację. Nie przejmował się jękami i krzykami złodzieja. Nie interesowały go nawet jego spekulacje na temat tego, że pospólstwo weźmie go za Pierwszego, bo kątem oka dostrzegł postać wyróżniającą się w tłumie. Był to najprawdopodobniej Egzarcha, któremu młody Inkwizytor miał pomóc w rozwiązaniu problemów. Bo jak wielu wiedziało w jego kręgach, całe życie spędzał na tropieniu i uzyskiwaniu informacji o tych, którzy wielbili Pierwszych i ich samych.
  – Zamknij mordę hieno... – powiedział, po czym szybkim pchnięciem, miał zamiar zakończyć marną egzystencję złodzieja leżącego na podłodze. Miecz następnie schował i skierował się do wyjścia z gospody.
Otworzył drzwi z siłą rozwścieczonego mężczyzny, użył do tego wiele siły, przy czym nie kosztowało go to wiele wysiłku. Ruszył przed siebie, a w tle nawoływanie ludu, światła pochodni i księżyca, który opatulał jego lico. Bardzo dobrze czuł się w nocy, jakiś wróżbita powiedział mu kiedyś, że do każdego człowieka przypisane jest ciało niebieskie, a jego właśnie był księżyc. Szarawe włosy przechwytywały blask, który nadawał mu majestatyczną grzywkę. Widząc zbliżających się ludzi, zrzucił płaszcz na ziemię i uniósł prawą rękę w powietrze z otwartą dłonią.
– Jestem Egzarchą z Exitium! Przybywam tu z misją ratunkową! –oczywiście nie taka była misja, ale chciał jakoś uspokoić rozwścieczony tłum.
– Zapytajcie swojego przywódcę czy mogę mówić prawdę! – była to jego ostatnia deska ratunku, jeżeli ludzie by nie zwrócili uwagi na jego słowa.

  Jego scenariusz pisał się w dwóch barwach. Pierwsza bardzo jasna, w której pospólstwo posłucha go lub Egzarchę na czele, o ile był to Egzarcha, a nie Pierwszy używający swoich sztuczek i będą mogli porozmawiać. Druga, czyli ucieczka przed goniącym go tłumem ludzi, uważającym, że jest potworem i wymuszającym na nim poszukanie schronienia.
  Jego umiejętności dyplomatyczne nie były na najwyższym poziomie, oraz biorąc pod uwagę okoliczności musiał się liczyć na niefortunne potoczenie się sprawy.
Ilość słów: 505

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lut 12, 2018 5:51 pm  

Narrator

  Gilthunder postanowił działać szybko. Czym prędzej pozbył się złodziejaszka, czerwieniąc przy tym swój miecz, a chwilę później przystąpił do pierwszej linii obrony – tym razem były nią słowa. Wystąpił na zewnątrz zrujnowanej nieco gospody i stanął przed rozwścieczonym tłumem, gotowym ponieść Pierwszego na zaklętych widłach, a potem przypiekać go energetycznym ogniem... A przynajmniej to miał w zamiarze, bowiem jedynie jedna – choć teraz właściwie to już dwie – osoba mogła coś tu wskórać. I był to Egzarcha z Exitium, któremu Burzowy Rycerz miał przybyć z odsieczą, by ramię w ramię mogli stawić czoło przebrzydłej kreaturze, będącej zmorą tutejszej społeczności. Tak więc na krzyk młodego wojownika odpowiedział inny krzyk, dochodzący prosto z ust osobnika stojącego najbardziej z przodu rozbestwionego tłumu.
  — A niech mnie! Cisza ludzie, cisza! Pomoc do nas przybyła, teraz to tej cholerze przebrzydłej dopiero pokażemy! — zakrzyknął, a po chwili tumult ustał. Najwidoczniej miał niemały posłuch w Rottenbergu, a o to ciężko być nie musiało. Wiocha była niewielka i raczej zapomniana przez większość, a dopiero obecność Pierwszego zrobiła swoje. Wracając jednak do Egzarchy – ten podszedł powoli do Burzowego Rycerza, choć swymi słowami zdawał się zapewniać ludzi o przyjaznym nastawieniu nowego przybysza, tak jego krok był niepewny. Dopiero gdy był wystarczająco blisko, by sam blask księżyca mógł pozwolić mu dostrzec twarz chłopaka, cicho odetchnął.
  — Dobrze wiedzieć, że Nakamura był rad wysłuchać mniej prośby i posłał ciebie do pomocy. Krząta się tu taka jedna bladolica kurwa o czerwonych ślepiach i terroryzuje mieszkańców... — zaczął — Ale gdzie moje maniery? Jestem Ulrich, wołają na mnie Żelazna Łapa. Ale tu teraz nie jest bezpiecznie, nie kiedy nasza pułapka wyszła na jaw. Powinniśmy odprowadzić wieśniaków do kamieniołomu, zanim coś ich zabije — dokończył. Schował miecz do pochwy i czekał na to, co odrzeknie Gilthunder, nowy nabytek Rottenbergu, kolejna osoba do tej małej krucjaty przeciwko Pierwszemu...
Ilość słów: 357

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

pn lut 12, 2018 7:57 pm  

  Chwile niepokoju, zastygnięty w jednej właściwej pozie przed małą armią z widłami i siekierami, czekał na rozwój wydarzeń. Ku jego przekonaniu, nie byli bezmózgą zbieraniną ludzi z osiłkiem na czele. Nie wielu byłoby na tyle głupich aby atakować każdego, którego uzna się za Pierwszego, bo co jeżeli rozwścieczą takiego? Na pewno nie wróżyłoby to nic dobrego, lecz oni posłuchali... On posłuchał.
  Dźwięk wydobywający się z nieszczególnie wyraźnej postury rosłego mężczyzny, utrzymał go w przekonaniu, że nic mu nie grozi z ich strony. Zastanawiał się tylko, czy to lepiej dla niego, czy dla nich, że nikt nie rzucił się do bójki. Nie chciał zdecydowanie testować tego w tej sekundzie. Jego ręka powędrowała w dół, a kiedy mężczyzna zbliżał się powoli w jego stronę, ten utrzymywał palce prawej dłoni zza pasem, do którego przypięta była pochwa miecza. Chciał być gotowy na każdą ewentualność. Nie wykluczył jeszcze możliwości zmiennokształtności Pierwszych.
  – Witaj Ulrichu, nazywam się Gilthunder i będę Ci towarzyszyć aby uporać się z naszym zadaniem. Liczę na owocną współpracę i szybką eliminację celu. – powiedział spokojnie, chłodno, aż dla niejednego wydawałoby się zbytnio formalnie. Zaczął od przedstawienia siebie i powodu swojego pojawienia się w tej wiosce, po czym przeszedł dalej.– Mam nadzieję, że jesteś na tropie Pierwszego, a ci ludzie nie przeszkadzają Ci w łowach. – spojrzał na dziwaczny w tych okolicznościach tłum. Niby wszyscy wściekli i gotowi do walki, ale jednemu farmerowi leciały łzy i ciekły smarki z nosa, które z przerażenia odbijały się w świetle pochodni, którą trzymał. Kilka kobiet o różnej masie ciała, niektóre bez zębów przednich. Wśród tłumu wyróżniała się tylko i wyłącznie jedna osóbka. Była to młoda kobieta, na oko niewiele młodsza od Gila. Przykuła uwagę swoją bardzo delikatną urodą, blond warkoczami i brązowymi oczyma. Wyglądała jak księżniczka zagubiona wśród pospólstwa.
  – Powinniśmy kierować się w stronę kamieniołomu, tak jak zarządziłeś przedtem. Najlepsza pozycja dla nas broniących się, jeżeli wróg będzie miał ograniczone drogi do naszej małej eskapady. – odparł, podnosząc swój płaszcz z ziemi i zakrywając głowę kapturem, zaczekał aby ruszyć za Ulrichem.
Ilość słów: 421

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lut 13, 2018 8:56 pm  

Narrator

  Mężczyzna uśmiechnął się od ucha do ucha. Teraz w blasku pochodni Burzowy Rycerz mógł dostrzec jego lico w pełnym obliczu – lekko wiszące policzki, liczne zmarszczki, sama skóra poorana bruzdami. Oczy osadzone raczej głęboko, zabarwione wyblakłym błękitem. Usta spękane, a nos pikujący w dół, dość duży zresztą. Na nim samym widniało kilka piegów, które zdawały się zanikać pod gąszczem innych niedoskonałości kalających twarz Egzarchy. Włosy niby czarne, ale w wielu miejscach pokryte już siwizną. Dość krótkie, równo przystrzyżone, z głębokimi zakolami. Postura choć pokaźna, to jednak jakby oklapła, pod zbroją zapewne znajdowało się zmęczone już życiem ciało, które swoje najlepsze lata miało dawno za sobą. Ten jednak zdawał się tym nawet nie przejmować. Ba! On chciał dopiąć swego celu za wszelką cenę, o czym wysłannik Exitium miał się przekonać już za moment.
  — Oj, Gilthunderze. Oczywiście że jestem na jego tropie, choć lepiej byłoby powiedzieć, że on jest na naszym. W każdym razie wzajemnie depczemy sobie po piętach. Tylko żaden z nas do tej pory otwarcie nie zaatakował — odparł Ulrich, pełen ekscytacji, jakby właśnie spełniał swoje największe marzenie — Ci ludzie? Przeszkadzają? A gdzieżby! Tak właściwie to... — nieco ściszył głos i nachylił się nad, o prawie głowę niższym, Burzowym Rycerzem, by wyszeptać parę słów, świadczących o jego bezwzględności — To mieli jedynie odwrócić uwagę kreatury, a kiedy on przedzierałby się przez ten tłum swymi bladymi łapskami, ja bym wbił mu miecz prosto w plecy — skończył i znów uśmiechnął się jak gdyby nigdy nic.
  — Ale w rzeczywistości, winniśmy zwrócić się w stronę kamieniołomu. Teraz jest nas dwójka, powinno pójść lepiej — dodał jeszcze swym zachrypłym głosem — Słuchajcie ludzie! Wracamy do kamieniołomu. Nie musicie się już dłużej lękać, bowiem nie tylko ja was bronić będę, ale też i nasz przyjaciel z Exitium, Gilthunder! — zakrzyknął, kładąc dłoń na ramieniu Egzarchy. Po chwili w eter uniósł się kolejny, cholernie głośny krzyk stworzony wspólnymi siłami zgromadzenia. Tym razem radosny. W górę wzniosły się także pochodnie, widły, siekiery, a nawet motyki. Ludzie najwidoczniej byli zdesperowani oraz niezbyt douczeni, bądź wprowadzeni w błąd – sam Ulrich bowiem raczej wiedzieć powinien, że Pierwszego nie da się zranić zwykłą bronią, a jedynie zaklętym przedmiotem lub zaklęciem samym... i nie raczył tej prawdy przekazać mieszkańcom Rottenbergu.
  Kamieniołom był dość blisko, ale i tego spodziewać się można było po tak niewielkiej osadzie składającej się z kilku domostw, gospody i jednego budynku przeznaczonego do świętowania, bądź czczenia Onych. Wystarczyło 5 minut by przejść na drugą stronę wioski i znaleźć się tuż przy sporym wykopalisku otoczonym przez prostokątne zbitki desek, na których spoczywały spore głazy – świeżo wydobyte i niedawno przytargane na miejsce. Na innych spoczywały już gotowe cegły, w pobliżu nie było widać jednak żadnej stajni, w której trzymano by konie. Najwidoczniej po towar przyjeżdżać musiał ktoś z zewnątrz. Dziwnym też był fakt, iż wszystkie domy w Rottenbergu wzniesione były na bazie drewnianych bali i desek, a za dachy robiła strzecha, zaś dostrzec się nie dało ni jednego murowanego gospodarstwa. Teren wokół kamieniołomu był oświetlony, tworząc tym samym niemal idealny okrąg sięgający daleko w głąb ziemi. Niżej zejść dało się jedynie przy pomocy prymitywnych rusztowań, które wyglądały jakby zaraz miały się rozlecieć. Same kamienie zaś wyciągane były przy pomocy niezbyt imponującego dźwigu składającego się z kilku kłód drewna, grubej liny i dwóch wołów, które właśnie w spokoju przeżuwały trawę. Najwidoczniej nikt nie pomyślał o tym, aby zamknąć gdzieś na noc zwierzęta.
  — Zostaniemy tutaj do rana, dopiero potem będziecie mogli rozejść się do domów. Nie będę ryzykował, że któremuś z was coś się stanie, za dużo już tu tragedii — powiedział głośno Ulrich, stojąc przed zgromadzeniem. Był pewny siebie, a brzmiał nawet charyzmatycznie.
  — A ty co o tym sądzisz, Gilthunderze? Zostaniesz tu z nami czy ruszysz szukać bestii? Ja osobiście myślę, że powinieneś tu pozostać, w dwójkę raźniej. I w razie czego łatwiej cholerę zabić — spytał, wpatrując się przy tym w Burzowego Rycerza. W jego wzorku było coś dziwnego, ale z pewnością nie niepokojącego...
Ilość słów: 803

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

wt lut 13, 2018 10:36 pm  

  Ulrich wyglądał na strasznie zmęczonego życiem, lecz w jego przyblakłych już oczach Gil dostrzegł zaprawionego w boju wojownika, którego dusza wciąż zionęła młodzieńczym ogniem. Podobała mu się jego postawa. Przeżył tyle lat będąc Egzarchą, znaczyło to, że miał doświadczenie i można było relatywnie polegać na nim w boju jako dodatkowym ostrzu.
  Młody Gilthunder w świetle księżyca dostrzegł coś niezwykłego. Poczuł coś niezwykłego w powietrzu, jakby elektryzujący promień przeszywający jego ciało. Ta noc należała do niego. Co miało się stać, stanie się właśnie przy blasku tego księżyca. Poprawił kaptur, przyglądał się zachowaniu swojego kompana i całemu tłumowi. Jego zmysły zawsze były wyostrzone kiedy na nieboskłon wchodziły gwiazdy.
  – Rad jestem twojej pewności iż polujemy na siebie nawzajem. – odparł krótko, po czym zapadło z jego strony milczenie. Nie widział powodu wymieniania śliny, gdy było to nie potrzebne. Po swojej głośnej prezentacji, przytaknął lekko głową, aby nie wyszło, że jest jakimś dziwadłem bez manier, lecz nie chciał odzywać się do tłumu bez przyczyny. Przyjazne zagadywanie nie było w jego naturze. Oddał ich w ręce Ulricha, który miał tam największe poważanie.
  Kilkanaście minut w marszu przy świetle pochodni chłopów, badanie terenu, nie przesadne, lecz zrozumiałe. Kamieniołom nie robił na nim większego wrażenia, wręcz przeciwnie wydał się znajomy. Może nie w podobnych okolicznościach, lecz w podobnych warunkach geograficznych napotkał kiedyś grupę wyznawców potępionego kultu białolicych, co dało mu krótkie przebłyski. Warunki pogodowe jednak były bardziej sprzyjające, ponieważ nie zapowiadało się tej nocy na deszcz. Zwierzęta jak i to, że żyjąc tak blisko kamieniołomu, przykuło jego uwagę i zrodziło kilka pytań, które oczywiście zachował dla siebie. Wiedział, że Pierwsi nie żywili się bydłem, mogli je co najwyżej zarżnąć z czystej zabawy. Brak tego stałego i bardzo solidnego budulca w jakiejkolwiek chałupie również był dziwny.
  Marsz zakończył się już w miejscu docelowym jakim była jedna ze ścian prowadząca w głąb wielkiej dziury. Rozglądnął się bardzo zachowawczo w okół siebie, sprawdzając docelowe drogi jakich mógł użyć potencjalny łowca. Nie był nawet na sto procent pewien, czy mają do czynienia z Pierwszym. Wysłanie dwóch Egzarchów jednak nie było przypadkowe i musiał zakładać, że takowy właśnie znajduję się w pobliżu. Przypomniał sobie również o opisie ich ofiary, która podobno miała mieć czerwone włosy. Słaby kamuflaż wśród ciemnozielonych zarośli i szaroburych skał. Brać pod uwagę jednak trzeba było pułapkę i zaskoczenie.
  – Dobra decyzja. –zszedł z tonu kierując się bezpośrednio do starego wojownika. –Będziemy tutaj dobrze osłonięci jeżeli dobrze rozstawimy ludzi. Nie mam zamiaru porywać się samotnie na łowy nie będąc głównym łowczym. Nasze szanse wynosiły tyle samo co tej kreatury, zważywszy na to, że może nas w tej chwili obserwować, a my jej nie dostrzegamy. Zostańmy tutaj razem i dopilnujmy żeby wszystko poszło w miarę gładko i bez zbędnych ofiar. – mówił to szeptem, niczym wiatr kołyszący liście na wietrze. Nie chciał wzbudzać podejrzeń wśród tłumu.
  Przystąpił do przygotowań własnych i pozostawił niczego nieświadomych wieśniaków w rękach doświadczonego Urlicha.
Ilość słów: 614

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw lut 15, 2018 8:11 pm  

Narrator

  Sam Ulrich był najwidoczniej bardzo zadowolony z postawy Burzowego Rycerza, bowiem od paru minut z jego lica nie schodził – nawet na moment – uśmieszek, oczy Egzarchy przepełniał zaś ogień. Ogień woli walki, którego siła gdzieś na bok odpychała zmęczone życiem ciało. Wyciągnął więc z pochwy jednoręczny miecz, stanął przed tłumem i uniósł go do góry.
  — Długo czekaliście na ten dzień, mieszkańcy Rottenbergu! Wielu z was miało mnie za dziwaka, jeszcze inni twierdzili, że nie jestem wam potrzebny. Ale dziś... dziś jest inaczej. Dziś, wczoraj, jak i tydzień temu doświadczyliście prawdziwego terroru, bezwzględności i chorej żądzy siania przemocy. Jednak tej nocy zakończymy ten proceder! Niechaj księżyc mi będzie świadkiem, kiedy łeb Pierwszego spadnie z jego karku! — zakrzyknął. Nadal zachęcał ludzi do boju, podtrzymywał w nich ducha walki oraz morale.
  Tuż po tych słowach odpowiedział mu kolejny okrzyk wydany przez zgromadzonych tu mieszkańców, pełen werwy i zapału. I właśnie w tym momencie wszystko zaczął trafiać szlag. Gilthunder jako pierwsza osoba poczuł delikatny powiew wiatru na swej twarzy. Chwilę później zerwał się – lub po prostu został wywołany – prawdziwy, srogi świt. A jeszcze parę sekund w przód coś rozbłysło. Rozbłysło, prysło i stworzyło na niecały moment widoczny, wręcz skondensowany powiew, który zerwał kilku wieśniaków w górę, a następnie poniósł prosto wgłąb dziury. Równie szybko jak to wydarzenie, cały tumult ucichł i rozbiegł się we wszystkie strony świata. Kolejny błysk, niemal jak błyskawica. Blady obiekt prawie z prędkością światła przeleciał dosłownie przed nosem Gilthundera, by skierować się tam, gdzie mieszkańcy porwani przez wiatr. I wtedy wszystko ucichło. Działo się to w tak szybkim tempie, że nikt nie mógł nawet sensownie zareagować. Słychać było tylko głośne uderzenie i dźwięk łamanych kości. Prosto z głębokiej dziury.
  — Żesz kurwa jego mać... — skomentował Ulrich i przełknął głośno ślinę. Z jego twarzy nagle zniknął uśmieszek, a zastąpiło go zdziwienie oraz przerażenie – co swoją drogą wyglądało całkiem komicznie — Nigdy wcześniej nie widziałem nic tak szybkiego. Właściwie to wcześniej nawet tego Pierwszego nie widziałem, ale nie sądziłem, że to... — przerwał, kiedy z nienaturalnie stworzonego krateru wyłonił się snop światła i po chwili zgasł — Chyba na nas czeka — dodał i więcej się nie odzywał. Czekał na to, co powie Burzowy Rycerz. A ten przed chwilą był świadkiem tego, jak wieśniaczka, która wcześniej wpadła mu w oko, szybuje, a potem upada. Ze śmiertelnym skutkiem.
Ilość słów: 475

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

czw lut 15, 2018 9:04 pm  

  Gil był lekko zażenowany faktem iż ludzie są tak słabi psychicznie i potrzebują być co rusz podnoszeni na duchu przez osoby od nich silniejsze. Sprawiało to tylko, że utrzymywał się w przekonaniu iż bez Egzarchów i Drugich, tacy jak oni wymrą doszczętnie w najbliższym czasie.
  Ostra smuga wiatru uderzyła go w twarz, po czym zaczęło się istne rodeo. Był świadkiem tego jak śnieżnobiałe błyski oświetlały okolicę i znikały, a ludziska prawdopodobnie nic nieświadomi zostali oślepieni przez tajemniczą moc pojawiającą się znikąd.
  Widok zawieszonych w powietrzu wieśniaków dał mu do zrozumienia jasno, że to była istota nie z tego świata. Białe smugi, bo tylko tyle widział musiały należeć do Pierwszego, który posłał w głąb kamieniołomu kilkoro członków szalonej eskapady Urlicha. Niespotykana moc przepełniła cały otwór jak i okolicę. Włoski na całej skórze Gilthundera stanęły dęba, a on sam uznając się za niezwykle wyczulonego i szybkiego przedstawiciela swojego społeczeństwa Egzarchów, nie mógł zareagować na ruchy przeciwnika. To był pierwszy raz kiedy na jego czole pojawiła się kropla potu nie pochodząca ze zmęczenia.
  Młody rycerz przymrużył lekko oczy, gdy zorientował się iż do krateru wleciała kobieta, która mogła nie być z tej wioski. Głuchy odgłos łamiących się kości od upadku z zabójczą prędkością odbił się głuchym echem w jego głowie. Nigdy w życiu nie mierzył się oko w oko z Pierwszym i ta ekscytacja i lekkie przerażenie mieszało mu w brzuchu. Poczuł motyle, jak młodzieniec udający się na swoją pierwszą randkę z ukochaną.
Reakcja Ulricha utwardziła go w opinii, że również nie dostrzegł nadciągające znienacka ataku. Wyjął swój miecz z pochwy, trzymając go w lewej ręce i ścisnął tak jakby wiedział, że ktoś ma zamiar mu go ukraść.

  – To było szybkie – odparł w stronę starego wojownika. Mając w głowie świadomość, że pchają się w paszczę lwa bez żadnego konkretnego planu, nie widział innej opcji niż frontalnego ataku. Nie wiedział, czy chciał tego uniknąć, czy wręcz przeciwnie. Walcząc z godnym przeciwnikiem zatracał się kompletnie w walce, a ruchy partnerów tylko go opóźniały. Zdawał sobie sprawę, że jeżeli poniesie go tam na dole, to może to być grób specjalnie dla niego wykopany. Zerknął na Urlicha i wzrokiem pokazał kierunek, z którego dochodziło światło.
– Albo on, albo my Urlichu. Atak frontalny, złapiemy go na dwa fronty. Kieruj się za mną i uważaj na rusztowaniu pod nogi – powiedział Gilthunder kierując się w stronę jedynej możliwej ścieżki w głąb przepaści.

  Postawił pierwszy krok, a jego serce wykonało niesłychanie silny uścisk. Była to adrenalina, która pompowała się przez jego żyły. Zamarł na dosłownie pół sekundy i ruszył przed siebie. Świadom niestabilności rusztowania, postanowił zejść sprawnie, nie łamiąc pod sobą belek i nie naruszając konstrukcji dla towarzysza. Ich jedyne zmartwienie w takiej sytuacji było tylko takie, że kreatura mogła zaatakować ich podczas schodzenia, lecz nie było innej drogi w dół.
  Gil jeszcze przez jakiś czas odczuwał ucisk powietrza jaki wykonał ruch Pierwszego na jego twarzy. Pomyślał sobie wtedy, że musiał być dwa, trzy razy szybszy od niego, lecz po to trenował przez ostatnie kilkanaście lat. Dla chwil jak ta. By uśmiercić te potworne wynaturzenia.
Ilość słów: 614

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pt lut 16, 2018 8:58 pm  

Narrator

  Ulrich przez chwilę się zawahał, a wskazywało na to zarówno jego ciało, jak i mowa. Pierwej przełknął raz jeszcze głośno ślinę, potem zakasłał pozbywając się przy tym nieprzyjemnej chrypki i w końcu się odezwał. Cóż, struny głosowe drgały mu nad wyraz mocno, bowiem chyba dopiero teraz dostrzegł prawdziwą powagę sytuacji, w której znajdował się wraz z Burzowym Rycerzem.
  — Co prawda... Co prawda nie wiem czy to dobry pomysł, Gilthunderze. Widziałeś jaki był szybki? — spytał, a na jego licu malować zaczął się grymas. Ogień w oczach jakby przygasł, a styrana twarz wojownika, znów zaczęła być po prostu zwyczajna — Z drugiej strony jak nie teraz to nigdy. Idź więc przodem, jak mówisz — odparł. Mocniej ścisnął rękojeść miecza, a dokładniej to pochwycił ją obiema rękoma.
  Dwójka Egzarchów wkroczyła w końcu na skrzypiące deski, będące prowizorycznym rusztowaniem, swoistą drogą wiodącą teraz ku przeznaczenie, a zwykle po prostu na dno kamieniołomu, w którym wieśniacy w pocie i krwi wydobywają zarówno cenniejsze kruszce, jak i po prostu lity kamień. Tak czy inaczej – osoba o słabszych nerwach pewnie już by się załamała i to nie tylko z powodu czekającego na dole Pierwszego, a tego cholernego hałasu, jaki tworzył każdy krok. Drewno trzeszczało wyjątkowo mocno, zresztą nie było czemu się dziwić. Stale wystawione na działanie natury – słońce, deszcz, wiatr oraz to, co Gilthunder lubił najbardziej: burzę. A na tą zaczynało się właśnie zbierać. Księżyc, który miał być świadkiem porażki bladolicej kreatury właśnie przesłoniły ciemne chmury, a z nieba zaczęły delikatnie opadać krople deszczu. Gdzieś w oddali coś błysnęło, a po chwili do uszu mężczyzn dotarł huk. Tym razem nie był to Pierwszy, a zwyczajny piorun.
  Droga była długa, zaokrąglała się i co rusz przyprawiała o dreszcze. Żelazna Łapa chciał kilka razy dać nogę, jednakże w ostatniej chwili opamiętywał się i wykrzesywał ze swej duszy resztki heroizmu oraz odwagi. W końcu oboje znaleźli się na tyle nisko, by dostrzec delikatny zarys sylwetki nagiej kobiety. Coś jednak z nią było nie tak, a co dokładnie takiego, wiedział raczej każdy kto kiedykolwiek dostrzegł na oczy Pierwszego. Skóra blada, niemal biała. Oczy błyskające szkarłatem, włosy koloru śniegu oraz kilka delikatnych, błękitnych ścieżek biegnących pomiędzy piersiami, odbijających w prawo na biodrach, a potem ciągnących się aż do stopy. Gdyby była człowiekiem, można byłoby powiedzieć, że to wyjątkowa piękność. Wyróżniała się szczególnie tatuażem lekko nachodzącym na lewy oczodół, choć bardziej były to dwie blizny żarzące się błękitem, a ulatniała się z nich lekka mgiełka koloru tego samego. Wokół postaci leżała jakaś szóstka ciał. Byli to martwi wieśniacy, którzy wcześniej uczyli się latać... I najwidoczniej nauka się nie powiodła
  Gdy tylko Pierwsza dojrzała Ulricha oraz Gilthundera, odskoczyła do tyłu i zacisnęła pięść, formując w niej coś w rodzaju skumulowanej energii przeistaczającej się powoli w broń o kilku ostrzach w rozstawieniu przypominającym różę wiatrów. Spojrzała pełnymi nienawiści oczyma na swoich oponentów i syknęła pierw coś niezrozumiałego w Sanctinie, strasznie cicho. Dopiero potem odezwała się do Burzowego Rycerza i Żelaznej Łapy. Jej głos brzmiał jak trzy różne nałożone na siebie – dwa niskie, jak i jeden wysoki. Dość przerażające, szczególnie w tej scenerii. Teraz jednak nie było odwrotu.
  — Ilu głupców jeszcze nosi ta ziemia? Ona należy do nas! — ryknęła, a jej ciało w tym momencie kilka razy błysnęło białym światłem.
  — Mamy przesrane, Gilthunderze, ona nas zabije — wymamrotał Ulrich, trzęsąc się przy tym jak osika...
Ilość słów: 687

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości