"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

0. Przykładowa Karta Postaci (Człowiek)

Księga, której karty przepełnione są mianami mieszkańców całego Everoldu. Innymi słowy – dział, w którym odnajdziesz wszelkie Karty Postaci. Zarówno te zaakceptowane, jak i odrzucone.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 164

sob lis 04, 2017 2:59 pm  

Informacje ogólne

Miano Wilkomir Diabłodziej
Pseudonim Pierun
Wiek 42 (04.04.1483 – Paoia)
Pochodzenie Księstwo Jaksaru, Konary
Grupa Ludzie


Prezencja

  Wilkomir to człek postawny, zbudowany dobrze, ze metr i osiemdziesiąt pięć centymetrów mierzący. Na oko to tak ze dziewięćdziesiąt, albo i sto kilogramów ważący. Robota w polu sprawiła, że Pierun może się przed dziewkami, czy zwykłymi kurwami, prężyć. Nie raz swej siły dowiódł, kiedy trzeba było miejscowego pasterza zrugać za opierdalanie się podczas pracy.
  Ciało mężczyzny pokrywają liczne blizny. Nawet nie takie co to w boju dzielny woj zdobędzie, a potem się nimi chwali, a jeno to raz się siekierką sam ciachnął, a innym razem ostrzem kosy po nogach przejechał. To ciężka praca na farmie uczyniła jego skórę tak szpetną, choć z drugiej strony też twardą jak stal.
  Na czubku głowy przedwczesna starość zawitała, w postaci siwych włosów, oraz sporych zakoli. Nieco niżej wysokie czoło, a w miejscu, w którym winne być brwi... zwyczajnie ich nie ma. O dziwo nie jest to skutek żadnej klątwy, czy głupiego pierdolenia miejscowego żercy, a po prostu taki się urodził. Już od małego nic mu nad oczami nie rosło. Natomiast jeśli już o gałach mowa, to są one niewielkie, koloru szaro–zielonego. Wbrew pozorom, czujnie obserwują okolicę i wykrywają złodzieja kur czy bydła na milę. Nos, średniej wielkości, powiedzieć można. Ni duży, ni mały, ot zwykły nochal przeciętnego Jaksarczyka. Za to pod nim to już dumny, siwy wąs spoczywa, który własne odnóża sobie wyhodował, a na wietrze zdaje się, że uciec by chciał, kurwisyn jeden. O ustach też nieco by powiedzieć można było, gdyby nie to, że wcześniej wspomniany jegomość całkowicie je przysłania. Tak czy siak – dość wydatne, popękane, koloru praktycznie takiego samego jak skóra – blade. I to właśnie kolejna dziwna rzecz jaka Diabłodzieja w życiu spotkała. Na chłopinę słońce nie działa, ni cholery. Opalić się nie da rady, mimo tych wszystkich lat spędzonych na roli – nie zmieniła się nic a nic!
  Na samym torsie, prócz pokaźnych muskułów, nieco blizn odnaleźć można. Tutaj jest kilka takich, z których Wilkomir nad wyraz jest zadowolony – bo z "pola bitwy" one pochodzą. Niegdyś jakiegoś psubrata z południa przywiało, który w nocy parę kur zaczął ganiać, coby je ukraść. Chłopek źle trafił, bo z kurnika Diabłodzieja je podjebać chciał, a wtedy Pierun się zbudził, by po chwili jak grom z jasnego nieba, złodzieja kur siekierką pierdolnąć z siły całej. Tak mu wyrżnął, że prawie nogę uciął. Niestety przybłęda z Sułtanatu dorwała się do jakiegoś dziwacznego miecza i zdążyła Wilkomira nim ciąć przez klatę. Długo na złość bladoskórego czekać nie trzeba było – objawiła się ona w kurach biegających przez kilka dni w czerwonym, lepiącym się pierzu.




Natura

  Rzec że Wilkomir jest porywczy, byłoby dla niego rzeczą krzywdzącą. Bowiem człowiek to z reguły spokojny, jeno czasem nazbyt emocjonalny. Wbrew pozorom sprawiedliwość to dla niego rzecz święta – a naruszanie rzeczy świętych trzeba karać surowo. Jako że z rodziny chłopskiej pochodzi, to do głowy wpojono mu raczej proste wartości. Co prawda nawet za bardzo czytać nie potrafi, ani pisać tym bardziej, a jednak wykazuje jakieś oznaki inteligencji. Kto wie, może jeśli zacząłby się intensywnie uczyć, to i by coś więcej z niego wyszło?
  Nim Diabłodziej został Sołtysem, był osobą niezbyt rozgarniętą, która nie potrafiła dobrze zarządzać majątkiem i zasobami ludzkimi. Z czasem jednak, w ciągu lat pięciu, wykształcił w sobie pewną żyłkę do takich spraw. Po kilku miesiącach nawet polubił robić interesy z kupcami. Nie zwracał uwagi na czyjeś pochodzenie, czy to z Jaksaru, czy to z Cesarstwa, albo Królestwa. Jedynie do ludzi z Sułtanatu ma pewien uraz, bo którejś pamiętnej nocy, jakowyś ciemnoskóry kurwisyn chciał mu kurę podjebać. Oczywiście nie puścił mu tego płazem i odrąbał chłopkowi nogę, którą potem podwiesił nad kominkiem. Dopóki śmierdzieć przeokrutnie nie zaczęła – była ozdobą domu Diabłodzieja.
  Ludzie mówią, że jest dobrym Sołtysem, bo i serce ma dobre. A tutaj jest nieco sprzeczności, bo choć sprawiedliwy – to sprawiedliwość w swoim skrzywionym punkcie widzenia postrzega. Często też raczej jest przychylny tym bardziej opłacalnym decyzjom, niż tym co mogą komuś zgubę przynieść. Strata jednego dla zysku wszystkich – to jego zasada. Ponadto uważa, że chłopi nie powinni żyć w takiej biedzie. A jeszcze bardziej nie podoba mu się fakt, że te pierdolone kurwisyny od Kniazia – jak zwykł ich nazywać – ściągają "nieco" za dużo podatki.




Historia

  Historia Wilkomira rozpoczyna się czwartego kwietnia roku 1483, kiedy to właśnie na świat przyszedł. Matka jego na dzień ten długo czekała, i to wcale nie dlatego, że tak bardzo dziecka pragnęła, a po prostu nie mogła pracować i musiała dnie całe w rozpadającej się ruderze przesiadywać. Mroczne to czasy Konarów były, nieco tajemnicą owianie. Kobieta urodziła małego Diabłodzieja, nie odnosząc przy tym żadnych większych uszczerbków na zdrowiu, ba, już na trzeci dzień poleciała w pole, by sadzić owies czy pszenicę... któż by teraz to pamiętał? 42 lata już od tego momentu minęły!
  Dzieciństwo miał, rzec można, beztroskie – jeśli pominąć by pracę na roli, czy ganianie bydła. Prócz niego, w tym okresie narodziło się sporo dzieci, na brak rówieśników więc narzekać prawa nie miał. Może i nie wszyscy do tej chwili dożyli, jednak nadal niektórzy mają się dobrze, jak na ten przykład Jasiek Miodomir, co to się owcami zajmuje. Parę dobrych wspomnień z nim Pierun w swej pamięci zachował, to i często przymyka oka na głupoty, które chłop wyczynia. Cóż... nierzadko przysparza to pewnych kłopotów, ale jednak przyjaźń to przyjaźń, prawda? Wobec swoich trzeba zawsze być lojalnym! A przynajmniej kiedy to widzą.
  Jakoś tak na czternaste urodziny babka go postanowiła zielarstwa uczyć zacząć. Wszystko szło dobrze, Diabłodziej wykazywał nawet drobne zainteresowanie tymże rzemiosłem, aż do momentu, kiedy zechciał babci pomóc z bólami pleców. Zebrał kilka roślin, które wydawały mu się być łagodzące ból, osuszył je, skruszył, po czym wymieszał z gorącą wodą. Podał to starowinie, a ta dzień później zmarła. Podobno takiej sraczki dostała, że jelito wysrała, ale ile w tym prawdy, to nawet sam Pierun nie wie, bo więcej kobieciny na oczy swe nie ujrzał.
  Kiedy około lat osiemnaście na karku miał Wilkomir, na świat nadeszła zagłada. Atak Pierwszych, którzy zaczęli panoszyć się po kontynencie. Już trwający wtedy konflikt między państwami wtedy nie wpływał dobrze na życie chłopów, a co dopiero atak tych bestii władających magią! Konary spłonęły, zostały zniszczone przez magicznego wroga. Diabłodziej ledwo uszedł z życiem, szczęście miał wręcz ogromne. W okolicy zjawił się orszak Egzarchów z Drugimi na czele, którzy starali się odpierać atak Pierwszych. Niedługo po tym wydarzeniu wszystkie państwa doszły do porozumienia i razem zjednoczyły się przeciwko prawdziwemu zagrożeniu.
  Wioskę odbudowywać zaczęto już jakiś tydzień po zakończeniu wojny. Początkowo nowym sołtysem został ojciec Pieruna. Jednakże człowiek był to już o wieku sędziwym, ledwo parę lat Konarami porządził, a potem mu się zmarło na zawał. Kilka lat miejscowość stała bez sołtysa, a rządzili sami ludzie. W końcu jednak dostrzegli, że było to złe, a nowym "władcą" został nie kto inny jak sam Wilkomir Diabłodziej, syn poprzedniego herszta plebsu. Tak oto rozpoczyna się nowa historia Konarów, wioski położonej gdzieś na Wielkim Stepie, co jakiś czas nękanej przez bandytów, często odwiedzanej przez wędrownych, jak i miejscowości, która zyskała tytuł "siedliska idiotów". A wszystko to przez niezbyt wysoki iloraz inteligencji ludzi ją zamieszkujących...




Ekwipunek

  • UbraniaNic ponad stare, znoszone łachy. Szare spodnie i niegdyś biała koszula. Miejscami widać zacerowane dziury. Są dość przewiewne, idealne na pracę w polu. Niezbyt szykowne, żeby nie powiedzieć wcale. Tak naprawdę ulubiony ubiór Wilkomira – bo prawie nie czuć, że ma się coś na sobie.
  • ToporekToporek bojowy, w który Diabłodziej zaopatrzył się u pewnego przejezdnego handlarza. Całkiem ładna rzecz. Jedno ostrze. Trzon długi na jakieś sześćdziesiąt centymetrów. Dobrze wyważony. Ostrze wykonane z hartowanej stali. Jak się go trzyma w ręku, to czuć jakieś półtora kilograma.
  • TarczaOkrągła drewniana tarcza, wzmacniana stalowymi elementami. Tj. cała obwódka ze stali. No i jeszcze środek, także okrągły i stalowy. Nieco już używana, ale nie zapowiada się na to, by szybko miała się rozlecieć. Waży może z kilogram, maksymalnie dwa. Promień tarczy to jakieś szesnaście, czy siedemnaście centymetrów. Ogółem robota, powiedzieć można, dębowa – bo i z dębu rdzeń przedmiotu jest wykonany.
  • Stary BestiariuszStara książka, która kiedyś przez przypadek mu wpadła w ręce. Właściwie to znalazł ją przy trupie jakiegoś kupca. Stwierdził, że nieboszczykowi do niczego się już nie przyda, a Wilkomirowi wręcz przeciwnie. Nie ma pojęcia ile może być warta, jednak dla samego Diabłodzieja jest dość cenna – dzięki niej nauczył się nieco czytać, jak i szczątkowo pisać. Po jaksarsku, rzecz jasna.


Ilość słów: 1824

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości