Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Zgnilizna

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr gru 13, 2017 7:17 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  — Jeśli mnie zabijesz, to będziesz musiała machać tym swoim kajecikiem na prawo i lewo. Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Zabijanie mnie, znaczy się, rzecz jasna — odparł myślą na myśl Adelruny, nadal wpatrując się, a wręcz wwiercając swój wzrok w plecy Inkwizytora z Zakonu Niebiańskiego Płomienia. Przez moment można było odnieść wrażenie, że najzwyczajniej w świecie Kaito zaraz zrobi mężczyźnie sporą krzywdę... Tak się jednak – na szczęście – nie stało.
  — I tak, raczej ich odwiedzę. A raczej odwiedzimy razem. Jeśli zignorujemy ich zaproszenie to wezmą to za obrazę, a jeśli wpadniemy do karczmy to pewnie stwierdzą, że mają wszystko pod kontrolą. No i dobrze, przynajmniej nie będą nam dyszeli na karku — dodał jeszcze, po czym kopnął konia w zad i obrócił się w stronę ratusza — Za dużo czasu już zmarnowaliśmy na tego pajaca. Jak mówisz, Pierwsi wzywają, zatem w stronę burmistrza — dokończył, po czym ruszył. Tuż za Adelruną.
  Ratusz – choć tak wielki jak Klasztor Braci Powściągliwych nie był w żadnym stopniu – nadal budził pewien podziw. Dość wysoka konstrukcja o posępnych wykończeniach, połączona dodatkowo ze spichlerzem, co dodawało mu kolejnych metrów objętości. Śmiało przejście się na nogach wokół tego "cudu" architektury, można by było uznać za spacer. Pytanie tylko kto chciałby spacerować po miasteczku, w którym rzekomo grasują Pierwsi? No cóż... Ale przynajmniej parę stojących, a raczej wbitych w ziemię palików się znalazło. I nawet jeśli ich przeznaczeniem nie było pilnować koni, coby te nie uciekły, tak teraz musiały spełnić tę rolę.
  Wnętrze budynku, do którego tak żwawo wkroczyła Milczka było równie zadziwiające, co on sam. I wcale nie chodziło o piękny wystrój, setki ozdób i świecącą się złotą podłogę – było kompletnie na odwrót! W porównaniu do patosu z jakim wzniesiono serce Grottham, jego wyposażenie wręcz wołało o pomstę do Onych. Może i do kompletnej biedy brakowało całkiem sporo, lecz ściany nadal pozostawały niemal nagie, miejscami mocno zdrapane, meble na pierwszy rzut oka mówiły o swym wieku, a na podłodze walało się błoto. Najwidoczniej brak personelu – prócz samego burmistrza, który "ochoczo" wyszedł na powitanie Drugim – dawał się mocno we znaki.
  — Witajcie, podróżni, witajcie — powiedział znudzonym głosem — Kolejnych magusów mi do miasta ściągnęli, ja pierdo... — wymamrotał do siebie pod nosem, gdy tylko spostrzegł się, iż jego goście mają lica ukryte pod maskami. Szybko się jednak zreflektował. Poprawił okrągłe binokle, pogładził się po siwej, szpiczastej bródce, a potem podrapał po zmierzwionych włosach, a raczej resztkach tego co zostało. Raz jeszcze przeleciał swymi niebieskimi oczyma po sylwetkach wysłanników Exitium, a potem głośno westchnął.
  — Czego to aura, a właściwie aury pragną? Pewnie po wiedźmy, czy tam innych Pierwszych przyjechali? Zdradzę wam tajemnicę. — rzekł i zasugerował za pomocą dłoni – jak i mowy – by podążyć za nim. Daleko nie było, bo jedynie do sąsiedniego pomieszczenia, które wyglądało na zwyczajne biuro — Otóż — zaczął, zwalając w tym samym momencie z biurka całą masę papierów — W Grottham — otworzył jedną z szuflad i wyciągnął z niej butelkę wina, a z sąsiedniej półki ściągnął trzy kielichy — Żadnych pierdolonych Pierwszych nie ma — dokończył zdanie i polał. Wskazał ręką dwa krzesła, a potem oczyma naczynia z winem.
  — Wieśniak, ten co za rzeką mieszka, zdaje się mieć inne zdanie. Kowal ponoć też — odbił piłeczkę Kaito, jednocześnie sięgając po szkło z trunkiem. Uniósł delikatnie maskę i posmakował napoju — Całkiem smaczne, spodziewałem się szczyn — skomentował.
  — Najlepsze jakie w tych zakątkach można dostać. Raczcie się nim teraz, bo w karczmach dostaniecie gówno, a nie wino. Ale o czym to my... ano tak. Wieśniak głupoty, za przeproszeniem, pierdoli. Stary pijaczyna. A kowal? Kowal zidiociał do reszty, odkąd mu ktoś dzieci porwał, albo jaki niedźwiedź je zeżarł, to wszędzie Pierwszych widzi. Kwestia czasu, aż kogoś zatłucze. Ale to nie moja robota, niech się te leniwe gnoje ze straży miejskiej na coś w końcu przydadzą. Zresztą możecie tych no, tych z Nerdii zapytać. Od kilku tygodni tu ślęczą i nic. Chociaż wy to się chyba nie lubicie za bardzo, co? — ściszył nieco głos pod sam koniec zdania, akcentując przy tym słowa "nie lubicie" i "co".
  — Możemy nawet sobie jak psy do gardła skakać, ale teraz nie czas na waśnie. Dopóki nie przekonam się, że Pierwszego tu nie ma, to nie uwierzę, że tak jest. Taki ze mnie nieco odwrotny niedowiarek — odparł Kaito. Krótko i treściwie.
  — Róbcie co chcecie, tylko mi miasta nie zdemolujcie — odpowiedział zrezygnowany, podpierając się na dłoniach. Po chwili uniósł do góry sam wzrok, prosto w stronę Adelruny — A ta co tak cicho siedzi? Niemowa jaka czy co? —
  — Koleżanka cierpi na... cierpi na pewną przypadłość. Kiedy ktoś jest zbyt ciekawski to milczy, bo wyobraża sobie go uwiązanego do stalowego pala, a wokół rozżarzone, płonące drwa. Nieco więcej szacunku do wysłanników Exitium, burmistrzu — sztywno odparł Iwasaki. Nie zapowiadało się jednak na to, żeby miał opuścić pomieszczenie. Za to "wpadł" z impetem do głowy Adelruny, czekając na jakiś jej komentarz, spostrzeżenie, bądź cokolwiek, co by chciała powiedzieć...
Ilość słów: 967

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

wt gru 19, 2017 2:23 pm  

  Oczywiście, że Adel pójdzie z Kaito odwiedzić zakonników w karczmie podczas biesiady. Oczywiście również, że nie podobało jej się to ani trochę. Ciężko było ją zaliczyć do osób, które w ogóle były obyte z nieco mniej wyszukaną formą rozrywki, w przeciwieństwie do jej towarzysza, który miał nieco więcej życia od niej. I właśnie, jakże miałaby się umieć bawić, gdy całe życie trwała pod kluczem? Nijak, nasuwała się sama odpowiedź i tak też na samą myśl siedzenia przy wątpliwej muzyce i z wątpliwymi ludźmi, podczas gdy gdzieś tam czyhają Pierwsi, wzdrygała się.
  Kaito tego przyznać nie chciała, chociaż podejrzewała, że on sam to wiedział, w końcu nie wiedziała, do jakich dokładnie jej myśli miał dostęp, ale lubiła to jego gadanie i przekomarzanie się. Rzecz jasna jego buta nieco ją czasami denerwowała, ale jego niepoważne w niektórych sytuacjach zachowanie było dlań przeciwwagą oraz rozładowywała wewnętrzne napięcie.
  Dalsza część miasteczka nie prezentowała się godnie, chociaż Adelruna nie spodziewała się niczego innego po samym zapachu, który przenikał przez jej maskę i robiłby to nawet, gdyby nałożyła na siebie zaklęcie filtrujące smrodki. Trzeba było jednak przyznać, że nawet na tle sporego klasztoru, ratusz prezentował się, przynajmniej gabarytami, całkiem dobrze. Rzecz jasna cudem architektury to raczej nigdy nie było, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz, ale nie można mieć wszystkiego, szczególnie tutaj. Na przykład nosa, nie można tutaj mieć nosa.
  Powitał ich burmistrz, ale powitanie to było dosyć... niemiłe. Runa uniosła pod maską brew, słysząc narzekania na kolejnych magów, oczywiście się nie odzywając. Posłusznie ruszyła jedynie za nim i Kaito, wchodząc do jego gabinetu. Kielich przyjęła, na krześle usiadła, ale w przeciwieństwie do towarzysza nawet nie tknęła trunku w środku. A na słowa mężczyzny jedynie bardzo cicho westchnęła, bo na tylko tyle było ją stać, do tego pokręciła mocno głową. Oczywiście istniało prawdopodobieństwo, że Pierwszych rzeczywiście tutaj nie było, ale dopóki się nie upewnią, jak Iwasaki to stwierdził, to nie mogą stąd wyjechać. Poza tym równie dobrze burmistrz mógł coś ukrywać lub chciał wierzyć, że ich nie ma.
  Uśmiechnęła się znów, słysząc słowa Kaito. Zaraz jednak skrzywiła, gdy zamiast standardowego mrowienia na ciele poczuła igły wbijające się w całe ciało. Owszem, do bólu była przyzwyczajona, ale nie lubiła, gdy mężczyzna z takim impetem wpadał do jej głowy. Odwróciła się doń z wyrzutem i znowu pokręciła głową.
Co ty wyprawiasz? Zwolnij może trochę, co? Poza tym masz rację, nie możemy stąd wyjechać tylko dlatego, że jedna osoba mówi, że niczego tutaj nie ma. Ale możesz zapytać o tych braci klasztornych, czy oni może nie będą czegoś więcej wiedzieć i czy w ogóle dopuszczają kogokolwiek do siebie. Zastanawia mnie, czy Zakon zdołał się tam dostać lub chociaż z kimś stamtąd porozmawiać. Poza tym ciekawe, co ma do powiedzenia o tym smrodzie.
Ilość słów: 580

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr gru 20, 2017 5:04 pm  

Narrator

  — Eee... tak --- wydusił z siebie burmistrz, gdy usłyszał słowa wypowiedziane przez Drugiego. Badawczo jednak spojrzał na Adelrunę, gdy ta pokręciła głową do swego towarzysza. Cóż, zapewne po prostu uznał to za dziwne zachowanie. W końcu kto normalny siedzi przez całą rozmowę cicho, nie wcina się, a gdy ewidentnie jest poruszany jego temat to milczy tak samo. No, Milczka tak robiła.
  — Nie szalej, nie masz dwunastu lat. Nie będę się pieścił z twoją aurą przy rozmowie z tym bufonem. Już i tak dziwnie się na nas gapi. I ta, zapytam jeszcze — "odmyślał" Iwasaki.
  — To jeszcze raz i nas tu nie ma. Jak to było z tymi Braćmi Powściągliwymi? — spytał.
  Burmistrz pokręcił głową i znów polał do kielichów, a chwilę potem zaczął opowiadać o tym jak to wszyscy do Grottham przybywają tylko po to, by ujrzeć ich klasztor, jak to oni nie szanują jego woli, jak to są zamknięci w sobie. Narzekań nie było końca.
  — Burmistrzu, przepraszam serdecznie, ale Pan pierdoli od rzeczy. Pytając jak to z nimi jest, miałem na myśli, czy mogą wiedzieć coś o Pierwszych — rzekł Kaito zakładając rękę na rękę. Wstał od stołu i popatrzył się na kielich pełen wina. Oj korciło go, korciło. Burmistrz zaś zaczerwienił się jak dojrzały burak. Trzęsącą dłonią ściągnął z oczu binokle i położył na stole. Sięgnął do jednej z kieszeni po bialutką chustę, którą przetarł twarz.
  — A skąd mam wiedzieć, na Onych! Kilka razy powtarzałem, że te skurwysyny w sznurowanych pasach z tego swojego pierdolnika nie wychodzą! — cedził przez zęby, nerwowo jak nigdy wcześniej. Oddychał głęboko. Taka odpowiedź zatkała nawet Drugiego, który przez chwilę zmieszany nie wiedział co powiedzieć i przez ten moment ze trzy czy cztery razy zaczynał i przestawał wchodzić w myśli Milczki. Mężczyzna w końcu jednak ochłonął — Wybaczcie. Wybuch złości, czasami tak miewam. Rządząc Grottham łatwo nabawić się nerwicy — dodał, a potem szybciutko opróżnił kielich. Co zresztą zrobił też Iwasaki, dzięki czemu powróciła jego zdolność mowy. Adelrunie niestety nic takiego się nie przytrafiło.
  — Udam, a właściwie to udamy, że tego nie słyszeliśmy. Właściwie to mam jeszcze jedno pytanie, nieco mniej oficjalne. Bez urazy, ale zawsze tu tak śmierdziało? — odparł, a przy okazji spróbował znów zagrać na nerwach rządcy miasta. Tym razem się jednak nie udało.
  — Nie, nie zawsze. Ale tych czasów to dzieciaki pamiętać nie będą. Przed Wielką Wojną jeszcze było tu naprawdę przyjemnie, dopiero po rzezi dokonanej w tych okolicach wszystko zaczęło się psuć. Może za dużo trupów przepłynęło rzeką, może gdzieś tam dalej leży jakaś zgnilizna. Szukaliśmy, próbowaliśmy, ale nic z tego. Te dupki z klasztoru mówią, że to kara zesłana przez Onych, ale co oni tam mogą wiedzieć... — odpowiedział, podparł rękoma głowę i zamilkł.
  — W takim razie to by było na tyle. Żegnamy. I oboje miejmy nadzieję, że więcej się nie spotkamy, bo sam Burmistrzu wiesz, co to by oznaczało —
  — Będę się o to modlił, zapewniam was, będę się modlił — pożegnał się. Kaito zaś odwrócił się na pięcie i wyszedł z pomieszczenia, zapewne oczekując, że Adelruna zrobi dokładnie to samo. No, chyba że chciałaby ona dowiedzieć się czegoś jeszcze i zatrzymać swego towarzysza.
Ilość słów: 610

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

sob gru 23, 2017 8:15 pm  

  Adel w środku zagotowała się, gdy Kaito znów tak bezczelnie się do niej odezwał, jeszcze śmiąc ją karcić. Na swoje nieszczęście, chociaż przyprawiał ją on o nerwy, złość i szewską pasję razem wzięte, wszystko to było bezsilne, bo w porównaniu z nim, inni jej towarzysze byli sto razy gorsi. Źle interpretowali jej mowę ciała, a nie zawsze można było wyciągnąć kajecik i naskrobać, co się chce przekazać. Kaito ją rozumiał bardzo dobrze, a przez to jednocześnie stał się niezastąpiony, o czym rzecz jasna doskonale wiedział i perfidnie wykorzystywał, żeby się z nadzwyczaj poważną kobietą droczyć.
  Milczka, jak można się było spodziewać, milczała przez całą rozmowę, ale to nie znaczyło, że nic nie robiła. Była przecież dobrym obserwatorem, a burmistrz był dosyć nietypową postacią. I tak też szukała w całej konwersacji nietypowych, z pozoru niezauważalnych ruchów. To, co zdążyła wywnioskować to to, że na pewno nie łączyły tego typa przyjazne stosunki z braciszkami, ale ten fakt mógł i Iwasaki wywnioskować. Pytanie tylko, dlaczego dokładnie? Skoro oni nawet nie wychodzili ze swoich murów, to w czym mu dokładnie przeszkadzali, że tak ich nie lubił?
  Cokolwiek burmistrz również mówił o tym smrodzie, tutaj akurat Adel nie wierzyła. Nie pasowało jej to, że to pozostałości po trupach sprzed prawie trzydziestu lat, nawet jeśli było ich więcej, niż norma na to wskazywała. Poza tym, jeśli podczas wojny przetoczyło się paru Pierwszych przez wioskę, zakładając oczywiście ilość zwłok jako powód smrodu, było możliwym, że paru z nich mogło się tutaj zaszyć i niedawno wzmóc swoją aktywność. Zresztą ostatnie pogłoski na temat Pierwszych i ich powrotu tylko podsycały tę pewność, że mogą się tutaj znaleźć takowi. W głębi ducha Runa liczyła jednak, że tak się nie stanie i burmistrz, nieważne czy coś wiedział, czy chciał w to wierzyć, miał rację.
  Kaito wyszedł. Milczka spojrzała na niego i chciała zadać jeszcze jedno pytanie, ale mężczyzna zdążył wyjść i z jej ust wydobyło się jedynie ciche prychnięcie. Wstała spokojnie i z kieszeni płaszcza wyciągnęła kajecik. Zapisała na wolnej przestrzeni węgielkiem w altrachen to, co miała na myśli, po czym odwróciła notes w stronę burmistrza, podsuwając mu to prawie pod sam nos. "Jaka zesłana kara? Za co Oni mieliby się wściec?"
  Otrzymawszy odpowiedź, jakakolwiek by ona nie była, Adelruna kiwnęła gospodarzowi głową na pożegnanie i wyszła z gabinetu, zostawiając kielich z winem w tym samym miejscu, w którym ten go postawił. Dogoniwszy Iwasakiego, z juków wyciągnęła mapę i spojrzała na nią, szukając paru punktów. Potem dosyć natarczywie zwróciła na siebie uwagę, że chce porozmawiać i zaczęła, wskazując w milczeniu palcem na klasztor.
  Idziemy do braciszków, racja? Chętnie posłucham, co w przeciwieństwie do burmistrza oni mają do powiedzenia. Potem przesłuchalibyśmy kowala, w końcu od niego wszystko się zaczęło. Och. I nie powstrzymuj się przed używaniem swoich metod perswazji, jeśli okażą się być wyjątkowo POWŚCIĄGLIWI. Mała zachęta im nie zaszkodzi, a nam wręcz pomoże, o ile będą coś wiedzieli oczywiście. Tylko, że zapewne powiedzą, ze nic nie wiedzą, a temu to ja raczej nie uwierzę, więc jakoś trzeba będzie to z nich wyciągnąć.
Ilość słów: 617

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob sty 06, 2018 5:10 pm  

Narrator

  Poirytowanie rzucało się w głowie Milczki we wszystkie strony, uderzając w każdą "ściankę" czaszki i próbując przewiercić się na zewnątrz. Zauważyć to można było szczególnie po jej wyrazie twarzy, gdy tylko Kaito naruszył i przekształcił jej myśli w swoje własne słowa. Słowa, które w mniemaniu Adelruny, ujmowały jej na pozycji głównego dowodzącego tej małej ekspedycji poszukującej poszlak Pierwszego. Iwasaki zdawał się jednak nie robić z tego dosłownie nic. Po prostu dalej był sobą, nadal zachowywał się momentami bezczelnie, ale także stawał w obronie towarzyszki, utrzymując przy tym nadal jad spoczywający stale na końcu jego języka.
  Atmosfera była napięta, może nie tak bardzo, by za moment strzelić i wywołać walkę na krzesła i pięści pomiędzy Cesarskim, a burmistrzem, ale jednak dało się wyczuć pewne nieprzyjemności w powietrzu. Między innymi po tym jak nerwowo chodziły ręce głowy Grottham, jak lekko podskakiwało mu jedno oko, bądź tego jak często urywał "kontakt wzrokowy" ze swoim rozmówcą. Wszystko jednak uspokoiło się, gdy Drugi Aur wyszedł z pomieszczenia, zostawiając wewnątrz jedynie milczącą kobietę, która z jakiegoś powodu wydawała się mężczyźnie mniej groźna... Choć i na nią dziwnie spoglądał.
  Adelruna nawet nie miała czasu, by powiedzieć Kaito, aby ten zadał jeszcze jedno pytanie. Tak więc musiała uciec się do ostatniej deski komunikacji – słowa pisanego. Dobyła swego kajecika i drobnego węgielka. Na czystej kartce zapisała pytanie, które – jak się spodziewać można było – nie zdziwiło Burmistrza Grottham. Pokiwał on tylko głową, zupełnie zrezygnowany. Najwyraźniej miał nadzieję na koniec niewygodnego przesłuchania, które uwłaczało jego personie, sprowadzając ją do szarego człowieczka, który musi odpowiadać na każde zadane pytanie. Nie było to rzecz jasna niczym dziwnym, szpicobrody był wyjątkowo przywiązany do swej arcyważnej funkcji w tej społeczności. W końcu jednak, po jakichś dziesięciu sekundach milczenia i wgapiania się w maskę Adel, wziął głośny wdech i wymamrotał parę słów.
  — Brednie same, głupoty. Zresztą ta historyjka tyle ma wersji, że już się wszystkim mylą. Niby pierwsi osadnicy kiedyś spalili tu na stosie jakiegoś Proroka Onych, który przyszedł ludziom pomagać. Wzięli go za złe moce, przywiązali do kija, obrzucili suchym drewnem, a potem... Wszyscy wiemy co było potem — rzekł. Twarz miał niemal kamienną, gdy opowiadał. Choć i tak po jego zachowaniu czuć było, że nie mówi wszystkiego. Miał dość, albo starał się coś ukryć.

Grottham, plac przed Wielką Bramą Klasztorną


  Oboje stali tuż przed wejściem i oboli byli zdecydowani tam wkroczyć. Tak zdecydowana jednak nie była sama brama, która otworem bynajmniej nie stała. Nie zapowiadało się też na to, by ktokolwiek kto znajdował się za murami dumy Grottham, miał zamiar zdjąć wszelkie blokady i wpuścić do środka obcych. Na kilka puknięć w drewnianą konstrukcję wzmacnianą stalowymi elementami, odpowiedziały tylko przymrużone, przekrwione, niebieskie oczy w odsuniętej prostokątnej dziurze.
  — Czego? — zapytał strażnik.
  — Jesteśmy z Exitium, szukamy Pierwszych. Podobno macie tu jednego — odparł Kaito.
  — Nie mamy — krótko i zwięźle odrzekł mężczyzna stojący za bramą.
  I już Kaito miał mu odpowiedzieć, lecz niestety nie zdążył. Drewniana bela zasłoniła dziurę, a do uszu magów dotarł dźwięk cichnącego uderzania obuwiem o podłoże.
  — Co to za miejsce, że chłop umorusany gównem po sam czubek głowy jest miły i uczynny, a z pozoru wykształceni ludzie to pierdolone chamy. Spal tę bramę czy coś, albo chodźmy do tego kowala, karczmy czy jeszcze gdzieś indziej — pomyślał Iwasaki w głowie Milczki. Słońce górowało na niebie.
Ilość słów: 673

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz sty 28, 2018 9:40 pm  

  Kaito, ty idioto, zaburczała do siebie w myślach Adel, chowając notes i spoglądając spod maski na burmistrza. Oczywiście, że ten czegoś nie mówił, aczkolwiek w przeciwieństwie do swojego towarzysza, kobieta nie miała tak dosłownej możliwości czytania w kimś. Mogła snuć domysły, wyciągać wnioski, ale to własnie Kaito potrafił czytać w myślach. I co ciekawe, obydwoje najwyraźniej nie pomyśleli o tym, żeby po prostu pogrzebać w głowie burmistrza i dowiedzieć się, co przed nimi skrywa – tajemnice odnośnie Pierwszych czy nawet prawdę o tym okropnym odorze.
  W same opowieści o tym, jak to Oni zesłali karę na tutejszych za spalenie ich proroka Milczka nie wierzyła. Oczywiście prości ludzie doszukiwali się problemu wyżej, zamiast spuścić oczy na ziemię i pomyśleć choć chwilę logicznie. Oni jednak nie byli nawet w najmniejszej części wykształceni i nie próbowali zmienić tego faktu. Żyli w swoim gównie, nie próbując się go pozbyć, tylko bojaźliwie godząc się z losem, jakkolwiek nie byłby on... gówniany, bo niektóre rzeczy trzeba nazywać po imieniu. Jak wiadomo, Runa nie lubiła takiego zachowania, stagnacji i pogodzenia się z losem. Dlatego z marszu gardziła mieszkańcami tej wioski.
  Samo zachowanie braciszków także jej nie zdziwiło, chociaż zdecydowanie zdenerwowało – to było podważanie jej własnego autorytetu, a także autorytetu Exitium oraz Initium, z ramienia których działała. Z chwilą zatrzaśnięcia belki kobieta zacisnęła usta i fuknęła przez nos, zakładając dłonie na piersi.
  Wiesz, że aktualnie ganiamy od chaty do chaty i niczego konkretnego nadal się nie dowiedzieliśmy? Rzekła Milczka, odwracając się może trochę zbyt gwałtownie na pięcie i schodząc z powrotem w stronę miasteczka. To jest godzenie w nasz autorytet. Burmistrz stroi głupka i udaje, że problem nie istnieje, te bałwany siedzą za swoimi murami myśląc, że są tam bezpieczni... wystarczyłby jeden ruch dłonią i zmiotłabym tę ich bramę, a co dopiero priori! Jedyne osoby, które mogłyby nam pomóc, nie są na tyle inteligentne, aby się normalnie wysłowić, a to, co widziały, nadinterpretują tak, że ciężko jest oddzielić fantazje od prawdy. Mogę się założyć, że kowal również będzie bredził, tym bardziej, że mu gówniarz zniknął i pewno już ma całkiem namieszane w głowie. Jeszcze te wrzody na naszej dupie, Zakon. Siedzą w karczmie, piją i się z nas śmieją, że biegamy wszędzie. Musiała sobie ponarzekać. W ten sposób mogła odreagować niemoc, jaką odczuwała, szczególnie po tym, jak przed jej okutym w maskę nos zamknięto to okienko, a burmistrz próbował im wmówić, że priori nie ma tutaj. Chodź do tego kowala, ale jak ten zacznie bredzić od rzeczy, to proszę ciebie wejdź mu do głowy i zrób tak, żeby wyciągnąć chociażby strzępek prawdziwych informacji. Miejmy nadzieję, że nie zwariował całkiem od straty tego dzieciaka. Swe kroki skierowała, tak jak powiedziała to w myślach, w stronę budynku, gdzie powinien aktualnie znajdować się kowal. Liczyła po cichu, że może rzeczywiście tam znajdzie jakąś wskazówkę.
Ilość słów: 572

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt sty 30, 2018 5:15 pm  

Narrator

  Niczym zasakującym był fakt, iż zachowanie braciszków z klasztoru Powściągliwych poirytowało – po raz już kolejny – Adelrunę, jak i zresztą jej towarzysza, Iwasakiego. Jednak Kaito jak to Kaito, w zwyczaju miał szybko zapominać o swych porażkach. Ba! Czasem nawet usilnie obracał kota ogonem i twierdził, że tak naprawdę o to mu chodziło, a więc wygrał. No ale nie tym razem, tym razem po prostu zamilkł i posłuchał Milczki. Odwrócił się na pięcie, spojrzał w niebo i założył dłoń na dłoń. Wydał z siebie jakiś dźwięk, który najprawdopodobniej miał być gwizdnięciem, lecz ostatecznie był czymś pomiędzy nieudolnym świstem, a wydechem powietrza. Postał tak jeszcze chwilę grzebiąc w umyśle rozzłoszczonej Drugiej, a na koniec donośnie ziewnął. Ruszył w tę stronę, którą wskazywała mapa. Prosto do domostwa kowala. Nie omieszkał jednak w międzyczasie nieco podroczyć się z nader naburmuszoną Adelruną.
  — I na cholerę tak to przeżywasz, złapiemy Pierwszego to złapiemy, jak nie złapiemy, to powiemy, że go tu nie ma. A ludzie głupoty mówią. Sama zresztą słyszałaś burmistrza, jemu to na rękę. Zresztą i tak mam wrażenie, że szukając tych kreatur wpakujemy się w gorsze kłopoty, niż one same. Tu nie gra nic, tu tylko śmierdzi. Śmierdzi wierzchołek pieprzonej góry lodowej, który dopiero zaczynamy dostrzegać. No sama popatrz — prawił przesiadując w myślach kobiety — Chłopi święcie przekonani o istnieniu magicznych istot, bucowaci zakonnicy gadający o karze Onych, ginące dzieci. No i ten smród, na Onych, on jest chyba najgorszy z tego wszystkiego. Nadal się nie przyzwyczaiłem — zakończył. Chyba tylko dlatego, że przed jego oczyma – jak i tymi Drugiej – malować zaczął się obraz skromnej kuźni, z której to komina wydobywał się gęsty dym.
  Budynek nie był specjalnie wielkie, ale też niezbyt mały. Właściwie to było to kolejne połączenie – domostwa oraz miejsca pracy. Przyznać jednak trzeba było, że kowal nie mieszkał źle, bowiem kamienny i zadbany dom wyróżniał się spośród reszty rozklekotanych niemal ruder. Samo Grottham było pod tym względem bardzo skrajne, jak to łatwo można było zauważyć. Albo ktoś żył w syfie, ubóstwie i smrodzie, albo w czystości, umiarkowanym dostatku oraz smrodzie. Ta ostatnia rzecz była na nieszczęście mieszkańców tejże mieściny niezmienna. Wracając jednak do samej kuźni – solidne, dębowe drzwi od południowej strony, dwie okiennice na frontowej ścianie, a po ich lewicy odkryta część konstrukcji, ta konkretna, ta będąca sercem i źródłem utrzymania kowala – kuźnia.
  Brodaty mężczyzna o przetłuszczonych, kasztanowych włosach co rusz uderzał z impetem w pulsujące czerwienią żelazo, momentami tylko stopując swe działania, by sprawdzić jak mu idzie. Dźwięk ten był tak charakterystyczny, że aż nieznośny. I był także jedyną niezmienną rzeczą, która występowała nie tylko w Grottham, ale i praktycznie na całym świecie. W końcu coś normalnego, coś znajomego – ktoś mógłby pomyśleć. I tak właśnie też zrobił Iwasaki.
  — Spójrz tylko, jest i nasz kowal. Myślałem, że będzie trudniej. Że chleje jak świnia albo szwenda się po gospodach i wszczyna burdy. A tu cud, niechaj Oni mu błogosławią, siedzi w domostwie i napierdala w ten kawał żelaza jakby go pojebało. Aż mnie uszy rozbolały — pomyślał, znów rozgaszczając się w umyśle Milczki — No to kto z nim porozma... Aaa, no tak. Jak zwykle ja. Kaito zrób to, Kaito zrób tamto. Tylko nic nie mów, proszę — dodał i zaśmiał się z własnego żartu.
  Iwasaki szybko przeszedł do działania. Krótki moment wystarczył, by znalazł się na tyle blisko kowala, by ten, gdy się odwrócił, z przestrachu omal nie zdzielił go młotem po twarzy, krzycząc przy tym przerażony, jakby Pierwszego zobaczył.
  — Spokojnie, spokojnie. Przyszliśmy pomóc, nie zaszkodzić. Podobno wiecie coś więcej o rozrabiających tu Pierwszych, Panie...
  — Adamie. Nazywam się Adam Glisser. Aleście mnie przestraszyli... Jesteście z Initium, prawda? Przyszliście po tę łachudrę co mi synalka porwała?
  — Powoli, Adamie, powoli. Mówmy sobie po imieniu, tak będzie łatwiej. Ja nazywam się Kaito Iwasaki, a tamta dama to moja uczennica, Adelruna.
  — Nie śmiałbym zwracać się tak bezceremonialnie do przedstawicieli Ini...
  — Oj żadnego Initium, jesteśmy z Exitium. Ale może wejdziemy do środka i wtedy porozmawiamy? Zdaje się, że ulice nie sprzyjają wymianie przydatnych informacji.
  — Rację macie, rację, Pani...
  — Samo Kaito, nalegam.
  Kowal jedynie głośno przełknął ślinę, po czym odwrócił się i podszedł do drzwi, z którymi chwilę się siłował. W końcu jednak otworzył skrzypiące wrota swego domostwa i wykonał wymowny gest – zaprosił dwójkę Drugich do środka.
  Wnętrze budynku – a przynajmniej ta sala – było zaskakująco schludne. Stojący przy środkowym oknie stół, wokół niego cztery krzesła. Na ścianach porozwieszane przeróżne miecze, sztylety, znalazło się nawet miejsce na piękne poroże. Po prawej stronie kamienny kominek, a nad drwami w nim ułożonymi wisiał do połowy pełny garnuszek, z którego wydobywał się wyjątkowo przyjemny zapach. Zapach warzyw i dobrze ugotowanego mięsa. Na powierzchni pływały oczka tłuszczu.
  — Może usiądziecie, rozgościcie się? Ja tylko żonę zawołam i zaraz przyjdę, dajcie mi minutę albo dwie — powiedział kowal, wszystko na jednym wdechu i wydechu. Tak szybko, że nie nikt by się go nie powstydził. Tymczasem Iwasaki zajął zaszczytne miejsce od okna i machnął ręką w stronę Milczki, by ta przysiadła tuż obok niego. A potem znów wlazł jej do głowy.
  — Dobra, to teraz zanim zaczniesz mnie opieprzać z góry na dół za nazwanie cię uczennicą, zastanów się o co dokładnie chcemy go wypytać i powiedz mi to teraz. Nie wyglądajmy podejrzanie, bo on tak też nie wygląda. O dziwo zachowuje się normalnie i wykazuje chęć pomocy, nie zniszczmy tego. Swoją drogą zjadłbym tego rosołu... — pomyślał. A chwilę później w pomieszczeniu pojawił się kowal wraz ze swą małżonką – blondwłosą, niską Jaksarką o delikatnych rysach twarzy. Choć po jej licu zorientować się można było, że życie już ją doświadczyło i swoje lata na karku ma. Oczy zaczerwienione i podkrążone, usta suche i popękane, a ubranie nieco umorusane. Łatwo było się domyślić, że przed chwilą płakała.
  — To Radomiła, moja małżonka. Radomiło, to Iwasaki i Adelruna, przyszli nam pomóc. Są z Exitium i szukają Pierwszych — rzekł kowal.
  — Onym niech będą dzięki, nareszcie — odparła. Jej twarz nieco się rozchmurzyła, a kąciki ust uniosły się ku górze. Oboje, wraz z małżonkiem zasiedli naprzeciw Drugich.
  — Co więc wam potrzebne, co wiedzieć chcecie? Wszystko powiem, co tylko wiedział będę. A jak nie będę, to sam pójdę i wypytam! — powiedział jeszcze Adam. I zamilkł.
Ilość słów: 1219

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw lut 08, 2018 11:15 pm  

  Kuźnia wyglądała na całkiem zadbaną – patrząc na nią, a także na dym wydobywający się z komina czy wreszcie postać pracującą wewnątrz budynku, można było ulec złudnemu wrażeniu, że Grottham to kolejna, zwyczajna wieś ze zwyczajnymi problemami i zwyczajnymi ludźmi. Jednakże to wrażenie szybko się ulatniało wraz ze smrodem, który towarzyszył kobiecie i jej towarzyszowi na każdym kroku. Gdzieś w świadomości tkwiły także słowa tych, których dane było im już spotkać i psuły one obraz wiejskiej sielanki. Także cel ich misji przeszkadzał w takim odbiorze. Jakkolwiek Kaito do tego by nie podchodził, Milczka nie lekceważyła tych plotek. W każdej opowieści tkwiło ziarno prawdy, niezależnie od tego, czy wyrastało ono potem na drzewo, czy umierało od braku wody. Coś złego się tutaj działo i nawet jeśli nie byli to priori, należało to zakończyć.
  Ze słowami swojego kompana Adelruna zgadzała się całkowicie, nawet jeśli sama ujęłaby to inaczej. I ona spodziewała się raczej obrazu nędzy i rozpaczy, załamanego ojca nieradzącego sobie ze stratą syna, zatracającego się w swojej żałobie. Oddanie się pracy było tutaj całkiem rozsądnym posunięciem, szczególnie, gdy jeśli wierzyć tym plotkom, miało się do czynienia z kimś dużo mocniejszym od siebie. Na niektóre sprawy mimo wszystko miało się ograniczony wpływ, jeśli nie posiadało się odpowiednich środków, przy czym zawsze należało pomagać na swój sposób, na co w przypadku kowala Adel miała nadzieję.
  Przemilczała ostatnie słowa Kaito, przelewając jednak w jego myśli jak najwięcej jadu, nim ten z nich wyszedł. Jego samowolka była złem koniecznym, bo on jako jedyny sprawdził się jako towarzyszący jej Inkwizytor. O czym niestety wiedział. Natomiast widząc reakcję rzemieślnika na widok Drugiego z dozą mściwej satysfakcji wydała z siebie cichy dźwięk naśladujący śmiech, na tyle, na ile jej gardło na to pozwalało.
  Przysłuchiwała się konwersacji pomiędzy mężczyznami, a następnie dała się poprowadzić do dalszych izb, gdzie szybkie spojrzenie po pomieszczeniu wywołało na niej dosyć pozytywne wrażenie. Nie mogła się mimo wszystko oprzeć wrażeniu, że rozpacz winna odcisnąć większe piętno na przybytku, jak i ich mieszkańcach.
  Podejrzewam, że nic, na co sam byś nie wpadł, mistrzu, rzekła nieco kąśliwie, acz w następnej chwili nieco się zreflektowała. Zapytaj dokładnie kiedy do tego doszło, jakie tego były okoliczności, skąd ta pewność że to priori, co w tym czasie oni robili, gdzie to się mniej więcej stało, czy nie podejmowali aby potem jakichś działań i czy znaleźli jakieś ślady, poszlaki, które można byłoby wykorzystać. Niech opowiedzą dokładnie całe zdarzenie, każdy szczegół jest ważny. Zakończyła wyliczankę, ignorując wzmiankę o rosole, a następnie spoglądając, jak do środka wchodzi Adam wraz z żoną. Ta natomiast wyglądała na nieco bardziej przejętą całą sprawą, jak zwykle w takich sytuacjach bywają matki. Ciężko było ją o niedawny płacz winić i nawet Milczka powstrzymała się od tego. Bywały rzeczy, na które naprawdę nie miało się realnego wpływu. Miała ona jednak nadzieję, że i owa Jaksarka na coś się przyda, byle jej rozpacz nie przyćmiewała faktów.
Ilość słów: 620

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lut 12, 2018 5:41 pm  

Narrator

  Iwasaki nawet nie odwrócił się w stronę Adelruny, gdy ta starała się jakoś kąśliwie odpowiedzieć na jego głupkowate przedrzeźnianie się. W tej chwili zdawał się być już śmiertelnie poważny, gdyż zwyczajnie zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli gdzieś się czegoś dowie to właśnie tutaj. W tej niepozornej kuźni, której mieszkańcy doświadczyli niedawno tragedii związanej rzekomo z samym Priori w roli głównej. Położył jedną dłoń na stole i zaczął wystukiwać palcami jakiś rytm – prawdopodobnie pomagało mu to skupić się nad zaklęciem, bądź czymkolwiek innym, co danej chwili robił.
  — Tak myślałem, dokładnie tak myślałem. Znaczy się, właśnie o to chciałem zapytać, niepotrzebnie marnowałem siły. Ale jak pan nakazał, tak sługa musi... — odpowiedział, a dokładnie w tym momencie do pomieszczenia wszedł kowal wraz z zapłakaną żoną. Oboje usiedli przy stole.
  — Kaito Iwasaki, a to — wksazał dłonią na niemą kobietę — Adelruna, pomaga mi przy śledztwie. Ucałowałbym pani dłoń, ale chyba oboje wiemy jakby to się skończyło — dokończył, a spod maski wydobył się cichy, krótki śmiech. Najwidoczniej chciał nieco rozluźnić sytuację, coby też samym "przesłuchiwanym" było nieco lżej.
  — No ale to chyba tyle, jeśli chodzi o uprzejmości — dopowiedział, gdy tylko ujrzał, że kobiecie wcale do śmiechu nie było, jedynie nadal wpatrywała się w niego tymi ogromnymi, podkrążonymi oczyma, jakby co najmniej wybawienie ujrzała. Kaito po chwili, widząc że nikt do powiedzenia nic nie ma, kontynuował — Pozwolicie, że od razu przejdę do pytań. Proszę, żebyście na tyle na ile to możliwe, odpowiadali spokojnie i powoli oraz nie wchodzili sobie w słowo, dobrze? — spytał, a gdy tylko ujrzał potakujące głowy kowala i jego małżonki, przeszedł do właściwej części tej rozmowy.
  — Przede wszystkim kiedy dokładnie doszło do zniknięcia waszego dziecka?
  — Tydzień nieco już ponad to będzie. Tydzień i dni dwa, jak mnie pamięć nie myli — odparł rzemieślnik, dokładnie tak jak prosił o to Cesarski.
  — Dobrze. Adelruno, zapisuj to wszystko, proszę — zwrócił się do Milczki, nawet nie odwracając w jej stronę swojej głowy. Stale przypatrywał się twarzom głównych rozmówców — Co dokładnie się wtedy stało? Było tam któreś z was i widziało Pierwszego?
  — Ja byłam. Zbierałam suche patyki na rozpałkę. Był już późny wieczór — mówiła kobieta, stale szlochając i pociągając nosem — Zabrałam synka ze sobą, bo mąż akurat był w miejscowej gildii kupieckiej załatwiając interesy. Nie chciałam zostawiać Albercika samego w domu. Byliśmy niedaleko mostu, przy rzece. Rośnie tam taki mały zagajnik, jeśli przejeżdżaliście tamtędy to na pewno go nie przeoczyliście — przerwała na chwilę. Zaczęły jej się trząść ręce.
  — Tak, widzieliśmy. Proszę się uspokoić, zapewniam panią, że zrobimy wszystko, żeby odnaleźć Alberta. Musi pani nam tylko wszystko spokojnie opowiedzieć — wysławiał się bardzo spokojnie. Z jego głosu wręcz wylewała się opiekuńczość i chęć pomocy. Takiego Adelruna go jeszcze wcześniej nie widziała.
  — Prze... przepraszam. To po prostu dla mnie trudne — odrzekła żona kowala — Synek bawił się śniegiem, biegał po moście, a ja w tym czasie zbierałam chrust. W pewnym momencie zrobiło się cicho, więc zaczęłam się rozglądać za dzieckiem, a gdy je dostrzegłam — przegryzła wargę — Stało po drugiej stronie mostu, tuż naprzeciw jakiejś wysokiej postaci z bladą skórą i czerwonymi oczami. Coś mnie wtedy ścisnęło za serce, poczułam jakby ktoś zaczął mnie dusić i nie mogłam wydobyć z siebie ani słowa. Chciałam biec w jego stronę, ale coś jakby trzymało moje nogi i ręce. Po prostu stałam jak wryta i widziałam jak postać się oddala, a Albercik idzie za nią, wzdłuż rzeki... — dokończyła i w tym momencie buchnęła płaczem. Łokcie oparła na stole, a oczy przykryła rękoma i tak trwała. Kowal otulił ją swoją muskularną dłonią i zaczął pocieszać, mówić że dziecko na pewno się odnajdzie. Ta jednak nie reagowała już na nic, zupełnie jakby była głucha.
  — Adamie, pozwól, że zapytam o jeszcze jedną lub dwie rzeczy — rzekł Iwasaki.
  — Oczywiście, jeśli to tylko pomoże odnaleźć mojego syna — odpowiedział z pełną powagą.
  — Słyszeliście o jeszcze jakichś innych działaniach Pierwszego w tym miejscu? Inni ludzie w Grottham zdają się być niestety niezbyt rozmowni
  — Tylko o tym, że stary Müller obok swojej farmy go widział. Powinniście z nim porozmawiać, wydaje się głupkowaty, ale ma złote serce.
  — Już mieliśmy przyjemność zamienić z nim parę słów. I jeszcze jedno, klasztor... —
  — Nie pytajcie — przerwał Kaito w połowie zdanie — Nie wychodzą na zewnątrz prawie wcale od miesiąca przeszło. Jedynie ludzie z gildii kupieckiej zamienili z nimi w ostatnich dniach kilka słów, a to też przy okazji dostawy jedzenia dla braciszków. Klasztoru równie dobrze mogłoby tu nie być, przynajmniej na chwilę obecną — wyjaśnił.
  — Dziękuję, bardzo nam pomogliście. Teraz jednak musimy się pożegnać, przynajmniej na pewien czas — odparł ciepło Iwasaki i wstał od stołu, sugerując ręką, by Adelruna zrobiła to samo. Chwilę potem byli już na zewnątrz. Odprowadził ich kowal.
  Mężczyzna zamknął drzwi wejściowe i jeszcze szeptem spytał czy rzeczywiście są szanse, że Albert jeszcze żyje. Wyglądało na to, Adam Glisser był realistą.
  — Cóż... mogę powiedzieć tylko tyle, że to co mówiła twoja żona, Adamie, jest nad wyraz dziwne. Normalnie ta kreatura pewnie zabiłaby Alberta od razu, a potem zwyczajnie uciekła, tutaj jednak zaszło coś niespodziewanego. Tak więc nie możemy nic obiecać, ale wygląda na to, że są pewne szanse, że twój syn jeszcze trochę czasu na tym świecie spędzi — odpowiedział. Zgodnie z prawdą, a raczej z tym, co prawdą być się zdawało. Kowal lekko się uśmiechnął i wrócił do domu.
  Minęła krótka chwila, Kaito głośno odsapnął i wrócił do bycia sobą. Zaczął narzekać, że jest głodny, a teraz jeszcze jest niemal pewny, iż w tej wiosce siedzi Pierwszy i straszy ludzi. Następnie znów wszedł do myśli kobiety i przelał w nie nieco swych zapytań, a dokładniej to to, co powinno zrobić teraz oraz co ona sama myśli o tym wszystkim, co przed chwilą usłyszała...
Ilość słów: 1137

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn lut 26, 2018 5:51 pm  

  Siedząc na krześle w jadalni kowala, Adel nie miała właściwie niczego innego do roboty niż zapisywanie słów rodziny. Słuchała więc uważnie, łapiąc w objęcia kart swojego miniaturowego dziennika każde słowo, które wypadło z ust Adama lub jego małżonki. Podczas gdy jej towarzysz Kaito przepytywał obydwoje, ona miała czas na przemyślenia. Właściwie miała go znacznie więcej niż na przykład właśnie taki Kaito, który nic tylko gadał i gadał i nie dawał jej spokoju nawet w jej własnej głowie. Ciężko było jednak narzekać komuś, kto nie może w ogóle mówić, że ktoś robi to za dwoje.
  W pewnym momencie Milczka pokręciła głową z lekkim niedowierzaniem. Na papierze miała nagryzmolone w altrachen kilka słów, wyrażeń, które były dlań najważniejsze. Most, którym przybyliśmy, niedaleko tego wieśniaka, same dzieci. Właśnie zawisła na tym, kiedy miała wspomnieć o porwaniach. Wydało jej się to co najmniej dziwne, że priori w ten sposób działają. Poza tym, dlaczego tylko dzieci? I czemu ich porywa, a nie od razu zabija, nie pożywia się ich aurą? Kaito miał rację i coś tu śmierdziało. Coś, co było czymś więcej niż tylko przeciętnym Pierwszym ganiającym po lasach i terroryzującym wieśniaków.
  Tuż po wyjściu, po krótkiej pogawędce z Adamem, który zdawał się tracić nadzieje na odnalezienie syna, towarzyszący Adel mężczyzna znowu przeszedł transformację z troskliwego na irytującego. Po chwili raczył łaskawie zapytać ją o zdanie, na co ona odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili, kierując się w stronę centrum, ciągnąc za uzdę swojego konia.
  Jesteś pewien, że to Pierwszy? Jeśli biorąc pod uwagę wszystkie możliwe scenariusze, całkiem prawdopodobnym jest to, że ktoś tylko wykorzystuje ich wizerunek. Sam przecież przyznałeś, że to niecodzienne zachowanie jak na niego, porywać, a nie zabijać od razu. Dlaczego także dzieciak poszedł za nim? Czy nie słyszał historii o ich potworności? Posłuchaj. Śmialiśmy się przedtem z tego Mullera, ale co jeśli rzeczywiście mówił prawdę? Pierwszy by się nie przestraszył byle umazanego odchodami wieśniaka z widłami. Pierwszego by te widły nie zraniły. Oczywiście musimy zakładać, że ci Pierwsi to Pierwsi, ale wszystko może być możliwe. Zerknęła na słońce, patrząc jak wysoko stoi, po czym dopowiedziała parę słów. Wszystko wskazuje na to, że gdziekolwiek oni by się nie pałętali, ich drogi przecierają się niedaleko tego mostu. Chętnie bym tam się rozejrzała, póki widno, a jutro z rana dokładniej przeczesała okolicę.
Ilość słów: 485

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lut 27, 2018 7:20 pm  

Narrator

  Gdy już kowal na dobre pozostawił dwójkę magów w samotności, przyszła pora na burzę mózgów... Lub burzę w jednym z mózgów. Bowiem Iwasaki nadal bezczelnie przesiadywał w umyśle Adelruny, zerkając co rusz w jej myśli, jak i czasem – zdawało się – pozwalał sobie na nieco więcej. I choć brak powagi u tego człowieka zwykle dawał się we znaki, tak tym razem czuć było w tych wygłupach pewną dozę zaniepokojenia. Zupełnie jakby starał się maskować strach – czy może lepszym określeniem byłaby w tym wypadku niechęć do dalszej ingerencji w tę sprawę – przy pomocy durnowatych zachowań. Tak czy inaczej, cierpliwie wysłuchał cóż Milczka ma do powiedzenia, by dosłownie sekundę później jej odpowiedzieć, zupełnie bez dodatkowego namysłu.
  — Żona kowala wyraźnie powiedziała co widziała, a był to cholerny Pierwszy. Fakt, śmierdzi to na kilka mil i nawet nie chodzi o same powietrze w tej dziurze, ale o to, co tu się dzieje. I czy wsiur pogonił bestię widłami, czy też nie, to Oni sami wiedzą. Mógł głupoty pieprzyć i tak naprawdę szarżować z tymi widłami, ale prosto do swojego domu. Przecież to się, kurwa, kupy nie trzyma. Dziecko idące za Pierwszym, to już jest szczyt. Na domiar złego jeszcze mamy Zakon tuż obok. Niech się choć raz przydadzą, na Onych. Jak raz sądzę, że wypadałoby z nimi porozmawiać — przerwał na chwilę, dosłownie parę setnych, jednak było to odczuwalne ze względu na to, że do tej pory przepełniał głowę Adelruny swoimi myślami niemal nieustannie – szybko jednak dodał jeszcze jedno — I koło mostu też się rozejrzymy. Nie ma mnie tu nawet całego dnia, a już mam dość tego miejsca — dokończył i się uciszył. Potem oboje ruszyli w stronę rzeki, którą musieli przekroczyć, aby dostać się do tej właściwej części Grottham.
  Przeprawa przez małe miasteczko nigdy nie trwa długo, tak więc i przy samym moście znaleźli się dość blisko. Okoliczne tereny musiały być jednym z ulubionych miejsc zabaw dzieci obywateli – kilka drzew, a na nich zwisające huśtawki. Gdzieniegdzie jakieś walające się pojedyncze deseczki, a pod jednym z większych kamieni leżał drewniany, niewielki miecz – i leżeć tu musiał od dłuższego czasu, bowiem już z daleka widoczne było, iż korniki przeżarły ten zabójczy oręż dawno temu. Wszystko to oczywiście było tak łatwe do dostrzeżenia dzięki aktualnej porze roku. Drzewa zrzuciły liście i odkryły swoje tajemnice.
  Zbliżając się nieco do samego mostu, Adelruna znów poczuła ten dziwny dreszcz, chwilowe drżenie jej aury. Zupełnie jakby naruszyła jakiś teren, którego naruszać nie powinna. Tym razem i Kaito zdołał spostrzec się, że coś jest nie tak.
  — Stój — rzekł wyciągając rękę na bok, powstrzymując tym samym kobietę przed dalszym kroczeniem naprzód. Mały krąg na jego ręce zaczął lekko pulsować ledwo zauważalnym, błękitnym światłem — Nic tu nie ma, ale... — podrapał się po brodzie, głowie i ramieniu — Ale przysiągłbym, że coś poczułem. Nic poza tym. Rozejrzymy się i chodźmy stąd, jeszcze trochę i zacznie się ściemniać, a nie chciałbym natknąć się na Pierwszego w nocy — dokończył. Był ewidentnie zaniepokojony, wprawne oko Milczki mogło zauważyć – nawet mimo grubych szat – że jego ciało było wyjątkowo napięte. Sam mężczyzna stał wyprostowany, a jedną z rąk trzymał zaciśniętą. W drugiej zaś palce chodziły mu w przód i w tył, z lekkimi wyskokami w prawo i lewo.
Ilość słów: 642

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość