"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Kołyski

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 159

wt lut 27, 2018 9:18 pm  

Kolyski

  Mała wieś położona zaraz za bagnami, na południu Wielkiego Stepu. Mówi się, że przetrwała dwa trzęsienia ziemi bez żadnej straty. Chociaż i tych nie byłoby za wiele. Osada nie jest niczym odgrodzona, mieszkańcy zajmują się tutaj głównie hodowlą bydła. Okoliczne tereny porasta zaś las, a nieopodal niego przebiega wąska rzeka.
  Można znaleźć tutaj karczmę "Bożenka", małą kapliczkę Onych oraz posiadłość sołtysa. Reszta zabudowań to zwykłe chłopskie gospodarstwa, które niczym się nie wyróżniają.

Obrazek
Ilość słów: 93

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 190
Na sesji: Nie

wt lut 27, 2018 9:44 pm  

Narrator

  Sołoviej i Garond wjechali do Kołysek. Na dworze nikogo nie było, wszyscy siedzieli już w domach albo w karczmie, w końcu była już dość późna pora, powoli zbliżała się północ.
-Nasz uzdrowiciel mieszka w tamtej chacie.– Wskazał mały domek, dwa budynki dalej od karczmy. Podjeżdżając bliżej Dzikogłów mógł zauważyć oświetlony ogródek z różnymi ziołami, które w nim rosły. Była to mała chatka ze skośnym dachem, wybudowana z desek, jak wszystko w Kołyskach poza karczmą i domem Sołtysa.
  -ALFRED!– Krzyknął Garond, gdy podjechali bliżej chaty. Po chwili drzwi lekko się uchyliły, a z budynku wyłoniła się chuda sylwetka. Był to starszy mężczyzna z łysą głową i kozią bródką w siwym kolorze. Miał na sobie poobdzierane brązowe szaty i naszyjniki z kości i ziół.
  -Garond?– Podszedł bliżej, trzymając w ręce pochodnie. -Co ci się stało?– Zapytał, spoglądając na nogę wieśniaka. Nachylił się i przejechał palcem po jego spodniach, sprawdzając jak bardzo kończyna odstaje od prawidłowej pozycji.
  -Możesz pomóc mi go wnieść do środka i położyć na stole? Lepiej, żeby nie próbował na niej stawać dopóki mu jej nie nastawie. – Zapytał Alfred, spoglądając na Sołovieja.
Ilość słów: 239

Awatar użytkownika
Bieszczadnik
Egzarcha
Posty: 12
Miano: Sołoviej Dzikogłów
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

śr lut 28, 2018 12:30 pm  

  Sołoviej nie był osobą która ma problem w byciu nieco ubrudzonym błotem. W końcu poniekąd ratuje Garondowi życie, zawsze to dobrze przy wjeździe do nowej wioski.
  Po przyjeździe rozejrzał się po wioseczcce, nie wyglądała okazale a to oznacza małe pieniądze. Chyba że sołtys trzyma u siebie większy majątek. Widząc zaś kapliczkę mimowolnie się skrzywił. Wszędzie są.
WSZĘDZIE.

  -Oczywiście- odparł znachorowi i zaraz zeskoczył z konia na już pewniejszy grunt. Poklepal też go po szyi by wiedział że Pan daleko nie pójdzie. Poczciwy Schwarzswanz potrafił panikować kiedy Sołoviej znikał bez tego gestu na dłużej niż 2-3 godziny.
  Pomógł mężczyźnie wejść do Alfreda i w środku od razu zaciągnął się zapachem. Lubił zioła. A jak jeszcze wyczuje takie które pomagają zapomnieć o świecie to w ogóle najlepiej. Posadził mężczyznę na miejscu wskazanym przez chudzielca.
  -To teraz mów Garondzie, co to za bandyci i gdzie ich znajdę.– spytał z uśmiechem pasującym do pytania o najlepsze piwo w karczmie bądź co poleca do zjedzenia. Cóż na to też przyjdzie pora.
Ilość słów: 201

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 190
Na sesji: Nie

śr lut 28, 2018 9:55 pm  

Narrator

  Sołovej zszedł z konia i skierował się wraz z Garondem spoczywającym w jego uścisku do domu Alfreda. W chatce było tylko jedno pomieszczenie. Mała izba, piecyk na którym było kilka garnków, wiele stołów obładowanych zwojami, księgami i różnymi dziwnymi przedmiotami, które to wojownik pierwszy raz widział na oczy, możliwe że ostatni.
Na środku natomiast znajdował się stół, a wokół niego pochodnie zabudowane metalowymi kratkami. Na nim Sołovej położył Garonda, a Alfred wziął kilka noży, szczypce i drewniane deseczki. Rozciął ubranie wieśniaka i spojrzał się na Sołovieja. -Przytrzymaj jego nogę. – Gdy Dzikogłów złapał nogę wieśniaka w swój żelazny uścisk w miejscu wskazanym przez uzdrowiciela, ten wykonał szybki i energiczny ruch swoimi chudymi rękoma. Nieprzyjemny trzask rozległ się po pomieszczeniu, Garond zawył z bólu, ale jego złamana noga była na miejscu.
Alfred przewiązał dwie deski po przeciwstawnych stronach, mocno ściskając je kawałkami skóry. Dał mu też długą drewnianą laskę do podpierania się.
  -Udaj się do karczmy i poczekaj tam na mnie, ja pójdę po Wiliama, to nasz myśliwy, on zna się na pobliskich zagajnikach, mógłby Cie zaprowadzić, chociaż dokładnej lokacji nie znamy. – Powiedział to z grymasem bólu na twarzy, wstając ze stołu. Chwycił laskę i zszedł na ziemie o własnych siłach. Mocno utykał, a poruszanie się przychodziło mu z wielkim trudem.
Ilość słów: 255

Awatar użytkownika
Bieszczadnik
Egzarcha
Posty: 12
Miano: Sołoviej Dzikogłów
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

czw mar 01, 2018 12:20 pm  

  Sołoviej przyglądał się chwilę wyposażeniu znachora. Wszystko wyglądało tak... prosto. Ale zarazem też wyglądało na skuteczne i często używane. Zwrócił też uwagę na garńce, zdarzyło mu się już raz rozpocząć walkę od dostania wrzątkiem po twarzy.
  Gdy jednak nie nastąpiły żadne niepożądane następstwa wejścia do chaty, olbrzym postępował zgodnie z instrukcjami znachora. Trzask kości – jak zawsze – wyzwolił paskudny dreszcz przeszywający całe plecy. To musiało boleć! Ha!
  -Dobra. Skocz też po sołtysa, powiedz mu że Złodupiec przybył. To będzie go wszak kosztować- Oznajmił bez ceregieli. Następnie zaś wstał.
Klepnął Alfreda w ramię i ruszył do karczmy.
Ilość słów: 122

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 190
Na sesji: Nie

śr mar 07, 2018 12:47 pm  

Narrator

  Złodupiec udał się do karczmy, gdzie miał poczekać na myśliwego Williama, który to miał wskazać mu okolice, w której ukrywać mogą się bandyci.
Wszedł do karczmy, a miejscowi natychmiast zaczęli się mu przyglądać. Część otwarcie, część skrycie. Ze stolików dobiegały szmery i szepty, a gdy tylko Sołoviej chciał się na kogoś spojrzeć, ten natychmiast odwracał wzrok, udając że nigdy na wojownika nie spoglądał.
-Coś podać?– Zapytał karczmarz, spoglądając na Sołovieja. Wyglądał staro, w dodatku był naprawdę spasiony. Jego długa broda leżała beztrosko na jego wielkim brzuchu.
  Prawie cały lokal był pełny, ostały się ledwie trzy wolne stoliki. Widać było, że karczmarz miał wszystko wyliczone, liczba stolika tylko trochę przekraczała liczbę potencjalnych gości.
Ilość słów: 137

Awatar użytkownika
Bieszczadnik
Egzarcha
Posty: 12
Miano: Sołoviej Dzikogłów
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

śr mar 07, 2018 6:39 pm  

  Olbrzym wszedł do środka niespecjalnie przejmując się uwagą. Poprawił kontusz co by dobrze wyglądać i na spokojnie oparł lewą dłoń na rękojeści miecza, niczym na wygodnej lasce.
  Mimo tej pozornej beztroski, był czujny. Obserwował ludzi czy ktoś nie poczuje się zbyt pewnie bądź nie uzna go za jednego z bandytów. To by była bolesna pomyłka.
  Widok spasionego Karczmarza nieco go rozbawil.
W sumie był w stanie powiedzieć czemu. Ale zawsze karczmarz, kapłan i sołtys. Ta trójka zawsze miała brzuchy większe niż wszystkie sadło wioski razem wzięte.

  -Wina. Coś twardego- Odparł z grzecznym uśmiechem. Zaraz też odwrócił się i ruszył do wolnego stolika. Usiadł możliwie plecami do ściany i spokojnie lustrowal pomieszczenie.
Ilość słów: 130

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 190
Na sesji: Nie

wt mar 13, 2018 10:10 pm  

Narrator

  Karczmarz spojrzał się ze zdziwieniem na Sołovieja. Przekręcił nieco głowę i podrapał się po brodzie. Widocznie w jego słowach było coś, co zaskoczyło właściciela przybytku. -Zacny podróżnik widzę z jakiś wielkich włości do nas zawędrował. – Powiedział dość wesołym głosem, po czym odkroił kawałek chleba od bochenka, położył na talerz, a obok dostawił kurze udko pieczone z ziołami. -My tu wina nie mamy, piwo jedynie.Jasne, ciemne, do koloru do wyboru. Za jedzenie 7 pensów, a jak się jegomość zdecyduje na piwo to dodatkowe trzy pensy będą.– Karczmarz podał mu półmisek z jedzeniem i czekał na odpowiedź odnośnie piwa.
  -Nie chcę być, jak to się mówi – dociekliwy, ale można wiedzieć w jakim to celu jegomość do nas zawitał? Przez naszą wiochę to droga do żadnego miasta nie biegnie, a i nic ciekawego w okolicy poza bandytami to raczej znaleźć nie idzie. – Przyglądał się Złodupcowi, ale spojrzenie miał dość przyjazne. Dodatkowo policzył wyjątkowo mało za posiłek, w porównaniu do tego co Sołovej płacił w Śnieżnej Przystani.
Ilość słów: 198

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości