"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Błękitnym tropem

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 31
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pt lip 20, 2018 6:45 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Yas szybko ruszył do analizy sytuacji i szans obu stron. We własnym zapleczu posiadali trzech Drugich, za czego jeden był doświadczony i potężny. Mała armia Egzarchów, każdy z nich posiadający wyszkolenie w mięśniach i umyśle. Po stronie przeciwnej znajdowały się jednak kreatury, których tak na prawdę nie można było dokładnie wyliczyć. Posiadały element zaskoczenia i oddziaływały niekorzystnie na całą resztę grupy. Strach przed nieznanym i niezauważalnym jest najgorszym jaki może odczuć żołnierz na polu walki. Ze sobą mieli jeszcze oczywiście dwa zestawy zaklęć ochronnych w postaci sfer, które obnażały Pierwszych z jakiejś części ich mocy, oraz osłabiały. Teoretycznie szala przewagi ciążyła mocno po stronie Initium, ale w każdej chwili mogła odskoczyć całkowicie na stronę bladolicych... najgorszy był strach i panika. To właśnie tych rzeczy powinni wystrzegać się wojownicy walczący przeciwko sile, która przez każdego człeka uznawana jest za niszczycielską i nie do zatrzymania.
  Deszcz się wzmagał, a krople uderzały pusto o dachy domów, hełmy Egzarchów oraz odbijały się od błota, które zdążyło się już nagromadzić. Mokre podłoże mogło nieźle uprzykrzyć poruszanie się pomiędzy ulicami zrujnowanego miasteczka duchów. Jasław na rozkaz von Schwarza zebrał swoją drużynę w krócej niż dziesięć sekund. Nie potrzeba było więcej, ponieważ mieli wyuczone po tylu tygodniach spędzonych razem, że podczas każdej takiej sytuacji wszystkie oczy wędrują na kapitana drużyny. Magus szybkimi ruchami głowy ustalił szyk, a następnie kiwnął tylko w stronę dowódcy całej kampanii twierdząco. Nie uważał, że zbędne potwierdzania przyjęcia rozkazu są tutaj potrzebne. Ulrich von Schwarz mógł już się przekonać po ostatnich wydarzeniach, że nie pracuje z półgłówkami, lecz z młodzieńcami którzy myślą i mają głowę na karku.
  Pierwsze kroki jakie wykonała drużyna Labuhna były zdecydowane i skierowane w stronę, którą wskazał starszy Drugi – południe. Postacie biegnące w formacji chroniącej środek, wymieniali się miejscami co chwila, aby nie dać wrogowi wyłapać jakiegokolwiek schematu. Bardziej wtajemniczonym w aspekty astronomii ten szyk mógł przypominać galaktykę, która bezustannie się kręciła. Po krótkim truchcie, Jasław trzymając mocno kulę w dłoni, postanowił przekazać instrukcję swoim towarzyszą.
  Posłuchajcie mnie uważnie! Żadne z was nie ma prawa oderwać się od grupy, chyba że zależałoby od tego jego własne życie. Musimy trzymać się razem, bo wybiją nas jak kaczki. Nie atakujcie na oślep. Znajdziemy teren przyjazny nam do starcia się z tymi potworami i dopiero wtedy użyjemy kuli. Zaraz po tym macie trzymać się w jej sferze, a poradzimy sobie z nimi razem – młodzieniec miał nadzieję, że jasno nakreślił im zasady ich poczynania i jaki jest plan. Dobrze akcentował każde słowo, które miało w sobie grupowe i drużynowe znaczenie. Dał jasno do zrozumienia, że nie toleruje samowolki na tej wojnie. Miał nadzieję, że postępując jak von Schwarz, zdoła zmobilizować ich umysły i natchnąć ich serca. Kroki sześcioosobowej gromadki głośno uderzały w podmokły teren, szukając desperacko bardziej stabilnego gruntu. W głowie przeleciała mu myśl, że nie wspomniał o tym żeby trzymać się z dala od zamkniętych i ciasnych przestrzeni, lecz uznał później, że zostało to jasno nakreślone przez samego dowódcę.
Ilość słów: 613

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lip 21, 2018 11:58 am  

Narrator

  Jasław dość prędko zebrał całą grupą, czym prędzej wyruszając w miejscu, w które skierować się nakazał mu przełożony – prosto na południe. Drugi wygłosił szybką przemowę, która zawierała proste instrukcje: nie rozdzielać się, nie atakować w idiotyczny sposób i znaleźć dogodny teren. Rozkazy te złamać mogli dopiero wtedy, gdy będzie od tego bezpośrednio zależało ich życie.
  Powłady spowijać zaczęła delikatna mgła. Gęsta na tyle, by była zauważalna, rzadka zaś w takim stopniu, by można było przez nią dostrzec co było wokół. Zupełnie jak niemrawe kłębki wędrującego dymu, który z czasem prześwitywał bardziej i bardziej. W spokoju – o ile tak można było to określić – minęli kilkanaście domostw, aż dotarli na niewielki, okrągły placyk o promieniu możne siedmiu metrów. Zdawał się być lekko pod ukosem. Wysypany żwirem pozwalał nie ugrząźć w błocie, bądź zwyczajnie się poślizgnąć i wywalić.
  Zaraz po tym, jak tylko tu dotarli, do uszu Labuhna – jak i całej drużyny – znów dotarł głośny chichot. Deszcz jakby stanął w miejscu, a całą okolicę raz jeszcze zalała aura Pierwszego. Tym razem nie tak wymieszana, że ciężko było stwierdzić, czy to jedynie pozostałości po ów bladolicym monstrum, czy może rzeczywiście krzątający się gdzieś tutaj Priori. Cała kompania ustawiła się w szyku bojowym, stając w półtorametrowych odstępach od siebie. I zdawało się to być dobrą decyzją, dzięki której uniknęli poważnego zranienia większej ilości członków oddziału.
  Błyskawica uderzyła prosto w środek placu, tuż obok Iwony oraz Mogiłka, chwilowo ich oślepiając oraz ogłuszając, przy okazji dodatkowo parząc. O ile chłopak ze Ślepowron w całym tym szoku nawet nie krzyknął, tak Meyr wrzasnęła tak głośno, że było to na swój sposób przeraźliwe. Znów rozbrzmiał śmiech.
  Labuhn dostrzegł szybki ruch na pobliskim dachu. Potem na drugim. I na trzecim. Stale tę samą postać, która albo potrafiła wywołać świetną iluzję albo przemieszczała się tak szybko. W końcu z impetem uderzyła o podłoże, lądując na placu. Oczy wszystkich skierowały się na blado-błękitną, nagą kobietę o szkarłatnych oczach. Jej jedynym okryciem zdawała się być jedynie prześwitująca mgła. Nie była ani urodziwa, ani brzydka. Śnieżnobiałe włosy sięgały do ramion, a po polikach i szyi spływała jej strużka krwi.
  Nędzne robactwo, jesteście zbyt krusi, by nas powstrzymać — rzekła nad wyraz spokojnym tonem.
  Ją! — krzyknął Samir — Ją widzieliśmy wtedy, w Żagiewnikach! — dokończył. Bladolica słysząc to jedynie raz jeszcze zachichotała i serdecznie uśmiechnęła się do Nerdyjczyka. al-Rahmani zdrętwiał z przerażenia.
Ilość słów: 516

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 31
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

sob lip 21, 2018 3:39 pm  

  Kiedy mgła zawitała na horyzoncie, Jasław miał złe przeczucia. Tak złe, że obawiał się przez chwilę jak wielkie są konsekwencje nie wypełnienia rozkazu przełożonego. W obecnej sytuacji, nikt nie miał ochoty wkraczać do "mlecznej krainy", aby ich percepcja została zakłócona. Żaden członek wojennej wyprawy nie mógł wymarzyć sobie gorszych warunków do walki. Obowiązek jednak wysunął się na prowadzenie i aktualnie trzyma tylko dwa kroki za sobą strach i zwątpienie.
  Po przemierzeniu niewielkiego odcinka, mijając kilkanaście domostw, Drugi dostrzegł niedużych rozmiarów żwirowy plac w kształcie okręgu. Miał nie więcej niż dziesięć metrów w promieniu, ale sześć osób mogło się na nim spokojnie ustawić w odpowiednich odległościach. Pierwszy kontakt stopy z nieco bardziej stabilnym podłożem wywołał nieco zamętu w sercu magusa. Mianowicie do jego uszu doszedł chichot, który miał zwiastować nadejście wroga. Krople deszczu jakby zatrzymane w przestrzeni, sprawiały niesamowity widok w środku okręgu. Aura bladolicego spłynęła znikąd do wewnątrz i wszyscy mogli się poczuć, jakby właśnie znajdowali się całkowicie innym świecie. Yas nagle poczuł, że towarzyszą mu podobne uczucia, które nawiedzały go w snach.
  Kiedy wszyscy ustawieni w bitewnej formacji wyczekiwali na nadejście przeciwnika, potężna dawka elektrycznej energii w postaci piorunu uderzyła w grupę. Dobrą opcją było rozstawienie się po polu bitwy, lecz dwójka z drużyny Jasława oberwała. Mogiłek zachował zimną krew i przemilczał ten cios, lecz Iwona wydała z siebie przeraźliwy wrzask. Na krótką sekundę po całym zdarzeniu Labuhn zastanawiał się, czy pozbiera się jeszcze, ponieważ Priori właśnie zdyskwalifikował im medyka. Gorszego scenariusza nie mogło już być, no chyba że bierzemy pod uwagę walkę sam na sam z monstrum.
  Szybki wzrok Drugiego dostrzegł jak pewna istota przeskakuje z jednego dachu na drugi. Wydawać się mogło, że albo teleportuje się, albo potrafi wytworzyć własne podobizny. Kiedy ów stwór uderzył z impetem w ziemię nieopodal wszystkich zgromadzonych na placu, szybko przelał dawkę energii do kuli, a następnie za plecami otworzył dłoń i wypuścił jej pozostałości na ziemię. Wyczekiwał aż magiczna powłoka okryje przestrzeń i da znak, że właśnie tutaj zaczęła się walka na śmierć i życie.
  Widok pół nagiej Pierwszej, która okrywała swe cnoty we mgle, przysporzył Yas'owi wspomnień. Widział dokładnie, że była tak samo sino blada jak tamten stwór. Jej żarzące się szkarłatem oczy rozpalały jego gniew wewnątrz serca. Wciąż pamiętał co stało się z jego towarzyszami tamtej nocy. Musiał jednak opanować swe emocje, gdyż to było ostatnią rzeczą jakiej w tej chwili potrzebował. Magus zgiął lekko kolana i wysunął lewą, prowadzącą rękę lekko do przodu. Prawą delikatnie cofnął do poziomu torsu. Było po nim widać, że jest gotowy do boju.
  Donośny głos Pierwszej zabrzmiał w okolicy, a zaraz po nim odezwał się Samir, który ewidentnie wskazywał, że to właśnie ona była tą istotą, która śledziła ich ruchy od bardzo dawna. Jasław rzucił szybko wzrokiem po całej swojej grupie i wbijając swą stalową maskę w twarz bladolicej postanowił powtórzyć rozkazy.
  Nie zapomnijcie o tym co mówiłem – rzucił bardzo opanowanie. – I dla jasności, to my dzisiaj zaśniemy spokojnie po wygranej bitwie, a ona będzie gryzła piach – słowa zabrzmiały jakby coś miało zaraz z niego eksplodować, lecz mimo tych pozorów wciąż stał nieruchomo, a jego aura zaczynała powoli się unosić.
  Labuhn nie zamierzał atakować pierwszy. Wyczekiwał na pierwszy ruch bladolicej i zamierzał wychwycić reakcję swoich kompanów. Nie mogli pozwolić sobie na długą walkę, ponieważ Pierwsza dysponowała znacznie większymi pokładami energii. Trzeba było to skończyć w miarę szybko i rozsądnie. Drugi był przyszykowany na kolejny atak błyskawicą, który miał zamiar zatrzymać nad wszystkimi tworząc kopułę lodu, lub stworzyć tarczę przed sobą, która miał go zasłonić i umożliwić ruszyć z kontratakiem. Nie spodziewał się takiej potęgi z jej strony, więc na ten czas słabsze zaklęcia mogłyby nie sprawdzić się w praktyce. Po pierwszej porządnej wymianie ciosów zdecyduje co robić dalej.
Ilość słów: 748

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lip 22, 2018 8:54 pm  

Narrator

  Moment, w którym Jasław przelał do magicznej kuli nieco energii, mniej więcej pokrył się z tym, w którym w północnej części Powładów wyrosła kolejna błękitna sfera. Prawdopodobnie Dalewin także natknął się już na Pierwszego bądź Pierwszą. Oprócz samej magicznej osłony dostrzec można było kilka wybuchów oraz języków ognia wzbijających się w powietrze
  Bladolica spoglądająca z nienawiścią na Labuhna raz jeszcze się zaśmiała. Z pogardą obrzuciła wzrokiem nadal nieco trzęsącą się Iwonę, po czym uniosła w jej stronę rękę i wypuściła z niej kolejne wyładowanie elektyrczne. Dziewczę raz jeszcze wrzasnęło i zdawało się, że zaraz zostanie dosłownie usmażone. Sytuację jednak niespodziewanie odmienił atak Mogiłka, który czym prędzej doskoczył do szkarłato-okiej bestii i zdzielił ją zaklętym ostrzem prosto w plecy. Stwór obrócił się w jego kierunku i donośnie syknął.
  Meyr postanowiła nie być dłużna – tym razem szybko się otrząsnęła i w dzikiej furii zbliżyła do Priori, unosząc w powietrze swój sztylet, by pokryć go magiczną smugą. Dźgnęła postać kilka razy w plecy i szybko odskoczyła. Z ran przeciwnika wydzielać zaczął się błękitny dym.
  Do ataku przystąpiła także reszta drużyny – żaden z nich jednak nie trafił. Pierwsza, widząc do czego dopuściła swym niedocenianiem przeciwnika, teraz pilnowała się bardziej. Znów zaczęła skakać po całym polu walki, unikać wszystkich cięć. Zaklęta sfera zdawała się działać dość dobrze, a i przewaga liczebna dawała się we znaki. W pewnym momencie bladolica zatrzymała się i uniosła w powietrzu. Zamknęła oczy i rozpostarła dłonie. Wokół palców jej dłoni coś delikatnie błyskało...
Ilość słów: 326

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 31
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pn lip 23, 2018 6:20 pm  

  Mieścina, która kiedyś gościła Yas'a, Delewina i ich towarzyszy, zmieniła się właśnie w jedno wielkie pole bitwy. Jasne płomienie buchały pomiędzy domostwami, gdzieś na północy ukazała się sfera należąca do drugiego magusa. Dzisiejszej nocy było pewne, że nie wszyscy wrócą do domu, a ci którzy przeżyją, będą mieli co wspominać.
  Labuhn stał niewzruszony, gdy Pierwsza rzuciła na niego wzrok przepełniony pogardą i wyższością w łańcuchu pokarmowym jaki aktualnie panował na kontynencie. Po tym jednym wyrazie twarzy można było zrozumieć co von Schwarz miał na myśli mówiąc, że większość z jej gatunku gubi duma i pycha. Ludzie nie mogli sobie pozwolić na podobne zachowanie w obliczu istoty fizycznie i magicznie potężniejszej od praktycznie większości ludzkości. Gdy jej gniewne ślepia zatrzymały się na Meyr, każdy miał gdzieś tam z tyłu głowy, że właśnie ona posmakuje następnego ataku. Iwona wydała z siebie po raz kolejny bardzo przeraźliwy i donośny krzyk, który aż mroził krew w żyłach.
  Na całe szczęście Mogiłek skorzystał z okazji i rzucił się na bladolicą ze swoim orężem i ugodził ją w plecy. Najwidoczniej Pierwszej nie spodobała się parada młodego Egzarchy, co odwzajemniła nieprzyjemnym dla ucha sykiem. Zaraz po najmłodszym członku ekipy, Meyr w szaleńczej furii wyskoczyła w jej stronę i dźgnęła ją również w plecy kilkukrotnie. Z jej ran po jakiejś krótkiej chwili zaczął wylatywać niebieski dym. Wyglądało to tak, jakby Pierwsi nie posiadali krwiobiegu w swoim organizmie, a odpowiednikiem ludzkiej krwi był gaz. Jasław stał nieruchomo, wciąż obserwując całe zdarzenie i przyglądając się bardziej anatomii tej plugawej istoty.
  Cała drużyna ruszyła na nią w zaciekłym pędzie. Ich całkiem dobrze skoordynowane ruchy były bardzo dobrze wykonane, lecz nie byli przygotowani, ani nawet przyzwyczajeni do takiej prędkości poruszania się przeciwnika. Gibkość jej ciała pozwalała jej spokojnie unikać każdego jednego ataku wykonanego z najróżniejszych stron i pod wieloma kątami. Gdy widać było po jej postępowaniu, że niezbyt radzi sobie z przewagą liczebną wroga, nagle zatrzymała się w miejscu i lekko uniosła w powietrzu. Jej dłonie zaczynały zbierać i formować energię, a niewielki iskierki skakały między palcami.
  Yas wyczuł, że to był ten moment, w którym ona była skupiona, a po jej ruchach oczami można było wnioskować, że chciała złapać wszystkich przeciwników wzrokiem. Drugi nie dał jej wiele czasu do zebrania mocy, gdyż sam postanowił wykonać w końcu swój ruch. Dosłownie kilka sekund po tym jak ona uniosła się w powietrzu, magus opuścił swą lewą dłoń do pozycji poziomej, a nie więcej niż pół metra nad Pierwszą pojawiła się dłoń wielkości karczemnych drzwi, która po delikatnym skinieniu koniuszkami palców w dół, runęła niczym pchana przez samych Onych w stronę ziemi. Jasław był już przygotowany swoją drugą ręką na to, aby zamienić jej płaskie i blade ciało w dziurawy ser.
  Jeżeli udałoby mu się trafić ją lodową dłonią i przycisnąć do ziemi, drugą ręką nabiłby ją na sześć szpikulców lodowych, które byłyby równomiernie skierowane trzy w tors, jeden w głowę i na nogi i ręce pod skosem. Jeżeli atak nie doszedłby jednak do skutku, Labuhn uformowałby swą lodową rękawicę w bardziej konwencjonalny kształt i użył do wsparcia towarzyszy przy wymianie ataków.



Jeżeli atak nie dojdzie do skutku – PW 20-6=14
Jeżeli kombinacja się powiedzie – PW 20-6-3=11
Ilość słów: 661

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lip 28, 2018 7:45 pm  

Narrator

  Na to, co działo się w tej chwili na polu bitwy, "burza" byłaby zdecydowanie zbyt skromnym określeniem. Kiedy tylko Pierwsza wzniosła się do góry – co już samo w sobie było na swój sposób zaskakujące, bowiem mało kto wśród osób uzdolnionych magicznie parał się lewitacją – a pomiędzy palcami jej rąk zaczęły tańczyć małe wyładowania elektryczne, można było odnieść wrażenie, że zaraz stanie się coś złego. I nie było to wcale mylne – zanim jeszcze Yas zdążył wykonać swój skomplikowany – a zarazem śmiercionośny – manewr, bladolica zdołała uformować potężny piorun kulisty, który natychmiast wystrzelił w dół, a następnie skierował się ku Cathrine.
  Moment, w którym kobieta doznała tak potężnych obrażeń, idealnie zbiegł się z chwilą, w której nad szkarłatno-oką bestią zmaterializowała się potężna, lodowa dłoń, która runęła w dół z mocą tysiąca słońc. Pierwsza – na swoje nieszczęście – nie zdołała uskoczyć na czas. Jedynie przez parę setnych sekundy na jej lico spostrzec dało się nagłą wątpliwość przeobrażającą się powoli w przerażenie.
  Lodowy "posąg" rozbił się na drobne kawałeczki, gdy tylko z impetem trzasnął o podłoże. Błękitna mgła, wzmacniana przerażającym wrzaskiem, spowiła całe pole bitwy. Krzyk ten jednak szybko zniknął, a spod ziemi wyrosły szpiczaste, lodowe filary, dziurawiąc tym samym – będące już i tak w opłakanym stanie – ciało kobiety. Wszystko ucichło. Czas jakby stanął w miejscu. Jedynie Egzarchowie, nie czekając nawet na rozkaz, ruszyli przed siebie. Rolf, dzierżący w ręce potężny młot bojowy, od którego aż biło energią rozpoczął szarżę. Z całych swych sił trzasnął miażdżącą bronią w sopel, na którym zwisała Pierwsza, a gdy ta opadała w dół, jakby znikąd pojawił się al-Rahmani, trzymający wysoko w górze halabardę, z której energia aż wyciekała. Gdy tylko bladolica znalazła się w jej zasięgu, ten opuścił ją w dół tnąc prosto w szyję. Łeb bestii uderzył o ziemię, a po chwili zamienił się w smugę błękitnego dymu i zniknął.
  Bott! — nagły krzyk zwrócił uwagę Labuhna — Cholera, trzymasz się? — jego źródłem były rzecz jasna struny głosowe należące do Iwony, pędzącej w tej chwili w stronę koleżanki z oddziału. Pochyliła się nad kobietą, która leżała na ziemi i cała się trzęsła. W kałuży, na którą składała się deszczówka, krew oraz jej mocz.
  Meyr wzięła do ręki swój sztylet i przebiła nim rękę kuszniczki. Po chwili w wyżłobionych w nim liniach zaczęła płynąć energia. W taki sposób Egzarcha najprawdopodobniej korzystała ze swojego zaklęcia leczniczego. Dziewczę bowiem przestało tak okropnie zawodzić i telepać się, jednak nadal nie stawało na nogi.
  Źle z nią. Potrzebuje lepszej, a przynajmniej długotrwałej pomocy — spojrzała na Yasa.
  W oddali nadal toczył się bój pomiędzy Dalewinem i Pierwszym bądź Pierwszą. W podobnej sytuacji był zresztą sam Ulrich. Jedynie Yas zdołał względnie szybko uporać się z zagrożeniem... Jednak czy na pewno?
Ilość słów: 585

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 31
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

śr sie 01, 2018 4:35 pm  

  Chaos walki z Pierwszą nie wybił Yasa ani na chwilę z transu, w który wpadł przez energię, która przepływała przez jego żyły. Gdyby stał teraz nago, to świeciłby się pewnie jaśniej niż słońce w środku letniego dnia. Jego dłonie zapłonęły gorącem, a on odczuwał "przyjemne" ciepło, które bywało dla niego czymś przyjemnym podczas lodowatej egzystencji. Nie obserwował terenu, a skupił się tylko i wyłącznie na przeciwniku. Kiedy ona wykonała swój atak, w tym samym momencie Jasław zrobił swój ruch.
  Lodowa dłoń cisnęła bladolicą w żwirowe podłoże i rozbiła się na niej, dociskając ją do gleby. Mało kto byłby w stanie wytrzymać takie uderzenie i parcie, które było wywierane z potężnego kawałka zamarzniętej bryły. Magus jednak nie ufał Pierwszej i pomimo takich obrażeń, doprawił ją lodowymi szpikulcami. Jej ciało wytwarzało coraz to więcej i więcej mgiełki, która ewidentnie była ich "krwią". Wydawało się, że zjeżdżająca powoli w dół po zamarzniętych soplach, nie ruszy się już nigdzie. Egzarchowie z drużyny Yasa nie czekali jednak na to, aby poczekać i sprawdzić czy żyje, a może już dawno zdechła przy pierwszym spotkaniu z ziemią. Chłopcy doprawili ją swoimi orężami, a jej martwa głowa poturlała się po błotnistym podłożu i w końcu zamieniła się w błękitną mgiełkę.
  Uwagę Labuhna zwrócił krzyk Iwony, która czym prędzej poleciał Cathrin na pomoc. Leżał w opłakanym stanie w kałuży własne uryny, krwi i mieszanki ziemi z wodą. Drużynowy medyk szybko i zdecydowanie użył swoich leczniczych mocy na poszkodowanej, lecz zastopowała jedynie drgawki i potworne zawodzenie spowodowane prawdopodobnie przeszywającym bólem. Drugi będąc dowódcą tej drużyny, nie chciał pozwolić sobie na kolejny bilans stratny podczas misji.
  Mogiłek, bierz Bott na ręce, tylko ostrożnie! Zmieniamy formację, idziesz teraz w środku z Iwoną, a my tworzymy ruchomy trójkąt. Kierujemy się w stronę najbliższej grupy i szukamy medyka – rozkazy Jasława zabrzmiały bardzo stanowczo i widać było, że miał to wszystko zaplanowane. Każdy przywódca powinien wiedzieć co robić w sytuacji, kiedy jego ludzie są poszkodowani. Znając jednak innym Drugich, większość z nich spisałaby Cathrin na straty. Yas jednak różnił się do całej reszty i pokazywał na każdym kroku, że wciąż ma duszę i ludzkie odruchy.
Ilość słów: 446

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz sie 05, 2018 8:08 pm  

Narrator

  Labuhn dość szybko zwrócił swój wzrok w stronę Iwony pędzącej na pomoc Cathrin. Słusznie zauważył, że kobieta pomogła poszkodowanej tyle, na ile tylko mogła – nieco uśmierzyła ból i pozwoliła Egzarsze się wyciszyć. Na wieść o konieczności lepszej opieki, Jasław podjął szybką decyzję – młodzik miał wziąć ranną niewiastę na ręce i przenieść podążać za resztą drużyny w stronę innej formacji. Właściwie była to decyzja dość ryzykowna, szczególnie zważywszy na fakt, iż w oddali nadal buchały płomienie, uderzały pioruny, a nawet niekiedy w powietrze wzbijały się obłoki gorącej pary. To jednak nie przeszkadzało – jeszcze niedoświadczonemu – dowódcy skierować się w stronę najbliższego pola walki, a tym była okolica tawerny. Tam swoje woje toczył Schwarz. Po samych odgłosach można było stwierdzić, iż to starcie zdecydowanie należało do tych intensywniejszych. Trzaski, huki, wybuchy, stal uderzająca o stal, bulgot czegoś wrzącego – co później okazało się być krwią.
  Mogiłek podszedł do leżącej Egzarchy, przykucnął przy niej, złapał ją i z trudem uniósł. Z tego niemałego wysiłku, na czole młodzieńca wyskoczyła pulsująca żyłka. Ostatecznie jednak przerzucił Cathrin przez ramię, a potem wstał i dołączył do reszty. Stanął w środku, podczas gdy cała reszta go eskortowała. Powoli zbliżali się do kolejnego miejsca walki.
  Błękitną sferę było widać już w oddali, jednak dopiero po podejściu na jakieś 15, może 20 metrów dało się dostrzec, co dzieje się wewnątrz. Wcześniej wszystko przesłaniała dość gęsta, mleczno-biała mgła.
  Niemal całe pole bitwy pokrywała wrząca krew. Na nielicznych budynkach i drzewach, które jeszcze jako tako się trzymały, wisały ludzkie wnętrzności, z których skapywała jucha. Odór bijący od tego miejsca był nie do opisania. Uderzał w nozdrza z ogromną siłą, wywołując u co słabszych jednostek – choćby takich jak Mogiłek – odruchy wymiotne.
  Dopiero po krótkiej chwili Yas w całym tym zamęcie dostrzegł głównego sprawcę całej tej masakry – postawnego mężczyznę o białych włosach, ściętych po bokach niemal na zero, dzięki czemu tworzyły charakterystyczny irokez. Rozbudowana tkanka mięśniowa pokrywała całe jego błękitno-blade ciało, a szkarłatne oczy jarzyły się we mgle. Z każdym jego ruchem, po całym powietrzu rozchodziły się wibracje. Moment później, Labuhn zlokalizował szóstkę zmasakrowanych Egzarchów, porozrzucanych po całym polu bitwy. Wypatroszonych, poprzecinanych, bladych – przy pomocy magii spuszczono z nich krew. Po drugiej stronie swoistej areny stał Ulrich i pozostała czwórka wojowników. Obie strony wyglądały już na wymęczone, jednak to zdecydowanie Pierwszy radził sobie lepiej. Przynajmniej takie można było odnieść wrażenie spoglądając na ilość poległych Egzarchów. Yas zaś musiał obejść się poniekąd ze smakiem, bowiem ów potwór nie przypominał z wyglądu bestii, która wcześniej wyrżnęła niemal całą jego drużynę i ponad połowę populacji Powładów.
  Mamy się dołączyć teraz? — Rolf stanął po prawicy Labuhna, zadając dość ważne pytanie. Po chwili dołączył do niego al-Rahmani. — Chyba jeszcze nas nie zauważyli, ani ten blady skurwysyn — splunął na ziemię. — Ani Schwarz.
  Yasowi pozostawało jedynie podjąć decyzję. Zaatakować? Co zrobić teraz z Bott i Mogiłkiem? Czy może się wycofać? Obie strony właśnie szykowały się do kolejnego ataku, który mógł być tym decydującym...
Ilość słów: 635

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 31
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

wt sie 07, 2018 4:47 pm  

  Jasław zastanawiał się przez ten cały czas, czy uda mu się wyprowadzić wszystkich żywo z tej potwornej rzezi. Na jego nieszczęście, Cathrin została poważnie ranna i dla niektórych mogłaby być jedynie kulą u nogi, lecz Yas uważał ją jako poszkodowanego kompana, którego trzeba teraz ochronić. W jego głowie rysował się plan, w jaki sposób zapewnić jej i całej reszcie bezpieczny powrót do domu.
  Gdy biegli przed siebie, a Mogiłek unosił nieprzytomną Bott, przed nimi ukazała się błękitna strefa oznaczająca miejsce walki. Były tylko dwie możliwości, mogli spotkać tam von Schwarza lub Delewina. Już z odległości kilkunastu metrów widać było, że panujące w środku warunki były zbliżone do tych, z którymi im przyszło się zmierzyć. Po dokładniejszych oględzinach, wszyscy zauważyli jednak, że wnętrze różni się nieco od tego, w którym walczyli z bladolicą. Było w niej pełno wrzącej krwi, która należała do poległych Egzarchów.
  Kolejny Pierwszy stanął im na drodze. Była w samym środku "areny śmierci", a jego przeciwnikiem był sam dowódca kampanii. U jego boku stało jeszcze kilkoro wojowników, lecz każdy dawał po sobie poznać, że pojedynek jest zacięty i wymęczający. Szkarłatne oczy wyłoniły się z mgły. Postura ewidentnie wskazywała na potężną jednostkę, lecz włosy na głowie i cała reszta detali na ciele dość szybko wybiły Labuhna ze złudzenia iż mógł to być osobnik, któremu chciał się odpłacić za ostanie spotkanie.
  Gdy po krótkiej chwili oględzin i analizy pola walki Rolf zadał bardzo ważne pytanie, Jasław musiał przemyśleć ich następny ruch. Spojrzał przez ramię i dostrzegł zmęczenie Mogiła oraz fatalny stan Bott. Nie mógł pozwolić sobie na chwilę zwłoki. Musiał pomóc swoim towarzyszom tak samo jak musiał wkroczyć z pomocą na pole bitwy. Odczuwał wciąż skutki poprzedniej walki i chciał rozegrać ich następny ruch mądrze i bezpiecznie.
  Rolf, Samir, bądźcie gotowi na kolejną konfrontację Schwarza z Pierwszym. Zaatakujemy zza sfery i wykorzystamy element zaskoczenia. Niech ten, który nie potrafi ciskać magią na odległość złapie za kuszę Bott – plan był nieco ryzykowny, gdyż będąc poza sferą nie byli chronieni po części, lecz również wychodzili z zasięgu krwawej łaźni jaką mógł im sprawić bladolicy.
  Yas ustawił się szeroko na nogach i nie zbierając jeszcze energii w sobie, aby nie zaalarmować przeciwnika, gotowy był na atak dystansowy. Jeżeli dojdzie do kolejnej konfrontacji, wyciągnie obie ręce w swoją prawą stronę i utrzyma je w odległości od siebie na ok. trzydzieści centymetrów. Pomiędzy jego dłońmi uformuje się lodowa struktura na wzór śnieżynki. Będzie mniej więcej długości całej ręki Drugiego, a grubością nie przekroczy pięciu trzech centymetrów. Wprawi ją w ruch wirowy i skupi się na tym, aby utrzymać ją w pętli zawrotnej prędkości. Będzie ona niezwykle twarda oraz ostra. Można przyrównać ją do dużej piły w tartaku, która tnie ogromne bale na pół z niezwykłą łatwością. Taka śnieżka wyleci równie szybko sterowana rękoma i umysłem młodego magusa. Cały haczyk w tym ataku będzie polegać na tym, że lodowy twór skieruje się bardziej na dolne partie ciała Pierwszego i przy jego uniku jeżeli zauważy nadchodzący atak, śnieżynka zostanie natychmiastowo skierowana w jego stronę na celu przecięcia ciała potwora od dołu do góry.
Ilość słów: 645

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn sie 13, 2018 4:19 pm  

Narrator

  Tak jest — Weizmann skinął głową i pierwszy ustawił się do ataku. Mimo swej wcześniejszej brawury, teraz zdawał się być nieco zlękniony. Zresztą nie było to niczym dziwnym – widok pola walki, które bardziej przypominało ludzkie wnętrzności, niż środek osady zwanej Powładami, był dość niecodzienny i zdecydowanie niepokojący. Szczególnie wrząca krew, która aż parowała.
  Mogiłek, nadal trzymając na rękach Cathrin, odsunął się z nią na bezpieczną odległość, prawie za stojący nieopodal murowany domek, który jakimś cudem ostał się jeszcze w całości. Prawie nienaruszony – jedynie dach musiał być wcześniej pokryty strzechą, po której teraz pozostał jedynie popiół. Kuszę należącą do Bott pochwyciła Iwona, pełniąca dotąd rolę medyka, który to mimo swej niepozorności, wcześniej zadał Pierwszej niemałe obrażenia. Kobieta pewnie uniosła śmiercionośną broń dystansową i przelała w nią nieco energii, chcąc sprawdzić w jaki sposób biegnie ona w tych konkretnych liniach. Musiała dobrze wiedzieć, jak aktywować konkretne zaklęcia, coby przypadkiem nie wysadzić samej siebie. Zamknęła oczy na dosłownie parę sekund, przełknęła ślinę i wycelowała prosto w Pierwszego.
  Podobnie uczyniła cała obecna reszta – Rolf, którego młot już oplatała energia gotowa wystrzelić w każdym momencie. Samir, co to mu obie ręce drżały, a oczy latały na wszystkie strony, również już przelewał w swoją broń zadziwiająco pokaźne pokłady energii, jakby co najmniej chciał przeciążyć zaklętą halabardę i wywołać samemu sobie znany efekt. I na końcu Yas formujący pomiędzy dłońmi coś na wzór sporawej śnieżynki, jednak o właściwościach raczej tnących, niźli mrożących.
  Kiedy tylko bladolicy przeszedł do ataku, to samo uczynili inni. Schwarz wraz ze swymi Egzarchami ruszył do ataku pełną parą – potężne wyładowania zakłóciły działanie sfery, która niemal natychmiastowo zniknęła, jedynie migając wcześniej kilka razy. Kiedy opadła krew, a para się rozstąpiła, na polu bitwy stał już jedynie Schwarz oraz jego oponent. Pierwszy nie miał już prawej ręki, Ulrich zaś ledwo trzymał się na nogach, choć nadal był w całości. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. W tym momencie blada bestia była całkowicie wystawiona do ataku, a w całym tym zamieszaniu, nawet nie spostrzegła aury pozostałych magów.
  Ognista strzała wbiła się z impetem w korpus potwora, chwilę potem to długa halabarda zanurzyła się w lewym ramieniu. Energetyczny pocisk wystrzelony z młota Rolfa uderzył Pierwszego prosto w głowę. Stwór zwrócił się w ich stronę. Na jego twarzy malowała się czysta żądza zniszczenia, nasilona chęć anihilacji wszystkich i wszystkiego wokół. Kiedy więc w jego stronę lecieć zaczęła "śnieżynka" Jasława, ten uskoczył do góry, zupełnie nieświadomy planowanego manewru. Okrągła tarcza nagle wzbiła się w powietrze, stale się kręcąc z potężną prędkością. Ominęła nogi Pierwszego i zaczęła przeżynać się od krocza w górę, zatrzymując dopiero w górnych okolicach klatki piersiowej. Bestia przy pomocy magii ledwo powstrzymała zaklęcie Labuhna, jednak to zajęło jej zbyt wiele czasu – w tym samym momencie w polu widzenia pojawił się Schwarz tnący jednym zamachem obie nogi bladolicego. Oboje opadli na ziemię i zdawało się, że zaatakuje po raz ostatni, jednak nawet to nie było mu dane. Nagle – jakby znikąd – pojawił się Dalewin z dwójką swoich Egzarchów, formujący na swojej nodze energetyczny, gruby pancerz, którym trzasnął w łeb Pierwszego, dosłownie go miażdżąc.
  Wszyscy odetchnęli z ulgą, przynajmniej na moment. Adrenalina zaczęła uchodzić, a Yas poczuł osłabienie, głównie ze względu na dość intensywne używanie zaklęć.
  Przegrupować się, przeliczyć, zanotować straty! — Ulrich wstał, podpierając się na długim, czarnym ostrzu. Głośno dyszał, a spod jego hełmu strużką wyciekała krew. — Zaraz po tym wycofujemy się, do Strzelca. Tam mamy bliżej, niż do Hawiarów — poinformował drużynę. Wziął głęboki oddech i spojrzał pierw na Labuhna, potem na Dalewina. — To był ten skurwysyn? — spytał. Zapewne oczekując twierdzącej odpowiedzi.

Spoiler:
-6 PW, plus czujesz już osłabienie.
Ilość słów: 752

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 31
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pn sie 20, 2018 4:37 pm  

  Wiatr mocniej zawiał, a setki kropel deszczu obijały się o żelazną maskę Drugiego. Jego ręce na moment ścierpły, po czym napływ gorąca w dłoniach wznowiło krążenie krwi. W takich momentach Yas czuł, że żyje, a jego ciało nie jest tylko i wyłącznie kawałkiem odłamanego lodowca, który dryfuje po morzu zwanym "życiem" w osamotnieniu.
  Śnieżynka ruszyła, a za nią cała salwa innych magicznych ataków. Tak jak to przewidział, sama walka z tym mutantem, który wybił prawie całą poprzednią drużynę Jasława dała mu do zrozumienia, że toczą bój z istotami najzwyczajniej stworzonymi do bitew. Ich zwinność, szybkość, siła i inteligencja co niektórych przekraczała rozumowanie zwykłego, szarego człowieka. Tym razem jednak to nie te czynniki przesunęły szalę zwycięstwa na stronę ludzi, lecz spryt, doświadczenie oraz przemyślana strategia.
  Idealnie zgrane ruchy całej kampanii poprowadziły tych co się ostali do wygranej, lecz kosztem wielu istnień, które musiały polegnąć, aby ten piękny sen się ziścił. Labuhn zerknął po całej akcji przez ramię i dostrzegając młodego Egzarchę, który trzymał na swych ramionach Bott, uświadomił sobie, że zabijając tą parszywą kreaturę, przyspieszył uzyskanie pomocy dla swojej towarzyszki.
  Nagle ciepło z dłoni uszło i powrócił już tylko znany i znienawidzony chłód. Wraz z nim również doszło do magusa, że podczas tych krótkich chwil na polu walki zużył całkiem sporą ilość swojej energii. Chwycił się za pierś i zaczął głośniej oddychać. Złapał się za maskę, po czym starał uspokoić myśli oraz oddech. Znał swoje granice. Tym razem nie powinien zemdleć i upaść twarzą w błoto. Raz mu się to zdarzyło i niemiło wspomina tamte czasy.
  Kiedy dowódca zwrócił się do wszystkich żołnierzy i wydał im rozkazy, skierował swój wzrok na Drugich oraz zadał pytanie, na które niestety musieli odpowiedzieć przecząco.
  Nie dowódco Schwarz, to nie ta istota – odpowiedział całkiem oschle, lecz nie czuć było zawodu, ani ulgi. Zaraz po odpowiedzi, rzucił krótko do swojego przełożonego. – Dowódco, wnoszę o pomoc medyczną dla mojego człowieka. Doznał wstrząsu spowodowanego wyładowaniem elektrycznym. Potrzebuję ją ustabilizować do czasu uzyskania długotrwałej opieki.
  Jasław stał nieruchomo, jakby spojrzał bazyliszkowi prosto w jego zabójcze ślepia. Mógł spodziewać się odpowiedzi, która nie podnosiła go na duchu. W głębi serca wierzył, że jednak ostali się ludzi, którzy mogliby pomóc Cathrinie. Chciał w to wierzyć. Wojna jednak nie znała granic cierpienia i bólu, więc spodziewał się najgorszego.
Ilość słów: 465

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość