Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Błękitnym tropem

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

wt cze 26, 2018 9:06 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Podczas rozmowy z przełożonym Yas zastanawiał się, czy są Pierwsi zdolni do poruszania się nieopodal ludzi i zostać niezauważeni. Jeżeli tak było, to ten konkretny musiał być niewiarygodnie szybki, bądź też użyć kamuflażu. W każdym bądź razie musiał być czujny i mieć oko na wszystkich towarzyszy, gdyż żaden z nich nie zareagowałby dostatecznie szybko na atak wroga nie spodziewając się go jak on sam. Wszedł w stan stałej czujności.
  Tak jest dowódco Schwarz.– odpowiedział, gdy ten skończył swój wywód. Pomyślał przez chwilę których ludzi postawić na straży w nocy. aby cała reszta nie odczuła innego kratkowania z jego strony i wywnioskował, że pierwszą wartę mogą objąć Samir i Rolf, po czym zmieniliby się po dwóch godzinach z Cathrin i Mogiłekiem, a ostatni czas pilnowania pozostałby jemu i Iwonie. Dumając o tym, chciał przekazać informacje o harmonogramie swojej drużynie, a następnie dostarczyć rozkazy od kapitana Dalewinowi.
  Yas kroczył po udeptanej ziemi w stronę ich tymczasowego noclegu. Tawerna przepuszczała na dwór gwar, który był zrozumiały, patrząc na ich ostanie podróże i obowiązki. Każdy jeden chłop i kobieta chcieli na pewno odpocząć na normalnym posłaniu, nie w wojskowych warunkach. Otworzył drzwi szeroko i powolnym krokiem wkroczył do środka. Wzrokiem wyszukiwał Delewina, który siedział w gronie wybranych przez niego ludzi. Kątem oka dostrzegł również swoją drużynę, która zasiadła w rogu tawerny, mając zasłany jadłem stół i chlipiąc coś na wzór kompotu. Jego stopy poprowadziły go wpierw w stronę Drugiego.
  Dowódca rozkazał abyśmy wybrali po dwie osoby na nocną wartę. Możesz im przekazać kule, ale to już twoja własna decyzja co z nią zrobisz. – przekazał informacje zimno i bardzo profesjonalnie. Skierował się następnie w stronę schodów prowadzących na wyższą kondygnację budynku, aby odpocząć chwilę będąc cały dzień w podróży, a następnie na długim patrolu. Gdy postawił nogę na pierwszy stopień, jego brzuch odezwał się głośnym burczeniem. Przy okazji przypomniał mu, że należałoby wtajemniczyć swoją drużynę w plan warty. Ruszył tym samym do stołu, w którym zasiadali i zajadali się już sałatką z dużą ilością mięsa.
  Przyuważył, że pomiędzy najmłodszym uczestnikiem wyprawy, a blond włosom niewiastą było wolne miejsce dla jeszcze jednej osoby. Dosiadł się do nich, rozglądnął po wszystkich i zaczął mowę, którą również szykował przez ten czas w swojej głowie.
Wybaczcie mi, że wcześniej uniosłem się podczas rozmowy... – głos rozbił się żelaznym echem po masce. Chwycił kawał żelastwa spoczywający na jego twarzy i szybkim ruchem odłączył ją od reszty kaptura. Oczom wszystkim ukazała się gładka, nieprzeciętnej urody, młoda twarz. Błękitne oczy, w których nie jeden człowiek mógłby utonąć podczas rozmowy, skierowane były w stół. Prawą ręką odgarnął nakrycie głowy spod której wyjawiła się biała czupryna. Poprawił swoje włosy, po czym kontynuował starając się złapać kontakt wzrokowy z każdym z osobna.

  Zareagowałem ostro na rzeczy które mówiliście, ponieważ nie chciałbym stracić kolejnych towarzyszy przez głupie błędy jakimi są nieostrożność i niedocenienie wroga. – kończąc te zdanie zaczął ściągać rękawiczki i schował je do jednej ze swoich sakw. – Nim przejdę do strawy, bo mój brzuch woła o pokarm, chcę przekazać wam harmonogram nocnej warty. – mówiąc to, uśmiechnął się lekko wiedząc, że mało kto chciałby spędzić noc na staniu i pilnowaniu tawerny, gdy cała reszta spokojnie spała. – Samir i Rolf obejmą pierwszą wartę, po dwóch godzinach zmienią się z Cathrin i Mogiłekiem, a ja i Meyr obejmiemy posterunek jako ostatni. Wszyscy mamy stawić się na godzinę po wschodzie słońca na zaplanowany wymarsz. Jeżeli ktokolwiek ma zastrzeżenia co do mojego rozplanowania grup wartowniczych, teraz ma szansę na zabranie słowa. – Jasław czekał aż ktokolwiek się wypowie, a następnie zacznie swoją kolację, poprzedzając ją skonsumowaniem jednej ze swoich pigułek.
Ilość słów: 730

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr cze 27, 2018 5:19 pm  

Narrator

  Choć tawerna była zatłoczona przez armię ludzi odzianych niemal identycznie, odnalezienie Dalewina nie było specjalnie trudnym zadanie. Po pierwsze, mężczyzna był Drugim, więc już samo to sprawiało, że wyróżniał się z tłumu. Nie tylko szatami, ale też postawą. Egzarchowie, jakkolwiek dobrze wyszkoleni i przystosowani do służby w "wojsku" by nie byli, nigdy nie zachowywali się tak jak Magusy. To nie oni, by przejść inicjację musieli zgłębić wiedzę w niemal każdym istotnym kierunku. Posiadacze zaklętych przedmiotów koncentrowali się zwykle na dwóch, trzech dziedzinach, w dodatku prawie zawsze powiązanych z wojaczką. Egzarchowie bowiem rzadko kiedy mieli większe ambicje. Po drugie zaś – Yas przez jakiś czas podróżował z ów Drugim, toteż odnalezienie jego twarzy w tym tłumie poszło gładko. Siedzący pośród swych kompanów, popijał kompot śliwkowy, przegryzając od czasu do czasu gruby kawał mięsa. Przypominał bardziej zmęczonego życiem, pełnego doświadczeń człowieka, niźli pełnego zapału Drugiego. Wcześniej taki nie był – jak zresztą Jasław dobrze pamiętał – wszystko zaczęło się od wydarzeń mających miejsce w Powładach.
  Lekko uniósł głowę do góry i spojrzał na maskę przykrywającą lico Labuhna. Wyraz jego twarzy był zupełnie neutralny. Nie zaregaował na słowa w żadne specyficzny sposób. Po prostu pokiwał głową, a gdy Yas odchodził – usłyszał tylko jak mężczyzna wyznacza osoby, które zajmą wartę tej nocy... A raczej pozwolił im zdecydować i podzielić się na dwójki samemu.
  Kiedy Yas zbliżał się do stolika, przy którym przesiadywali wybrani przez niego podopieczni, ich wzrok stale skupiał się na jego sylwetce. Dopiero gdy usiadł – pomiędzy Mogiłkiem, a Cathrin – przestali się tak wpatrywać. Kontynuowali posiłek, aż do momentu, gdy Drugi ściągnął maskę. I wcale nie chodziło o to, że byli jakkolwiek zaskoczeni wyglądem młodego Magusa, tutaj w grę wchodziła czysta ciekawość. Inaczej już jednak podeszli do słów przez niego wypowiedzianych.
  Ale miałeś rację, szefie — odparł Rolf, choć słychać w jego głosie było, iż ciężko było się mu do tego przyznać. — Może się przeceniamy, jednak jak na mój, chłopski, łeb to łatwiej do walki podejść myśląc o wygranej, niż o przegranej.
  Przeceniając siebie, nie doceniasz przeciwnika, Weizmann. A to prowadzi do nieprzyjemnych rzeczy — wtrąciła się Bott. — Nie mamy do czynienia z grupą przerośniętych idiotów, którzy obrabiają ludzi na traktach, tylko z magią. Wiesz czego spodziewać się po bandycie, co to ledwo mieczem się posługuje, ale czym miotać będzie w ciebie Pierwszy już niekoniecznie.
  I zdawało się, że wejdą w dłuższą dyskusję, na ten temat. Przerwały im jednak słowa Jasława, który dość szybko rozdzielił warty pomiędzy poszczególnych członków drużyny, włączając w to nawet siebie samego – czego najwyraźniej się nie spodziewali, a wskazywały na to ich wyrazy twarzy. Nie oponowali jednak – ani w kwestii doboru osób, ani tej "drugiej".
  To dobry podział, dobry — rzekł tylko Samir, tym swoim nerdyjskim akcentem, gubiąc nieco język. — Miejmy tylko nadzieję, że te, te Priori — dopomógł się Sanctinem — Wcale tu nie łażą.
  Reszta pokiwała głową i wróciła do jedzenia, czasami tylko przerywając i rozmawiając pomiędzy sobą. Yas połknął swoją pigułkę, dokończył konsumpcję, napił się ciepłego kompotu i najwidoczniej spędził resztę wieczoru z kompanią. Długo on jednak nie trwał – chwilę po dojedzeniu, Samir i Rold wyszli na zewnątrz, prowadzić patrol po wsi. Łącznie z pozostałymi dwoma drużynami była to ósemka ludzi – dwóch od Jasława, dwóch od Dalewina, oraz czterech od von Schwarza. Reszta "gości" tawerny pozostała wewnątrz. Jedni poszli do wyznaczonych kwater, inni siedzieli jeszcze na dole. Tak jak robił to Mogiłek, Iwona oraz Cathrin. Chwilę panowała cisza, aż w końcu – zwykle małomówna – Iwona zaczęła pewien temat. Zwracają się oczywiście do Drugiego.
  Co dokładnie stało się w Powładach? Ten Pierwszy był naprawdę tak potężny? — spytała z pewną dozą dociekliwości w głosie.
  Właściwie, panie — dodał młodzik ze Ślepowron — To i mnie to ciekawi.
  Jedynie Cathrin siedziała ze złożonymi rękoma. Nie odezwała się ani słowem. Sprawiała wrażenie zamyślonej.
Ilość słów: 765

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

śr cze 27, 2018 6:46 pm  

  Na twarzy magusa widniała ulga i uczucie dobrze wykonanego zadania jako przywódca. Miał nadzieję, że wzięli sobie jego słowa do serca i będą się pilnować na każdym kroku, aby nie ponieść srogiej porażki przez niedopatrzenia. Nie dziwiło go zdziwienie na twarzach towarzyszy, kiedy powiedział im, że sam również obejmie wartę. To było raczej coś niespotykanego, że Drugi traktował się jak równy z równym z Egzarchą, wojownikiem który zawsze stanowi żywą tarczę dla magów. Tak czy inaczej decyzja zapadła, a przydziały nie zostały zakwestionowane i to było najważniejsze. Jak najmniej problemów, to najlepsze wyjście.
  Kiedy rozmowy panowały przy stole na różne tematy, Yas ukradkiem spoglądał przez jakiś czas na Cathrin. Jej twarz była bardzo wyrazista, młoda i urodziwa. Przypominała mu oblicze jego matki, której urody zazdrościć mogły nawet damy dworne i królowe. Rolf przypominał mu starszego brata, który również przedkładał mięśnie nad rozum. Był nierozgarnięty, zawsze wyrywał się pierwszy, a zwady trafiały mu się aż nadto często. Bott była analitykiem, który starał się zawsze wykrzesać odpowiednią ripostę, aby podzielić się swą mądrością. Zupełnie jak jego wuj, który wychowywał Yas'a przez pierwsze kilka lat jego życia, po czym wyrzucił go z domu oddając w ręce jego biologicznemu ojcu.
  Jasław przymrużył oczy i lekko potrząsną głową. "Nie możesz znów tego zrobić... Ostatnim razem było tak samo... Poprzedni ludzie też przypominali ci o rodzinie." Mówiąc sam do siebie we własnych myślach, zaprzestał analizowania ludzi pod tym względem i wrócił do rzeczywistości. Gdy Samir wstał od stołu po skończonej kolacji, Yas wyciągnął zgrabnym ruchem złotą kulę z sakwy i wręczył mu ją turlając ją po stole. – Trzymajcie to blisko siebie. Wykryje aurę Pierwszego jeżeli takowy się zbliży – kiwnął głową na znak zaufania, przekazując pierwszej drużynie magiczny przedmiot. – Po zakończonym patrolu przekażcie ją następnej grupie. – dodał tylko na wychodne.
  Drugi obserwował ludzi znajdujących się w tawernie, przerzucał wzrok co i rusz z jednej grupki na drugą i zauważał, że część z nich zaczęła schodzić się do swoich kwater. Do uszu Yas'a doszło, że Iwona, która specjalizowała się w sztuce medycznej, pokazała swą ukrytą do tej pory ciekawską naturę, zadając magusowi pytanie o Powłady. Młodzieniec szybko skupił na niej swój wzrok, wpatrując jej się bezpośrednio w oczy, po czym spojrzał przed siebie, a jego twarz nagle skamieniała.
  Do dzisiaj nie potrafię zrozumieć dlaczego to wszystko wydarzyło się tak, a nie inaczej... – szybko odpowiedział na jej pytanie, lecz wydawał się być nieobecny. Spuścił wzrok na stół i kontynuował. –Było bardzo późno w nocy... Nikt mnie nie obudził, a cała drużyna zniknęła z naszej noclegowni. – splótł ręce przed sobą i zwolnił chwilę z dalszym przekazywanie informacji. – Obudziły mnie odgłosy walki, więc wybiegłem na zewnątrz... To co tam się stało można bez wahania nazwać masakrą. Nim dobiegłem do nich, trzech ludzi leżało na kamiennej posadzce topiąc się w kałuży własnej krwi. – słowa które wypowiadał wiały chłodem i grozą. Niczym szalony starzec, który opowiada małym dzieciom straszliwą historię przed ogniskiem na przestrogę. – Starliśmy się z nim w czwórkę i gdy nadszedł moment, że fortuna była po naszej stronie, doszło do mnie, że on się z nami po prostu bawił... – otworzył lekko usta, po czym szybko je zamknął i przełknął ślinę. – Zabawiał się w krwawego berka z każdym z osobna, a my mogliśmy jedynie walczyć z nim o nasze życie. Gdy oskrzydliliśmy bladolicego i przygwoździłem go do podłoża.. – wykonał dłuższą pauzę niż wcześnie, jakby starał się sam zrozumieć i przypomnieć co się tam tak na prawdę stało. – Przytłoczył nas swą mocą i rozrzucił jednym atakiem po krańcach wioski. Kiedy wróciliśmy, ciała naszych kompanów zostały zabrane. – słychać był w głosie Drugiego, że historia dobiegała końca ze względu na to, że nie miał siły powracać do niej kolejny raz we wspomnieniach. – Dlatego też nie chciałbym, aby ktokolwiek lekceważył Priori... Kończy to się zawsze tak samo... – jego wzrok skupił się na splecionych dłoniach, którymi lekko balansował na stole.
  Przeczesał prawą ręką swe śnieżnobiałe włosy i chwycił po szklankę z kompotem. Wziął spokojny, porządny łyk, po czym odstawił naczynie daleko na środek stołu. Oparł się na stole rękoma i jedną pięść podstawił sobie pod usta, aby oprzeć na niej swoje ciało. Zamarł na jakiś czas w takiej pozycji, aby zatopić się we własnych myślach.
  Powinniście pójść odpocząć przed swoją wartą – rzucił po krótkiej chwili, starając się być troskliwym liderem. Sam nie planował przespania należnej mu części nocy, bo i tak skończyłaby się na wybudzaniu co jakiś czas będąc zalanym zimnym potem. Wydarzenia powracały samoistnie w snach, na przemian z białą grotą. Od dłuższego czasu unikał długich wypoczynków i drzemał krótko, lecz przy każdej sprzyjającej okazji. Widać było po jego oczach, że potrzebowały należytego snu. Sam to czuł, lecz pewnych rzeczy po prostu nie przeskoczy.
Ilość słów: 954

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw cze 28, 2018 9:12 pm  

Narrator

  Rolf pochwycił zaklętą kulę, a gdy ręce Drugiego i Egzarchy znalazły się tak blisko siebie, zarówno Yas, jak i wojownik, poczuli delikatne mrowienie, dosłownie przez sekundę. Mimo tak krótkiego czasu, uczucie to zapadało w pamięć i zdawało się trwać przy koniuszkach palców przez dłuższy czas, jakby ścierpła mu dłoń. Choć te obie zmodyfikowane aury nie pożerały się nawzajem, tak jak robiła to ludzka z tą magusów, tak nadal efekt ten nakreślał wyraźną granicę pomiędzy Drugimi, a Egzarchami.
  Mężczyzna na odchodne podziękował, potwierdził, że zrobi jak przywódca nakazał, a potem wyszedł razem z Samirem. Wewnątrz zaś toczyła się dalsza rozmowa pozostałej czwórki.
  Okropna... Okropna sprawa — odparła Iwona, jakby nieco zdziwiona tym co usłyszała. Kobieta zapewne nie spodziewała się, że Drugi będzie tak szczery i opowie co dokładnie stało się w Powładach. Raczej miała wtedy przed oczyma wyobraźni kolejnego zamkniętego na niższy szczebel Magusa, który jedynie wydaje rozkazy, poszerza swą wiedzę i wysługuje się Egzarchami jak łowcy psami. Na chwilę odwróciła wzrok, jakby zakłopotana, ale szybko się z tego otrząsnęła. — Zawsze nas przed nimi przestrzegają. Zawsze zapewniają o nadludzkiej szybkości, refleksie, potężniejszej sile magicznej. Do tej pory zdarzyło mi się natknąć na kilku, jednego przecięłam tym mieczem, niemniej ten, o którym dowódca mówi... Nie brzmiał jak "zwykła" blada morda.
  Teraz mnie nie dziwi, że tylu nas wysłali — odezwał się nieśmiało Mogiłek. — Ale to mnie nieco uspokaja — powiedział, by po chwili zamachać ręką i zreflektować się, co właśnie powiedział. — To znaczy, nie nie nie, nie uspokaja, pod żadnym względem! Po prostu, czuję się bezpieczniejszy, będąc pośród takiej ilości doświadczonych Egzarchów i Drugich. W Initium wszystko wyglądało inaczej. To takie nagłe... Oderwanie od codzienności.
  Młodyś i naiwnyś, Mogiłku — oprzytomniała nagle i zaśmiała się Cathrin. Ale nie jakby była rzeczywiście rozbawiona, a raczej z pewnym politowaniem. Jakby nie wróżyła mu długiej kariery, a patrząc na niego, widziała już pustą przestrzeń. — Kiedy spotka się ich po raz pierwszy, człowiek cały kamienieje. A potem przypomina sobie, że jak chce przeżyć to musi albo spieprzać, albo walić w kurestwo wszystkim co się ma. Każdy kto z nimi walczył powie, że to w pewien sposób odmienia tok myślenia. Ciężko to opisać słowami, no ale tak jest.
  Jakkolwiek by jednak na to nie patrzeć, jesteśmy teraz w tym wszyscy. A raczej znowu. Nie spodziewałam się, że znowu będę użerać się w jednej drużynie z tym baranem Weizmannem. Oni mu mięśnie błogosławili, ale na mózg to już poskąpili — rzuciła pół-żartem, śmiejąc się przez słowa Iwona. Jak można było się domyślić, zapewne już wcześniej miała okazję służyć razem z Rolfem i albo rzeczywiście się nie lubili, albo po prostu jedynie się przedrzeźniali. I mimo wszystko nie było to niczym dziwnym. Każdy tutaj był przede wszystkim człowiekiem, z własnymi myślami, uczuciami, tokiem rozumowania i emocjami. Dopiero na drugim miejscu stało całe Initium, zaklęte przedmioty i magia. Smutny był jednak fakt, że to stwierdzenie było równie prawdziwe, co zabójcze. — Ale nikt z nas, dowódco, mimo wszystko nie zamierza lekceważyć Pierwszych. Może nie mamy z nimi takiego doświadczenia jak Pan, czy von Schwarz, ale swoje też przeszliśmy. Choć nigdy w takich warunkach.
  Dlatego będziemy się ich strzec jak ognia. A kiedy się pojawi, to wylejemy na niego wiadra pełne wody. Nim zdążał się spostrzec. Zaskoczenie i atak to najlepsza obrona. Szczególnie kiedy mamy przewagę liczebną. Tak nas nauczano. Ale to od Drugich zależy, co poczynimy — Cathrine skomentowała słowa Iwony. Obie kobiety nagle stały się nieco bardziej rozmowne, niż wcześniej. I tym samym chętniej dzieliły się swoimi spostrzeżeniami. Jedynie Mogiłek znów nieco się wycofał, gdy kobieta wcześniej zaśmiała się z jego stwierdzenia. Coraz bardziej sprawiał wrażenie kompletnie nieprzystosowanego i niepasującego do całej tej gromady Egzarchów i Drugich. Jakby w Initium znalazł się z kompletnego przypadku.
  W końcu jednak, po dobrych trzydziestu minutach rozmów na nad wyraz codzienne tematy, przeplatające się z tym całym zalewem Pierwszych, którzy niczym czarne chmury napłynęli nad Księstwo Jaksaru, przytłaczając ciężarem swej mocy cały Wielki Step, przerwał je Jasław. Sugerując kompanii, że powinni nieco odpocząć przed swą wartą. Tak jak rzekł – tak zrobili. Powoli podnieśli się ze skrzypiących siedzeń i podążyli przez – niemal opustoszałe już pomieszczenie – w kierunku schodów prowadzących na pierwsze piętro. Znajdowały się tam oczywiście kwatery, w których mieściło się około pięciu osób na jedną. Rzecz jasna, Drudzy otrzymali oddzielne pomieszczenia dla siebie – z wiadomych względów.
  Tymczasem Yas, opierając się lekko o stół, zaczął przysypiać. Brak porządnego, dłuższego wypoczynku wyraźnie dawał się we znaki. Podkrążone oczy, mętne źrenice, spowolnione ruchy. Do takich rzeczy nawet organizm Drugich – choć o wiele wytrzymalszy, odporny na wszelkie codziennie niedogodności – nie był przystosowany. I mimowolnie popadł w lekki sen, który trwał może półtora godziny, czyli do momentu, w którym ktoś nie wpadł do tawerny.
  Mężczyzną tym był oczywiście Rolf, a po chwilę za nim wczłapał Samir. Po jego twarzy strużką ciekła krew. Czegoś mu wyraźnie brakowało i... I była to prawa ręka. Rozdziawione usta Nerdyjczyka, oszalały wzrok i nieskoordynowane ruchy jedynie potęgowały nieprzyjemne wrażenie. Weizmann krzyczący panicznie, że znów nie podołał, że to znów się stało. Po chwili Labuhn zorientował się, że cały przybytek stoi w płomieniach i mimowolnie podskoczył, a potem natychmiastowo skostniał... I znów się zbudził. Z twarzą zlaną potem i niemym krzykiem wymalowanym na ustach. Dokładnie takim, kiedy chce się wrzeszczeć jak oszalały, ale z przerażenia całe powietrze ulatnia się z płuc, a klatka piersiowa jakby się kurczy. Tym razem wszystko było normalnie, a po paru sekundach do umysłu Drugiego dotarło, że był to tylko koszmar.
  Drzwi do gospody powoli się uchyliły, skrzypiąc przy tym niemiłosiernie. Kilku Egzarchów, którzy ostali się jeszcze na dole, powoli odwróciło wzrok w ich stronę. Do środka znów wkroczył Rolf oraz Samir, ale tym razem cali, choć z pewnym niepokojem pokrywającym ich twarze. Rozejrzeli się po wnętrzu, jakby szukając wzrokiem przywódcy. I gdy spostrzegli się, że nie zmienił miejsca odpoczynku, skierowali się do niego. Gdy był już blisko, położył obie dłonie na stole i bez pardonu wyszeptał:
  Zaświeciła się i zaczęła ruszać. Na moment, mniej niż sekundę. A potem zobaczyliśmy czerwone oczy pomiędzy drzewami. Zniknęły tak szybko, jak się pojawili. Powiedzieliśmy pozostałym patrolom, a potem czym prędzej przyszliśmy tutaj — mówił nad wyraz przejęty Weizmann. Al-Rahmani jedynie kiwał głową, przełykając nerwowo ślinę i uderzając palcami o swój prawy bok. Powieki mu drgały. Ale znów – wydawało się to jego codziennym stylem bycia. Całkowicie podobnie wyglądał i zachowywał się nawet wtedy, gdy nie widział jeszcze żadnego zagrożenia. — Pójdę obudzić Bott i tego chłopaka ze Ślepowron, pora na zmianę warty. Powiedzieć im o tym, prawda? — spojrzał jeszcze pytająco Labuhna. Pozostali Egzarchowie nadal nie spuszczali oczu z Rolfa. Chyba po prostu patrząc na niego, wyczuwali, że coś się stało. I nie było to nic przyjemnego. Aczkolwiek to, że mężczyzna jeszcze żyje, ma głowę na miejscu, dodawało im trochę otuchy. Po paru sekundach do wnętrza wpadła reszta patroli. Skierowali się od razu ku górze, prawdopodobnie tak jak Weizmann – pierw powiadomić o zajściu swych przywódców, a potem wymienić warty...
Ilość słów: 1415

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

pt cze 29, 2018 5:55 pm  

  Monolog ciągnął się i ciągnął, aż w końcu Drugi zaprzestał cofania się myślami w czasie i wyzerował zegar na teraźniejszość. O Yasie można było powiedzieć wiele, że ma swoje momenty narzekania, że jest nieco specyficzny w swoim schemacie działań, lecz nikt nigdy nie zarzuciłby mu słabej psychiki. Spotkanie z Pierwszym nieco jednak odmieniło jego postrzeganie wartości ludzi na tym świecie. Legendy prawiące o starożytnych monstrach, które kiedyś stąpały po kontynencie wydały się doskonałym przykładem bladolicych, którzy zalali ich ziemie po raz kolejny. Do świadomości człowieka dociera, że nie są tym najinteligentniejszym i najbardziej postępowym gatunkiem. Na nowo stali się zwierzyną, która musi radzić sobie w stadzie, aby walczyć z jednym drapieżnikiem.
  Wsłuchiwał się w słowa wypowiadane przez jego towarzyszy, lecz nie komentował ich w żaden sposób. Miał oznaki braku chęci do podtrzymywania rozmowy z kimkolwiek. Mogiłek po dzisiejszym dniu spędzonym w gronie całej reszty drużyny, odstawał ewidentnie od profili walecznego i nieustraszonego Egzarchy, który opuszcza pole walki dopiero martwy, lub uśmiercając swego przeciwnika. Magus zrozumiał, że musi mieć na niego baczne oko i starać się go wspierać, aby nie padł jako łatwa ofiara spragnionego krwi Pierwszego. Po kilkunastu minutach cała ekipa rozeszła się po kwaterach, a samotny Jasław pozostał sam przy stole. Zmęczenie dawało mu nieźle w kość i nie mógł powstrzymać się dłużej przed mimowolnym zamknięciem oczu.
  Zbudzony hukiem uderzanych drzwi o ścianę, szybko zbudzony odwrócił się w stronę wyjścia, a jego oczom ukazał się koszmar wojenny. Rolf, którzy zawodził o tym, że znów zawiódł, wpadł do tawerny, a zaraz za nim wczłapał się Samir. Jego twarz była zakrwawiona, a po prawej ręce ani śladu. Drugi zerwał się ze swojego siedziska, a przynajmniej próbował. Nie mogąc zebrać myśli w poukładany ciąg, dostrzegł że cała karczma stoi w płomieniach. Wstał natychmiastowo, a serce podeszło mu do gardła i zamarł niczym kamień wrzucony do wody.
  Przebudził się zalany zimnym potem siedząc w tym samym miejscu, w którym położył się spać. Niemy krzyk, który chciał wydobyć się z jego ust, został stłamszony, a płuca powoli i systematycznie kurczyły się. Kolejny raz nawiedził go koszmar senny, których to tak się obawia i nie może porządnie odpocząć. W tym samym momencie do tawerny wkroczyli Rolf i Samir ponownie, lecz tym razem spokojnie i ze wszystkimi kończynami. Podążyli w stronę stołu, przy którym wcześniej zasiadali i z chęcią przekazania jakichś informacji, doszli do niego bardzo szybko. To co usłyszał Yas sprawiło, że oczy otworzyły się szerzej, a serce podeszło pod gardło.
  Idźcie po całą resztę i czekajcie na moje rozkazy przy mojej kwaterze – wydał szybki i bardzo surowy rozkaz. Wyskoczył z krzesła, starając się go nie przewrócić i w trakcie szybkiego marszu w stronę schodów, założył na twarz swą metalową maskę i skórzane rękawice na dłonie. Kierował się do pomieszczenia, w którym przesiadywał dowódca i gdy stanął przed drzwiami, mocno i zdecydowanie zapukał trzy razy. Starał się zachować stosowność i odczekać na zaproszenie, jeżeli jednak to by nie nastąpiło po dziesięciu sekundach, wkroczyłby sam. Do przełożonego miał szybki i zwięzły raport, który brzmiał następująco:
  Dowódco Schwarz, moi ludzie zauważyli aktywność Pierwszych podczas patrolu. Kula zadrżała i zaświeciła się tak jak ostatnio w mych rękach. Są zgodni, że widzieli czerwone ślepia między drzewami i poinformowali o tym inne patrole. Aktualnie następuje zmiana warty, więc czekam na stanowczy i niemogący czekać długo rozkaz. – Jego ton głosu był śmiertelnie poważny i zaplątała się również lekka żądza, która towarzyszy ludziom, którzy oczekiwali na zemstę. Po spotkaniu miał zamiar wykonać każdy rozkaz, jak i również poinformować o kolejnych krokach swoją drużynę, oraz całą resztę ludzi jeżeli najdzie taka potrzeba. Własne dłonie musiał zatrzymywać przed trzęsieniem się zaciskając je w pięści. Miał zamiar również odebrać magiczny radar od Samira i samemu trzymać go przy sobie, aby mieć najszybszy czas reakcji.
Ilość słów: 758

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob cze 30, 2018 2:36 pm  

Narrator

  Początkowa świadomość o tym, że zakrawiony, poważnie okaleczony Samir był jedynie sennym koszmarem, dała Jałsawowi pewną ulotną ulgę. Ulotną, bowiem, gdy ów mężczyzna rzeczywiście pojawił się w tawernie, a potem wraz z Rolfem zdał Yasowi raport z patrolu, Drugiego znów oblał zimny pot. Szybko jednak się otrząsnął z tego zaskoczenia i biorąc pod uwagę rewelacje, które chwilę temu usłyszał, wydał kolejne rozkazy. Weizmann pokiwał głową na znak, że zrozumiał. Odwrócił się na pięcie, klepnął al-Rahmaniego po ramieniu, a potem oboje ruszyli w stronę kwatery Labuhna, wcześniej oczywiście budząc pozostałą część kompanii i przekazując im to samo, co rzekli już Jasławowi.
  Magus zaś postanowił czym prędzej udać się do von Schwarza, by zamienić z nim parę słów, dowiedzieć się co czynić dalej, jak powinien postąpić w obliczu tej sytuacji. Znajdując się przed solidnymi, dębowymi drzwiami z metalowymi okuciami oraz – zdaje się – zasuwą blokującą niepożądanych gości znajdującą się po drugiej stronie, kilka razy w nie zapukał. W ciszy minęło jakieś dziesięć sekund. Kolejne kilka przepełnione było uderzeniami łańcuchów i odgłosami siłowania się z stalowym prętem, który chyba zaciął się w obudowie zasuwy. W końcu jednak drewniane wrota otworzyły się, nieprzyjemnie przy tym skrzypiąc. Przed oczami Labuhna stał zaś Ulrich. Nieco mniej majestatyczny, niż wcześniej – bez pełnej zbroi, jedynie w lnianych nocnych szatach, zdobionych złotymi nićmi oraz srebrnymi guzikami.
  Labuhn — stwierdził lekko zdziwiony. — Rozumiem, że stało się coś wystarczająco naglącego, żeby wybudzać mnie ze snu — rzekł. Wskazał rękoma, żeby Yas wszedł do środka.
  Rozglądając się po pomieszczeniu, mógł odnieść wrażenie, że główny dowódca miał jeszcze lepszy standard, niż podróżujący z nim inni Drudzy. Prawdopodobnie kwatera ta była przystosowana specjalnie dla największych osobistości, które niekiedy musiały zatrzymać się w Żagiewnikach. Dla wszelkiego rodzaju szlachty, przedstawicieli klas wyższych z innych państw, czy po prostu bogatych ludzi, których było na to stać. Na drewnianej posadzce położono puchaty, brązowy dywan. Ściana będąca po lewicy Labuhna przyozdobiona była sporawym obrazem przedstawiającym łowców na polowaniu, którzy właśnie próbowali ustrzelić niedźwiedzia. Po prawicy zaś ustawiono pojemną, dębową szafę, a obok niej biurko oraz krzesło. Pod oknem stało solidne łóżko. Von Schwarz usiadł na rzeczonym wcześniej meblu i wysłuchał słów Yasa.
  Prawdę mówiąc, podróżując teraz po Wielkim Stepie, to nic nadzwyczajnego. Kiedy wyjechaliśmy z wąwozu i kierowaliśmy się w stronę Żagieników, co rusz czułem jak kule się trzęsą. To jednak, co mówisz, jest mimo wszystko w pewien sposób niepojące. Ale nie przez samą obecność Pierwszych — zaczął mówić, nieco zaspanym głosem. — Jeśli to jeden i ten sam, co wcześniej, to sprawia wrażenie, jakby nas obserwował. Nie sądzę jednak, żeby zaatakował. Powiedz ludziom, żeby mieli się na baczności bardziej, niż zwykle. I niech więcej z nich obejmie warty. Jeśli będą w stanie stwierdzić, że jest jest więcej Pierwszych, niż jeden, to niech natychmiast powiadomią o tym wszystkich. Robić teraz cokolwiek innego byłoby głupotą. Nie zamierzam wysyłać ludzi do lasu, do nierównej walki, na niemal pewną śmierć. Pragnę, by do Powładów wszyscy lub chociaż większość dojechała żywa — wydał rozkaz, w pewnien sposób tłumacząc czemu taki, a nie inny. Wstał z krzesła i skierował się w stronę drzwi, by pochwycić je jedną dłonią. — Wykonać, Labuhn. I dajcie porządnie wypocząć dowódcy. Prawdziwe zagrożenia dopiero przed nami.
  Na korytarzu zaś, tuż pod kwaterą Yasa, zebrała się już cała piątka, żywo, aczkolwiek niemal szeptem dyskutując na temat tego, co powiedział Rolf. Mogiłek zdawał się być święcie przekonany, że za moment dojdzie do ataku. I z tego przerażenia stale trzymał w trzęsącej się dłoni stalowy kij.
  Słysząc rozkazy nieco odetchnęli z ulgą, jednak pozostając nadal w pewnej niepewności. Samir na powrót przekazał Labuhnowi zaklętą kulę, która obecnie była w całkowitym stanie spoczynku. Nawet na krótką chwilę, na cholerny ułamek sekundy nie zabłysnęła choćby bladym błękitem.
  Kto w takim razie pójdzie teraz? Jak rozumiemy, plany nieco się zmieniły — spytała Iwona.
  T-to mało istotne kto pójdzie. Dziwi mnie, że dowódca Schwarz nie chciał, żebyśmy zabili tego Pierwszego. Przecież jak tylko stąd odejdziemy, to ten potwór pozabija wszystkich wieśniaków. Nie można tak zostawiać ludzi — wtrącił się szybko Mogiłek, nim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć.
  Ogarnij się, chłopie. Rozkaz jest rozkaz, a dowódców gówno obchodzą takie rozterki. Jeśli to obrona wieśniaków byłaby naszym zadaniem, to już kilka godzin temu przeczesywalibyśmy zagajnik — odparł szybko Rolf, nieco już poirytowany postawą młodzika ze Ślepowron. Na twarzy Mogiłka dość szybko zagościła czerwień wywodząca się od złości. Chłopak niemal się zapowietrzył i już chyba chciał wybuchnąć, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język i z pogardą spojrzał na Weizmanna. Pytanie Iwony pozostawło jednak jak najbardziej aktualne, o czym kobieta zresztą przypomniała nakazując obu mężczyznom zamknąć się i przestać spierać o to, na co i tak sami nie mają wpływu. I miała w tym sporo racji – słowa zwykłego, szarego żołnierza niewiele mogły zmienić. Tutaj potrzebne były czyny, a do tych póki co nie było ani okazji, ani rozkazów. Pozostawało więc czekać na decyzję Drugiego, który dowodził tej małej gromadce Egzarchów.
  Tymczasem, jakiś metr od zgromadzenia, otworzyły się drzwi, przez które przeszedł Dalewin z nałożoną na twarz maską, a zaraz za nim wyszła jedna z kobiet. Medyk. Spojrzał w stronę Jasława i zbliżył się na kilka kroków.
  Cóż to za zwady? — spytał. — Anna powiadomiła mnie o tym, że zauważono Pierwszego. Ale jakie są dalsze rozkazy von Schwarza? Jak mniemam zamieniłeś z nim już kilka słów — dodał jeszcze. Kątem oka Yas mógł przyuważyć, że Meyr patrzy raz to na niego, raz to na ów Annę dość podejrzliwym wzrokiem.
Ilość słów: 1107

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

sob cze 30, 2018 4:40 pm  

  Labuhn był co i rusz poirytowany i zmieszany podczas rozmowy z dowódcą Schwarzem. Jego głowa musiał nieco ochłonąć, gdyż sam stwierdził w duchu, że właśnie w tym momencie pokazuje postawę gówniarza, który nic a nic nie zna się na wyprawach wojennych i nie ma żadnego doświadczenia w strategii. Poczuł się jak kubeł zimnej wody oblewa go całego i uspokoił się do stanu w jakim zazwyczaj się znajduje. Odpowiedział tylko twierdząco na wszystkie słowa wypowiedziane przez przełożonego i wyszedł z jego pokoju. Podsumowując swoją wizytę, stwierdził, że opiewa w niezłych luksusach, ale to było całkowicie normalne dla kogoś z jego rangą. Tak, Jasław miał często swoje momenty, że nie potrafił wyczuć atmosfery i momentu, aby myśleć o rzeczach całkowicie błahych i kompletnie niepotrzebnych. Skierował się czym prędzej do swojej komnaty, po czym spotykając przed nią całą drużynę, zwrócił się bezpośrednio i bez chwili zwłoki.
  Dowódca rozkazał zwiększyć ilość ludzi na patrolach i bezzwłocznie powiadamiać o wzmożonej aktywności i ilości bladolicych. Prawdopodobnie ten osobnik śledzi nas i obserwuje od dłuższego czasu, a po jego ruchach widać, że nie ma zamiaru atakować. Najprawdopodobniej to zwykły skaut. – Yas rozejrzał się po swoich ludziach i kontynuował. – Teraz na patrol udadzą się Mogiłek, Bott i Meyr. Przy zakończonej waszej warcie przyjdźcie do mnie, drzwi będą otwarte. Wybiorę wtedy spośród was najmniej zmęczone osoby i udam się z nimi na ostatnią zmianę. – mówiąc to, wciąż miał lekki mętlik w głowie, lecz mógł zwalić winę na zmęczenie i brak snu. Liczył tylko w duchu, że tym razem te kilka godzin dostanie choć odrobiny spokoju.
  Kula została przekazana Cathrin, a cała ekipa znała już swoje rozkazy. Po tej krótkiej szamotaninie na korytarzu, ze swojej komnaty wyszedł drugi magus wraz z innym medykiem. Odpowiadając na pytanie Delewina o te "zwady" na przejściu pomiędzy innymi kwaterami, zerkał również na Annę, która wychodziła wraz z nim. – Dowódca kazał zwiększyć ilości patroli, oraz powiadomić go jeżeli liczba Pierwszych w okolicy wzrośnie. – podchodząc do drzwi swojego pokoju, odwrócił się i dodał bardzo zmęczonym głosem. – Tak jak przekazałem, wykonać polecenia i poinformować mnie o jakichkolwiek problemach. – otworzył je z lekką opornością i wkroczył do środka. Jak wspomniał przed kilku minut, łańcuch zamykający kwaterę od środka nie został założony.
  Rozglądnął się szybko po pomieszczeniu, w którym dane mu było wypocząć przez kilka następnych godzin, ściągnął swą maskę, rękawice i ułożył je na niewielkim stoliku obok łoża. Powolnymi i ślamazarnymi ruchami odpiął ciężki pas i poczuł lekką ulgę w plecach. W takim samym tempie zdjął z siebie śnieżnobiałą szatę i ułożył ją na samym szczycie pozostawionych na niewielkim meblu rzeczy. Stał przed łóżkiem w samej bieliźnie. Szarawe bokserki sięgające od pasa aż nas same kolana opiewały jego pośladki i uda. Otworzył oko, aby napuścić świeżego powietrza i obniżyć nieco temperaturę panującą w pokoju. Przy ginącym powoli zza chmurami świetle księżyca, w którym mógł być skąpany przez kilka sekund, dostrzec można było linie biegnące symetrycznie przez całe jego plecy. Blask ziemskiego satelity odbijał się w jego mętnych, błękitnych oczach. Przyłożył sobie prawą dłoń do szyi i strzelił nią dwa razy na rozluźnienie. Strzepał całe napięcie z rąk i rozciągnął się kilka razy uwydatniając swoje mięśnie na ciele. Przybliżył się do posłania i padając na nie, podskoczył kilka razy. Stopy wystawały mu niechlujnie poza obrys mebla, a ręce były wyciągnięte do przodu. Momentalnie jego powieki stały się tak ciężkie, że nie mógł dłużej opierać się, aby je zamknąć. Powędrowanie do krainy snu nie zajęło mu więcej niż dwie minuty. Zasypiał z nadzieją, że tym razem nic nie wybudzi go należytego mu wypoczynku. Ciało stało się nagle bardzo lekkie, a lekki powiew wiatru wpadający przez okno, powiewał delikatnie na jego prawie nagie ciało.
Ilość słów: 742

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lip 01, 2018 1:33 pm  

Narrator

  Mogiłek, Iwona oraz Cathrin skinęli głowę, na znak, że zrozumieli rozkazy. Bott pochwyciła zaklętą kulę, odwróciła się w stronę schodów prowadzących na dół i tam właśnie poszła. Podobnie uczyniła cała reszta obecnej warty. Po kilkunastu sekundach byli już na zewnątrz i prawdopodobnie krążyli po ulicach Żagiewników wypatrując w ciemności czegoś, czego nikt nie chciałby ujrzeć. Jednakże w takich sytuacjach przerażenie należało zepchnąć na bok, gdzieś na drugi – albo nawet trzeci – plan, a na pierwszy wyciągnąć odwagę, czujność i przede wszystkim zaradność. Pozostawało mieć nadzieję, że ta trójka doskonale o tym wiedziała i potrafiła się do tego zastosować. Nawet w obliczu budzącej w sercach strach bestii, tak łudząco podobnej do człowieka, a jednak odmiennej. Nie znającej litości czy współczucia. Przynajmniej nie wobec ludzkości.
  Tymczasem Dalewin uważnie wysłuchał, co do powiedzenia miał Jasław. Mruknął coś pod nosem, wyraźnie niezadowolony. Ale po chwili podniósł głowę do góry i spojrzał raz jeszcze na Labuhna.
  Lepiej, żeby nie było takiej konieczności. Samo utrapienie z tymi bladymi cholerami. Ale spokojnie, Labuhn. Raz z tego wyszliśmy, wyjdziemy i drugi. Byle inni też mieli tyle szczęścia. No nic, miłego odpoczynku. Przyda ci się — odparł na pożegnanie. Kiedy Yas skierował się do swojej kwatery, słyszał jeszcze tylko, jak Drugi zwraca się do swojej podwładnej. — Słyszałaś rozkazy. Powiadom o tym resztę, na wartę niech stanie Odon, Garett i ten Jaksarczyk. Potem przyjdź do mnie, chcę zamienić z tobą jeszcze parę słów — rzekł i wrócił do swojego pokoju. Podobnie jak Yas, nie zamykał drzwi na zasuwę.
  Chmury, które wcześniej zaczęły zbierać się nad Jaksarem, znów jakby znikały z nieba. Światło księżyca rozświetlało całe Żagiewniki i ich okolicę, sprawiając, że bez problemu dało się wypatrzeć niemal każdy ruch. Przez zabrudzone okno wpadało także do kwatery Drugiego, która choć sporo skromniejsza od pomieszczenia, w którym obecnie rezydował Ulrich von Schwarz, nadal była w o wiele lepszym stanie, niźli te przeznaczone Egzarchom. Na zdarte, drewniane podłoże rzucono kilka wilczych skór – raczej marnej jakości. W rogu stała skrzynia na prywatne przedmioty, a tuż obok niej umiejscowiono chybotający się stolik i krzesło. Na nim kilka pożółkłych kartek, kałamarz z na wpół zaschniętym atramentem i stare pióro. Na wypadek, gdyby ktoś chciał coś zanotować. Z pewnością najbardziej zadbanym i najmniej zużytym meblem było tutaj łóżko, stojące pod oknem. Drewniane, wyścielone grubym futrem, z narzuconymi nań dwoma poduchami wypchanymi pierzem. Pozostawało mieć nadzieję, że nie zalęgły się w nim pluskwy.
  Po uchyleniu okna i odsunięciu okiennicy, do środka wleciało nieco chłodniejsze, świeże wieczorne powietrze. Wraz z nim na powrót w uszach Jasława zagościł koncert świerszczy wspomagany przez szum wiatru. Taka atmosfera zdecydowania wpływała pozytywnie na wszelkie próby rozluźnienia się i odrzucenia – choć na chwilę – stresu. Toteż Labuhn w końcu usnął. Bez większych trudów oraz, tym razem, bez żadnych snów. Ani koszmarów, ani niczego przyjemnego.
  Dopiero po jakichś trzech, może czterech godzinach obudziło go delikatne pukanie do drzwi. Ledwo otworzył oczy, a te już zaczęły otwierać się do środka. Stała w nich cała trójka – Cathrin Bott, Iwona Meyr oraz Mogiłek ze Ślepowron. Wszyscy cali i zdrowi. Żadno z nich nie wyglądało na zbytnio zmęczonych, choć najbardziej wyróżniał się młody Jaksarczyk, który nie potrafił pohamować ziewania.
  Nie natknęliśmy się na nic niepokojącego. Kula nie zaświeciła się nawet na moment — rzekła pół-szeptem Bott. Nie wchodzili do środka, a ich twarze były ledwo widoczne. Gdyby nie okalający je blask księżyca, wpadający niemrawo do pomieszczenia przez okno, ciągnący się aż do przejścia, ciężko byłoby stwierdzić, czy to rzeczywiście oni.
Ilość słów: 707

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

ndz lip 01, 2018 2:36 pm  

  Chłodne, nocne powietrze wpadało przed otwarte okno i orzeźwiało pomieszczenie od środka. Yas przywykł do takich chłodnych temperatur w miejscu swojego spoczynku. Nie dawało mu spać ciepło bijące od kominków, czy też rozpalonych ognisk. Pewien człowiek powiedział mu kiedyś, że przez swój nawyk, nie spostrzeże się czy nadszedł czas na sen, czy to już śmierć puka do jego drzwi. Ludzie podobno w swych ostatnich chwilach czują lodowaty uścisk kostuchy w sercu i odchodzą nie czując już żadnego ciepła życia. W sumie, taka forma pożegnania się z tym światem jest najmniej inwazyjna i bolesna. Zamykasz oczy i znajdujesz się już po drugiej stronie.
  Jasław zbudził się po kilku dobrze przespanych godzinach snu. Dźwięki dochodzące od strony wejścia sugerowały, że trzy przeznaczone przez niego osoby skończyły właśnie swoją wartę. Podparł się lekko na rękach i w takiej pozycji przyjął swoich gości, którzy ewidentnie nie mieli zamiaru wkraczać do kwatery swojego lidera. Słysząc zadowalający go raport, przetarł oczy i usiadł na skraju łoża. Przeciągnął się raz, a porządnie i odezwał z nieco zaspanym głosem.
  Dobrze widzieć was całych i zdrowych – stał niechlujnie i poszedł w ich stronę. Zasłonił swoim ciałem światło księżyca, które oświetlało lekko ich twarze przez ten cały czas i stanął przed nimi. Wyciągnął lekko rękę w stronę Bott i oczekiwał na przekazanie magicznej kuli.
  Przekażcie chłopakom, że za pięć minut wychodzimy, a wy wszyscy udajcie się na spoczynek – zakręcił się na pięcie i krocząc w kierunku swych ubrań rzucił przez ramię. – Tylko nie zaśpijcie na wymarsz, bo wyjedziemy bez was – uśmiechnął się lekko pod nosem i zaczął odziewać szatę. Zarzucił ją na siebie sprawnie pomimo tego, że zbudził się dosłownie przed chwilą. Nie była to dla niego nowość, gdyż koszmary ścigające go każdej nocy od paru tygodni, przyzwyczaiły jego umysł do wybudzania się w środku nocy i niemożliwością kontynuowania snu. Zarzucił metalowy, ciężki pas na biodra i przymocował go, aby stabilnie na nich leżał. Swą broń, którą wyciągał tylko w ostateczności wsadził za klamrę i poprawił sakwy. Następnie wpierw zaciągnął skórzane rękawice na lodowate dłonie, a na koniec przyłożył metalową maskę na twarz i przymocował, aby nie spadła mu podczas energicznych ruchów.
  Gotowy do objęcia swojej warty, wyszedł z pokoju pozostawiając okno otwarte na oścież. Zamknął drzwi nie pozostawiając w środku żadnych swoich rzeczy i skierował się schodami na parter. Przeleciał wzrokiem po pomieszczeniu, które w tym momencie było już całkowicie opustoszałe. Barman już dawno ucinał sobie komara w swojej kwaterze, a większość napoi była praktycznie wypita, lub spakowana na dalszą podróż. Tak czy inaczej Yas stanął przed ciężkimi i starymi drzwiami wejściowymi i starając się szybko rozciągnąć zastygnięte mięśnie jeszcze przed pojawieniem się Rolfa i Samira, wykonał kilka powierzchownych ćwiczeń.
  Plan patrolu był jasny, mieli okrążać wioskę dookoła i wypatrywać zagrożeń w postaci Pierwszych. Jasław trzymał kule w prawej dłoni i był gotowy na bezzwłoczną reakcję, jeżeli ta dałaby jakikolwiek znak pojawienia się bladolicych.
Ilość słów: 574

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 02, 2018 5:29 pm  

Narrator

  Jak Yas nakazał, tak się stało. Kiedy Drugi już się odział, przygotował do patrolu i wyszedł ze swej kwatery, podążając na dół, dostrzegł kątem oka gramolenie się w sąsiednim pomieszczeniu. Był to oczywiście Rolf i Samir, którzy w tym właśnie momencie zostali wybudzeniu ze snu przez Cathrine. Wstawali z ogromną niechęcią, wciąż zaspani. Nim zdążyli narzucić na siebie zbroję, zabrać najważniejsze rzeczy i chlapnąć sobie wodą w twarz – minęło jakieś pięć, może siedem minut. W tym czasie Jasałw był już na dole i czekał. Kiedy tak powoli tłukli się po schodach, Labuhn był w stanie usłyszeć ich jakże intrygującą rozmowę.
  Nie bój żaby, Samir, nie bój żaby. Odeśpi się w drodze do Hawiarów — rzekł Rolf.
  Pierwszych, nie żaby, się boję — odparł al-Rahmani.
  To takie powiedzeniu, młocie.
  Sam żeś młot, a ja to zaspany jestem. Jeszcze w tym waszym altrachenie do mnie mówisz, to co się dziwisz, że nie zrozumiałem — odpyskował jakby oburzony, nie łapiąc żartu. Zdawało się, że drobna pół-sprzeczka wybudziła Nerdyjczyka. Na powrót zaczął machać łapskami, trząść się i obrzucać znerwicowanym wzrokiem wszystko wokół.
  Bo żeby po nerdyjsku gadać, to chyba piach w mordzie mieć trzeba — z przekąsem odpowiedział Weizmann.
  Zważaj na słowa, Rolf, mówię ci. Żeby nie służba, to już byś z halabardą w dupie biegał.
  Zachowaj groźby na Pierwszych — stanowczo odrzekł Egzarcha walczący zwykle młotem. Tę drobną, niewinną i raczej przyjacielską kłótnię postanowili zapewne urwać jedynie dlatego, że w końcu do ich oczu dotarł widok Jasława. Przełożony był już gotów ruszyć na patrol.
  Przynajmniej zaraz świtać będzie... — rzucił pod nosem al-Rahmani. I cała trójka wyruszyła.
  Obchód był wyjątkowo spokojny, wokół wioski – jak i wewnątrz – nie sposób było zaobserwować jakikolwiek podejrzany ruch. Jedynie jakiś wychudzony pies, czy kot czasami przeciął drogę mężczyznom. Największy niepokój wywoływał jednak moment, w którym szło się po tej ścieżce, co to była równoległa do zagajnika. Choć kula ani nie zaświeciła, ani nie zadrżała, każdy mógł wyczuć pewien niepokój. Zapewne z powodu świadomości, że coś było tak wcześniej, a i może być nadal, jedynie maskując swoją aurę i nie pozwalając wykryć się zaklętemu przedmiotowi. Jednak brak jakichkolwiek dziwnych zdarzeń nie skłonił do refleksji nikogo, kto obecnie podróżował z Yasem. I tak oto, gdy już kończyli pełny obchód po raz czwarty, czy może piąty, słońce zdążyło wyjść za horyzont, a Egzarchowie zbierać się na placu. Nadciągała godzina wyjazdu...
Ilość słów: 479

Awatar użytkownika
Yas
Drugi
Posty: 41
Miano: Jasław "Yas" Labuhn
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=228
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 23/23
Korony: 30

wt lip 03, 2018 5:33 pm  

  W gospodzie wiało pustką i byłoby przeraźliwie cicho, gdyby nie tupot ciężkich, wojskowych buciorów dochodzących od strony schodów. Z daleka można było rozpoznać głos i akcent mieszkańca Nerdii i drugi, głębszy z Waldgrossen. Dwaj Egzarchowie zbierali się powoli do wymarszu na przymusowy drugi patrol, gaworząc przy tym po drodze. Przy wyjściu z tawerny czekał Yas, który już pobudzony był gotów na obchód, który miał nadzieję nie przyniesie niczego złego, ani nie napotkają nawet znikomych oznak wroga.
  Zajęło im chwilę, aby zapoznać dowódce grupy ze schematem wiochy, ustawieniem domów i zaułkami. Przemaszerowali kilka kilometrów w ciszy i pełnym skupieniu, rozglądając się cały czas na boki. Zwierzęta gospodarstwa domowego mijały ich co jakiś czas. Jakiś wychudzony pies krążył przez chwilę przy patrolu, po czym zrezygnowany odpuścił sobie żebranie o jedzenie. Gdy droga ustalona przez Jasława zaczynała kierować ich na obrzeża wioski i mieli po swojej prawej stronie zagajnik, w którym ostatnio mężczyźni dostrzegli czerwone ślepia, dłonie każdego zacisnęły się mocniej na przedmiotach, które trzymali aktualnie w rękach. Kula była dokładnie okręcana między palcami Drugiego, który tylko wyczekiwał lekkiego drżenia. Nic takiego jednak nie miało miejsca i każdy odetchnął z ulgą, a atmosfera od razu poprawiła się. Samir nawet zaczął się odzywać jako pierwszy, ale widocznie nikt nie chciał kontynuować rozmowy z kimś, kto jak to Rolf określił "gada, jakby miał w mordzie piach".
  Słońce powoli zaczynało wychodzić na daleki horyzont Wielkiego Stepu, a czas patrolu dobiegał końca. Zatrzymali się pod zajazdem, w którym każdy członek wyprawy zaznał choć odrobinę snu w normalnych łożach, bez konieczności kolejnego obozowania na skórach pod gołym niebem. Yas stanął przed drzwiami i schował magiczną kulę do tylnej sakwy. – Rolf, Samir, idźcie zbudzić resztę. Słońce niedługo wstanie, niech wszyscy będą gotowi do wymarszu. Jak będzie trzeba to oblejcie naszych wodą. – ostanie zdanie zabrzmiało inaczej niż reszta rozkazu. Wydawało się wyczuć w nim kapkę humoru, lecz nic nie było pewne dopóki twarz magusa zdobiła metalowa maska, która gubiła gdzieś po drodze wiele uczuć i zakrywała całkowicie mimikę twarzy i same oczy, z których tak wiele można wyczytać rozmawiając z drugą osobą. Odwrócił się na pięcie i ruszył samotnie w stronę karawan, które pozostawili przesiadając się na bardziej nieruchowy schron.
  Cichy stukot obcasów, którymi podbite były buty Drugiego, obijał się między ścianami zabarykadowanych chat. Kroczył przed siebie z niezłym bagażem myśli, które co i rusz mnożyły się w głowie. Pytania, na które nikt nie potrafił lub nie chciał odpowiedzieć. Czy ten pojedynczy skaut jest wabikiem? Obserwują nasz każdy ruch? Jeżeli tak, to kiedy planują atak i czy w ogóle planują? Czy dane będzie mu stanąć jeszcze raz twarzą w twarz z Pierwszym z Powładów? Czy Delewin zabawia się z Anną, która jest medykiem? Jeżeli tak, to czy odczuwa spotęgowane przyjemności cielesne spowodowane różnicą w aurach? Te i wiele innych dziwnych, głupich jak i całkowicie poważnych pytań zaśmiecało jego głowę tego pięknego poranka, które nabierało na urodzie, gdy słońce powoli pięło się ku górze barwiąc niebo na pomarańczowo.
Ilość słów: 611

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość