Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Grobowa cisza

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 239
Na sesji: Nie

pn sie 27, 2018 8:35 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Umiejętności złodziejskie Kawadasziego na pewno były imponujące, mogłyby zaimponować jakiemuś złodziejowi z Mirosili, ale na Magnowieckim nie robiły większego wrażenia. W końcu on wolał robić przekręty, wszystko legalnie do póki oszukiwana osoba się nie połapie. Nawet wtedy nadal musiałaby to zgłosić, byłby proces, zbieranie dowodów, cały czas świata na wymyślenie wymówki i przygotowanie się. W kradzieży to jest pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, albo cie złapią albo nie. Tak przynajmniej uważał Juliusz.
  Siedząc na dole i pijąc piwo nie musiał długo czekać, żeby to kolejne szambo wybiło. Widział jak jego były rozmówca schodzi sobie ekstrawagancko ze schodów, gdy nagle do karczmy wparowało dwóch rzezimieszków. Ale dziki, hoho, będzie mordobicie. – Chwycił kufel i dokończył resztę piwa, zastanawiając się czy powinien wyjść, oglądać spektakl, czy zamówić kolejne piwo.
Wszystko rozegrało się niestety bardzo szybko. Juliuszowi totalnie się to nie podobało. Cesarski szybko zranił jednego z bandziorów, po czym wymknął się drugiemu z nich i uciekł na ulice. Tamten pogonił za nim, a straż jak to straż. Co kurwa? Czy oni właśnie nie zauważyli dwóch ludzi wybiegających z karczmy z bronią w ręku i wbiegli sprawdzić tutaj co się dzieje!? Kabaret.

  Straż zaczęła przepytywać gości karczmy co tu się stało. Magnowiecki zastanawiał się nad wyjściem, ale jeden strażnik pytał wychodzących, a reszta przepytywała siedzących. Był więc w lekkim potrzasku, chociaż siedział w kącie i próbował nie nawiązywać kontaktu wzrokowego ze strażnikami. Na nic się to zdało bo jeden z nich dojrzał go i zaraz pojawił się przy stoliku pytając czy coś widział.
-No habla ingles, por favor amigo.– Odrzekł mu grzecznie po Cesarsku, że nie zna Jaksarskiego i bardzo za to przeprasza. Starał się zainicjować jak najlepszy akcent i jak najlepszą wymowę. Patrzył się na strażnika udając, że nie ma totalnie pojęcia o co mu chodzi.
Ilość słów: 361

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt sie 28, 2018 8:12 pm  

Narrator

  Choć Shiro fach złodzieja miał bez dwóch zdań we krwi, na Magnowieckim nie robiło to specjalnego wrażenia. Mężczyzna wolał użerać się z czymś bardziej dochodowym, niż kilka koron raz na jakiś czas – przekręty na grube sztaby złota były tym, co od dłuższego czasu nie opuszczało głowy skrzętnego przedsiębiorcy. Póki co jednak osiadł przy swoim zakładzie pogrzebowym, który jak do tej pory wychodził na zero i nie zapowiadało się, żeby wyszło z tego coś więcej. Przynajmniej nie w najbliższym czasie. Ludzie jak na złość nie chcieli umierać w takich ilościach jak wcześniej i prawdopodobnie, żeby temu zaradzić, trzeba byłoby zatruć jąkąś studnię czy dwie i czekać na pierwsze efekty. Tylko wtedy nadal istniało ryzyko, że Magnowieckiego ktoś by przyłapał na gorącym uczynku, a to skończyłoby się jednym – stryczkiem.
  Miano lotnego umysłu raczej rzadko pasowało do strażników miejskich, jednak nie można było też nazwać ich totalnymi kretynami – nawet pomimo tego, że przed chwilą sprzed nosa zwiała im dwójka oprychów. Całą sytuacją najbardziej przejęty jednak zdawał się być karczmarz, ciągle burcząc pod nosem, że przez kilka lat nie domyje się tej podłogi. Stojący przed Juliuszem strażnik zmarszczył nos, kiedy Kopacz zaczął gadać po Cesarsku.
  A ja to kurwa Kniaź Jan Ignacy Władysławowy — odparł kładąc ręce na biodrach — Po mordzie widzę, żeś ni chuja z wysp nie jest — strażnik o niemal gładko wygolonej twarzy najwidoczniej nie kupił kłamstewka Magnowieckiego. Być może i dalej próbowałby przesłuchać Kopacza, gdyby nie fakt, że mu w tym przeszkodzono.
  Jarosz, chodź, zostaw go w spokoju. Wilcewicz prawdę gadał, jakiś Cesarski dźgnął tego tam sztywnego, a potem spierdolił w piździec, a ten drugi to za nim — zawołał jeden ze strażników. Jarosz – jak się okazało tak na nazwisko miał naprzykrzający się Magnowieckiego stróż prawa – z niechęcią posłuchał, rzucając wcześniej Kopaczowi wymowne spojrzenie.
  Strażnicy opuścili karczmę, a Juliusz nadal w niej tkwił. Było już późne południe – czas przy piwie leciał szybko. Pozostawało mu tylko zdecydować, co robić dalej.
Ilość słów: 393

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 239
Na sesji: Nie

ndz wrz 02, 2018 8:45 pm  

  Nie musiał nic robić. Nie trzeba było się tłumaczyć, ani opowiadać co tu przed chwilą zaszło. Strażnicy sami zajęli się sobą, zebrali wystarczająco zeznań i wynieśli się z karczmy zostawiając gości w spokoju. Niestety Magnowiecki był w tym samym momencie, w którym praktycznie przybył do karczmy. Nie wiedział nadal kto mógł podrzucić trupa do jego przybytku, ale nie zamierzał zostawić tak tej sprawy.
  Wyszedł z karczmy jakieś pół godziny po tym, jak opuścili ją strażnicy. Po drodze zastanawiał się dlaczego tych dwóch chciało dopaść Cesarskiego, ale nie miał potrzeby żeby to dogłębnie sprawdzać. Nie ufał wyspiarzom.
  Wrócił do zakładu, otworzył drzwi i rozejrzał się za swoim pachołkiem.-Słuchaj! – Krzyknął, czekając aż Pjeter pojawi się przed nim.-Chyba będę się musiał udać za miasto. Ten trup miał na nazwisko Bocian i pochodził tam z jakiejś plebso-szlachty. Rano planuje wyruszyć, więc spróbuj jak najszybciej znaleźć kolejnego klienta i zakopać to ciało. Jak wrócę, to ciała ma nie być, zrozumiano Pjeter!?– Zapytał, ale jak zwykle, retorycznie. Po czym pomaszerował na górę przespać się. Zamierzał wstać wcześnie, spakować się i wyruszyć do siedziby rodu Bocianów.
Ilość słów: 212

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz wrz 02, 2018 9:10 pm  

Narrator

  Magnowiecki odczekał w karczmie jeszcze trochę czasu – przyjrzał się zapijaczonym mordom, przeciskającym się przez szczeliny w podłogach i ścianach myszom, jak i zastanowił się nad dalszym planem działania. W końcu o ile codziennie do zakładu pogrzebowego ktoś trupa przynosił, tak nie na co dzień ktoś go podrzucał w tak ordynarny sposób. Ostatecznie po jakichś trzydziestu minutach Juliusz opuścił karczmę i skierował się na powrót do "Było Minęło".
  Już przekraczając próg budynku, usłyszał zbliżające się kroki. Po chwili z piwnicy wyłonił się się Pietrek, cały ubłocony i ogólnie jakiś taki brudny. W ręce trzymał szpadel.
  Się wie, szefie. Jak tu szefa nie było, to tutaj była taka ta no, kobieta starsza, co mówiła, że jej mąż zdechł i się o cenę pytała. Tom jej nieco spuścił, ale trochę tylko, żeby wzięła i go ty ze chłopami swymi przytargała, to będzie pod czym zakopać tego naszego ślachcica — odparł chłopak, uśmiechając się od ucha do ucha. Dopiero po chwili mina mu zrzedła i jakby oprzytomniał. — Jak to szef z miasta wyjeżdża? A kiedy wraca? A i bo właśnie, jeszcze taki facet był jeden i mówił, że marmurowe nagrobki sprzedaje, z tego no, Endendenenbergu, to mu powiedziałem, żeby potem przylazł. Jak szef będzie. — nieco przestraszony zaczął bawić się umorusanymi w ziemi palcami. Gdy tylko jednak otrzymał odpowiedź, wrócił do poprzedniego zajęcia – kopania grobów.
  Piętro nie było jeszcze do końca zagospodarowane, poza dwoma małymi pokojami – w jednym mieściło się łóżko, szafka na ubrania, stoliczek ze świecznikiem, stertą papierów oraz kałamarzem, i całkiem wygodne krzesło obite czerwonym materiałem. Nad posłaniem wisiał obraz przedstawiający tańczących w jednym szeregu zmarłych obgryzionych już przez robactwo – szkielety pokryte gdzieniegdzie zgniłym mięsem.
  Noc minęła spokojnie, dopiero o ósmej nad ranem Rekin Biznesu obudził się przez rozmowę, która odbywała się na parterze. Słyszał głos Pietrka i kogoś jeszcze. Głównym tematem konwersacji były marmurowe nagrobki.
Ilość słów: 372

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 239
Na sesji: Nie

ndz paź 21, 2018 12:07 am  

  Pietrek zasypał Magnowieckiego gradobiciem pytań. Właściciel zakładu był zaskoczony, że jego podwładny potrafi aż tak wiele wątków na raz rozpocząć i nadążyć z ich zrozumieniem. Nigdy bowiem nie posądziłby go o bycie intelektualistą. -No wyjeżdżam w delegacje Pieterk. Sprawy służbowe, jakbym ci powiedział dokładnie o co chodzi to bym cie musiał wrzucić w kosztorys.– Zaśmiał się sam do siebie, wiedząc że Pieterk nie do końca zrozumie aluzje. Pokiwał głową na wieść o jakimś gościu od nagrobków. Cóż, tanich materiałów na groby nigdy nie za wiele.
  Rano obudziły go dwa glosy. Jeden głos idioty rozpoznałby wszędzie, drugi zaś natomiast nie był mu za bardzo znajomy. Zszedł na dół i zauważył tam Pietrka, który już rozmawiał z gościem. Skinął głowią i uśmiechnął się do klienta. -Pan pewnie w sprawie nagrobków z marmuru. Schodzą ostatnio jak ciepłe bułeczki, szczególnie te z Endenbergu. Nie jeden dałby się przedwcześnie wpędzić do grobu, byle taki nagrobek mu postawili. – Zaśmiał się i podszedł bliżej. Liczył, że szybko uda mu się dogadać szczegóły, po czym zje jakieś śniadanie i wyruszy z miasta do rodu Bocianów.
Ilość słów: 218

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn paź 29, 2018 9:42 pm  

Narrator

  Chłop od marmurowych nagrobków był całkiem postawy, ale nieco zgarbiony. Gdyby się wyprostował, z pewnością jego wzrost sięgałby co najmniej 1,90m. Cholernie umięśniony, łapy spracowane i pozdzierane. Jakby nie patrzeć, musiał ten marmur targać od najmłodszych lat swego żywota. Iście waldgrosseński pysk zwrócił się w stronę Magnowieckiego, kiedy tylko ten zszedł na dół i zdołał otworzyć usta.
  Zgadza się — z gardzieli Waldgrosseńczyka wydobył się niski, wręcz przytłaczający głos. — Frank Emmerich, z Endenbergu — przedstawił się, wyciągając dłoń w stronę Juliusza. — Widzę, że interes średnio się kręci, coś wam mało ludu ostatnio w tym Mirosil zdycha. Albo raczej mało kto chce płacić za pochówek i się ich wywozi za miasto, co? — spytał nieco rozbawiony. — Ale przechodząc do interesów – nagrobki z marmuru pierwszej klasy, każda świnia ze szlachty by taki chciała. Tylko sprawda ma się tak, że mam tego sporo na zbyciu, a czasu mało. A pan mi wyglądasz na kumatego chłopa — puścił oczko do Rekina Biznesu. — Pięćdziesiąt nagrobków. Dwie korony za jeden, jak weźmiesz pan wszystkie. Opchniesz pan spokojnie za przynajmniej trzy razy tyle, jak tylko zdychać będą chcieli. No czysty zysk, ja bym brał jakbym miał taki zakład. Ale nie mam, to sprzedaję — dokończył.
  Pietrek jedynie stał na uboczu, spoglądając to na Franka, to na Juliusza. Po minia chłopaka widać było, że ma chyba jakieś problemy z obliczeniem kosztów całego zakupu. A ewidentnie chciał to policzyć, przynajmniej tak sugerował tępawy wyraz twarzy.
Ilość słów: 280

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości