"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Ziemie północy

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 42
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 23, 2018 6:12 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Pytanie o powód ucieczki faktycznie – zignorowała. Odpowiedź raczej nic by kapitanowi nie dała, a Bishrun wolała gadać mniej, niż więcej, w sytuacji, w której w zasadzie wszystko zależy od kogoś innego. Począwszy od wyżywienia, skończywszy na samej obecności gapowicza na pokładzie unieruchomionego okrętu.
  Nad chlebem i serem nie medytowała długo; odstawiła kufel i zabrała się do jedzenia, słuchając kapitana już nieco mniej uważnie. Starała się trzymać łapczywość na wodzy – ale też nigdy nikt jej nie uczył jakichś niezwykle wytwornych zwyczajów przy stole. Gadkę o tych hendbekach, czy humbugach, zignorowała zupełnie, ale z ustami zalepionymi serem i chlebem podniosła na kapitana czujniejsze spojrzenie, gdy przeszedł do konkretów. Chlapnął przy okazji kilka słów, które pewnie przypłaciłby chlaśnięciem szamszira przez gardło, gdyby nie to, że tylko od jego łaskawości zależało tutaj jej najbliższe bytowanie.
  Póki co.
  Pod ciasno opinającą żuchwę skórą zagrały mięśnie, Bishrun przestala żuć na kilka sekund po ostatniej uwadze kapitana i wbiła w niego ciemne spojrzenie półprzymkniętych ślepi – ale trwało to tylko chwilę.
  – Jak o to chodzi, to raczej jestem zdrowsza niż twój nazdrowszy marynarz... – odparła cicho i niezbyt wyraźnie, wciąż z ustami częściowo zapełnionymi jedzeniem. Zapiła to łykiem piwa i mówiła dalej już normalnie: – Nie umiem zbyt wiele ze spraw... marynarskich. Ale mogę wam na przykład... – spojrzała kapitanowi w oczy – ...gotować. Albo pomagać robić to, co potrzeba, a co nie chce się ludziom źle opłaconym i wkurwionym bezczynnością. Oprócz tego oczywiście przydam się w walce – jakby do niej doszło, co na razie wątpliwe. Ile masz tych małych łodzi? Idąc tu widziałam chyba dwie. Mówisz, że nie ma wiatru – nie warto pociągnąć okrętu wiosłując do brzegu? – Och, oczywiście – była przekonana, że ten miglanc znów wybuchnie rechotem na ten pomysł. Tak budował swoją wyższość – nonszalanckim wielkopaństwem. Uznała, że ma już dość danych na taki osąd. Niech więc dożywi swoje ego – wrodzona duma Bishrun podpowiadała takie rozwiązanie, bo... w sumie między innymi tak właśnie sama funkcjonowała. – Lepsze konkretne zajęcie i trudny, ale bliski cel, niż wystawanie w kolejce po dniówkę, którą mogą sobie w dupę wsadzić, dopóki okręt ani drgnie. I wiedzą o tym. I prędzej czy później będą potrzebować czegoś, za co będzie można się wyładować. Na kimkolwiek – zakończyła, niemal przypadkiem unosząc kufel z resztką piwa tak, jakby nim chciała wskazać kapitana. A może tu chodziło tylko o gest toastu?
  – Ale jest jeszcze jedno, co mogę robić – skoro mowa o zajęciu dla mnie– dodała na koniec, gotowa przerwać tymi słowami pierwszą reakcję kapitana. – Coś, czego beze mnie byś nie miał: rozmowa. Po prostu. – I popatrzyła na niego na tyle szczerze, na ile potrafiła. Może to był strzał na ślepo, ale wyobraziła sobie, że dopóki okręt robi swoje (czyli płynie, wartko tnąc fale), dopóty wszyscy mają swoje miejsca i dzialają sprawnie, i nie trzeba szukać sobie innych zajęć. Kapitan nie spoufala się zbytnio ze swą załogą, nawet jakiegoś swojego "drugiego" musi trzymać na względny dystans (inna rzecz, że jeszcze takowej figury nie dane jej tu było spotkać – poza bosmanem), więc ostatecznie ląduje sam w kajucie na długie godziny. I jeśli statek płynie, to są to godziny zainwestowane we wliczoną sytuacje. Ale teraz? Czyż była zupełnie pozbawiona prostej atrakcyjności możliwość zamienienia kilku słów między kapitanem, a kimś, kogo najmniej chyba mógł się on spodziewać?
  Nawet więc jeśli zostanie znów wyśmiana – nie szkodzi. Nie wyglądało na to, by groziło jej tu coś więcej. Na zbywających kapitanowi zapasach gotowa była przetrwać tyle, ile los pokaże.
Ilość słów: 700

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn lip 23, 2018 11:48 pm  

Narrator

  Kapitan słuchał włóczęgi z oniemiałą twarzą. Nie śmiał się, nie mówił nic więcej po czym powiedział bez wahania – Nigdy nie pływałaś prawda? Idź lepiej do kucharza okrętowego. W sumie się przydasz. Tak gotuje że strach to żreć. Kucharki nam zawsze brakowało i nie bój się, już my cię morskiego rzemiosła nauczymy. – po czym zagryzł kawałek sera – Wracając jednak do rozmowy. Akceptuję twój pomysł toteż ładnie opowiedz skąd jesteś. Nigdy nie popłynąłem aż do Nerdii, chętnie posłucham. – po chwili zamyślił sie i rzekł – W zasadzie jest coś w tej rozmowie jeszcze, znasz Nerdyjski. To co było by naprawdę cenne to nauka języka. I tak tutaj nieco posiedzimy. – po czym rozłożony pochłonął spory kawał bochenka.
  Wskazał jej mapę i zaznaczył palcem spory okrąg – Tu gdzieś jesteśmy. Albo to jest wybrzeże kontynentu albo jakieś wyspy u jego wybrzeży. Nie wiem dokładnie ale dowiem się dzisiaj w nocy. Wyczytam to z gwiazd jeśli przy tym jesteśmy. – uśmiechnął się lekko. Widać było iż ciekawi go skąd dziewka pochodzi. Dokończył więc – Wybierz jedno z tych które powiedziałem lub kilka.
Jeśli zapracujesz to nawet ci zapłacę i to porządnie. Przy czym nalegałbym być odpowiedziała nieco jednak o kraju południa.

  Nalał jej znowu piwa po czym schylił się o powiedział już smętniej – Poza tym wolałbym żebyś wyjaśniła bajeczkę z wróżeniem, załoga tego statku jest specyficzna. Część zapewne uzna cię za guślarkę i poprosi o leczenie szkorbutu albo kurzajek. Co gorsza jednak pozostali mogą powiązać cię ze sztormem i obwinić za to. Podczas niego zginęło kilku chłopaków. Dobrych chłopaków. Mimo że marynarze są mili jeśli uznają cię za winną niektórzy mogą cię zlinczować. Mam z nimi dobry kontakt ale z racji różnicy wykształcenia i stanu majątkowego nie mówią mi wszystkiego. – po chwili dodał – Jest tu jednak raczej spokojnie bo mało kto wierzy w takie rzeczy. W końcu pływamy dla Initium. Swoje z nich chłopy więc o ile nie nadepniesz im na odcisk będzie dobrze.
Ilość słów: 386

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 42
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lip 24, 2018 11:08 am  

  Kiwała powoli głową, pozwalając mu sądzić, że pięknie i samodzielnie wymyśla dla niej zastosowanie na swym okręcie. Akceptowała wszystko oczywiście: pomoc kuchenną (zobaczy się, co to za kuchnia i ile może tam napsuć ona, której największym osiągnięciem było upieczenie mięsa na prymitywnym rożnie), towarzystwo do konwersacji, nawet propozycję nauki języka.
  Nachylila się nad mapą, zaczesując za uszy żyjące własnym życiem kosmyki, kołtuny i warkoczyki. Na mapach się nie znała, ale zakładała, że pan kapitan się zna. Skoro da się to wyczytać z gwiazd, mogła się mapami interesować jedynie dla własnych celów. Nachylila się bliżej, wpatrując się w rejon wokół kapitańskiego palucha.
  – I... co to jest za ląd? Północna część zachodniego wybrzeża Waldgrossen, mam nadzieję?
  Pytanie oczekiwało odpowiedzi, ale bez pośpiechu. Sama postawiona przed wyborem swojej tutaj funkcji – nadgryzła resztkę pieczywa, żując poszukała sobie wzrokiem miejsca do siedzenia, a jeśłi nie było – oparła się pośladkami o stół kapitana (najwyraźniej niewiele czasu jej trzeba było, by czuć się nader swobodnie).
  – Mogę dla nich zostać guślarką albo wiedźmą, dam sobie radę z takim zadaniem. Ale jak chodzi o odpowiedzialność za sztorm – chyba aż takimi idiotami nie są. To tak, jakby karawana znalazła w pakunkach przybłędę i twierdziła, że sprowadził na nich yāsfat... Durnoty jakieś – orzekła ze zdecydowaną dezaprobatą, a w ten sposób dokonując porządku ze zbytecznymi tematami, skrzyżowała ramiona na piersiach i niski, lekko zachrypnięty głos Bishrun popłynął przez wnętrze kapitańskiej kajuty.
  – O kraju południa można powiedzieć na pewno tyle, że ciężko tam żyć komuś, kto nie wie, czego się spodziewać. Trzeba przywyknąć do temperatur, to jasne. I do wiatru. I do piachu i pyłu: wszędzie – w nosie, we włosach, w ubraniu, między zębami, w wodzie, którą pijesz i na języku, kiedy jesz. W dzień możńa paść z przegrzania, ale w nocy – możesz umrzeć z nagłego wyziębienia, jeśłi jesteś osłabiony. Więc... ten. No. Następnie – wyliczała, zerkając co jakiś czas na kapitana – trzeba się rozeznać, z kim trzymać, z kim zadzierać, a przed kim i czym spierdalać. To jest bardzo ważna umiejętność, bo wróg w Nerdii to nie tylko człowiek. Słyszałeś o Hirminie? I o tym, co tam się lęgnie? Choćby takie sikho, jak to niektórzy nazywają. Są w Nerdii całe obszary w zasadzie identycznego krajobrazu, gdzie na pozór nikogo nie ma, całymi dniami podróżujesz gadając tylko ze swym wielbłądem – a tymczasem śledzi się kilka tuzinów par oczu. Obyś miał dobrego przewodnika, żeby się w porę zorientował, na teren czyjego klanu wkroczyłeś! Nie ma tam dróg, a tam, gdzie nie ma dróg, trzeba uważać: można – jak to powiedzieć... zgubić czas. Rozumiesz, kapitanie? Można mówić więcej o tym, i o zapomnianych miastach, i o ich skarbach legendarnych – (tu łypnęła na kapitana) – – a rozmawiamy na razie tylko o zachodniej części – ale trochę zależy, w jakim celu pytasz. Czy... zamierzasz z jakichś powodów osiąść w Nerdii? Albo w każdym razie – ruszyć tam po swój przydział lądowych przygód? To ważne, bo ci, którzy po prostu chcieli przewędrować piach, albo dotknąć wzrokiem Szarych Pustkowi, czekają teraz zagrzebani w pyle, czekając aż ich szkielety żar zamieni w kostną mączkę. Ci, co chcieli zobaczyć Zrujnowaną Hirminę – nie mają już pewnie nawet szkieletu.
  Bishrun najwyraźniej z biegiem opowieści czuła się coraz swobodniej. To przeszla parę kroków na środek kajuty, to wracając wzięła w dłoń bezmyślnie jakiś przedmiot i postawiła w innym miejscu – tam, gdzie zakończyła chwilowy spacerek; to mówiła patrząc w powałę, to zwracała się wprost do kapitana, angażując w pełni jego uwagę swoją niewyszukaną, ale wyrazistą gestykulacją i mimiką, niemal wymuszając na nim dialog potaknięć i min.
Ilość słów: 714

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

wt lip 24, 2018 8:07 pm  

Narrator

  Kapitan oderwał palec po czym przejechał po mapie spory kawał drogi. Po czym powiedział – Tu jest Waldgrossen. Mniej więcej jesteśmy tak daleko od Waldgrossen jak Waldgrossen od Nerdii. Zapewne nie wiesz co to ale przekroczyliśmy koło podbiegunowe, za co będziesz miała okazję obserwować to w nocy. – po chwili zamyślił się – Co to bycia guślarką czy wiedźmą to nie sądzę. Mimo że ci ludzie mówią steki bzdur to niejeden alchemik nie powstydziłby się takiej wiedzy co oni o lekach i o przyrodzie. Może w twoim kraju nadawałabyś się, ale nie tu. Niemniej jeśli czujesz się na siłach proszę. – popatrzył za zaciekawieniem na nią po czym zaczął słuchać jej wykładu o Nerdii.
  Ku jej zdziwieniu ten zaczął robić notatki, ba nawet więcej. Co jakiś czas poruszone przez nią nazwy sprawdzał na mapie. Wydawał się bardzo poruszony i zaskoczony jej opowieścią więc gdy tylko ta skończyła zaczął się grad pytań. Stanął z posępną miną i odparł – Jakim cudem można w nocy umrzeć z wychłodzenia. Ponoć u was bardzo gorącą, raczej nie spodziewałbym się u was mrozów. A co do piachu to jak się przed nim chronicie. – poczekał jednak grzecznie na odpowiedź urywając nagle. Widać było że ma więcej pytań ale chciał zanotować odpowiedzi na kolejne.
  gdy odpowiedziała ten zaczął z iście nieludzką systematycznością wypytywać, w zasadzie teraz dopiero zauważył że przesunęła jeden przedmiot, świadczyło o tym szybkie spojrzenie na dwie lokacje, byłą i aktualną. Miał to w głębokim poważaniu bo liczyła się teraz tylko odpowiedź na jego pytania – Co to sikho, co wiesz o Hirimie. Najważniejsze czy da się podejść do portów w okolicy. Są zniszczone ale czy da się wylądować albo przybić do brzegu. Dalej z cierpliwością owada wyczekał końca odpowiedzi po czym zadał kolejne pytanie – Zgubić czas? Widziałaś jakieś anomalie chronogeograficzne? Initium wysłało tam ludzi? Czy masz na myśli zwyczajne zgubienie dnia z powodu braku punktu odniesienia. – tym razem był poważny i wydawał się patrzeć z oczami jak wilk gotowy do skoku. Coś w tych słowach poruszyło go bardziej niż wszystko inne.
  Gdy skończyła odparł na jej pytanie – Cóż można powiedzieć że rozszerzenie działalności. Szukam wszelkich okazji do zdobycia pieniędzy a rejsy do was mogą być bardzo opłacalne.
Ilość słów: 418

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 42
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr lip 25, 2018 1:19 am  

  Reakcja bezimiennego kapitana na niefrasobliwą przecież i zdawkową opowieść o Nerdii naprawdę zdziwiła Bishrun – a może lepiej rzec: wielce zastanowiła. Kolejne jego aktywności rodziły całą masę podejrzeń, z którymi na razie oczywiście nie było sensu się zdradzać. Zasypywał ją dodatkowymi pytaniami, często niejasnymi dla niej co do powodów, ale skoro dopuszczał ją do tak intymnej sfery jak emocjonalne zaangażówanie w to, co dla niego jest tak ważne, uznała, że w zasadzie odpowiadanie na te pytania w tym momencie może tylko przynieść korzyść, polegającą na tym, że znaleziona w ładowni rozbójniczka (ach – znaczy... wieszczka! Wieszczka, oczywiście) wejdzie w obszar opieku kapitana. Przynjamniej na razie.
  – Może w nocy umrzeć z wychłodzenia ten, kto za dnia kurewsko się przegrzał, nie mogąc uciec ze słońca przez kolejne kilkanaście godzin. Upał wyciąga z ciała całą wodę i tłuszcz. A w nocy może po ziemi pójść mróz. Siada śpiącym przegrzanm na serce i już się rano mogą nie obudzić – odparła, jak umiała, na pierwsze ważne pytanie kapitana. – Czemu rano może przyjść mróz? – wzruszyła ramionami, siadając głębiej na stole i dyndając sobie nogami. – Na takich rzeczach się nie znam. Ale piasek nagrzewa się błyskawicznie i błyskawicznie to ciepło oddaje, to na pewno. – Wzięła arkusz mapy w dłoń (mógł z bliska zobaczyć wężyki tatuaży oraz fakt, że skóra na dłoniach nosiła liczne większe i mniejsze blizny), obróciła kilka razy i odłożyła. – Przed piachem nie da się całkowicie ochronić. Zresztą co innego piach, ar-ramal, a co innego agh-ghabar – pył. Ogólnie – pomaga obwiązywanie się chustami; całej twarzy i głowy. Zostają tylko oczy. A kiedy przychodzi yāsfat – i tak piach i pył będą wszędzie.
  Zeskoczyła ze stołu, odkroiła sobie jeszcze kawałek sera i nie ładując go na razie do ust, podeszła do bulaja.
  Sikho... a dokładniej inni go tak nazywają, my mówimy sikhā'... To taka wielka tłusta jakby... glizda. Gigantyczna – a nie wiesz, gdzie jest – odwróciła się gwałtownie od okna, jakby przestraszeniem kapitana chciała mu uzmysłowić nagłość ataku wielkiego robala. Może pożreć całą karawanę, albo całą osadę namiotów. Straszne skurwysyństwo. A kto nie wie, jak poznać, ten nigdy się na czas nie spostrzeże – sikhā' mieszka zagrzebana w piachu stamtąd atakuje...
  Wróciła od okienka i siadła sobie po prostu na podłodze bokiem do kapiatna w odległości kilku kroków. Opowiedziała trochę o Hirminie, zatajając oczywiście całą tę część prawdy, w której sama była członkinią szwendających się poruinach bandytów. Opowiedziała o portach to, co wiedziała (czyli niewiele), aż zastanowiła się przed ostatnią odpowiedzią.
  – Chronego... Chromoreogryf... kurwa, nie wiem, co to za słowo – przyznała szczerze, zdradzając oznaki rozdrażnienia, pewnie własną niewiedzą. – Ale chodzi o to, że jeżeli wpodróży krajobraz nie różni się prawie niczym przez na przykład dwa tuziny kolejnych dni, to miesza się w głowie. I to porządnie. Więc nie jest to zwyczajne zgubienie dnia z powodu braku, jak mowisz, punktu odniesienia. Ale jeśli dobrze rozumiem słowo "anomalia", to tylko częściowo – albo w bardzo małym stopniu – o to chodzi, kiedy się mówi "zgubić czas". Szczególnie dziwne rzeczy mogą się dziać w Hirminie i okolicach, to fakt. Nie słyszałam, żeby Initium miało na moich terenach jakieś większe sprawy... No, poza tymi, które wynikają z panoszenia się Niebiańskiego Płomienia, którego sowicie obdarza sam sułtan... ale powiem tak – i siadła sobie na stole tuż przed nosem kapitana, bokiem (inaczej by się nie dało), wskutek czego mógł – a przecież nie musiał – popatrzyć sobie na jej udo w sięgającym wie dłonie poniżej pasa rozcięciu łacha mającego uchodzić za suknię, zszytą z przedniego i tylnego płatu materiału zdecydowanie niedostosowanego tęgością do tego, co kryło się za pojęciem "koło podbiegunowe".
Ilość słów: 729

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

śr lip 25, 2018 9:43 am  

Narrator

  Zainteresowany notował jeszcze bardziej, szczególnie przy każdej podanej przez nią nazwie. By po chwili zapytać znowu prosząc o wyjaśnienie. – Co to jest to yāsfat. Czemu piach i pył są wszędzie. – po czym popatrzył na nią wyczekująco. Cóż traktował ją jak książkę a patrząc na stan kilku z nich na stole te były czytane intensywnie. Poprzetykane zakładkami i ze zniszczonymi okładkami. Wyglądały na stare ale teraz zaczęła się zastanawiać czy tak było. Wyglądało na to że ktoś po prostu jakby ktoś poniszczył kilka kartek, okładka była poszarpana, momentami zdawała się nie przylegać dobrze. Co gorsza w kilku miejscach dostrzegła wyrwane strony. A teraz ona była taką książka w rękach kapitana. I będzie wypytywana aż nienasycony apetyt ów człeka zostanie nasycony.
  Po chwili zapytał zaś o piasek – Mam takie pytanie? Stosujecie coś w rodzaju rakiet śnieżnych do poruszania? – wstał podszedł do ściany, wyrzucił kilka rupieci i podsunął jej pod nos coś co wyglądało jak buty z przyczepioną z dołu wielką twardą platformą z siatki.
  Gdy odpowiedziała czekały ją kolejne pytana – Ten Sikho czy jak ta na to mówicie, jak z nim walczyć? Widzieliście je? Da sie je wyczuć? Walczył z nimi ktoś magią?
  Na koniec analizując notatki dodał – Spokojnie, to zgubienie dni znam. Ludzie na morzu też tak mają gdy jest mało wody a pływa się po pełnym morzu. Temu staramy się trzymać zawsze brzegu. Pełne morze jest zdradliwe. A pomylenie się w dacie może bardzo popsuć szacunki co do pozycji.
  Tymczasem temat obrania pozostał nieruszony. Kapitan miał ważniejsze rzeczy na głowie a w kajucie było ciepło. Bardzo ciepło biorąc pod uwagę sytuacje. Podobnie jak w ładowni.
Ilość słów: 313

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 42
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr lip 25, 2018 11:57 am  

  Bishrun westchnęła głęboko i głośno – tak głęboko i głośno, że kapitan musiał albo unieść głowę, albo przynajmniej domyśleć się jawnego okazania zniecierpliwienia. Faktycznie – z natury dość gwaltowną Nerdyjkę niecierpliwiło już to indagowanie. Skoro taki biegły w czytaniu i pisaniu, czemu nie zaszyje się na tydzień w jakiejś bibliotece? Ponoć w dużīch miastach składuje się księgi i inne nośniki wiedzy...
  – Yāsfat... burza piaskowa. Albo pyłowa – odparła, kręcąc głową i obracając się na stole tak, że mogła teraz skrzyżować nogi i usiąść na wprost kapitana. Dzięki temu też zwróciły jej uwagę pewne braki i usterki w księgach, które tu trzymał. Rozważanie jednak nie poszła zbyt głęboko (pewnie któreś strony były bardizej komuś potrzebne; gdyby udało się bez wzbudznia podejrzeń zobaczyć, z jakiego tekstu je wydarto, a przedtem potrudzić się czytaniem, mogłaby stwierdzić może, o co chodziło złodziejowi kartek), bo gnębił ją kolejnymi pytaniami i zagadkami. M-m – mruknęła tylko przecząco, uśmiechając się kącikami, na widok tego, co nazwał "rakietą śnieżną", po czym celowo zmęczonym i znudzonym głosem odbijała kolejne piłki pytań: – Nie wiem, jacy "my" – ja owszem, widziałam sikho, na szczęście z daleka. Da się je wyczuć, jak się jest uważnym i baczy się na ruchy piasku – tyle że piasek może się poruszać z wielu powodów. Walczyć się z tym prawie nie da – chyba że dać się robalowi nażreć. Po posiłku nie lubi się ruszać – a rusza się kurewsko szybko, kiedy już to robi. Magią... już prędzej, ale na tym to się nie znam – łypnęła na niego i wykorzystując fakt, że pochłonięty był notatkami, wzięła sobie jego kufel, zajrzala do środka ostentacyjnie i jeśłi coś tam było – wychyliła do dna. Jeśli zaś nie, przez chwilę bawiła się nim bezmyślnie jeżdżąc brudnym palcem po krawędzi. – Może... może pora zerknąć, czy się jakiś wiatr nie pojawił, czy coś? Strasznie ciasno się robi na tym wielkim oceanie. A – kapitanie – przypomniała sobie jeszcze, zeskakując ze stołu z radością, jaką emanuje gibkie ciało – nie wiem jak wam, ale mnie zaczyna doskwierać chłód. Już w tej ładowni zmarzłam... Pożyczyłbyś może jakąś kapotę, albo coś... Nie znoszę dygotać. No i... – machnęła pustymkuflem kapitana i przyłożyła go do kranika beczki może przyszedł już czas się dowiedzieć z czym płyniecie do tego Portu Gawron, ile tam chcecie zabawić, jak już tam dotrzemy, i dokąd następny kurs. Nie mówię, że związałam właśnie swoje życie z tą... Khm; z tym okrętem, ale lepiej takie rzeczy wiedzieć, niż nie wiedzieć...
Ilość słów: 494

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

śr lip 25, 2018 2:03 pm  

Narrator

  Po chwili widocznych oznak zniecierpliwienia Kapitan otrząsnął się jakby z transu. Widać był zaniepokojony własnym zachowaniem ale ni na tyle by się tym przejmować. Przyjął grzecznie jej informacje po czym odparł – Potem będę miał jeszcze pytania ale na razie jesteś wolna. I tak odzienie. Spodziewałem się i mam w którymś z kufrów coś po mojej dawnej kochance. – Pokazał jej mały kuferek stojący na pod ścianą z tyłu. – Jest twój, weź co chcesz, uznaj to za zaliczkę. Pij też ile chcesz. – skinął głową. Po czym wyszedł z kajuty – Dołącz do mnie jak się przebierzesz. Wtedy opowiem ci więcej.
  W kuferku były ubrania, niemniej nie było to czego się spodziewała. Był to co prawda damski ale jednak skórzany lekki pancerz. Damski bo zakładał miejsce na atrybuty. Swoją drogą rozmiar trochę nie pasował ale ściągacze i paski powinny zrobić swoje. Na pewno dało się trochę go rozciągnąć. Poza nim było tam kilka koszul i sukienek. Znalazły się nawet spodnie. To co wzbudziło jej obawy to znaleziony na dnie sztylet z śladami krwi w zagłębieniach. Ale trzeba było przyznać było tego więcej niż się spodziewała. Znalazła też naramienniki jak i nagolenniki. Nie wiedziała z czego był wykonany ale był szorstki i gruby. Należało ubrać pod niego jakieś szmaty ale dodatkowe warstwy skórzni zapewniają dobrą izolację. Futer w środku nie było. Nie było też biżuterii.
  Kapitan czekał na zewnątrz przy kole sterowym. Krzyknął na kilkoro ludzi by wciągnęli Kliwer i luzowali Grot. Wiatr dalej nie dął. Po chwili kapitan nakazał skręcić ster i obrócić okręt dziobem na południe. – Kurs 170! – wrzasnął.
Ilość słów: 301

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 42
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr lip 25, 2018 2:31 pm  

  Zgodnie nie tylko ze swoim charakterem, ale i realnymi przeslankami, Bishrun poczytała za dowód na swą nieustającą zdolność radzenia sobie w opresji (oraz w jakimś sensie na swoją wyższość wobec tych, którzy tę opresję mogli na niej wywrzeć) fakt, że w tak szybkim tempie z głodu i zimna w ładowni płynącego donikąd statku udało jej się przedostać do stanu najedzenia i oferty ubrania. Nawet kapitanowi nie podziękowała (wdzięczność, zwłaszcza jawna, też nie leżała w charakterze córy Południa), gdy udostępnił jej skrzynię z ciuchami kochanki.
  Przede wszystkim wskoczyła w spodnie, ale swoją niby-spódnicę sobie zostawiła, więc dwa postrzępione prostokąty burego materiału dalej latały wokół nóg Bishrun. Następnie założyła koszulę (prosto na swoją bluzkę, której się w zasadzie pozbywała tylko na czas rzadkich epizodów prania), a na koszulę – skórznię, po uprzednim dostosowaniu jej do swych wąskich w każdym kluczowym miejscu wymiarów. Koszula wychodziła spod niej krzywo kołnierzykiem i mankietami, ale Bishrun nie była chyba specjalnie wrażliwa na punkcie symetrii, skoro prawy mankiet latał jej luźno, a lewy kołnierzyk utkwił schowany pod zapięciem skorzni przy szyi. Chwilę myślała nad naramiennikami i nagolennikami, ale ostatecznie zignorowala je. Zawsze będzie można wrócić i dopełnić stroju, jeśli nadejdzie sytuacja wymagająca aż takiego opancerzenia.
  Sztylet.
  Bishrun przyjrzala się ostrzu i krwi w zbroczu – i oczywiście wsadzila sobie puginał za pas, ten drugi, który nosiła specjalnie na broń, a który wyłożyła teraz na skórznię.

  Tak wyszykowana wsadzila sobie jeszcze do ust kęsek sera, capnięty z kapitańskiego stołu, i wyszła na pokład akurat w momencie, gdy marynarze uwijali się przy żaglach. Stanęła za kapitanem, obweiszczając swoje przybycie splunięciem za burtę.
  – Jakieś decyzję? Wreszcie? – zapytała, zatykając kciuki za pas i w lekkim rozkroku obserwując czynności na wantach.
Ilość słów: 353

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 156
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt sie 03, 2018 10:51 pm  

Narrator

  Kapitan odparł najwyraźniej znudzony – Wreszcie. – pokręcił głową i pokazał jej niebo –No chyba nie w taką pogodę. Bez dobrego wiatru to żaden statek nie ruszy. Ale nie stój tak i przydaj się na coś, zmieniłem zdanie... – wyraźnie oczekiwał jakiegoś dokładniejszego i może grzeczniejszego pytania – Jak popracujesz będą odpowiedzi, w kuchni trzeba obrać jakieś ćwierć tony marchwi. – uśmiechnął sie złowieszczo.
  W okolicy było spokojnie ale tu i tam pływały wieloryby. Widać było zaciekawił je statek. Nie wyglądały jednak jakby miały go zaatakować.
  Co innego kucharz okrętowy, który najpierw wybałuszył oczy a potem pognał ją do obierania. W specjalnie wydzielonej części ładowni była cała przegroda wypełniona kształtem pasującymi warzywami. Sęk w tym że zaraz obok była druga identyczna. W tym świetle nie było widać kolorów. Wybór należał do niej.
Ilość słów: 161

Awatar użytkownika
Bishrun
Posty: 42
Miano: Bishrun t-Aqhallit
Pochodzenie: Zjednoczony Sułtanat Nerdii
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=232
Narrator: Kociebor
Na sesji: Tak
Korony: 0
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob sie 04, 2018 9:27 am  

  Tylko przewróciła oczyma, jawnie kwpiąc sobie z kapitańskiego sposobu zaganiania jej do roboty. "Przydaj się"... Dobre sobie!
  No – ale fakt faktem, następną jej czynnością było faktycznie zlezienie do kuchni. Czego... – sapnęła tylko w odpowiedzi na jego spojrzenie; nie przyszła do niego na praktyki, tylko spędzić czas w sposób akceptowalny przez chwilowego jej przełożonego. Obrać tćwierć marchwi? Jasne...
  Zszedłszy do ładowni i zobaczywszy dwie chyba identyczne przegrody a nie mając dodatkowych wskazówek, wybrała drugą.
Ilość słów: 91

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość