Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Jeden nieostrożny krok

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 26
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15

pt wrz 21, 2018 10:07 am  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Hysteric popatrzył się nieco tempo na bandaże później na jego nogę i znowu na bandaże. Aż zrobiło się mu głupio, znaczy Acadii, że postąpił tak debilnie, jak Hyst. Zapewne, gdyby robił się czerwony, to właśnie to zrobił, ale jak zwykle był blady, wyjątkowo dzisiaj z czerwonym nosem. Powoli Acadia podotykał swój nos i uznał, że rzeczywiście coś jest z nim nie tak, jednak w ostateczności stwierdził nic z nim nie będzie robił. Znaczy, teraz nie musi, bo nawet nie boli, a to, że oddychać przez niego nie może no to cóż, na razie przeżyje.
  -to nic takiego, zagoi się, kiedyś.–powiedział spokojnie, kompletnie nie przejmując się swoim nosem, nie ciągnął tematu, dlaczego w ogóle na niego nie reagował. Zwyczajnie nie chciał.
  -tez racja, nie spojrzałem na nogę wcześniej zbyt dokładnie. W sumie po tym niezłym ciosie nie widziałem dokładnie. – dodał na swoje usprawiedliwienie. Następnie wstał, by poszukać jakiś gałęzi. -zaraz wracam.– dodał.
  Przeszedł się dróżką by znaleźć coś ciekawego jednak nic nie przykuło jego uwagi, miał zamysł przejść się do domów albo podejść nieco bliżej tego cholernego lasu, by tam znaleźć jakąś deskę lub dobrej jakość gałąź. Z zerwaniem ich nie powinien mieć problemu, w końcu kukri, jakie miał, powstały po to, by przemieszczać się po zaroślach, a że on jak zwykle wykorzystuje je w innych celach to cóż.
Ilość słów: 252

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz wrz 23, 2018 11:09 am  

Narrator

  Nie było ciężko o coś wystarczająco długiego i prostego, by z pomocą bandaży obwiązać nogę Alfonsa. Rzeczywiście bliżej budynków dało się znaleźć resztki desek, które mogły usztywnić złamaną kość Drugiego. Podczas wykonywania czynności Stein syczał delikatnie, gdy tylko Hyst poruszył nadszarpniętą częścią. W końcu jednak udało im się to zakończyć i z pomocą Eryka ruszyli w dalszą podróż – człapiąc powoli przez las, teraz już bezpieczny.
  Nawet nie zdawali sobie sprawy, że trochę im to zajęło. Słońce coraz szybciej chyliło się ku horyzontowi, ludzie jakoś chętniej zbierali się w okolicy zwartych zabudowań nawet pomimo lekceważącego zachowania, jakie przejawiali. Dążąc do tak dużego skupiska ksenofobicznych wieśniaków nie sposób było nie zwracać ich uwagi, szczególnie będąc ubłoconym i nosząc szaty Drugiego. Wszyscy więc gapili się na dwójkę magusów, szepcząc między sobą i głównie patrząc się spod wilka na Alfonsa, ale i na Eryka, który wszakże pomagał waldgrosseńskiemu psu. Człapali powoli w stronę gospody, odprowadzani cichymi wyzwiskami, kiedy zza winkla wyskoczył pewien człowiek.
  Wśród zgrai chłopów i rzemieślników wyróżniał się na pewno strojem. Wykonanym z dobrej bawełny i lnu, obszyty kołnierzem z futra jakiegoś zwierzęcia, może norek, może oposów. Był raczej tęgi – choć bardziej poprawnym określeniem byłoby gruby, szczególnie w okolicach brzucha. Pucołowata, w pełni czerwona twarz wykrzywiona była w grymasie złości. Jegomość łysiał, na dodatek posiadał podkręcony wąs nad górną wargą. W dłoni trzymał pistolet, który nawet dla tak niesprawnego oka wydawał się być stary i raczej niesprawny, tak jak jego właściciel. I chyba nie było wątpliwości z kim właśnie Drudzy mieli do czynienia. W przypadku Eryka, także dlaczego właściciel ziemski był tak wściekły.
  — Pszeklente waldgrosńskie psy! — wrzasnął Aleksy Marużenko, kalecząc swój własny język. Słychać było, że trzeźwy raczej nie jest – a i czuć było, szczególnie, że zaledwie przed chwilą niemal na siebie wpadli, więc stali dosyć blisko siebie. Alfons obrócił głowę w stronę Hysta, pytając: — Co mówi? — ale zanim ktokolwiek zdążył cokolwiek powiedzieć czy zareagować, Marużenko wycelował pistolet prosto w głowę Steina. — Zabić! Zamordować! Móóówiłem, żadnych kurwa ich psia mać wadgrosńkich kurwysynów! Żadnych kurwa Drugich! Mówiłeeem! — wieśniacy, którzy zbierali się już na całej ulicy, okrążyli dwoje Drugich, powtarzając jak wierne psy słowa zabić i mamrocząc wyzwiska w ich stronę. Część, jak Hyst zauważył, niosła różne narzędzia z pola. Widły, sierpy, motyki. Teraz poprawiali chwyt na nich. A drżąca ręka Aleksego nadal celowała w Alfonsa, który chyba szykował się już do jakiegoś zaklęcia, mamrocząc do siebie coś po waldgrosseńsku, coś, co łatwo było się domyślić, również było przekleństwami, szczególnie, gdy poznane wcześniej jedno z nich padło z jego ust.
Ilość słów: 558

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 26
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15

pn paź 01, 2018 2:00 pm  

  W końcu udało im się dojść do wsi, w końcu Hyst sobie trochę odpocznie, może nawet napije się tego ohydnego piwa? No byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że jakoś nie było tutaj mile widziani. Idąc jeszcze, jakoś specjalnie nie odczuli niechęci, znaczy, dla Acadii była ona taka sama jak ostatnio. Doczlapali w końcu do chałupy, ciężko przyznać się Acadii, ale szczerze to nie mógł się doczekać, by spotkać swojego szefa. Pech chciał, że spotkali kogoś innego. "To pewnie burmistrz wsi" uznał w umyśle Acadia, Hyst jedynie grzecznie przytaknął i oboje zaczęli go oglądać. Takich ludzi to i jeden, jak i drugi by zabili i nawet Hyst by nie chciał zjeść. A to rzadkość.
Chciał już przetłumaczyć, ale cóż grubasek był szybszy.
  Szybko popatrzył, co się dzieje dookoła, byli w chujowej sytuacji. Walczyć było bez sensu a uciekać też, zresztą nie wiadomo gdzie jest jego cholerny szef.
Acadia uznał, że lepiej się zapytać.

  -zanim cokolwiek zrobisz, powiedz mi proszę, gdzie jest reszta drugich, jaka tu była.– powiedział jak najmilej i przyjemniej umiał, oczywiście Acadia. Zasraniec Hyst powoli się gotował do zabawy połączonej w wkurwem.
  Co do kolegi, którego właśnie przytrzymał, zetknął tylko na chwile przymykając oczy, chcąc go nieco uspokoić, jeżeli ten był zły. Jeżeli wieśniacy będą chcieli użyć na nich siły, to cóż chłopcom nie pozostaje nic innego jak obrona.
Ilość słów: 256

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn paź 01, 2018 2:57 pm  

Narrator

  Szlachcic nie wyglądał na osobnika, którego można byłoby sobie zjednać. Szczególnie, kiedy dane było mu porozmawiać z Siergiejem, można było zrozumieć jego zdenerwowanie. Oczywiście nie było żadnego wytłumaczenia na tak bucołowate zachowanie połączone z problemem alkoholowym oraz wyjątkowo ostrą ksenofobią. Niestety Marużenko miał za sobą kilkadziesiąt wzburzonych wieśniaków i bez krwawej masakry ciężko byłoby z tego wyjść cało.
  — PIERDOLIĆ WAS WSZYSTKICH! — właściciel ziemski wrzasnął wyjątkowo głośny, a zaraz odezwał się głośny aplauz ze strony chłopów. Drżącą ręką odbezpieczył pistolet i nacisnął spust. Pierwszy był huk wystrzału, a potem wrzask. Spojrzawszy na Aleksego Marużenko, Eryk widział, jak ten tuli do siebie dłoń, która przed chwilą trzymała pistolet. Sama broń aktualnie leżała na ziemi – czy raczej jej szczątki. Zwyczajnie wybuchła, jak można było wywnioskować. A razem z nią ręka napastnika, który aktualnie wył niczym zbity pies, klękając na ubitej ziemi, płacząc i wzywając Onych. Wokół rozniosły się szepty i modlitwy, paru wieśniaków odsunęło się od Drugich, paru całkiem zniknęło gdzieś w chałupach. — Chodź, nie ma czasu na stanie. Znajdźmy lepiej twoich towarzyszy. — Alfons delikatnie popychał Hysta w dalszą stronę, nie chcąc stać i lamentować nad krwawiącym, wyzywającym wszystko wokół szlachcicem. Oczywiście miał nieco racji, bowiem na razie większość tłuszczy była oszołomiona, ale mogą niedlugo powziąć pewne środki ostrożności wobec grasujących magów.
  W karczmie było pusto, odkąd Siergiej się tam zagnieździł. Oczywiście jego tam nie było, ale mężczyźni natrafili na interesujący widok – Nadia, Egzarcha z Initium wraz z innym jej podobnym mężczyzną pomagali zejść kobiecie. Hyst podejrzewał, że to była ta, która została ranna, głównie przez opatrunki na jej całej twarzy. Właściwie to cała jej twarz była obandażowana, nie wliczając okolic nosa i ust a to, że była kobietą, mógł wywnioskować z mocno zaokrąglonych kształtów.
  Cała trójka zatrzymała się na widok dwóch ubłoconych mężczyzn w maskach i nawet udręczony karczmarz otworzył usta. Z pewnym żalem spojrzał na ślady błota na podłodze, ale nie odzywał się, doświadczony przez szefa ich wyprawy z Initium. — Co się... — Nadia zaczęła mówić, ale Alfons przerwał jej, machając dłonią i ciągnąc Hysta w stronę krzesła. — Potem. Najpierw naprawcie mi nogę. I czemu ciągacie biedną Marinę w takim stanie?
  — Już mi lepiej, Alfons. Nadia zdziałała cuda— kobieta nazwana Mariną odezwała się, przysiadając obok Steina, dosyć chrypliwym głosem i cichym. Tuż po tym uzdrowicielka z drużyny Hysta zdołała wyjaśnić całą sytuację. — Przenosimy się do posiadłości tutejszego szlachcica. Siergiej wyrzucił go stamtąd, stwierdził, że nie będzie spał w jakiejś parszywej karczmie. A wam co się stalo? — podczas gdy Jaksarka wyciągała dziwne przedmioty, które pewno służyły do leczenia, zerknęła wyczekująco na Hysta. Tak samo tajemniczy Egzarcha pilnujący jak oka w głowie obandażowanej kobiety. Ona tylko zwróciła głowę w ich stronę, z racji tego, że nie mogła widzieć przez materiał.
Ilość słów: 588

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 26
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15

śr paź 03, 2018 2:45 pm  

  -O żesz kurwelelelelele!– Zapiszczał hysteric w umyśle, dla niego ten cały wybuch tak pieknie wyglądał, tak cudownie, szkoda tylko, że nie mógł popatrzec dłużej na tę rączkę. Bo jak wiadomo, on lubi takie rzeczy. Acadia w sumie ani trochę się nie zdziwił, nawet nieco odetchnął z ulgą. Z reguły nie obchodziło go kto umiera póki nie jest to on lub póki ma korzyści z życia danej osoby. Jednak z tym panem to on miał już pod górkę i na sam koniec stracić obiekt wyprawy na bagna? No to by było co najmniej śmieszne.
  Trzeba przyznać, że ten wybuch podziałał na ich korzyść a niech się, wieśniaki boją i tak Hysteric jak i Acadia nimi gardzą.
  -To nie głupi pomysł.– Powiedział spokojnie, po czym poszli do karczmy.
  Widoki jaki ich zastał był zadowalający dla Acadii, który to przez większość czasu teraz przejmował ciało. Nie chciał już mieć niespodzianek za sprawą Hysta. W każdym razie, szybko przeczesał wzrokiem to co się działo po czym tak jak chciał kolega odstawił go na krzesło.
  A jednak ta pani co leci to całkiem umie leczyć, Hyst się nawet ucieszył znaczy on ogólnie się ucieszył, że są wszyscy, bo trochę się obawiał, że już zostali na pastwę losu sami, z kulejącą randeczką. A taka randeczka nie jest najlepsza na spacery.
  -Co nam się stało? Poszedłem przez bagna do lasu, okazało się, że ten las ma halucynogenne właściwości o których się dowiedziałem dopiero jak znalazłem zgubę, który to utknął w bagnie. Chcąc go wydostać użyłem magii ale w międzyczasie doznałem halucynacji i źle go wyrzuciłem. Szczerze mówiąc, nie wiem w którym momencie tak się nabawił nogi a ja dostałem od niego w ryj w celu wytrzeźwienia. Pomogło.
  -Jakoś mnie to nie dziwi.– dodała z spokojem na sam koniec Acadia.– dlatego był taki wściekłym ten główny wieśniak.
Ilość słów: 353

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

sob paź 06, 2018 11:55 am  

Narrator

  Nadia, Egzarcha-uzdrowicielka, wyciągnęła coś, co przypominało nieco berło, ale z mniej okazałym zwieńczeniem, raczej okrągłym. Pałka była stalowa, a linie na niej wyraźne. Na jej szczycie był idealny, zielony, lekko prześwitujący kamień. Nie podciągała nogawki Alfonsa, ale samą dłonią delikatnie przejechała po całej jej szerokości, tu i ówdzie naciskając, aż znalazła miejsce złamania. Następnie przelała energię w pałeczkę – linie się zaświeciły, a gdy doszły do kuli, i ona błysnęła szmaragdowym światłem. Kostka, która była nienaturalnie wykręcona, natychmiast zaczęła wracać na swoje miejsce. Co ciekawe, Stein w ogóle nie drgnął, chociaż taki zabieg musiał być bolesny.
  — Jego ryj też wymaga naprawy — wtrącił się sam leczony, a Nadia natychmiast podeszła do Eryka i za jego przyzwoleniem chciała ściągnąć z niego maskę.
  — Alfons, powiedz mi, jakim cudem znalazłeś się w tej strefie? Mieliśmy omijać ją szerokim łukiem, dopóki nie dowiemy się, jak działa i gdzie są granice — Egzarcha właściwie nie czekając na dalsze permisje chłopców przystąpiła do leczenia. Berło znów błysnęło, a dziwne, śmieszne wręcz uczucie pojawiło się w okolicach jego nosa. Coś jakby się poruszał, ale nic przy tym nie czuł. Właściwie i tak by nie czuł, ale wciąż było to dosyć niezwykłe doznanie.
  — No właśnie, granice. Nie sądziłem, że się znalazłem w ich zasięgu, a potem było za późno — Drugi odburknął zza swojej maski, wstając powoli i testując nogę. Stanął na niej i zaczął skakać. Nie przewrócił się. — Ten wasz... Sziergi nieźle musiał zdenerwować tamtego wieśniaka, skoro próbował nas zabić. NAS. Na szczęście jego broń wybuchła mu w dłoni. Tak to jest, jak się trzyma jakieś starocie.
  — Ksenofobiczny zarządca wsi nie jest naszym nawet najmniejszym problemem — wtrącił się drugi z Egzarchów z Exitium, którego imienia Eryk jeszcze nie znał. — Jak już dojdziemy do domu, trzeba będzie sprawdzić, czy to, czego się nawdychaliście nie będzie miało później na was jakiegoś wpływu. Pierwszych czyni... silniejszych, jak zdołaliśmy ustalić. Dużo silniejszych, niż powinni być — Nadia nie wyglądała na specjalnie zadowoloną, że dopiero teraz jej o tym opowiedzieli, ale zanim zdążyła się odezwać, Marina, obandażowana kobieta, wtrąciła się, krótko, słabym głosem: — Ale... — mężczyzna spojrzał na nią i dokończył to, co miała na myśli. — Ale krótkotrwale. To było dziwne. W jednej chwili Marina była palona żywcem a w następnej cały ogień wygasł, a Pierwszy wyglądał na przerażonego i uciekał. Dorwaliśmy go. Próbował się bronić, ale strasznie nieefektywnie w porównaniu do kilku chwil wstecz.
  — Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie możemy sprawdzić, skąd takie wahania mocy u Pierwszych, bo trzeba byłoby zagłębić się w bagna, a ja nie mam ochoty znowu tego przeżywać... a jedyną osoba, która może coś wiedzieć, jest cóż. Ta znachorka — głos zabrał Alfons, który skinął na ranną magiczkę. Jego towarzysz z łatwością wziął ją na ręce, bardzo delikatnie. Głos znów zabrała Nadia.
  — Arnold wspominał mi o niej. Może my coś więcej zdziałamy. W każdym razie, wasza dwójka nie powinna teraz korzystać z zaklęć, jeśli to, co mówicie o Pierwszych, jest prawdą. Nie chcemy niebezpiecznych anomalii. Chodźcie — cała piątka ruszyła z karczmy na obrzeża miasteczka, prosto do sporego, drewnianego dworku z kamiennymi elementami. Ściany były bielone, dach pokryty strzechą, wokół rósł całkiem ładny ogródek. Nie przypominał miastowych domostw, które technologicznie znacznie przewyższały taka architekturę, ale nadal był lepszy od pozostałych zabudowań.
  Siergiej był już w środku, zajadając jakąś kolację. Usługiwały mu jakieś kobiety – chyba rodzina Marużenki, można przynajmniej tak było sądzić. I reszcie było dane ją zjeść, a następnie pokierowano Alfonsa i Eryka do porządnej kąpieli. Późnym wieczorem, kiedy już tak naprawdę chłopak odpoczywał, zaglądnęła do niego Nadia. Wyglądała na zmęczoną, jakby magia ją wykańczała.
  — Jutro po południu przejdziesz się do tej znachorki. Jej dom jest w lesie, Arnold cię kawałek podprowadzi. Poszłabym ja, ale muszę zająć się Mariną. Jej rany wymagają co najmniej kilku sesji leczniczych, zanim będzie mogła w ogóle zdjąć bandaże, o tych bardziej permanentnych obrażeniach nie wspominając. Przekonałam Siergieja, że będzie lepiej, jeśli on ze swoim... charyzmatycznym podejściem na razie się nie wtrącał. Zostałeś tylko ty z Jaksarczyków, więc proszę cię, abyś był dla niej miły i wyciągnął jak najwięcej na temat tych bagien. Z tego, co rozmawiałam z naszymi ludźmi z Exitium, jest co najmniej dziwna. Codziennie idzie na bagna i nie interesuje się tym, że tam są Pierwsi. Uważa ich za duchy przodków. Ponoć nikt inny nie zna tych okolic lepiej od niej. Możliwe więc, że i ona zapędziła się w rejony działania tego środka halucynogennego. Po swoje ziółka chodzi zawsze tuż przed wschodem, więc nie ma sensu nawiedzać ją wcześniej. Możesz spróbować dowiedzieć się czegoś w karczmie, może więcej ci powiedzą, niż tym Waldgrosseńczykom. Jeśli rzeczywiście te opary działają w taki sposób na Pierwszych, to trzeba będzie uważać i jednocześnie próbować je rozgryźć. Dlatego bądź miły i staraj się zżyć z mieszkańcami. Zgoda? — zerknęła pytająco na Eryka, chociaż i tak było wiadomo, że nie ma żadnego wyjścia.
Ilość słów: 1016

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 26
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15

pt paź 12, 2018 1:30 pm  

  Hyst z początku patrzył się na nogę dość dziwnie, nie mógł podjąć zbytnio, co się dzieje. Przez myśl mu przeszło, że facet jest taki sam jak on, ale czy to prawda? Czy może jej magia tak działa? On sam nie wiedział dokladnie. Acadia za to pomyślał, że taka mafia jednak by się przydała i to jak! Jednak nie mógł noc z tym zrobić jak darzyć do tego, by się nauczyć tej magii, kiedyś. Po chwili i do niego doszła kobieta, zrobił zeza, by móc jak najwięcej widzieć, ale no jak to przystało na nos, niewiele widział, co trochę go wkurzyło.
  Później wszystko działo się tak szybko, aż nie wiedzieli oboje co i tym wszystkim myśleć, jednak trzeba przyznać rację, ta chata była o wiele lepsza od karczmy i jeszcze o niego zadbali i się wykąpali, no żyć nie umierać.
  Wieczorem przyszła pora na odpoczynek, Acadia z myślą, że już nikt do nich nie zajrzy, dał Hystowi kontrolę nad ciałem, dlatego też lezyli sobie na łóżku a Hyst machał rękoma, jakby coś rysował i jak zwykle gadał. Głupoty oczywiście, bo jakby inaczej.
  Po chwili weszła do nich Nadia, niestety Hyst nie pozwolił nad przejęciem ciała przez Acadie. Za dużo jego było! Słysząc co kobieta ma im do powiedziane, Hyst zrobił niezadowoloną minę. Bardzo nie podobało mi się to, że musi z nimi gadać. Łatwiej by im było wszystkich rozwalić i po sprawie.
  -ale , ale oni nie są godni życia! Szczególnie to głupie babsko! – zapiszczał nie zadowolony, tupnął jeszcze nóżka, by bardziej podkreślić swoje niezadowolenie.– ale pewnie muszę to zrobić byśmy, nie dostali po łbach od szefów nie?– powiedział już spokojniejszym głosem, a następnie westchnął – cóż zrobię to- dodał po chwili.
  Nie mógł zrobić nic innego jak właśnie się zgodzić. Po wyjściu Nadii z położył się spać, by być wypoczęty i piękny. Na następny dzień poszedł do karczmy, z nadzieją, że nikt go tam nie zabije. Jak i po drodze tego nie zrobi
Ilość słów: 372

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz paź 14, 2018 3:39 pm  

Narrator

  Nadia wyglądała na lekko zaskoczoną dziecinnym zachowaniem Eryka, ale nie skomentowała tego bezpośrednio. — Nieważne, czy są godni, czy nie. Mają informacje, których potrzebujemy, żeby wykonać zadanie. Trzeba więc zacisnąć zęby i próbować nie wybić ich wszystkich. Mam nadzieję, że sobie poradzisz.
  Następnego dnia była brzydka pogoda. Na początku tylko chmury zaciągnęły całe niebo, kryjąc słońce pod swoją grubą warstwą. Potem zaczął padać deszcz, z początku delikatnie tylko mżąc, potem coraz gęściej spadając i przemaczając ubrania. Droga z dworku do miasteczka była ledwo udeptana i zaraz rozmokła, brudząc dopiero co wyczyszczone buty Hysterica. Wokół tej zabudowanej części było lepiej, kamienna droga prezentowała się o tyle dobrze, że nogi maga nie zapadały się w niej. Sami wieśniacy dzisiaj zdawali się ochłonąć z wczorajszych ekscesów, ale nadal patrzyli spode łba na Eryka.
  Niedaleko karczmy wpadł na niego jakiś mężczyzna. Podkręcony wąs, dosyć chudy, koło pięćdziesiątki. Wyglądało na to, że celowo go zaczepił, bowiem zastawił drogę i z wyrazem twarzy lekko przypominającym ulgę powiedział: — Chwała Onym! Akurat potrzebowałem kogoś do pomocy. Chodźcie, chodźcie, sam tego nie zrobię. — pociągnął Eryka za rękaw. Natychmiast chłopcy poczuli pewien dyskomfort, kiedy różne aury zbliżyły się do siebie. Tak było zawsze, kiedy człowiek, rzadziej Egzarcha, dotykał grubej warstwy ubrań Drugiego. Mężczyzna raczej się tym nie przejmował, tylko nadal ich ciągnął. O ile nie próbowali się wyrwać, doszli do jednego z domów. Wbity przed nim był pal, na którym wisiała deska z napisanym białym wapnem: sołtys, po jaksarsku oczywiście. Hyst został zaproszony do środka przez mężczyznę, otwierając mu drzwi. W środku było dosyć jasno i przestronnie. Od strony ulicy odprowadzały ich wścibskie oczy wieśniaków. — Nie będę rozmawiał na polu o niektórych sprawach. Nie gryzę jakby co, a wszystko w środku wyjaśnię. Obiecuję, że to będą przydatne informacje — rzekł półszeptem, zapraszając nadal do środka maga. Od niego zależało, czy wejdzie tam, czy nie zaufa sołtysowi.
Ilość słów: 384

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 26
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15

pn paź 15, 2018 8:57 pm  

  Hysteric wstał od rana samego, za specjalnie mu się nie chciało, z chęcią zrobiłby sobie dzień wolny, ale cóż, praca to praca więc trzeba wstać i iść dalej. Pogodna do tego wszystkiego w ogóle nie zachęcała, co nie raz już przeklną ją w umyśle, oczywiście Acadia, bo on przejął ciało, jak tylko wyszli z domu. Nie będzie ryzykować zbytnio, w sumie to od nich wiele teraz zależy, co strasznie go wkurwiało, aż zrobił skrzywioną minę na samą myśl o tym, na szczęście był pod maską, więc nie wiele było widać."Tych wszystkich chłopów też bym porozpierdalał, aż mnie chuj strzela,"Dodał do tego wszystkiego w myślach, Hyst jedynie mu pokiwał głową.
  Zapewne szliby tak dłużej bez celu, znaczy z celem, ale na tyle wolno by jakoś za wcześnie nie przyjść do danego miejsca, jednak ktoś ich złapał i jeszcze pociągnął. O mało mu nie wywalił z pięści, jednak powstrzymał się, ledwo, ponieważ szepczący Hyst w umyśle "zrób to, zrób." wcale nie pomagał, jednak koniec końców Acadia nawet nieco przyspieszył, by poszło to szybciej. To dziwne uczucie także było irytujące.
  Gdy doszli do mieszkania, a on przeczytał "sołtys" to miał lekkie zdziwienie. Szczerze dopiero teraz widział te osobę a powinien wcześniej, prawda? W końcu to ważną osobowość we wsi a tu on teraz się pojawia. Jednak wszedł do domu, miał nadzieje, że zdobędzie ciekawe informacje. W sumie, po co by go ciągnął, gdyby tego nie chciał dać? Na herbatkę z ciasteczkiem, bo to drugi a ich nie zawsze się spotyka? W sumie kto ich tam wie.
  -Wiec jesteś sołtysem? Dlatego Ci ludzie tak się patrzyli?– Powiedział spokojnie Acadia, stanął obok drzwi, już będąc z budynku, najpierw spojrzał się na gospodarza, później na zaczął się nieco oglądać. Nie jakoś wybitnie by nie być niemiłym, ale tak z czystej ciekawości.
  "Wygląda na miłego." powiedział zadowolony Hyst "Jedyna osoba, której nie chce zajebać w tej wsi." Dodał zadowolony, już w umyśle wyobrażając sobie jak ich wszystkich zabija, a pozniej zjada.
  Acadia mimo to nie był jakoś szczególnie zadowolony, widział, ze ludność tutaj ich nie lubi, dlatego wolał jednak stan na baczność. Dlatego tez się rozglądał po chacie.
Ilość słów: 412

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pt paź 26, 2018 1:48 pm  

Narrator

  Chata – skromniejsza od domu właściciela ziemskiego, nadal była na lepszym poziomie niż chociażby karczma. Wszedłszy do pierwszej izby, przywitał ich mocny zapach ziół. Rozwieszone były po całym pokoju, na suficie, ścianach, nad kominkiem, leżały na stole, przy oknach, nawet nad drzwiami. Co do samego pomieszczenia – ściany bielone wapniem, okładany kamieniem piec w rogu, duży, drewniany stół na środku, parę krzeseł. Stały tam także kosze, nawet szafa, a przy palenisku był jakby kącik kuchenny. Obok niego drewniane drzwi prowadziły w głąb, prawdopodobnie do sypialni.
  Przy płonącym piecu krzątała się Jaksarka, typowa w każdym możliwym detalu. Jasne, słomiane włosy miała związane w gruby warkocz dyndający jej aż do pasa, twarz pogodna, acz oznaczona już pierwszymi zmarszczkami. W przeciwieństwie do drobnego, chudego sołtysa wyglądała na mocną kobietę, szczególnie zważając na jej drobną nadwagę, raczej charakterystyczną dla wiejskich bab. Podobnież charakterystyczne były spore piersi i okolice pośladków – generalnie, jak większość Jaksarek, miała idealne biodra do rodzenia. Widząc swego męża uśmiechnęła się promiennie, a przed Hystem i Acadią dygnęła z lekkim zmieszaniem, bez słowa wracając do gotowania. Chyba robiła jakąś potrawkę, ale ciężko było wyczuć cokolwiek przez suszone zioła.
  — Bo to ludzie — odpowiedział sołtys, zamykając drzwi do domu za nimi i wskazując natychmiast jedno z krzeseł, sam siadając naprzeciwko. — Głupi, przesądni i jak owce. Kto im coś powie, to robią. Pewno się zastanawiali, czy zaprosiłem do domu Waldgrosseńczyka, czy Jaksarczyka. Głupie, głupie...
  — Gulasz zaraz będzie gotowy, może pan Drugi zechce nieco skosztować? Na pewno przydałoby się nabrać nieco ciała. Nie wiem, jak oni tam karmią...
— Cisza, kobieto. Moja żona lubi wszystkich dokarmiać. Wynagradza sobie, że mnie nie może utuczyć. Żebyś zobaczył nasze dzieci... nieważne, tak czy siak polecam jej kuchnię, ale przejdźmy do tego, po co tutaj jesteśmy — żona sołtysa wróciła czerwona na policzkach do mieszania w garze, a sam mężczyzna uśmiechnął się. — Nazywam się Radomir Marużenko i jestem, jak można wywnioskować, sołtysem. I chyba jedyną osobą, która nie będzie przeciwko wam spiskowała w tych trudnych czasach. Szukałem twoich waldgrosseńskich znajomych, ale unikali każdego kontaktu z tymi bałwanami, czemu się poniekąd nie dziwię. A chętnie podzielę się wiedzą.

  Jaksarka skończyła mieszać, a wzięła dwie gliniane miski i poczęła rozlewać gulasz do nich. Zaraz postawiła apetycznie wyglądające danie przed Hystem i Radomirem, po czym znów skupiła się na kuchni. — Od czego zacząć... cóż. Na pewno słyszeliście o pewnej starej znachorce, która podburza tutejszą ludność i za przeproszeniem pierdoli głupoty. Tak. Jestem jej synem. Pięćdziesiąt trzy kurewskie lata muszę się z nią użerać, a i tak nie potrafię okiełznać tej bandy nieuków ani mojego pierdolonego przyrodniego brata. Co znaczy jedno słowo przeciw całej wsi... w każdym razie mogę co nieco opowiedzieć o bagnach i mojej matce. I tak, wierzę w Pierwszych, jak cholera. Także, służę słowem. Bardziej wartościowym niż matczynym.
Ilość słów: 564

Awatar użytkownika
Hysteric
Drugi
Posty: 26
Miano: Eryk
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=208
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15

wt paź 30, 2018 11:13 am  

  Acadia był może i lekko skołowany całą zaistniałą sytuacją, myślał cały czas, że ten szlachcic to osoba ważna jak nie najważniejsze, ale widać nie. Znaczy te chodzące debile inaczej myślą, ale co poradzić. Widząc kobietę, skłonił lekko głową na znak przywitania się, następnie spojrzał na sołtysa i usiadł na krześle, na którym miał usiąść.
  Chciał nawet odpowiedzieć, że z chęcią zje, ale cóż nie dano mu nic powiedzieć, więc znowu przytaknął. Gsy mężczyzna zaczął mówić od razu Acadzie, zapaliło się światełko słysząc jego nazwisko.
  -Patrząc na to, jak ich traktują, to jest najlepsze wyjście na ten moment.– Powiedział spokojnie, po czym dodał. – Z chęcią wysłucham, co masz do powiedzenia. Przy okazji nazywam się Eryk Sobolewski, Drugi.– Przedstawił się także, uznał, że jest to potrzebne na ten moment. Oczywiście nie przestawił się poprzez Acadia czy Hysteric, są to imiona na ten moment tak nie realne, jak gruba baletnica, dlatego zawsze używał imienia ich głównej osobowości.
  Tak zaciekawiły go informacje, jakie podał sołtys, że nawet nie zauważył, iż jedzenie przyszło na stół, zamruczał za to z aprobatą coś pod nosem, jakby był zadowolony. Hyst także chciał coś powiedzieć od siebie w umyśle, bo oczywście, też się cieszył, ale zrezygnował, bo wiedział, że zaprzątanie teraz głowy Acadii źle się skończy.
  -Nie będę ukrywać, że bardzo mnie cieszy to co mówisz, ponieważ i tak miałem iść do znachorki, a teraz dowiem się przydatnych rzeczy od zdrowej na umyśle osoby. Znaczy, nie mówię, że wszyscy tu tacy są, ale jak na razie nie pokazali rozsądku.– Nie chciał owijać w bawełnę, prawda była taka, że nic ciekawego ta banda debili nie pokazała, tylko debilizm. Po chwili zobaczył na gulasz, oczywiście, że wziął łyżkę.
  Acadia jak najbardziej rozumie złość sołtysa na swoją matkę, jak i współczuje mu, że takową posiada, o ile on potrafi to robić.
Ilość słów: 355

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość