Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Racja Stanu

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 168

ndz maja 20, 2018 3:41 pm  

Racja Stanu

Władysław Wasilewski
Księstwo Jaksaru, 1527 rok


  Wasilewski siedział w swoim pięknym fotelu, wykładanym białym wilczym futrem – drogi ale wart swojej ceny – jak wiele rzeczy w posiadłości Władysława. Przeglądał faktury handlowe, a dokładnie pobór za postoje kupieckie. Bowiem towary ze Śnieżnej Przystani idą do portu Gawron przez trakt, który przebiega przez Smokowiec. Niestety nie prosperowało to teraz tak samo jak kiedyś. Ponure wyniki finansowe współgrały z pochmurnym wieczorem, który widniał za oknem. Zbierało się na mocny deszcz.
  Popił trochę wina i przełożył kartkę, gdy nagle usłyszał pośpieszne kroki na korytarzu. Ciężkie opancerzone buty uderzały o kamienną podłogę, a hałas zbliżał się w kierunku komnaty. Nagle drzwi otworzyły się, a pierwsze co zauważył Władysław to ręka obita w rękawice i naramiennik. Drzwi otworzył dowódca jego straży, Mieczysław. – Panie! – Zdążył ledwo to powiedzieć i zasalutować, gdy pod jego ramieniem przemknął spanikowany Zbigniew.
  – Panie, panie! Tragedia! – Zaczął jąkać się, drepcząc w kierunku Władysława. Ubrany był w brązowe szaty, a na jego prawej ręce widać było resztki tuszu, co sugeruje że coś nagle oderwało go od pracy. W dodatku Mieczysław wyglądał poważniej niż zwykle, coś było ewidentnie na rzeczy.
  – Goniec z Mirówka przybył! Mówi, że cała wieś poszła z dymem. Tylko, kurde, chłopina taki pokiereszowany przyjechał, że ja nie wiem czy nawet w naszej lecznicy go poskładać dadzą rade. Wydukał, że Mirówek z dymem poszedł i tyle. A kto, co, jak i dlaczego? Nie wiemy. – Gestem ręki Mieczysław zasugerował Zbigniewowi, żeby ten trochę ochłonął i przestał wylewać z siebie pokraczne informacje.
  – Tak jak Zbigniew powiedział, panie. Goniec z Mirówka przybył ranny, mówi że wieś z dymem poszła, potem z konia zleciał. Teraz nieprzytomny w lecznicy leży, moi ludzie pilnują wejścia, jak się obudzi to dadzą znać. Jakie rozkazy, panie? – Mieczysław czekał na rozkazy, a Zbigniew sam w sobie był zainteresowany reakcją Pana Wasilewskiego na zaistniałą sytuacje. W końcu ostatnie miesiące były spokojnie, nawet wielu bandytów na stepie nie ma bo zagajniki rzadkie to i pułapkę na karawanę ciężko zrobić.
  Ciszę w pomieszczeniu zaczął dekorować odgłos deszczu uderzającego o kamienne mury, a w oddali na horyzoncie stepu błyskawice zaczęły przecinać nieboskłon. Pogoda powinna ugasić pożar w Mirówku, ale czy ktoś poza gońcem przeżył, tego nie wiadomo.
Ilość słów: 470

Awatar użytkownika
Władysław
Egzarcha
Posty: 13
Lokalizacja: Warszawa
Miano: Władysław Wasilewski
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=219
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

ndz maja 20, 2018 5:47 pm  

  Spoglądał na dokumenty, nie widział tego w zbyt dobrym świetle. Zawsze musiały istnieć jakieś cholerne problemy. Jak nie bandyci to teraz to. Spojrzał na kielich z lekką odrazą, ale nie mógł nic na to poradzić, przecież dostawa będzie za dwa dni. Wychylił łyk i skrzywił twarz.
  – Eee... ohyda, jak ona może to pić... – Powiedział sam do siebie, wspominając o żonie.
Odłożył dokument na stertę i usłyszał, że ktoś zmierza w jego stronę. Tempo mogło wiele świadczyć, tylko żeby nie kolejne problemy. Poprawił się w siedzisku, oparł się, złożył ręce na biurku i oczekiwał gościa. Drzwi zaczęły się otwierać.
  – A zap… – Przerwał mu Silny który od razu z wejściem zabrzęczał butami.
  Spod niego nagle nagle wyrósł Zbigniew, lekko utytłany. Otworzył szerzej oczy na cały teatrzyk jaki przed nim się pojawił i gestem ręki zaprosił do kontynuacji. Nawet nie śmiał przerywać gdy usłyszał, że Mirówek spłonął. Wysłuchał wszystkiego co mieli mu do powiedzenia i oniemiał. Zaskoczyło go to, a nawet nie spodziewał się czegoś takiego. Kiedy wszystko ucichło o cisza zaczynała wwiercać się w mózg zerwał się na równe nogi i uderzył o blat. Zdenerwował się, ich Księstwo, jego ziemie, jego lud, ucierpiały...
Nosz psia mać! Nieroby jedne, pies ich chędożył! – Wykrzyczał w blat. Nie miał nic do swoim ludzi, ale do innych szlachciców co nic nie zrobili, a tylko podkulili ogon i spieprzyli dalej, czym prędzej. Nawet żadnej wiadomości. Oparł się o blat biurka i spojrzał na nich z gniewem w oczach.
  – Nie wy… –
Odniósł się do “Nierobów” co wcześniej wykrzyczał. Jego wzrok powędrował na nich.
  – Ale też sterczycie jak kołki zamiast działać. – Odsunął fotel na bok, złożył papiery do szuflady i ruszył w kierunku drzwi. Wskazał Mieczysława palcem i machnął na okno za którym był dziedziniec mówiąc...
  – Silny zbieraj pancernych, natychmiast, psia mać. Mają być gotowi na wczoraj. Szykować mi konia. Ustawić więcej patroli wokół miasta i reszty wsi, kazać ludziom zostać w domach. Muszę zobaczyć na własne oczy, kto śmiał zabić moich braci i siostry! – Burza była odpowiednia do tego jak czuł się Władysław. Z jednej strony ponury, bo zginęło tylu Onym niewinnych ludzi, a z drugiej wściekły, że aż mógłby ciskać tymi piorunami na lewo i prawo. Otwierając drzwi i przechodząc przez nie zaczął kontynuować...
  – Wysoki każ ludziom przesłuchać rannego jak się ocknie, chce wszystko wiedzieć. Każ służbie szykować mi zbroję. Wysłać gońca do stolicy i do okolicznych szlachciców, ma powiedzieć, że doszli aż tu… – Odwrócił się do dwójki przyjaciół przed drzwiami do swojej komnaty, unosząc wskazujący palec do góry.
  – Jeśli Pierwsi tu dotarli, mamy nie lada problem, ale w tym już moja głowa. Zbysiek masz mi powiedzieć ile zajmie budowa muru wokół Smokowca. Palisada cokolwiek co teraz możemy postawić. Kamienny ma być budowany. Jeśli ktoś będzie się sprzeciwiał, powiedz, że to nie walka ze mną, nie walka z pieniędzmi. To walka o życie... A teraz migiem panowie, psia jucha. Czas to nasz wróg! – Wydał rozkazy i otworzył drzwi do pokoju. Idzie się przebrać w ubrania pod zbroję. Kiedy będzie gotowy wyjdzie na dziedziniec po pozostały osprzęt i ludzi. Nie możemy tracić czasu, szybko chłopie! powtarza sobie w głowie. Jeśli oni dotarli aż tutaj, musimy zebrać innych. Musimy zaplanować co dalej, jak tak dalej pójdzie to Księstwo upadnie, a na to się nie zgadzam, psia mać, nie pozwolę! Potrzebni nam drudzy, albo sposób żeby zabić Pierwszych. Przypomnij sobie czego Cię nauczyli w Cesarstwie... Plan prosty poinstruować wszystkich na czym stoimy i wyruszyć do Mirówka. Przetrwamy.
Ilość słów: 658

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 239
Na sesji: Nie

ndz maja 20, 2018 6:27 pm  

Narrator

  Tajes! — Odkrzyknął Silny i pomaszerował wykonać rozkazy wydane przez Władysława. Już po chwili na placu zaczęli zbierać się zbrojni, jednak nie byli do końca tacy zwarci i gotowi jak powinni. W ich oczach widać było zwątpienie. Nie podobało im się to, że nagle zerwano ich na wyprawę w bój. Każdy z nich wie, że służba nie drużba i w każdym momencie powinni być gotowi oddać życie za Smokowiec. Niestety pogłoski rozsiewane przez wieśniaków o dziwnych istotach w różnych zakątkach Księstwa Jaksaru budziły strach i niepokój nie tylko u farmerów i sierot, ale także u mężnych chłopów. Bowiem chłop wie, że chłopa innego zabić może, ale istotę jaką dziwną, to już nie wiadomo.
  — Damy radę do następnego wieczora wybudować palisadę Panie. Jest już wieczór, pogoda okropna, a na burze się za nosi. Nie wiem czy to teraz najlepszy moment słać chłopów i drwali po bele do lasu, ale jak Pan rozkaże, tak zrobimy. — Zapytał, czekając na to co powie Władysław. Zbigniew wiedział, ze wielu chłopów może zaginąć w lasach albo uciec z przerażenia, jednak było to poświęcenie na jakie on był gotów, w celu obrony miasta. Jeśli jego pan wydał rozkaz budowy palisady natychmiastowo, także się stało. Jeśli przełożył to na świt, także też się stało.
  Gdy tylko Wasilewski dobył swojego rynsztunku i przywdział pancerz, udał się na plac główny przed swoją posiadłością. Tam już Silny siedział na koniu, podobnie jak dwa tuziny zbrojnych. Deszcz podmywał podłoże i ściekał z ich pancerzy. Ale stali i czekali, chociaż ich twarze nie wyglądały zbyt pewnie ani pociesznie. Stajenny wyprowadził konia, podchodząc z nim do swojego Pana. Cała kompania była gotowa do wyruszenia.
  Ruszyli pędem przez miasto, wyjeżdżając drogą prowadzącą do Mirówkek. Nikt za bardzo nie interesował się ich wyjazdem, bowiem większość mieszkańców chowała się w domu przed deszczem. Raptem paru pijaków spojrzało na galopującą kompanię i zaklęło po nosem kiedy konie ochlapały ich błotem.
  Władysław wiedział, że podróż do spalonej wsi zajmie około dwóch godzin. Szczególnie uwzględniając późną porę i nieprzyjazną pogodę. Razem z nim jechało jednak dwudziestu czterech zbrojnych i jego wierny sługa Mieczysław. Toteż nie powinien się obawiać, żadna okoliczna zgraja bandytów nie ryzykowałaby starcia z taką ilością opancerzonych chłopów.
Ilość słów: 456

Awatar użytkownika
Władysław
Egzarcha
Posty: 13
Lokalizacja: Warszawa
Miano: Władysław Wasilewski
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=219
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

ndz maja 20, 2018 7:33 pm  

  Ile może trwać to zakładanie zbroi? Psia mać, Oni prędzej wrócą niż ja to założę. Ponaglał sam siebie, musiał zagęszczać ruchy inaczej może być za późno. Nareszcie. Zaszeleścił pancerzem jakby na znak, że jest gotowy. Zabrał wszystko ze sobą i odebrał lancę od służącego. Machnął na niego ręką by został, nie ma sensu by moczył się w taką pogodę. Szanujmy się, drodzy państwo. Wyszedł na dziedziniec, zobaczył, że Zbigniew do niego podchodzi kiwnął do niego głową, poprawiając hełm.
  – Mów... –Rzucił szybko do Wysokiego, idąc w kierunku Szarlotki. Muszą zacząć budować czym prędzej, musi też zadbać o ochronę ich. Może lud Księstwa pobiera drwo z lasu, ale las w dalszym miejscu dziki jak przed wieków.
  – Doskonale, przygotuj ludzi do wymarszu. O świcie mają już zbierać drewno do budowy. Przydziel im żołnierzy do ochrony, żadne ścierwo z lasu ma nie wypełznąć, i im nie przeszkodzić. Każ leśnikom od razu zasadzić kolejne drzewa. Natura ma nie cierpieć, za błędy nasze. Ja ruszam do Mirówka, dbaj o nasz dom, przyjacielu, chroń nasze rodziny –Wziął go w objęcia i poklepał po plecach, chudy jak zawsze, ale mózg nie od parady. Siłę można okazać na wiele różnych sposobów. Podał mu lancę, by ją przytrzymał.
  – Zjedz coś, chudy jesteś jak tyczka –Uśmiechnął się do niego, lecz pod hełmem ciężko to zobaczyć, więc zaśmiał się lekko i życzył mu powodzenia. Odwrócił się i wspiął na klacz. Usiadł wygodnie w siodle i odebrał broń od Wysokiego. Złapał za wodzę i ustawił się przed swymi ludźmi. Spojrzał po nich. Ponure twarze. Chyba nie są zadowoleni, że zrywam ich o tej porze, ale wybaczcie moi bracia, chce dla was jak najlepiej
– Wiara, coście tacy posmutniali, co?! Nie cieszyta się, że swego pana widzicie? Zabrakło wam wigoru, kobity was zbytnio w łozach wymęczyły? –Zaśmiał się do nich, musi im pokazać, że nie mogą się lękać tego co ich czeka. Zaczął lekko prowadzić wodze w tą i w tamtą, by każdy mógł go równie usłyszeć.
– Bracia moi, druhowie, dobrze mnie znacie i nie od dziś wiecie, że rzuciłbym wszystko w cholerę byleby obronić i uchronić was przed krzywdą! A krzywda się dzieje dla naszych Braci i sióstr z Mirówka! Musim wyruszyć czym prędzej do nich, potrzebują nas bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej! Bo kto jak nie my im przyjdziem z pomocą?! Tylko zbrojni z krwi smoka zlepieni mogą pokonać wrogów Księstwa! Tylko my wstanie pokonać zło! Bracia trza nam ruszać, spinać konie i ku chwale Księstwu, ku chwale braciom i siostrą, za mną! Do Mirówka! –Mówił głośno, wyraźnie i dumnie. Musiał, chciał, oni tego potrzebowali. Może i zwykły zwiad, ale każdy poddany potrzebuje uwagę swego pana, inaczej nie ma poddanego a tylko niewolnik zostaje, a na taki obrót spraw godzić się nie można. Podniósł lancę ku górze i wyrzuciwszy ją w kierunku bramy rozkazał utworzyć formację trzech kolumn, specjalną do podróży. Ruszył w pierwszej trójce wraz z Mieczysławem i Krzesimierem, jednym z pancernych. Wypruli ze Smokowca czym tchu ogiery ich miały w płucach, w czarną niczym sadza burzę, w kierunku wsi której jak goniec rzekł, nie ma, a ludzi zabrała sama najgorsza z dam, Śmierć.
Ilość słów: 589

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 239
Na sesji: Nie

ndz maja 20, 2018 8:12 pm  

Narrator

  Pędzili przez błoto i ciemności w kierunku Mirówka, nieustanny galop zwartej kompani w formacji kolumny przemierzał trakt, który z każdą milą oddalającą się od miasta coraz bardziej przypomniał ścieżkę, wydeptaną przez chłopów podróżujący do Smokowca na handel.
  Wasilewski czuł jak woda spływająca po jego pancerzu przedostaje się w każde miejsce, mocząc jego ciuchy, które skrywa pod zbroją. To wprowadzało totalny dyskomfort podczas podróży, jednak on postanowił się tym totalnie nie przejmować, w końcu ma ważniejsze sprawy niż bycie przemokniętym.
  Im bliżej Mirówek, tym deszcz coraz bardziej ustawała, aż w końcu przestało podać. W oddali widzieli wioskę spowitą w ciemnościach. Już z daleka mogli dostrzec, że kształty budynków są zniekształcone, gdyż większość mogła po prostu się spalić w pożarze, o którym mówił goniec.
  Wjechali w końcu do samych Mirówek, które ciągnęły się przez kawałek. Wioska z lotu ptaka miała kształt pasa ciągnącego się z jednej i drugiej strony drogi, bowiem w samej wiosce chłopi wyłożyli sobie kamienną drogę. Dość dobrej roboty, w końcu łaskawy Wasilewski przysłał im tutaj jednego ze swoich architektów gdy poprosili go o pomoc przy budowie drogi. Niestety teraz była to droga zgubionych dusz. Pierwszy widok to popalone i zawalone chaty, jednak zaraz po nich zbrojni dostrzegli ciała leżące w błocie. Rozrzucone po okolicy, w różnych poza i kształtach. Wygląda na to, że ludzie uciekali w panice.
  – Pierdoleni bandyci. – Rzucił Silny, podjeżdżając bliżej jednego z ciał. Przyglądał mu się uważnie, trzymając w ręce pochodnie. W końcu zwrócił się do Władysława.
  – Panie, on nie ma żadnych ran! – Krzyknął, manewrując koniem, aby mieć lepszy widok. Nie czuł się bowiem na tyle pewnie i bezpiecznie aby schodzić ze swojego wierzchowca. -Ja pierdole... zmarł od ognia, ale był poza chatą. – SIlny już nie wiedział co tutaj się wyprawia.
  Powrócił do kolumny, a zbrojni na czele z Władysłwem, wjechali do centrum wioski, gdzie wokół placu głównego leżało najwięcej ciał. Tutaj też było widać, że ludzie uciekali w panice. Jednak szybko dostrzegli sylwetkę pochylającą się nad ciałem. Kolumna rozdzieliła się na dwie formacje, otaczając mężczyznę stojącego nad zwłokami.
  Ubrany był w ciemne szaty, smukła sylwetka i skóra tak jasna, aż odbija światło księżyca. Władysław doskonale wiedział kim, a raczej czym, jest ta istota. Szybkim ruchem ręką Pierwszy oddzielił głowę trupa od torsu i uniósł ją na swojej prawej dłoni, a po chwili głowa zajęła się ogniem. Zbrojni dobyli miecze i kusze, patrząc na to coś z przerażeniem w oczach.
  Tacy krusi... tacy mizerni... tacy nie warci życia... – Wyszeptał pierwszy, idąc wolnym krokiem w kierunku Władysława. Jego głos był bardo niski i powolny, niektórzy mogliby określić, że wręcz przyjemny dla uszu.
Ilość słów: 535

Awatar użytkownika
Władysław
Egzarcha
Posty: 13
Lokalizacja: Warszawa
Miano: Władysław Wasilewski
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=219
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

pn maja 21, 2018 8:41 pm  

  Niech ktoś przeżyje, niech ktoś jeszcze... Wieś odbuduję, ale moi ludzie... Smutne myśli przechodziły przez głowę Władysława, kiedy mókł na deszczu, on to zlewał, ważniejsze był Mirówek. Nie mógł znieść poczucia winy. W głębi ducha wiedział, że ostała się tylko jedna osoba, goniec... Nie można tak myśleć, jest szansa, tli się w jego sercu mały promyk nadziei, że może ktoś jeszcze został. Widać, cel ich wyścigu z czasem...
  – Widać Mirówek, z życiem! –Rzucił do swoich ludzi, by każdy go usłyszał.
  Gdzie budynki? Domy? Młyn? Cokolwiek? W oddali było widać tylko zgliszcza. Niesłychane, żeby prawie wypłaszczyć teren na którym dzień wcześniej mieszkali beztrosko ludzie. Wjechali do środka. Nic nie ma, ni żywej duszy. Zacisnął mocniej lancę w dłoni kiedy Silny zaklął. Wiem, bracie... Niemógł wydobyć z siebie chociaż słowa. Patrzył na całe to pogorzelisko ze smutkiem wymalowanym na twarzy, aż go w piersi ściskało. Był tutaj raptem trzy tygodnie temu, nic się nie działo. Zadowoleni, wszystko mieli co chcieli, nawet im pomógł naprawić młyn, z rozkoszą przenosił bele i łupał młotem. A teraz co? Chędożone cmentarzysko. Powstrzymał się ledwo przed splunięciem na ziemię. Zapomniał, że w hełmie siedzi. Teraz się cieszył, że padał deszcz, tak w nim wrzało, że wulkan przy nim do lodowiec. Znowu Mieczysław coś pierdoli... Wiem przecież... i znowu...
  – Silny, psia mać, ślepy nie jestem. –Uniósł się lekko, odwracając się do niego w siodle. Pojechali dalej...
  Ktoś jednak jest, ale coś było nie tak. Przyjrzał się uważniej postaci w szatach, ale jego ludzie już zareagowali i otoczyli go. Jasna cholera, Pierwszy! Kurwa za dużo nawyków durnie! Jednak ciągłe szkolenia, dały się we znaki, nawyki. Te cholerne nawyki które żołnierz musi się wyuczyć na pamięć, niemalże na gwizd wiedzieć co musi zrobić, nawet jak zemdleje ciało samo się rusza... Teraz mogło ich to zgubić, ale nie ma czasu. Niech nawyki dalej grają.
  – Napiąć! –Wrzasnął na cały głos wydając rozkaz do swoich pancernych, by ci zaczęli napinać kuszę i zarzucali bełty.
  – Silny, łap! –Zaraz potem rzucił w kierunku Mietka lance którą kurczowo trzymał ręku. Zaczął się ześlizgiwać z siodła, kiedy Pierwszy odrywał głowę temu biedakowi.
  – Dwadzieścia! Cel! –Rozkaz każący odjechać na dwadzieścia metrów od celu i zacząć celować. Stanął mocno na ziemi, trzeszcząc zbroją i sięgając po miecz. Gwizdnął kilka razy i zakląskał do Szarlotki, by odjechała wraz z innymi. Przypomnij sobie durni lekcje te kilka lat temu w Cesarstwie... Szybka myśl, niczym błyskawica przemknęła przez jego głowę, kiedy księżycoskóry zaczynał zbliżać się do Władysława.
  – Strzelać! Kurzyć, koło! –Pierwszy rozkaz proste, rozkaz na wystrzelenie z kusz, drugi zaś bardzo różniący się. Wymyślił go kiedy był jeszcze młody i uczył się sztuki wojennej od dziadka. Użył tego jeden z generałów Księstwa walczących z Waldgrossen, dobre kilka setek lat temu. Kazał całym plutonom biegać w tą i w tamą, by wyprodukować zasłonę dymną z pyłu który zaczął unosić się w powietrzu. To samo wykorzystywał Władysław w swoich potyczkach, lecz nazwał to " Kurzeniem ", a " Kurzenie, koło " to szybka komenda na rozpoczęcie biegu wokół celu, zablokowanie go i odseparowanie od reszty. Reszty jednak nie było, więc problemu nie było widać. Każdy z żołnierzy wie, że musi obserwować też zewnątrz okręgu, więc co drugi od Mietka tak właśnie ma zrobić.
  Wracając jednak do Władka który ma dużo większy problem, jakim jest Pierwszy. Zacisnął mocniej dłoń na rękojeści Otwieracza i odstawił go w tył na zgiętej ręce. Tarczę wystawił przed siebie, by go zasłaniała i nie było widać ostrza. On nie wie, że jest egzarchą i niech tak zostanie. Plan jaki chce wykonać jest dość prosty i mało skomplikowany. Kiedy magus będzie w odległości trzech metrów od Władka, użyje tarczy do oślepienia oponenta i wykona szybkie dojście do Pierwszego z wymierzonym w szyję, mieczem. Wykona pchnięcie w trakcie którego uaktywni płonące ostrze, które dotkliwie powinno uszkodzić potwora.
  Kiedy się uda, zepnie wszystkie mięśnie w ciele i przekręci ostrze miecza tak, by mógł bez problemu wyciągnąć je z oponenta, rzecz jasna w prawo, aby tarcza go chroniła od frontu. Miecz rozrywając jego już przekutą szyję pofrunie do góry nad głowę Władysława który będzie chciał dokończyć dzieła, wbijając go od góry w łeb paskudowi, niczym gilotyna. Jeżeli mu się nie uda i nie trafi pchnięciem, postara poprawić cięciem na skos z lewej, celując w głowę, uprzednie robiąc kroki w prawo. Po wszystkim, wysunie tarczę wprzód i oprze o nią miecz na górze tarczy. Walki przecież nie trwają w nieskończoność, to nie bajki... Czas wcielić swój plan w życie.
Ilość słów: 893

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 239
Na sesji: Nie

śr maja 23, 2018 11:42 am  

Narrator

  Pierwszy wypuścił spopieloną głowę z ręki, która z plaskiem spadła w błoto. Zaczął mierzyć wszystkich wzrokiem, ale nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, stał w jednym miejscu. Jego oczy spowijała czerwień, a dziwny pusty wzrok budził strach w szeregach ludzi Władysława.
  Konni wyposażeni w kusze odjechali na odpowiednią odległość. Załadowali kusze i oddali pierwszą salwę, kiedy to ich towarzysze przystąpili do manewru "kurzenia". Bełty przeszył powietrze, a świst przeleciał każdemu po uszach. Niestety rezultat wystrzału okazał się mizerny. Kusza, diabelski wynalazek, który przebija najcięższe zbroje, nie była na tyle silna, aby wystrzelone przez nią bełty dokonały penetracji skóry pierwszego. Odbiły się jak od kamienne ściany, wpadając połamane w błoto. Manewr "kurzenia" również się nie udał. Wilgotna powierzchnia nie wzbiła żadnego kurzu, jedynie zbrojni pochlapali swoje konie.
  Ostatnim atakiem miała być szarża Władysława, który to ruszył do natarcia wykonując cięcie w okolicy szyi Pierwszego. W momencie kontaktu ostrza z ciałem użył on magicznych zdolności swojej broni. Ogień buchnął na znacznie większą skalę, niż Władysław się tego spodziewał. Gdyby nie zbroja, to skończył by z licznymi poparzeniami, jednak ostrze spełniło swoją role. Lekkie i dość płytkie nacięcie widniało na szyi Pierwszego. Może nie poszło to tak jak planował Władysław, jednak teraz widzi, że magiczny oręż potrafi go zranić.
  Niestety atak nie pozostał bez odpowiedzi ze strony zakapturzonego przeciwnika. Uniósł on rękę na wprost zbrojnych, którzy chaotycznie jeździli wokół niego. Przez jego ramie przeszłą niebieska poświata, a z dłoni wyskoczył płomień, który wypalił ziemie, odparował błoto i ogarnął dwóch konnych z kuszami. Wszystko trwało ułamek sekundy, po której zostały po nich ledwie nadpalone szczątki. Reszta drużyny zgrupowała szyk ponownie wokół istoty, tym razem z odległością co najmniej 30 metrów, czekali na dalsze rozkazy swojego dowódcy.
Ilość słów: 356

Awatar użytkownika
Władysław
Egzarcha
Posty: 13
Lokalizacja: Warszawa
Miano: Władysław Wasilewski
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=219
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

czw maja 24, 2018 9:34 am  

  A ja myślałem, że ten stary dziadyga robi mnie w chuja, a Pierwsi są nietykalni. Chwała tobie mistrzu... Ostatnie zdanie pomyślał już w Agatusu. Znowu ktoś ucierpiał, ale musiał sprawdzić, czy coś temu bydlakowi będzie. Nie mogą przy nim stać, bo inaczej umrą. On sam musi, ale to tak lekkomyślne i głupie, że przechodzi ludzkie pojęcie. Najwyżej zajmie go chwilę, a potem się wycofa, kiedy zrobią to pozostali.
  – Wycofać się! Południe! –Kierunek w którym maja się wycofywać, widząc, że nie mają szans. Nie da się z tym czymś walczyć bez broni, przynajmniej. Zagwizdał szybko kilka razy. Szarlotka miała podjechać za budynek kilka metrów od niej, z dala od walki. Nie straci nikogo więcej. Da się przeżyć pole bitwy, ale potyczkę jeden na dwudziestusześciu konnych to nie. Uderzył mieczem o próg tarczy, by Pierwszy zwrócił na niego uwagę. Rozpoczął kolejny atak. Podszedł bliżej tak by mógł bez problemu trafić go mieczem. Jeśli zacznie jakieś sztuczki zrobi przewrót w prawo, a kiedy ukucnie pchnie mieczem w okolicę uda. Jeżeli się uda przed przewrotem, wykona zamaszysty cios za pleców i znad prawego ramienia, obok głowy, celując w jego głowę. Uprzednio przesuwając miecz pinowo z rękojeścią w górze, po tarczy która będzie zwrócona do Pierwszego. Przerzuci go za plecy nadając rozpęd ostrzu i puści szybkie cięcie, z dalej aktywowanym zaklęciem na mieczu. Nie skończy się na dwóch czy trzech cięciach, będzie go ciął dalej, aż przeciwnik nie padnie na ziemię. Jeśli podejdzie zbyt blisko to przygrzmoci mu w twarz z prostego lewą ręką na której jest tarcza.
Ilość słów: 300

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 239
Na sesji: Nie

czw maja 24, 2018 12:22 pm  

Narrator

  Zbrojni przegrupowali się słysząc rozkaz Władysława. Okrążyli Pierwszego ponownie, zwarli szyk i ruszyli na południe, pozwalając swojemu dowódcy dokończyć pojedynek sam na sam z Pierwszym, który to właśnie przed chwilą spopielił dwóch z jego ludzi. Silny ponownie zaklął pod nosem, prowadząc kolumnę w wyznaczonym kierunku. I wzrok był pełen strachu i obawy, ale też determinacji. Nie chcieli tutaj ginąć, ale też nie chcieli Pierwszemu pozwolić na dotarcie do Smokowca, gdzie los spopielenia przez ogień mógłby dotknąć ich rodzin.
  Władysław ponownie zaatakował pierwszego, ale tym razem kreatura nie wykonała porządnego uniku. Miecz przebił szaty, a niebieska jucha pojawiła się na torsie. Syknął i cofnął się o krok, a Wasilewski mógł zobaczyć, jak używa on ognia do wypalenia rany, która natychmiast się zespoliła, zostawiając bliznę na białej skórze. Widział, że może go zranić, jednak zdawał sobie sprawę z kim, a raczej z czym ma do czynienia. Jeden błąd mógł go kosztować życie.
  Kolejny cios został sparowany ręką. Pierwszy chwycił jego miecz obiema dłońmi, ściskając go i próbując wyrwać z uścisku Władysława. Krew tryskała po ostrzu, a płomień palił ręce Pierwszego, ten jednak przez moment się nie poddawał, by koniec końców puścić ostrze i odsunąć się. Nie robił sobie zbyt wiele z ran i poparzeń. Wyszeptał coś w nieznanym języku, a ręce zaczęły mu się goić.
-To koniec ery ludzi. – Powiedział w Jaksarskim, chociaż Władysław zauważył, że ruch jego ust nie zgadzał się ze słowami. Co sugerowało, że porozumiewał się w swoim języku, a za pomocą magi sprawiał, że Wasilewski go rozumie.

  Uderzenie tarczą lekko wybiło go z równowagi, a bose stopy pośliznęły się na błocie. Wykorzystując słabość przeciwnika Władysław doskoczył do niego i przebił go mieczem, próbując podnieść jego ciało. Niebieska jucha mieszała się z błotem, a Pierwszym patrzył na niego złowrogim spojrzeniem. Miecz nie łatwo było wyjąć, a z rąk przeciwnika znowu wydobył się płomień. -Nie jestem tu sam. – Powiedziawszy to ryknął niskim tonem, a Władysław poczuł, jak jego skóra pod zbroją zaczyna go piec. Wydobył miecz i odsunął się. Niski ton ryku Pierwszego rozniósł się po okolicy, a po chwili kilka podobnych głosów dobiegło z lasu. Oznaczało to, że jest ich tu więcej. Gdy ciało padło na ziemie, Władysław zobaczył, że jego czaszka była mocno poturbowana, ale obrażenia te musiały zostać mu zadane dużo wcześniej. Natomiast prawa ręka Wasilewskiego doznała silnych poparzeń, ledwo mógł zacisnąć palce u dłoni.
Ilość słów: 485

Awatar użytkownika
Władysław
Egzarcha
Posty: 13
Lokalizacja: Warszawa
Miano: Władysław Wasilewski
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=219
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15

ndz maja 27, 2018 10:27 am  

  Nareszcie ostrze dosięgło celu, raniąc wroga ludzkości. Krew się polała, ale nie było to przesądzone o wygranej. Pierwszy wypalił ranę jakby nigdy nic. Cholerny potwór. pomyślał. Jak coś takiego może istnieć. Przecież to zaawansowana magia jest, nie to co jego rękawice, które się pewnie do tego nawet nie umywają. Nie może przestać go atakować, nie teraz kiedy jest szansa. Da się zrozumieć wiele, ale Władek ma prawie dwa metry i nie należy do słabych ludzi. A ten niebieski fagas zatrzymał go gołymi rękoma. Czym ty jesteś?! Otworzył szerzej oczy dlaej napierając na niego. Ale jednak wygrał siłowanie się, niestety odskoczył i znowu zaczął się regenerować, po jakichś szeptach w bliżej mu nieznanym języku. Używają magii do komunikowania się z nami. Co też było podejrzane i dziwne. Tutaj są potrzebni Drudzy, ale nie można teraz o nich myśleć, trzeba działać. Zaatakował w odpowiednim momencie i nabił go na miecz. Zaczęło tryskać niebieskim osoczem, a jego spojrzenie przeszyło Władysława, poczuł chłód na plecach. Nie bał się, zmotywowało go to, patrzył na niego, żeby zapamiętał chociaż oczy które go uśmiercą.
  – Czego chcecie?! – Rzucił do niego wściekle i ze złością w oczach dalej na niego patrzył jak ryknął. Prawa ręka zaczęła go pięć i boleć. Dawno nie czuł takiego bólu. Cholerny potwór. Inni odpowiedzieli na ryk. Nie jest dobrze, jest fatalnie, jest ich tu więcej. Zagwizdał kilka razy, aby Szarlotka podbiegła po niego. Schował szybko miecz łapiąc, go od razu w lewą rękę kiedy skończyła się walka. Nie chcę nadwyrężać prawej ręki, bo boli jak same diabły. Przeklą truchło Pierwszego i wsiadł na konia. Wziął wdech i zaczął swój okrzyk
  – Era ludzi nigdy się nie skończy! – Wykrzyczał gdzieś w przestrzeń. Musiał odreagować, musiał jakoś ochłonąć. Nie mógł marnować czasu, od razu spiął konia i ruszył za swoimi ludźmi do Smokowca. Kiedy ich dogoni, albo dojedzie do domu będzie musiał im wszystko powiedzieć i przyspieszyć budowanie murów. A w szczególności zdejmie prawą rękawice i użyje lewej do spróbowania polepszenia stanu swej ręki, oczywiście zawoła lekarzy i uzdrowicieli do siebie i swoich ludzi. Może walczyć lewą, ale prawą potrafi pisać, jest bardzo przydatna, a najlepiej nie tracić bezmyślnie kończyn. Nadchodzące czasy zaczynają być coraz mroczniejsze. Trza też postawić nagrobki na cmentarzu, ku pamięci jego wiernych ludzi. Pierwsi nie mogą wygrać. Będzie czekał na informację ze stolicy i od innych lordów. Najwyżej pojedzie osobiście wszytko zrelacjonować, ale dalej mało co wiedzą. Zajmie się też wzmocnieniem patroli wokół swoich wiosek i Smokowca.
Ilość słów: 482

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości