Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw sie 23, 2018 10:13 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebor ucieszył się zarówno z zrozumienia CIeszybora jak i Misława. Wszystko układało się jak powinno. Nie wspomniał o oględzinach Drugiej ale po co ich tym martwić. No i zawsze można podciągnąć to pod "rytuały pogrzebowe" Drugich. W końcu dla ludzi ze wsi tamci byli istną zagadką. Nie było potrzeby tłumaczenia im czym jest sekcja zwłok. Dla nich to mógł być rytuał zapewniający dobry spoczynek zmarłemu. Nie musieli wiedzieć jak działa. Tym bardziej że magiczne zbadanie zwłok nie zostawiało śladów. Prawdę mówiąc takie badanie było nawet czymś co z pewnością bardziej pomagało zmarłemu niż bezsensowne rytuały. W końcu tak można było dowiedzieć się czemu umarł i zlikwidować mordercę. Zmarły raczej pragnąłby żeby jego morderca nie mordował dalej. Swoimi rozmyśleniami Kociebor jednak się nie podzielił.
  Przygnębiony myślami o tym co może wiedzieć Cieszybor postanowił wybadać coś więcej. Powiedział więc – Pójdę chętnie na wódkę i nawet postawię ale muszę coś jeszcze załatwić, będę potrzebował, wideł, oszczepów, liny. Kosa też może być zamiast wideł ale ostrze trzeba postawić na sztorc. Oszczepy mogą być z kijków i gwoździ o ile znajdę tu porządne linki na mocowanie ich ale prawdziwym grotem bym nie pogardził. Picie piciem ale ten potwór dalej grasuje pomożecie? Znajdziemy ów sprzęt i jestem do waszej dyspozycji. Oczywiście zapłacę za wszystko, w pieniądzach albo w wódce.– Było jak powiedział a znajomości z chłopami można było dobrze wykorzystać. Nie potrzebował tych broni na dłużej więc nie musiały być solidne. Z resztą z tego co wiedział kosa i widły potrafiły być straszliwą bronią.
  Gdyby jednak udawali sie na poszukiwania nie umieszka poszukać też żywności. Tej nigdy za mało. Z zapasów ojca miał dużo pieniędzy i nie baczył za bardzo ile ta przygoda go wyniesie. Pieniądze te miały pomóc mu się zaaklimatyzować. Z resztą biorąc pod uwagę gdzie szukał wyposażenia i tak nie wydawał ich tak dużo. Na głowie miał maluchy i zastanawiał się co z nimi. Musiał też im coś przynieść co było kolejnym powodem za poszukaniem jedzenia gdy już zajmą się grobem. To był ciężki dzień a będzie dopiero takim gdy Druga zapyta się go co się tu stało. Jak by nie patrzeć sytuacja jest patowa. Ale najpierw ekwipunek a potem chlanie. Z resztą teraz nie mógł pozwolić sobie a tak wiele. Zastanowił się czy zna jakiś sposób na neutralizację alkocholu. Nie było by dobrze gdyby znowu się upił.
Ilość słów: 469

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz sie 26, 2018 5:22 pm  

Narrator

  Słowa wieśniaków i ich zmiana postawy z wrogiej na nieco bardziej uradowały chimerę. Chłopak nie chciał robić sobie wśród Podbagnian wrogów, wręcz przeciwnie, przyświecała mu chęć pomocy. Wiedział jednak, że jego sposób myślenia różni się znacznie od rozumowania wieśniaków – ludzi o dobrych sercach, ale prostych umysłach – i nie odważył się podzielić z nimi swoimi przemyśleniami. Dla nich sekcja zwłok była naruszeniem sacrum, zbezczeszczeniem pamięci o zmarłym poprzez naruszenie powłok jego ciała, dla Kociebora – realnym sposobem na odkrycie przyczyny zgonu i zgromadzeniem informacji, które mogą przydać się żywym, o wieleż bardziej przydatnym niż rytuały i obrządku ku czci Onym. Znajdował się jednak na jaksarskiej prowincji i nie oczekiwał, że znajdzie zwolenników swego podejścia. Rozsądnie więc trzymał gębę na kłódkę i nie próbował edukować chłopów wbrew ich woli i poczuciu wrażliwości.
  Mimo jednak tego, że zarówno Cieszybor, jak i Misław zdawali się otrząsnąć ze swych uprzedzeń – a może to tylko przemożna ochota na alkohol owe uprzedzenia wytłumiła – w sercu wojownika pozostała obawa. W końcu lubiany przez niego mężczyzna, który przecież z jakiegoś powodu miał miecz solidnej roboty, zasugerował jakąś nowo odkrytą wiedzę na temat chimery. Kociebor zbyt dbał o to, aby nie zostać odkryty, swoją tajemnicę powierzając tylko zaufanym osobom, aby pozwolić na to, by wątpliwości i domniemywania urosły w pewność. Nie chciał jednak pytać o to przy pozostałych wieśniakach, a zamiast tego wykorzystał sytuację i obiecując wspólną flaszkę, poprosił o cały arsenał wideł, lin i innych narzędzi przydatnych rolnikom, a mogącym się przydać w walce. Mężczyźni popatrzyli po sobie i w końcu – dzięki bardzo porozumiewawczym spojrzeniom – wybrali Cieszybora na rzecznika, który głosem udającym pewność i opanowanie odpowiedział:
  – A jużci, nie będziemy przecież jako te myszy chować się przed tymi potworami. Jak trzeba będzie, zwołamy kogo trzeba i zbierzemy dużo broni. Nie musisz nam płacić, przecież to wszystko pójdzie na obronę domostw. Oszczepy to pewnie tylko ci, co se czasem ryby łowią na bagnach mają, ale pójdzie się do nich, porozmawia, przekona, a jak nie, to flaszką i widłą do pożyczenia przekona – rzekł, z dziwnym błyskiem w oku sprzedając wizję zastraszania rybaków. Oj, chyba ludzie parający się tu łowieniem ryb nie są zbyt lubiani…
  Po przemowie Cieszybora Misław postanowił się wtrącić i swym piskliwym głosem zapewnił, że już oni poszukają zdatnych kos, wideł i innych rzeczy, osobiście przejdą się od domu do domu i jak trzeba będzie, wyrwą je z rąk prawowitych właścicieli, gdyby ci się awanturowali. Trzej wieśniacy byli tak chętni do siłowego tłumaczenia swych racji, że zamierzali już teraz, gdy tylko wrócą do wioski, zająć się zbieraniem broni.
  – My już tam się tym zajmiemy, wiemy dobrze, kto ma czego i ile, to mała wioska, każdy pilnuje swego sąsiada, czy przypadkiem nie za dużo ma narzędzi… A ty już tam grzej miejsce w karczmie, przydałoby się jeszcze przynieść coś do jedzenia, bo ta mała dziewuszka, co gotowała, już nie pracuje –dodał Cieszybor, tym sposobem zsyłając na Kociebora obowiązek zapewnienia obowiązkowej zagrychy i mimowolnie nawiązując – chociaż nieświadomie – do pragnienia wojownika zgromadzenia zapasów jadła. Teraz więc chimera mógł swobodnie puścić swych kompanów na zbieranie wideł, kos i oszczepów od wieśniaków, a sam zająć się tym, co było niezbędne też i jemu. Chyba że nie ufał rozsądkowi swych znajomków i bał się o życie chłopów, od których jego towarzysze chcieli choćby i siłą wyciągnąć potrzebne sprzęty.
Ilość słów: 671

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn sie 27, 2018 10:43 pm  

  Z jednej strony odpowiedź chłopów uradowała go... Z drugiej wprawiła w osłupienie... Oczekiwał drobnej pomocy, może skierowania do jakiejś osoby z widłami na zbyciu. Otrzymał zakres broni odpowiadający jakiemuś pospolitemu ruszeniu. Chciał jedną kosę i może ze 4 oszczepy a nie wóz wioskowego rynsztunku. Nie nie i jeszcze raz nie... To by zrobiło zbyt duży rozgłos. Potem to już wszyscy by się zastanawiali co się święci i całą konspirację szlag by trafił. O wiele za dużo. Mimo to nie chciał tracić ich wsparcia. Wydukał spokojnie – Dziękuję jesteście bardzo mili ale ja potrzebuję tylko jednej kosy i ze 4/5 oszczepów. Nie więcej i powinienem za płacić. Mimo wszystko tak zarabiacie na życie a ja nie lubię odejmować dzieciom jedzenia od ust. Proszę przynieście tylko mi te 6 rzeczy a będziecie mieli pełnię mojej wdzięczności. I weźcie to... – podarował im kilkanaście srebrnych monet. Nie wiedział czy starczą. Więc zapytał – Jeśli to za mało dołożę... ale nie wyrywajcie nikomu niczego i nie mówcie po co mi to. Nie chciałbym żeby ktokolwiek zachęcony poszedł na ta bagna i zginął. Plotki mogą sprawić że ktoś uzna że kosa i widły wystarczą. – po czym zastanowił się co z jedzeniem. Wiedział że za pewne nie pójdzie idealnie ale nie za bardzo miał wyjście.
  Zajął się zbieraniem jadła i już miał udać się do dziewczyny która gotowała wcześniej ale bał się o jej stan w związku z stanem dziadka. Wybrał się więc najpierw do nowo poznanego myśliwego u którego ojca kupił nieco skórzanego ekwipunku. Mięso zawsze mógł upiec nad ogniem a surowe z pewnością było lepsze dla chimer. O jakąś zieleninę postanowił zapytać potem karczmarza. Mimo to wstąpił przed powrotem do karczmy do Służki... Był ciekawi co u niej i jak choroba jej dziadka.
Ilość słów: 340

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

wt sie 28, 2018 4:28 pm  

Narrator

  Determinacja i ogromna chęć pomocy ze strony trzech chłopów była nie tylko godna podziwu i pochwały, ale też w pewien sposób niepokojąca. Chociaż Kociebor doceniał ich gotowość do zebrania każdej sztuki ostrej broni – kto wie, może nawet poczciwe widelce by się nie ostały – to jednak obawiał się reperkusji owych poczynań. Mężczyźni przeszli jego najśmielsze oczekiwania, niestety, ich postępowanie może mieć opłakane skutki. Chimera chciał chronić wieśniaków, pozostawiając ich w stanie błogiej niewiedzy jeśli chodzi o potęgę czyhającego na nich zagrożenia. Jeśli jednak Cieszybor i jego świta będą chodzić od domu do domy, wzbudzą podejrzenia, jeśli będą siłą wydzierać widły i oszczepy. Możliwe więc, że poinformowaliby znajomków o potworach, a stąd już tylko krok do katastrofy – paniki lub pospolitego ruszenia niezdolnych do wyrafinowanej walki z telepatią wieśniaków. Nic więc dziwnego, że Kociebor postanowił ratować sytuację, nim ta zdołała się popsuć, a przy tym podtrzymać dobre chęci mężczyzn. Wieśniacy wysłuchali jego słów, ale niekoniecznie zdawali się przekonani.
  – Ludziska muszą jednak wiedzieć, co się kroi, przecież ktoś, na przykład te debile łowiące ryby, może pójść nad wodę i zginąć! – powiedział wzburzonym tonem Misław, jeszcze bardziej piskliwie niż zwykle. Cieszybor położył rękę na ramieniu towarzysza w uspokajającym geście i przemówił niczym do dziecka, chociaż patrzył na młodzika:
  – Możemy zastanowić się nad tym, czy i w jaki sposób mówić innym o tych potworach. Można ostrzec rybaków, bo w końcu to ich praca ruszać nad wodę, ale nikt inny raczej nie wypuszcza się zimą nad bagna. Bygost chyba jest na tyle rozsądny, jak na psojebcę, by i zabrać od niego oszczepy, i poprosić, by wpłynął na znajomków, by nie wypływali. –Cieszybor załagodził nieco sprawę, jednak kiedy Kociebor podał im pieniądze, spojrzał na młodzieńca jak na wioskowego głupka. Albo jak kogoś, komu wyrosła właśnie wężowa głowa w niestandardowym miejscu. – – A zabierzże to, człowieku. Nic nie trzeba płacić, przecież tu o naszą sprawę idzie. Jeszcze byśmy zdzierali z chłopaka, co to sam w lichej kurcie ze skóry chodzi i nie ma mu kto zapłacić za ubicie potwora…
  W ten oto sposób sytuacja została ustalona – wieśniacy nie będą niepokoić mieszkańców i rozpowiadać wszystkim, w jakim celu chcą zaopatrzyć Kociebora w widły i kosy, za to nie wezmą od niego pieniędzy, gardząc tą propozycją. Chłopakowi nie pozostało już nic innego, niż dalej się kłócić albo spocząć na połowicznym zwycięstwie.
  Młodzian zgodnie z planem udał się do kaletnika, by od jego syna zakupić mięso. Miał szczęście, bo gdy tylko zbliżał się do chaty, dostrzegł chłopaka, który ledwie szedł, niosąc ubitą sarnę. Ciężar zwierzęcia omal nie przygniatał go do ziemi, toteż rozpoznając chimerę, bez żenady poprosił o pomoc we wniesieniu zdobyczy do domu. W chacie razem ułożyli sarnę na dębowym stole. Ojciec musiał pospiesznie ściągnąć z niego właśnie napoczętą robotę – z kawałka skóry wycinał jakieś kształty, które po zszyciu utworzą jakąś kamizelkę, sądząc po ich zarysie. Również rozpoznał swego niedawnego klienta i zapytał, czemuż zawdzięcza jego wizytę.
Ilość słów: 596

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

wt sie 28, 2018 7:29 pm  

  Misław miał rację i to było podstawą aktualnej logiki Kociebora – To też racja, nie możemy pozwolić by wypływali ale jak mówi Cieszybor nie trzeba mówić im tego dokładnie. Albo powiedzieć im tylko że grasuje to licho i trzeba chodzić po dwóch przynajmniej coby nikt nie zginął. W zasadzie to i w Podbagnie by się sprawdziło. Stwór atakuje tylko osamotnione osoby toteż jeśli ludzie będą w grupach trochę go to zniechęci. Poza tym potem chętnie pogadałbym z tym Bygostem w sprawie pożyczenia łodzi. Tak czy inaczej niech nikt nie wypływa sam. Oni chyba sami też wiedzą co dzieje się w wiosce. – ucieszył się z odpowiedzi Cieszybora i jego poparcia.
  Widząc reakcję na pieniądze skłonił głowę przepraszająco – Wybaczcie, niech więc będzie jak mówicie. Nie chciałem was urazić, przepraszam... – w końcu nie zamierzał ich urazić ale poczuł w pewnym momencie że tamci jednak nie zdają sobie sprawy z jego tożsamości. Nie był byle chłopiną w skórzni. Nosił taki pancerz z wygody a nie z konieczności. Cięższa zbroja utrudniała ruchy.
  Akceptując połowiczne zwycięstwo ruszył do kaletnika i jak widać opłaciło się, spostrzegł że jego syn dopadł sarnę. Chętnie pomógł i począł wypytywać chłopaka gdzie udało mu się ją zdobyć po czym zapytał czy mógłby kupić nieco mięsiwa na zapasy. Nie wchodził za bardzo w szczegóły i nie chwalił się że celem połowicznie jest on sam a w większym stopni jego dzieci. Za to powiedział że chcę z chłopakami ze wsi dzisiaj też nieco zjeść a w karczmie gotuje tylko karczmarz od kiedy zwolnił służkę a ta przecież zajmuje się teraz dziadkiem i jej zajmować teraz głowę też nie wypada.
Ilość słów: 318

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob wrz 08, 2018 1:50 pm  

Narrator

  Kociebor raz jeszcze mógł odczuwać wdzięczność talentowi Cieszybora do załagadzania konfliktów. Poparł chłopa w jego chęci ostrzeżenia rybaków – swoją drogą, do tej pory nikt nie mówił o tym, aby ktoś parał się takim zajęciem w Podbagnie – i tylko ich. Ba, młodzieniec nawet przedstawił pewną strategię dla wypływających na bagniste jeziorka mężczyzn, na co jego towarzysze pokiwali głowami.
  – Powiemy Bygostowi, niech on już się męczy z tłumaczeniem, czemu mają chodzić na ryby po dwóch. Trzeba będzie się im dzielić zyskiem, a te psojebce są cholernie skąpe, nawet z własnej rodziny zdzierają za jakieś śmierdzące wypłosze. – Rzekł Misław, po raz kolejny dając upust swojej niechęci do rybaków. Nic dziwnego, że chcieli im siłą wyrwać ich harpuny, skoro podejrzewano ich o chciwość i wciskanie niedobrych ryb nawet spowinowaconym. A w tak małej wiosce każdy jest w ten lub inny sposób powiązany z resztą mieszkańców, tak więc kto wie, może piskliwogłosy mówił z własnego doświadczenia?. – Ano, Bygost może i ma łeb na karku, ale prędzej trzeba mu obić łepetynę wiosłem niż porozmawiać, jak chcecie jego łodzią pływać. Kocha ją i pieści bardziej niż żonę, a kiedyś to była niebrzydka kobieta...
  Wkrótce spotkanie z trzema wieśniakami się zakończyło. Chimera pokajał się, że uraził mężczyzn, nalegając na zapłatę za wypożyczenie wideł, kos i wszelkich innych ostrych narzędzi. Tamci dobrodusznie wybaczyli ten nietakt i całe towarzystwo się rozeszło, każdy w inną stronę. Chłopi ruszyli na zbieranie potrzebnego sprzętu, a Kociebor postanowił udać się do syna kaletnika, młodego, ale bardzo utalentowanego myśliwego. Młodzieniec dostrzegł chłopaka niosącego ubitą sarnę i pewny co do tego, że zdoła od niego odkupić dość mięsiwa dla siebie, swych wysłanników po harpuny i grabie oraz dzieci. Brązowooki pomógł ułożyć martwe zwierzę na stole i zadowolony, zadał kilka pytań. Młody chłopak pokiwał głową i wydawało się, że wszystko pójdzie po myśli chimery. Do czasu, aż tamten się nie odezwał.
  – Dziw prawdziwy, jak ubiłem tę sarnę. Jak ją zobaczyłem, uciekała przed jakimś czarnym stworem, ale ten wpadł w dół. Parę takich wykopałem wiosną, wiele grubego zwierza się aż do jesieni w nie wpadało i zdychało. Łatwa zdobycz. No ale na zimę zasypałem wszystkie doły, poza jak widać jednym. Sarna przeskoczyła i łatwo mi ją było ubić z łuku, ale ten potwór wpadł, a jak się wyczołgał to poszedł w stronę wody. Dobrze, że nie musiałem w niego strzelać, bo ostała mi się jeno jedna strzała.
  Chłopak zamilkł, ale nie wyglądał na przerażonego z powodu widzianego wcześniej stwora. Zupełni jakby uważał ich obecność za coś jak najbardziej normalnego, tak samo jak to, że w razie spotkania należy do nich strzelać, nie pozwoliwszy się zbliżyć na krok. Nim jednak Kociebor mógł zadać dodatkowe pytania, mówił dalej:
  – Ano, rozumiem, rozumiem. Tylko że potrzebujemy mięsa teraz jak nigdy. Siostra urodziła jakiś czas temu dziecko, ale wciąż jest bardzo słaba i Bocianicha kazała ją dobrze odżywiać. W dodatku matka się pochorowała i mamy jak u karczmarza – mężczyźni muszą robić w kuchni, jak kobiety. Nie umiem za wiele, jako garkotłuk jestem mizerny, to i zwykle połowa jadła się marnuje, bo nikt nie jest w stanie jeść czarnego albo twardego mięsa. Jakbym miał oddać trochę na pojedzenie przy chlaniu, to by dla matki i siostry nic nie zostało.
  Tym oto sposobem Kociebor, który już cieszył się na sarninę, musiał obejść się smakiem. A co gorsza, smakiem musiały obejść się jego rozkoszne maluchy i kompani od kieliszka. Jedno spojrzenie na twarz młodego myśliwego wystarczyło, by chimera zrozumiał, że nie uda mu się przekonać. Chłopak w końcu musiał wykarmić rodzinę, tak jak i jasnowłosy. Niestety, oznaczało to, że wojownik będzie musiał niepokoić służkę lub powiadomić rozochoconych wieśniaków, że nie zorganizował zagrychy. Co jednak omal nie złamało mu serca to wizja głodnych chimerąciek, które patrzyłyby na niego błagalnie, prosząc o jedzenie.
Ilość słów: 754

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

czw wrz 13, 2018 1:44 pm  

  To co usłyszał od wieśniaków było wystarczające. Tak samo ucieszyło go przyjęcie przeprosin, nie chciał zezłościć wieśniaków ale było mu głupio zabierać im tak ważne przyrządy. Uznał jednak racje ich argumentów i wolał nie ciągnąc tematu. Wystarczy to co go czekało przy odzyskiwaniu materiałów z wierzy. Zakończy wtedy jednak dwie sprawy za jednym zamachem. W końcu ciało maga wskazywało że ta sama istota która wysysa krew zgwałciła go a łapy były identyczne do ów stworów. Im więcej do tego wracał myślami tym bardziej był pewien.
  Chłopak chętnie pomógł młodzieńcowi i wysłuchał jego historii. Gdy jednak usłyszał o stworze wszystkie inne rzeczy odeszły na bok. Swoją drogą wilcze doły to niezły pomysł. Nigdy takich nie robił ale słyszał o nich. Ale istotą problemu było to co stało się stworowi i bark zaskoczenia młodzieńca. Jakby ten wcale się ich nie bał. Słysząc jego mowę o sarnie kiwną głową – Rozumiem i to jak najbardziej. Wam znacznie bardziej potrzebne to mięso niźli mnie. Sprawa jest jednak ważniejsza. Gdzie ten stwór poszedł i w którym momencie wszedł do wody? Jak bardzo był ranny? Wiesz o nim czy o nich coś więcej. Błagam powiedz wszystko co wiesz... Mają może jakieś nienaturalne zdolności? – popatrzył na niego błagalnie. Te informacje mogły uratować całą wioskę. Ale przecież nie mogły to być byle Bagnaki czy tam utopce. Po chwili dodał – Co się tyczy zaś jedzenia jeśli tracicie aż połowę o pomyślcie może coby jakiejś kobiecie dać to do zrobienia za choćby ćwierć. Jedną ćwiartkę z tej połowy tak przyoszczędzicie a kobieta po porodzie dużo jeść musi jak Bocianicha powiedziała. – przez chwilę kusiło go zapytać o resztki. Dla niego i maluchów nie byłby to żaden problem. Oni zjedli by nawet szpik z kości i zwęglone mięso ale to było by zbyt dziwne pytanie. Wolał nie wzbudzać takich podejrzeń teraz.
  Czekał na jego odpowiedz i starał sobie przypomnieć o tym czego ten go nauczył. W zasadzie mógł sam dzisiaj zastawić wyniki i zobaczyć co się złapie. Choć i tak zamierzał iść na razie do służki popytać. Nie miał za bardzo wyjścia, ostatecznie jedzenie karczmarza zostawało. Jakże kiepsko działał ten świat bez kobiet. Ostatnie co przychodziło mu do głowy to poszukać jeszcze gniazd rykkerów. Owady były nie najgorszym jedzeniem dla maluchów. Równie dobre były by larwy. Im więcej nad tym myślał tym bardziej żałował że nie ma jakiegoś miejsca gdzie może osiąść i przygotować wszystko. Tak bardzo potrzebował domu.
  Nawet ptaki by się nadały i nie pogardziłby ich mięsem. Tylko gdzie takowe znaleźć o tej porze roku. Jego myśli powoli zezwierzęcały się i zaczęło go to niepokoić. Głód przejmował nad nim kontrolę. A po męczącej nocy nie było w tym nic dziwnego. Ale teraz był ważniejszy problem w postaci potworów na bagnach i wierzy.
Ilość słów: 560

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pt wrz 21, 2018 5:53 pm  

Narrator

  Podniesiony na duchu rozstaniem w przyjaźni i ogólnym zrozumieniu z wieśniakami, Kociebor po prostu nie spodziewał się rewelacji, które za chwilę wyjawił mu młodociany kłusownik. Chłopak nie tylko poinformował chimerę, że nie otrzyma ani kawałka sarny, którą tamten pomógł wnieść do chaty. To było rozczarowaniem dla matki i ojca czworga maluchów, ale było dość zrozumiałe. Myśliwy jednak powiedział też, że spotkał potwora, nie okazując przy tym typowego, ludzkiego strachu. Fakt ten zaniepokoił wojownika co najmniej tak mocno jak to, że mordercze stwory zapuszczają się w pobliże domostw także za dnia. Najpierw więc dał przyjacielską radę swemu niedoszłemu źródłu zaopatrzenia w mięso, na co młodzik i jego ojciec, do tej pory posępnie stojący obok, ochoczo przystali.
  – Ano, wiadomo, że kobieta to się do tego najlepiej nadaje. Ta mała, co w karczmie pracowała, pewno wiedziałaby, jak się mięsiwem zająć, a i teraz pewno by się jej i jej babci przydało jedzenie... – Powiedział kaletnik, po czym powrócił do swych zajęć udając, że wcale nie znajduje się w jednym pomieszczeniu co ociekająca krwią martwa sarna, jego syn i nieznajomy, któremu niedawno sporządził skórzaną kurtę. Mężczyzna wziął wykroje i zasiadł na drewnianym stołku, po czym niby to zszywał kawałki, tak naprawdę jednak każdej czynności poświęcał tak wiele czasu, byle tylko trwać przy rozmowie syna z młodzieńcem. Powoli nawlekał nić na kościaną igłę. Powoli zawiązywał supeł. Niezmiernie długo przymierzał się do tego, by po raz pierwszy przebić skórę igłą.
  Tymczasem kłusownik niedbale wzruszył ramionami i zabrał się w końcu za odpowiadanie na rozliczne pytania Kociebora, wypowiedziane takim błagalnym i emocjonalnym tonem.
  – Ano, pojawiła się ta zaraza niedawno, najpierw zabijając zwierzęta. Nie wiem, co to za stworzenia, ale chyba myślą, że mogą kopulować ze wszystkim, co żyje, bo nie raz widziałem zewłoki ze śladami, które w przypadku ludzi byłyby oczywiste... Chociaż kto wie, nie, żebym widział kiedyś ofiarę gwałtu. Zresztą czy można zgwałcić kozę? – zapytał chłopak, czekając aż Kociebor rozwieje jego wątpliwości co do tego, czy ów akt wobec zwierzęcia jest możliwy. Uśmiechał się przy tym dziwnie, jakby wiedział coś, czego jego rozmówca nie wie. Potem zaś mówił dalej, jakby wcale nie zastanawiał się nad kopulacją z trzodą.– Jak się ma łuk, to łatwo to to zabić, ale wyglądają cholery na silne jak byki, to i nie sprawdzam, czy i poderżnąć im gardło by było łatwo. Kto wie, może by i mnie chciało to zgwałcić? Trza pilnować własnego tyłka... A i mięso mają paskudne, śluzowate i twarde, aż człekowi rzygać się chce, jak tylko zapach poczuje, a co dopiero jak do gęby weźmie. To się do nich nie zbliżam, a jak zobaczę, to najpierw odchodzę, a strzelam z łuku w ostateczności jeno. –Chłopak urwał i popatrzył na swego ojca, który zdołał w końcu przyszyć jeden bok przygotowywanego odzienia. Potem myślowy dokończył, chociaż mówił już ciszej i wyglądało na to, że w końcu odważył się na okazanie strachu, jaki wzbudzały w nim te tajemnicze potwory. – No ale jedna rzecz jest w nich straszna i trzeba się pilnować, mianowicie nie wiem jak, ale chyba mieszają w głowach. Nie raz wiedziałem, jak zwierzyna odchodziła od strumyka, jakby coś ją znęciło. I mnie czasem nachodziła ochota na pójście do tej wieży, co to została po budowie jakiegoś szlacheckiego domu, zwłaszcza jak od dawna byłem sam. I do tej wieży właśnie potwór szedł, chociaż nie wiem na pewno. Polazł w tamtym kierunku, ale może ma gniazdo za jeziorami?
  Kłusownik zakończył swój wywód i znów popatrzył na ojca. Rozległ się kobiecy okrzyk wywołany bólem. Dobiegał zza przepierzania i tam też udał się kaletnik, z jakiegoś jednak powodu wziął ze sobą sękaty kij, jakby zamierzał wybić krzyczącej kobiecie takie niespodziewane zakłócanie spokoju z głowy. W ten sposób młodociany myśliwy i Kociebor zostali sami.
Ilość słów: 741

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt wrz 21, 2018 9:18 pm  

  Przytaknął im iż służka była by na pewno rada na tę propozycję.
  Liczba informacji jakie zdobyła dzisiaj chimera była ogromna. To zmieniało wszystko. Nagle kwestia mięsa stała się marginalna. Mogli rozegrać to błyskawicznie. Wystarczyła mu wiadomość że te stwory idzie ubić strzałami. A więc oszczep powali je definitywnie. Jeśli też nie zdołały pojedynczemu myśliwemu nic zrobić i ten się oparł nie musiał martwić się o przechwycenie. Wychodziło więc na to że ów stwory były słabe. Przynajmniej w pojedynkę. Teraz żałował szybkiego odwrotu z wierzy. Choć jak by nie patrzeć byli źle przygotowani. Faktycznie mogli tam zginąć w walce wręcz. Ale teraz szykowało się polowanie na które byli przygotowani i w którym poznał cechy ofiary. Nie rozumiał co prawda tych gwałtów ale na razie musiało mu to wystarczyć. Na Onych miał jeszcze tyle pytań. Sam nie wiedział od czego zacząć. Ale teraz coś kusiło go by samemu wybrać się na polowanie na ów stwory. Z drugiej strony... pomyślał chwilę. Co odróżniało tego młodzieńca i jego psychikę od Fircyka i Drugiego... Skąd taka różnica. Westchnął cicho.
  Zobaczył w tym czasie jak kaletnik z kijem wchodzi do pokoju obok. Zaniepokoiło go to ale wolał poczekać na rozwój sytuacji. Bądź co bądź lepiej nie narzekać swojemu gospodarzowi. Bał się jednak o zdrowie kobiety. Postanowił o to zapytać na końcu jednak gdyż miał ważniejsze informacje do wyciągnięcia.
  Kociebor odparł – Być może właśnie uratowałeś dziesiątki osób. To co mówisz zgadza się z moimi obserwacjami i to jak ulał. Mam tylko pytanie skoro więc mówisz o ich mięsiwie. Wiesz może jak są zbudowane anatomicznie. Zamierzam na nie użyć oszczepów i tak pozbyć się tego gniazda a jeśli trzeba dokończyć ogniem. Ale muszę wiedzieć jeszcze coś. Tętnice biegną jak u ludzi czy bardziej jak u zwierząt? Serce jest po prawej stronie czy na środku? Odpowiedz mi tylko to i już cię nie niepokoję. Acz jeśli jakoś mógłbym pomóc na ból niewiasty z chęcią służę pomocą? Bóle poporodowe i skurcze? – dodał szybko
  Kociebor nagle poczuł że może iść do ów wierzy nawet dzisiaj. Cała sprawa była jak na tacy, nawet dokładniej. Wszystko potoczyło się wręcz idealnie. Wciąż sam gwałt był niewiadomą ale wtedy przysżło mu do głowy że ów ruch podobny do gwałtu mógł towarzyszyć niszczeniu kości. Być może to wcale nie był gwałt. Może to coś w ten sposób się odżywia. Układanka była gotowa więc była i pora na ostateczne starcie. Znał juz specyfikację ofiary, miał wszystkie dane teraz czas na zaplanowanie zabójstwa.
  Jego zmysły ukoił jednak głód. Musiał jeść i on i jego dzieci więc gdy wiedział już wszystko. Pytanie brzmiało go z kobietą. Jeśli wszak nic się nie wydarzy niepokojącego pyta tylko gdzie znajdzie Bygosta. Wszak rybacy na pewno też mają jedzenie. Ale i tak najpierw rusza do służki. Ona powinna zająć się tym lepiej i lepij wiedzieć gdzie zdobyć żywność. Sprowadzało się to teraz do pieniędzy. A budżet Chimery malał. Co z tego że w porównaniu do zasobów chłopów to co zabrał od ojca to majątek. Wciąż jednak ten się kurczył.
Ilość słów: 603

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob wrz 22, 2018 7:00 pm  

Narrator

  W miarę jak syn kaletnika, Stojan, przekazywał Kocieborowi kolejne informacje na temat władających mocą telepatią potworów, ten odczuwał coraz większe rozczarowanie i zawód. Gdy tylko usłyszał, że stwory, które nocą wydają się przerażające, są niezwykle podatne na strzały, od razu zaczął żałować, że tak szybko wraz z Drugą i jej siostrzeńcami wycofał się z eksploracji wieży. Zdawał się przy tym nie pamiętać, że zarówno on, jak i fircyk omal nie przypłacili tej wizyty życiem. Chociaż obaj w pewnym momencie byli blisko śmierci z wychłodzenia, a błękitnooki został upatrzony przez bladoskórego ryboczłowieka, chimera wiedział teraz, że ubicie owych przeciwników jest łatwiejsze niż sądził. Przy okazji dowiedział się też, że poczwary nie ograniczały się jedynie do jasnowłosych mężczyzn, chociaż informacja o próbach kopulacji ze zwierzętami nie nasuwała Kocieborowi żadnych logicznych wniosków. Kolejną nurtującą go kwestią było to, czemu ciemnowłosy kłusownik nie był niepokojony przez potwory tak, jak chimera i fircyk. Co prawda chłopak nie pasował do rysopisu ulubionych ofiar gwałcących wszystkie żywe stworzenia potworów, wojownik jednak myślał, że kluczem musi być różnica w psychice małoletniego. Niestety, nie potrafił wymyślić, co właściwie mogłoby być tą cechą.
  Tymczasem, gdy Kociebor był pogrążony w myślach i nie zdobył się na żadną odpowiedź na wyjawione mu przez Stojana informacje, sam kaletnik w końcu podniósł swój tłusty tyłek i wyszedł z pomieszczenia. Nie wywołało to jednak radości w sercu wojownika, wręcz przeciwnie, chimera odczuwał niepokój, a wszystko przez to, że mężczyzna ruszył do krzyczącej z bólu kobiety z kijem. Chimera nie znał się zbyt dobrze na medycynie ludowej, nawet on jednak wiedział, że rózga nie wykazuje właściwości leczniczych, chociaż nadaje się doskonale do wymierzania razów i wzmacniania dyscypliny. Wojownik zdecydował się jednak, pomimo poczucia solidarności z innymi matkami, nie reagować. Każdy ma prawo do takiego dbania o swoją rodzinę, jaki uważa za stosowne. Zwłaszcza gdy jedyną osobą, która mogłaby zaprotestować, jest obcy, który jest li i jedynie gościem w owym domostwie.
  Gdy Kociebor i Stojan zostali sami, chimera postanowił zadać kilka pytań doświadczonemu kłusownikowi. Przy okazji przypomniał sobie, że znajduje się w małej wiosce, której mieszkańcy nie byli zbyt dobrze wyedukowani. A przypomniał to sobie, gdy dostrzegł minę ciemnowłosego, która wyrażała czyste niezrozumienie pewnego słowa.
  – Anato-nicznie? Nie rozumiem, ale bebechy jak bebechy. Nie wyglądają tak, jak u sarny czy królika, ale czy są podobne do żył i tętnic u człowieka, to nie wiem, bo nigdy żadnego nie krajałem – kłusownik wzruszył ramionami. Po chwili jednak dodał, nieco podejrzliwym tonem: – Niewiele można na to poradzić, Bocianicha rzekła, że trza pić jakieś napary i wywary, robić okłady i modlić się do Onych. Matka jest ciężko chora, a siostra słabowita, pewnie się od niej zaraziła. Gdyby była rannym zwierzęciem, to też nie wiedziałbym, co robić, a ty nie jesteś medykiem, więc jesteś równie przydatny. –Ciemnowłosy urwał, a potem dodał, wyraźnie zirytowany: – Ojciec już ma dosyć tych krzyków, nie dość, że dom zapuszczony, to jeszcze wrzeszczą. Zwłaszcza nocą, gdy obie krzyczały o ogniu. Okazało się, że palenisko całkiem zagasło, a drewno zamokło, temu dopiero nad ranem udało mi się rozpalić ogień. Ale myślisz, że mi podziękowały? A gdzie tam, już dawno spały i nawet mnie matka nie pochwaliła.
  Najwyraźniej brak pochwały rodzicielki za to, że kłusownik, który potrafił zastawiać pułapki, polować a nawet nie raz ubił całkiem samodzielnie potwory, rozpalił ogień, był wyjątkowo bolesny dla Stojana. Kociebor nie podzielał jednak uczuć chłopaka i zamiast współczuć mu i wyrzekać na brak wdzięczności ze strony ciężko chorej kobiety, zaczął snuć plany bliskiej wyprawy do wieży. Wojownik czuł wyjątkową determinację i pewność co do tego, że tym razem żaden stwór mu niestraszny, nawet wyjątkowo wysoki, ciemnoskóry potwór. Chimera jednak nie ruszył od razu na wyprawę, a przyczyna opóźnienia była niestety dość prozaiczna. Nie chodziło o umówioną popijawę w karczmie ani o to, że musiał czekać na powrót Drugiej, aby wspólnie obmyślić plan eksploracji podtopionej wieżycy. Tym razem Kociebora spowolnił głód. Musiał znaleźć jakieś źródło jadła i zadecydowawszy, że warto udać się do rybaków, a dokładniej – Bygosta – zapytał Stojana o to, gdzie może ich znaleźć.
  – Wszyscy rybacy mieszkają w tych trzech chatach, które stoją na skraju wioski, na drodze do cmentarza. Bygost mieszka najbardziej na uboczu, chociaż i tak wszyscy mieszkają w kupie. –Ciemnowłosy szybko odparł, nie wykazując żadnego zdziwienia tym, że rybacy mieszkają w tej części wioski, która znajduje się najdalej od wody.
  Wkrótce zakończyła się wizyta Kociebora w domu kaletnika. Młodzieniec od razu udał się do służki, mając jednocześnie w głowie informację o tym, gdzie może znaleźć rybaków. Nim chłopak zapukał w niezbyt szczelne drzwi, nie uszło mu uwagi, że tym razem sytuacja była zgoła inna niż wtedy, gdy znalazł się tu po raz pierwszy. Żadna pomarszczona twarz nie popatrywała na niego z okna. Ba, okna zostały zasłonięte czarną tkaniną, co było trudne do zrozumienia z racji tego, że zimą ludziom zwykle zależy na tym, by wpuszczać do domu nieliczne promienie słońca, które docierają do ziemi.
Ilość słów: 980

Awatar użytkownika
Kociebor
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz wrz 23, 2018 3:20 pm  

  Kociebor analizował w głowie słowa Stojana. Dowiedział się wszystkiego czego chciał ale niepokoiło go to co wydarzy się z kobietami. Dodatkowe wyjaśnienia chłopaka wprawiły go w osłupienie. Nie okazał tego że zaczął lekko pogardzać głupotą ludu. Wieczorna historia z ogniem wydawała mu się czystym idiotyzmem. Przecież te kobiety przed tym ich ostrzegały właśnie. Jak można było mieć o to pretensje. Czy ludzie tu byli aż tak głupi. Jedno to nie rozumieć słowa anatomia, co innego to tak dziecinne zachowanie jak gniewanie się o brak pochwały. Kociebor miął co prawda pomysł jak im ulżyć ale nie zamierzał tego robić z uwagi na zachowanie dwójki mężczyzn. Mała dawka jego jadu mogła zadziałać jak znieczulenie i pozbawić je czucia. Mógł też przynieść od Bocianichy lepsze leki ale i to najwyraźniej nie było konieczne. Zostawało mu tylko liczyć że kobiety wyzdrowieją. Chimera pożegnał się więc najlepiej jak umiał i podziękował jeszcze raz za informacje. Wszak Stojan potwierdził wszystkie jego przypuszczenia. Poza tym współczuł też im nie tylko kobietą w końcu wszyscy cierpieli głód. Mimo to z matkami łączyła go większa sympatia. Chłopak był wylewny ale nie chciał już ich więcej niepokoić i wyszedł dość szybko. Tym bardziej z uwagi na reakcję rozmówcy na jego słownictwo.
  Po drodze zaczął zbierać do kupy znane mu fakty. Wiedział już że nie zostało mu dużo czasu. Kaletnik słusznie zaczął podejrzliwie zachowywać się przy porównaniu z ludźmi. Wszak nie mógł ich kroić a ton pytania Kociebora sugerował że on bardzo dobrze wiedział jak ciąć ludzi. Co było w istocie prawdą. Chimera był w końcu mordercą. Na wszelki wypadek umyślał sobie by na wszelkie związane z tym pytania mówić wprost że jest najemnikiem i nie jedną osobę już zabił. Właściwie przecież to samo powiedział Cieszyborowi. To samo mówił jego ekwipunek. Był jednak bardzo młody i nie wyglądał jak typowy rembajło przez co z pewnością tak go traktowano. Miał na głowie wszak podsumowanie i nim się zajął. Jak by nie patrzeć w tych chorobach też mu coś nie pasowało. To mogło być przedwiośnie zimno i głód. Ale... stanął przed domem służki i czarne zasłony powiedziały mu że dziadziuś zmarł, wiedział to już wcześniej ale to nie to samo. Zrobiło mu się smutno. Jakaś część uroku tego miejsca przeminęła. Wszyscy wszak odchodzą... ale co dziwne u Kaletnika było to samo. Aż nie mógł oprzeć się by nie zapytać Bocianichy ile osób choruje w tej wiosce. Co gorsza na razie umierały osoby w domach które odwiedzał. Czyży jakieś zarazki roznosił czy ki czort. Ale no była to najgorsza pora roku a nie każdy był mutantem jak on zdolnym zregenerować prawie każde uszkodzenia.
  Spowity w refleksję nad przemijaniem postanowił mimo wszystko zapukać. Jego palce uderzyły w kruche drzwi delikatnie. – To ja Kociebor! – powiedział pukając. Zważając na sytuację przyda im się z pewnością pomoc a i pochówek trza zrobić lub trza było zrobić, drobny zarobek na boku to zawsze pomoc. Pomyśleć że ledwo chwilę wcześniej z nimi rozmawiał... Co będzie kiedy i on umrze. Gdy drzwi się otworzyły powiedział od razu – Moje najszczersze kondolencje. – i skłonił się nisko w znaku żałoby.
Ilość słów: 597

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości