Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Bagniska

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt lip 20, 2018 8:47 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kociebor usłyszał odpowiedz akuszerki ale był zbyt zajęty by dokładnie słuchać odpowiedzi Bocianichy. Poza tym popierał to iż młodzieniec powinien odpoczywać. Na pewno był wyczerpany a nie każdy regenerował się tak szybko jak chimera. Miał jednak inny problem na głowie. Mianowicie wszystkie jego robaki trafił szlag. Z większości została papka a te co zostały były aktywnie ścigane przez maluchy. Uznał że w zasadzie to niezły trening tylko że... Potrzebował tych owadów.
  Wrzasnął do maluchów mentalnie – Stać! Kto przyniesie mi największego żywcem będzie miziany jako pierwszy w tym tygodniu. – nie wiedział czy zrozumieją słowa więc niezgrabnie ułożył odczucia w podobny ciag zdań. Jeśli przynieść największy owad co ruszać nogi to dużo miziania. Miał tylko nadzieję że nikt nie zauważy jak je zjada ale to zawsze mógł na chwilkę wyjść z chaty co w zasadzie i tak miał zrobić. Teraz liczył się czas, potrzebował jak najświeższe tkanki. Zastanowił się też w co schowa jajo ale doszedł do wniosku że powinien udać się do karczmy i schować je w swoim pokoju. W zasadzie to najlepiej tam zwymiotować je.
  Gdy dostał robaka a zapewne 4 albo 8 to pogłaskał wszystkie maluchy zaczynając od tego który przyniósł największy. Potem proporcjonalnie do robaków miział kolejne. Resztę mogły sobie zjeść.
Był jednak problem musiał w końcu przenieść je jakoś do swojego pokoju a przez dzień mogło być to trudne. Cóż nie miał jednak za bardzo wyjścia. Nakazał więc im wszystkim znieruchomieć i podobnie jak niósł w tę stronę zapakował do worka. Pożegnał się oczywiści z Bocianichą serdecznie zapewniając że jeszcze dzisiaj wpadnie.

  Zapytał też grzecznie Drugiej czy przypadkiem nie idzie w stronę karczmy. W końcu ewentualna sprawa worka wyglądała by nieco bardziej normalnie przy Drugiej. Takie osoby budziły szacunek i podziw i strach. Wsio jedna co wystarczyło że dość dobrze skupiały na sobie wzrok i przesuwały granicę tego co normalne i akceptowalne w swojej okolicy. Jeśli Druga nie idzię w tę stronę to cóż musi wierzyć szybkim nogom i opowiastce że to leki i nieco jedzenia.
Ilość słów: 380

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob lip 21, 2018 10:24 am  

Narrator

  Jasnowłosy, poparłszy w myślach stwierdzenie akuszerki, jakoby fircyk powinien pozwolić swemu ciału odpocząć, rozglądał się za swymi rykerrami. Niestety, wiele z nich nie nadawało się już do niczego, nie przypominając owadów, jakimi do tej pory były. Te, które odtajały, rozbiegły się na wszystkie strony, dostarczając maluchom pretekstu do rozrywki. Zabawa w polowanie była dobra dla ich rozwoju, z czego oczywiście ich ojciec i matka w jednej osobie doskonale zdawał sobie sprawę, ale to nie zmieniało faktu, że Kociebor zebrał je w konkretnym celu. Temu też przekazał swym pociechom dość uproszczony przekaz, w głębi serca licząc na to, że zachęcone wizją miziania znajdą mu ostatnie zdatne do pożarcia sztuki stawonogów. Maluchy, niczym wytrawne drapieżniki, rozpoczęły łowy. Niczym koty polujące na kawałki szmat przywiązane do sznurków, prężyły się przed wykonaniem widowiskowych skoków, ich źrenice rozszerzały się znacznie, a wężowe ogony prostowały się niczym wierzbowe witki. Niestety, większość tych rzeczy nie zdała się na wiele. Większe chimery zdołały schwytać po dwa-trzy robaki, nienależące jednak do największych, a najmłodszy Paoia nie złapał ani jednego rykerra. Był przez to bardzo smutny i domagał się pieszczot na pocieszenie, gdy starsze rodzieństwo upominało się o nagrodę za swój trud.
  W końcu Kociebor, jak na niekonwencjonalnego rodzica przystało, zapakował swe dzieci do worka i z tym żywym ciężarem na plecach pożegnał się z obiema kobietami. Jak udało mu się zauważyć przy tym mimochodem, drugiego fircyka nie było w chacie. Cóż, w domostwie tym i tak panowała ciasnota, nic dziwnego więc, że nikt nie przymuszał paniczyka, by pilnował obserwował swego brata podczas snu. Druga tymczasem grzecznie zaprzeczyła, jakoby udawała się do karczmy. Wyjaśniła to krótko, acz jasno, że jedzie do najbliższego miasta – co w tej okolicy stanowiło znaczną odległość – i chce poczynić zakupy, niż ludzie na dobre wyjdą na ulice, by ominąć tłoku. To, że prawdopodobnie będzie zakupywać przedmioty dość podejrzane w swej naturze i ilości dla większości niczego nieświadomych mieszczan, pozostawało niewypowiedziane. Chimera musiał więc iść samotnie z ciężkim worem na plecach, na szczęście pora jednak była dość wczesna i mógł liczyć na to, że z samego rana wieśniacy zimową porą nie mają do wykonania zbyt wiele prac na dworze.
  Los czy też Oni sprzyjali Kocieborowi, gdyż nikogo nie spotkał w trakcie swej przeprawy przez zaspy… aż do momentu, gdy dotarł do karczmy. Pod drzwiami przybytku zastał swych znajomych, których dobrze poznał poza dość szalonego pierwszego wieczora w wiosce. Co prawda chłopak niewiele pamiętał, gdyż większość wydarzeń spowijała mgła typowa dla zamroczenia alkoholowego, który dokładnie wymazuje znaczną część kompromitujących wydarzeń – takich jak na przykład chęć obnażenia się przed trójką mężczyzn, by pochwalić się swoim ogonem – wiedział jednak, że w trakcie bawił się bardzo dobrze.
  – Stało się coś strasznego – powiedział Cieszybor, a jego dwaj znajomkowie pokiwali smętnie głowami. Ich twarze były szare jak popiół, a spracowane dłonie drgały, zupełnie jakby zobaczyli Pierwszego czy innego upiora i do tej pory nie zdołali się pozbierać.
Ilość słów: 572

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

ndz lip 22, 2018 9:37 am  

Narrator

  Kociebor nagrodził dzielne maluchy. Nie było tego tyle ile chciał ale i więcej niż zakładał w najgorszym razie. Cóż musiało starczyć, nie za bardzo miał inne wyjście a już kilka robaków napawało optymizmem.
Maluchom należała się jednak nagroda. Tak więc zaczął od największych starając się być sprawiedliwym na końcu doszedł do Paoi po miział krótko i w ramach pocieszenia wziął go na ręce na chwilę. Cóż nagroda miała opierać o mizianie. Nikt o noszeniu nie wspominał.

  Rozmawiając z Drugą skinął głową. Zdumiało go jaki dystans ta zamierza pokonać. Przez chwilę myślał czy nie zapytać ją czy nie mogła by kupić jakiś oszczepów przy okazji ale rozmyślił się. Nie chciał by kobieta musiała nosić przez niego jakiś ciężar a poza tym uważał że wykonanie ich na miejscu nie powinno przysporzyć mu problemu, podobnie jak zakup kosy. Biorąc pod uwagę zakres jego najemniczej działalności nie było to podejrzane. Pożegnał się więc i ukłonił najmilej jak się da.
  Udało mu się przedrzeć z worem dzieci do karczmy i kiedy już dziękował Onym za ratunek przed wzrokiem innych zobaczył tam towarzyszy z niedawnej popijawy. Słysząc ich słowa przeczuwał że naprawdę stało się coś strasznego – Co się dzieje? Kogoś zaatakowano? – powiedział przerażony a źrenice rozszerzyły mu się do granic możliwości. Co takiego zobaczyli że byli tak przerażeni. Mózg Kociebor szalał w tym czasie. Jakim cudem stało się coś takiego, przecież byli w wierzy. Stwory powinny być zajęte. Czyżby za te zabójstwa odpowiadał ktoś inny.
Ilość słów: 289

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz lip 22, 2018 2:53 pm  

Narrator

  Chimera, jak na troskliwą matkę przystało, sprawiedliwie nagrodził swe pociechy, a przy tym zadbał, by Paoia nie poczuł się odtrącony i pozbawiony miłości. Wziął go więc na ręce, wiedząc, że jego umowa z dziećmi zawierała ów drobny kruczek, że nic nie wspominała o tej formie pieszczot. Spełniwszy swój rodzicielski obowiązek i zapakowawszy maluchy do wora niczym prezenty, zapytał Drugiej, czy ta nie chciałaby mu towarzyszyć w przechadzce do karczmy. Zdumiała go decyzja niewiasty, by udać się do miasta, ale bynajmniej nie dlatego, by uważał, że zakupy są w ich sytuacji niewskazane, o nie. Kociebor w swej naiwności założył, że bogaczka zamierza przemierzyć ów dystans z całym dobytkiem, nie korzystając przy tym z konia. Dopiero gdy wyszedł z chaty, dostrzegł poczciwą, kudłatą klacz, która może nie była tak piękna, jak smukłe koniki arystokracji, lepiej jednak znosiła zaspy i ciężkie wiejskie drogi.
  Z ciężkim worem na plecach, chimera dotarł szybko do karczmy, nieniepokojony przez nikogo. Tam dopiero spotkał znanych już sobie mężczyzn. Patrząc po ich twarzach, odczuł niepokój. Zwłaszcza że uważał, że stwory z wieży nie mogły dokonać mordu, wszak były tej nocy zajęte odpieraniem ich ekspedycji. Czekał więc w napięciu na odpowiedź, gdy zapytał, czy ktoś został zaatakowany. Cieszybor odetchnął i drżącym z przejęcia głosem odparł:
  – Były mąż akuszerki wybrał się na polowanie w nocy, bo myślał, że jakiś zwierz podkrada mu kury. Natknął się na ciało maga, tego Drugiego, zagrzebane w zaspie. Wyglądał tak samo jak mała Salusia, jak ją znaleźli, ale odarto go z ubrań…
  – Mów prawdę, gacie mu zabrano i ktoś go ani chybi zgwałcił – zdenerwował się „przyjaciel na śmierć i życie” Kociebora, mężczyzna zwykle milczący, aby nie odkryć się ze swym piskliwym głosem.
Ilość słów: 332

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn lip 23, 2018 12:10 am  

  Kociebor podziwiał klacz Drugiej, wyglądała na silnego konia. Niemniej ni zamierzał pozwolić by ta w dalszym ciągu musiała taszczyć jego zakupy. Po prostu nie chciał jej obciążać tym co może sam załatwić.
  Gdy jednak pod karczmą usłyszał odpowiedź chłopów oniemiał, tego naprawdę się nie spodziewał. By Drugi padł ofiarą tego stwora. Przecież gdyby to był taki stwór jak w wierzy mag powinien go roznieść na kawałki. Chyba że ten zaskoczył go we śnie albo użył telepatycznych mocy. Po chwili zastanowił się nad słowami Drugiej o pokrewieństwie. Miało to sens. Co gorsza uświadomiło go iż te stwory zaczynają się uczyć coraz więcej o magii.
  Nie wierzył w gwałt a wzmianka o spodniach sprawiła że zrozumiał co prawdopodobnie się stało. Stwór zaskoczył go podczas wydalania ekskrementów z organizmu czy jak kto woli kolokwialnie podczas srania.
Pomijając ten fakt trzeba było jednak zbadać zwłoki. Natychmiast więc zapytał – Gdzie znaleziono ciało, musimy tam iść. Odniosę tylko swoje rzeczy do pokoju i ruszam. Trzeba przynieść zwłoki i zbadać je. Przydało by się też biedaka pochować. – zamyślił się, to była jego jedyna okazja by odstawić maluchy jak i zjeść rykerry. Nie mógł ich zostawić u Bocianichy dalej. Jej córka mogła je zobaczyć z drugiej strony w karczmie mógł zobaczyć je karczmarz. Nie wiedział czego obawiać się bardziej. Najlepiej w zasadzie było wziąć je ze sobą ale sądził iż jego najlepszy przyjaciel i kompania pójdą z nim. Nie mógł się przy nich zdradzić. Jego matczyny instynkt mało tego zdradzał zaniepokojenia w zwązku z rozłąką z dziećmi. Sam już nie wiedział co robić. I tak źle i tak nie dobrze. W końcu podjął decyzję by zostawić je w karczmie z nakazem schowania się. Nie za bardzo miał inny wybór. Musiał to sprawdzić. Postanowił przy okazji zjeść rykerry i zostawić je z ich nienarodzonym braciszkiem robakiem.

  Dodał jeszcze do Cieszybora – Nie wiem czy to możliwe ale po cóż miałby ściągać mu spodnie. – mimo że miał inne podejrzenia uznał że warto nie przeszkadzać mu w jego domysłach.
Ilość słów: 378

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pn lip 23, 2018 2:44 pm  

Narrator

  Chimera, jak to człek – nawet, jeśli tylko połowicznie człek – praktyczny, podziwiał przede wszystkim siłę i wytrzymałość, które aż biły z kudłatego konika o grubych nogach, nie zastanawiając się nad jego pięknem. Zwierzę wyglądało na przydatne, a to w jego oczach stanowiło istotę piękna. Zwłaszcza, że przecież nie ma stworzenia cudowniejszego niż jego pociechy, które teraz spoczywały w worze. Młodzik jednak nie namyślał się długo, uznał, że nawet pomimo posiadanej przez Drugą klaczy nie wypada obarczać niewiasty tak męskim zadaniem jak zorganizowanie mu broni i poszedł dalej.
  Chociaż już twarze wieśniaków i ich przerażone głosy sugerowały, że niosą przerażające wieści, Kociebor nie był na nie zupełnie przygotowany. Oto tajemniczy Drugi, którego początkowo podejrzewał o mordy, nie żyje. W dodatku umarł w niepokojących okolicznościach, przynajmniej z perspektywy mężczyzn. Gdy jednak zatrwożony Misław wspomniał o gwałcie, myśli młodzika obrały zupełnie inny tor, mniej groźny, za to bliższy jego zdaniem realiom. Chłopak w owych wspomnianych spodniach zerwanych z tyłka martwego maga nie widział niczego sugerującego napaść na tle seksualnym. Miał za to w głowie taką oto wizję – niczego nie podejrzewający mężczyzna, oddający się potrzebie fizjologicznej, został zaskoczony przez potwora, któremu to nie robiło różnicy, jak odziana jest jego ofiara, toteż porzucił ciało niekompletnie ubrane. A że Drugi też człowiek, to czemuż by nie miał, w jego poczuciu w ustroju, ulżyć sobie? Oczywiście były to tylko dywagacje Kociebora, chłopak, nie widząc ciała, nie miał zbyt dużego pola do popisu w tworzeniu spójnego wyjaśnienia stanu zwłok. Młodzik zapowiedział więc swoją chęć obejrzenia zwłok, na co wieśniacy skinęli głową. Budzimir bąknął coś o flaszce dla poprawy jasności umysłu – chociaż, sądząc po jego minie i głosie, alkohol miał raczej służyć rozbudzeniu straconej odwagi – i mężczyźni rozstąpili się, zapewniając jasnowłosego, że dadzą mu tyle czasu, ile trzeba, a potem się pomyśli. Sądząc po ich postawie, owo „potem” miało wydarzyć się później niż od razu po oględzinach.  Chimera ku pokrzepieniu Cieszybora i rozbudzenia jego makówki, rzucił niefrasobliwie uwagą o tym, po cóż by niby ściągać Drugiemu spodnie. Wieśniak zasępił się i powiedział, że nie ma pojęcia, ale źle to wyglądało. Kociebor oczywiście musiał uwierzyć, że goły tyłek w owych okolicznościach nie wpływał na poprawę walorów estetycznych, ale nie miał na to czasu. Ruszył do swej samotni, czyli pokoju, w którym to do życia powołane zostały jego dzieci. Stojąca tam półka wciąż była wielce ponętna ze swymi skromnymi liniami i krzywiznami i wielce obiecującym blatem. Chłopak jednak nie zamierzał gwałcić mebla, a zamiast tego nakazał swym dzieciom się ukryć i cichusieńko siedzieć w pokoju, by nie niepokoić karczmarza.
Ilość słów: 533

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn lip 23, 2018 6:01 pm  

  Tak więc gdy tylko Kociebor znalazł się w środku wypuścił maluchy i nakazał im się schować. Mieli nawet nie pisnąć nie ważne co się wydarzy. Trójce posłusznych dzieciaków nakazał pilnować Paoi. W tym czasie zabrał pozostałe żywe rykerry jak i papkę z tych co zostały zgniecione. Wsadził sobie do ust i zaczął żuć. Po chwili wypluł kulkę pod łóżko. Maluchy miały usadowić się dookoła oraz grzać i chronić braciszka. To musiało mu wystarczyć.
  Po czym pobiegł do karczmarza i zapłacił za przedłużenie noclegu o jeszcze 4 dni. Miał na tydzień więc powinien mieć rezerwację na jakieś 11 dni łącznie. Prawdę mówiąc chodziło o zmotywowanie karczmarza do nie grzebania w jego rzeczach. Wychodząc poprosił o to by pokój pozostał nietknięty i by nikt nie dotykał jego ruchomości. Wychodząc z karczmy odetchnął tylko z ulgą. Miał nadzieję że maluchy nie dadzą się zauważyć. Wracając obiecał sobie iż załatwi im jakieś jedzenie na obiad. Póki dzień młody wyruszył. Wrócił tęsknymi myślami do mebla. Cóż, mebel musiał poczekać do nocy. Najlepiej gdy maluchy zasną.
  Nie miał przy sobie flaszki, wolał nie rozpijać towarzystwa gdy są zagrożeni. Maszerowali przez śnieg zaspy w poszukiwaniu ciała ów maga. Dał się prowadzić z bronią w gotowości. Przerażało go jednak to co mogło kryć się za tą akcją. Na wszelki wypadek postanowił trzymać się z tyłu grupy by obserwować okolicę. Sam już nie był pewien czy stoją za tym te stwory, przed chwilą wszystko wydawało się takie jasne.
Ilość słów: 278

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz lip 29, 2018 11:34 am  

Narrator

  Chimera, gdy już zatroszczył się o swoje dzieci, postanowił stworzyć kolejne. Tym razem jednak nie myślał o zakładaniu rodziny, a powołaniu do życia kolejnych istot, które dzięki synapsie mógłby kontrolować i wykorzystać w boju. Kozowęże, jak to je uroczo nazwał fircyk, okrążyły wyplutą przez swego rodziciela kulkę i posłusznie ogrzewały ją własnym ciałem. Nawet Paoia, pomimo że wciąż łaknął pieszczot, grzecznie spełnił rozkaz. Kociebor mógł więc zostawić swoje pociechy same, licząc na to, że te nie zgłodnieją w czasie jego oględzin zwłok na tyle, by pożreć kulkę, którą miały niejako wysiadywać jak kwoka jaja.
  Załatwiwszy jedną sprawę, chłopak zdecydował się udać do karczmarza i przedłużając swój pobyt, zapewnić sobie ochronę własnej prywatności. Miał nadzieję, że mężczyzna, mając już swoje złoto w kieszeni, nie zdecyduje się na naoczne sprawdzenie stanu pokoju, który wynajął temu dziwnemu przybyszowi, który to przesiaduje zamknięty bezczynnie, to wybywa gdzieś w ciemną noc na długie godziny… Jak się tego spodziewać mógł Kociebor, mając w pamięci rozpaczliwe próby właściciela owego przybytku w sztuce gotowania po tym, jak zwolnił dziewkę służebną, karczmarz przebywał obecnie w kuchni. Podobno przybyło dwóch mężczyzn, którzy zajmują jeden pokój – z jednym łożem, jak powiedział ze zgrozą i odrazą wyraźnie wybrzmiewającą w jego głosie – a ci to wyglądają na osoby o wybrednym podniebieniu. Wojownik co prawda kimś takim nie był, ale nawet on miałby opory przed zjedzeniem zupy, w której najwyraźniej pływało wszystko, tylko nie jedzenie. Ziemniaki zostały pokrojone w asymetryczne kawałki wraz z nieumytą skórką, tak więc wywar miał konsystencję błota, oprócz tego miejsce znalazło się też dla całych gałęzi ziół, jakiegoś niezbyt świeżego mięsa i korka, jakim niekiedy zatyka się wino. Na szczęście karczmarz nie zachęcał chimery, by ten skosztował jego dzieła, z ulgą przyjął tylko opłatę za kolejne dni i zabrał się do wyrabiania ciasta na nieuprzątniętym po krojeniu nieumytych warzyw stole. Ów stół, w porównaniu z ponętną półką w sypialni Kociebora prezentował się niezmiernie mizernie i nie wzbudzał w chłopaku uczuć tak gorących, jak mebel, z którym onegdaj chciał kopulować. Nawet teraz, gdy przypomniał sobie o tym incydencie, postanowił powtórzyć ów wyczyn i obiecał sobie, że gdy jego dzieci już zasną, zadba o własne przyjemności.
  Tymczasem chimera musiał odłożyć na bok swoje popędy, gdyż miał towarzyszyć wieśniakom w inspekcji zwłok, a właściwie na własne oczy ocenić stan ciała. Na razie jednak trzymał się na uboczu i wypatrywał czegokolwiek niepokojącego pośród wszechobecnych zasp. Z lekkim zdziwieniem dostrzegł, że mag został zabity w miejscu, gdzie on swego czasu znalazł martwego kozoka, który to dał początek – aczkolwiek bezwiednie, wszak już wtedy nie żył – jego rodzinie. Nie był to jednak dobry moment na wspominanie tego magicznego momentu, gdy pożerał padlinę albo gdy po raz pierwszy zobaczył swoje maluchy. Widział oto ciało wysokiego mężczyzny, którego jasne włosy tworzyły coś na wzór aureoli dookoła jego głowy. Twarzy jednakowoż dostrzec nie można było, ponieważ mężczyzna ten – jak na Drugiego przystało – miał na sobie maskę. Przed niechcianym dotykiem ludzi chronić go też miała ciężka zbroja i skórzane rękawice, podobne do tych sokolniczych. Niestety, te środki ostrożności nie uchroniły maga przed śmiercią. W dodatku przy tym pełnym rynsztunku raził brak spodni. Kociebor dostrzegł siniaki i ślady zadrapań na bladej skórze, która otaczała jakby sflaczałe ciało. Pod zwłokami zebrała się spora kałuża krwi, poza tym jednak stan ich był taki sam, jak w przypadku zmarłego syna Cieszybora. Ktoś bardzo dokładnie połamał wszystkie kości swej ofiary.
Ilość słów: 691

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pt sie 03, 2018 10:44 pm  

  Kociebor zmuszony do oglądania zwłok zapomniał o ponętnych meblach. Teraz czekała go wszak inna przygoda. Jakże odległa od myśli o zgwałceniu mebla. Otóż miał przed sobą zimne zwłoki. Zwłoki które w przeszłości widywał tak często. Zwłoki Drugiego. Nie mógł się przeć temu że coś wracało do jego umysłu. Coś z tamtych dni. Tamtych brutalnych zadań. Przez chwilę przypomniał sobie ostatnie krzyki osób pożeranych w środku nocy od środka. Przypomniał sobie ten wyraz twarzy... i zamilkł. Nie było w jego grymasie strachu lecz coś przerażającego. Czuł jakby to był kolejny trup. Podczas gdy inni patrzyli na ciała z politowaniem on miał ochotę powiedzieć – Dobra robota.
  Podszedł do zwłok i zbadał je. Analizował każdy szczegół ale nie wiedział na razie za wiele. przypomniała mu się scena pożerania Kozoka. Jego umysł przeszedł dreszcz. Równie dobrze on mógł tutaj zginąć, w środku posiłku. Zaciekawiły go jednak siniaki. Zaczął zdejmować zbroję. Miała chronić żywego ale na pewno nie ochroni trupa. Sprawdzał wszystkie kieszenie i to co miał przy sobie. Szukał wszystkiego. Ale nadto zależało mu żeby nie zniszczyć ciała. Na tym mrozie było bezpieczne i rozkład niczego nie dosięgnął. Aż zadziwiło go to. Czemu ciała nie zjadły wilki tak jak zjadły kozoka. Chyba... że one zostały pożarte jako pierwsze.
  Popatrzył na to jak połamano kości ale też nie mógł oprzeć się ciekawości i poszukał ludzkich odchodów w okolicy. Chciał mieć wiedzę , czemu temu Drugiemu spadły gacie. Chyba że nastąpiło to podczas walki. Ale czemu gacie... Był zaskoczony ale równocześnie podniecony. Postanowił poszukać jakichkolwiek notatek, może torby albo czegokolwiek dziwnego w jego rynsztunku. Może zbroja też została jakoś zgnieciona jak kości przynajmniej w pewnych miejscach.
Ilość słów: 328

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz sie 05, 2018 7:44 pm  

Narrator

  Widząc zimne, sztywne ciało Drugiego, chimera odepchnął myśli o cielesno-drewnianych rozkoszach. Nie czas było marzyć o ponętnych meblach, gdy oto widział nagi, blady tyłek obcego mężczyzny. Kociebor nie współczuł ofierze tak, jak wieśniacy drżący o – dosłownie – własne cztery litery. Zamiast tego zalała go fala wspomnień o dokonywanych wcześniej mordach. Tutaj widział, jak ktoś inny fachowo pozbył się przedstawiciela znienawidzonych przez chłopaka magów. Sam nie zrobiłby tego lepiej. Może tylko zrezygnowałby z zostawiania dość dziwnych śladów na nogach i pośladkach ofiary. Wszak szybsze bicie serca w Kocieborze wzbudzały ponętne półki zbudowane z idealnie wyheblowanych desek, a nie męskie, bardzo umięśnione, chociaż sflaczałe uda.
  Mając z tyłu głowy wspomnienie, jak to chłopak w tym właśnie miejscu posilał się kozokiem, którego szkielet musiał zasypać śnieg, chimera zabrał się za oględziny. Fakt, że nie tak dawno sam tutaj był, nieco go niepokoił. A gdyby to on został zaskoczony przez morderczego stwora, gdy niczego nieświadomy połykał kolejne porcje padliny? Dreszcz przebiegł po plecach chłopaka, ale nie dał po sobie poznać. Zbliżył się do zwłok, a chłopi zrobili krok wstecz. Zupełnie jakby uważali, że ich bliskość w tym momencie może jakoś zaszkodzić martwemu mężczyźnie.
  Kociebor patrzył na ofiarę z uwagą – pomijając sińce, odciski wielkich dłoni i zadrapania, skóra była blada i okrywała zapadnięte z powodu pokruszenia kości na pył ciało. Co ciekawe – a także niepokojące dla blondyna jako mężczyzny – Drugi rzeczywiście nosił miana świadczące o dokonanym nań gwałcie. Sińce, będące przecież niczym innym, jak krwią uwięzioną pod skórą, świadczyły przynajmniej o tym, że do napaści doszło, nim morderca wyssał jakimś sposobem wszystką krew krążącą w żyłach i tętnicach. Tak samo koncypował chłopak, patrząc na ślady świadczące o tym, że ktoś od tyłu przytrzymywał wielkimi, zaopatrzonymi w szpony łapskami mężczyznę, wpijając rzeczone szpony w skórę. Kociebor nie miał na szczęście możliwości ocenić spustoszenia, jakie owe działania dokonały na gwałconym mężczyźnie, jednak już oględziny zadrapań i innych krwawych śladów na białych niczym śnieg udach pozwoliły mu domyśleć się, skąd pochodzi czerwona kałuża krwi, w której leżał Drugi.
  Chimera, wiedząc, że więcej już nie wyciągnie z oględzin ciała, zaczął rozbierać i obmacywać po kieszeniach zmarłego. Stojący za plecami brązowookiego wieśniacy nie zaprotestowali, ale wszyscy jeszcze bardziej odsunęli się, jakby widok twarzy ofiary miał sprowadzić na nich jakieś fatum. Kociebor nie miał problemów z przesądami i zdjął metalową maskę, by dostrzec wykrzywione po śmierci oblicze. Niebieskie oczy były wytrzeszczone, usta wykrzywione w dziwnym grymasie, a skóra równie blada, co i na nogach. Również twarz została pozbawiona krwi, a kości – nawet nosowa – zostały dokładnie strzaskane na proch. Gdyby nie te cechy, Drugi wyglądałby dość zwyczajnie, tak jak wielu innych mężczyzn, nie wyróżniający się niczym szczególnym: ani zapierającym w dech pięknem, ani jakąś obrzydliwą szpetotą. Przeciętny człek – nawet mag – miał przy sobie przeciętny ekwipunek. Przy Drugim nie było żadnej torby ni niczego, w czym mógłby trzymać prowiant czy odzież na zmianę, miał jednak w bucie ukryty nóż o ostrzu krótkim, lecz bardzo ostrym. Rękojeść z oblepiała zaschnięta, zczarniała krew, ale ostrze zostało wyczyszczone. Poza ową, dość lichą, bronią, mężczyzna posiadał też dość ciężką sakwę, w której pobrzękiwały pieniądze, sznur pereł w woreczku z czarnego aksamitu i pogięte niemożebnie karty zapisane drobnym pismem. Niektóre z nich to notatki dotyczące podróży, jak mógł wywnioskować chłopak, na kilku pergaminowych zwitkach, jeszcze bardziej pomiętych niż pozostałe, Drugi zapisał jednak dość enigmatyczne komentarze o aurze i naturze jeziora. Wspomniał też o „oczach, które patrzą”, jednak – jako że były to jedyne słowa zapisane na kartce – trudno było zrozumieć, o co chodziło. Pod tą linijką tekstu ktoś nagryzmolił zarys dwóch okręgów, być może obrazujących powyższe słowa. Poza tym martwy człek nie miał przy sobie niczego. Nawet odchodów, o czym przekonał się chimera, rozglądając się po okolicy. Hipoteza o tym, że morderca zaskoczył maga, gdy ten udał się za potrzebą, upadła.
Ilość słów: 792

Awatar użytkownika
Kociebor  
Narrator
Posty: 168
Lokalizacja: Gliwice
Miano: Kociebor
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak

pn sie 06, 2018 3:19 pm  

  Kociebor był zszokowany tym co zobaczył. Nie dlatego że przerażały go zwłoki tylko z powodu nagłego ataku niezrozumienia. Otóż mag został zgwałcony. Na dodatek nie był samicą. To była przerażająca myśl. Nie rozumiał jednak czemu ktoś miałby robić coś takiego. Jego podejrzenia o rybo ludziach zastąpił nawrót myśli o nekromantach. Ostatecznie jednak patrząc na wielkie ślady łap doszedł do wniosku że mogą to być ślady ryboczłowieka. Tylko czy ryby mają prącie... Ciągle jednak martwiło go w jakim stanie znalazła się ofiara. Czemuż to wpił się w jego tyłek. Czemu akurat tam poza tym znajdowały się ślady wysysania. Co jeśli ofiara nie zdążyła się wypróżnić. Bo to sprawdzić zanalizował stan zwieraczy ofiary. Jeśli są zakrwawione i otarte to na pewno został zgwałcony. Z tego co wiedział zwieracze nie są przystosowane do stosunków seksualnych.
  Zdezorientowany szukał wyjaśnienia. Nic jednak nie zgadzało się z tym co zobaczył. Czemu akurat za życia został zgwałcony. I czemu się nie bronił. Wtedy do głowy przyszła mu telepatia. Tylko na bogów dlaczego. Nic z tego nie rozumiał. W końcu jego umysł wypełniło pewne podejrzenia. Musiał sprawdzić coś jeszcze. Poprosił więc chłopów by ci się odsunęli, lepiej by też nie patrzyli w tę stronę. Zabrał sztylet martwego po czym ciął...
  Ostrze przecięło jedno z ud ofiary. Kociebor musiał zobaczyć jak wygląda struktura mięśni ofiary. Prowizoryczna sekcja zwłok na mrozie. Cóż nie tak wyobrażał sobie ten dzień. Wybrał nogę by ograniczyć uszkodzenia ciała. Musiał dowiedzieć się jednego. Czy stwór nie zostawił w środku jakiś jaj. Co jeśli cjodziło o wstrzyknięcie do środka jakiś żyjątek. Wyssanie krwi mogło służyć istnej mumifikacji ciała by larwy czy tam potomkowie stwora wylęgły się w środku. Przerażało go to, o ile połamanie kości mógł przetrwać o tyle wyssanie krwi to była śmierć na miejscu. Tylko.... jeśli chodziło tylko o złożenie jaj czy larw czemu jednak zabijać ofiary. Nie lepiej pozwolić młodym wylęgnąć się w żywym ciele. Kociebor miał już otwierać brzuch kiedy zdał sobię sprawę że lepiej żeby zrobiła to Druga. Jeśli on to zrobi z ciała nie dowiedzą się już nic więcej. Na to nie mogli sobie pozwolić. Gdy kończył analizować wnętrze nogi Drugiego przy okazji zabrał mieszek martwego. Cóż jemu sie nie przyda. Choć bardziej chodziło o karteczki. „oczy, które patrzą” – czym mogło być to coś, czyżby rybo-stwory. Wyglądało na to że zmarły poczynił niemałe dochodzenie na temat wyspy. Cóż teraz jednak trzeba było zabrać zwłoki. Tutaj mogły rozszarpać je wilki.
  Chłopak nakazał zrobić nosze z gałęzi i obsypać je śniegiem. Potem położyć trupa i go też posypać śniegiem. Musiał spowolnić rozkład. Po czym dodał – Musimy zabrać ciało, potem go pochowamy. Nie wiem czy wolicie w wiosce czy poza nią ale trup nie może tutaj leżeć. – nie dało się ukryć też że chłopaka zaciekawiła zbroja trupa. Ciekawe ile uda mu się odzyskać ze zwłok. O ile ktokolwiek inny uznał by to za odrażające i zwyzywał go od hien cmentarnych na żywej broni do zabijania nie robiło to wrażenia. Jedynym powodem dla którego już tego nie przymierzył zbroi była reputacja mieszkańców. No i Druga by go zabiła gdyby zatarł jakiś ślad.
Ilość słów: 617

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości