"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Spadająca Gwiazda

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt mar 27, 2018 5:50 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Walter powoli uniósł głowę ku górze, gdy tylko do jego uszu dotarły słowa Smoka. Wyszczerzył się ukazując kilka czarnych zębów i jeden złoty, splunął na ziemię. Wziął solidny łyk piwa i uderzył kuflem o blat.
  Tariyaki! Stary draniu! — Krzyknął niemal. — Niech mnie kule biją, sądziłem, że zatopili was już jakiś czas temu — Skinął głową w stronę Krwawej Damy, a ta jedynie się nieznacznie uśmiechnęła. — Na deskach tu dopłynęliście?— Zaśmiał się, a stół znów wydał trzeszczący odgłos – rzecz jasna tylko dlatego, że Sęp znów w niego grzmotnął.
  Zbroja zasiadła tuż obok Ryu, tak że po jej lewej stronie siedział inny pirat, zdający się gapić na jej biust. Kobieta dość szybko to przyuważyła i wyraźnie się skrzywiła, karcąc wzrokiem mężczyznę. Ten z kolei szybko się odwrócił udając, że nic takiego nie miało miejsca. Wildner znów się zaśmiał.
  Charakterna ta twoja dziołcha — Skomentował, upijając kolejny łyk ciemnego trunku. — Ale tak jak mówisz, ciężkie czasy się zbliżają. Szlag by trafił tych bęcwałów z Królestwa Waldgrossen, wieczna walka o władzę. A cierpimy na tym my, wolni ludzie. Gdzie wojna tam i większe zapotrzebowanie na broń, ale nawet jak złupimy okręt pełen stali to komu ją sprzedamy? Tutejsi się na nas wypną, bo sami nie znajdą miejsca zbytu — westchnął. W tym momencie wtrąciła się Zbroja, mówiąc, że ona również to dostrzegła. Jakby z dumą w głosie. Sęp nie zwrócił jednak na to większej uwagi i kontynuował. — Jak tak dalej pójdzie to jeszcze te psy z Zakonu się ze Żniwiarzami będą gryźć. Właściwie to nie mam nic przeciw, żeby pierdolona inkwizycja pozbyła się tych pierdół Grossherzoga, ale to kolejny konflikt, który nam nie sprzyja naszym żaglom. Zły wiatr nadciąga z północy, oj zły — dodał. Dopił resztę i podrapał się po brodzie.
Ilość słów: 354

Awatar użytkownika
Smok
Posty: 25
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=193
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

wt mar 27, 2018 6:58 pm  

  Wildnder był wesół jak zawsze. Jego optymizm miał to do siebie, że był niesamowicie zaraźliwy, skutkiem czego Smok roześmiał się głośno, gdy tylko usłyszał o rzekomym zatopieniu ich statków. Mało kto pozwoliłby sobie na tak odważne stwierdzenie przy Tariyakim, nie wspominając już o rzucaniu uwag w stronę Krwawej Damy. W końcu nie bez powodu zyskała sobie przydomek Krwawej. Czy była to sprawa jej reputacji, czy może daru niezwykle sugestywnego wzroku, ale majtek spoglądający jeszcze kilka chwil wcześniej w jej dekolt teraz robił wszystko, by tam nie patrzeć. Nie mógł wykonać bezpieczniejszego ruchu przy najmniej bezpiecznej kobiecie w całej Najimie.
  Wojny magów to ostatnia rzecz której potrzeba światu. – Skwitował i skinął głową. Oddział Drugich skryty w jednym ze statków nie znajdował się na liście najlepszych niespodzianek do znalezienia na morzu w 1527 roku. Pojedynczy Egzarcha potrafił przysporzyć ogrom problemów, o czym zdołali się przekonać wszyscy przeciwnicy Ryu. – Zbliża się kryzys, a my musimy coś na to zaradzić, przyjacielu. Nasza Gwiazda pełna jest obcych, wrogich twarzy. Drugie oko postawiłbym w zakładzie, że prędzej czy później któryś z psów napadnie na okręt pod czarną banderą z powodu wszechobecnej biedy. A i sam Cesarz nie będzie rad, gdy zasłyszy że jego flota jest jedynym celem dla naszej braci. Nie tylko kontynent zbiednieje i zparszywieje, ale i wśród nas pojawi się ten pierdolony rokzład.
  Z rzadka zdarzało się, że Smok używał mocnych słów. Z reguły tego nie potrzebował, jego załoga doskonale rozumiała to, co do nich mówił. Walter jednak nie był jego podwładnym i nie odczuwał bezgranicznego szacunku. Na pewno traktował go jak równego sobie, jednak to nie wystarczało żeby przemówić mu do rozsądku. Do ludzi takich jak on potrzeba było użyć adekwatnego języka, który Ryu opanował jedynie w stopniu średniozaawansowanym. Czasem po prostu, by dotrzeć do rozmówcy trzeba było okazjonalnie pierdolnąć jakąś kurwą.
Ilość słów: 357

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt mar 27, 2018 8:43 pm  

Narrator

  Przeklęte magusy, nie dość, że tłuką się na kontynencie, to jeszcze muszą przenosić swoje wojenki na ocean — Odparł, raz jeszcze spluwając na drewnianą podłogę. To się krzywił, to strzelał palcami, to prostował, to garbił. Prawa noga mu podskakiwała. Doskonale widać było, że wilkowi morskiemu śpieszno było do powrotu na okręt, do ponownych starć i rabunków. Był równie niezadowolony z obecnego stanu rzeczy, co sam Tariyaki, choć zapewne na to niezadowolenie składały się nieco inne czynniki.
  Namnożyło się ich tu jak królików, od jakichś dwóch tygodni napływają. Połowy mord nie kojarzę, a co druga to jeszcze bardziej parszywa, niż moja i Urwisa razem wzięta — Skinął głową w stronę marynarza, który wcześniej spoglądał na biust Krwawej Damy. I cóż tu dużo mówić było, chłopak rzeczywiście lico miał wyjątkowo szpetne. Krzywy nos, popękane usta, prawy polik niemal cały poparzony. Przez głowę przewiązaną miał czerwoną chustę, więc jedynie można było się domyślać, że i łepetynę ma całkowicie łysą. Za to łapy zarośnięte jak u niedźwiedzia. Zaśmiał się tylko pod nosem, chyba nie chcąc wtrącać się w słowa swojego kapitana. Być może nawet po prostu się go bał. O Sępie różne plotki chodziły, ponoć załogę w ryzach trzymał przy pomocy strachu.
  Ale racja, nie widzi mi się napadać na cesarskie okręty, to jak wyrok śmierci — Rzekł i spojrzał z dozą smutku w oczach na pusty kufel. — Kwestia czasu, aż się sami sobie do gardeł rzucimy — Dodał. Najwidoczniej słowa Smoka pobudziły wyobraźnię Waltera, który do tej pory pełen entuzjazmu i radości, teraz stał się raczej odrobinę zasmucony.
  Zbierzmy flotę, potrzebujemy sojuszu. Kto wie, może nawet własnego portu — Odezwała się niespodziewanie Zbroja. Tonem lekkim, spokojnym. Jakby to co powiedziała, było czymś oczywistym i zwyczajnym. Wildnerowi od razu wrócił humor. Ale też szybko się z tego otrząsnął, bo dotarło do niego znaczenie słów.
  To nie głupie, ale też nieprzemyślane. Nawet jeśli i bym z wami popłynął, to w trójkę byle grupa cesarskich statków nas zatopi. Tym bardziej, że teraz i te pierdolone magusy po wodach dryfują — Nadal był niepewny, ale coś w nim drgnęło. Pozostało popieścić jego uszy odpowiednimi słowami i zdawało się, że jest spora szansa, by Walter stanął po stronie Smoka oraz Krwawej Damy.
Ilość słów: 437

Awatar użytkownika
Smok
Posty: 25
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=193
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

wt mar 27, 2018 10:33 pm  

  Nie tylko Walterowi tęskno było do otwartych wód. Tariyaki dawno już odzwyczaił się od stałego lądu i wciąż czuł się niepewnie po nim stąpając. Poruszanie się po statku wymaga pewnych przyzwyczajeń, które z kolei kłócą się ze sposobem chodzenia po twardej ziemi. Wśród niektórych marynarzy wykształcała się nawet przypadłość znana szeroko jako choroba lądowa. Tacy ludzie nie mogli tak po prostu zejść ze statku i pognać do gospody by tradycyjnie i radośnie zachlać pierwszą noc spędzoną w porcie, bowiem przez kilka godzin musieli użerać się z buntującym się przeciw nim żołądkiem.
  W życiu nie spodziewałem się tego, że o naszym porcie będzie wiedzieć aż tylu obcych. – Powiedział szczerze. Przez jego głos można było wyczuć zawód. W końcu piracka ostroja z założenia miała być miejscem tajnym, prywatnym. Im więcej ludzi wiedziało o jej istnieniu, tym większe szanse że dowie się o niej ktoś, komu może przeszkadzać jednoczenie się wyjętych spod prawa żeglarzy. A w każdym z czterech państw znajdowały się całe rzesze przeciwników piractwa.
  Towarzyszka Smoka wspomniała o rzeczy, której ów jeszcze nie wziął pod uwagę. Własny port, konkurencyjny dla pełnej obcych Gwiazdy. Wybudowanie całego miasteczka liczyło się nie tylko ze sporymi wydatkami, ale i z wielkim wysiłkiem. Osada musiałaby być stale zamieszkiwana i zarządzana. Przedsięwzięcie to mogłoby odnieść sukces, gdyby mieli więcej ludzi niż potrzebowali w załodze, a to nie było zbyt prawdopodobne. Z drugiej zaś strony byłoby to bezpieczne miejsce na przetrzymanie swych skarbów na wypadek nadejścia trudnych czasów. Takich ja te, które rysowały się przed bracią zjednoczoną pod czarną flagą. Myśl o osadzie trzeba było odłożyć na czas, gdy do sojuszu dołączy więcej zaufanych kapitanów.
  Nie będziemy sami. – Zapewnił. – I w tej dziurze znajdują się szanowni kapitanowie którym możemy złożyć nasze zaufanie. Flot bojowych będziemy unikać, są wolne i ciężkie, przystosowane do kanonad. Wymkniemy się im bez problemu. Wśród eskort handlowców będą zdarzać się magowie, najczęściej właśnie Żniwiarze, jednak będą to pojedyncze jednostki. Drudzy są pyszni i ufają swym umiejętnościom bardziej niż powinni. A ich pancerze czynią z nich stalowe pionki gotowe do tego by powalić je jedną kulą falkonetu. Nie nadają się do bitew na morzu.
  Mówił pewnie. Wśród pirackiej braci uchodził za znawcę zarówno floty cesarskiej, jak i magów. W końcu był Egzarchą ze stażem w Ministerstwie Wody. Znał metody działania marynarki, które nie mogły zmienić się wiele od czasu jego ostatniej wizyty na Archipelagu. Tradycja żeglarska i wojskowa była zakorzeniona głęboko w Cesarskich i wszelkie zmiany były przeprowadzane bardzo powoli. W końcu Cesarz stale i niepodzielnie rządził oceanami i nawet morskie wilki musiały mu to oddać. Jego floty obawiali się nawet nieustraszeni kapitanowie spod czarnych flag i sam Tariyaki zaliczał się do tej grupy. Teraz jednak możliwości były mocno ograniczone.
  Zastanów się jeszcze nad jedną rzeczą, przyjacielu. – Dopowiedział z prawdziwie pirackim uśmiechem na twarzy. – Kto pomyśli o tak zuchwałym czynie jak napaść na statki Cesarza? Możemy liczyć na element zaskoczenia... I na to, że nikt nie podbierze nam najlepszych łupów. Zdobędziemy nie tylko sławę, ale i najcenniejsze skarby na całym Everoldzie. Nerdyjscy kupcy szybko zbiednieją i wstrzymają swe zamorskie interesy pod naporem ataków. Ministerstwo Wody wykorzysta taką sytuację i natychmiast roześle wielu, wielu handlarzy. Być może i uszczupli w tym celu floty admirałów. Ryzyko jest większe niż zazwyczaj, to prawda. Ale i nagrody nas oczekujące są o wiele, wiele wyższe.
Ilość słów: 666

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr mar 28, 2018 4:17 pm  

Narrator

  Walter machnął ręką tuż przed własną twarzą. Zaśmiał się z wyczuwalnym pożałowaniem i znów donośnie westchnął. Jeździł palcami po brodzie związanej w warkocz.
  Nikt się nie spodziewał. Ale zaczęła się ta cholerna wojna, wylazły te magiczne cholery, to i ludzie zaczęli spieprzać z kontynentu. Nasi handlarze zabrali rodziny, ich rodziny bliskich znajomych i tak dalej. Napływają codziennie. Jak tak dalej pójdzie to zaczną budować tu osadę — Uderzył w stół i prychnął ze śmiechu. — Wyobrażasz to sobie? Miasto z prawdziwego zdarzenia w naszej pięknej Gwiazdce. A szlag by ich trafił i Sekki łajby pozatapiał! — Zakrzyknął. Co prawda nikt nagle nie wstał i nie zaczął mu wtórować, Szary oberżysta nie napełnił za darmo kufla piwa, ani nawet Urwis nie raczył się odezwać, aczkolwiek dało się wyczuć, że zachowanie Sępa jakby ożywiło atmosferę. Piraci stali się odrobinę głośniejsi, niektórzy nawet sami podnosili głos podobnie jak Wildner, ale na tym się kończyło. Nikt nie miał zamiaru chwycić za szablę i pójść rozprawić się z niechcianymi na Najimie ludźmi.
  Znajdą, nie znajdą. Chuj morski ich wie. Przecież wszyscy patrzymy jedynie na swoją sakwę i skrzynie. Jak się napełnią to przybijamy do Gwiazdy, jak są puste to rabujemy. Pech chciał, że ja tu już siedzę zdecydowanie za długo. I zapewne nie tylko ja. Niech pomyślę... — Odrzekł. Rzeczywiście zamyślił się przez dłuższy moment. W tej chwili Zbroja chciała coś powiedzieć, już otworzyła usta i nagle z paszczy Sępa polał się kolejny potok słów. Dziewczę nieco się zaczerwieniło, zapewne ze złości. W tej rozmowie to już któryś raz z rzędu Walter przerwał jej, nim jeszcze zaczęła. — Wczoraj wieczorem widziałem statek Machera, akurat cumowali. Ale od tej pory nie widziałem skurwysyna jak żywym. Ale on pewnie by się na to pisał, gdyby tylko wyczuł zapach koron. Za to mieć go po swojej stronie to jak mieć setkę ludzi. Chociaż mi się zdaje, że po prostu ma coś z głową — Dokończył. Ruchem ręki wysłał Urwisa, by ten poszedł napełnić kufle. Tymczasem Sępowi donośnie się odbiło. Ale jak to bywało w Szarym Kuflu, nikt nie zwrócił na to nawet najmniejszej uwagi.
  Drudzy. Em, em, em. — Mlasnął kilka razy. — Stalowe pionki czy nie, jak pierdolnął kulą ognia czy jakąś błyskawicą to się statek szybko w dryfujący wrak zamieni. W każdym razie wolałbym nie trafić ani na nich, ani na Żniwiarzy, ani na jeszcze inne magiczne kurestwo. Tylko nie bierz tego do siebie, Tariyaki!
  Niespodziewanie napić postanowiła się także Krwawa Dama, która wcześniej niepostrzeżenie zniknęła na parę chwil. Wróciła ze sporym kuflem, który jednak miast zawierać zwyczajne ciemne piwo, napełniony był... Winem. Upiła kilka łyków i skrzywiła się.
  Pieprzony sikacz — Skomentowała. Na dłuższą metę nie przejęła się jednak jakością trunku, bo już parę sekund później kilka czerwonych kropelek ściekało po jej wargach. Wytarła je dłonią i znów zamilkła. Walter jak zwykle jedynie zaśmiał się pod nosem.
  No cóż, jeśli tak się zdarzy to moi chłopcy z chęcią złupią i zatopia parę cesarskich okrętów. Powiedzmy, że wstępnie przystępuję na twoją propozycję — Spoważniał. — Zobaczymy jak wszystko się potoczy — Skończył. Dopił resztę piwa. Wyglądało na to, że Ryu udało się zdobyć pierwszego sojusznika. Jednak przed nim nadal była długa droga.
Ilość słów: 619

Awatar użytkownika
Smok
Posty: 25
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=193
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

czw mar 29, 2018 11:47 am  

  Walter miał rację w tym, że Drudzy pomimo swej wyraźnej słabości byli niebezpieczni. Jednak równie niebezpieczne były kanonady z armat, które dziurawiły i zatapiały statki. Trzeba było podejść do nich z odpowiednią ostrożnością i adekwatną siłą. A do tego wystarczyło poinstruować załogę odnośnie tego, kto jest głównym celem. Wiadomym było, że ci związani w walce wręcz nie będą mieli wielkich możliwości, ale kanonierzy przy falkonetach i strzelcy posiadali wygodę wybierania w kogo strzelają. Jeśli działka i kule muszkietów nie były wystarczające, to Smok posiadał w rękawie kilka asów, którym zawdzięczał renomę, przydomek, i kilkukrotnie żywot. Był więc dobrej myśli odnośnie tego zuchwałego przedsięwzięcia.
  Macher... – Powiedział cicho. Krążyło o nim wiele opowieści, jednak do tej pory Ryu nie miał okazji żadnej z nich skonfrontować z prawdą. Jeśli jednak faktycznie był taki jak głosiły o nim plotki, to Tariyaki zdobył właśnie najcenniejszego sojusznika, jaki mógł na niego czekać w całej Najimie. Tylko i wyłącznie, jeśli chodzi o bitwy, rzecz jasna. – Myślę że nie będzie problemu z pozyskaniem go jako sojusznika.
  Wstał od stołu. Skinieniem głowy podziękował towarzyszowi i skierował się w stronę Szarego. Szynkarz był niewątpliwie pierwszą osobą, która mogła cokolwiek wiedzieć o jednej z najbarziej niesławnych person na całym oceanie. Zarówno o tym, jak traktuje swych przyjaciół, oraz gdzie aktulanie się znajudje. Nie uległo wątpliwości to, że część jego załogi właśnie sączyła lub wlewała w siebie zawartość kufli. Zjawił się więc przy ladzie i poczekał w spokoju aż zbieg z Nagate zechce go obsłużyć. Wsunął na ladę Koronę i zapytał.
  Przyjacielu. Mam bardzo ważną sprawę do kapitana Machera. Słyszałem o nim nieco plotek i chciałbym wiedzieć o nim nieco więcej. Czy można mu zaufać? – Zaczął. Najpierw wysłuchał to co ma mu do powiedzienia, a następnie zadał drugie pytanie posiłkując się drugą monetą. Była to umowna cena za przydatne i szczegółowe informacje. Przez chwilę przez głowę przebiegła mu myśl, że ten handel przynosi Cesarskiemu większe zyski niż cała reszta jego działalności. – Wiesz może też gdzie mogę go znaleźć? Słyszałem że jego okręt pojawił się niedawno w porcie, a najwyraźniej unika ludzi.
  Podejrzewał, że będzie musiał porozmawiać z osobami wskazanymi przez Szarego jako część załogi poszukiwanego. W razie potrzeby poprosił ich o pomoc. W miarę możliwości pragnął uniknąć bycia prowadzonym, jako że chciał mieć chwilę na wymianę spostrzeżeń ze Zbroją. Nie był pewien jak bardzo mógł zaufać Macherowi. Wiedział tyle, że na pewno trzeba było mieć na niego oko. Wśród piratów zdarzali się nie tylko wyjątkowo szlachetni, ale także i wyjątkowo okrutni i przebiegli. O ile nie podejrzewał starego Wildnera o jakiekolwiek próby zdrady, o tyle Macher mógł być problematyczny w tej kwestii. Choć bardziej od noża w plecach i wewnętrznych wojen Tariyaki obawiał się niesubordynacji i lekkomyślności. Podobnie jak magowie, korsarze byli typem ludzi dla których pewność siebie była prawie jak obowiązek. Brak ostrożności mógł okazać się dla niego fatalny, a w nie tak rzadkich przypadkach fatalny dla całej wyprawy. Ostateczną ocenę potencjalnego sojusznika zostawił jednak do czasu aż zapozna się z nim osobiście.
Ilość słów: 614

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw mar 29, 2018 5:33 pm  

Narrator

  Powodzenia — Burknął na pożegnanie. — Przyda ci się — dorzucił jeszcze i znów zatopił usta w ciemnym trunku. Urwis zapewne jeszcze tak kilka razy zmuszony został latać w te i we w tę. W międzyczasie także Zbroja zdążyła... Cóż, dokończyć to za dużo powiedziane, bo kobieta wypiła może dwie czwarte kufla wina. Najwidoczniej taka ilość, w dodatku na niemal pusty żołądek, nieco ją przerastała. Wstając lekko się zachwiała, a jej twarz poczerwieniała. Szybko jednak znów złapała równowagę i starała się więcej jej nie utracić. Pijana towarzyszka to było ostatnie czego Tariyaki w tej chwili potrzebował. Choć na czas postoju w Najimie dziewczę równie dobrze mogło na pewien czas zniknąć i pojawić się dopiero dzień przed odpłynięciem.
  Szaremu bardzo spodobał się gest, który poczynił Ryu. Leżąca na ladzie korona szybko znalazła nowego właściciela, który to niby się uśmiechnął, ale z drugiej strony wyraz jego twarzy zdawał nadal się mówić to samo. Takie to już były skutki jego mutacji.
  Macherowi? Prędzej bym żmii zawierzył, niż tego sukinsynowi. Tylko mu tego nie powtarzaj — odparł krótko i zdawało się, że nie powie nic więcej. Przynajmniej do momentu, gdy Smok zaczął bawić się kolejną monetą. — Ale z drugiej strony jak zwęszy interes i zrobisz na nim wrażenie to pewnie cię w chuja morskiego nie zrobi. Temu facetowi mózg już dawno zmienił się w meduzę, ale tak czy inaczej łeb ma na karku. Dobrze wie komu może zajść za skórę, a komu nie — Dodał. Zaczął rozglądać się po karczmie swymi małymi, cesarsko-szarymi oczkami. — Tamten, ten... I jeszcze ten, ten taki z blizną na pół mordy — Mówił, rzecz jasna nie wskazywał na mężczyzn palcami, ale wymownie kiwał głową. — Ludzie Machera. Był tu wczesnym rankiem. Ci goście zostali, on sam gdzieś polazł rzucając kurwami na prawo i lewo. Coś jeszcze mówił o tym, że tak kogoś upierdoli, jak Sekki go by nie upierdolił. Zdaje mi się, że mówił o tym, no, Drewnookim. Podobno to on porozpowiadał znajomym kupcom, gdzie uciekać przed wojną. Ja tam bym nawet nie narzekał, ale skurwysynom się Szary Kufel nie podoba, to jak dla mnie może ich tam nawet powybijać — Rozgadał się w najlepsze. Właściwie sprzedał Tariyakiemu dość cenne informacje, zarówno o tym jak Macher może reagować na różne sytuacja, jak i gdzie aktualnie może się znajdować.
  Zbroja stała tuż za kapitanem, cicho dysząc i mamrocząc coś pod nosem. Takie zachowanie kompletnie do niej nie pasowało. Ba! Wyglądało, jakby zaraz miała zwymiotować, jednak na całe szczęście do niczego takiego nie doszło. Kobieta poprosiła tylko o kufel zimnej wody i jakiś kawał mięsa, żeby zapchać żołądek. Gdy otrzymała co chciała, wróciła do stolika, przy którym nadal siedział Sęp. Wcześniej wymieniła porozumiewawcze spojrzenie ze Smokiem.
Ilość słów: 520

Awatar użytkownika
Smok
Posty: 25
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=193
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

czw mar 29, 2018 7:48 pm  

  Tariyaki był szczerze zażenowany zachowaniem swojej towarzyszki. Wraz z przyjęciem kapitańskiego obowiązku na człowieka spadały zasady, do których wypadało się stosować. Były one niepisane i jednocześnie dość oczywiste. Oczywiste jak to, że ciężko mieć szacunek do przywódcy który rozpija się w pierwszej lepszej knajpie. Tym bardziej, jeśli do rozpicia wystarczył niecały kufel podrzędnego wina. Byli ludzie, którzy nie zwracali na to uwagi, tak jak byli ludzie którzy nie zwracali uwagi na to że ich dowódca nie potrafi czytać ani pisać. Ale Tariyaki nie potrzebował takich ludzi. W czasach wielkich wynalazków takich jak armaty i magia, uczeni byli cenniejsi niż kiedykolwiek indziej. Rzucił jej spojrzenie dobitnie pokazujące jego mniemanie o zaistniałej sytuacji i zapytał.
  Nie potrzebujesz pomocy? Chodzenie ostatnio wychodzi Ci nieco gorzej.
  W razie czego dopomógł Zbroi w wyjątkowo trudnym zadaniu jakim okazało się być poruszanie się. Zrezygnował z pomysłu kolejnej burzy mózgów, jako że Stalowa Dama ewidentnie nie była w stanie przeprowadzić nawet najprostszej rozmowy. Szybko ważniejszym od niej okazało się być to, co ma do powiedzenia Szary. Macher okazał się być piracki do bólu. Przebiegłość stała u niego nieco niżej od klasycznej sztuki myślenia i kalkulowania zysków. To robiło z niego dobrego partnera do interesów. Osobę, której Ryu aktualnie potrzebował. Mógł sobie pozwolić na zwerbowanie osób, które niekoniecznie były zaufanymi przyjaciółmi, biorąc pod uwagę cel, przewidywane zarobki i fakt, że wciąż miał przewagę nad potencjalnym zdrajcą. To ostatnie było zapewnieniem, że meduza nie wygra z resztkami mózgu pozostałymi w głowie kapitana.
  Uśmiechnął się na uwagę Szarego odnośnie kupców. Okazało się, że słusznie przewidział powrót Najimy do stanu pierwotnego. Nawet sposób przywracania Wolnego Portu do statusu miasta pirackiego był mniej-więcej taki, jak się spodziewał. Monopol Szarego Kufla na rozpijanie tutejszych stał się nieodłącznym elementem miasta. Picie tutaj urosło niemal do miana tradycji. Poza tym kupcy byli naturalnymi wrogami korsarzy, tylko głupiec pakowałby się z całym złotem tam, gdzie prawo istniało tylko po to, by wyginać się wedle pirackiej woli. Prędzej czy później niemądrzy uciekinierzy przekonają się o tym aż zbyt dobitnie. Zadowolony z handlu podziękował rozmówcy. Nie zostawił jednak kolejnej monety. Zasada była prosta i spełniona – Jedno pytanie, jedna korona. Szynkarz doskonale zdawał sobie sprawę ze wdzięczności Smoka, a niepotrzebne napiwki mogłyby narodzić w nim pazerność. A nikt tego nie chciał.
  Zjawił się przy wskazanych wcześniej ludziach Machera. Choć wątpił w potrzebę przedstawiania się, zrobił to. Zapowiedział że ma interes do ich kapitana i zapytał gdzie można go znaleźć. Jeśli się dowiedział, wyruszył prosto we wskazane miejsce. Nie miał zamiaru przeszkadzać w porządkach, więc nawet gdyby stał się świadkiem rozprawiania się z gadatliwym Drewnookim, poczekałby w spokoju z delikatną, acz nieukrywaną satysfakcją. Zanim jednak opuściłby pomieszczenie, podszedłby do jednego z bardziej trzeźwych ludzi i polecił mu pilnowanie pijanej panny. Nie zapomniał przy tym wspomnieć o niewielkim bonusie za nadprogramowe obowiązki. Ufał swojej załodze na tyle, że był w stanie zostawić panią kapitan w ich rękach i przejmować się nieco mniej potencjalnymi kłopotami. Pijana czy nie, Zbroja powinna być świadoma że jeśli czegokolwiek jego ludzie na statku się bali, to kłamać odnośnie danych im rozkazów.
  Jeśli jednak nie mógł dowiedzieć się, gdzie aktualnie przebywał potencjalny partner, nakazał rozmówcom poinformowania go o tym że jest poszukiwany przez Smoka. Port nietrudno było znaleźć, a flaga smoka przedstawiająca jaszczurzą czaszkę powinna być wystarczającym znakiem rozpoznawczym Cesarzowej. W takiej sytuacji sam by pilnował swej towarzyszki. Nie było to jednak przyglądanie jej się bez przerwy, a zerkanie od czasu do czasu, czy przypadkiem nie osunęła się na ziemię i tam nie została. Chciał być obecny na wypadek spowodowania niepotrzebnej burdy by załagodzić sytuację. Bić powinno się niechcianych gości, a nie innych piratów.
Ilość słów: 705

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw mar 29, 2018 9:36 pm  

Narrator

  N... Nie, raczej nie — Wymamrotała pod nosem. Przez chwilę chciała nawet odmówić gestykulując dłońmi, jednak ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu, bojąc się, iż wtedy utraci równowagę. Ostatecznie pozostała przy swoim, choć wyraźnie było od niej czuć zażenowanie. Zażenowanie własną osobą, takie samo jakie wobec niej czuł Tariyaki. Zapewne sama nie chciała być w takim stanie i nie czuła się z tym dobrze... Albo po prostu dobrze udawała przed kapitanem.
  W takiej sytuacji Ryu zmuszony był zwrócić się do swoich ludzi, by ci mieli oko na Zbroję. Ostatnią potrzebną rzeczą byłaby burda wzniesiona przez Jaksarkę, szczególnie pomiędzy piratami w Szarym Kuflu. Marynarz rzecz jasna nie śmiał nawet próbować oponować poleceniom swojego "chlebodawcy". Już po chwili połowa karczmy niemal obsesyjnie spoglądała w stronę Krwawej Damy, a tej to prawdopodobnie działało na nerwy. Cóż, nawet jeśli nieświadomie, to Tariyaki teraz ją skarcił.
  Nie trzeba też było jakoś szczególnie wypytywać, dokąd to się udał Macher. Jeden z członków jego załogi, nawalony w trzy dupy zresztą, wybełkotał coś w stylu: "Ta do tego chuja morskiego, no, co ma drzazgę w oku polazł czy gdzie. Tylko weź mu nie mów, że ja ci mówiłem." Młody chłopak nawet zbytnio nie kontaktował i nie wiedział z kim rozmawia. Jeszcze tylko przyłożył palec do ust i wydał z siebie głośny syk kształtowany na "ciii".
  Rzeczwyście, już niedaleko niemalże murowanego budynku, słychać było krzyki. Kurwy, szmaty, dziwki, chuje, wszystko to latało w powietrzu i zdawało się, że polata jeszcze długo. Strach pomyśleć, jak silne musiały być te wrzaski, skoro przez solidne drzwi wykonane z tutejszego drewna, odgłosy kłótni nie traciły specjalnie na sile.
  Przy wejściu stała grupka ludzi, w tym trójka pachołków pilnujących wejścia. W rękach ostentacyjnie trzymali szable i grozili jakieś łkającej starej babie. Co ciekawe – wszyscy gapie byli zwykłymi cywilami, prawdopodobnie jednymi z tych, którzy zawitali tu niedawno.
  Mężczyźni musieli jednak rozpoznać Smoka, bo gdy ten chciał wejść, po prostu się odsunęli. Pirat był w końcu dość rozpoznawalny wśród wolnej braci. Niewielu było Cesarskich pośród piratów, a jeszcze mniej Egzarchów. Tariyaki był swego rodzaju ewenementem.
  Ściana obryzgana krwią, mężczyzna kulący się w rogu oraz stojący nad nim kat z dłonią zaciśniętą w pięść. Wysoki, odziany w skórzany kaftan oraz lniane spodnie. Jako że cały czas był odwrócony tyłem do Ryu, ten widział jedynie jego plecy i opadające po nich jasne blond włosy, sięgające mniej więcej do karku. Niektóre z kosmyków były przewiązane cienkimi linkami, tworząc tym samym całkiem ciekawą kompozycję. Kilka mniejszych warkoczy, kilka innych, dziwnych włosowatych konstrukcji, a wszystko to sprawiało, że człowiek ten rzucał się w oczy.
  Ja ci kurwisynu jeden, to drewniane gówno z oka wyciągnę i do dupy prosto wsadzę! — Darł się. Raz po raz uderzał handlarza po twarzy, aż ten w końcu stracił przytomność. Macher miał wyraźnie jaksarski akcent. Jeszcze nie zdążył się zorientować, że ktoś oprócz niego znajduje się w pomieszczeniu...
Ilość słów: 582

Awatar użytkownika
Smok
Posty: 25
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=193
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

czw mar 29, 2018 10:12 pm  

  Tariyaki nawet nie był świadomy tego, że swym marynarzom pilnować bezpieczeństwa towarzyszki, sprowadził na nią uwagę całej karczmy. Nawet gdyby o tym wiedział, nie bardzo by go to poruszyło. Jego reputacja na tym wiele nie ucierpi. Koniec końców, Zbroja była niezależnym dowódcą, który pozostawał przy jego boku z wyboru. Cokolwiek miało się wydarzyć w Szarym Kuflu, najprawdopodobniej było wartościową lekcją pokory i kapitańskiej świadomości.
  Ryu w tym czasie zajęty był czymś zupełnie innym. Spokojnie przedostał się prosto do pomieszczenia w którym jego interesant katował podejrzango kupca. Przez chwilę miał wątpliwości co do winy Drewnookiego, ale przecież nawet niewinność nie zabraniała Macherowi znęcania się nad handlarzem. Byli w Najimie, każdy przyjezdny musiał liczyć się z zasadami które tu panują, nawet jeśli nie miał prawa ich znać. Smok nie miał zamiaru sprzeciwiać się regułom utworzonych na tej wyspie wraz z pierwszą drewnianą ruderą. Cierpliwie obserwował całe zajście do czasu aż zauważył że bity jest po prostu nieprzytomny. Przyjrzał się gniewnej twarzy Machera i ocenił czy furiat w ogóle będzie w stanie zrozumieć słowa, które będą do niego wymawiane. Jeśli pirat miałby poczekać – poczekałby. Kiedy nastał odpowiedni czas, przemówił.
  Coraz parszywiej robi się w tym pięknym mieście. Handlarze potrafią być bardzo głupi, skoro w obronie zysków uciekają prosto tutaj. – Powiedział spokojnie, przyglądając się Drewnookiemu. Spróbował ocenić jak długo i w jaki sposób był katowany. Robił to z czystej ciekawości. Ten widok nie napawał go ani smutkiem, ani satysfkacją. Kupiec był kolejną osobą, która miała nieszczęście popełnić niewybaczalny błąd. Ryu odczuwał dziwny rodzaj szacunku wobec tych, którzy nie mieli oporów przed wyczynianiem wyjątkowych okrucieństw wobec pojmanych. Choć cenił sobie honor, to już dawno przekonał się że nie była to jedyna droga, którą mógł kierować się korsarz. Przez zdecydowaną większość wszystkich społeczeństw piracka brać była uważana za najzwyklejszych bandytów – więc i zdarzali się tacy, którym nie zależało na zmianie tego przeświadczenia.
  Ale ostatnim czasem to cały świat schodzi na szczury. – Kontynuował swe powitanie. – Psy podnoszą łby i się panoszą, bo wiedzą że nastał ich czas. A my, jako dobrzy ludzie, musimy temu przeciwdziałać. Jak tak dalej pójdzie to na całym morzu nie będzie można znaleźć nic tylko tratwy pełne uciekinierów. Z wyjątkiem floty Cesarza, rzecz jasna. Ale Cesarza nikt nie zaatakuje w pojedynkę, to samobójstwo. Cóż więc nam pozostaje?
Ilość słów: 455

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pt mar 30, 2018 5:14 pm  

Narrator

  Zniszczyć ogniem dział — Burknął pogardliwie, spluwając przy tym na nieprzytomnego mężczyznę. Smok przyglądając się miejscu, w którym doszło do awantury, mógł śmiało stwierdzić, że ciało kupca trochę polatało po pomieszczeniu. Wymowna szkarłatna plama na kamiennej ścianie sugerowała potężne zderzenie z licem tegoż to jegomościa, zaś połamane krzesło wskazywało na kontakt pierwszego stopnia z klatką piersiową wiadomego człowieka. Sam Macher łapy miał całe ubabrane w krwi zbyt gadatliwego człeka.
  Pieprzone szczury lądowe, nawet się nie kryją — Trącił czubkiem buta ciało. — Wpływają prosto w paszczę wilka — Odparł i odwrócił się w stronę Smoka, obnażając swoje oblicze. O dziwo wyglądał dość normalnie. Opalona twarz, głębokie niebieskie oczy, nos raczej normalnych rozmiarów oraz kościste poliki. Gdzieniegdzie dostrzec można było ciemne plamy na skórze mężczyzny. Wyciągnął szablę i położył na ramieniu. Popatrzył się dziwnie na Tariyakiego i zagwizdał. Po chwili do wnętrza wpadło dwóch postawnych piratów – nie zmierzali jednak w stronę kapitana Cesarzowej, a stale krwawiącego handlarza. Podeszli, złapali za nogi i ręce, podnieśli i zaczęli wynosić.
  Podwieście go na dziobie Bękarta, przestroga dla sukinsynów. A to nie koniec, kurwa ich mać — Wydał rozkaz. Po chwili jego ludzie zniknęli, a on został sam na sam z Ryu. Macher jednak niezbyt się tym przeją i zaczął strącać szablą rzeczy z półek. Przyglądał się zawartości kuferków, zdobionym naczyniom, księgom. Obecność Smoka nie robiła mu większej różnicy, w końcu tak samo był piratem. A to, że kierował się nieco innym kodeksem nie miało żadnego znaczenia.
  Szlag by to — Wymamrotał. — Zapomniałem zabrać mu sakwę — Wyjaśnił swoje zirytowanie. W końcu jednak udało mu się odnaleźć coś wartościowego – srebrny kuferek z wygrawerowanymi kulistymi wzorami, miejscami pozłacanymi. Pięknie mienił się w świetle lamp, a jeszcze ładniej odbijała je jego zawartość: biżuteria w postaci pierścieni, łańcuszków, amuletów, oraz po prostu kilka dziesiątek złotych koron. Chwilę później okazało się, że takich pojemników jest więcej — Skurwysyn, ale nic mu jak będzie wisiał po tym. Chciałeś się śmieciu dorobić na Nijimie to teraz stracisz. Kurwa, życie — Zaśmiał się pod nosem. — Przechodź do rzeczy, nikt by mnie nie szukał, żeby porozmawiać o cesarskiej flocie i tym co przewożą. Jak powiedziałeś, atak w pojedynkę to pierdolone samobójstwo. W dwójkę też. I w trójkę. Skośnookie skurwysyny się sekkiego nawet nie boją — stwierdził, nieco pogardliwie, ale przy okazji doceniając odwagę marynarzy z Czterech Wysp.
Ilość słów: 465

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość