Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Zgnilizna

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz maja 13, 2018 3:42 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Choć Adelruna bez większych problemów pojmała jednego z podpalaczy, tak drugi niestety zdążył dać nogę z miejsca zdarzenia. Wyglądało na to, że kobieta nawet nie stara się o tym myśleć, natomiast Kaito... Cóż, ciężko było powiedzieć, czy Drugi w tej chwili w ogóle o czymkolwiek myślał. Jak siedział to się bujał na boki, jak stał – lekko kołysał. Wysiłek i styczność z ludzką aurą najprawdopodobniej dość mocno go wycieńczyła i sprawiła, że obecnie był w jeszcze gorszym stanie, niż parę chwil wcześniej. Mimo wszystko starał się jednak robić to, co nakazała mu Milczka. O dziwo, gdy ta wskazała na swoją skroń, chłopak nie wszedł pomiędzy jej myśli. Ale tak czy siak wziął się za coś. Zaczął kręcić się – w swoim pijanym tempie, rzecz jasna – wokół pojmanego braciszka zakonnego. Chwilowo jednak nie mogła przyglądać się tej sytuacji, a to z racji tego, że wyszła sprawdzić co ze zwierzęciem, które przecież tak boleśnie ucierpiało na spotkaniu z tymi ludźmi.
  Wierzchowiec Adelruny nadal głośno prychał, od czasu do czasu wierzgał tylnym kopytem. Ogółem zdawał się być po prostu mocno zdezorientowany. Krew, która leciała z jego oczu zdążyła zaschnąć, co tworzyło wyjątkowo niepokojący obrazek. Gdyby ktoś ujrzał tak wyglądające zwierzę, pewnie ze strachu dostałby zawału, bądź zaczął drzeć się wniebogłosy. Milczka jednak wiedziała, że do czynienia ma jedynie ze swym wiernym koniem, który nieco się uspokoił, gdy ta położyła dłoń na jego pysku. W jukach znalazła bukłak pełen czystej wody, którą przemyła okolice oczu – jak i przepłukała je same – zwierzęcia. Aktualnie nic więcej zrobić nie mogła, więc tylko uwiązała go dokładnie do jakichś solidnie wbitych w ziemię palików. Podobnie zresztą uczyniła z wierzchowcem należącym do Iwasakiego.
  Po powrocie do wnętrza zastała ją... Dziwna sytuacja. Kaito leżał na podłodze i chrapał, a uwięziony zakonnik starał się drzeć, choć zwyczajnie nie mógł, bo ktoś mu zakneblował twarz kawałem sznura i brudnymi szmatami. Wyglądało też na to, że efekty zaklęcia rzuconego na niego przez Drugą powoli mijały, bo człowiek zaczął wierzgać i próbował się oswobodzić z więzów – na nic to się jednak nie zdało, bowiem liny były porządnie zaciśnięte na jego dłoniach, nogach oraz torsie, a on sam był "umocowany" do krzesła. Jedyne co mógł osiągnąć to przewrócić się razem z meblem na Iwasakiego. Tak więc pozostawienie go sam na sam z podpalaczem nie było zbyt dobrym pomysłem... A przynajmniej nie takim, który przyniesie pożądane efekty.
Ilość słów: 489

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

wt maja 15, 2018 10:21 pm  

  Koń po jakimś czasie zdołał się uspokoić, a także przemycie jego pyska wodą przyniosło zadowalające skutki. O klacz Iwasakiego Adel także zadbała, aby nie pałętała się po okolicy nieuwiązana, po czym powróciła do chaty, aby zastać... no cóż, niecodzienny widok. Kaito raczej nie był dysponowany, a poza tym źle zinterpretował jej prośbę, wciskają do ust zakonnika brudne szmaty. Jednakże gdzieś w głębi duszy Adelruna nie spodziewała się po pijanym Drugim niczego innego, jak zlekceważenia misji.
  Rozwścieczona karygodnym zachowaniem swego towarzysza Runa sprzedała mu kopniaka, próbując w jakikolwiek sposób go obudzić, po czym spojrzała ponuro na przetrzymywanego mężczyznę. Na sam początek bezceremonialnie zaczęła go przeszukiwać, o tyle, o ile pozwalały jej na to sznury oplecione wokół jego ciała. Szukała głównie tego proszku, acz jeśli miał przy sobie coś jeszcze interesującego, chętnie mu to zarekwirowała. Cały czas unikała kontaktu z jego ciałem, nawet jeśli miał na sobie ubrania, po prostu opuszkami podrywając skrawki tkanin i przetrząsając je.
  Skończywszy, o ile Kaito nadal chrapał w najlepsze, ponownie go kopnęła, mocniej tym razem i wyciągnęła knebel z ust braciszka. Usiadła po tym niedaleko niego, ręce zakładając na piersi, nogę na nogę i... milcząco się w niego wpatrując. W ciemnym pomieszczeniu nawet oczu przez szpary jej jasnej maski nie było widać. Palec wskazujący lewej dłoni delikatnie postukiwał o ramię, a Adel milczała, słuchając, czy niedoszły podpalacz ma coś ciekawego do powiedzenia sam z siebie. Nie zamierzała na razie wyciągać notesiku.
Ilość słów: 294

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr maja 16, 2018 7:27 pm  

Narrator

  Pod maską Adelruny malować musiała się prawdziwa złość, gdy do jej oczu dotarł widok leżącego na ziemi Drugiego. I choć właśnie przez owe okrycie lica pokazać jej przy pomocy mimiki nie mogła, tak solidny kopniak wymierzony w plecy Iwasakiego był wystarczająco wymowny. Krzyknął jak oparzony i kompletnie zdezorientowany zaczął gramolić się na podłodze, aby w końcu – z trudem – wstać na obie nogi.
  C-co się, kurwa, dzieje!? — Niemal wykrzyczał. Szybko jednak umilkł, bo zaobserwował jak Milczka przeszukuje braciszka. Rzeczywiście, znalazła przy nim sakiewkę do połowy wypełnioną wyjątkowo śmierdzącym i szczypiącym w nozdrza, oczy oraz wargi proszkiem. Nie mogła stwierdzić co to jest, jedyne do czego miała pewność, to to, że nie jest pojedynczą wysuszoną i zmieloną rośliną, a raczej kilku roślin mieszanką. Być może rzeczywiście warto było zabrać to ze sobą – jeśli nie do zbadania, to do ochrony.
  Niedoszły podpalacz stale się wiercił i mamrotał coś pod nosem, ale tak cicho, że nawet Adelruna nie była w stanie tych słów zrozumieć. W końcu przysiadła naprzeciw niego i wpatrywała się mu prosto w oczy. Na jego czole znów pojawiły się drobne kropelki potu. Lewa powieka oka zaczęła mu delikatnie drgać, podobnie jak prawe kolano. Wyraźnie się denerwował – co w tej sytuacji było chyba zrozumiałe.
  Nic wam, psia wasza mać, nie powiem. Odpierdolcie się od klasztoru albo... — Zaczął mówić sam z siebie, ale niespodziewanie urwał. A właściwie to niespodziewanie jego twarz oberwała. Runa nawet nie zorientowała się, kiedy Iwasaki podszedł bliżej i zdzielił mężczyznę żelazną rękawicą.
  Zamknij mordę. Otworzysz ją tylko wtedy, kiedy cię o coś zapytamy — Rzekł Kaito. I już wydawało się, że wytrzeźwiał, ale jednak znów się zachwiał i przysiadł na jednym z krzeseł. Cóż, przynajmniej się nie jąkał, a i celnie wymierzył cios. Chwilę później z zdecydowanym brakiem subtelności wparował do umysłu Milczki. Zapewne jego stan nie pozwalał na inny sposób wejścia pomiędzy myśli kobiety...
Ilość słów: 362

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr maja 16, 2018 7:47 pm  

  Z mściwą satysfakcją kobieta patrzyła, jak jej towarzysz gramolił się na nogi, poderwany jej soczystym kopniakiem prosto w plecy. Z nim zamierzała w pełni się policzyć, kiedy już uporają się z ich jeńcem oraz będą w miarę bezpieczni. Tuż po tym przetrząsnęła skrupulatnie braciszka, wkrótce znajdując to, czego w gruncie rzeczy szukała – tajemniczego proszku, który był tak mocny w zapachu, że czuła się z nim źle nawet przez grubą warstwę maski. Schowała go między poły płaszcza, zawiązując skrupulatnie. Zamierzała dostarczyć to alchemika w Exitium, aby sprawdził, z czym mieli do czynienia.
  Obecność milczącej Drugiej wzmagała stres zakonnika, co widziała całkiem wyraźnie pomimo mroku w pomieszczeniu. Pocił się, co nie było już elementem jej zaklęcia, poza tym mamrotał pod nosem. Wiedział, że jest w beznadziejnej sytuacji, ale sądząc po słowach, nie zamierzał puścić pary. Na razie. Adel chciała już sama z siebie wstać i zdzielić go po twarzy, ale ku jej zaskoczeniu, zrobił to Kaito, który zabrzmiał wyjątkowo trzeźwo. No, wyglądać nadal nie wyglądał, ale przynajmniej jego umysł nieco się orzeźwił i zaczął jako tako rozumować. Uśmiechnęła się pod osłoną, widząc, jak głowa braciszka odskakuje gwałtownie, a on sam urywa wpół słowa. Z drugiej strony chciała usłyszeć, co takiego zakon może im zrobić. Wiedziała jednak na pewno, że jest uwikłany w sprawę. Co interesujące, o ile jej było wiadomo, nie próbowali sabotować działań Zakonu.
  Poruszyła się niespokojnie na swoim miejscu, czując gwałtowne wdarcie się Kaito do jej umysłu. W pierwszej sekundzie pragnęła go zwyzywać, ale szybko odegnała te myśli, skupiając się na czymś innym. Zwróć mu uwagę, że przyszliśmy szukać tutaj Pierwszych, nie wojować z ich zakonem. Poza tym możesz wspomnieć, że chętnie przetestuję, czy ten jego proszek też działa na ludzi. Och, ale najpierw poproś o dokończenie myśli, niech powie, co takiego nam zrobi zakon. A najlepiej to wejdź mu do głowy, jeśli możesz i nie przejmuj sie konsekwencjami tylko znajdź wszystko, co związane z porwaniami oraz czemu chcieli nas spalić. Jesteś Drugim Aur, skoro mi potrafisz przesiadywać w głowie, to jemu tym bardziej.
Ilość słów: 407

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw maja 17, 2018 6:12 pm  

Narrator

  Ano, bo ten, bo Zakon to oni... To oni pewnie w dupie w rzyci głęboko mają! — Zaczął niezdarnie Kaito. Przez chwilę zdawało się, że jeszcze wypowie te słowa na głos, bo tak dziwnie mu szczęka drgała. Na szczęście albo się kontrolował, albo zwyczajnie to powstrzymał. — Za dużo ich, a nas dwóch. Aleee... Al... Ale wypyta go. — Najwidoczniej Iwasaki potrafił jąkać się nawet w myślach. Któż by się tego spodziewał? W każdym razie – jak pomyślał, tak i zrobił. Znów odwrócił swoją łepetynę w stronę braciszka z zakonu. Pierw spojrzał mu w oczy, zmarszczył brwi i chyba próbował być straszny. Kiedy spostrzegł się, że na więźniu nie robi to żadnego wrażenia, sięgnął do torby i wyjął z niej maskę... A raczej próbował. Bowiem dopiero po chwili przypomniał sobie, a raczej zdał sprawę z tego, że gdy upadł na ziemię, to i żelazna forma na lico "odprysnęła" z jego twarzy. Wstał i wolnym krokiem skierował się za przetrzymywanego. I to musiało jakoś pobudzić umysł niedoszłego podpalacza, bo ponownie zaczął wykazywać zdenerwowanie. Milczał jednak, tak jak mu wcześniej Kaito nakazał. Drugi schylił się nieznacznie, na tyle by podnieść maskę z drewnianych desek. "Otrzepał" ją z kurzu i założył. Chwilę potem znów siedział naprzeciw zakonnika i powoli wystukiwał rytm na blacie stołu.
  Czegoście, skurwysyny niewdzięczne, spalić nas chciały? — Zaczął, starając się nie bełkotać... I nawet mu to wychodziło. — Wleczemy się do tej waszej zapadłej, stęchłej dziury tygodniami, szukamy tych waszych pierdolonych Pierwszych, a wy, nie dość że nie chcecie pomóc, to jeszcze nas pozabijać? A może to wy, sukinsyny, tych ludzi porywacie? I dlatego nie wpuszczacie nikogo do klasztoru? — Nieco się zagalopował i podniósł ton. Zaczęły nim szargać nerwy, więc gwałtownie wstał i uderzył pięścią w stół.
  P-pierwszych? O czym ty bredz... M-mówisz? Ja myślałem, że wy... Nie ma tu żadnych Pierwszych, na Onych! — Wykrzyknął. — Wieśniakom coś odbiło i zaczęli pierdolić o bladych bestiach, co im się oczy świecą. Ale to z dobre dwa miesiące temu było, do cholery! — Zamilkł na moment. Jakby się nad czymś zastanawiał. — Potrwało dobry tydzień, a potem... Potem wszyscy się uciszyli. Tylko ten przeklęty gównojad zza rzeki dalej pierdoli o tych kocopołach. I chyba jeszcze kowala do tego przekonał, no ale im gówniarza coś porwało albo zeżarło, to szukają winnych, psia ich mać była. — Mówił z irytacją w głosie, ale dało się też wyczuć nutkę zdziwienia. Jakby kompletnie nie spodziewał pytań o Pierwszych. Mimo, że Adelruna oraz Kaito już wcześniej próbowali się skontaktować z zakonnikami w tej sprawie. Podobnie jak zresztą – według tego co mówił Gabriel – Inkwizytorzy z Sułtantu. — A najlepiej to się stąd wynoście, nikt was tutaj nie chce, nie macie czego szukać. Nie ma Pierwszych. — Wycedził przez zęby. I już mu Iwasaki chciał znów rękawicą w mordę strzelić, ale coś mu przerwało.
  Nagle przez – brudne jak siedem nieszczęść – okno do pomieszczenia wpadło pomarańczowe światło bijące od pochodni. Obok budynku przechodziła spora grupa ludzi. Choć "przechodziła" to złe słowo. Bardziej pasowało tutaj "maszerowała". Dźwięk uderzeń żelaznych nagolenników był tak charakterystyczny, że wystarczyło dosłownie kilka sekund, by zorientować się, że to jakiś mniejszy oddział wojska. A potem zerknąć przez to okno, by dojrzeć czarne blachy, niemal niewidoczne w tej ciemnicy. Do Grottham właśnie przybyli Schwarzewache – Czarna Straż. Co było dość dziwne, bo zwykle zajmowali się łapaniem przestępców pośród murów Kinkengardu. Kierowali się w stronę gospody. Zakonnik rzucił tylko okiem i rzekł dość wymowne...
  Ja pierdolę...
  Cóż, całej tej sytuacji na pewno nie można było odmówić oryginalności. Zakon Niebiańskiego Płomienia, Inkwizytorzy z Exitium, Czarna Straż oraz Pierwsi. Któż spodziewałby się takiej, jakże bardzo niepasującej do siebie, mieszanki w tak małej mieścinie, jak Grottham...
Ilość słów: 705

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw maja 17, 2018 6:52 pm  

  Wśród kłębiących się w Adelrunie emocji dominowała złość chwilowo zastąpiona przez zażenowanie zachowaniem towarzysza. Kaito był aktualnie tym wszystkim, czym nie powinien być przykładny Drugi. W dodatku jeszcze zgubił maskę! Adel wodziła wzrokiem za jego postacią, nie wiedząc już nawet, co ma z nim zrobić. Był tak lekkomyślny, że kobiecie brakowało... słów, w metaforycznym znaczeniu.
  Uważnie słuchała mężczyzny, siedząc nieruchomo, niczym posąg. Nawet własnego oddechu nie słyszała, tylko wpatrywała się w niego przez szpary swojej maski, próbując wyciągnąć z tego jakieś wnioski. W pewnym momencie wyciągnęła kajecik i zawzięcie zaczęła zapisywać na kolejnej stronie słowa klucze. Dwa miesiące temu, trwało tydzień, co my? No właśnie, czego się po nich spodziewali braciszkowie? Coś musieli zrobić, że po ich przyjeździe nie wytrzymali i spróbowali najbardziej drastycznego środku, jakim był zamach na Drugich. Pomimo tego, że ona sama siedziała względnie nieruchomo, skrobiąc jedynie w notesie, w środku ją nosiło. Nie dowiadywała się niczego, a Kaito też był jedynie półśrodkiem, który za wiele nie wnosił.
  Widziała, jak unosi on dłoń, by znów zdzielić zakonnika po twarzy i właściwie to nie oponowała, gdy jej uwagę przykuło co innego. Światło. Zaintrygowana wstała szybko i równie żwawym krokiem podeszła okna, zaglądając przez nie. Ździebko została zaskoczona, dostrzegając w wątpliwym blasku pochodni mundury charakterystyczne dla Czarnej Straży, elitarnej jednostki z Kinkengardu. Przez krótką chwilę wpatrywała się w nich, a potem wróciła do jej nieodpowiedzialnego kompana oraz zakładnika. Westchnęła po swojemu, niesłyszalnie. Uderzyła Kaito w ramię, zwracając jego uwagę, po czym stuknęła w skroń i stanęła przed zakonnikiem. Mając cichą nadzieję, że zrozumie chociaż to, sięgnęła do płaszcza i wyciągnęła stamtąd tajemniczy proszek, powoli go rozsupłując. Jeśli Iwasaki wdarł się do jej głowy, surowym głosem rzekła: Mówiłam ci, żebyś przekazał mu, że chętnie sprawdzę działanie jego proszku na ludziach. Więc łaskawie mów teraz to, co ja ci każę. Zapytaj, dlaczego sądzili, że przybyliśmy tu po nich oraz co się stało dwa miesiące temu, albo to na nim przetestuję i na tym się nie skończy. I naprawdę, prościej byłoby wejść do jego głowy. Nie mamy czasu, chcę sprawdzić, co tutaj robią Schwarzewache. Sięgnęła do środka po szczyptę, rozcierając ją ostentacyjnie między palcami tuż przed twarzą braciszka. Jeśli zapach, który tak ją drażnił, zwiastował rzeczywiście szkodliwość tego proszku, powinien zacząć się bać bądź przynajmniej zacząć to okazywać. Jednocześnie zastanawiała się, jaki interes mieli tutaj ludzie z Kinkengardu, ale kierowali się do karczmy i o ile nie przyszli po Zakon, będą tutaj do rana.
Ilość słów: 514

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw maja 17, 2018 7:55 pm  

Narrator

  Najwidoczniej nawet pijany Kaito zainteresował się Czarną Strażą, bo "podbiegł" do okna równie szybko, co Milczka. Kompletnie zignorował kolejne wulgaryzmy ulatniające się z niewyparzonej mordy zakonnika i zaczął przyglądać się maszerującym żołnierzom. Blask pochodni niemal zanikał w ich czarnych zbrojach, a sam widok Schwarzewache wywoływał dwie rzeczy, zależne od obecnego położenia – podziw lub strach. Pośród ulic Kinkengardu nigdy nie było skuteczniejszej jednostki zajmującej się rozbijaniem półświatka. Spora grupa mężczyzn zniknęła z pola widzenia dopiero po kilku minutach. I wtedy też wszyscy powrócili na swoje miejsce – oprócz podpalacza. On zwyczajnie nie mógł wrócić, bo nawet się nie ruszył.
  Ta mogę i go tym postraszyć, ale mi to on wygląda na debila, a nie zakonnika — Odmyślał. Jego późniejsza reakcja była dość szybka. Bez ostrzeżenia wrócił do poprzednio przerwanego zajęcia – znów zdzielił stalową rękawicą przetrzymywanego. Aż poleciały dwa zęby.
  A teraz, kurwa, słuchaj. Pajacu — Zaczął. — Albo grzecznie powiesz czemu się nas obawialiście i czemu chcieliście nas spalić żywcem, albo moja uczennica wsypie ci ten pierdolony proszek prosto w twoją spierdoloną mordę. A jak to nie pomoże, to wciśnie ci go głęboko w dupę! — Zakrzyknął. Jak widać, nawet po pijaku "humor" go nie opuszczał. Zresztą, cała ta sytuacja chyba powoli doprowadzała go do trzeźwości. Tyle wrażeń jednego wieczora robiło swoje. A pomyśleć, że jeszcze kilka chwil temu jedli i pili razem z Zakonem Niebiańskiego Płomienia.
  Powiem, tylko nie to, kurwa — Wręcz wyskomlał, próbując się odruchowo odsunąć do tyłu, omal przy tym nie przewracając krzesła. — Nie jestem.. Nie jesteśmy zakonnikami. Wtargnęliśmy do klasztoru, bo tutejsi zakonnicy mają wyjątkowe zdolności zielarskie, a w tej swojej pierdolonej fortecy nasadzili tyle cennego gówna, że aż żal było się do nich nie dobrać. Dogadaliśmy się z gildią kupiecką. Co tydzień, czasem dwa przywozili nam zaopatrzenie, a zabierali sporządzone maści i inne cholerstwo. Zyskami dzieliliśmy się pół na pół, ale teraz... Teraz to i tak bez znaczenia. Ktoś nas kurwa wsypał. Pierdolona Czarna Straż nie przyszła tutaj ot tak. Transport szedł do Kinkengardu, któryś z kupców musiał wygadać się skąd biorą tyle tych wszystkich proszków — Mówił niemal na jednym oddechu. Albo to ta dziwna mieszanina tak na niego podziałała, albo już rzeczywiście stracił nadzieję, że wyjdzie z tego wszystkiego w jednym kawałku i chciał się tylko podzielić sprytnym planem, który uknuł razem z innymi... No właśnie, z kim? — Nikt nawet się nie spostrzegł. Jakiś czas temu chyba rzeczywiście Pierwszy się gdzieś tu pokazał i ludzie zaczęli panikować. To był dobry moment, żeby wleźć do klasztoru, przysięgając na Onych, że szukamy tylko schronienia. Durni zakonnicy uwierzyli i nas wpuścili. Rano pewnie zacznie się tam rzeź. A taki dobry pieniądz z tego był... — Skończył i opuścił głowę. Westchnął zrezygnowany.
  To nawet całkiem sprytne — Odparł Kaito — Nawet naszła mnie ochota na to, żeby cię nie stłuc na śmierć, pierdolony szczurze. Ale gdzieś mi umknęła — Dodał i znów zdzielił w pysk "zakonnika". Tym razem tak mocno, że krzesło na którym siedział, zwyczajnie się przewróciło, a on sam stracił przytomność.
  No i co dalej? Bo mi się spać chce — Spytał, zdejmując maskę i ziewając.
Ilość słów: 596

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz maja 20, 2018 8:58 pm  

  Z niejakim żalem Milczka musiała zrezygnować, przynajmniej na razie, z uciechy wycierania całej twarzy braciszka tym dziwnym proszkiem. Pozwoliła za to Kaito zdzielić go, z niejakim zainteresowaniem się temu przyglądając. Jej groźba tuż po tym zadziałała, chociaż oczywiście zanotowała w pamięci kolejną uczennicę, jaka wymsknęła się jej koledze. Nie chowała jednak woreczka, tylko nieco go zacisnęła i zamknęła w dłoni.
  Sytuacja nieco się wyklarowała, fakt. W dodatku mogła odhaczyć wizytę w gildii kupieckiej, ale to nadal nie było to, czego szukała. Oczywiście dowiedziała się, o co chodziło z zakonem oraz dlaczego tak gwałtownie reagowali na ich przybycie, ale to nie tłumaczyło zniknięcia dzieciaka. Tym bardziej kwestia pozostawała aktualna, skoro dwa miesiące temu był tutaj Pierwszy. I to nadal nie tłumaczyło tego, dlaczego Pierwszy porwał je, zamiast od razu zabić, podobnie do matki. Sprawa tym samym zamiast stać się łatwiejszą, skomplikowała się mocno. Jej podejrzenia wobec zakonu okazały się nieważne. Oczywiście kilka tropów nadal pozostawało, lecz nijak to pasowało do tego, co się tutaj działo. Właściwie – wszystko tutaj przestawało pasować.
  Tak więc gildia oraz braciszkowie odpadali. Mogła zacząć intensywne poszukiwania w okolicach rzeki, bądź zastawić pułapkę – z tym, że raczej nikt nie będzie chciał udostępnić swojego dziecka na tak ryzykowną misję. Poza tym mogła się jeszcze przejść do kapliczki, spróbować dopytać Mullera, oczywiście dowiedzieć się, co się dokładnie działo te dwa miesiące temu... o ile wszystko było zagmatwane, tak teraz jednego była pewna. Pierwszy rzeczywiście tutaj się kręcił i ona sama nie mogła spocząć, dopóki nie znajdzie go. Jednakże teraz musiała dokończyć sprawę fałszywego braciszka. Pokazała jednak Kaito, żeby położył się spać, a ona sama sprawdziła jeszcze kilka razy więzy przytrzymujące fałszerza i sama poszła do łóżka. Sen miała lekki, każdy szmer ją budził. Wstała nad ranem, gdy pierwsze promienie wpadały do chałupy. Nie mogąc już zasnąć, postanowiła pójść do Schwarzewache, po drodze pisząc notkę o tym, że ma jednego z ludzi, których szukają. Stronę wcześniej miała pytanie, czy są tutaj w sprawie nielegalnych działań bractwa, woląc się najpierw upewnić. O ile ci nadal spali, postanowiła przejść się do tej dziwnej kapliczki i obejrzeć ją, dopóki nikt się tak wczesnym rankiem nie kręcił po miasteczku.
Ilość słów: 443

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn maja 21, 2018 4:01 pm  

Narrator

  Kaito coś tam jeszcze pomarudził pod nosem, ale tak cicho, że za nic nie szło zrozumieć czego mężczyzna tak naprawdę chce. Po kilku minutach tak właściwie mimowolnie położył się na łóżku i usnął, gdy tylko zamknął oczy. W tym czasie Milczka zdążyła raz jeszcze sprawdzić więzy nieprzytomnego braciszka, oprycha, czy nawet po prostu najemnika – Oni jedni wiedzieli czym tak naprawdę wcześniej zajmował się przetrzymywany mężczyzna. W każdym bądź razie, wszystko było w jak najlepszym porządku. Sznury ściśnięte, krzesło nadal solidnie się trzymało, a sam człowiek nie wyglądał jakby zaraz miał się obudzić. Ostatecznie i Adel spoczęła na skrzypiącym łóżku.
  Pomijając pojedyncze przebudzenia w środku nocy, na dobre obudziła się nad ranem, kiedy pierwsze promienie słońca wpadły przez zasyfione okno. Dopiero teraz było widać jaki tu tak naprawdę jest bajzel. Kurz można było wręcz zbierać do wiadra, w powietrzu latały jakieś pyłki, w kątach pod sufitem pająki utkały swe pajęczyny, a w rogach na ziemi szczury zrobiły sobie kuwetę. Na całe szczęście uwagę Milczki dość szybko przykuła coś innego – stękający Iwasaki, który chyba też chwilę temu otworzył oczy.
  Ja pierdole... — Rzekł. Jego głos był stłumiony, w końcu leżał twarzą w brudnej poduszce. — Ale mnie głowa, boli. Nigdy więcej, kurwa, nie piję z Zakonem. To oni musieli mi zaszkodzić — Mówił już trochę wyraźniej, wstając powoli z łóżka. Otrzepał się, potrząsnął głową i... Zawiesił wzrok na leżącym nadal na ziemi, przywiązanym do krzesła oprychu. Potem spojrzał na swoją rękawicę, znów na niego i znów na rękawicę. — Kurwa, chyba go nie zabiłem, nie? — Rzucił spojrzenie Adelrunie. Szybko podszedł bliżej i kopnął mężczyznę w brzuch. Nie mocno, ale też nie lekko. Ten kaszlnął, przeklął coś i wydarł się, że nic więcej nie wie, do chuja pana! Cesarski zaś wyraźnie odetchnął z ulgą, cały czas trzymając się za głowę, w miejscu skroni.
  Gdy Adel zaczęła gestykulować, mag od razu zrozumiał o co chodzi. Dość szybko przypomniał sobie o Schwarzewache i o tym, co takiego braciszek powiedział zeszłej nocy.
  Wstawaj, śmieciu. Ktoś inny z tobą porozmawia — Rzekł chłodnym tonem. Postawił krzesło na cztery nogi i odwiązał kończyny człowieka od mebla, pozostawiając je jednak związane pomiędzy sobą. Chwycił go za kołnierz i pociągnął do góry. Ten nawet zbytnio nie oponował.
  Kiedy Milczka wraz z Iwasakim zmierzali w stronę karczmy, wzrok ludzi był stale zwrócony w ich stronę. Nie przez to, że byli magami. Nie przez to, że byli obcy. Przez to, że prowadzili związanego człowieka ubranego w szaty zakonne. Co rusz do uszu Drugich dochodziły głosy mówiące coś w stylu "Gniewu Onych się nie boją!" albo "Bezwstydnicy, tak braci zakonnych traktować, tfu!" czy nawet "Myślą, że jak się na tej swojej magii całej znają, to wszystko im wolno? Toć to zgłosić gdzieś trzeba, kurwisyna i kurwiącórę!". Cóż, można było spodziewać się takiej reakcji.
  W końcu całą trójką zbliżyli się do placu przed klasztorem, właściwie to mieli zamiar go minąć i udać się prosto do zajazdu, ale uwagę Kaito – jak i podpalacza – zwróciła jedna rzecz. Stał tam cały oddział Schwarzewache, składający się na 24 mężczyzn odzianych w czarne blachy, a w rękach trzymających białe jak śnieg długie miecze. Z całej gruby wyróżniał się jeden człowiek, którego rękawice miast również koloru kruka, były czerwone. Dowódca. Po chwili jeden z żołnierzy dostrzegł Drugich i wskazał na nich palcem. Przywódca szybko zwrócił w ich stronę wzrok.
  Wy! — Zakrzyknął. — Tak, wy! Kogo tam trzymacie? Podejdźcie tu, natychmiast.
  Tak i uczynili. Kaito dość szybko zdążył wyśpiewać dosłownie wszystko co wiedział na temat klasztoru, gdy tylko dowódca oddziału go o to spytał. Milczka nawet nie miała okazji wyjąć swego kajeciku. Ten słuchał z uwagą i powagą wymalowaną na twarzy, co jakiś czas jedynie przytakując. Reszta żołnierzy stała nieruchomo, w równym szeregu, milcząc bardziej profesjonalnie, niż robiła to sama Adelruna.
  A więc jednak to prawda. Przeklęte łotry, nawet do klasztorów się pchają. Ale na każdego przychodzi w końcu czas, dni każdego przestępcy na terenie całego Waldgrossen są już policzone. Niedługo cały Wielki Las będzie obwieszony ciałami — Wypowiedział te słowa niemal z patosem. Sięgnął po śnieżnobiały oręż i bez pardonu wbił go prosto w brzuch związanego człowieka. Podciągnął go do góry, szarpnął w lewo, potem w prawo, a na twardą kostkę wylała się część wnętrzności wyjącego z bólu najemnika.
  Wiedzieć winniście, że dobry uczynek wykonaliście. Waldgrossen wam tego nie zapomni, nawet jeśli zapomną o tym ludzie — Mówił wycierając długi miecz w czystą jeszcze część szat wijącego się na ziemi "braciszka". Potem odwrócił się do swoich ludzi. — Każdy z was słyszał, jakie wieści przynieśli nam magowie z Exitium! I choć na co dzień zajmują się czymś innym, niż my, tak teraz dojrzeć można, jak bardzo zbliżone do siebie jest wyrywanie chwastów i tępienie ścierwa! Oczyścić klasztor! — Wydał rozkaz. Czwórka oficerów Schwarzewache podniosła leżącą na ziemię grubą kłodę wzmacnianą stalowymi elementami. Użyli jej jako tarana i z impetem wdarli się do środka, wyrzynając niemal wszystkich wewnątrz. Dało się tylko usłyszeć wrzaski i błaganie o litość. Wokół zebrała się spora grupa mieszkańców Grottham, iście oburzonych zachowaniem Czarnej Straży. Wszyscy jednak byli zbyt przerażenie, by mówić o tym na głos. Choć i same szepty były dość wymowne. Pytanie było jedno – czy Schwarzewache rozpozna prawdziwych zakonników? Czy może nawet nie będą chcieli tego zrobić? Cóż... To już nie leżało w gestii Adelruny i Kaito. Im pozostawało zdecydować, cóż czynić dalej.
Ilość słów: 1076

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

sob maja 26, 2018 2:57 pm  

  Reakcji ludzi podczas ciągnięcia fałszywego zakonnika do Schwarzewache Adel się spodziewała. Ciemnogród uważał ludzi z zakonu za świętych kapłanów, którzy szerzą łaskę Onych oraz są nietykalni. Nie potrafiliby dopuścić do siebie nawet myśli o tym, że ktoś mógł się pod nich podszywać oraz wykorzystywać to do swoich niecnych celów. Dlatego też kobieta, nawet gdyby mogła, to by nie uświadamiała ich. Szkoda byłoby strzępić języka.
  Czarna Straż skoro świt zebrała się pod zakonem, więc i tam podążyła Runa wraz z Kaito. Przywódca wyglądał na człowieka, który robi to z pasji, sądząc po słowach, które wyrzekał. Las obwieszony ciałami brzmiał kusząco, chociaż bardziej kuszący byłby taki pełen martwych Pierwszych. Niestety jeden bądź dwoje z nich nadal się gdzieś tutaj pałętało i nie można było tylko wyważyć drzwi zakonu, po czym wszystkich wybić. Nie, tutaj trzeba było znaleźć źródło i wytępić zarazę. W tym jednym dowódca miał rację. Chociaż środki oraz cele były inne, ścierwo to ścierwo. Na przykład to wykrwawiające się właśnie z bebechami na wierzchu pod jej stopami. Odsunęła się od braciszka o krok, z niejaką obojętnością wymalowaną pod maską. Kaito wszystko wyśpiewał w tym czasie, w tym i kwestię powiązań podszywających się najemników oraz gildii, więc ona nic dodawać nie musiała. Mogła nadal skupiać się na swoim zadaniu.
  Schodząc powoli ze zbocza w akompaniamencie czczych gróźb mieszkańców Grottham, ich wyklinania Straży oraz Drugich, a także krzyków mordowanych zakonników, Adel rozwinęła mapę miasteczka, wyszukując na niej kapliczkę. Była nią zainteresowana, a skoro dzień był wczesny, mogła tam zaglądnąć i być może wyczuć coś, czego Egzarchowie nie potrafili. Potem przepyta raz jeszcze tego gównojada, Mullera o to, kiedy dokładnie widział Pierwszego. Jeśli będzie trzeba, przeczesze las albo nawet wystawi jakieś dziecko jako przynętę.
Ilość słów: 363

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob maja 26, 2018 3:19 pm  

Narrator

  Szybko przyszło, szybko poszło – tak można było skwitować spotkanie z Czarną Strażą. Chwilę po tym, jak Kaito wyśpiewał dosłownie wszystko, co wiedział, Schwarzewache wkroczyło do klasztoru i zrobiło tam kompletną rzeź. Widok, który zastać można było wewnątrz, pozostawał tylko dla tych o najtwardszych nerwach, odpornych na widok krwi i flaków wywleczonych z ludzkiego ciała prosto na brudną ziemię. I choć Drudzy byli przygotowywani do takich rzeczy, doskonale wiedzieli jakie szkody potrafi wyrządzić zmyślnie uformowana energia, tak niemal wcale nie obchodziły ich dalsze losy podrabianych braci klasztornych. Adel wyciągnęła więc mapę Grottham i wyszukała na niej kapliczkę, o której wcześniej wspominał Gabriel. Czym prędzej wyruszyli w jej stronę.
  Po ulicach miasteczka krzątały się już niemałe gromadki ludzi, a pewnie byłyby jeszcze większe, gdyby nie "przedstawienie" odbywające się na placu. Kapliczka wzniesiona została na obrzeżach miasta, a wokół niej nie kręcił się nikt. Tak naprawdę była to spora altana, pod którą ustawiono kilkanaście ławek ułożonych w nieregularne okręgi. Po środku stał posąg przedstawiający szóstkę istot w długich szatach i naciągniętych na głowy kapturach. Ich twarze całe zamalowane były na czarno, odzienie zaś na biało. Zarówno Kaito, jak i Adelruna szybko mogli dojść do wniosku, że to właśnie był obraz tego, w jaki sposób mieszkańcy Grottham postrzegają Onych. Samo dzieło zresztą musiało wyjść spod ręki doświadczonego rzeźbiarza – bo choć do roboty arcymistrzowskiej brakowało mu sporo, tak było świetną rzemieślniczą pracą. A jak na standardy mieściny, którą raczej się omija, było to coś, co mogło zaprzeć dech w piersiach.
  Podchodząc bliżej, Milczka mogła dostrzec coś, co wyróżniało jedną z postaci, tę stojącą na samym środku, zakrytą w większości przez pozostałe. Ktoś Po wewnętrznej stronie nieco rozpostartej szaty wyżłobił ledwo widoczne linie. Pojawiały się one w miejscach przede wszystkim trudno dostępnych dla ludzkiego oka, a jeśli ktoś je dostrzegł, to prawdopodobnie mógł pomyśleć i zwykłych rysach, które przyszły posągowi wraz z upływem lat. Gdy Adel wiedziała już o ich istnieniu, bez problemu – bądź z małym problemem – doszukała ich się także na pozostałych "Onych". I rzeczywiście, od samej rzeźby biła delikatna, nieco dziwna, acz znajoma aura. Wyczuwalna jedynie dla osób, które przeszły jakąś przemianę – nic więc dziwnego, że i Egzarchowie z Zakonu Niebiańskiego Płomienia byli w stanie stwierdzić, że "coś w tym miejscu jest nie tak".
Ilość słów: 473

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości