Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Vrlika

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob lip 21, 2018 1:24 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Jak to już we Vrlice bywa, sytuacja ze złej przeobraziła się w jeszcze gorszą, czego Sechmann nie był w stanie nie zauważyć, gdy Timm został powalony przez krwiożercze zwierzę, a Juna zdawała się zapomnieć o tym, że celem nocnego pobytu mężczyzn w jej domostwie jest ochrona jej życia, które teraz tak beztrosko narażała, otwierając drzwi od swojej sypialni i stojąc w nich, czekając na Oni – a może Pierwsi? – wiedzą na co. Mężczyzna dokonał szybkiej oceny sytuacji i stwierdzając, że przystojny młodzik jest bliższy jego sercu, a przy tym daleko bardziej przydatny – co też stwierdził, nie czując żadnych wyrzutów sumienia z powodu tak cynicznej uwagi – postanowił ratować jego. Oczywiście wcale nie było tak, że los młódki był mu całkiem obojętny. Wydarł się na niewiastę, starając się w prostych słowach okraszonych swojską „kurwą” przekazać jej, aby jak najprędzej zamknęła drzwi, oczywiście wciąż w bardzo uprzejmy sposób. Czy ów krzyk przedostał się do świadomości dziewczyny, tego Egzarcha już nie wiedział, podjął się bowiem akcji ratunkowej w stosunku do Nerdyjczyka.
  Wiedząc, że poprzednie zaklęcie zostało anulowane, gdy tylko ostrze zanurzyło się w cielsku wilka, Sechmann nie użył po raz kolejny Czarnego Egzekutora. Przywołał czarną osłonę, ale tym razem zmienił też obiekt czaru. Poczuł, jak to energia wizualizuje się na jego dłoni i nie czekając na to, aż przeważy jedna z sił – mocujący się chłopak lub wyrywający się ku jego gardłu wilk – zaszedł basiora od tyłu i włożył rękę w paszczę basiora, w tych trudnych warunkach próbując wbić miecz w serce zwierza. Była to dość rozpaczliwa próba wyswobodzenia młodzika, kosztująca Egzarchę naprawdę wiele wysiłku. Bydlę okazało się bardzo silne, co zresztą nie stanowiło zaskoczenia, a operowanie Pokutą, gdy druga ręka tkwiła w pysku potwora, stanowiło nie lada wyzwanie. Koniec końców, stal przebiła skórę i gładko przeszła przez szczelinę pomiędzy żebrami, by wyjść z drugiej strony. Sechmann co prawda wiedział, że w miejscu, w które trafił, serca niestety nie ma, ale przynajmniej Timm w czasie tego manewru zdołał się wyrwać i chwycić miecz. Twarz młodzika i jego pierś uwalana była krwią drapieżnika, ale któż by się swą prezencją przejmował w takich okolicznościach? Na pewno nie młodzik, bo ten chwycił miecz. Szczęśliwie w momencie, w których rozwścieczony, teoretycznie śmiertelnie ranny wilk rzucił się na niego. Vitav zdołał już wyrwać rękę z pyska zwierzęcia, toteż mógł patrzeć, jak młodzik siekierą i mieczem próbuje oderżnąć potworowi łeb lub jakąś inną część ciała. Timm atakował chaotycznie, zbyt spanikowany, by wziąć użytek z dzisiejszego treningu i ciąć w sposób bardziej przemyślany. Tymczasem drugi wilk przypomniał sobie, że za sobą pozostawił dwoje żywych osób. Zawył przeraźliwie i powoli zaczął iść w stronę Vitava, jakby wiedział, że nie musi wykorzystywać siły i efektu zaskoczenia, by wygrać. Tuż za nim szła Juna, która – jak widać – nie skorzystała z jakże uprzejmej prośby mężczyzny, by zamknęła drzwi. Oczy miała szeroko otwarte, ale puste, zupełnie jakby lunatykowała. Drepczący obok niej wilk warczał na Sechmanna, zdawał się jednak zupełnie nie zwracać uwagi na dziewczynę, tak jak wcześniej cała wataha przebiegła obok Antymaga, nie robiąc mu krzywdy.
Spoiler:
-3 PW
Ilość słów: 610

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lip 21, 2018 2:11 pm  

  Plan Sechmanna może i nie zadziałał perfekcyjnie – ukazując przy tym pewne rzeczy, które w tak krótkim czasie i w takich warunkach były niemal niemożliwe do wykonania – jednak wystarczył, by uratować choć jedną osobę... Przynajmniej póki co. Nerdyjczyk się bowiem wygrzebał spod basiora, którego z trudem uniósł Krtań. Egzarcha zdołał zatopić ostrze Pokuty we wnętrznościach bestii, jednak nie na tyle celnie, by przebić jej serce. Nie było w tym nic dziwnego – wilk szarpał się na wszystkie strony, a sam Vitav jedną rękę miał zajętą blokowaniem pyska ów potwora. To dźgnięcie przesądziło jednak o tym, że Nerdyjczyk był w stanie się uwolnić. Młodzik doskoczył do swojej broni, a tuż za nim bydlę, które wyrwało się ze słabnącego uścisku Sechmanna. Timm zdawał się być w tym momencie szczęściarzem, bo w ostatniej chwili zdołał zablokować atak siekierą oraz mieczem. Co prawda nieco nieporadnie i chaotycznie, ale w tej chwili było to raczej normalne. Pomocnik Riedla nie miał większego doświadczenia bojowego, a tym bardziej w starciu z przerośniętymi wilkami. Panika też dawała o sobie znać i w ten sposób uzyskiwało się cholernie niebezpieczną mieszankę, przy której popełnienie błędu skutkować mogło rychłym zgonem. Tak więc póki co sytuacja Nerdyjczyka zdawała się tymczasowo "opanowana".
  Inną sprawą było to, z czym zacząć mierzyć miał się Krtań. Kompletnie nie spodziewał się takiego zachowania Juny. Jednak gdy tylko dojrzał jak spokojnie, powoli się porusza, a potem spojrzał w jej oczy, wiedział jedno – młódka nie miała teraz nad sobą żadnej kontroli. Była jak marionetka, której ktoś nakazał wykonać pewne zadanie. Sechmannowi już w głowie świtało, że morderca w ten sposób pewnie wyciągał z domostw wszystkie swoje ofiary. Zwykli ludzie byli łatwym celem, nie było większych problemów, żeby kontrolować ich umysł. Pewnym więc było, że dziewkę trzeba będzie z tego letargu wybudzić, nim wyjdzie na zewnątrz. Problem jednak stanowił wilk, który zdawał się ją ignorować, jakby wiedząc, że wybranka Timma i tak kroczy ku spotkaniu ze śmiercią.
  Przerośnięte bydlę warczało na Sechmanna, drepcząc powoli w jego kierunku. Vitav nie miał w tej chwili do dyspozycji Czarnego Egzekutora, a ponowne wywołanie ów zaklęcia skutkowałoby zbyt szybkim opadnięciem z sił. I potwór chyba doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo nie próbował nawet w żaden sposób zaskoczyć Egzarchy. Mroczna powłoka nie mogła teraz bez problemu przeciąć jego skóry, rozpłatać trzewi i pozbawić życia nie trudząc się przy tym zbytnio. Krtań teraz musiał zagrać sprytem. Uczynić dwie rzeczy w jednym momencie – wybić z równowagi Junę, a przy okazji zablokować atak zwierzęcia i – możliwie jak najbardziej – je zranić.
  Juna! — wrzasnął. — Dziewczyno, obudź się, na Onych! — usta mu się nie zamykały. — Nie wiesz co się stanie, jak stąd wyjdziesz? — tuż po tych słowach, zaczął po prostu się drzeć. Nic krzyczał nic konkretnego, po prostu zdzierał gardło. W końcu zamilkł i na pół sekundy stanął w miejscu, nieruchomo.
  Tuż po tym wystrzelił – najpierw w prawo, by po chwili energicznie odbić w lewo. Jedną ręką – tą oplecioną czarną powłoką – chciał zablokować ewentualny wyskok wilka, drugą zaś odepchnąć dziewczynę na tyle mocno, by ta zachwiała się i przewróciła. Wówczas istniałaby szansa, że tak nagły impuls wybudzi ją z tego dziwnego, magicznego letargu. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Ilość słów: 610

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz lip 22, 2018 2:37 pm  

Narrator

  Sechmann odetchnął, gdy Timm wyczołgał się spod wilka i dobył broni. A właściwie odetchnąłby, gdyby tylko ferwor walki nie zmusiłby go do dalszych działań. Na razie musiało mu wystarczyć, że chłopak żyje i jest w stanie – dość nieskładnie co prawda – atakować rozwścieczone zwierzę, które zdawało się nie zauważać utraty własnej krwi. Mężczyzna jednak nie mógł wspomóc swego ucznia, nie wtedy, gdy Juna wbrew wcześniejszym ostrzeżeniom wyszła z pokoju i kroczyła teraz godnie przez zroszony posoką korytarz, mając i swego boku basiora niczym potulnego chowańca. Vitav jednak nie mógł wściekać się na młódkę, widział bowiem, że jest ona w jakimś transie. Egzarsze przemknęło przez głowę, że oto widzi, w jaki sposób Vrlikanie byli zwabiani do miejsca kaźni przez mordercę, co jeszcze bardziej utwierdziło go w tym, że musi przeszkodzić w owym spacerze.
  Łatwiej było jednak pomyśleć, niż zrobić. Waldgrosseńczyk szybko oszacował swoje szanse, wiedząc, że dotrzymujący kroku dziewczynie potwór – bo trudno to to nazwać zwyczajnym zwierzęciem – nie pozwoli mu się do niej zbliżyć. Wilk nie czuł potrzeby co prawda warczeć na Junę, gdyż ta swym stanem musiała być już naznaczona do innego celu, ale to nie znaczyło, że zamierzał potulnie dreptać i jej boku i nie reagować na poczynania owego wysokiego, uzbrojonego w zaklęty miecz mężczyzny, teraz jednak bezużyteczny. Krtań czuł, że basior wie, iż niewiele mu grozi w tej chwili. Czarna powłoka na ręce była przydatna, gdy mężczyzna chciał odciągnąć inne zwierzę od Timma, teraz jednak nie dawała przewagi w starciu ze stworem, który jednym susem może sprawić, by teraz to Sechmann był przyciśnięty do zakrwawionych desek. Egzarcha nie mógł do tego dopuścić, toteż postanowił wpierw wyrwać dziewczę z transu, a potem zaatakować wilka, nim ten tego dokona.
  Mężczyzna nieomal zdarł swe gardło, krzycząc, ale odniósł połowiczny sukces. Juna stanęła w miejscu i chociaż jej oczy wciąż miały ten sam, nieobecny wyraz, przynajmniej nie szła już śmierci na spotkanie. Basior nie zauważył tego i zdążył postąpić jeszcze parę kroków, warcząc. Wydzieranie się nie przestraszyło go, na tyle, by skulił się, ale zjeżył się w sobie i eksponował kły, próbując jakoś zademonstrować swoją przewagę. Gdy jednak Vitav powalił dziewczynę na ziemię, wilk postanowił skoczyć na plecy mężczyzny. Egzarcha zdołał odepchnąć łeb zwierzęcia i obrócić się w jego stronę, nie zauważył jednak, że ktoś chwycił Junę i odciągnął od pola bitwy. Gdy Sechmann przybrał odpowiednią postawę, gotów do walki, usłyszał kobiecy krzyk, niepodobny zupełnie do głosu młódki, ale dziwnie mu znajomy… To Krista, która w jednej chwili wydarła się na całe gardło, by nagle przejść w błagalne „Proszę, zostań, dziecko, zostań, córciu, proszę, nie idź, odłóż to, nie idź...” wypowiedziane praktycznie na jednym oddechu.
Ilość słów: 524

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 23, 2018 3:57 pm  

  W głowie Sechmanna zrodziła się myśl, jakoby właśnie zdarzyło się coś niespodziewanego – niemal wszystko poszło po jego myśli, co dotąd, przynajmniej podczas pobytu ów mężczyzny we Vrlice, zdarzało się nad wyraz rzadko. Okropny wrzask Krtani sprawił, że basior może się nie przeraził, ale zjeżył i nie zwrócił uwagi, na zatrzymującą się w miejscu Junę. A to z kolei dało Vitavowi szansę do wręcz idealnego – jak na obecne możliwości – wykonania planowanego manewru.
  Egzarcha doskoczył do dziewczyny i odepchnął ją na tyle mocno, że ta łupnęła o ziemię. Niestety, w tym samym momencie – co było do przewidzenia – swój ruch wykonał również przerośnięty wilk. Bestia usiłowała skoczyć na plecy syna Roderyka, najpewniej chcąc go powalić. Sechmann w ostatniej chwili uniknął śmiercionośnego uścisku wilczych kłów. Pozostawało się bronić, a jak powszechnie było wiadomo – najlepszą ochroną jest atak. Temu też Krtań ponownie pochwycił miecz w obie dłonie i jak najszybiciej skierował jego koniec prosto w rozwarty pysk zwierzęcia. Pchnięcie miało być jak najprotsze i jak najsilniejsze, tak by zatopiło się głęboko wewnątrz cielska potwora, przechodząc przy tym przez gardło i blokując mu jakiekolwiek możliwości gryzienia. Powodzenie całego planu zależało jednak też od tego, jak radził sobie Timm, oraz tego, czy basior nie uniknie tego niezbyt skomplikowanego ataku. Broni jednak puszczać nie zamierzał – potrzebował swojego defensywnego zaklęcia.
  W tej samej chwili na korytarz wpadła druga z kobiet – Krista. Matrona, mimo swych schorowanych nóg i słusznego już wieku, zdołała dostać się do córki i zacząć ją błagać, by ta nigdzie dalej nie szła. I by coś puściła. Sechmann co prawda wcześniej nie zwracał uwagi na to, czy niewiasta coś w swych rękach rzeczywiście trzyma, bądź choćby skrywa pośród odzienia, tak faktycznie morderca mógł chcieć, żeby mu coś przyniosła.
  Zabierajcie się stąd, już! — wrzasnął do obu kobiet, mając nadzieję, że Juna w jakiś cudowny sposób przebudzi się z letargu.
Ilość słów: 372

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pn lip 23, 2018 4:54 pm  

Narrator

  Naprędce przygotowany plan został zrealizowany tak dobrze, że w ponure i zimne niczym Vrlika serce Sechmanna – na szczęście wciąż tłoczące krew w jego piersi – napełniła nadzieja. Mężczyzna był pod wrażeniem tego, że udało mu się odepchnąć Junę od wilka, jak to jednak bywa, na tym koniec był dobrych wydarzeń. Egzarcha musiał błyskawicznie zerwać się do walki, gdyż zwierzę pozbawione bliskiego towarzystwa młódki poczęło atakować sprawcę owego braku bliskości z dziewczyną pogrążoną w transie. Na szczęście Krtań był na to częściowo przygotowany i wyprowadził pchnięcie w kierunku rozwartej paszczy basiora. Zwierz umknął w bok na tyle, że miecz miast utknąć w pysku, musnął szyję, rozorując skórę pokrytą skołtunionym futrem. Po raz kolejny tej nocy chlusnęła krew na deski, które pod tą warstwą brązowiejącej posoki przestały być tak dobrze widoczne. Nie czas jednak było kłopotać się stanem podłogi i koniecznością późniejszego jej szorowania, gdy Sechmann podejrzewał, że krew nie raz jeszcze się poleje i miał szczerą nadzieję, że oby nie ta, która krąży w jego własnych żyłach. Mężczyzna zrobił więc to, co mu pozostało w tej sytuacji – dalej walczyć. Był niestety w niezbyt komfortowej sytuacji i czarna powłoka otaczała nie jego ostrze, a rękę. Mimo to podtrzymał je, i zablokował kolejny atak zwierzęcia, tym razem dość nieskładny. Wilk nie był ranny śmiertelnie, jednak siła ciosu nieco je ogłuszyła, toteż tym razem, gdy próbował ugryźć mężczyznę w lewe ramię – być może po to, by uniemożliwić mu zadanie kolejnego pchnięcia mieczem – jego ruchy były odrobinę zbyt wolne, dając Waldgrosseńczykowi czas na reakcję.
  A było na co reagować, gdyż oto Krista włączyła się, próbując odciągnąć Junę daleko poza obszar walki. Nie widząc, co się dzieje i nie wnikając w zasadność błagań starszej niewiasty o odłożenie czegoś, mężczyzna wydarł się na obie kobiety, raz jeszcze licząc na to, że krzykiem wyrwie młódkę z letargu. Na nic to jednak się zdało, gdyż po chwili usłyszał ponowne zawodzenie matrony. Płacz kobiety był tak rozdzierający, jakby jej córka na dobre został stracona. Gdy kolejny wilk wpadł na korytarz, dziwnie szczęśliwy, niczym psiak łaknący pieszczot, Sechmann zrozumiał już zachowanie matrony. Wilk podskakiwał i machał ogonem, a tuż obok niego Timm toczył zażartą walkę z owym wcześniej zranionym basiorem – obaj doznali nowych obrażeń, żadne jednak nie wyglądało na zbyt poważne. Aby dopełnić obrazek, należało wspomnieć jeszcze o oderwanym łbie kolejnego zwierzęcia, bezgłowym zewłokiem do pary i cielskiem o rozpłatanej piersi nieopodal. Co jednak czyniło tę scenę bardziej przerażającą, była Juna. Dziewczyna szła przed siebie stanowczym krokiem a w prawej dłoni dzierżyła zwój liny. Krista musiała pogodzić się ze stratą, gdyż Vitav słyszał oddalające się kroki kobiety, a później głuchy odgłos zatrzaśnięcia wieka od skrzyni.
Ilość słów: 538

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lip 23, 2018 6:32 pm  

  Nie wszystko mogło iść zgodnie z myślą. Sytuacja, która zaczynała się poprawiać, nagle runęła na łeb na szyję. Sechmann chybił próbując wbić ostrze Pokuty w gardziel basiora, a co gorsza – odsłonił się przy tym. Jedynie drasnął przerośnięte wilka, co na szczęście zdawało się nieco wytrącić go z rytmu. O ile można w ogóle było mówić o jakimkolwiek rytmie ataków groźnego zwierza. Był przygotowany podtrzymać zaklęcie ochronne, by móc w nieco spokojniejszy sposób rozprawić się z przeciwnikiem. Wszystko jednak obróciło się o 180 stopni, kiedy matrona zupełnie się poddała i postanowiła jednak nie ratować córki. Z jednej strony było to zrozumiałe – kobieta była starsza, miała mniej sił, a sama Juna w transie mogła wyzwalać z siebie pokłady krzepy, o jaką nie posądzałaby samej siebie. Jakby tego było mało, do wnętrza budynku wpadł jeszcze jeden zwierz. Nie atakował, nie warczał, ani nie zachowywał się w żaden sposób agresywnie. Merdał sporym ogoniskiem i podskakiwał. Zupełnie tak, jak pies cieszący się na widok właściciela, którego nie widział od kilkunastu dobrych godzin. Sechmannowi zdecydowanie nie podobała się ta dziwaczna sytuacja. Był pewny, że nawet jeśli w ekspresowym tempie rozprawi się z aktualnym przeciwnikiem, to kiedy spróbuje powstrzymać dzierżącą w ręce linę Junę, ten rzuci się na niego jak na śmiertelnego przeciwnika – którym przecież tak naprawdę był.
  Egzarcha nie chciał jednak dopuścić do śmierci dziewczyny. Nie w taki sposób został wychowany i nie za takie ideały walczył. Zdrowy rozsądek jakby uciekł z jego głowy, tworząc miejsce dla poszerzającego się pragnienia ocalenia ludzkiego życia. Zanegował osłonę i z potężną agresją raz jeszcze przyzwał Czarnego Egzekutora, co kosztowało go już nie lada wysiłek. Oddech miał ciężki, a pot lał się z jego czoła niczym wodospad. Poczerwieniał cały ze złości na samego siebie. Nie był zirytowany na zwierzęta, które działały pod wpływem magii. Na nerwy wpływała tylko i wyłącznie słabość mężczyzny, która nie pozwalała mu rozprawić się z oponentem tak na tyle szybko, by móc ocalić młodą dziewczynę. W pewien sposób zdążył polubić obie siłujące się – fizycznie i zapewne psychicznie – osoby, toteż za wszelką cenę dążył do jak najlepszego rezultatu. Choćby miało to przyćmiewać logiczny tok rozumowania. Teraz nie miało znaczenia to, czy sam przepłaci to życiem. Po prostu wiedział, że musi to zrobić.
  Czarna powłoka znów z chaotyczną gracją oplotła Pokutę. Przez miecz raz jeszcze przebiegła czysta energia, czerpana wprost z ogromnych linii wyżłobionych na globie. Sechmann był jedynie łącznikiem, który niestety miał swoje limity. Odrzucał jednak wszelaką niepewność, bowiem doskonale wiedział, że w tej sytuacji nie może już pozwolić sobie nawet na moment zawachania. Raz jeszcze postawił wszystko na jedną kartę.
  Kiedy zaklęcie było aktywowane na dobre, od razu rzucił się na wilka, z którym walczył do tej pory. Jeśli chciał zdziałać cokolwiek, musiał najpierw pozbyć się jego. Ponownie obrał strategię podobną do tej z początku – tylko, że tym razem to on był głównym agresorem. Należało działać szybko, toteż Krtań odbił się od drewnianego podłoża zroszonego wilczą juchą w taki sposób, by by znaleźć się po boku basiora. Ciął w poprzek na takiej wysokości, by nawet jeśli ten podskoczył to straciłby łapy. Gdyby się schylił, jego gardziel bez trudu nawinęłaby się pod zaklęte ostrze. Problem pojawiłby się dopiero wtedy, gdyby potwór chciał wystrzelić bezpośrednio w stronę Sechmanna – wtedy pozostawało liczyć na odrobinę szczęścia. Bestia mogła zorientować się co Krtań próbuje zrobić za późno i nawet podczas wyskoku wprost na Egzarchę, nadziać się na miecz.
Spoiler:
-3PW, a więc 3/15
Ilość słów: 688

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz lip 29, 2018 12:17 pm  

Narrator

  W ułamku sekundy Sechmann zmienił swe plany – musiał uwzględnić to, że pogrążona w transie Juna nie była już powstrzymywana przez swą schorowaną matkę. Teraz dziewczyna szła wprost na spotkanie rozradowanym wilkiem. Zadowolenie zwierzęcia wzmagało niepokój mężczyzny, który bał się teraz reakcji basiora, gdy Egzarcha spróbuje zatrzymać dziewczynę, teraz nawet jeszcze bardziej gotową na spotkanie śmierci, gdyż w ręku trzymała zwój liny, idealnej wręcz do powieszenia się na jakiejś gałęzi. Lub, jak w przypadku Saladyna, do podwieszenia w progu jakiegoś domostwa. Obawy mężczyzny jednak nie sprawiały, że ten zamierzał się poddać. Był twardy, chociaż Oni świadkiem, że w ciągu ostatnich kilku dni wypadki w wiosce i jej mieszkańcy – czy może właśnie przede wszystkim owi ponurzy, fałszywy do szpiku kości ludzie – próbowali go zmiękczyć i sprawić, by porzucił w cholerę próby schwytania mordercy. Vitav jednak się nie dał; jego wola walki wciąż była dostatecznie duża, by chciał powstrzymywać warczącą, kotłującą się zgraję wilków dziwnie opornych na wypływ krwi i częściową utratę ciągłości ciała. Wciąż chciał uratować Junę. To wymagało pewnych poświęceń, ale on był gotowy.
  Tak właśnie myślał Waldgrosseńczyk, czując, jak wszechobecna energia koncentruje się i otacza powłoką ostrze Pokuty. A właściwie – myślałby, gdyby sytuacja mu na to pozwalała. Nie było czasu na rozwlekłe przemyśliwania, gdy mężczyzna dokonał decyzji. Vitav, niczym hazardzista, postanowił zaryzykować. Rzucił się na wilka gwałtownie, chcąc szybko i brutalnie rozprawić się ze zwierzęciem. Basior był wielki i silny, nie był nadwątlony toczeniem długotrwałej, wyczerpującej walki, czego nie można było powiedzieć o Krtani. Mimo to Egzrcha znalazł w sobie dość sił i determinacji i dobił się do boku potwora. Zwierz, odsłaniając pożółkłe kły, skoczył na mężczyznę. Złowrogi warkot przerodził się w pełne bólu zawodzenie, gdy miecz przeciął jedną z łap w miejscu, gdzie kość promieniowa łączy się z ossa carpea. Druga została „zaledwie” muśnięta ostrzem na tyle głęboko, by pojawiła się pojedyncza, głęboka pręga rany, która sięgała aż do powierzchni kości i natychmiast zalała się krwią. Basior niezgrabnie wylądował na czterech łapach i wydał z siebie przeraźliwy pisk, gdy wsparł się na kikucie. Jak się jednak można było spodziewać, nie oznaczało to jednak końca walki. Zwierz szybko ni to skoczył, ni rzucił się na mężczyznę i zdołał zacisnąć szczęki na przedramieniu lewej ręki Egzarchy.
  Tymczasem Timm wydał z siebie wielce radosne „Ha!” i od razu skorzystał ze swej wolności od wreszcie powalonego wilka, biegnąć do Juny. Chwycił jej ramię, dziewczyna jednak wyrwała mu się ot tak, jakby młodzik tylko położył dłoń, a nie zacisnął wszystkie palce z taką siłą, że aż zbielały. Radosny wilk wydał z siebie pełne zadowolenia szczęknięcia i usiadł, a młódka stanęła obok niego. Trwali tak w bezruchu, jakby pogrążeni w rozmowie bez słów. Zdezorientowany Nerdyjczyk zapytał swego mentora, cóż ma robić, zbyt pochłonięty widokiem swej ukochanej opętanej jakimś transem, by zwrócić uwagę na ów drobny fakt, że starszy mężczyzna ma właśnie przyczepione do swej ręki poprzez imadło w postaci wilczych szczęk cielsko o wadze około stu kilogramów.
Ilość słów: 607

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn sie 06, 2018 7:07 pm  

  Wszystko działo się tak szybko, że Sechmann nie miał nawet czasu na jakikolwiek pomyślunek, co mógłby zrobić. Jego zmęczonym ciałem kierował już tylko instynkt. Jedynym co jako tako trzymało go jeszcze na nogach, była adrenalina i podświadoma chęć uratowania paru osób, które już rozmywały się w jego wzroku. Syn Roderyka był po prostu wycieńczony tą walką. Nie spodziewał się, że wilki mogą przysporzyć tyle problemów – nie miał w końcu pojęcia, iż są to bestie zaklęte.
  Wydał z siebie ponury pomruk, kiedy atak, którym chciał wykończyć bestię, jakimś cudem nie zdał egzaminu. Minęła może sekunda, a bydlę wisiało uczepione do jego ramienia. Nawet nie myśląc, podtrzymał zaklęcie co osłabiło go jeszcze bardziej, i sprawiło, że zachwiał się na nogach, co w połączeniu z obciążeniem w postaci basiora, sprawiło iż zaczął lecieć w bok. Od niechcenia – a może po prostu od braku sił – machnął zaklętym ostrzem tak, żeby po prostu przeszło pierw przez skórę, a potem przez flaki i kości magicznego potwora – byle na pół.
  Nawet jeśli to się nie udało, to resztkami odwrócił wzrok w stronę nawołującego go Timma i rozdziawił usta. Ze spragnionej wody gardzieli wydał się suchy, beznadziejny głos.
  Zrań ją, głęboko do krwi. I uważaj na... — nie miał nawet sił na dokończenie zdania. Usta zamykały mu się same, podobnie zresztą jak oczy. Wymierzył jeszcze jedno niechlujne cięcie w miejsce, w którym powinien być wilk. Bez względu na to, czy tam był, czy nie. A potem upadł na ziemię. Nieprzytomny.
Ilość słów: 290

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

czw sie 09, 2018 7:26 pm  

Narrator

  Chociaż już od dłuższego czasu – właściwie odkąd Vitav zjawił się we Vrlice – nad mężczyzną wisiała groźba jakichś złowrogich wydarzeń, chociaż Krtań był doświadczonym w walce przedstawicielem Initium, chociaż miał za pomocnika Timma, młodego i silnego, to i tak Egzarcha nie czuł się w tym momencie przygotowany na toczącą się właśnie walkę. Zaklęte wilki, które zabija dopiero dekapitacja, stanowiły przeciwnika nie tylko silnego, również z powodu ich liczby, co uciążliwego do pokonania. Nawet teraz, gdy Sechmann wiedział już, że sił nie starczy mu na przedłużające w – jak to się mu zdawało – nieskończoność podtrzymywanie zaklęć, jedna z bestii zacisnęła swe szczęki na jego przedramieniu. Mężczyzna już nawet nie czuł bólu, zbyt wyczerpany i otumaniony, miał jednak bolesną świadomość, że oto koniec jest bliski. Osłabiając się jeszcze bardziej, podtrzymał zaklęcie i zadał swój ostatni cios w tej potyczce. Otoczone czarną osłoną ostrze najpierw przecięło skórę pomiędzy łopatkami zwierzęcia, potem zatopiło się szczęśliwie w jego cielsku i uszkadzając przy okazji żebra, przesunęło się w dół, by zatrzymać się gdzieś po drodze. Vitav był już bardzo zmęczony, zbyt zmęczony, by zmusić swój organizm do dalszego nadludzkiego wysiłku, toteż zadowolił się swym połowicznym sukcesem. Połowicznym, bo wilk puścił jego rękę, a trzewia wylały się z jego rozpłatanego cielska na podłogę, ale niestety – zwierz nie został w wyniku tego zabity, więc gdy tylko wyląduje na deskach, prawdopodobnie raz jeszcze skoczy na Sechmanna, tym razem kończąc żywot tego dzielnego, znękanego przez chłód Białego Lasu i jego mieszkańców człeka.
  Nim jednak życie Krtani mogło dobiec końca, ten spojrzał na przerażonego stanem ukochanej Timma. Nakazał mu zrobić coś, co w innej sytuacji byłoby okrutne, mianowicie zranić Junę mocno i głęboko, po czym Egzarcha… osunął się w ciemność. Stracił przytomność i padł na okrwawione deski, nie mając się przekonać, jak młodzik odniesie się do jego polecenia i jaki będzie jego skutek.
  Mężczyzna ocknął się, nie wiedząc, ile czasu minęło i jakim cudem wciąż żyje. Pierwsze, co zobaczył, to krew, której było tak dużo, że na pierwszy rzut oka nie było widać, że podłoga wykonana była z desek. Na drugi właściwie też. Sechmann nie wiedział, czy ta krew należała do niego, do Juny, czy też do wilków, był pewny tylko jednego – wciąż była świeża.
  Nim mężczyzna zdołał zrozumieć, co się dzieje, jego ciało podniosło się. Przed chwilą leżał z policzkiem wtulonym w chropowate, lepkie od juchy deski, a teraz usiadł, najpierw podpierając się na rękach i po chwili przenosząc środek ciężkości, by nie tkwić w tej niewygodnej pozycji. Wszystkie jego ruchy były niespieszne, wręcz uroczyste, a co więcej – przezwyciężały wyczerpanie jego ciała, sztywność mięśni, zawroty i nudności, które nadeszły, gdy tylko do jego nozdrzy dostał się zapach posoki. Do tego odbywały się bez udziału jego woli. Niestety, Sechmann był w pełni świadomy tego, że stał się teraz marionetką w rękach mordercy. Nie mógł otworzyć ust, nie mógł wykonać żadnego ruchu, który nie zgadzał się z zamysłem tego, kto wprowadził go w lunatyczny stan. Mógł tylko siedzieć i patrzeć.
  Oto Vitav znalazł się w centrum okręgu utworzonym przez martwe wilki i całą trójkę ocalałych ludzi, którzy mieli spędzić dzisiejszą noc w tym domu. Timm tulił do siebie Junę, która zanosiła się płaczem, jednocześnie ściskając z całych sił lewą rękę, tamując krwawienie. Dalej leżały zwłoki wilka, z którego wylały się jelita. Obok klęczała Krista, która usiłowała wyszarpać z czaszki martwego zwierzęcia toporek, bardzo podobny do tego, który w swym domu miała Anna. W przeciwieństwie jednak do tego, który leżał obok pogrzebacza w domostwie samej przywódczyni starszyzny, ten był zdecydowanie zaklętym przedmiotem. W dodatku zaklętym tak, że nawet w rękach Kristy, wieśniaczki, która nigdy nie była odbyła szkolenia w Initium, wykazywał swą moc.
  Cała trójka zajęta była swoimi sprawami, aż do czasu, gdy Sechmann wstał, górując nad tymi ludźmi nieświadomymi tego, że walka jednak jeszcze się nie skończyła. Pierwsza zauważyła to Juna, która z przerażeniem wyszeptała:
  – Panie Sechmannie… Cóż… Czemu pan tak na nas patrzy? Proszę nas nie straszyć, przecież przeżyliśmy, my… – umilkła, gdy mężczyzna podszedł bliżej, zaciskając przy tym palce na rękojeści Pokuty. Timm chwycił za miecz, który beztrosko położył obok, aby nie wadził mu podczas uspokajania ukochanej. Krista wyszarpnęła w końcu topór, o mało co nie lądując na plecach. Egzarcha jednak nie zaatakował. Minął ich wszystkich i wyszedł najpierw z części mieszkalnej, a potem z budynku. Gdy znalazł się na dworze, obstąpiły go wilki. Zdawały się podekscytowane, żaden z nich jednak nie okazał wrogości mordercy ich pobratymców. Sechmann rozpoczął wędrówkę w ich towarzystwie, wędrówkę, którą prawdopodobnie wcześniej musiała odbyć Juna. Dziewczyna przeżyła, jednak – jak widać – za cenę życia Vitava. Mężczyzna szedł wprost w objęcia śmierci, mając w prawej ręce swój miecz, nie mogąc jednak go wykorzystać.
Ilość słów: 969

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn sie 13, 2018 4:56 pm  

  Przebudzenie nie było nawet bolesne. Właściwie to ciężko było powiedzieć, żeby Sechmann czuł cokolwiek, prócz obrzydzenia i niemocy, mających raczej swój początek w podłożu psychicznym, a nie fizycznym. Fizycznie to był on bezsilny i bezwolny – zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Jego ciało mimowolnie podniosło się z podłoża spowitego w wilczej krwi. Rozejrzał się wokół, bo tylko tyle mógł zrobić. I pierwszym co przykuło jego uwagę, było to, że wszyscy są żywi – Timm, Juna, Krista. Gdyby tylko mógł, to odetchnąłby z ulgą. Dopiero w tym momencie dotarło do niego, w jakiej sytuacji znalazł się on sam. Jego ręce, nogi, tułów, głowa – wszystko było zniewolone i kontrolowane przez inną siłę.
  Niby tak ma się to skończyć? — spytał w myślach samego siebie. Jego pusty wzrok zwrócił się ku Junie wtulonej w Nerdyjczyka. Kobieta zaczęła coś mówić. Z trudnością zrozumiał słowa, które w jego głowie rozbrzmiewały jakby były stłumione. Niestety nie zawierały one żadnego znaczącego przesłania – w tej chwili były bezwartościowe.
  Mężczyzna zląkł się jednak, gdy jego dłoń powędrowała w stronę rękojeści miecza. Nie miał nawet jednak sił próbować tego powstrzymać, modlił się jedynie o to, by zaklęcie odpuściło, bądź ten przeklęty mag nie miał zamiaru zmusić go do zamordowania domowników. Timm był wprawdzie gotowy stanąć w obronie Juny i Kristy, jednak w stanie, w jakim znalazł się Krtań, chłopak nie miał z nim najmniejszych szans.
  Dzięki Onym... — odetchnął w myślach, kiedy po prostu przeszedł obok i wyszedł na zewnątrz. Otoczony przez watahę potężnych, podekscytowanych basiorów, wędrował w nieznanym sobie kierunku.
  Pewnie wyjdzie mi na spotkanie. Będzie musiał. Brak mi liny, a serca sam sobie nie wyrwę. Przynajmniej zobaczę go z bliska... Szlag. Nawet gdybym miał sposobność się z tego wyrwać, to te przeklęte wilki rozszarpałyby mnie na miejscu. Cóż więc mogę począć? — zadał sobie to pozornie proste pytanie, na które odpowiedź mogła brzmieć tylko "iść dalej". Umierać jednak nie chciał nikt. Nigdy. Instynkt działał. Skurwysyn kontroluje moje ciało. Juna doskonale słyszała co do niej mówiłem, co mówiła do niej Krista. Słowa tu nie podziałają. Potrzebny jest fizyczny impuls. Potrzebuję bólu albo czegoś równie intensywnego. Gdybym tylko mógł kontrolować przepływ energii. Zablokowałbym ją w pewnym punkcie, zaczął kumulować, wywołał niewyobrażalny ból. — jak pomyślał, tak i zaczął kombinować. Teraz jednak nie miał zamiaru do tego doprowadzać. Teraz jeszcze nie chciałby się wybudzić – to było zbyt ryzykowne. Ale gdyby tylko mógł wziąć z zaskoczenia swojego oprawcę, nie zastanawiałby się nawet przez moment. Sprawdził jedynie, czy jest w stanie wywołać jakikolwiek przepływ energii.
  Prędzej się śniegi Białego Lasu roztopią, niż dam się po prostu zabić przez kogoś takiego. — zaczął motywować samego siebie. Po czym po prostu znów zaczął modlić się do Onych. O sprawiedliwość. O siły. O sposobność przelania krwi w słusznym celu. W Egzarsze kipiała w tej chwili chęć mordu. Doskonale wiedział, że jeśli jakimś cudem przeżyje, to już nigdy nie będzie tym samym człowiekiem.
Ilość słów: 577

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

śr sie 15, 2018 11:14 am  

Narrator

  Sechmann odzyskał przytomność, czując wielką niemoc. Początkowo bardziej ją przeczuwał niż świadomie czuł, wiążąc ją ze swym stanem fizycznym, w końcu jednak zrozumiał, że oto on zajął miejsce Juny i został wpędzony w trans. Ta chwila strasznego odkrycia przypadła na moment, gdy mężczyzna rozejrzał się po zalanym krwią korytarzu i dostrzegł wszystkich domowników żywych i – nie licząc skaleczenia na ręce młódki – całych. Przez to, że Krtań poczuł się jak bezwolna marionetka, całkowicie zignorował komiczny wydźwięk groteskowego widoku, jaki miał przed sobą. Młodzi tulili się do siebie, jakby oto nastąpił koniec świata a oni byli przerażonymi dziećmi wymagającymi pocieszenia od matki. Jedyna osoba, która była tu czyjąkolwiek matką, czyli schorowana Krista, tkwiła natomiast w dość niegodnej dla damy pozycji, klęcząc nad wilczymi zwłokami. Niczym nieustraszony w boju woj lub też pospolity rzeźnik wyszarpywała swą broń, męcząc się przy wydobywaniu znajomego już skądinąd mężczyźnie topora, który ugrzązł w wilczej czaszce. Nie tylko jednak Vitavowi umknęła jednak dziwność tej sytuacji, bo pozostali tkwili w swych pozycjach jak zaczarowani, nawet gdy zielonooka zrozumiała, co się właśnie dzieje. Nikt nie zrobił nic, toteż Egzarcha, nie niepokojony przez nikogo, mógł powolnym krokiem udać się w towarzystwie rozradowanych zwierząt na spotkanie nieznajomego.
  Mężczyzna szedł nienaturalnie powoli, wyglądając na jeszcze bardziej skupionego i poważnego niż zwykle. Dookoła baraszkowało stado, a właściwie dwie watahy wilków. Krtań szybko zauważył, że zwierzęta nie są tak jednorodne, jak to się zdawało podczas walki. Jedną grupę stanowiły nienaturalnie przerośnięte basiory, ogromne stukilowe bestie jak ta, która nie tak dawno zacisnęła silne szczęki na przedramieniu mężczyzny. Drugą grupę tworzyły zaś zwierzęta również spore, ale bardziej naturalnych rozmiarów, w dodatku niektóre z nich były wychodzone, jak to wilki żyjące w lesie, w którym przez wieczny śnieg nigdy nie może roić się od pożywienia. Niektóre z tych drapieżników wyglądały wręcz jak mieszańce z psami a to przez nieco zaokrąglone uszy i pyski i typowe dla kundli umaszczenie futra. Pomimo jednak tak wyraźnych różnić, wszystkie zwierzęta doskonale się ze sobą dogadywały, powarkując przyjaźnie i bawiąc się niczym szczeniaki w zaspach. Niekiedy nawet jakiś wilk podchodził do Sechmanna i ocierał się niczym łaszący się kot, okazując swą sympatię. Gdy zaś mężczyzna wraz z ową hordą wyszli z wioski i przedzierali się między drzewami, Krtań mógł dostrzec kolejną cechę łączącą obie grupy zwierząt. Cechę, której domyślił się już w domu Kristy. Wszystkie wilki zostały objęte rytuałem, jednak nie przez Drugiego. Sechmann aż do tej pory nigdy nie spotkał Pierwszego, ale dzięki pobycie we Vrlice nauczył się wyczuwać czy raczej domyślać, że ta specyficzna aura należała właśnie do Priori. Teraz też miał potwierdzenie tego, co już przeczuwał wcześniej – jedna z tych potężnych istot zawędrowała do Vrliki i snując zaklęcia niczym pajęczynę, wzięła wioskę w swoje posiadanie. Czemu jednak poprzestawała na wyrywaniu serc, zamiast wyssać aurę z ludzi tak, jak pająk wysysa muchę, tego Egzarcha nawet się nie domyślał.
  Sechmann powolnym krokiem zmierzał w kierunku, który już znał. W pewnym momencie, gdy od wyspy Holgera nie dzieliło go więcej niż sto kroków, wilki odłączyły się i rozbiegły po lesie, a sam mężczyzna, zamiast iść dalej prosto, odbił w prawo. Szedł samotnie z kamienną, nieprzeniknioną miną. Beznamiętne oblicze było maską, które skrywało ogrom uczuć, jakie teraz zawładnęły mężczyzną. Czuł gorycz porażki. Na nic zdało się śledztwo i ta ciężka walka. Oto stał się ot tak więźniem mordercy, niezdolnym do zerwania tych niewidzialnych kajdan. To jednak nie sprawiło, że Waldgrosseńczyk całkiem się poddał. Chociaż nie miał wielkich nadziei na wygraną, sądził, że oto jest wzywany na jakiś rodzaj audiencji u mordercy, toteż chciał się przygotować. Na razie chciał sprawdzić, czy jest w stanie manipulować energią pomimo tego, że był pod wpływem obezwładniającego i ubezwłasnowolniającego zaklęcia. Wiedział, że potrzebny jest jakiś silny impuls z zewnątrz, tak jak Junę z transu wyrwał ból zadany przez Timma. Egzarcha postanowił więc sprawdzić, czy może sięgnąć ku energii, która znajdowała się – w dużym uproszczeniu – wszędzie, będąc na wyciągnięcie ręki każdego maga. Krtań chciał się upewnić, nim przyjdzie mu stanąć oko w oko z mordercą, nie zamierzał jednak już teraz wyrywać się z transu, o nie. Po prostu skupił się w sobie i raz jeszcze zaczął, niczym tkaczka sprawdzająca, czy splot nici w tkaninie jest dostatecznie ciasny i silny, delikatnie badać energię.
  Vitav z zaskoczeniem odkrył, że magiczne źródło jest dla niego dostępne, chociaż nie bez ograniczeń. Nie odważył się sięgnąć po wiele, szybko jednak odkrył, że kierowanie nią jest niezmiernie trudne. Zupełnie jakby ktoś inny spiętrzył ją tuż na wyciągnięcie rąk Sechmanna, ale tylko na własny użytek, toteż niemożliwe było zmuszenie energii skumulowanej niezmiernie blisko mężczyzny, aby to on mógł skierować ją gdzieś indziej. To doświadczenie jednak uświadomiło mu, że morderca jest blisko, na długo niż go zobaczył.
  Egzarcha znalazł się na polanie, która wyglądała na jedno z miejsc pracy Holgera – wszystkie stare, spróchniałe drzewa zostały ścięte, pozostawiając po sobie jedynie pniaki o szerokich przekrojach w otoczeniu młodych drzew. Na jednym z nich, niezbyt rozłożystym dębie, wisiała jedna z ofiar. Rudowłosa dziewczyna walczyła o życie, próbując poluzować pętle zaciśniętą na szyi. Każdy jej ruch sprawiał, że lina jeszcze mocniej wżynała się w ciało. Mimo to jednak piękność – teraz wyglądająca dość żałośnie w przemoczonej koszuli nocnej, w której pewnie została wyciągnięta z łóżka przez trans – walczyła o swoje życie. Aż do momentu, gdy spomiędzy drzew nie wyszedł odziany w zakrwawiony płaszcz morderca. Wiatr targał połami materiału, toteż zabójca w lewą rękę ujął swe odzienie, ukazując rąbek jaskrawoczerwonej sukni pod spodem, a prawą ręką sięgnął ku sercu ofiary. Sechmann, wciąż w transie, mógł tylko patrzeć na to, jak ostrza zamocowane w zaklętej rękawicy zatapiają się w ciele młódki, przebijając się przez skórę i żebra do serca tak, jakby były one wykonane z masła. Towarzyszył temu jednak trzask łamanych kości, który w panującej ciszy był tak donośny, jakby to właśnie Vitavowi wyrywano serce, a nie nieznanej mu Vrlikance. Ezgarchini cofnęła się o krok i przyglądała się przez chwilę swemu dziełu – rudowłosa była teraz martwa, a ze świeżej rany obficie broczyła krew, sprawiając, że cienka koszula, półprzezroczysta przez to, że została przemoczona doszczętnie w trakcie wędrówki przez śnieg, przybrała czerwony kolor. Morderczyni przełożyła wciąż bijące i ciepłe serce do lewej dłoni i sięgnęła do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wciąż miała na sobie rękawicę, toteż nie było jej łatwo ująć poszukiwany przez nią przedmiot. Zabójcze ostrza były doskonałe do wyrywania serc wprost z klatek piersiowych ofiar, nie były jednak przystosowane do chwytania jakichś drobnych rzeczy.
  Wiatr wzmógł się jeszcze, gdy Ezgarchini wyrwała z siebie mimowolne przekleństwo, gdy wciąż nie mogła znaleźć czy też wziąć to, czego potrzebowała. Gdy w uszach Sechmanna zabrzmiała jakże swojska a jednocześnie prostacka „kurwa”, poczuł, jak koncentracja energii, jaką dokonała być może sama morderczyni, zostaje zaburzona. Wraz z każdą gęstniejącą na zimnie kroplą krwi, która skapywała z ziejącej rany w piersi rudowłosej, energia znów płynęła swobodnie, jak rzeka, gdy ktoś zburzy tamę zatrzymującą wodę w jednym miejscu.
Ilość słów: 1420

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość