"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Vrlika

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 117

wt lip 17, 2018 10:26 am  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Chociaż odpowiedź Kristy była niezmiernie logiczna, Sechmann poczuł lekkie ukłucie zawodu – tak lekkie, że ledwie odczuwalne. Vrlika ze swą burzliwą i wątpliwą przeszłością pełną wzmianek o wysłanniku Onych o czerwonych ślepiach i okrutnym składaniem ofiar z niewinnych, posępnymi mieszkańcami i wiecznym śniegiem dookoła była wprost stworzona do wyjątkowych tradycji. Wybór śliwek jako sztandarowy owoc wykorzystywany w kuchni był co prawda ze wszech miar najpraktyczniejszy, ale bez oparcia o żadną mitologię był rozczarowująco mało poetycki. Mężczyzna jednak nie poświęcał uwagi tak trywialnym sprawom zbyt długo. Nawet kąśliwemu spojrzeniu starszej kobiety w stronę poczciwego młodzieńca nie pozwolił zbyt długo zagościć w swoich myślach. Ot, Timm miał te nieszczęście, że wychowywał go znienawidzony przez Vrlikanów drwal, w dodatku tak jak on był cudzoziemcem. Coś takiego dla zaściankowych, ksenofobicznych wieśniaków było nie do pomyślenia. Sechmann zdążył już może nie tyle pogodzić się z tym faktem, co nie pozwolić mu wpływać na jego tutaj funkcjonowanie. Nie przybył tu, by umożliwić młodym zamęście, rozwiązać konflikty Holgera ani w żadnym podobnym celu. Chciał schwytać mordercę, li i jedynie.
  Kolacja przebiegała już bez żadnych zakłóceń, o ile wcześniejsza ostra nagana we wzroku matrony mogła być liczona jako takowe. Krtań, w przypływie ochoty na zwierzenia, opowiedział co nieco o swojej rodzinie. Nie wdawał się w szczegóły nieistotne w owym momencie, podkreślił natomiast fakt, że i on wywodził się z zamożnej rodziny kupieckiej. Timm spojrzał na niego zaskoczony, jakby spodziewał się, że jego trener pochodzi z rodu o długiej tradycji wojennej. Obie kobiety wykazały natomiast życzliwe zainteresowanie – Krista spytała, czy tego typu interes w Waldgrossen przynosił sporo zysków, Junę natomiast zainteresowało, jak to jest prowadzić handel w tak dużym mieście. Z wypiekami na twarzy zasypała Sechmanna gradem pytań, a wszystkie tyczyły się nie tyle przedsiębiorczej strony, ile odczuć Vitava dotyczących bliskości konkurencji, możliwości popatrywania na oferty innych i klimatu miejsca, gdzie handel kwitł zapewne o wiele lepiej niż w tak małej osadzie jak Vrlika. Obie niewiasty, mimo dość jednoznacznego zainteresowania pieniędzmi ze strony matrony, nie wdawały się jednak w szczegóły tego, czemuż to rodzinny interes został sprzedany. Nie wiadomo było, czy to z powodu wyuczonego bądź wrodzonego taktu, czy też z braku zainteresowania aż tak osobistymi aspektami historii Egzarchy.
  W końcu wieczerza zakończyła się. Nim mężczyzna został poprowadzony ku izby, w której miał spać, Juna – pełniąca funkcję zarówno gospodyni, jak i służki – zebrała wszystkie naczynia i pozmywała po posiłku. Pomógł jej w tym Timm, oczywiście z typowej dla zakochania woli ułatwienia każdego aspektu życia swojej wybranki. W oczach Kristy jednak świadczyło to o tym, że sam młodzieniec czuje się parobkiem w ich domu, co też nie omieszkała się wspomnieć, gdy przez niecały kwadrans siedziała razem z Sechmannem przy stole bez towarzystwa młodych. Kobieta zdecydowała się wykorzystać tę chwilę, by przekazać Waldgrosseńczykowi pewną wieść:
  – Po naszej rozmowie poleciłam Junie poszukać zapisków mojego dziadka. Trzymamy je na strychu razem z innymi pamiątkami, które w pokojach wyglądałyby zbyt skromnie. Gdy mój dziadek uczył się sanctinu i zapisywał litery jeszcze niezbyt poradnie – co też wróciło mu na stare lata, gdy głowa i ciało coraz częściej odmawiały mu posłuszeństwa – opisał przekazywaną dzieciom ówcześnie metodę składania ofiar. Rzeczywiście, kiedyś były one wieszane, jednak nieprawdą było, że cała wioska udawała się na biesiadę, gdy ich dzieci porzucano w lesie. Tak naprawdę każdemu dziecku towarzyszył niespokrewniony dorosły, nie mógł jednak mieć przy sobie żadnych przedmiotów. To rodzi pytanie, skąd pojawiały się powrozy, na których wieszano ofiary, niestety spisana przez dziadka historia tego nie wyjaśnia. Nie wiem niestety i już się nie dowiem, czy dziadek spisał swoją fantazję na ten temat, czy też zapisał starannie każde przekazane mu słowo. Pomyślałam jednak, że przy pańskim zainteresowaniu tematem warto o tym wspomnieć –krótko po tych słowach kobieta życzyła Vitavowi dobrej nocy i ciężko wstała zza stołu, by drobnymi, niezmiernie powolnymi kroczkami podreptać do własnej sypialni. Juna tymczasem wróciła z Timmem, oboje przy tym byli zarumieni. Wargi dziewczyny były opuchnięte, a koszula chłopaka wymiętoszona przy kołnierzu, jednak poza tym prezentowali się dość przyzwoicie. Młódka poprowadziła Sechmanna do pokoju pomiędzy sypialniami obu kobiet. W pokoju znajdowały się dwa łóżka, a swoim wystrojem przypominał trochę pokój, który kiedyś przeznaczono dla dzieci – świadczyły o tym nieliczne zabawki z drewna i figurki przedstawiające zwierzęta gospodarskie. Jak wyjaśniła dziewczyna, rodzice kiedyś liczyli, że oprócz niej pokój zajmie jej siostra, niestety zmarła w trakcie porodu i drugie łóżko nigdy nie zostało wykorzystane. Timm natomiast dostał pokoik znajdujący się nieco dalej od sypialni młódki – możliwe, że na usilną prośbę Kristy, która nie życzyła sobie, aby chłopak kręcił się obok jej córki – za to bliżej drzwi dzielącej dom na część mieszkalną i sklepową.
  Młodzik życzył Sechmannowi dobrej nocy, co miało znaczyć tyle, że liczył na to, że nie muszą obawiać się ataku na Junę i jej matkę. Powiedział, że przygotuje się do półsnu, w jakim zadeklarował się trwać, by w razie niebezpieczeństwa móc od razu zerwać się z łóżka, a Egzarcha wykorzystał ów czas, aby uzupełnić swoje zapiski. Dziennik powoli zapełniały kolejne wnioski i spekulacje wynikające ze zdobytych w trakcie tego dość żmudnego śledztwa. Pozostawało mieć nadzieję, że Sechmann odkryje tożsamość mordercy oraz – co ważniejsze – zdoła go powstrzymać, nim ten wybije pozostałych przy życiu mieszkańców wioski. Tymczasem zapisał skrupulatnie kolejne zdania, po czym oddał się medytacji. Trwało to jakiś czas, dopóki nie usłyszał wilczego wycia gdzieś nieopodal, jakby sfora stłoczyła się pod sklepem. Gwałtowny podmuch wiatru zastukał okiennicami, otwierając je. Zbiła się przy tym szyba, a odłamki szkła – materiału niezmiernie rzadkiego i cennego w osadach tak ubogich jak Vrlika – wleciały do środka razem z płatkami śniegu, układając się w finezyjny wzór. Sechmann dostrzegł w owym przypadkowo utworzonym kolażu zarys głowy otoczonej pętlą, czy może raczej takie wrażenie było wynikiem rozmyślaniom o ofiarach mordercy.
Ilość słów: 1141

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lip 17, 2018 1:29 pm  

  Podczas swej medytacji, Sechmann miast oczyścić umysł całkowicie, zregenerować siły jak najszybciej i być od razu gotowym do starcia, poświęcił – przynajmniej przez chwilę – swe myśli słowom Kristy. Wyglądało na to, że dzieci tak naprawdę nie były zostawiane same sobie – towarzyszyli im dorośli ludzie, prowadzący je na śmierć. Być może dziadek tej starszej kobiety prowadził własne "dochodzenie", w ramach czystej dociekliwości. Jeśli mężczyzna rzeczywiście odkrył coś, czym nie podzielił się z kartką papieru, to mogło po części wyjaśniać powód, dla którego obecnie przez starszyznę potępiana jest rodzina Juny. Krtań jakoś od początku nie wierzył, że chodzi o sam biznes i pieniądze, w tej pogardzie kryć musiało się coś większego.
  Spośród tego natłoku myśli, Vitava wyrwał porywisty wiatr, który z impetem trzasnął okiennicą, aż szyba się zbiła. Czym prędzej pochwycił za miecz i podbiegł do okna, sprawdzić czy być może osoba, której jest to sprawka, nadal tam się znajduje. Jednak jedynym co zastał, był wzór, w który układały się potłuczone kawałki cennego szkła. Najpierw wycie wilków, teraz wisielec. Jeśli to, co mówiła ta stara jędza jest prawdą, to znowu kogoś zamordowano. Ktoś znowu zawisł. I z jakiegoś powodu morderca lub jego wspólnik chce, bym o tym wiedział. Kurwa mać — przeklął w myślach.
  Wzrokiem już szukał Timma, który to wcześniej przysiągł, że jak tylko coś się wydarzy, będzie gotowy do działania. Pognał do miejsca, w którym chłopak miał spać i natychmiast – jeśli była taka potrzeba – wyrwał go ze snu.
  Goń obudzić kobiety i powiedz im, żeby zamknęły się w miejscu, w którym nie ma okien, jeśli jest tu takie. Niech nie zamykają drzwi na klucz, ale jak tylko coś zobaczą lub usłyszą, mają zacząć się drzeć. Ja biegnę na dół, masz do mnie zaraz dołączyć — jak powiedział, tak zrobił. Czym prędzej skierował schodami na parter i zaczął rozglądać się, czy przypadkiem nikt nie próbuje wtargnąć do środka. W dłoni stale trzymał miecz.
  Żeby tylko nie znalazł ich zabitych — pomyślał — Z drugiej strony, cholera, drwal. Ale nie pobiegnę na tę jego wyspę w ciemną noc. Mam nadzieję, że nie popełniłem błędu przychodząc tutaj, zamiast zostać u Holgera. Ale kurwa, skąd mogłem wiedzieć, gdzie ten sukinsyn uderzy? — pytał samego siebie. Na czole Vitava pojawiły się pierwsze krople potu. Stał czujny, stale rozglądając się na boki, z zamiarem uchwycenia wzrokiem sprawcy tego całego zamieszania. Nie zamierzał jednak wychodzić na zewnątrz samemu – czekał, aż Timm upora się z prostymi instrukcjami i dołączy do niego.
Ilość słów: 479

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 117

wt lip 17, 2018 3:43 pm  

Narrator

  Słowa Kristy wypowiedziane po wieczerzy zasiały w głowie Sechmanna nowe pomysły. Mężczyzna zastanawiał się, czy rodzina handlarzy drogim płótnem nie jest naznaczona w oczach starszyzny nie z powodu bogactwa, a z niegdysiejszej chęci do grzebania w mrocznej przeszłości osady. Postawa Anny jasno wskazywała, że kobieta nie lubi pytań, a najlepszym rodzajem człowieka jest taki, który akceptuje każde wyjaśnienie i nie próbuje kwestionować odgórnych dykteryjek i teorii. Owe rozmyślania nieco rozproszyły Egzarchę, zdołał jednak na powrót skupić swą uwagę na medytacji… tylko po to, by zostać z niej wyrwanym, gdy podmuch wiatru brutalnie otworzył okno, tłukąc przy okazji szybę. Vitav nie tracił czasu, dobył Pokuty i tak uzbrojony gotowy był zmierzyć się z kimkolwiek, kogo by dostrzegł. W mroku, jaki rozpościerał się jednak na dworze, nie dostrzegł ni żywej duszy, czym prędzej więc pobiegł do Timma. Być może taki popłoch wywołał w nim wzór, w jaki ułożyły się kawałki szkła, a może to obawa przed rychłą śmiercią drwala, pozostawionego samemu sobie w chacie, która w tym momencie zdawała się leżeć na drugim końcu świata.
  Sechmann wpadł jak burza do pokoju przydzielonemu przez apodyktyczną Kristę młodzikowi. Nim dostrzegł chłopaka, zdołał już wykrzyczeć ponaglenie, aby wybudzić kobiety i nakazać im schować w izbie bez okien. Ku zdziwieniu Krtani, Timm stał w oknie i na coś patrzył. Odwrócił się do swego dzisiejszego trenera i bezgłośnie poprosił, by ten podszedł. Czuć było, że coś ciężkiego zawisło w powietrzu. Strach i zapowiedź niebezpieczeństwa.
  Pod domem, do którego wcześniej udała się rudowłosa piękność, stała jakaś wysoka postać odziana w bordowy płaszcz, w otoczeniu wilków. Trudno było określić, czy dookoła biegała jedna wataha, czy też kilka, tak wiele było owych zwierząt, z których wszystkie wyglądały na wyjątkowo silne i wielkie basiory. Postać natomiast odziana była w bordowy płaszcz i zachęcająco machała do Timma prawą dłonią… odzianą w rękawicę, która poniekąd znana już była Sechmannowi, był to bowiem ów zaklęty przedmiot, którym wyrwano serce Saladynowi. W chwili, gdy Egzarcha to sobie uświadomił, stały się dwie rzeczy – ów odziany w płaszcz z kapturem zasłaniającym twarz człek poruszył się, przez co okazało się, że owo odzienie było w istocie szare, ale ozdobione nerdyjskim wzorem wyszytym złotą nicią, co do tej pory skrywały liczne plamy krwi. Po drugie, z głębi domu do uszu Krtani dobiegł głuchy odgłos, jaki towarzyszył wyważeniu drzwi i wilcze wycie. Zwierzęta znalazły się już na korytarzu, słychać było, jak zbliżają się do komnat sypialnianych, powarkując.
Ilość słów: 497

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lip 17, 2018 7:16 pm  

  Mimo prostych i zrozumiałych instrukcji Sechmanna, Timm stał jak wryty. Przy oknie, stale się czemuś przyglądając. Młodzik przywołał Krtań gestem ręki do siebie, a ten podszedł i również spojrzał przez okiennicę. To co ujrzał było tym, czego szukał tu od samego początku. Postać – bo płeć ciężko było z tej odległości zidentyfikować – w szarym płaszczu z wyraźnie nerdyjskimi wzorem, do którego wyszycia użyto złotych nici. Co więcej, osoba ta spoglądała w kierunku młodego Nerdyjczyka i do niego machała, jak gdyby nigdy nic. Vitav odsunął swego tymczasowego ucznia od szyby i sam się do niej zbliżył, otwierając przy tym okno, coby lepiej przyjrzeć się sylwetce człowieka. Najprawdopodobniej Egzarchy, na co wskazywała broń, jaką się posługiwał. W pewnym sensie Sechmann odetchnął z ulgą, gdyż już był niemal pewny, że to coś, z Pierwszym ma wspólnego niewiele. Teraz bardziej martwiły go wilki, których było tu niemożebnie dużo. Biegały wokół, wyły, szczekały i przede wszystkim groźnie wyglądało. Natomiast ofiarą tej nocy zdawała się być rudowłosa dziewczyna, która wcześniej figlarnie spoglądała na Timma. Najwidoczniej ona też była zgniłym jajem — kąśliwie skomentował słowa Anny, które dziś usłyszał.
  Ale jeden trup tej nocy zdawał się być dla oprawcy niewystarczający. Zdawało się, że człek ten w jakiś sposób kontroluje tutejsze wilki. Potężne basiory zaczęły dobijać się do domu Kristy, aż w końcu dało przedostać im się do środka. Sechmann z mieczem w dłoni wybiegł na korytarz, przezornie rozglądając się przy tym, czy któryś z tych psowatych skurwysynów nie wbiegł już na górę. Ostatecznie to była walka, której nie sposób było uniknąć. Pieprzone zwierzęta, w stadzie są groźniejsze od ludzi — skrzywił się pod nosem, będąc już gotowym na konfrontację z nad wyraz dużymi wilkami. Taktykę przyjął prostą – to czego się da unikać, a czego nie będzie w stanie odbić normalnie – to za pomocą magi. Jeśli już by zdarzyło mu się użyć swego zaklęcia defensywnego, zamierzał wykorzystać to jak najlepiej potrafił, a więc po prostu przy tej okazji zarżnąć tyle psów, ile tylko się dało. Jeśli ewidentnie nie dawałby sobie rady, skorzystałby z Czarnego Egzekutora, który bez problemu przebijał się przez twardą stal, a co dopiero przez skórę i kości wilków, które napatoczyłyby się pod ostrze.
  Timm! — zawołał chłopaka do siebie. — Będziesz miał okazję pokazać, czego się dzisiaj nauczyłeś. Może nie na innych ludziach, ale za to wilków nie szkoda — skomentował całą sytuację. Nie chciał, żeby chłopak był zbyt spięty. To mogłoby zacząć rodzić problemy.
Ilość słów: 497

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 117

czw lip 19, 2018 12:50 pm  

Narrator

  Jak się okazało, Timm nie wypatrywał za okno, po to, by podziwiać piękno vrlikańskiej nocy. Młodzika zmroził widok mordercy, który w dodatku był świadomy widowni i z tegoż to powodu przyjacielsko pomachał. Sechmann nie miał czasu roztrząsać, czy owa istota – sądząc po posiadanym zaklętym przedmiocie, Egzarcha – chce w ten sposób okazać, że nie ma złych zamiarów wobec Nerdyjczyka jako swego krajana, czy też ów na ogół wyrażający sympatię gest był pewnego rodzaju kpiną. Krtań miał natomiast czas zorientować się, że człowiek stojący naprzeciw sklepu Kristy prawdopodobnie ma zamiar zabić rudą dziewkę albo już to zrobił. Czyżby więcej wieśniaków niż wskazywały na to słowa Anny było zgniłymi jajami? Mężczyzna mógł się tego jedynie domyślać, czego jednak był pewien to to, że szykowała się potyczka z wilkami.
  Basiory swymi potężnymi cielskami zdołały wyrwać drzwi z framugi i teraz tłoczyły się w korytarzu. Vitav postanowił wybiec im naprzeciw i nie pozwolić, by zwierzęta wdarły się do mieszkania obu kobiet. Tuż za nim dreptał Timm, z mieczem w jednej i siekierą w drugiej dłoni. Na wpół żartobliwa uwaga jego mentora nie pomogła chłopakowi ochłonąć, nie wyglądało jednak na to, by bał się atakować wilki, a to wystarczyło… A przynajmniej tak wydawało się Egzarsze.
  Gdy tylko Waldgrosseńczyk wybiegł z pokoju, do jego gardła skoczył szary wilk, próbując pomimo szarpania się ofiary przedrzeć się przez warstwę odzienia do delikatnej skóry. Młodzik, widząc to, nie tracił czasu i wykonał gwałtowne cięcie w grzbiet zwierzęcia. Miecz ześlizgnął się po futrze, nie czyniąc krzywdy basiorowi. Timm zmarszczył brwi i zamachnął się jeszcze raz, tym razem jednocześnie siekierą i mieczem. Ta pierwsza zagłębiła się głęboko między żebrami, a gdy chłopak wyrwał swą broń i narzędzie pracy w jednym z cielska, rozległ się trzask ledwie słyszalny przez wycie i warczenie zwierząt. Wilk zwolnił zacisk szczęk i osunął się, wydając z siebie żałosny skowyt. Krew obficie broczyła z rany, ale to nie zatrzymało zwierzęcia, ze zdwojoną determinacją skoczyło na Vitava, tym razem jednak mężczyzna był przygotowany. W gorszej sytuacji znalazł się Timm. Jedno ze zwierząt ugryzło go w nogę, zaciskając szczęki wokół łydki, a drugie próbowało dostać się do gardła. Na szczęście chłopak odparł ów frontalny atak, niestety powstrzymywanie jednego wilka uniemożliwiało mu pozbycie się zwierzęcia, które coraz mocniej wgryzało się w mięśnie.
Ilość słów: 459

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw lip 19, 2018 4:22 pm  

  Sechmann ledwo otworzył drzwi, i choć poruszał się wyjątkowo przezornie, to został zaskoczony przez wielkiego wilka. Egzarcha nie spodziewał się, że basiory tak szybko wparują do domu Kristy, najwyraźniej jednak siła tych zwierząt była na tyle duża, by bez większych problemów wyważyć drzwi. Bestia rzuciła się mężczyźnie do gardła, na co ten zdążył jedynie głośno skląć i zacząć się szarpać. Z odsieczą przyszedł mu Timm, który w jednej dłoni dzierżył miecz, a w drugiej siekierę. Przedmiot, którym zwykle rąbało się drewno, mignął przed oczyma Vitava i trzasnął ogromnego wilka z takim impetem, że ten aż zwolnił uścisk i opadł na ziemię. Niestety, nawet pomimo paskudnej rany, dzikie zwierzę się nie poddało i już szykowało do kolejnego ataku, którego tym razem Krtań się spodziewał i nie zamierzał pozostać dłużny. Kątem oka dostrzegł jeszcze, że Nerdyjczyk, choć dobrze włączył się do tej walki, miał zdecydowane kłopoty. Silna szczęka zacisnęła się na jego nodze w tym samym czasie, w którym atakował go jeszcze inny zwierz. Trzeba mu szybko pomóc, bo sam z dwoma nie wyrobi — przeleciało mu błyskawicznie przez myśl. W tym samym momencie przelewał już energię do Pokuty, aktywując Czarnego Egzekutora. Nie miał zamiaru pozwolić sobie nawet na najmniejszy błąd, toteż skupił się na tylko na sobie i na przeciwniku. Przynajmniej na te kilka decydujących sekund.
  Kiedy tylko bestia drgnęła, kierując się ponownie w kierunku gardzieli Egzarchy, ten szybkim, zdecydowanym cięciem usiłował przepołowić ją już w locie przy pomocy czarnej powłoki, która właśnie oplatała ostrze. Zaklęcie o tyle silne, co cholernie nieuczciwe w starciu ze zwykłymi ludźmi czy po prostu zwierzętami – czar ten formował energię w coś, co było ostre jak tysiąc brzytw oraz wytrzymałe jak najtwardszy minerał. Przynajmniej dopóki nie musiało mierzyć się z innymi zaklętymi przedmiotami czy po prostu czarami. Nie potrzeba było mistrza sztuk magicznych, żeby rozproszyć przybierającą czarny kolor energię. Temu też Egzarcha miał pewność, że skoro bez broń w takim stanie bez trudu nie raz przebiła się przez pełną zbroję płytową, tak też teraz wbije się w cielsko masywnego wilca, rozdzielając je na dwie osobne części.
  Postanowił tak uczynić z jednego prostego powodu – nie chciał szybko opaść z sił. Nie wiedział, jak wiele było tu wilków, wiedział za to, że nadal nie jest nadzwyczaj wytrzymałym Egzarchą. Bez względu na to, jak dobrym wojownikiem by nie był, samym doświadczeniem i siłą nie zwycięży z liczniejszym przeciwnikiem. Tutaj potrzeba było czegoś więcej, a tym czymś była magia. Jeśli więc manewr ten się powiódł, zamierzał podtrzymać Czarnego Egzekutora i jak najszybciej ruszyć z odsieczą Nerdyjczykowi siłującemu się z dwoma basiorami. Największe zagrożenie zdawał się stwarzać ten wgryzający mu się w nogę. Jeśli chłopak upadł by na ziemię, to byłoby po nim. Tak więc to ku temu zwierzęciu Sechmann zwrócił się najpierw, wyprowadzając cięcie od góry, które miało pozbawić wilka głowy.
Ilość słów: 557

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 117

pt lip 20, 2018 2:58 pm  

Narrator

  Zorientowawszy się w sytuacji, Vitav postanowił pomóc Timmowi… ale nie prędzej, niż przed pozbyciem się własnego przeciwnika w postaci rannego, ale niezmiernie zdeterminowanego zwierza. Mężczyzna przelał nieco energii do swego miecza i korzystając z magii wespół z impetem wilka skaczącego mu dosłownie do gardła, wykonał jedno cięcie. Jego zamierzeniem było przepołowić basiora. Ostrze zanurzyło się w cielsko w miejscu, gdzie szyja łączy się z barkiem i zatrzymało się dopiero wtedy, gdy uderzyło o deski. Martwe zwierzę padło bezwładnie na podłogę, wydając z siebie ostatni skowyt, mimo że już uległo przepołowieniu.Zadowolony z efektu, Egzarcha podtrzymał zaklęcie i ruszył ku młodzikowi, który skrzyżowanymi ze sobą mieczem i siekierą powstrzymywał drapieżnika przed takim samym skokiem, jaki powitał Vitava w korytarzu. Był to wieczór zaiste serdecznych gestów – najpier morderca przyjaźnie machający do Timma, potem wilki dobierające się do gardeł na przywitanie. Oczywiście nie takie myśli były w głowie Krtani, gdy ten cudem ocalił własną przed rozszarpaniem.
  Mężczyzna dokonał szybkiej oceny sytuacji i zdecydował się atakować wilka, który z zapamiętaniem wgryzał się w łydkę bezradnego chłopaka, zbyt zajętego drugim agresorem, by móc pozbyć się szczęk zaciśniętych wokół jego nogi jak imadło. Pokuta wydała przeraźliwy świst, gdy jej ostrze otoczone czarną, magiczną powłoką przecięło prędko powietrze, by zatrzymać się na szyi basiora. Wilk puścił nogę Timma, wydał z siebie szczęknięcie niczym zbity przez właściciela psiak i odwrócił się do swego nowego celu i przeciwnika w jednym. Zwierzęciu zdawało się nie przeszkadzać, że łeb chwieje się niebezpiecznie na pojedynczym paśmie skóry i pęczku nerwów i żył po wymierzonym w niego cięciu. Głowa ledwo co trzymała się ciała, ale to nie znaczyło, że wilk – wbrew zasadom zdrowego rozsądku, ale to we Vrlice było już raczej normą niż wyjątkiem – zamierzał zwracać uwagę na ów nieistotny fakt. Zawarczał groźnie i zaczął okrążać Sechmanna, nim ten zdołał zebrać się po ostatnim ciosie, którego impet jego samego na chwilę zaskoczył. W tym czasie zadziały się trzy rzeczy – młodzik zadźgał w końcu wilka, który go atakował, dwa kolejna przeciskały się do korytarza, już pędząc, by swymi potężnymi ciałami powalić po prostu mężczyzn, a klamka od drzwi Juny poruszyła się. W jakiś sposób odgłos, jaki wywołało przekręcenie przerdzewiałej gałki przedostał się do uszu Egzarchy przez całe to powarkiwanie, sapanie Timma i odległy szum wiatru zmieszany z wyciem pozostającej na zewnątrz watahy.
Spoiler:
-3 PW
Ilość słów: 479

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lip 21, 2018 10:10 am  

  Cielsko potężnego zwierza wzbiło się w powietrze, nie długo mu jednak przeznaczone choćby kłami ponownie dotknąć gardzieli Sechmanna. Już w locie cholernie ostra, czarna powłoka pierw bez problemu przecięła skórę ów wilka, by następnie doszczętnie rozpłatać jego szyję. Usłyszeć dało się jedynie chlupot posoki, a kilka setnych sekundy później – uderzenie głowy basiora o podłogę. Zaraz obok miejsca, w które wbiło się ostrze Krtanie. Mężczyzna zamachnął się z taką złością, że nawet nie zauważył kiedy pozbył się oponenta, przez co nie zakończył ataku w momencie pokonania przeciwnika, a dopiero wtedy, gdy zorientował się, że trochę zdewastował podłogę w domu Kristy. Czasu na rozmyślania nad stanem desek, którymi wyłożono korytarz, nie było, bowiem teraz pomocy potrzebował Timm.
  Egzarcha bez większego namysłu po prostu raz jeszcze ciął w łeb, chcąc zwyczajnie unieszkodliwić przerośnięte bydlę. I tutaj nastąpiło coś, co go nie lada zadziwiło. Raz, że zwierz nie odskoczył, a dwa, że mimo morderczego ataku – przeżył. Choć jego łeb zsiwiał na zaledwie kilku nerwach i naciągniętej skórze.
  Kurwa, wiedziałem, że coś z nimi jest nie tak — zwrócił się szybko do Timma, widząc przy okazji jak temu w końcu udaje się pozbyć nękającego go wilka.
  W tym krótkim czasie wydarzyły się dwie niepokojące rzeczy. Najpierw pojawiło się więcej wilków, a dokładniej dwa. Pędzące przez korytarz, chcąc chyba po prostu staranować Nerdyjczyka i Egzarchę, przewrócić na ziemię, a potem rozedrzeć ich gardła. Potem do uszu Krtani dotarł odgłos przekręcanej klamki, tej od pokoju Juny. I tutaj już coś ewidentnie nie pasowało. Ktoś tam wszedł? Wyszedł? Jeśli to drugie, to po co? Jeśli pierwsze – jakim cudem obaj mężczyźni tego nie zauważyli? Sytuacja była pozbawiona wszelkich praw logiki. Jednak jeśli chcieli przeżyć, nie mogli najzwyczajniej w świecie stać w miejscu bądź zaprzątać myśli młódką. Owszem, przyszli obronić dziewczynę, ale nikt nie chciał tracić przy tym życia. W końcu może to tylko ciekawska Juna lekko uchyliła drzwi, chcąc sprawdzić jak wygląda sytuacja.
  Dobij to gówno, może nas nie ujebie, ale jak może dalej się ruszać to znaczy, że w każdej chwili można nas przewrócić — poinstruował chłopaka, samemu szukając dogodnej okazji, by jak najmniej ryzykownie pozbyć się kolejnego basiora. Ustawił się w taki sposób, by móc w każdej chwili uskoczyć – bydlęcia ostatecznie przecież nie dało się sparować, można było najwyżej uniknąć jego kłów – i poprawił chwyt miecza. Miał zamiar ugrać nieco czasu, żeby chłopak mógł rozprawić się z niedobitkiem i przystąpić do odpierania kolejnej fali zwierząt. Podtrzymał więc zaklęcie, a w ostateczności – kiedy Nerdyjczyk ostatecznie pozbywał się łba basiora – planował zablokować atak wilka rzucającego się na młodzika. Tak jak zwykle, z małymi jednak zmianami. Nieco bardziej opanowany, wręcz zachowawczym, aczkolwiek nadal szybkim i prostym cięciem celował tak, by na pewno pozbyć się wroga... Bądź przynajmniej go unieruchomić.
Ilość słów: 556

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 117

sob lip 21, 2018 10:57 am  

Narrator

  Mężczyzna, chcąc powtórzyć manewr, który unieszkodliwił bydlę chcące rozerwać jego gardło, ponownie próbował odciąć wilczy łeb. Jakież było jego zdziwienie, gdy zwierzę przeżyło atak, mimo że ów bynajmniej nie był chybiony. Głowa zwisała bezwładnie, a mimo to z paszczy zwróconej teraz ku podłodze – bo cienki pęczek nerwów i naczyń krwionośnych nie umożliwiał utrzymanie kudłatej głowy w pozycji pionowej – dobywał się złowrogi warkot. Wyglądało to co najmniej równie groteskowo, co przerażająco. Timm na ten widok najpierw zbladł, a potem jego twarz przybrała zielonkawy kolor. Nie zwymiotował jednak, mimo że widać było, że jego ciało buntowało się przeciwko takim rewelacjom, mimo że przecież nie raz miał okazję widzieć bezgłowe zwierzę, czy też nie w pełni bezgłowe. Zapewne jednak owe nigdy nie wydawało z siebie żadnych odgłosów ani ogólnie nie sprawiało wrażenia aż tak żywotnego. Egzarcha skomentował krótko charakter wilków, sięgając do dość oklepanego tekstu „od początku wiedziałem, że to zły pomysł”, tym razem twierdząc, że już na pierwszy rzut oka wiedział, że wataha towarzysząca mordercy nie składa się ze zwyczajnych zwierząt. W tym momencie dostrzegł też, że Timm powalił drugiego wilka na deski. Wielkie bydlę leżało na plecach, nie oddychając ni w żaden inny sposób nie wykazując oznak życia. W piersi ziała ogromna rana, zadana mieczem i ostrzem siekiery równocześnie, tak że zalane krwią, ale tracące swój koloryt serce było widoczne pod strzaskanymi żebrami. Na pysku utrwalony został wyraz wściekłości, wcale niezbyt zwierzęcej, gdy tak Vitav patrzył na rozchylone do ataku szczęki i w ciągu sekundy – gdyż nie mógł sobie pozwolić na stratę większej ilości czasu w tym momencie – analizował wilcze zwłoki.
  W owej chwili Sechmann zrozumiał, że trzeba będzie spiąć się w walce. Przybyły kolejne dwa basiory, a to – biorąc pod uwagę, że jeden wciąż żył – nie wróżyło najlepiej. Podtrzymał więc zaklęcie i starał się zignorować niepokój, gdy usłyszał chrobot wydany przez klamkę u drzwi pokoju Juny. Jeśli strażnicy kobiet zginą, rozszarpani przez te przerażające zwierzęta, na nic zda się, że teraz ruszy ku niewieście i sprawdzi, co też się jej stało. Tak sobie tłumaczył, gdy nakazał Timmowi dobić okrążającego mężczyznę wilka. Chłopak posłusznie skinął głową i zamierzył się mieczem. Ten przeciął skórę i prawie odrąbał przednią łapę potwora, bo tak też owe stworzenie można było nazwać, skoro wciąż dychało, mimo że poruszając się na swych łapach, musiało uważać, by nie poślizgnąć się o własną posokę. Nerdyjczyk zmarszczył brwi i skoczył na zwierzę, tym razem atakując siekierę. Głowa wilka potoczyła się ku stóp Krtani, na chwilę uniemożliwiając mężczyźnie poruszanie się.
  Właśnie ten moment wybrał sobie szary wilk o nakrapianym futrze – niczym u jakiegoś pospolitego burka a nie morderczego drapieżnika – by próbować przewrócić Sechmanna. Mężczyzna uskoczył, ale w ostatniej chwili. Poczuł przy tym cuchnący oddech zwierzęcia na skórze. Vitav poprawił chwyt i już był gotowy do odparcia ataku na młodzika. Wilk zaskowyczał z bólu, ale stało się coś dziwnego. Gdy Pokuta dźgnęła bok zwierzęcia, czarna osłona otaczająca dotąd ostrze zniknęła, niczym po kontakcie z zaklętym przedmiotem czy też takim objętym rytuałem. Wtedy też skrzypnęły drzwi od pokoju Juny, a drugi wilk, który przybył przed chwilą, chyłkiem prześlizgnął się za Egzarchą i zmierzał do niewiasty, która na szczęście jeszcze nie opuściła pokoju. Rozległo się przeraźliwe wycie na dworze, wtedy też zwierzę, które ominęło jakoś Sechmanna, zwróciło i skoczyło an Timma, powalając go. Chłopak wypuścił z ręki miecz, pozostała mu jednak siekiera, którą nie był jednak w stanie zbyt wiele zdziałać, gdy używał ją do powstrzymania basiora przed wgryzieniem się w skórę, gdy owo przygniatało go do powalanych krwią desek.
Ilość słów: 737

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 232
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lip 21, 2018 11:33 am  

  Początkowo sytuacja zdawała zmierzać się ku lepszemu, by z czasem zacząć pikować ostro w dół. Dół pełen magii, przerośniętych zaklętych wilków i gromady ludzi w postaci Egzarchy, obcokrajowca oraz dwójki kobiet. Siłą rzeczy nadzieja jednak pozostawała nadal, spowalniając nieco ten opadający głaz, który zdawał się być niepowstrzymany, a jego kontakt z ziemią nieunikniony. Pozostawało tylko pytanie, czy uderzając z impetem zgniecie na miazgę same wilki i pozbawi żywota zaledwie jedną, może dwie osoby, czy zwierzęta uskoczą, a ofiarami będą jedynie ludzie.
  Nieco pechowa okazała się trajektoria lotu wilczego łba, który to zdołał odrąbać Timm – głowa przerośniętej bestii przyturlała się tuż pod nogi Sechmanna, chwilowo blokując wszelkie możliwości do sensownego ruchu. I na nieszczęście Egzarchy, wilczy instynkt okazał się jak zawsze niezawodny. Basior wybrał ten moment na atak, który Krtań ledwo ominął. Smród bijący z pyska potwora dostał się do nozdrzy Vitava, skutecznie atakując powonienie ów mężczyzny. Można było spokojnie stwierdzić, że był to jeden z najobrzydliwszych zapachów, jakie kiedykolwiek poczuł. A przecież już samym psom zwykle z mordy śmierdziało padliną, stęchlizną i gównem.
  To był jednak dopiero początek pecha. Mimo że mężczyzna szybko otrząsnął się z chwilowego przestrachu niebezpieczną sytuacją i rzucił się na przeciwnika, który właśnie kierował się w stronę Nerdyjczyka, to i tutaj cały plan spalił na panewce. Czarna powłoka otaczająca Pokutę została jakby rozszarpana, zaczęła powoli zanikać, aż w końcu całkiem przestała być widoczna dla oka, jak i świata. Bacząc na to, że stworzenia były zaklęte, można było się tego spodziewać. To jednak jeszcze nie wywołało w Egzarsze zwątpienia. O nie nie, to dopiero miało nadejść.
  Basior rzucił się na Timma, przewracając go z impetem na ziemię. Chłopak upadł tak niefortunnie, że aż z ręki wypadł mu miecz, a siekiera, którą tak nieustępliwie trzymał w dłoni nie była narzędziem wystarczającym, by powstrzymać bydlę. W tej samej chwili w drzwiach stanęła Juna, do której już biegł wilk. Sechmann poczerwieniał, a jego lico zalała złość wymieszana z chęcią niepowstrzymanego mordu.
  Zamykaj, kurwa, te drzwi! — wrzasnął jak opętany. Doskonale widział, że młódka nie opuściła jeszcze swego pokoju, więc jeśli dopisałoby jej nieco szczęścia, zdołałaby zamknąć drzwi i dać Sechmannowi krótką chwilę na reakcję. W potrzebie znajdowały się dwie osoby, których życie było zagrożone wręcz bezpośrednio. Bliżej mu jednak było do Timma. To był jeden z decydujących powodów, dla których postanowił w pierwszej kolejności skierować się ku zwierzęciu próbującemu dobrać się do szyi chłoptasia. Kolejnym, był fakt, że jeśli dzieciak zdołałby się szybko po tym pozbierać, to nadal mógłby pomóc mu w walce. Starcie z taką grupą dzikich bestii w pojedynkę zakończyć mogłoby się tylko jednym – śmiercią.
  Mając więc nadzieję, że dziewczę się go posłucha i zareaguje na tyle szybko, by stwór zarył łbem o drzwi, raz jeszcze przelał nieco energii prosto w Pokutę, tym razem korzystając z osłony. Czarna powłoka raz jeszcze zawitała na tym świecie, tym razem jednak oplatając dłoń Egzarchy, który w tym samym momencie wsadził ją prosto pod kły wilka, starając się tym samym dać Nerdyjczykowi szansę na wypełznięcie spod bestii.
  Ruszaj się do cholery, bierz ten pierdolony miecz i goń jej pomóc! — raz jeszcze się wydarł, patrząc potworowi prosto w oczy. Krzykiem tym zdzierał wręcz swoje gardło, starał się wydać z siebie najbardziej donośny i przerażający dźwięk, na jaki mógł sobie pozwolić. Zwierzęta może i były zaklęte, ale zawsze posiadały instynkt.
  Drugą dłonią, którą nadal miał wolną – ledwo bo ledwo – operował Pokutą. Jego planem było wbicie jej prosto w serce stworzenia. Ono także mogło być słabym punktem stworzenia.
Ilość słów: 721

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 117

sob lip 21, 2018 1:24 pm  

Narrator

  Jak to już we Vrlice bywa, sytuacja ze złej przeobraziła się w jeszcze gorszą, czego Sechmann nie był w stanie nie zauważyć, gdy Timm został powalony przez krwiożercze zwierzę, a Juna zdawała się zapomnieć o tym, że celem nocnego pobytu mężczyzn w jej domostwie jest ochrona jej życia, które teraz tak beztrosko narażała, otwierając drzwi od swojej sypialni i stojąc w nich, czekając na Oni – a może Pierwsi? – wiedzą na co. Mężczyzna dokonał szybkiej oceny sytuacji i stwierdzając, że przystojny młodzik jest bliższy jego sercu, a przy tym daleko bardziej przydatny – co też stwierdził, nie czując żadnych wyrzutów sumienia z powodu tak cynicznej uwagi – postanowił ratować jego. Oczywiście wcale nie było tak, że los młódki był mu całkiem obojętny. Wydarł się na niewiastę, starając się w prostych słowach okraszonych swojską „kurwą” przekazać jej, aby jak najprędzej zamknęła drzwi, oczywiście wciąż w bardzo uprzejmy sposób. Czy ów krzyk przedostał się do świadomości dziewczyny, tego Egzarcha już nie wiedział, podjął się bowiem akcji ratunkowej w stosunku do Nerdyjczyka.
  Wiedząc, że poprzednie zaklęcie zostało anulowane, gdy tylko ostrze zanurzyło się w cielsku wilka, Sechmann nie użył po raz kolejny Czarnego Egzekutora. Przywołał czarną osłonę, ale tym razem zmienił też obiekt czaru. Poczuł, jak to energia wizualizuje się na jego dłoni i nie czekając na to, aż przeważy jedna z sił – mocujący się chłopak lub wyrywający się ku jego gardłu wilk – zaszedł basiora od tyłu i włożył rękę w paszczę basiora, w tych trudnych warunkach próbując wbić miecz w serce zwierza. Była to dość rozpaczliwa próba wyswobodzenia młodzika, kosztująca Egzarchę naprawdę wiele wysiłku. Bydlę okazało się bardzo silne, co zresztą nie stanowiło zaskoczenia, a operowanie Pokutą, gdy druga ręka tkwiła w pysku potwora, stanowiło nie lada wyzwanie. Koniec końców, stal przebiła skórę i gładko przeszła przez szczelinę pomiędzy żebrami, by wyjść z drugiej strony. Sechmann co prawda wiedział, że w miejscu, w które trafił, serca niestety nie ma, ale przynajmniej Timm w czasie tego manewru zdołał się wyrwać i chwycić miecz. Twarz młodzika i jego pierś uwalana była krwią drapieżnika, ale któż by się swą prezencją przejmował w takich okolicznościach? Na pewno nie młodzik, bo ten chwycił miecz. Szczęśliwie w momencie, w których rozwścieczony, teoretycznie śmiertelnie ranny wilk rzucił się na niego. Vitav zdołał już wyrwać rękę z pyska zwierzęcia, toteż mógł patrzeć, jak młodzik siekierą i mieczem próbuje oderżnąć potworowi łeb lub jakąś inną część ciała. Timm atakował chaotycznie, zbyt spanikowany, by wziąć użytek z dzisiejszego treningu i ciąć w sposób bardziej przemyślany. Tymczasem drugi wilk przypomniał sobie, że za sobą pozostawił dwoje żywych osób. Zawył przeraźliwie i powoli zaczął iść w stronę Vitava, jakby wiedział, że nie musi wykorzystywać siły i efektu zaskoczenia, by wygrać. Tuż za nim szła Juna, która – jak widać – nie skorzystała z jakże uprzejmej prośby mężczyzny, by zamknęła drzwi. Oczy miała szeroko otwarte, ale puste, zupełnie jakby lunatykowała. Drepczący obok niej wilk warczał na Sechmanna, zdawał się jednak zupełnie nie zwracać uwagi na dziewczynę, tak jak wcześniej cała wataha przebiegła obok Antymaga, nie robiąc mu krzywdy.
Spoiler:
-3 PW
Ilość słów: 610

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości