Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Vrlika

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

śr lis 07, 2018 2:15 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Zaskoczony widokiem rysownika-amatora i jego szkaradnego brata, Vitav skupił się na tym, co stanowiło zdecydowanie mniej masakryczny widok, mianowicie na obrażeniach na twarzy Janika. Brodacz wyglądał, jakby wreszcie zemściły się na nim jego romantyczne, rzekomo samotne nocne wędrówki. Sechmann, spodziewający się już wszystkiego, czerwone pręgi wziął za wynika działania zdecydowanie zbyt dobrze znanych Krtani wilczych szczęk. Mężczyzna już już chciał dopytać, co też się stało – raczej z podejrzliwości i przyzwyczajeniu to ciągłego szukania strzępów informacji – ale zrezygnował z tego. Czego by tu nie mówić o tej dziwnej sytuacji, to jedno było pewne: syn stolarza nie chciał rozmawiać z Vitavem, może ze strachu, może ze wstydu, a może z tego powodu, że nagle postanowił zachowywać się jak płochliwa dziewka. Cokolwiek by nim powodowało, Sechmann postanowił nie zatrzymywać owej dwójki ani chwili dłużej. Egzarcha dzięki swemu ogromnemu doświadczeniu wiedział, że tak głębokie i liczne rany musiały niemiłosiernie boleć, a co ważniejsze – wymagają większej uwagi. A to z kolei dało ponuremu mężczyźnie przyjemne, rozgrzewające jego wciąż bijące w piersi serce, przeczucie, że jeszcze będzie miał okazję porozmawiać z rannym i opatrującym go medykiem. Co jak co, ale felczer powinien mieć do powiedzenia coś więcej na temat wyrywania serc ofiarom niż to, że wszystkiemu winne są zwierzęta.
  Przemyślawszy wszystko, Sechmann zapukał i poczekał na jakąkolwiek odpowiedź. Zdziwił go brak reakcji, co było o tyle zaskakujące, że swoje już we Vrlice przeszedł. I właśnie dlatego, że mężczyzna nieco już poznał zwyczaje mieszkańców – oraz że otyła blondynka nie kręciła się w pobliżu – postanowił na próbę otworzyć, bez udziału gospodarza. Drzwi zaskrzypiały, ciężko przesuwając się po drewnianej framudze, niczym ciężkie wrota strzegące jakiejś starożytnej świątyni. Niestety, wnętrze prezentowało się niezbyt okazale. Na ścianach nie widać było żadnych ozdób, obrazów i innych wykwintnych elementów wystroju, które znaleźć można było w domu niewiast sprzedających sukna i inne materiały. Nie było też żadnych rytualnych przedmiotów, czy to związanych z kultem Onych czy to przymierza z Pierwszym zawartym na samym początku istnienia wioski. Ot, zwykłe dostatnie mieszkanie wyposażone w meble i przedmioty codziennego użytku wysokiej jakości, ale nie ociekające złotem i zdobieniami. Na całe szczęście ten dom był przynajmniej ogrzewany, toteż Sechmann odczuł różnicę pomiędzy temperaturą na zewnątrz a tą w środku domu, zupełnie inaczej niż w przypadku Anny. Gdy tylko Vitav mógł to sobie w pełni uświadomić, zrozumiał, że nie jest jedyną osobą przebywającą we włościach kapłana. Po korytarzu niósł się cichy, jednostajny pomruk, któremu towarzyszył szelest i szuranie. Były to odgłosy na granicy słyszalności, ale niosły się wytrwale po wyłożonym dębowymi deskami przedpokoju, toteż w końcu Krtań zdał sobie z nich sprawę. Nie wiedział jednak, skąd one dokładnie dobiegały, mógł się jednak domyślać, że ich źródło znajdowało się za uchylonymi drzwiami, które dzieliło od niego zaledwie kilka metrów.
Ilość słów: 573

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lis 13, 2018 4:33 pm  

  Mimo uporczywego stukotu, który Sechmann wywoływał uderzając raz po raz pięścią w drzwi, najwyraźniej nikt nie miał zamiaru ich otworzyć. Przynajmniej do czasu, aż Egzarcha sam się za to nie zabrał, a ciężko nie było. Wydawało się to być wyjątkowo dziwne, szczególnie zważywszy na fakt, iż mieszkańcy Vrliki do tej pory byli dość zamknięci.
  Wnętrze budynku było całkowicie inne, niż Vitav mógłby sobie wyobrażać. Brakowało wszelkich zdobień, tak przecież naturalnych zarówno dla świątyń, jak i domostw kapłanów. Oczywiście nie wyglądało to wszystko biednie, ale po prostu zwyczajnie. Na ścianach nie dostrzegł żadnego obrazu związanego z Kultem Onych, na żadnym z regałów nie stał żaden symboliczny przedmiot. Zupełnie jakby były to włości prostego człowieka, który dorobił się małej fortuny. I może tak właśnie w rzeczywistości było? Biorąc pod uwagę to, co dotychczas Krtań słyszał na temat wierzeń wieśniaków, mogłoby tak być.
  Gdy tylko przestał zaprzątać sobie głowę możliwą historią życia kapłana, do jego uszu dotarł cichy pomruk, a przy tym szelest. Czyli jednak ktoś tu jest. Powolnym krokiem ruszył w stronę pomieszczenia, z którego wydobywały się te dźwięki. Starał się poruszać cicho, mimo tego, iż rozskądek podpowiadał mu, że ktokolwiek jest za tymi drzwiami, pewnie już wie o jego obecności. Cały czas trzymał dłoń na rękojeści, będąc gotowym do ewentualnej obrony. Na pozór był to jedynie dom kapłana, ale kto mógł wiedzieć, kto oprócz niego kryje się w środku? Gdy tylko zbliżył się do uchylonych drzwi wystarczająco, delikatnie je pociągnął i zajrzał do wnętrza.
Ilość słów: 313

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

wt lis 13, 2018 9:14 pm  

Narrator

  Chociaż vrlikanie to ludzie nie tylko prości, ale i charakteryzujący się wyjątkowo zamkniętymi sercami – zarówno na prawdę, jak i na innych, na przykład przybywających z Nerdii drwali – to ich domostwa były o wiele bardziej gościnne. Chociaż może było to słowo nieco na wyrost. Dość powiedzieć, że Egzarcha bez problemów znalazł się w domostwie kapłana, gdzie ku swemu zdziwieniu dostrzegł, że tak ważna wioskowa osobistość mieszka raczej skromnie. Owszem, niczego nie brakowało, ale na pierwszy rzut oka widać było, że mieszkaniec nie lubuje się w błyskotkach i innych przedmiotach podkreślających jego pozycję. Sechmanna zdziwiło to o tyle, że miał już do czynienia co nieco z duchownymi i na podstawie swoich doświadczeń wysnuł już nieco wniosków, które bynajmniej nie były zbyt pochlebne wobec przedstawicieli tej profesji. To sprawiło, że Egzarcha począł nieco zastanawiać się nad statusem majątkowym swego nieświadomego wizyty gospodarza. Nie przeszkodziło mu to jednak wychwycić cichy, jednostajny pomruk, który dobiegał z dalszej części korytarza. Starając się w żaden sposób nie zdradzić swojej obecności, Krtań ruszył więc powoli ku domniemanego źródła.
  Uchylone drzwi z głośnym skrzypnięciem ustąpiły pod naporem stanowczej dłoni mężczyzny, ukazując wnętrze pokoju. Jak się okazało, było to pomieszczenie, które już znaczniej sugerowało profesję gospodarza. Na środku został ustawiono katafalk, który został wykonany z piszczeli i innych kości wyglądających na ludzkie. Obok stała miedziana misa, która pełniła funkcję świecznika i teraz paliła się w niej krzywa woskowa świeca. Co jednak tak naprawdę przykuło uwagę Vitava, to leżące na katafalku ciało i postać, która robiła z owym ciałem coś wielce niepokojącego. Trup miał oczywiście w miejscu serca ziejącą ranę, a mężczyzna odziany w połyskujące złotymi nićmi szaty stał nad głową zmarłego, rękę trzymając w miejscu, gdzie powinien znajdować się najważniejszy właściwie do życia narząd. Człek w średnim wieku o dwóch – ba, trzech właściwie – podbródkach, błyszczącej od potu łysinie i nalanej tłuszczem twarzy tkwił nad nieboszczykiem. Co więcej, poruszał się jednostajnie w przód i w tył, wydając z siebie niski pomruk, od czasu do czasu przerwany niezrozumiałym szeptem.
Ilość słów: 421

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lis 13, 2018 9:59 pm  

  Intuicja Krtani podpowiadała mu, że w pomieszczeniu, do którego powoli się zbliżał, nie znajdzie nic dobrego. Z pewnością jednak nie spodziewał się tego, co ujrzały jego biedne ślepia, gdy tylko nieco bardziej uchylił drzwi. Niemal wszystko tu było ohydne – począwszy od samych mebli, jak choćby katafalk wykonany z czegoś, co na myśl przywodziło ludzkie kości (i zapewne nimi było), kończąc na bardziej człowieczej zawartości pokoju, którą był kapłan wykonujący ruchy frykcyjne. Głównym problemem jednak było ciało, martwy człowiek, będący ofiarą chorych perwersji tutejszego ojczulka. Co jeszcze bardziej niepokojące – rany zadane nieszczęsnemu truposzowi wydawały się być znajome. Jedynie obrzydliwe, grube łapsko należące do duchownego, przysłaniało miejsce, z którego wyrwano serce.
  Sechmann nawet zbytnio nie zastanawiał się nad tym co zrobić – odruchowo wręcz wyszarpał Pokutę z pochwy i raz jeszcze szybko rozejrzał się wokół, coby upewnić się, że oprócz kapłana i zwłok, jeszcze tylko on sam tutaj przebywa. Wbiegł do środka, trzaskając za sobą drzwiami. Pędził prosto na zwyrodniałego ojczulka. Nie zamierzał jednak od razu wbić mu ostrza w ten popierdolony łeb, o nie! Gdzieś z tyłu głowy Sechmann miał drobną nadzieję, że człowiek ten jest w transie podobnym do tego, w którym sam się znajdował zeszłej nocy.
  Będąc tuż obok, z całych sił kopnął mężczyznę w bok, chcąc by ten – mimo swej raczej ogromnej tuszy – przeturlał na drugą stronę.
  Nawet, kurwa, nie piśnij — wysyczał przez zęby, dostatecznie jednak głośno, by przepełniony obrzydzeniem głos dotarł do uszu kapłana. — Wymiotować mi się chce, jak na ciebie patrzę, zepsuty psie — mówiąc to, powoli przechadzał się po pokoju. Kątem oka spoglądał na ciało ofiary, starając się rozpoznać, czy gdzieś wcześniej nie widział tej twarzy.
Ilość słów: 332

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

wt lis 13, 2018 10:51 pm  

Narrator

  Sechmann powoli acz stanowczo zbliżał się do uchylonych drzwi, starając się jak najbardziej minimalizować skrzypienie podłogi. Nauczony doświadczeniem, spodziewał się samych najgorszych rzeczy, jednak znowu rzeczywistość znów przekroczyła wszelkie jego wyobrażenia. Nie chodziło nawet o dość makabryczny wystrój, a zwłaszcza kościany katafalk, ani o obecność zwłok. O nie, tutaj elementem wzbudzającym największe obrzydzenie był sam kapłan, który wykonywał wielce podejrzane ruchy w pobliżu zwłok. Ba, już sam fakt, że jego okrągła dłoń zanurzona była w ranie, był wysoce niepokojący. Cokolwiek by nie mówić, Vitav nie był gotowy na ten widok. Rozejrzał się pobieżnie aby upewnić się, że w pobliżu nikogo nie ma – ani drugiego człeka, ani tajemniczej morderczyni, ani wilka czy nawet Pierwszego – po czym skoczył ku grubasowi. Chwycił za Pokutę i gotowy wymierzyć sprawiedliwość, ruszył z taką prędkością, jaką tylko mógł rozwinąć na tych dziesięciu metrach, jakie dzieliły go od katafalku. Siłą rozpędu odepchnął duchownego od prawdopodobnie gwałconych właśnie zwłok, a właściwie kopnął go tak, by zaskoczony mężczyzna przeturlał się nieco dalej.
  W chwili, w której uzbrojony przybysz wpadł do pokoju służącym do modłów nad duszami zmarłych, kapłan otworzył oczy i nieprzytomnym wzrokiem, zbyt zdziwiony, by zareagować, jak ten go atakuje. Dopiero gdy waldgrosseńczyk wysyczał głosem przepełnionym nienawiścią, jak bardzo gardzi powalonym na drewniane deski człekiem, ów wzgardzony człek otworzył szeroko oczy i zamierzał protestować. Było to o tyle trudne, że wałki tłuszczu sprawiały, że jego oczy wyglądały jak szparki.
  – Jakim prawem... – wycharczał zdumiony duchowny, zbyt oniemiały, aby próbować się podnieść z tej kompromitującej pozycji, gdy jego szaty rozwiały się i ułożyły wokół zwalistego ciała na kształt kokona, w którym hibernuje poczwarka.
  Tymczasem Egzarcha prędkimi krokami przeszedł się po pokoju. Gdziekolwiek by się nie znalazł, kego wzrok ciągle wędrował do katafalku i skupiał się na zwłokach. Jak się okazało, bardzo dobrze znał owego trupielca, chociaż nigdy nie miał okazji poznać go za życia. Mianowicie Vitav widział przed sobą ciało Amelie, równie piękne i nietknięte rozkładem, co wcześniej. Teraz co prawda jej biżuteria i ubranie były nieco sponiewierane przez wilki, a skórę przybrudziła ziemia, wciąż jednak była to ta sama czarnowłosa córka poborcy podatkowego, co wcześniej.
Ilość słów: 434

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr lis 14, 2018 9:12 pm  

  Jak się ostatecznie okazało – kapłan nie był wcale w żadnym transie, co ostatecznie tylko pogorszyło opinię, jaką miał o nim Sechmann. A przecież spotkał się z nim po raz pierwszy. Nie lada wyczynem było wzbudzić w Krtani tak wielką pogardę, prawdę mówiąc większym szacunkiem darzył tutejszą morderczynię, niż ojczulka, co to najwyraźniej lubił zabawiać się z trupami. Jakież zaś było zdziwienie Egzarchy, gdy po krótkiej chwili spostrzegł się, kto tak naprawdę jest osobą spoczywającą na katafalku. Amelie? Przecież ona jest martwa od kurwa kilku dni. Sechmann skrzywił się za maską, dziwiąc się samemu sobie, że był w stanie powstrzymać wymioty. Mimo, że widział gorsze rzeczy, ciężko było mu pojąć, jak można obcować płciowo z trupem – nawet jeśli grube warstwy śniegu oraz mroźne dni, zakonserwowały zwłoki w miarę swych możliwości.
  Delikatnie potrząsnął głową na lewo i prawo, po czym raz jeszcze skierował swój wzrok na duchownego oraz na to, co znajdowało się wokół niego. Mężczyzna był wyraźnie zaskoczony nagłą wizytą wysłannika Initium. Wydawało się to być dobrą sytuacją, która jednak mogłaby się zmienić dość szybko, gdyby tylko ksiądz poczuł się nieco odważniejszy.
  Takim samym jakim pierdoliłeś trupa — szybko odparł Krtań. Tym razem nie sycząc już przez zęby, a normalnie wypowiadając słowa, choć nadal ze sporą dozą obrzydzenia w głosie. — Co tu kurwa robi truchło córki poborcy podatkowego? Kto je znalazł? — spytał. Dobrze wiedział, że prawdopodobnie ktoś po prostu przechodząc nieopodal wyspy Holgera, dostrzegł Amelie leżącą na samym środku kładki. Jeśli ta wieść rozniosła się dalej, to w tej chwili Riedl mógł zostać dodatkowo posądzony zabójstwo córki poborcy podatkowego... Ale jemu to już chyba nie robiło różnicy. — Czegoś trzymał łapsko w jej ranie? Podnieca cię to, świnio w ludzkiej skórze? — głos Egzarchy robił się coraz głośniejszy z każdym wypowiedzianym słowem. Nadal powoli przemieszczał się po pokoju i momentami przyglądał się wystrojowi tego pomieszczenia. Starał się jednak nie spuszczać oka z kapłana na dłużej. Może i był tłustą niezdarą zdolną jedynie do używania sobie na zwłokach, jednak nigdy nie wiadomo, co tacy ludzie mają w zanadrzu.
Ilość słów: 400

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

śr lis 14, 2018 10:16 pm  

Narrator

  Wbrew wątłym nadziejom Sechmanna na to, że kapłan stał się ofiarą zaklęcia morderczyni, grubas był w pełni przytomny. A przynajmniej nie był w transie, gdy zabawiał się – zdaniem Krtani – ze zwłokami, które okazały się zbyt znajome ponuremu mężczyźnie. Chociaż nie miał okazji poznać ciemnowłosej za życia, jej twarz już dobrze zapisała mu się w pamięci. To on wykopał jej ciało, to on zawlekł ją na wyspę wbrew niechęci Holgera – Oni świećcie nad jego duszą – i to on znowu odnalazł ją w miejscu, w którym powinna znaleźć się kilka dni temu. Trzeba przyznać, że Amelie wciąż wyglądała pięknie, mimo że jej śmierć we Vrlikowych warunkach wydawała się bardzo odległa. Jej blada skóra przybrała już sinawoniebieski odcień, włosy były matowe, a oczy wyglądały tak jak u ryby leżącej tygodniami na targu w oczekiwaniu głupca, który by ją kupił. Wciąż jednak widać było, że swego czasu musiała robić wrażenie swoją urodą... a właściwie to wciąż robiła, biorąc pod uwagę czynności kapłana. Mimo to jednak, gdy Sechmann zorientował się, że oto ma przed sobą zwłoki tej nieszczęsnej istoty, poczuł żółć podchodzącą mu do gardła Nie zwymiotował jednak, chociaż nie mógł powstrzymać kolejnej fali obrzydzenia, jaka zalała go na widok uwięzionego we własnych szatach mężczyzny.
  Vitav rozejrzał się po pomieszczeniu, które poza katafalkiem nie zawierało zbyt wiele sprzętów, czy raczej – większych sprzętów. Pod oknem, które było zatrzaśnięte na głucho uniemożliwiając przepływ powietrza, stała szafka z dwoma półkami, na których stał szereg buteleczek z ciemnego szkła i drewnianych figurek. Poza tym w kącie pomieszczenia stało krzesło, przez które przewieszony był jakiś czarny materiał udrapowany tak, jakby był całunem. Co, biorąc pod uwagę charakter pomieszczenia, było bardzo możliwe. Co ciekawe, Sechmann po chwili odkrył, że od katafalku do szafki i od szafki do mebla biegła usypana z piachu ścieżka, zupełnie jak w domu Anny.
  Poczyniwszy te podstawowe obserwacje, niejako przy okazji, Egzarcha zdecydował się przycisnąć kapłana. Na jego urwane pytanie błyskawicznie odparł, że ma takie samo prawo atakować świątobliwego vrlikanina, co ów świątobliwy vrlikanin ma prawo gwałcić zwłoki. Krtań jednak nie powiedział więcej na ten temat, wiązankę na temat okropieństwa czynu tłuściocha zostawiając na inną okazję. Zamiast tego, stanowczo zażądał odpowiedzi na temat tego, co właściwie ciało Amelie robiło w wiosce. Kapłan zadrżał, a wraz z nim jego zajęcza warga, ale zdobył się na odpowiedź.
  – Znalazłem ją przy domu tego drania, Holgera. Biedula nie żyje od dawna, trzeba odprawić rytuały, by jej aura zajęła należne jej miejsce w zaświatach. Po tym, co zrobił jej drwal... – Zaskakujące, ale tym razem ton oburzenia wyraźnie pobrzmiewał w głosie mężczyzny, mimo że ten leżał niczym stuczona larwa na podłodze, a jemu zarzucono przed chwilą czyny o wiele bardziej obleśne niż fakt posiadania na swej posesji martwej dziewczyny – To wszystko część obrzędu, ale ty, bezbożny przybyszu, nie zrozumiesz powagi odpowiednich rytuałów. W świecie zapomniało się o prawdziwej woli Onych, ale tutaj od początków Vrliki dbamy o... wiarę przodków. – Coś kazało kapłanowi zająknąć się w trakcie wypowiedzi, przez co jej koniec wypadł nieco mniej przekonująco, niż zamierzał. Wyglądało na to, że była to pierwsza oficjalna wersja, którą ów człek był gotowy podzielić się z „bezbożnym przybyszem”.
Ilość słów: 641

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw lis 15, 2018 4:55 pm  

  Szybkie rozejrzenie się po pomieszczeniu pozwoliło Krtani odkryć, że znajduje się tutaj... Tak właściwie nic specjalnie ciekawego. Poza rzecz jasna samym kościanym katafalkiem, truchłem nimfomanki i perwersyjnym klechą. A mimo to jedna rzecz przykuła uwagę Sechmanna – ścieżka z piasku, taka sama jak w domu Anny. Być może wieśniacy wierzyli, że ma to w jakiś sposób chronić ich przed złymi mocami? Cóż, kapłan na pewno znał odpowiedź na to pytanie.
  Drwal nie mógł tego zrobić, przez cały ten czas z nim przebywałem, więc skończ pieprzyc — Vitav powolnym krokiem zbliżył się do mebla, na którym spoczywała martwa kobieta. Raz jeszcze przyjrzał się jej twarzy, jakby szukając odpowiedzi. — Część obrzędu? — zaskakujące słowa kapłana wywołały w Egzarsze coś na wzór rozbawienia połączonego z obrzydzeniem i wściekłością. — Wasi przodkowie byli bandą kretynów, którzy własną krwią podpisali pakt z Pierwszym, a nie Onymi. Więc tak, pielęgnujecie tradycje narzucone wam przez pierdolonego potwora — mówił, nadal mocno zdziwiony faktem, że ktoś może być do tego stopnia naiwny. I naiwnie wierzyć, że i Sechmann uwierzy w jego słowa. — No ale masz trochę szczęścia, ojczulku. Przyszedłem tu po długi, nie po ciebie — podszedł do szlaków wytyczonych piachem, po czym nieco zakłócił ich bieg. Przeorał ciężkimi buciorami po ścieżkach, przerywając je. Być może kapłan miałby coś więcej do powiedzenia na ich temat?
Ilość słów: 263

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob lis 17, 2018 3:50 pm  

Narrator

  Ascetycznie urządzone pomieszczenie nie zwróciło uwagi Sechmanna, przynajmniej dopóki ten nie zwrócił uwagi na ścieżki usypane z piasku. Biorąc pod uwagę, że występowały one w domostwach osób zachowujących się wielce podejrzanie – wszak podejrzane było zarówno ciągłe popatrywanie przez Annę na topór, jak i postępowanie kapłana ze zwłokami – mężczyzna uznał je za kolejny trop w tej skomplikowanej sieci dziwactw, które dzieją się we Vrlice. Krtań wziął owe szlaki usypywane z piasku, który przecież trzeba było wykopać spod wiecznej zmarzliny skuwającej wioskę, za jakiś rodzaj zabobonu, ochronę przed fatum. Niestety, nic nie chroni przed złem, które samemu wprowadziło się do domu, więc pomimo trudów wieśniaków, morderczyni wciąż działała, wybierając kolejne ofiary.
  Tymczasem Ezgarcha, który już jakiś czas temu był zmęczony ciągłym obwinianiem Onym ducha winnego Holgera za wszelkie nieszczęścia, wysłuchał jak kolejna osoba obarcza zmarłego winą. Vitav nie miał jednak powodu, by kruszyć kopie w imię dobrego imienia kogoś, kogo i tak tutaj nie szanowano, dla porządku jednak zauważył, że za śmiercią Amelie nie mógł stać Riedl. Co prawda przybysz nie mógł tego wiedzieć na pewno, wszak dziewczyna zginęła jeszcze nim on zawitał w wiosce, mimo to nie sądził, by Nerdyjczyk dopuścił się takiego czynu. Już perwersyjny kapłan był bardziej wiarygodnym typem mordercy, który nie mógł znieść zepsucia, z jakim wiązało się sypianie ciemnowłosej z każdym niemal dorosłym mężczyzną. Kto wie, może nawet nimfomanka nim wzgardziła i jako nienasycony kochanek chciał ją zabić, by potem mieć jej ciało dla siebie? Egzarcha uważnie wpatrywał się w twarz wciąż leżącego na podłodze kapłana, gdy odpowiadał na to, co ów mu nawygadywał. Tłuścioch zbladł, gdy mężczyzna wypomniał mu bratanie się z Pierwszym. Ponownie zadrżała zajęcza warga, a na wysokim czole pojawiły się wielkie krople cuchnącego potu, gdy vrlikanin coraz lepiej rozumiał implikacje stwierdzenia przybysza.
  – Łatwo oceniać naszych przodków, gdy nie było się w ich położeniu... Strudzeni, znękani trudami podróży, chorzy i słabi... Tak jak i my teraz. Czy można się dziwić, że zostali wykorzystani, przystając na umowę, której nie rozumieli? – Było to wszystko, co kapłan uznał za potrzebne, by odeprzeć pełną wściekłości wypowiedź Egzarchy. Sechmann musiał ocenić, czy zamierza nieco złagodzić swe podejście do mrocznej genezy wioski, tak jak mu to właśnie zasugerował między wierszami spocony i spętany własnymi szatami tłuścioch. – Długi? Właśnie w tej sprawie udałem się do Holgera, ale oczywiście ten musiał udać się do karczmy, by już o tej porze urżnąć się w tru... – Świątobliwemu człowiekowi nie dane było dokończyć jakże istotnego i przewijającego się w różnych kombinacjach i kontekstach w wiosce słowa – „trupa” – gdyż Vitav zdecydował się na małą prowokację. Wszedł z buciorami w ścieżkę, niszcząc ją. Usypany z piasku trakt został przerwany, nim jednak Egzarcha mógł dokończyć swe dzieło zniszczenia, coś mu przerwało. A właściwie ktoś, gdyż kapłan w okamgnienie zdołał wstać i całym swym potężnym cielskiem rzucił się na intruza. Obaj wpadli na półkę, przy okazji zrzucając ustawione tam flaszeczki. Szklane butelki pękły i w pomieszczeniu unosiła się teraz nieznośna woń balsamów używanych do konserwacji zwłok i wonnych olejków używanych podczas obrzędów. Do tego Vitav został przyszpilony do mebla przez ciało kapłana, który wcale nie zamierzał go puszczać. W brzuch Krtani boleśnie wbijał się kant, a jego odziana w rękawicę prawica wylądowała na roztłuczonej butelce.
Ilość słów: 671

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lis 17, 2018 4:09 pm  

  Nieprzyjemna konwersacja z kapłanem przebiegała dość spokojnie, przynajmniej póki ten raczył grzecznie odpowiadać na wszelkie zarzuty Egzarchy. Co więcej – wyjaśniło się, w jaki sposób wielebny odnalazł ciało biednej, zimnej Amelie. Zresztą przy okazji mężczyzna przyznał, iż umowa zawratra przez przodków, była niekorzystna, a ten brak korzyści ciągnął się za całą wioską, aż po dziś dzień.
  Cokolwiek by się nie działo, zawieranie umów z Pierwszymi to głupota. Tym bardziej jeśli się nie rozumie, co właściwie taka istota oferuje. Twoich przodków usprawiedliwiać może tylko to, że gdyby nie ten akt głupoty, bladolicy wyrżnąłby ich na miejscu, zamiast powoli, jednego po drugim — Egzarcha przyznał po części rację księdzu, choć doskonale wiedział, że sam postąpiłby zapewne zgoła inaczej.
  I do tego momentu wszystko szlo dobrze, a długi miały prawdopodobnie zostać spłacone już za krótki moment. Wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby nie drobna prowokacja, na którą kapłan zareagował zaskakująco nieprzewidywalnie. Wieprzek rzucił się na Sechmanna, przypierając go swym tłustym cielskiem do szafki. Po chwili Krtań usłyszał dźwięk tłuczonego szkła, a potem poczuł zapach olejków balsamujących.
  Co ty odpierdalasz?! — krzyknął na kapłana, szybko zdając sobie sprawę z absurdu tej sytuacji. Jeszcze chwilę temu to on robił tutaj za osobę prowadzącą tę nieprzyjemną rozmowę, a ojczulek był wyjątkowo łatwą do upolowania zwierzyną. Teraz role nieco się się odwróciły, co jednak nie znaczyło, że Egzarcha zamierza się poddać.
  Pewien łut szczęścia spowodował, że prawa dłoń Sechmanna wylądowała na roztłuczonej butelce. Darowanemu koniu w zęby się nie zaglądało, a tulipan zawsze był lepszą bronią, niż sama ćwiekowana rękawica. Jednocześnie starając się zasadzić solidnego kopniaka kolankiem prosto w krocze kapłana, z impetem trzasnął ostrą stroną butelki w udo księdza. Najważniejsze teraz było odepchnąć od siebie delikwenta i pochwycić broń.
Ilość słów: 347

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob lis 17, 2018 7:10 pm  

Narrator

  Chociaż Sechmann był daleki od całkowitego uniewinnienia przodków wieśniaków, przyznał częściowo rację kapłanowi. Co innego prości ludzie mogliby zrobić, gdyby jakaś potężna istota zaproponowałaby im zdający się dawać same korzyści układ? Zwłaszcza, jeśli nie zdawali sobie sprawy z tego, iż owa istota jest morderczym monstrum, które woli przez wieki żywić się ludźmi niż wyrżnąć tę wynędzniałą garstkę, którą miał dosłownie na talerzu. Co prawda Egzarcha wciąż był bardzo krytyczny wobec owych pionierów, a tym bardziej wobec obecnie żyjących vrlikanów, jednak kapłan wziął te słowa za dobrą monetę. Jakie więc musiało być jego zdziwienie, gdy przybysz zaczął niszczyć pieczołowicie usypane ścieżki z piasku?
  Czego by nie mówić o odczuciach otyłego mężczyzny, jego zaskoczenie nie mogło być tak wielkie jak Krtani, gdy został zaatakowany przez człeka, który jeszcze kilka chwil temu leżał na podłodze jak larwa spasiona do takiego stopnia, że nie była w stanie się ruszać. Nim Sechmann zdołał się jakoś przygotować na zderzenie z rozpędzonym ojczulkiem, już został przyszpilony do półki i jego nozdrza wypełniła nieprzyjemna mieszanka niepasujących do siebie zapachów – ostra woń przypominająca alkohol i ocet razem, słodkie kwiatowe aromaty i w końcu kwaśny zapach potu, który obficie zrosił czoło wieśniaka. Pomimo grozy sytuacji – bądź co bądź nie wiadomo, do czego zdolny jest perwersyjny kapłan, gdy tak wciska swoje ciało w Vitava – Egzarcha zrozumiał, że oto doszło do wyjątkowo groteskowej zmiany układu. Teraz górą był kapłan, na co zaatakowany przez niego mężczyzna bynajmniej nie miał zamiaru pozwolić. W tym celu Sechmann wykonał całą sekwencję, godna tak wytrawnego wojownika, co osoba szkolona przez Initium. Chwycił mianowicie w dłoń rozbitą butelkę i ujmując ją niczym pospolity chlejus, jednocześnie kopnął napastnika wprost w jego najwrażliwsze miejsce, którym – o dziwo – nie był jego spasiony brzuch. Jak się okazało, ciężko było kopnąć człowieka, który swą masą przyciska kopiącego do mebla tak, że wciska się w bok uzbrojonego w butelkę. Mimo tej zasadniczej trudności, jaką było wzajemne ułożenie mężczyzn, Egzarcha jakoś wyplątał się i wykonał co zamierzał z połowiczną skutecznością, to jest co prawda nie trafił w krocze przeciwnika, ale przynajmniej szkło wbiło się w gruby materiał opinający jeszcze grubsze udo kapłana. Potem zaś Sechmann wyciągnął miecz, gotowy na odparcie kolejnego żywego pocisku wielkości stuczonego człeka. Albo bardzo dużego knura.
  – Litości! Nie jestem przecież zagrożeniem! – Wrzasnął knur, tudzież kapłan. Biorąc pod uwagę, że teraz lewą ręką opierał się o półkę, a prawą rozmasowywał bolące udo, strząsając z niego odłamki szkła, rzeczywiście wydawał się niegroźny. Gdy jednak Krtań przypomniał sobie, że przed atakiem kapłan leżał na podłodze niczym kłoda, sam musiał zdecydować, na ile może zaufać owemu wrażeniu.

Spoiler:
Jednocześnie starając się zasadzić solidnego kopniaka kolankiem prosto w krocze kapłana, z impetem trzasnął ostrą stroną butelki w udo księdza.
<3
Ilość słów: 557

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości