"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Rottenberg

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

ndz lut 18, 2018 11:06 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Chwile skupienia, a cała akcja potoczyła się jak z jednej z pieśni bardów. No prawie tak idealnie biorąc pod uwagę niewystarczająco mocny atak Egzarchy. Całą sytuację można zamknąć w długości krótkiego gwizdnięcia. Wydarzyło się to błyskawicznie. Przypominało z punktu obserwatora uderzenie pioruna w zwolnionym tempie.
  Gilthunder nie dawał jednak za wygraną. Widział kątem oka Urlichia, który musiałby wstać jakimś cudem z ziemi, aby ponownie ruszyć do boju. Nie było szans na odwrót, nie w tej sytuacji. Żelazna Łapa jak i Burzowy Rycerz byli zdani wyłącznie na własne siły. Ześlizgujące się ostrze po skórze Pierwszej, to widok, jakiego nie spodziewał się ujrzeć dzisiejszej nocy Gil. Myślał, że już ją miał, że to będzie koniec. Przecenił swe zdolności nieco, lub nie do końca zdawał sobie sprawy z jej umiejętności. Broń, która zmaterializowała się powoli w jej ręce była znacznie większa i wyraźniejsza od tej poprzedniej. Długie ostrza, niczym cztery miecze trzymane w jednej ręce. Musiała być naprawdę silna. Pojawienie się dziwacznej kuli w jej drugiej dłoni również było bardzo niepokojące, lecz było już za późno dla Gilthundera.
  Młodzieniec wpadł, w coś co stary weteran nazwałby "transem bitewnym". Jego oczy jakby nieobecne, a tak naprawę w stu procentach kupione na wrogi. Ciało jakby ociężałe, lecz tylko z pozoru, by zmylić przeciwnika. Zastygnięcie w bezruchu dla podpuchy, aby zaraz rzucić się na Pierwszą i wykonać serię w tym wypadku już nie zabójczych, lecz ciosów, które Gil zauważył, ranią ją i powodują pojawianie się niebieskiej smugi. Można to było nazwać "wykrwawianiem się priori".
  Bladolica stała w bezruchu, oczekując na kolejny ruch wojownika, który miał za zadanie skrócić jej żywot i był zbyt zdeterminowany, aby polec na polu bitwy. Gilthunder zacisnął klingę tak mocno, jakby była jego bramą łączącą ten i tamten świat, a on nigdzie się nie wybierał tej nocy. Zaatakował bez żadnego ostrzeżenia. Jego ruchy, niczym światło zlepiły się z blaskiem księżyca, który po raz kolejny został odsłonięty przez chmury. Pierwszy grzmot od dłuższego czasu dał mu sygnał do startu.
  Był szybki, piekielnie szybki. Leciał niczym strzała ciągnąca za sobą jasnoniebieską, elektromagnetyczna poświatę. Ostrze przeszywały iskry, a miecz wędrował w stronę Pierwszej. Młodzieniec wiedząc, że nie pozbawi jej życia jednym atakiem, jak próbował wcześniej, więc zaplanował serię cięć skupiając się na rękach i torsie. Za każdym razem powietrze przeszywałby dźwięk odbić elektrycznych, a jego szybkość kazała mu napierać. Jeżeli nie mógł jej powstrzymać pojedynczym uderzeniem, zrobi to wieloma, aż ta straci kompletnie siły. Liczył tylko na to, że jej cudaczna kula w drugiej ręce nie spowoduje niczego druzgocącego, więc szykował się na ewentualność szybkiego manewru, przewrotu w jedną ze stron, by uniknąć jakiegoś promienia.

Podtrzymanie mocy zużyje 2 punkty wytrzymałości – 2-8/17=6/17
Punkty życia zostają niezmienne – 38

Rzut na próbę ataku:
1d20+4 => 10, 4 => 14

Rzut na obrażenia (jeśli atak się powiódł):
1d6+4 => 5, 4 => 9

Rzut na farta/pecha:
1d100 => 66 => 66


Rzut na potencjalny unik:
1d20+4 => 6, 4 => 10

Rzut na farta/pecha:
1d100 => 62 => 62
Ilość słów: 592

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lut 19, 2018 3:42 pm  

Narrator

  Pierwsza czekała na ruch Burzowego Rycerza – i w końcu się doczekała. Gilthunder wystrzelił przed siebie niczym błyskawica, w ciągu kilku setnych znalazł się tuż przed obliczem bladolicej istoty o szkarłatnych ślepiach. Kiedy Egzarha wyprowadzał swój dotkliwy cios, stała w bezruchu, nie drgnęła jej nawet powieka. Pierwsze cięcie poszło w prawą rękę, drugie w lewą, trzecie gdzieś w okolicach pępka. Ta jednak nadal była niewzruszona, jedynie jej ciało dawało znaki, że coś jest nie tak, że jest ranione. Charakterystyczna błękitna mgiełka zaczęła już wylewać się niemal z każdego miejsca na korpusie – i nie tylko – Pierwszej. Z pewnością obrażenie, które odniosła były niemałe i w normalnych warunkach pewnie wywarłyby na niej spore wrażenie. Tym razem jednak zaczęła jedynie lewitować, dosłownie odlatywać w górę. Białe włosy znów uniósł w górę wiatr, a niebieska kula w jej dłoni zaczęła bić jeszcze większym światłem.
  Deszcz ustał. Wiatr niemal zanikł, a chmury całkowicie zniknęły z nieba. Ułamek sekundy wystarczył, by kobieta wykonała ruch – szybkie wyrzucenie z ręki kulistego przedmiotu, a potem natychmiastowe przecięcie go cudaczną bronią, którą dzierżyła w drugiej. Potężny rozbłysk na krótką chwilę oślepił Gilthundera, a gdy ten otworzył oczy, dostrzegł nietypową ciecz opadającą na dno krateru. Była dość gęsta i wydzielała opary koloru ścieżek na ciele Priori. Istota zniknęła.
  — Uciekaj! — znajomy głos dobiegł do uszu Burzowego Rycerza. Był to nikt inny jak Ulrich, który w końcu ponownie podniósł się na nogi. Zdyszany, wyczerpany, kasłający krwią i ledwo dzierżący w dłoni swój długi miecz. Nie poddawał się – miał duszę wojownika.
  Na nic jednak zdało się jego ostrzeżenie. W jednej chwili, dosłownie w tej samej sekundzie istota o bladej skórze pojawiła się w sześciu miejscach naraz. Mgła wypełniła cały krater, sięgała niemal do samego szczytu. Pierwsza, a raczej Pierwsze nie przestawały się poruszać. I nie byłoby to nawet tak bardzo problematyczne, gdyby nie fakt, że teraz miast po samej ziemi się przemieszczać, była w stanie też biegać w powietrzu, bez większych przeszkód. Jednakże jedynie jedna z nich dzierżyła w dłoni różę wiatrów przemienioną w potężny oręż. Co gorsza – zmierzała właśnie w stronę Burzowego Rycerza. Grymas na twarzy, broń w jednej ręce i chęć wykończenia swego przeciwnika. Zamierzała ciąć z góry do dołu, z prawej do lewej, poczynając od ramienia wojownika. Zresztą nie jedynie ta postać chciała właśnie zadać cios Egzarsze – również pozostałe Pierwsze (bądź jej iluzoryczne klony) zaczęły nacierać prosto na Gilthundera...

Pierwsza rzuca na trafienie:
Powodzenie jeśli więcej niż wyrzucił Gilthunder na unik lub 12-20 (jeśli brak uniku):
1d20 => 18 => 18


Rzut na obrażenia (jeśli trafiono):
1d6+15 => 6, 15 => 21
Ilość słów: 532

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

pn lut 19, 2018 8:33 pm  

  Zapętlona w czasie seria cięć raniła Pierwszą. Gilthunder pojawił się przy niej szybciej niż sam mógł się spodziewać, lecz mięśnie pracowały same, jakby były ustawione automatycznie. Czuł to już kiedyś, nadużywanie jego mocy nie było bez efektów ubocznych. Jego ruchy przyzwyczaiły się do prędkości, lecz mózg nie wyłapywał wszystkich akcji. Jego ramiona, nogi, wszystko poruszało się za sprawą elektryczności, więc reakcja na cokolwiek była skrócona o kilka sekund. Kiedy normalny człowiek odczekiwał kilka milisekund aby jego ciało wykonało ruch za sprawą przewodów nerwowych, jego układ przepełniały wiązki prądu, które przesyłały informację znacznie szybciej.
  Nie zbaczając ze ścieżki transu w jaki wpadł, ranił Pierwszą kilka razy w ramiona i tors na poziomie serca. Zdawał sobie sprawę, że coś wisi w powietrzu, ponieważ białolica nie reagowała na jego ciosy, lecz mięśnie same kontynuowały atak. W pewnym momencie został zniesiony na ziemię z powrotem, za sprawą zwiększającej się i przytłaczającej mocy wokół kanionu. Pierwsza podniosła się w powietrzu, lewitowała nad polem bitwy, co zmusiło Gila do zaprzestania ataku, bo najzwyczajniej nie dosięgał. Zauważył coś jeszcze, mianowicie wiatr ucichł, chmury znów odsłoniły księżyc, a deszcz przestał padać całkowicie. Widząc potwora unoszącego się w pionie, nie zareagował wystarczająco szybko, gdy ta szybkim ruchem rozcięła swoją kulę trzymaną w jednej z rąk.
  Zamknął oczy i miał niesamowitą okazję doświadczyć oślepienia jasnym światłem, które dogłębnie odzwierciedlało jedną z jego mocy. Słysząc z oddali głos Urlicha, wiedział że szykuje się coś wielkiego. Otwierając je, nie mógł nie zauważyć dziwacznej substancji o kolorze mglistej otoczki ran Pierwszej, która zalewała właśnie dziurę. W jednej sekundzie, na polu bitwy nie walczyły już dwie osoby, lecz było ich siedem. Kobieta, która plugawiła tą ziemię pojawiła się w sześciu miejscach jednocześnie. Mgła była bardzo gęsta, wytworzona przez przeciwnika, aby najpewniej zmylić ofiarę.
  Tylko jedna z nich posiadała energetyczną broń w dłoni, która nie zmniejszyła się ani trochę. Wciąż przypominała cztery połączone wskazówki zegara miejskiego. Jedynie to wyróżniało ją ze wszystkich pozostałych "klonów". Była również gotowa do ataku, a mianowicie to właśnie w jego trakcie. Leciała w powietrzu pikując na Burzowego Rycerza, który tylko kątem oka dostrzegł, że wszystkie postacie zmierzają w jego stronę. Musiał zaryzykować i założyć, że reszta to wyłącznie iluzja i znikną, gdy zdechnie ich twórca.
  Widział to cięcie, mocą wyobraźni dostrzegł skąd i jak będzie prowadzona broń. Jego umiejętności bojowe pozwalały na przewidywanie trajektorii ciosu poprzez ułożenie się rąk, nóg i całego ciała. Jedyną opcją dla Gilthundera na uniknięcie ataku było zrobić pół obrót w prawo, schodząc z pola rażenia broni, a następnie ciąć na odlew, gdy ta chybi i celować, aby ostrze przecięło szyję. Jej głowa tocząca się w błocie z niebieskiej mazi, to jedyny widok jaki chciał zobaczyć.

Podtrzymanie mocy zużyje 2 punkty wytrzymałości – 2-6/17=4/17
Punkty życia zostają niezmienne – 38

Rzut na unik/blok (niepotrzebne usunąć):
1d20+4 => 18, 4 => 22

Rzut na farta/pecha:
1d100 => 82 => 82


Rzut na próbę ataku:
1d20+4 => 11, 4 => 15

Rzut na obrażenia (jeśli atak się powiódł):
1d6+4 => 3, 4 => 7

Rzut na farta/pecha:
1d100 => 59 => 59
Ilość słów: 635

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lut 20, 2018 9:05 pm  

Narrator

  To, czego zdołał dokonać w tym momencie Gilthunder, przez wielu zostałoby zapewne obwołane cudem. Jeszcze inni zarzuciliby mu konszachty z bliżej nieokreślonymi siłami, a sama Pierwsza, prawdopodobnie w tej chwili wręcz gotowała się ze złości. Mimo znacznej przewagi – sprzyjających warunków, iluzorycznych klonów, potężnej, dotąd niemal niezbadanej siły, nie była w stanie wykończyć Burzowego Rycerza. Nie tym razem. Egzarcha postawił wszystko na jedna kartę. Zignorował bladolice istoty, które nie dzierżyły w dłoniach róży wiatrów, następnie zrobił półobrót – tym samym unikając morderczego ciosu – i z impetem ciął prosto w szyję szkarłatno-okiej. Nastała cisza, klony przeleciały po prostu dalej i zniknęły gdzieś we mgle, a sama kobieta skierowała – nadal znajdującą się na karku – głowę ku niebu. Wrzasnęła tak głośno, jak nikt dotąd. Jej sylwetka zaczęła się rozmazywać, spod skóry wydobywać zaczęły się jeszcze większe ilości błękitnej mgiełki, a po chwili... Wszystko ustało.
  Czas jakby zwolnił o co najmniej kilkanaście razy. Bladolica przemieniła się w żywy piorun kulisty i wystrzeliła do góry. Rozbrzmiał potrójny głos, a wszystkie wypowiadane słowa kojarzyły się tylko z jednym – Sanctinem.


choc krok przede mna jestes, plecy masz odkryte. tym razem wyrwales sie smierci, lecz gdy nadejdzie pora, staniesz z nia w szranki raz jeszcze.



  Chwilę później niebo trzy razy jeszcze blask okrył, a potem wprost z niego raz po razie uderzały piorunu. Nawet nie w Gilthundera czy Żelazną Łapę, ale w same rusztowania prowadzące na dno kamieniołomu. A po tym zdarzeniu burzowe chmury zniknęły, deszcz przestał padać, a mgła powoli opadła i nie ostał się po niej żaden ślad.
  — O kurwa... Co to, na Onych, kurwa ich mać była, było! — zakrzyknął Żelazna Łapa, który właśnie stawał na nogi. Jedną ręką trzymał miecz, drugą swój policzek, a raczej jego brak. Rozglądał się wokół, a ze szczególnym niedowierzaniem spoglądał na zniszczone rusztowanie, które jedynie cudem nie przygniotło żadnego z nich — Za szybko chyba stąd nie wyjdziemy. Lepiej, żeby te wsiury nadal żyły, a przynajmniej kilku — dodał i już się zamknął. Czekał na reakcję Gilthundera.

Spoiler:
Za pomyślnie rozegraną walkę otrzymujesz +3 Punkty Wytrzymałości. Dobra robota, tym razem kości były po twojej stronie. Zajec, nu pagadi!
Ilość słów: 480

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

wt lut 20, 2018 9:57 pm  

  Ostatnia szarża, ostatni cios, ostatni wdech powietrza i wszystko ucichło. Ruchy były doskonale wykalkulowane, cięcie perfekcyjne, a cała sytuacja widziana w spowolnionym tempie. Gilthunder pozostał w pozie kończącej walkę jakby zmieniony w kamień, jakby wiedział, że Oni zakończyli już ten pojedynek. Widział bladolicą kątem oka, jego miecz przez krótki czas opiewała niebieska mgiełka zebrana przy rozcięciu gardła.
  Ostatnie tchnienie potwora zmieniło się w krzyk. Ona sama zmieniała się powoli w powietrze, przyszpilając swe spojrzenie w niebo. Czas stanął, sytuacja była niesłychana, gdyż plugawa bestia w skórze pięknej niewiasty zmieniła się w coś, co Burzowemu Rycerzowi jest bardzo bliskie. Kulista, skondensowana energia elektryczna wystrzeliła w górę, a po terenie rozbrzmiał dobrze mu znany jak i każdemu innemu, kto studiował ten fach, starożytny język. Było to ostrzeżenie, bardzo ładnie ubrane w słowa. Mimo iż przez cały pojedynek Gil nie zwracał uwagi na jej komentarze, ten został w jego umyśle niczym blizna po porażającym uderzeniu.
  Niebo było czyste, lecz błyskawice zstąpiły uderzając i kompletnie niszcząc metalowe, pordzewiałe i spróchniałe rusztowanie, po którym owa dwójka zeszła na dół. Urlich w końcu podniósł swoje stare cielsko z ziemi i wydał z siebie jakiś dźwięk, kryjąc urwaną część twarzy jedną ręką. Gilthunder stał jak wryty. Sytuacja diametralnie się zmieniła. Nie było już Pierwszej, a pogoda przestała szaleć. Schował miecz do pochwy wolnym i ociężałym ruchem. Cała otoczka elektryczności, która towarzyszyła mu przez lwią część dzisiejszej nocy, zniknęła. On sam upadł na prawe kolano, po czym zszedł do parteru, siadając na cztery litery. Dyszał niesłychanie, z czego sprawne ucho wyłapałoby problemy z nieprzerwanym oddechem. Widocznie żebra złamały się niekoniecznie w najmilszy sposób. Trzymając się za dolną część torsu, zerknął w stronę Żelaznej Łapy.
  – Następnym razem twoja kolej na zabicie Pierwszego... partnerze – rzekł z dwuznacznym tonem. Niby chciał zażartować, a mimo wszystko dało się wyczuć lekką gorycz niemocy Urlicha. Jego oczy powędrowały w dół. Wyraz twarzy był niespotykany, ponieważ pojawił się uśmiech. Było to wykrzywienie ust w geście zaśmiania się z własnego poczucia humoru.
  Zerknął w niebo i szepnął pod nosem "Będę czekał...". Powstał na nogi o własnych siłach, chwiejąc się lekko. Widocznie zużył większość dostępnej mu energii na podtrzymywanie zaklęć i uników walcząc o życie z Pierwszą. Stał nierówno, jak pijaczyna pod karczmą po zmroku. Wystawił rękę ku jedynej rzeczy jaka mogła ich wyciągnąć z tej dziury, a był nim drewniany dźwig zasilany przez zwierzęta. – Zawołaj tych wieśniaków i powiedz żeby nas wyciągnęli na twój znak. – poruszał się niezgrabnie maszerując, a raczej zataczając się we wskazanym przez siebie kierunku.
Ilość słów: 515

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

śr lut 21, 2018 9:36 pm  

Narrator



  Ulrich jedynie krzywo spojrzał na Gilthundera, gdy ten mówił o zabijaniu Pierwszego i jakiejś kolejce. Starszy mężczyzna najwidoczniej doskonale zrozumiał aluzje oraz ironiczny komentarz Burzowego Rycerza, a co więcej – poczuł się nim urażony. Urazę tę jednak pokazał jedynie przez chwilę, wykrzywiając lewy kącik ust. Drugi zasłaniała jego dłoń leżąca tam, gdzie do tej pory znajdował się polik pokryty zmarszczkami i bruzdami. Wiedział jednak, że teraz nie ma czasu na słowne przepychanki... Właściwie to czasu nie było na nic. Należało się wydostać stąd jak najszybciej, każda stracona minuta, każda sekunda sprawiała, że Pierwsza albo była coraz dalej, albo kontynuowała swoją rzeź na wieśniakach. To drugie na szczęście było mniej prawdopodobne, bowiem z góry nie dochodziły żadne niepokojące dźwięki przywodzące na myśl wybuchy czy krzyki mordowanych ludzi.
  — Wołać możemy, ale pewnie srają teraz pod siebie w tych drewnianych ruderach. Nawet nie wiesz ile czasu zajęło mi zorganizowanie i zebranie do kupy tego tłumu. A po tym co zobaczyli... Szkoda gadać, sam zresztą będziesz naocznym świadkiem, Gilthunderze — odparł Ulrich. Jego słowa zdawały się mieć sporo sensu, w końcu nawet najodważniejszy śmiałek robił w gacie na widok Pierwszego. Jedynie głupiec cechujący się niebywałą brawurą nie uciekałby przed bladolicą bestią będącą ziszczeniem koszmarów każdego człowieka stąpającego po kontynencie. Mimo to Żelazna Łapa postanowił spróbować. Zbliżył się mniej więcej w stronę żurawia – bo tam biegła główna droga prowadząca przez Rottenberg – i wrzasnął. Raz. Drugi, Trzeci. Nic, jedynym obcym odgłosem był lekki świst wiatru wędrującego pomiędzy drzewami porastającymi zbocze, obok którego wzniesiono osadę.
  — Boli jak cholera. Chuj by to strzelił cholerną bladomordą. Jak zwykle, co złego to baby — rzekł, raczej cicho, pod nosem. Wszystkie słowa jednak dotarły do uszu Gilthundera, w tej panującej wokół ciszy nie było to żadnym wyczynem.
  W końcu i młodego Egzarchę zaczęły powoli opuszczać siły. Adrenalina zaczęła uciekać z krwi tak szybko, jak się zjawiła. Złamane żebra dawały się we znaki coraz bardziej, wyraźnie naciskały na wnętrzności Burzowego Rycerza. Spoglądając na swoje dłonie mógł też dostrzec ślady po lekkich poparzeniach, których wcześniej tam nie było. A po dłuższych oględzinach swojego ciała, odnaleźć mógł je także na plecach, stopach oraz w okolicach brzucha. Zapewne był to skutek chwilowego obcowania z aurą priori. Blizny te jednak nie bolały. Jedynie szpeciły.
  Zrezygnowany Ulrich zasiadł pod ścianą, uprzednio robiąc sobie siedzisko z deski, która wcześniej była częścią rusztowania. Teraz niemal wszystko było tu w ruinie. Obu mężczyzn zaczęło ogarniać zmęczenie – Żelazna Łapa usnął chwilę po tym, jak tylko posadził swoje cztery litery. Gilthunder zaś odczuł to nieco mocniej – wycieńczenie związane z walką osłabiło jego organizm na tyle, że po chwili zwyczajnie omdlał.

Kamieniołom w Rottenbergu, poranek


  Lekkie uderzenie otwartą dłonią w twarz wyciągnęło Gilthundera z twardego snu. Gdy tylko się ruszył, jego ciało od razu przeszył pulsujący ból w okolicach klatki piersiowej. Głowa swoją drogą też nie "trzymała" się najlepiej.
  — Wstawaj, bohaterze, wstawaj na Onych. Wygląda na to, że jednak mamy trochę szczęścia — powiedział Ulrich. Oczom Burzowego Rycerza ukazała się ucieszona morda starego Egzarchy. A tuż za nim – no, właściwie to "trochę" wyżej – grupa wieśniaków majstrująca przy żurawiu. Po chwili opuścili go powoli na samo dno.
  Pnąc się do góry, obu mężczyzn witały pierwsze, niemrawe promienie słońca. Sama pogoda dawała powoli do zrozumienia, że zima już niedługo odejdzie na kolejne kilka miesięcy, a na jej miejsce wskoczy wiosna. Donośny ćwierkot ptaszyny nieco umilał mozolną podróż ku wyjściu z kamieniołomu.
  — Pierwsze co zrobię to umyję i zabandażuję tę cholerną mordę, zjem kawał mięcha, a potem zerżnę jakąś wieśniaczkę — rzekł i zaciągnął się powietrzem — Swoją drogą, tobie też by się kąpiel przydała, hehe — dodał akurat, gdy byli już na szczycie. Przywitał ich widok grupy osadników oraz kilku zawalonych budynków. W oczy rzucała się szczególnie niewielka strażnica przypominająca wieżę. To właśnie w niej rezydował Ulrich.
Ilość słów: 775

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

śr lut 21, 2018 10:24 pm  

  Urażony i poirytowany Urlich był przewidziany w końcowej puencie żartu młodego Egzarchy. Całe zdarzenie malowało się jednak w znacznie jaśniejszych barwach niżeli te, które towarzyszyły GIlthunderowi przy przybyciu do Rottnebergu. Najlepszy przyjaciel wojaka opuszczał szybciej ciało Burzowego Rycerza niż mógł się tego spodziewać. Zaczynało boleć i to dość mocno.
  Miał teraz okazję na spokojnie przyglądnąć się swojemu partnerowi. Widząc jego rany wojenne i obrażenia jakie poniósł podczas walki uświadomiły Gilowi, że jednak przydał się i to bardzo. Sam nie był pewien, czy zdołałby zareagować dostatecznie szybko na samym początku i czy to właśnie jego polik nie leżałby gdzieś zakopany w błocie. Nie miał jednak zamiaru dzielić się ze swoimi przemyśleniami, bo pod koniec, ten wciąż tylko leżał na dupie pod skalną ścianą.
  Egzarcha dostał chwilę, a raczej resztę czasu jaki mu pozostał do czasu kompletnego wycieńczenia organizmu na oglądnięcie swojego ciała. Zdjął napierśnik, który był przymocowany na specjalnie zaprojektowane zapięcia, szybkim i zdecydowanym ruchem palców. Jego klatka piersiowa świeciła w blasku księżyca, niczym naoliwione ciało podczas masażu. Był to jednak pot, który zalał go podczas walki i w ostatnich kilku minutach. Był zimny, a wywołała go reakcja organizmu na połamane żebra. Nie dało się nie zauważyć kilkunastu blizn na rękach, stopach, dolnych partiach brzucha i wyczuwalne były również po dotyku pleców. Musiała mu to zostawić Pierwsza podczas tego zderzenia, które miał nieprzyjemność doświadczyć z jej aurą i ręką taranującą jego pierś niczym stado bawołów.
  Opadnięte jasnoszare włosy, jadowite, zielone oczy, które wydawały się zmęczone i ociężałe. Gilthunder śledził poczynania Urlicha i brak odzewu od mieszkańców nieco pogorszył jego i tak nie najlepszy humor. Dostrzegając iż Żelazna Łapa usłała sobie posłanie z desek, Gil również przyparł się o kamień nieopodal. Chciał coś odpowiedzieć na jego komentarz o kobietach, lecz ten już pogrążył się w błogim śnie, więc młody Egzarcha odparł do samego siebie.
– Ona była wyjątkowa Urlich... bardzo wyjątkowa – wydał z siebie słowa podziwu do przeciwnika, z który spędził niezapomniane chwile, z czego w jego tonie było dostrzegane zaintrygowanie Pierwszą. Nie planował takiej reakcji, sama się stworzyła. Mimo iż była z gatunku jego największego wroga, których chciał doszczętnie wytępić, to chciał ujrzeć ją ponownie. Zamknął oczy, a jego głowa bezwładnie powędrowała na jego ramię.



Poranek


  Pierwsze co poczuł nowego, pięknego dnia to ciężka i brudna łapa na jego twarzy. Był to Urlich, którego oddech również nie należał do najprzyjemniejszych. Jego uradowana, niekompletna morda i pozytywne nastawienie były czymś, co nawet największego ponuraka przyprawiłyby o uśmiech. Dół od samego poranka wypełniony był wilgocią i zimnem, nieprzyjemne miejsce na spędzanie nocki. Gilu podniósł się o własnych siłach, przy czym zakładając swój napierśnik, zauważył siniaki po prawej stronie nadbrzusza. Wiedział, że to oznaki zbierania się krwi pod skórą. Musiał jak najszybciej znaleźć jakiegoś sanitariusza, czy nawet wioskowego znachora.
  Śpiew ptaków i wschodzące słońce nagle poirytowały go w tym samym momencie. Był jakiś przewrażliwiony na punkcie swojego stanu i chciał szybko uzyskać pomoc. Żałował, że nie zabrał kilka mikstur ze sobą z Exitium. Odzywając się w stronę Urlicha, rzucił krótko. – Zabierajmy się stąd, musimy znaleźć sanitariusza –mruknął, po czym trzymając się za brzuch i ignorując głupie zaczepki starego już faceta, ruszył w stronę podjęcia ich z dołu.
Ilość słów: 648

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pt lut 23, 2018 4:12 pm  

Narrator

  Choć Burzowy Rycerz podzielał optymizm Żelaznej Łapy, tak zdawał się kompletnie ignorować nieco brudne i nieprzystające członkom Exitium żarty. W końcu jaki szanujący się członek organizacji stworzonej przede wszystkim do walki z Pierwszymi, rzucałby tekstami o rżnięciu pierwszych lepszych wieśniaczek? Cóż... To doskonale pokazywało jak na ludzką psychikę działa niemal niczym nieograniczona wolność, a w dodatku spełnianie dość ważnej roli w małej społeczności. Nawet pomimo łatki dziwaka, spora część mieszkańców Rottenbergu musiała pałać pewnym respektem wobec Ulricha, a jak powszechnie wiadomo – tuż za respektem podąża posłuch. Posłuch zaś wzmocnić można siłą, a siłą w tym wypadku było doświadczenie wojenne, jak i umiejętność posługiwania się zaklętym orężem, który niejedną francę już ciął.
  Wieśniacy w wiosce patrzyli na wycieńczonych mężczyzn zarówno z podziwem, jak i z przestrachem. Widok zmęczonego walką Gilthundera oraz potężnie poturbowanego drugiego Egzarchy musiał robić wrażenie na kimś, kto z magią zwykle nie obcuje, a o jej destrukcyjnych siłach słyszał jedynie w opowieściach. A tak właśnie na takim zadupiu jakim był Rottenberg, być musiało. Panujący dotychczas spokój został zakłócony ponownie stosunkowo niedawno, a teraz – przynajmniej tak się wydawało – Pierwsza zniknęła z osady. Większość obecnych osadników zapewne ledwo pamięta czasy Wielkiej Wojny, która według samych cyfr przecież nie odbyła się tak znowu wiele lat temu, bowiem zakończyła się nieco ponad 27 wiosen wstecz. Widmo złego jednak nadal spoczywało nad wioską wzniesioną w Górach Erzberg. Dawały o tym znać przede wszystkim zniszczone budynki, spalona ziemia, ludzkie ciała na dnie kamieniołomu, jak i nieopodal niego.
  Tę jakże przytłaczającą atmosferę popsuł dość szybko koński tętent, który dochodził gdzieś z północy. W mgnieniu oka zza niewielkiego wzniesienia wyłoniło się kilka sylwetek spoczywających na siodłach. Za nimi ciągnęło się także parę wozów napędzanych przez woły. Musieli przybyć tutaj z Endenbergu. Trójka strażników odziana w metalowe zbroje i długie miecze. Zdecydowanie należeli do tej postawniejszej grupy ludzi – wysocy na jakieś 186cm, w barach szerocy, a i ich łapy wyglądały na ciężkie. Przejeżdżali główną drogą wiodącą przez Rottenberg kierując się prosto w stronę kamieniołomu. Zatrzymali się dopiero obok Gilthundera narzekającego akurat na zapotrzebowanie na sanitariusza.
  — Co tu się, do kurwy nędzy, stało? — wrzasnął ten wysunięty najbardziej na przód. Kilku wieśniaków zbiegło się wokół i szybko zaczęło tłumaczyć całe zajście.
  — Pierwszy? Pierwszy kurwa? Już tu zaleźli? — spytał.
  — Co to znaczy "już tu zaleźli", Wulfryku? — szybko odparł pytaniem na pytanie Ulrich, który wydawał się znać strażnika.
  — Niemal zapomniałem, że do tego zadupia wszystkie wiadomości z opóźnieniem docierają. Cały pierdolony Jaksar zalała fala Pierwszych, cholerne bestie niszczą wszystko na swojej drodze. I szczerze mówią to miałbym to w dupie, gdyby nie fakt, że idą prosto w naszą stronę. Kniazia i to jego księstewko pies jebał, problem będzie jak się do Kinkengardu przedrą, choć Initium nie śpi. Przynajmniej tak wieści mówią — rzekł, spoglądając raz to na Gilthundera, a raz na Ulricha — Ale mówicie, że zatłukliście bestię? —
  — Cóż, zatłukliśmy to za dużo powiedziane, przyjacielu. Mieliśmy chyba więcej szczęścia, niż faktycznych szans. Ale spierdoliła, przynajmniej tak nam się wydaje. Zawaliła całe rusztowanie i wyskoczyła w powietrze z prędkością jebanego pioruna. Wieśniacy wyciągnęli nas ze środka raptem pare minut temu — odpowiedział, zgodnie z prawdą zresztą. W tej walce więcej było farta, niżeli faktycznej siły oraz umiejętności. Kto wie jak potoczyłaby się ta potyczka, gdyby kobieta postanowiła zaryzykować dalsze starcie, mimo siedzącego na jej ogonie pecha.
  — Mhm. Zabierzemy kamień, jeśli coś się ostało i spierdalamy prosto do Endenbergu. Wam radzę to samo. Zabierzemy wieśniaków ze sobą, za murami miasta będą bezpieczni. Miejmy nadzieję, że te bladolice kreatury nie zapuszczą się w góry — odrzekł jeszcze i zajął się swoimi ludźmi. Pogonił osadników do ładowania na wozy kamienia, który udało się wydobyć jeszcze przed atakiem Pierwszej. Gilthunder dojrzał jeszcze kątem oka, że przywódca strażników rozmawia z jakąś blond wieśniaczką wskazując w jego stronę.
  Po krótkiej chwili do dwójki Egzarchów podeszła dziwnej, acz nawet pociągającej urody kobieta w wieku – tak na oko – trzydziestu wiosen. Pociągła, piegowata twarz, ciemne oczy, jasne włosy sięgające nieco za połowę pleców, spięte oczywiście w gruby warkocz. Ręce trzymała oparte o biodra, ubrana w nieco zabrudzoną na dole, białą suknię. Widać, że ubiór ten miał już swoje lata, tym bardziej, że kompletnie nie pasował do wieśniaczki. Ba! Wieśniaków rzadko stać było na coś lepszego niż prosta piżama oraz kilka poszarganych, lnianych szmat robiących na koszulę i spodnie.
  — Podobno pomocy potrzebujesz Ulrichu i ty Panie. Opowiecie też co was spotkało tam na dole? — spytała.
Ilość słów: 912

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

pt lut 23, 2018 4:48 pm  

  Gilthunder chwiejąc się na nogach, podtrzymywał i opierał co jakiś czas o Żelazną Łapę, pokazując mu w ten sposób, że szanuje i jest wdzięczny za pomoc, jakiej mu użyczył w przeciągu ostatnich godzin. Jego twarz ukazywała zmęczenie, jak i chęć pokonywania dalszych przeszkód postawionych mu na drodze. Otarł twarz metalową rękawicą i kierował się za Urlichiem.
  Prawie cała obsada wioski przybyła na skraje kamieniołomu, aby pooglądać walecznych Egzarchów, którzy ledwo uszli z życiem po walce z bladolicą. Gil przyglądał im się z bliska jak w ich oczach rósł podziw dla walecznego i stratnego o policzek starego wojownika. Musiał nieźle nazbierać sobie poważania w takim małym i opuszczonym przez świat miejscu. Jego reputacja tutaj mogła sięgać nawet wyżej niż jakiegokolwiek wójta, o ile taki jeszcze nie spierdolił w podskokach z Rottenbergu.
  Martwi ludzie leżeli porozrzucani przez Pierwszą poza jak i w środku kamieniołomu. Opalone domy i zrujnowane rusztowanie sypało kawałkami po całej długości wioski. Słońce przypalało nieco o tej porze dnia po licach, a ptaki okazywały zwiększoną aktywność.
  Długo jednak mężczyźni nie mieli okazji stać jak niewzruszeni, przez konnicę, która wyleciała z wozami zza pagórka i kierowała się przez środek mieściny. Byli wysocy i barczyści, okuci w metalowe zbroje i każdy z nich miał miecz przy pasie. Wyglądali na co najmniej karawanę towarzyszącą, służącą do obrony towaru. Jeden z nich będąc już blisko całego zgromadzenia przemówił. Urlich uraczył go jednym z najsensowniejszych pytań jakie miał w zanadrzu, ponieważ oni sami nie zdawali sobie sprawy, że wszystko zaczęło się tak naprawdę rozkręcać. Pierwsi szli na front, wychodzili ze swoich kryjówek i szykowali się do ataku. W powietrzu wisiało widmo wojny. Wojny, która mogła zebrać większe żniwo niż ta sprzed 27 lat.
  Burzowy rycerz słysząc, że Priori zapuszczali się aż tak daleko, syknął niby to ze złości, niby to z bólu. Nie wtrącał się, gdy Żelazna Łapa opowiadała co ich spotkało, nie miał nic do dodania. Sam wierzył, że to raczej zbiór przypadków, pecha i szczęścia zadecydował o losach pojedynku. Młodzieniec uznał, że to dobre rozwiązanie żeby zabrać wieśniaków za mury miasta. Tylko niepotrzebnie by stali się łatwym pożywieniem dla Pierwszych. Po jego twarzy można było wnioskować, że jest na miejscu i towarzyszy w cały zdarzeniu, lecz myślami był gdzieś indziej. Miał przed sobą obrazy palonych miast i krzyki kobiet, mężczyzn i dzieci. Wrócił szybko do wspomnień z dzieciństwa, przed oczyma przeleciał mu symbol czaszki wychodzący z krwawego księżyca. Z powrotem myślami był już w Rottenbergu.
  Zauważył piękną wieśniaczkę w białej sukni, nie tak wiele starszą od niego samego, rozmawiającą z jednym z konnych strażników. Wydawała się nie być stąd patrząc na jej ubiór. Włosy długie, blond, zawinięte w długi i gruby warkocz, oczy ciemne, a w okolicach nosa masa piegów. To było coś, co dodawało większości dziewcząt prawdziwej urody. Zielonooki Egzarcha przykuł swoje spojrzenie w jej postać i obserwował jak ta powoli się do nich zbliżała. Nie czekając dłużej niż kilka sekund, odpowiedział na jej pytanie.
  – Mów mi Gilthunder Pani. Opatrunek byłby czymś, co radowałoby moje serce i pogruchotane żebra – odparł z lekką dozą uśmiechu na twarzy, kryjąc grymas bólu w okolicach klatki piersiowej. Wciąż trzymał się tam prawą ręką, a lewą starał utrzymać równowagę opierając się o Urlicha. Spojrzał na niego szybko i wymienił tylko spojrzenia, po czym miał zamiar dać się zabrać przez nowo poznaną piękność, aby to załagodziła jego cierpienie i pomogła zagoićrany.
Ilość słów: 682

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 235
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lut 24, 2018 2:30 pm  

Narrator

  Jedyną reakcją kobiet na zalotną odpowiedź Gilthundera był niemrawy śmiech. Albo chciała go po prostu tym zbyć, albo była nieśmiała – tego niestety nie mógł wiedzieć. Zaprowadziła obu mężczyzn do jednego z budynków, które jeszcze trzymały się w kupie. Był całkiem spory, choć nadal zwyczajny, drewniany i wyglądający niezbyt solidnie. Skrzypiące drzwi się otworzyły, a oczom Egzarchów ukazało się przestronne pomieszczenie, na którego środku stały dwa filary podtrzymujące dach. Kamienny kominek w lewym rogu pomieszczenia powoli przygasał, a był niestety jedynym źródłem światła oprócz kilku prymitywnych, do połowy stopionych świec, które spoczywały na stołkach obok łóżek. Same posłania zbliżone były najbardziej jak się dało do źródła ciepła. W pomieszczeniu dostrzec można było też cztery cholernie brudne okna, a przez nie delikatnie przebijało się światło słonecze – nadal jednak za słabe, by sprawić że wewnątrz zapanuje światłość.
  Dziewczę odprowadziło Burzowego Rycerza oraz Żelazną Łapę do miejsca odpoczynku i nakazało wygodnie się ułożyć. Sama potem skierowała się do jednej z niewielu szafek i wyjęła z niej niewielką skórzaną torbę, trochę prymitywnych bandaży, buteleczkę z prawdopodobnie alkoholem, jakąś gęstą maść, która już z daleka niemożebnie capiła, a na sam koniec dorwała się jeszcze do jakichś ampułek zawierających błękitny płyn. Położyła to wszystko na stołku obok świecy, potem chwyciła za kilka porąbanych drew i dorzuciła je do kominka. Na końcu odpaliła świece i od razu zrobiło się nieco jaśniej.
  — Pierwej wy, panie — zwróciła się do Gilthundera, sugerując wymownie gestami rąk, aby ten zdjął wierzchnie odzienie — Z żebrami sama nic nie poczynię, ale mogę złagodzić ból i pomóc z poparzeniami — dodała.
  Poczekała chwilę, aż Egzarcha się rozbierze, a potem pochwyciła czystą szmatkę i wylała na nią trochę alkoholu. Oczyściła nim cały tors mężczyzny. Gdy to już skończyła, wzięła na rękę nieco maści i rozprowadziła ją po całej klatce piersiowej oraz wszystkich innych miejscach, gdzie poparzenia były wyraźnie widoczne. Na końcu, nie zmywając śmierdzącego wytworu zielarki, dokładnie zabandażowała to co pokryte było mazią. Niemal wszystko było już gotowe, jeszcze tylko otworzyła jedną z ampułek i podała ją Burzowemu Rycerzowi.
  — Wypijcie, Panie. Złagodzi ból i przyśpieszy regenerację organizmu, od razu poczujecie się lepiej. Powinniście w tym czasie przespać się kilka godzin. Żołnierze i tak nie ruszą stąd szybciej, a do tego czasu będziecie bezpieczny — rzekła.
  Rzeczywiście efekt działania błękitnego płynu był natychmiastowy – dosłownie parę minut później Gilthunder poczuł ulgę, ale także zmęczenie. Usnął widząc jak kobieta zajmuje się w podobny sposób Ulrichem. Gdy się przebudził słońce już górowało na niebie. Żelazna Łapa nadal spał, a "sanitariuszka" czuwała nad nimi dwoma.
  — Czujecie się już lepiej, Panie? — spytała — Nie sądziłam, że Vixulius zadziała tak szybko. Jednakże, gotowi do drogi już być powinniście. Weźcie ze sobą tę trobę, mi już potrzebna nie będzie, a wam przydać się może — dodała, kładąc obok Egzarchy skórzany przedmiot. Sam Burzowy Rycerz rzeczywiście poczuł się znacznie lepiej, i choć nadal miał wrażenie, że żebra pozostają złamane, to nie odczuwał tego cholernego bólu...

Zdobyłeś przedmiot! – Niewielka, skórzana torba (Zwyczajna)
Prosta, skórzana torba zapinana na rzemień. Miejscami pozdzierana, cała koloru ciemnego brązu. Wygląda na to, że ma już swoje lata. Wewnątrz trochę bandaży, które powinny wystarczyć na oplecienie całego torsu. Do tego w połowie pełna butelczyna z alkoholem i trzy ampułki z błękitnym płynem. Całość nie przekracza wagi jednego kilograma.


Zdobyłeś przedmiot! – Vixulius [2] (Rzadki)
Przez jednych uważany za narkotyk, przez innych za ostatnią deskę ratunku. Błękitnego koloru płyn, który w niewielkich ilościach potrafi zdziałać cuda, a w większych zabić bądź wyleczyć ciężkie choroby – jest to całkowita loteria. Mimo tych wspaniałych właściwości, ma także swoje wady. Mimo niemal natychmiastowego postawienia na nogi, nieco osłabia organizm na stałe.

Przy każdym użyciu zabiera -2PW, w zamian odnawia całą pulę. Po spożyciu należy rzucić K100: 76-100 – postać mdleje na kilka godzin. Z każdym użyciem szansa na omdlenie zwiększa się o 10, więc np. po kolejnym wypiciu przedział będzie: 66-100.


Spoiler:
Tracisz tylko 1PW ze względu na to, że jedynie chciałem pokazać działanie tego przedmiotu. Przy następnych spożyciach będziesz już normalnie tracił 2 punkty z całkowitej puli. Narkotyzuj się z rozwagą! Prócz tego czujesz się znacznie lepiej, ale żebra nadal masz połamane. Przy odrobinie szczęścia dostaniesz się do Exitium bez większych problemów.
Ilość słów: 1015

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

sob lut 24, 2018 3:24 pm  

  Gil nawet nie starał się być szarmancki i zalotny, wszystkie jego ruchy ciała, słowa, było to przejawem wysokiego urodzenia, dobrych manier i poszanowania dla kobiet jakie wpoiła mu matka za młodu. Mężczyźni podążyli za piękną niewiastą do jednego z ostałych domostw. Od zewnątrz wyglądało jakby zostały mu z 2 lata i całkowicie się rozleci, lecz ten sposób budowy również sprawiał wrażenie solidnego i bezpiecznego. Chodziło tu o fundamenty, każde z nich miało tak samo wykonane.
  Wnętrze jawiło się już bardziej przyjemnie, lecz mroczniej. Było to spowodowane ogromnym zapotrzebowaniem chałupy na więcej światła. Kominek kamienny, dosyć ładny, dogasał w ciszy. Kilka poniszczonych już świec ustawionych przy łożach, również nie dawały nic od siebie. Problemem najpewniej były te cztery zarzygane okna, przez które to i jasnowidz nic by nie dostrzegł. Gilthunder skinął głową, gdy ich tymczasowa pielęgniarka kazała im się wygodnie ułożyć na posłaniach. Podszedł do tego na prawo i odruchowo zdjął miecz z pasa i oparł go tak, aby leżąc głową do kominka, mieć go po swojej lewicy.
  – I tak ratujesz mi Pani życie łagodząc ten piekielny gól – odparł Egzarcha na słowa kobiety, po czym usiadł z bólem na łóżku i zdjął po kolei napierśnik, za którym poszła cała część szyjna i naramienna. Swe ciężkie, metalowe rękawice przypominające szpony demona odłożył na podłogę. Powoli zdjął ochraniacze na nogach, buty i spodnie, zostając w samej bieliźnie. Tego dnia miał na sobie krótkie, czarne, lniane majtasy. Jego ciało świeciło w przygasającym świetle świec. Brud i pot zmieszał się razem, tworząc wzory na jego piersi, niczym członek barbarzyńskiego plemienia.
  Cierpliwie dał się obmyć, obsmarować jakimś gównem, co pachniało jak gówno i zabandażować połowę ciała. Zapach starał się ignorować, przykuwając całą swą uwagę w piękność, która uśmierza jego ból. Zamykał oczy błyskawicznie, kiedy ta spoglądała na niego, gdyż dżentelmenowi nie wypada "gapić" się na kobietę. Burzowy Rycerz wypił niebieski płyn, która ta podała mu z otwartej kapsułki. Błękitna osoka przepływając przez gardło i podążając do żołądka, od razu dodała mu siły. Wiedział, że to nie mógł być jakiś zwykły lek, lecz najprawdopodobniej silny narkotyk. Otępił jego zmysły i sprawił, że ten był senny. Bardzo senny. Chciał coś zrobić przed zmrużeniem oczu, ale opadł z sił.
  Pierwsze co ujrzał Gilthunder po otworzeniu oczu to kobieta czuwająca nad nimi przez ten cały czas. Uśmiechnął się i kierując do niej swe słowa, odpowiadał również na jej pytanie. – Tak, dziękuję... To niebieskie coś nieźle podziałało – rzekł, mając jedynie przeczucia, że owa substancja była narkotykiem, w czym potwierdziła jego przekonania ich pielęgniarka. Widząc jej cudowny gest podarowania torby z bandażami i tym Vixulius, spojrzał na nią przemiłym wyrazem twarzy z domieszką serdecznego uśmiechu.– Jak Ci na imię Pani, jeśli wolno spytać? – nie dodał nic o podarunku, ponieważ ona dobrze wiedziała w jego oczach, że jest jej za to wdzięczny. Gil nie spodziewał się braku reakcji z jej strony na zapytanie, ponieważ było one jak najbardziej na miejscu.
  Podczas tej całej rozmowy, nieobolały już rycerz wstawał i powoli się ubierał. Miał zamiar podejść do Urlichai poklepać go po piersi, budząc i sugerując wymarsz do Exitium najszybciej jak tylko się da. Gilthunder nie chciał dłużej zwlekać z przekazaniem raportu o swoich dokonaniach Wielkiemu Mistrzowi i na pewno będzie prosił o audiencję w osobności, lecz to dopiero po oficjalnym zdaniu raportu. Jego koń czekał na niego przed przesmykiem, w którym go zostawił z przyczyny złego doboru drogi i konieczności pokonania sporego kawałka na piechotę.

Końcowy rachunek PW wynosi 19/19.
Ilość słów: 698

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość