"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Pracownia alchemiczna

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 156

ndz mar 04, 2018 11:31 am  

Pracownia alchemiczna

  Pracownia alchemiczna znajduje się niedaleko Lazaretu, rzecz można, że tuż obok. Wystarczy wejść w głąb uliczki biegnącej po prawej stronie od frontu szpitala, a potem spojrzeć w górę, by dostrzec drewniany szyld z wyrytą kolbą chemiczną. Wystaje on ze ściany prawie wysokiego, kamiennego budynku o parterze i jednym piętrze. Strzelisty dach być może rzucałby się w oczy, gdyby sama konstrukcja była nieco wyższa. Na przodzie umiejscowiono kilka okien – dwa na dole i dwa na górze, wszystkie zasłonięte jakimiś szmatami, które lekko przepuszczają światło, dzięki czemu wieczorem da się dostrzec przez nie krzątającą się wewnątrz sylwetkę.
  Gdy człowiek otworzy dębowe drzwi jego oczom ukaże się coś, co wielu nazwałoby "chaosem". Najwyraźniej jednak tutejszy alchemik doskonale odnajduje się we własnym porządku, bowiem kilka przeszklonych półek wypchanych jest po brzegi różnymi miksturkami. Na samym końcu pomieszczenia ustawiono stół alchemiczny, a wokół niego kilka lamp oraz świec. Drugie piętro służy zaś za sypialnię oraz niewielką kuchnię. Mężczyzna tu urzędujący – niejaki Petrus Hartmann – najwyraźniej postanowił zamieszkać w swej własnej pracowni.

Obrazek
Ilość słów: 203

Awatar użytkownika
Vitav  
Administrator
Posty: 132
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn mar 05, 2018 3:05 pm  

Narrator


  Ostatecznie Gilter zdecydował się na kożuch z kapturem, co prawda inny od tego, który proponował mu Fryderyk, choć różniły się jedynie kolorem. Burzowy Rycerz chwycił więc za szare odzienie – co swoją drogą było niezłym wyborem, bowiem barwa ta świetnie sprawdzała się w roli kamuflażu – i na odchodne podał Egzarsze swe miano, by ten wpisał go do księgi. Tamten jedynie skinął głową, coś się jeszcze pokrzątał po pomieszczeniu, a potem wrócił do swych kamratów, by kontynuować grę w kości. Zapewnie jedynie krótka chwila dzieliła Gilthundera od usłyszenia kolejnych oskarżeń wobec siebie nawzajem. Tym razem ostatecznie nie dane mu było uraczyć swych uszu wrzaskami, bowiem czym prędzej opuścił punkt zaopatrzeniowy i wybrał się do alchemika.
  Ciemne chmury zaczynały zbierać się nad Jaksarem i wcale nie była to przenośnia. Lekki deszcz uderzał o kostkę, którą wyłożony był cały dziedziniec, tworząc miejscami niewielkie kałuże. Taka pogoda była skutecznym pogromcą tłumów – nawet w Exitium. Gilter więc bez problemu zauważył, jak ulice zaczynają pustoszeć. Uchodźcy chowali się do wyznaczonych dla nich kwater, pracownicy zaszywali się w swoich biurach, naukowcy zapewne siedzieli jeszcze gdzie indziej, a rzemieślnicy powrócili do swych pracowni. Dzięki temu von Freyer mógł przynajmniej mieć pewność, że alchemik będzie tam, gdzie być powinien.
  Droga była prosta i raczej krótka, nie trzeba było też wiele wysiłku by dostrzec wymowny szyld świadczący o tym, że podróżnik stoi właśnie tuż obok pracowni alchemicznej. Przez niewielkie, zasłonięte okna przebijało się delikatne, pomarańczowe światło, a na nim poruszał się cień przypominający ludzką sylwetkę. Powoli zbliżała się noc, a księżyc był widoczny coraz bardziej. Czas leciał tu wyjątkowo szybko, a jak to się mówi – czas leczy rany. Podziałało to i w przypadku Egzarchy, który powoli czuł, że znów dochodzi do pełni swych sił, a efekty nieprzyjemnego zaklęcia von Flatera zaczynają ustępować.
  Alchemik musiał jakimś cudem dostrzeć von Freyera stojącego za oknem, gdyż jego cień zaczął niepokojąco przybierać na masie. Minęło zaledwie parę sekund, a ten już otwierał drzwi. Ze szpary wyłoniła się łysa łepetyna pokryta ciemnymi plamami, prawdopodobnie od słońca. Twarz przykrywał nierówny, siwy zarost, cały lewy polik był jedną wielką blizną po poparzeniu. Spojrzał zmrużonymi oczyma na Giltera i podrapał się po resztkach bródki. Po chwili namysłu w końcu się odezwał.
  — Jak potrzebuje czego, to nie stoi tak tylko włazi. Pukać nie potrafi? — rzekł i otworzył drzwi. Machnął ręką na znak zaproszenia do środka.
  Wnętrze przypominał każdą inną pracownię alchemiczną. Nic specjalnego, a jednak przy wizytach w takich miejscach zawsze ludziom towarzyszyło to dziwne uczucie. Widok próbówek, menzurek oraz innych przyrządów potrafił człowieka zaniepokoić...
Ilość słów: 512

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

pt mar 09, 2018 12:59 am  

  Nie oglądając się za sobą ani na krok, młody Inkwizytor z Exitium kroczył przed siebie, aż nie trafił na plac dziedzińca, po którym maszerowały tłumy. Krążył w tą i z powrotem do czasu. Pogoda nie zdradzała się jeszcze kilkanaście minut temu, gdy Gilter był na dworze, ale czarne chmury szybko zasłaniały piękne, późno zimowe niebo. Nad Jaskarem panowała od jakiegoś czasu "klątwa" pogodowa.
  Masa żyć przetaczająca się po najbardziej uczęszczanym szlaku w Twierdzy Końca nagle znikła. Schowała się w swoich kryptach, gabinetach, tymczasowych schronach lub głębiej w tunelach całego ośrodka. Gilthunder był już głodny i chciał załatwić ostatnie sprawy jeszcze przed zmrokiem. Jego kroki głośno odbijały się od kamiennej posadzki, a pojedyncze krople deszczu raczyły go w jego pochodzie. Nogi kierowały go do ostatniego celu dzisiejszej wyprawy.
  Szyld chaty alchemika nie było można przeoczyć, no chyba, że ktoś był ślepy na jedno oko, a w drugim miał zaćmę. Wyciosana w kamieniu pracownia jedynego przedstawiciela tej zacnej profesji była bardzo zwyczajna i gdyby nie wyrzeźbiona probówka, nie wyróżniała by się od innych budynków. W oknie można było dostrzec cień najprawdopodobniej niejakiego Petrus Hartmann. Postąpił bliżej i zapatrzył się przez chwilę na postać, która gdzieś w głębinach swej kryjówki, poruszała się niczym płomień na wietrze.
  Po krótkiej chwili został uraczony uchylonymi drzwiami, a twarz, która była dość charakterystyczna ze względu na bliznę po bliskim zetknięciu z ogniem, uraczyła jego wzrok. Ten widok przypomniał Egzarchowi, że jego niedawny kompan może wyglądać podobnie po ich ostatniej wyprawie. Gil słysząc słowa starszego już człowieka, skinął lekko głową i wkroczył za nim do jego krypty. Zdjął kaptur z głowy, gdyż deszcz nie raczył już jego lica i ściągnął starą, skórzaną torbę z ramienia.
  – Wybacz, że przeszkadzam o tej późnej porze, ale chciałbym zapytać, czy nie mógłbym uzupełnić jakiś zapasów –spytał grzecznie, nie chcąc się narzucać używając słów "muszę", "chcę" lub "potrzebuję". Rzucił szybkim spojrzeniem na wnętrze i nie wyróżniało się niczym specjalnym. Standardowa pracownia alchemika, z wieloma dziwnymi probówkami, od których Gilter odwracał wzrok, nie chcąc przez przypadek natrafić niefortunnie na jakiś zamarynowany płód. Otworzył również swoją torbę i położył zawiniątko na stosie książek, które leżały na bardzo zabałaganionym biurku.
  – Mam również coś ciekawego, z czym nie spotkałem się wcześniej – powiedział, starając się zbytnio nie przedłużać, nie łapiąc niepotrzebnego kontaktu wzrokowego. – Myślałem, że może się przydać w jakiś badaniach czy eksperymentach. Ja pasuje – rzucił krótko, robiąc lekki grymas na twarzy. – Świństwo może i postawiło mnie na nogi mniej niż w godzinę, ale czułem się po tym lekko osłabiony.
  Githunder krążył po wolnej przestrzeni pomieszczenia, starając się ukrywać lekkie burczenie w brzuchu, co dało mu do zrozumienia, że musiałby się udać na spoczynek i jakąś strawę po tym jak załatwi tutaj wszystkie sprawy. – Wybacz za moje maniery – wtrącił po krótkiej chwili zamysłu. – Na imię mi Gilter, właśnie wróciłem z misji w Rottenbergu i przychodzę, gdyż poczułem duży brak niezbędnych mikstur podczas tej wyprawy.
  Oznajmił alchemikowi swoje intencje i próbował być otwarty, mówiąc co potencjalny zaopatrzeniowiec mógłby chcieć usłyszeć. Robił pozory i grunt pod mając taką nadzieję, dalszą współpracę.
Ilość słów: 632

Awatar użytkownika
Vitav  
Administrator
Posty: 132
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn mar 12, 2018 9:19 pm  

Narrator

  Petrus uniósł ku górze jedną z brwi, gdy usłyszał przeprosiny Gilthundera. Najwyraźniej nie był przyzwyczajony do dobrych manier stacjonujących tu ludzi, bądź po prostu prowadził raczej nocny tryb życia. Tak czy inaczej, wrócił do swojego miejsca pracy i kontynuował przelewanie różnych płynów, dosypywanie do nich różnych, zmielonych liści oraz innych proszków. Mikstura co chwilę zmieniała kolor, raz była czerwona, raz niebieska. Raz się pieniła, raz stała całkowicie spokojnie.
  — Nie przeszkadzasz — Odezwał się w końcu. — Choć w środku warzenia tu żeś przylazł, ale to nic. Już kończę, więc mów czego to aura pragnie — dodał. Wrócił do zabawy ze składnikami, by po chwili coś mruknąć pod nosem i odstawić naczynia na bok. Przynajmniej na chwilę, bowiem po kilku sekundach sięgnął po niewielką, przeźroczystą butelczynę i wypełnił ją po brzegi substancją. Szybko ją zakorkował, wstrząsnął i schował do kieszeni. Dokładnie w tym samym momencie Burzowy Rycerz zaczął mówić coś o otrzymanym wcześniej przedmiocie, a nawet kilku. Rzecz jasna był to narkotyk – lub jego pochodna – wręczona Gilterowi przez młodą sanitariuszkę.
  — Pokaż — rzekł oschle i wystawił rękę. A gdy tylko dorwał w swoje łapska specyfik, od razu zaczął go oglądać. Pozbył się korka, powąchał miksturę, wlał ociupinę do próbówki i wymieszał z czymś innym. Substancja zmieniła kolor, a on wylał ją na szmatkę — Skąd to masz? — spytał dociekliwie — Wiesz ile to jest warte? I że nie powinieneś tego posiadać? — szybko dodał. Przebierał nerwowa palcami, aż w końcu zaczął obgryzać jeden z paznokci.
  — Vixulius — rzucił — Narkotyk, cholernie uzależniający. Początkowo stawia na nogi, tak jak mówiłeś, ale niszczy organizm jak nic innego — dodał i zaczął krążyć po pomieszczeniu. Coś go wyraźnie zaniepokoiło. — Problem w tym, że nie da się go prawie dostać, a przepisu na świństwo nie zna prawie nikt. Nawet ja! — uniósł głos, z wyraźnym oburzeniem — Muszę wiedzieć skąd to masz, osoba która jest za niego odpowiedzialna posiada cholernie dużą wiedzę alchemiczną — dokończył. W końcu się uspokoił i przysiadł na krześle. Przypomniał sobie nawet o dobrych manierach.
  — Petrus Hartmann. Wcześniej pracowałem w Initium, ale niedawno przerzucili mnie tutaj. Nie powiem, to miejsce wydaje się być bezpieczniejsze, ale... Zresztą nieważne — machnął ręką. Czekał na reakcję młodego Egzarchy.
Ilość słów: 414

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości