"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Gabinet Seitaro Nakamury

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 156

ndz lut 25, 2018 8:13 pm  

Gabinet Nakamury

  Twierdza Końca potrafi zrobić duże wrażenie swym ogromem, jednak to co w niej najważniejsze, znajduje się wewnątrz. Jednym z tych wzbudzających podziw pomieszczeń jest zdecydowanie gabinet Seitaro Nakamury – Wielkiego Mistrza Exitium. Wszechstronny, pełen pięknych mebli, z ogromnym oknem na dziedziniec oraz nieco mniejszym drugim piętrze. Z sufitu na łańcuchach zwisają metalowe naczynia pełne świec robiących za główne źródło światła.
  Biurko – na którym zawsze panuje doskonały porządek – stoi na lekkim wzniesieniu do którego prowadzą schodki. Samo podłoże też jest warte uwagi osób wkraczających do biura, mianowicie jest to kamień, na którym wyryto obrazy przedstawiające najważniejsze wydarzenia w historii całego Initium, jak i Exitium. Wiele z nich pozostaje niezrozumiałych dla osób niewtajemniczonych w główne działania organizacji. Należy też napomnieć, że niektóre elementy połyskują błękitnym światłem.

Obrazek
Ilość słów: 162

Awatar użytkownika
Vitav  
Administrator
Posty: 132
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lut 25, 2018 8:51 pm  

Narrator

Kontynuacja z Twierdzy Końca


  Mistrz tego ośrodka jak zwykle miał na głowie sporo roboty. Tym razem – jak i niemal zawsze wcześniej – dostrzegli sylwetkę mężczyzny pochylającą się nad biurkiem na drugim końcu pomieszczenia. Jedną ręką, a raczej jej protezą, podpierał się na meblu, a drugą zapisywał coś na kartce. Choć jego ton był łagodny jak zawsze, to już z daleka widać było, że coś solidnie poirytowało Pana Nakamurę. Dłoń chodziła jakoś nerwowo, na twarzy malował się grymas, a i atmosfera w gabinecie wydawała się być jakaś napięta. Przez dobre trzy minuty nie oderwał nawet na chwilę wzroku od papieru, po którym właśnie bazgrał, a w tym czasie oboje – Gilthunder oraz Żelazna Łapa – stali niemal w samym wejściu.
  — Ahh! Ulrich i Gilter! Witajcie, witajcie. Podejdźcie bliżej i usiądźcie — w końcu poderwał głowę do góry i wskazał jedyną prawdziwą ręką na dwa krzesła stojące pod ścianą. Wyglądały na solidne i wygodne, obite materiałem w kolorze szkarłatu — Musicie chwilę poczekać, jestem teraz nieco zajęty — dodał jeszcze. Złożył podpis na piśmie, którym zajmował się do tej pory, potem dmuchnął na nie kilka razy, odczekał minutę, zgiął i wsadził do koperty. Zakleił ją lakiem, odbijając w nim jeszcze symbol będący znakiem, że list pochodzi od niego. Po chwili do pomieszczenia weszła jeszcze kilka osób – postawny Drugi w towarzystwie czwórki Egzarchów. Seitaro podał mu pocztę.
  — Ten list ma trafić niezwłocznie i prosto do rąk Ernesta. Wyruszacie natychmiast, weźcie najszybsze konie i co wam tam jeszcze trzeba. Tylko nie dajcie się zabić — powiedział do człowieka w czarnych szatach.
  Równie szybko jak weszli, tak wyszli, wcześniej jedynie przytakując przywódcy Exitium. A ten w końcu zwrócił większą uwagę na dwójkę Egzarchów, którzy spędzili tu już dobre dziesięć minut na bezczynnym siedzeniu.
  — Zapewne sprowadza was Rottenberg — rzekł, rozsiadając się wygodnie w swoim fotelu za biurkiem. Ulrich czym prędzej podniósł swoje cztery litery i stanął przed Seitaro.
  — Tak jest, Panie Nakamura. Przyszliśmy złożyć raport dotyczący tego, co wydarzyło się w Rottenbergu — odparł grzecznie Żelazna Łapa. Tonem łagodnym jak baranek. Gilthunder pierwszy raz słyszał tak miłe dźwięki wydobywające się z ust tego Egzarchy.
  — Mów więc, Ulrichu. Co prawda teraz ktoś inny spisuje wasze sprawozdania, ale skoro już tu jesteście to was wysłucham — odrzekł, zakładając rękę na "rękę".
  — Tak jest — znów się powtórzył — Minie już rok od momentu, w którym wysłano mnie do Rottenbergu. Dotychczas było tam spokojnie jak nigdzie indziej, ale ostatnio sprawy przybrały zły obrót. W ciągu ostatnich dwóch tygodni osada zaczęła być nawiedzana przez Pierwszą, która mordowała bydło i ludzi. Dlatego też posłałem kruka z listem, w którym poprosiłem o pomoc. Można powiedzieć, że ten młody człowiek przybył w idealnym momencie, bo jeszcze tej samej nocy Pierwsza zaatakowała na dobre. Zepchnęła przy pomocy magii część ludzi do kamieniołomu. Zginęli na miejscu. Potem wskoczyła tam sama, a my ruszyliśmy za nią. Na początku wydawało mi się, że to taki sam potwór jak każdy inny, ale ta była zdecydowanie silniejsza, niż pozostali z którymi się mierzyłem. Poruszała się z prędkością błyskawicy i cudem uszliśmy z życiem. Jej ciało pokrywały też ścieżki, co wprawiło mnie niemal w osłupienie, bo nigdy nie widziałem Pierwszego, ze ścieżkami.
  — To rzeczywiście interesujące Ulrichu. Zauważyłeś coś jeszcze?
  — Poza tym wydawała się być normalna, przynajmniej jak na Pierwszą. Po prostu była niezwykle silna i manipulowała energią tak płynnie, jak nikt inny. No i te ścieżki właśnie, kiedy rzucała zaklęcia jarzyły się mocniej, niż u najpotężniejszych magów, jakich widziałem. Ale o tym, choć wstyd mi przyznać, bo zostałem niemal zabity i ogłuszony na samym początku starcia, więcej może ten młody człowiek opowiedzieć —
  — To nie wstyd Ulrichu, w walce z tak potężnym przeciwnikiem można spodziewać się wszystkiego. W takim razie resztę opowiedz ty — wskazał dłonią na Gilthundera — Gilterze. Zdołaliście ją unicestwić? — spytał. Na jego twarzy pojawiło się zaciekawienie tematem.
Ilość słów: 774

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

ndz lut 25, 2018 9:47 pm  

  Burzowy Rycerz krzywił się lekko po tym jak Urlich potraktował go niczym młodzika, który dopiero co przestał ssać cycka mamusi. Było mu trochę głupio, bo pomimo ich poprzednich zwad słownych, to ten stary jegomość był bardzo doświadczony i niezwykłe dobrze potrafił radzić sobie w sytuacjach słownych z innymi. Podążał zetem za Żelazną Łapą, który wydawało się iż przebywał spory czas poza twierdzą, znał ją prawie na wylot. No przynajmniej dostępne dla niego części całego kompleksu.
  Po drodze młody Egzarcha mógł zauważyć mnóstwo pomieszczeń, które jak pamięta były zbrojowniami, teraz lecz znajdowały się tam maty i prowizoryczne łoża dla uchodźców. Najprawdopodobniej przenieśli większość warsztatów w miejsca bliżej dostępne dla całej reszty wojska Nakamury. Pomimo swojego rzadkiego pobytu w otoczeniu Wielkiego Mistrza Exitium, nie czuł stresu związanego ze spotkania wyżej postawionego człowieka. To był czysty raport, po którym najprawdopodobniej dostaną następne zadania, a następnie udadzą się do lazaretu.
  Odruchowo idąc po schodach kierując się do kwatery głównej, chciał zdjąć kaptur, który przyczepiony był do jego zimowego płaszcza. Niefortunnie właśnie na kilka chwil przed dotarciem na miejsce, zorientował się, że stracił go w kanionie. Był poszarpany i przemoczony, co ograniczało jego ruchy podczas walki. Mądre posunięcie na tamtą chwilę, lecz teraz w wolnym czasie będzie musiał poszukać sobie nowego. Trochę go to wkurzało, same problemy przysparzała Pierwsza, nawet po jej unieszkodliwieniu.
  Gil kierował się tuż za Urlichiem, który to ewidentnie prowadził ich obu. Wkroczyli do wielkiego, pięknie umeblowanego i oświetlonego pomieszczenia. Pan Nakamura wyróżniał się od samego początku zasiadając przy biurku na podwyższeniu. Zielonooki zawiesił przez krótką chwilę wzrok na samej posadzce. Zapisano na niej historię maginów, którą to miał okazję studiować jeszcze podczas swojego szkolenia w Initium. Przez jakiś czas w powietrzu wisiała ciężka atmosfera, a Wielki Mistrz nie był w najlepszym humorze. Po jego dość serdecznym powitaniu, obaj zasiedli na solidnych i miękkich krzesłach. Siedzieli tak przez dobre kilka minut, aż Nakamura nie skończy swojej pracy. Gilter siedział ze spuszczonym wzrokiem i złączonymi dłońmi na kolanach.
  Szybki ruch drzwi przykuł jego uwagę, a jego oczom ukazało się niezłe zgromadzenie. Bardzo krzepki Drugi i czwórka Egzarchów. Przyjęli list od Mistrza i ruszyli na misję im powierzoną. Gdy Urlich zaczął przemawiać zapytany, Gilthunder ruszył swoje cztery litery za nim i z okazania szacunku stał wyprostowany, lekko za Żelazną Łapą. Słuchał uważnie, nie tracąc kontaktu wzrokowego z Nakamurą. Tego nakazywała kultura składania raportów wojennych. Jedna z niewielu lekcji jaką zapamiętał z młodych lat, przekazanych przez jego ojca.
  Historia była opowiedziana zgodnie z prawdą i zaskoczyło go to, że bardziej doświadczony mężczyzna odda całe zasługi takiemu młodzikowi za jakiego go traktował. Wzrósł w oczach Gila, lecz wciąż był dla niego wtedy tylko niepotrzebnym kołem u wozu. Kiedy nadeszła na niego kolej i pałeczka w sprawie przekazania raportu została przekazana, splótł ręce za siebie i wpatrując się w jego twarz, zaczął mówić.
  – Tak Mistrzu – oddał pierwsze słowa w szacunku do jego pozycji. – Jak Pan Urlich zdążył wspomnieć, Pierwsza była nieziemsko szybka. Poruszała się niczym błyskawica. Mogliśmy przewidzieć jej ruchy, dzięki paskudnej pogodzie, gdyż jej następne skoki były odbijane w kałużach. Niestety nawet wtedy była szybsza i silniejsza. Cieszę się z tego miejsca, że udało nam się ujść z życiem – zrobił bardzo krótką przerwę na zaczerpnięcie oddechu i kontynuował. – Dzięki swoim zdolnościom, gdy Pan Urlich walczył o życie po druzgoczącym ataku czystej siły i zła plugawego, udało mi się z nią skonfrontować. Mogłem nadążać za jej ruchami. Mówiła, że jesteśmy słabi i pytała ilu nas jeszcze musi polec w walce z nimi, żebyśmy wreszcie zrozumieli, że ta ziemia należy do nich – przełknął po cichu ślinę. – Rozcinając jej skórę, wypływała z niej niebieska substancja w postaci gazu. Zainteresowała się mną zaraz po tym jak zadałem jej niespodziewane obrażenia. Pod sam koniec pojedynkowania się z nią, w jednej dłoni trzymała ogromną broń przypominającą różę wiatrów, a w drugiej przedziwną kulę. Wszystko było uformowane z czystej energii. Manipulowała otoczeniem, woda się unosiła, a ona pojawiła jednocześnie w sześciu miejscach naraz – opowiadał wszystko spokojnymi i chłodnym tonem. – Ostatecznie przeciąłem jej krtań, ona rozpływała się w powietrzu, zamieniła w piorun kulisty i wystrzeliła w niebo – zrobił chwilową przerwę w opowiadaniu, dodając coś jeszcze, po czym opuścił wzrok ze znaku skruchy.
  – Nie wydaje mi się, że zniknęła na zawsze. Myślę, że ona gdzieś jest i będzie czekać – mówił mając wbity wzrok w biurka Nakamury. – Powiedziała mi, że tym razem byłem szybszy, lecz me plecy są wciąż odkryte. Uniknąłem śmierci, lecz stanie ze mną w szranki raz jeszcze... – zawiesił się chwilę, spoglądając na Wielkiego Mistrza jakby go zawiódł. Stał na baczność całą rozmowę, po czym kończąc, znów cofnął się krok w tył. Pomimo tego, że to Urlich został znokautowany i nic nie zrobił, to teraz Gil czuł się jakby to on leżał całą bitkę w błocie.
Ilość słów: 951

Awatar użytkownika
Vitav  
Administrator
Posty: 132
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn lut 26, 2018 10:59 am  

Narrator

  Kiedy Gilthunder składał swój raport, opowiadał o wydarzeniach z kamieniołomu, o tym jak piekielnie szybka i silna była napotkana tam Pierwsza oraz jak wiele szczęścia mieli, że uszli z życiem, Nakamura zwyczajnie się przysłuchiwał. O jego zarówno zaciekawieniu, jak i pewnej dozie niecierpliwości świadczyły palce sprawnej ręki, które rytmicznie postukiwały o blat dębowego biurka. Stale wpatrywał się w twarz młodego Egzarchy, jakby czuwając, czy chłopak przypadkiem się nie zająknie i czy na pewno mówi samą prawdę. W końcu Ulrich – jak sam powiedział – przez większość czasu był nieprzytomny i nie widział dokładnego przebiegu walki, za wyjątkiem kilku przebłysków, gdy odzyskiwał świadomość, by chwilę później ją stracić. Na Seitaro z pewnością wrażenie zrobiło kilka słów Giltera, głównie tych dotyczących potężnych zasobów energii.
  W końcu Burzowy Rycerz skończył, a do głosu mógł dojść Wielki Mistrz Exitium. Ten jednak chwilę poczekał, jakby się zastanawiając. Oparł nieco wygodniej na fotelu i podrapał po brodzie. W jego oczach przez krótki moment pojawił jakiś błysk. Trwało to jedynie chwilkę, lecz było zauważalne. Dostrzegł to zarówno Ulrich, na którego czole pojawiła się kropelka potu, jak i Gilthunder, który prawdę mówiąc nie miał pojęcia jak na to zareagować. W końcu jednak usta Nakamury się otworzyły, by raczyć prostych ludzi swą mądrością.
  — Może to i lepiej, że jej nie unicestwiliście — rzekł. Wstał z fotela i skierował się ku jednej z szafek i wyciągnął z niej butelkę wina oraz trzy, bogato zdobione kielichy. Sam uczynił honory odkorkowując ją, a potem podał trunek Ulrichowi nakazując mu wymownym skinieniem głowy, by ten polał — Przynajmniej na dłuższą metę. Ścieżki na ciele Pierwszej mogą świadczyć nie tylko o pewnej anomalii, ale także o tym, że w istocie postać ta wcale Pierwszą nie była. Rzecz jasna nie mamy co do tego pewności — pochwycił kielich i wziął skromny łyk — Aczkolwiek stratą byłoby po prostu zlikwidować takie zjawisko. Jeśli — spojrzał na von Freyera — Prawdę mówisz, to pewnie będzie deptać ci po piętach. Pod żadnym pozorem nie zwracaj na siebie uwagi. Jak Oni dadzą i nieco się uspokoi, to zajmiemy się tą istotą. O ile, rzecz jasna, ktoś z nas nie trafi na nią wcześniej i jej nie zabije — dodał jeszcze. A potem wziął kolejny łyk wina, którego smak wiódł do najlepszych winorośli oraz winnic Królestwa Waldgrossen.
  — Ulrichu, opowiesz o tym wszystkim raz jeszcze osobie, która to spisze. Pamiętaj jednak, żeby nie dowiedział się o tym nikt inny, zapieczętowany raport ma trafić prosto na moje biurko.
  — Tak jest, Panie — odparł, pożegnał się lekkim ukłonem i czym prędzej opuścił pomieszczenie.
  — A ty, Gilterze, udaj się na odpoczynek. Zajmij się sobą, może komuś pomóż. W ciągu kilku dni znajdziemy ci lepsze zajęcie. Do tej pory masz wolną rękę, tylko nie waż się nawet próbować opuścić murów twierdzy — zwrócił się do Burzowego Rycerza. Wyglądało na to, że miast odpowiedzi, zrodziło się jedynie więcej pytań... Co nie było niczym nowym, nie w tym świecie.
Ilość słów: 568

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

pn lut 26, 2018 8:58 pm  

  Gdy młody Inkwizytor zakończył swój wylewny monolog, zamilkł na dobre kilka minut. Jako następny miał mówić Nakamura, który jedynie rozsiadł się wygodniej na swym krześle i zamyślił. Te sekundy leciały jakby zapętlone. Ciągnęły się i ciągnęły w nieskończoność. Chłopak miał już ochotę zapytać się Wielkiego Mistrza, czy wszystko w porządku, lecz było to jak najbardziej nie na miejscu.
  Kiedy wreszcie bezręki magus otworzył usta, obaj stali jak zamurowani i słuchali niczym Onego, który właśnie raczył przemówić. Właśnie takim szacunkiem cieszył się tutaj Seitaro Nakamura. Gilthunderowi ciężko było zrozumieć jak ktoś, kto prowadzi wojnę przeciwko Pierwszym, mógłby się zachwycać ich istnieniem. Jego przypuszczenia były bardzo dziwne, gdyż miał teorię, która mówiła, że w cale Priori białolica nie była. Zakładał taki przebieg zdarzeń jej niespotykanymi ścieżkami na ciele. Egzarcha pojął jednak, dlaczego Nakamura nasuwał takie pomysły. Ona była wyjątkowa, czuł to podczas pojedynku.
  W jednym momencie powróciły do niego wspomnienia, ta adrenalina, niespotykana siła i szybkość. Chciał być tak samo szybki, a nawet szybszy. To był jego cel. Jeżeli miał mieć odkryte plecy, musiał przyspieszyć na tyle, aby nikt nie mógł go dosięgnąć. Zapowiadało to więcej treningów i medytacji nad samym sobą. Kropla potu pojawiająca się na czole obu mężczyzn nie była przypadkowa. Oboje zauważyli błysk w oczach przywódcy Exitium, na który nie wiedzieli jak zareagować.
  Kiedy słowa Wielkiego Mistrza skierowały się w stronę Giltera, ten po usłyszeniu ich treści, wypiął napierśnik do przodu, przyłożył pięść do lewej piersi, a wzrok zatrzymał na wielkim oknie za biurkiem. Był to gest żołnierski odzwierciedlający potwierdzenie wypowiedzianych przez wyżej postawionego od siebie człowieka słów. Po wydaniu polecenia zajęcia się sobą, lub pomocą komuś innemu, pierwsze przyszło mu do głowy udanie się do lazaretu, a następnie poszukanie jakiegoś wyposażenia.
  – Tak jest Panie! – wypowiedział, oddając lekki pokłon i kierując się w stronę wyjścia, a następnie do jakiegoś punktu przyjęć rannych. W jego głowie nawet nie tliła się na razie żadna myśl poruszająca niesubordynację i opuszczanie twierdzy bez wyraźnego polecenia. Mógł też pomóc komuś po tym jak odzyska siły, lecz było to na dalszym planie przez własne ambicje i nie koniecznie bezinteresowną chęć do niesienia pomocy.

Zmiana tematu na Lazaret.
Ilość słów: 441

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości