"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Sekcja C

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 162

sob lut 10, 2018 3:16 pm  

Sekcja C

  Dostęp do podziemnej placówki Exitium mają tylko naukowcy do tego uprawnieni. Droga do niej wiedzie przez stare tunele kopalniane znacząco ulepszone w celu wygodniejszej wędrówki w głąb góry, aż do wyłomu w ścianie prowadzącego do pomieszczenia wyglądem przypominającego te w Initium. Dalej znajduje się korytarz prowadzący do kilku pomieszczeń – są tam więc zarówno laboratoria, pokoje służbowe, generator energii oraz inne, bardziej strzeżone. Nie wszystkie drzwi się jednak otwierają, a tamtejsi naukowcy mają podejrzenia, iż to, co oni odkryli, jest dopiero początkiem. Wszystko wyglądem przypomina główną placówkę Drugich, od lśniących ścian, przez maszyny konstruowane w podobny sposób, aż po ludzi tam się krzątających.

Obrazek
Ilość słów: 130

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 148
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 1/30

wt lut 20, 2018 6:14 pm  

Narrator


  Po kilkunastu minutach marszu w dół wszyscy znaleźli się w pomieszczeniu, które do złudzenia przypominały korytarze Initium. Ściany srebrne, połyskujące się, biegły po nich pulsujące delikatnie linie. W pokoju nie było niczego, ale za zamkniętymi drzwiami słychać było w oddali czyjeś kroki oraz rozmowy. Wtedy odezwała się Inga.
  Witamy w Exitium. Niewiele osób miało szansę widzieć tę część, więc możecie czuć się wyjątkowi. W każdym razie oprowadzę was teraz po kompleksie, a potem zostawimy pana Steinöfera z naszymi naukowcami, żeby oswoił się z ośrodkiem. Zapraszam — Adler wyciągnęła z płaszcza kryształ i podeszła do stojącego obok drzwi około metrowego w wysokości, lekko pochylonego urządzenia. Włożyła tam kryształ, zaś panel błysnął na błękitno, a bramy bez klamki natychmiast odsunęły się w lewo, chowając się w ścianach. Kobieta ruszyła dalej, a ekipa tuż za nią. Dalej znajdował się podobny do pokoju korytarz, z którego sufitu zwisały kryształy emitujące błękitne, delikatne światło niepozostawiające żadnych cieni w rogach. Nie raziło ono w oczy. — Będzie pan głównie działał na takich panelach. Pokażemy panu, jak one działają, ale reszty będzie musiał pan sam dociec, co zresztą jest pana zadaniem.
  — Nieco ponad rok temu razem z Ingą oraz Bartłomiejem postanowiliśmy zbadać te słynne kopalnie, w których panoszą się Pierwsi — odezwał się nieoczekiwanie Seitaro, wychodząc na przód. Wszyscy stanęli przed jakimiś drzwiami. I przy nich znajdował się takie sam panel. — I znaleźliśmy je. Dostaliśmy się do tamtego pomieszczenia, ale nie mogliśmy iść dalej ze względu na zamknięte drzwi. W tamtym panelu tkwił wtedy kryształ. Pomyśleliśmy wtedy, że logicznym jest, iż musi to być kluczem, dosłownie kluczem do dalszej części ruin. Niestety nic nie działało, więc przelaliśmy część energii w urządzenie i o dziwo udało się. Po przeszukaniu wszystkiego natrafiliśmy na laboratoria, pomieszczenia z dziwnymi przyrządami i niestety na inne zamknięte drzwi. Kryształ, który trafił w nasze ręce otwiera drzwi tylko do większości pokoi. Nie wiemy, co kryje się w pozostałych, ale mamy słuszne podejrzenia, że to tylko wierzchołek góry lodowej. To w końcu nawet nie jest oficjalne wejście. Niestety ledwo niedawno nasi naukowcy rozgryźli część działania tych paneli i mogliśmy ruszyć pełną parą z badaniami, w końcu ciężko pracowało się przy jednym kluczu na cały budynek. Dostanie pan swój własny, na którym będzie pan pracował. Musimy złamać zabezpieczenia, odkryć szyfr, jakim posługiwali się budowniczowie tego miejsca i nadpisać kryształy nowymi kodami, które pozwolą nam pójść dalej — Nakamura wydawał się być podekscytowany całą sytuacją, przynajmniej tak brzmiał jego głos. Machnął ręką do Ingi, która otworzyła drzwi prowadzące do kolejnego tajemniczego urządzenia. Tutaj lampy nie wisiały na suficie, lecz na ścianach, zaś samo ustrojstwo sięgało sufitu, miało kształt przybliżony do kwadratu, a po jego powierzchni biegły te same linie energetyczne, co po ścianach i ciałach Drugich. Wyposażone było w cztery panele, które coś wyświetlały. Inga zaraz pośpieszyła z wyjasnieniami.
  Te kryształy nie tylko służą do otwierania drzwi, ale też do wprowadzania poleceń, czego oczywiście nie możemy zrobić z wiadomych przyczyn. To jest zdaje się pomieszczenie energetyczne, skąd wierzymy, że cały ośrodek czerpie energię potrzebną do zasilania wszystkiego. Niestety nie potrafiliśmy wyciągnąć z niego całego potencjału ze względu na ograniczenia. Aktualnie działamy na swego rodzaju zasilaniu awaryjnym, ale żeby cokolwiek zrobić, trzeba odpowiednich kryształów. Aktualnie większość naszych badań skupiona jest na badaniu zapisanych na nich informacjach i próbach odkodowania ich. Więc... są jakieś pytania, czy możemy przejść dalej? — także i panna Adler zdawała się być poruszona oprowadzaniem po budynku. Opowiadała z o wiele większym entuzjazmem, niż Seitaro, a na jej twarzy widać było prawdziwą fascynację całym tym tematem. Sama drużyna milczała, najwyraźniej będąc bardziej zainteresowana ochroną Leonarda niż zagadnieniami związanymi z tajemniczymi technologiami.
Ilość słów: 751

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lut 27, 2018 8:22 pm  

  – Witam, Panno Adler. – przywitał się należycie z kurtuazyjnym ukłonem, a potem podążył za parą Ingi oraz Seitaro. Miarowym krokiem przemierzał ciągnący się w dół korytarz ze schodami wraz ze swoją kompanią, odczuwając jednocześnie tłumioną ścianami atmosferę tegoż miejsca. To uczucie było jemu niezwykle bliskie, bo choć ogrody uniwersytetu wraz z zewnętrznym pierścieniem przypominały typowy ośrodek badawczy to podziemia Initium definitywnie posiadały niecodzienną aurę wyobcowania oraz tajemniczości. W istocie identyczne emocje towarzyszyły młodemu naukowcowi w tym zlepku niezbadanego misterium jakim były komnaty wewnątrz Wąwozu Pierwszych. W chwili obecnej dokładnie lustrował każdy detal ozdabiający smukłe wnętrza komnat, dodatkowo powstrzymując narastający z powrotem katar.
  Przez wstępny okres ich ekskursji, Leonard milczał niczym wzorowy uczeń, starając się wydobyć jak najwięcej informacji płynącym z ust zaznajomionej z sytuacją kobiety. Na twarzy Steinöfera nie można było ujrzeć ekscytacji porównywalnej do Nakamury czy też jego towarzyszki. Wszystko skupiało się na niezwykłej analizie człowieka, w tej chwili ukrytej pod maską kamiennego wyrazu oblicza. Niezwykle chłodno spoglądał ten naukowiec na ogół panujących rzeczy, a teraz podczas oględzin nowo poznanych schematów domniemanego mieszkańca tych czeluści już powoli kreował przyszły kierunek własnych badań. Nawet w jednej chwili wyciągnął swój niewielki notes, jakoby był to jego odruch bezwarunkowy, po czym zaczął sobie coś delikatnie szkicować. – Ważną informacją dla mej osoby byłaby wiedza na temat tego ile takich kryształów zdołaliście Państwo odkryć do tej pory. W dalszym rozrachunku będę próbował własnoręcznie pomóc waszym ludziom rozpracować tę enigmę, lecz potrzebuję do tych działań dużej dawki samodzielności. Przy okazji proszę o jak najbardziej dokładne liczby. – w pewnym momencie zaznaczył po zakończeniu jednego z wywodów przywódcy projektu, w dalszym ciągu tworząc zapiski na czystych kartkach papieru. Długowłosy zaznaczył obecność mocnymi słowami, nie ubierając oczywistości w piękne słowa. Zależało jemu na konkretach, co dwójka w opozycji mogła docenić w kwestii odkrywczej.
  Kiedy już ferajna dostała się marszem do ostatniego z pomieszczeń, badacz zasięgnął do swego ekwipażu w postaci dość głębokiej teczki, z której rychło dobył mechanicznych gogli. Nie czekał także długo z umieszczeniem własnego kryształu wewnątrz niewielkiego otworu, co też poczynił. Mężczyzna do tej pory nie zaznał większej okazji korzystania z właściwości tego niezwykłego przedmiotu, toteż właśnie nadszedł na to odpowiedni moment w jego surowym mniemaniu. Okulary miały szansę dojrzeć odrobinę dodatkowych szczegółów, których naturalnie oko śmiertelnika nie miało szansy w żaden sposób zobaczyć. Począł koncentrować całą uwagę na tychże magicznych liniach pośród murów kompleksu, lecz uszami nadal przebywał z dialogiem zebranych przewodników. – Mógłbym rzucać suche hipotezy, choć jestem silnie przekonany, iż gdzieś blisko nas znajduje się inna Maszyna. – rzucił nagle, zapewne poruszając Pannę Adler tym niewytłumaczonym w żaden sposób przypuszczeniem. – To wyjaśniałoby możliwości zasilania takich gargantuicznych jaskiń, choć... tego postaram się dowieść. – uśmiechnął się kątem ust w stronę fascynatki technologią Pierwszych, jakoby dodając jedynie oliwy do ognia poprzez nową tezę. – Nie będę w tej chwili porzucał profesjonalizmu. Proszę kontynuować z pominięciem moich komentarzy. – poprawił się na zakończenie wtrącenia, a dodatkowo tylko przenikliwie rzucił spojrzenie na Dustina, jego uczennicę, a zarazem dwóch Egzarchów. Każdy znał swoje miejsce w szeregu. W głębi duszy Leonard odczuwał ulgę, dostrzegając ich aktualne podejście do sprawy. Nie żałował podzielenia się uwagami dotyczącymi panujących aktualnie zasad w twierdzy z Panem Kirchnerem, a zatem musiało to prawidłowo wpłynąć na wytyczne ochroniarzy. Waldgrosseńczyk definitywnie czuł się znacznie bezpieczniejszy. Prostota niejednokrotnie ratowała wiele żywotów.
  – Proszę mi jeszcze odpowiedzieć na pytanie dotyczące waszych ekspedycji, które ucierpiały poprzez kontakt z tymi "potworami". Czy istnieją dane, mogące mi pomóc w mych inwestygacjach? Żadne z waszych następnych słów nie wydadzą mi się niepotrzebne, a wręcz mogą mi niebywale pomóc. – umieścił zwykłe okulary w kieszeni marynarki, a następnie zbliżył się jeszcze bardziej do wymienionych wcześniej paneli. Sprawiał wrażenie osoby, która jeszcze przez kilka chwil zatrzyma ich przy nieznanym kodzie ze ścian podziemi.
Ilość słów: 768

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 148
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 1/30

czw mar 01, 2018 3:54 pm  

Narrator

  Inga właśnie przemawiająca i objaśniająca wszystkie zagadki kompleksu była również tą, która odpowiedziała na pytanie Leonarda, aczkolwiek spoglądając przy tym na niego z lekką konsternacją. I ona odparła rzeczowo, nie strzępiąc słów na próżno.
  Tego rodzaju? Jeden. Ten, który tkwił w panelu przy drzwiach koło wyłomu. Reszta, te, które mamy w swoich posiadaniach, to duplikaty, które zdobyliśmy dzięki częściowemu rozgryzieniu działania maszyn w laboratoriach. Jak mówiłam, nasze badania posunęły się niewiele dalej.
  Po dotarciu do pomieszczenia z urządzeniem energetycznym Steinhöfer niemalże od razu zabrał się do roboty. Jednocześnie słuchając tego, co mieli do powiedzenia gospodarze tego miejsca, wyciągnął swe zaawansowane technologicznie gogle, wzmacniając je na dodatek zaklętym kryształem. Różnica w odbiorze była niewielka – linie ciągnące się po ścianach przybytku mające swoje źródło właśnie w tej maszynie błysnęły nieco mocniej w soczewkach Leonarda, poczęły pulsować, jak gdyby energia przezeń przepływająca nie była stabilna. Pomimo tego maszyneria zdawała się wręcz nią kipieć, chociaż rzecz jasna to, co oddawała liniom, przewodom była niewielką częścią. Poza tym samo urządzenie wydawało się, że samo posiada jakąś aurę. Bladą, niemożliwą do odczytania, ale posiadało. Innym szczegółem był sam przepływ owej energii, która oprócz przekierowywania siebie do dalszej części budynku, wyglądała, jakby płynęła z dołu do góry. Poza tym niektóre ścieżki praktycznie w ogóle nie świeciły i wyglądały na wyłączone.
  — Tak... myśleliśmy nad tym. Oczywiście w związku z tym, co znaleźliśmy tylko w otwartych dla nas pomieszczeniach, liczymy, że znajdziemy znacznie więcej technologii, nie tylko Maszynę — odrzekła kobieta, zaciekawionym wzrokiem obserwując poczynania Arlekina. Na jego kolejne pytanie wtrącił się już Nakamura.
  — Nikt nie ucierpiał prócz samych górników, którzy pracowali w tej górze jakiś czas temu. Grasujący Pierwsi byli tylko plotkami, które rozpowiedzieli zbyt przestraszeni tego znaleziska. Jedyni priori, których znaleźliśmy, znajdują sie w bezpiecznych kapsułach. A dane owszem, posiadamy, będzie miał pan do nich dostęp w naszej bibliotece. Tutaj postaramy się wyjaśnić najważniejsze rzeczy — tuż po tym, widząc, iż jego nowy podwładny stracił zainteresowanie maszynerią, ruszył dalej, prowadząc wraz z Ingą do innego pomieszczenia.
  Kryształ włożony do pomniejszego panelu przy drzwiach uaktywnił się, a na wyświetlaczu błysnęło powiadomienie w sanctin, jarzące się niebieskim kolorem. Towarzystwo znalazło się w długim i nieszerokim pomieszczeniu laboratoryjnym. Na środku stało coś, co mogło przypominać stół, jednak nie było nim dokładnie. Bryła, bowiem tak najlepiej można było to określić, zajmowała większą część pokoju. Znajdowało się tam kilka wgłębień i miniaturowych wyświetlaczy. Na ścianach wisiały półki, zaś w każdym rogu stało urządzenie. Wysokie na około półtora metra, długie i szerokie na około metr. Wyglądało na całkiem skomplikowane, posiadało wiele przycisków, dużo większy panel a także dwa wejścia idealnie pasujące na kryształy i miniaturową komorę. W laboratorium znajdował się jeden człowiek. Drugi, który w ogóle nie zwracał na przybyłych uwagę, zbyt pochłonięty kombinowaniem przy jednym z owych ustrojstw.
  — Tamten jegomość to Jekotoj ze Skrzekowisk. On odkrył, jak powielać klucze. Od tamtej pory praktycznie nie wychodzi na powierzchnię, próbując dalej posuwać badania. Niestety przemęczenie raczej mu nie służy — wyjaśnił Seitaro, po czym podszedł do urządzenia, kładąc na nim sprawną dłoń i z dumą je prezentując. — Oto Te-NX1 wedle informacji, które zdołaliśmy z tego wyciągnąć. Urządzenie, które nadal próbujemy rozpracować, które pozwoliło nam skopiować dane z jednego kryształu do drugiego oraz to samo, które jest furtką do dalszych części. Jak widać, trochę tego jest. Od czego zacząć... wiemy na pewno, że to reaguje na polecenia, które wpiszemy w sanctinie, jeśli rzecz jasna sam panel je rozumie. Istnieje możliwość wpisywania znaków, usuwania ich z polecenia, wyświetlania informacji z kryształu, a także nadpisywania ich czy w końcu określania stanu przedmiotów, które można włożyć tutaj — wskazał komorę pod przyciskami i wyświetlaczem, niewielką. Potem pokazał na półki. — Poza tymi urządzeniami znaleźliśmy inne kryształy, ale w nich zawarte są jedynie informacje o naszej florze, faunie... o nas. Informacji jest sporo, ale o większości mamy pojęcie. Wygląda na to, że ktoś tutaj prowadził eksperymenty, być może zbierał informacje o naszych ciałach, o zwierzętach, roślinach. Niektóre słowa, wyrażenia w nich zawarte są nam całkiem nieznane i opisują to, o czym nie mieliśmy pojęcia. Jeśli pan chce, może przeczytać, co jest w nich zapisane w tej właśnie maszynie. Część zdążyliśmy przepisać i zachować w bibliotece. Właśnie, Ingo, przekaż panu Leonardowi jego kryształ. Wystarczy go tylko włożyć do wnęki i urządzenie samo zareaguje. Ogólnie jest to bardzo intuicyjne, więc mniemam, iż nie będzie miał pan problemów z jego obsługą — Nakamura zakończył długi monolog, natomiast Adler posłusznie wyciągnęła z pół płaszcza jeszcze inny, identyczny kryształ, który przekazała w dłonie Steinhöfera. Drugi w kącie odwrócił się na chwilę w ich stronę, jakby dopiero teraz zobaczył, że ma gości. Nie zareagował jednak w jakikolwiek sposób i powrócił do wpisywania komend w Te-NX1.
Ilość słów: 1011

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz mar 04, 2018 12:42 am  

  – Panie Nakamura, mam nadzieję, że na nieprawdziwych plotkach się zakończy. Nie jestem człowiekiem przesądnym, choć dodatkowej ostrożności sobie nie odmawiam. Pańscy współpracownicy jak mniemam kierują się podobnymi „walorami estetycznymi”. – Leonard bez wątpienia stanowił książkowy przykład myśliciela oraz wynalazcy. Pełen kultury oraz ogłady potrafił niekiedy zagubić się we własnych myślach, a już zainteresowany konkretnym tematem próbował przerzucać chociażby część zadumy w kierunku źródła ciekawości bez urażania członków konwersacji. Tutaj przejawiało się to zarówno obyciem z koniecznością wykonywania tejże pracy w nadciągającej przyszłości, co w istocie nie kłopotało geniusza. Arlekin stopniowo zaczął przyswajać zaistniałe realia, nie będąc już tak silnie osowiałym jak ponad godzinę temu z chorobliwym zakażeniem dróg oddechowych.
  Nastąpiło to szczególnie w momencie wkroczenia z wykwalifikowaną kadrą do zajmowanej przez Drugiego komnaty z czymś w rodzaju „jądra” kanałów energetycznych na środku sali. – Uważam, że na teraźniejszą chwilę otrzymałem całość niezbędnych informacji. Dziękuję za rzeczowe przedstawienie postępu waszych badań. Doceniam to niezmiernie. W razie konieczności z pewnością odwołam się do waszych spisów. – posłał Indze subtelny uśmiech poprzez wykrzywienie kącików obu warg ku górze, a w następnej kolejności wzrokiem ogarniając już kolejno części niezwykłych mechanizmów pradawnego systemu zasilania otaczających ich krypt.
  Na pierwszy rzut oka pulpit odstraszał ilością możliwych kombinacji, aczkolwiek żadnego dzieła nie powinno oceniać się po okładce. Niejednokrotnie inżynier przekonał się na swej skórze, że klucz do nurtujących pytań bardzo często znajdował się bliżej szukającego niżeli on to sobie wyobrażał. – Miło mi poznać innego mędrca. – zadeklarował krótko odnośnie samotnego eksperymentatora.
  Teraz został postawiony przez dużą dozą dowolności w organizacji osobistych zadań. Odnotowawszy kolejną porcję przemyśleń w kajecie, powziął parę nowych tabletek ze szklanej butelczyny. Przełknął dawkę nieznanych nikomu substancji w kapsułkach bez popicia, a do tego nie użył nawet jednej kropli wody. Gestem dłoni wskazał na kamienne podłoże, aktywnie poruszając głową na każdy możliwy kierunek ze skupieniem. – To źródło znajduje się gdzieś na dnie tej uformowanej góry. To takie oczywiste… – rzekł bardziej do siebie, choć głosem zahaczył o każdą istotę przebywająca w jego otoczeniu. Nagle także zdjął nietypowe patrzałki, pozbywając się z nich także kryształu mocy, który teraz ostał się w prawicy Steinöfera.
  Ten wiedziony prawdopodobnie potrzebą własnoręcznego obadania obcego sprzętu, odebrał zarazem drugi kryształ z rąk Drugiej z wyraźną wdzięcznością umalowaną na twarzy. – Dziękuję. – zbliżył się do zafiksowanej bryły ze slotami, gdzie bez ceregieli umieścił osobistą figurę geometryczną zgodnie z instrukcjami Panny Adler oraz Seitaro. Pokwapił się też z bliżej niewyjaśnionych przyczyn usadowić we wnętrzu półeczki swój marblit. Patrząc na to z boku można byłoby założyć, że to przysłowiowo dziecinna zabawa z możliwie niebezpiecznym ogniem, choć jak wiemy indywiduum pokroju długowłosego nie miało prawa działać wyłącznie w taki sposób. Za takimi poczynaniami musiało się kryć coś więcej. – Prosiłbym o pozostawienie mnie tutaj z Panem Jekotojem oraz Te-NX1. Zjawię się u Państwa z inicjującym raportem o wczesnej porze jutrzejszego dnia. Nie omieszkam też zaznaczyć chęci otrzymania od was wiadomości zwrotnej o przebiegu mych starań. – Podjął działania bez żadnych zawahań, próbując gestem ręki odesłać swych protektorów co najmniej za najbliższe drzwi, a nieco bardziej przyjemnie żegnając się z właścicielami inicjatywy, o ile byli skorzy opuścić pokoik.
  Nie zaczepiał maga z drugiego końca komórki, a tylko mimowolnie spojrzał na czynności przez niego wykonywane. Nastąpiło to niezwykle błyskawicznie, toteż równie szybko opuściło krąg entuzjazmu odkrywcy. Mając przypuszczenia co do uruchomienia wyrafinowanego panelu w stacji, Leonard rozpoczął wpisywanie kilku wyrazów oraz haseł w języku Sanctin.


Ony oczami widzi, lecz nie ja.
Ja jestem tym, co nadal tka.
Tka do skutku, a czeka go zdrada.
Zdrada liczy dni i lata.
Lata tracisz, wchodzi praca.
Praca mija, sens istnienia.
Istnienia nie zachowam cienia.
Cienia rzuca czar egzystencji.
Egzystencji nastanie koniec.



  W milczeniu wyczekiwał reakcji technologii na zlepek takich znaków, które mogły równie dobrze nie wywołać żadnego z pożądanych skutków. Westchnął w międzyczasie, zastanawiając się nad opcjami interpretacji poleceń wykonywanych przez to cudeńko. Czy otrzyma szansę na rehabilitację przy tam gwałtownym "przywitaniu"?
Ilość słów: 868

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 148
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 1/30

wt mar 13, 2018 4:53 pm  

Narrator

  Najwyraźniej panna Adler oraz Seitaro Nakamura pragnęli zostać nieco dłużej, być może pokazać jeszcze pozostałe części pomieszczenia Leonardowi, objaśnić kilka dodatkowych pojęć związanych z tajemniczą maszyną, ale ten dosyć stanowczo wyraził swoje zdanie, a niestosownym byłoby naprzykrzanie się tęgiemu umysłowi, który raczy pozostać w samotności. Tak też lekkim ruchem głowy przywódca Exitium wskazał Indze, która zdawała się być nieusatysfakcjonowana rozmową z nowym naukowcem, aby ta podążyła za nim na zewnątrz. Pożegnali się z mężczyzną i wyszli, a za nimi gwardia Leonarda, również z lekką niechęcią, jakby obawiali się o życie swego protegowanego bądź obawiali się... jego. Cóż, takie dywagacje należało zostawić na potem, teraz bowiem w dłoniach naukowca spoczywał klucz, metaforyczny jak i dosłowny, do skarbów ukrytych wewnątrz enigmy, z którą miał się zmierzyć.
  Drugi z naprzeciwległego końca sali nawet nie drgnął i nie przejął się, że w jego pomieszczeniu zadomowił się inny myśliciel. Nadal wystukiwał cierpliwie kolejne sekwencje, jakby próbując przekonać urządzenie, że to wcale nie są błędne kombinacje. Ekran pod nim jarzył się ciągle na czerwono, ale ten nie zrażał się, tylko mamrocząc chyba coś pod nosem wpisywał od nowa ciągi znaków.
  Zostawszy sam na sam z Te-NX1, Leonard wziął się do pracy i postanowił zacząć znajomość z urządzeniem w interesujący sposób. Po włożeniu kryształu do pasującego otworu, niewielki ekranik poniżej zabłysnął na błękitno, co mogło być dobrym znakiem. Następnie podczas żmudnego procesu wybierania coraz to kolejnych znaków zapisanych w sanctin, Jaksarczyk wstukał pewien tekst. Być może ktoś doceniłby kunszt, z jakim został on napisany, o ile... nie byłby maszyną, ta bowiem po zaakceptowaniu tekstu, w tym samym miejscu, w którym on widniał, postanowiła poinformować użytkownika o tym, co sądzi o tym wszystkim.

nieprawidlowa komenda


  Nikt raczej dziwić się nie powinien – i tak, ktokolwiek zbudował to urządzenie, czy to Pierwsi, Oni czy jeszcze inne istoty żyjące tutaj przed ludźmi, musiał cenić prostotę, nie kunszt. Jednakże nic poza tym się nie stało i można było nadal korzystać z Te-NX1, bawiąc się aparaturą, jej przyciskami i próbując dojść do perfekcji z jej obsługą. W końcu Leonard miał na to tyle czasu, ile tylko sobie życzył.
Ilość słów: 478

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw kwie 05, 2018 11:51 am  

  Reakcja systemu wiersza poleceń była taka, jakiej w istocie spodziewał się młody wiekiem naukowiec. Pięknie wykreowany tekst literacki nie niósł szczególnych walorów estetycznych w tym technicznym wypadku, a jedynie był całkowicie czystym efektem wybujałej pamięci Leonarda. Losowość wraz z pomysłowością miała na celu wstępne sprawdzenie z pozoru skomplikowanego oprogramowania podziemnego kompleksu, toteż ku uldze człowieka okazała się być czymś banalnie prostym, tak jak jego zapewniał pełen nadziei Dustin tuż przed opuszczeniem obronnych murów Initium.
  Nadal jeszcze wszystko pozostawało w sferze sprawdzania świeżego umysłu przy jego pierwszym kontakcie z obcą technologią. Poprawiwszy swój zwisający z tyłu głowy kucyk, rodowity Jaksarczyk odrzucił założenia wprowadzania złożonych formuł, a naturalnie postawił tym razem na pojedyncze wyrazy, których definicję albo rozszerzenie znaczenia pragnął odkryć wraz z narastającym doświadczeniem praktycznym w obsłudze nieznajomej aparatury. Bez podmiany przedmiotu we wspominanym wcześniej slocie maszynerii, podjął się czynności wprowadzania haseł – jednego po drugim jak tylko otrzymał jakiekolwiek wyniki.


Oni
Pierwsi
Magia
Maszyna
Czlowiek
Drugi
Klucz
Centrum



  W przypadku jakichkolwiek odpowiedzi ze strony sztucznej inteligencji (o ile o takowej można było tutaj mówić), zasięgnął powtórnie własnych stronic dziennika, którego sporą część przeznaczył w tym momencie na osobny dział w postaci eksperymentów odkrywania cywilizacji tychże istot. W tym celu odpowiednio zatytułował jedną ze środkowych kartek, umieszczając tam odpowiedni nagłówek. W dalszym ciągu nie podejmował się wygórowanych akcji, które z dnia na dzień doprowadziłyby całą elitę zakonu do upragnionego sukcesu. Było to niewykonalne, a tym samym już na pewno pozostawało w sferze niedoścignionych marzeń wielu pojedynkujących się od dłuższego czasu z takimi zabezpieczeniami. Rozwikłanie powstałej zagadki genezy tajemniczej rasy może potrwać jeszcze wiele lat, a nawet dekad.
  Jeden człowiek jakim był Arlekin pośród tych wspaniałomyślnych, ale też piekielnie utalentowanych magów mógł liczyć na powodzenie przy dobrych wiatrach, polegając na nie tylko przebłyskach eureki własnego geniuszu, ale przede wszystkim starań pozostałego personelu. Nie należało zarazem zapominać o zwykłym farcie, który jak historia niejednokrotnie pokazała, przekładał się niebywale często na trafność wymyślonych fenomenów w świecie nauki.
Wsuwając swoje okrągłe bryle ciaśniej w stronę oczodołów, Steinhöfer doglądał z nieskazitelną uwagą szczegółów obudowy oraz ukrytych instrukcji, bo te miały prawo być gdzieś umieszczone pośród tysiąca przycisków konsoli, nieustannie też nanosząc własne uwagi oraz korekty względem istniejących jak do tej pory zapisków. Nie omieszkał sporządzić szkic tego monstrualnego w rozmiarach sprzętu, odnosząc legendę do poszczególnych elementów konstruujących ponadprzeciętną machinę. Pewien plan już teraz zaczął stopniowo kiełkować w jego prężnie pracującej główce.

  – Panie Jekotoju, czy mogę Panu na moment przerwać? – zaznaczył w międzyczasie pogodnym tonem w stronę zaabsorbowanego wynalazcy, ażeby przypadkiem nagle nie wybić niepotrzebnie drugiej osoby z jej rozważań. Długowłosy mężczyzna wiedział o tym najlepiej, gdyż odczuł podobny, rozpraszający bodziec więcej razy niżeli zdarzyło mu się sprawdzać prywatne finanse. – Czy ma Pan jakiekolwiek sugestie odnośnie wprowadzania komend pomocniczych na pulpicie? Czy doszedł Pan do tego podczas badań przy multiplikacji kluczy? – zadawał pytania poniekąd okrężną drogą, aczkolwiek chciał uzyskać jak najwięcej informacji w jednej, rozwiązłej wypowiedzi.
Ilość słów: 648

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości