"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Twierdza Końca

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 162

sob sty 27, 2018 11:21 am  

Twierdza Exitium

  W przeciągu nieco ponad dwóch lat na zboczu góry, w miejscu owianym mgłą tajemnicy, o którym krążyły niepokojące plotki — że tam swoje gniazdo mają Pierwsi, którzy zamordowali bestialsko część górników dokopujących się do ich leża, powstała Twierdza Końca. Wybudowano ją wokół opuszczonej kopalni, aby strzec sekretów tam się znajdujących. Setki budowniczych trudziło się z pomocą magii Drugich, aby powstał cały kompleks mieszczący wszystkich członków Exitium, chroniący wejścia w głąb góry, a także pełniący utylitarne funkcje.
  W fortecy znajdą się więc kwatery dowództwa Exitium oraz jego członków i delegatów z zewnątrz, pomieszczenia oraz budynki administracyjne, parę dziedzińców i ciągle rosnąca biblioteka zawierająca wszystkie dotychczasowe zapiski z badań w kopalniach, udostępniana tylko upoważnionym do tego ludziom i magom. Droga do Twierdzy Końca prowadzi przez Wąwóz Pierwszych. W odległości kilku kilometrów od niej zaczynają się patrole, obok których ciężko jest przejść niezauważonym – jednakże, jak powszechnie wiadomo, o ile wykaże się chęć współpracy z Exitium bądź posiada się odpowiednie dokumenty, można bez problemu tamtędy przejść. W innym wypadku nie dopuszcza się nikogo postronnego do tajemnic tej młodej jeszcze organizacji.

Obrazek
Ilość słów: 234

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 150
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 1/30

sob sty 27, 2018 3:33 pm  

Narrator

  Podróż przebiegła bez zbędnych komplikacji, chociaż na pewno po pewnym czasie spędzonym w siodle mogła zacząć się dłużyć i być niewygodna. Kompania w ramach odpoczynku zatrzymała się na dwa dni w Mirosil, skąd następnie skoro świt wyruszyła do Wąwozu Pierwszych, gdzie był końcowy punkt ich podróży, Exitium.
  Nakamura działając w ścisłej współpracy z Angererem poprosił tego drugiego o wysłanie mu któregoś z jego wolnych naukowców do zbadania pewnej tajemniczej sprawy, o której Steinhöferowi powiedziano tylko tyle, że wszelkie niezbędne informacje dostanie na miejscu, bezpośrednio od Seitaro. On sam o Exitium wiedział tyle co większość. Wszelkie informacje, które mogłyby rzucić światło na to, co tak naprawdę znajduje się w Twierdzy Końca i co dokładnie znaleźli tam przed dwoma laty członkowie ekspedycji znajdowały się w rękach tamtejszych naukowców i dowództwa placówki. Nawet jej członkowie nie wiedzieli dokładnie, koło czego mieszkają, tak skrupulatnie pilnowano tajemnic góry.
  Sama forteca nadal była w budowie i gdy finalnie Leonard z czterema swoimi towarzyszami znalazł się w wystarczającej odległości, by widzieć ją w całej okazałości, mógł ujrzeć gdzieniegdzie rusztowania i sporo robotników. I tak cudem, a raczej z dużą pomocą magii, w tak krótkim czasie wybudowano twierdzę, która mogła pomieścić napływających do jej środka nowych rekrutów. Wysokie mury chroniły przed niepożądanym wzrokiem, zaś część budynków przylegała bezpośrednio do ścian góry.
  O ile na zewnątrz pałętało się już trochę członków, głównie Egzarchów, o tyle wewnątrz panował spory ruch. W większości widać było maski lub fantazyjne przedmioty, ale i zwykłych, Leonardowi podobnych ludzi nie brakowało. Przybycie nowej ekipy nie wywarło zbytniego wrażenia na nikim, być może z powodu natłoku zajęć, jakie każdy miał. Przydzielono im za to jakiegoś Egzarchę, który pokazał przygotowane zawczasu kwatery i pozwolił odpocząć przez noc.
  Rankiem Egzarcha nawiedził wynalazcę, prosząc go o podążenie za nim. Pozwolono podążyć za nim jedynie Dustinowi Kirchnerowi, resztę uznając za niegodną poznania tajemnic Exitium. Po spacerze, w którym żaden z nich raczej się nie odzywał, cała trójka dotarła do gabinetu Nakamury. Kilka sekund po delikatnym pukaniu odpowiedział im przyzwalająco niski głos. Wtedy też Steinhöfer miał okazję ujrzeć w całej swojej okazałości przywódcę Exitium, mężczyznę, o którym plotki mówiły, iż jest on prawie tak potężny jak Ernest von Angerer.
  Przykrywała go maska, którą właśnie zakładał. Można było rzec jasna zakładać, iż słyszał o wybrykach naukowca i była to zwykła przezorność, jaką przeważnie się zaleca w kontaktach z ludźmi. Poza tym wysoki jegomość nie wyróżniał się niczym szczególnym prócz lewej dłoni, która sztywno zwisała mu u boku. Egzarcha, który ich tutaj przyprowadził zaraz zniknął, zaś Nakamura sprawną dłonią wskazał dwójce przybyszów miejsca.
  Miło mi pana w końcu zobaczyć, panie Steinhöfer. Panie Kirchner. Sądzę, że wiedzą panowie z kim mają do czynienia? — rzekł, skinąwszy głową do Dustina. Szybko jego głowa zwróciła się w stronę Leonarda— Ernest wiele mi o panu pisał, polecając pańską osobę do tego przedsięwzięcia. Nie strzępiąc więc języka, wyjaśnię może pokrótce, dlaczego tutaj pana ściągnąłem. Wiąże się to bezpośrednio z opuszczoną kopalnią, wokół której narosło tyle plotek. Prawdy w nich jest tyle co kot napłakał, ale osobiście uważam to za zaletę. W każdym razie wewnątrz góry wydrążony jest pewien kompleks, całkiem podobny do tego, z którego pan przybywa, z tą różnicą, że nie mamy do czynienia z Maszyną, a kilkoma innymi mniejszej wagi urządzeniami, oczywiście w tej części, do której mieliśmy przyjemność się dostać. Tutaj zaczyna się pańska historia. Zobaczy pan na własne oczy rzecz jasna wszystko, aczkolwiek pańskim zadaniem będzie rozgryzienie działania pewnych kryształów. W skrócie są one jakby kluczami do całego kompleksu, ale do tej pory nikt nie potrafił rozgryźć kodu w nich zapisanego, by móc go powielić, dokonać potrzebnych zmian i otworzyć nam przejście do dalszej części. Niedawno nasi naukowcy nauczyli się w pełni korzystać z urządzeń zapisujących dane w kryształach i zaczęli je kopiować, aczkolwiek żaden nie znalazł jeszcze żadnej zależności, która pozwoliłaby odkryć, co dokładnie jest tam zapisane i w jaki sposób to wykorzystać. Postanowiliśmy więc posłać po świeży umysł, który mógłby na to spojrzeć z innej perspektywy. Mamy nadzieję, że dokona pan jakiegoś przełomu – sam słyszałem o pańskim geniuszu i jestem szczerze przekonany, że nie ma dla pana nic niemożliwego, szczególnie nowe technologie — po tak długim wywodzie przytłumiony przez maskę głos Nakamury ucichł, by odchrząknąć i dodać po chwili: — Jakieś pytania?
Ilość słów: 903

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn sty 29, 2018 11:57 pm  

  Jeden z absolwentów Initium rzekłby, że odwiedzenie miejsca rzekomych leży Pierwszych, nad którymi prowadzono niezwykle wartościowe badania, plasuje się w sferze wyjątkowego zaszczytu oraz poważania pośród swych braci. Zwykły człek, który posłyszał garść plotek od miejscowej konkurencji czy też sporą dawkę propagandy lokalnej władzy, uznałby to za totalne postradanie zmysłów. Leonard był tylko pewien kwestii, iż czeka go znacznie więcej pracy niż przedtem. Nie mógł jednakże postawić się najwyższemu przedstawicielowi magicznie utalentowanej kasty oraz zarządcy jednej z najpotężniejszych organizacji na kontynencie. Kiedy usłyszał zacnie wypowiedziany rozkaz od mistrza zakonu to czym prędzej stawił się ze świtą na momentalną wyprawę po więcej niezbędnego, a zarazem najcenniejszego dobra jakim była w rzeczy samej nauka. Zabrawszy podstawowy inwentarz łączący w sobie jego zestaw przydatnych zabawek-wynalazków, ruszył na rasowej klaczy ku piętrzącym się górom na terenie Księstwa Jaksaru, podczas gdy obecne prace nad udoskonalaniem Maszyny musiały tym samym zostać gwałtownie przerwane, tudzież przekazane w ręce asystentów.
  Już w tamtej chwili nie okazywał rozkoszy czy też mentalnej ekstazy powiązanej z jego nowo wytyczonymi eksperymentami nad zjawiskiem, o których progresie nie miał zielonego pojęcia. Czymże było nieznane źródło wykopalisk dla myśliciela, gdy geneza tegoż pozostawała ukryta przed światem? Czy to wpłynie pozytywnie na jego kilkuletnie doświadczenia przy modyfikacji urządzenia do konstruowania niezwykłych bytów? Długowłosy intelektualista wbrew pozorom rozczarował się podejściem Pana Von Angerera, gdy ten żelazną ręką wymusił wyrwanie rodowitego mieszkańca Portu Gawron z tej burzy mózgów, a gdy dotychczasowo był tam tak niezwykle potrzebny do tychże inwestygacji. Teraz został rzucony na głębokie wody jak głoszą wieści – pytanie ile czasu to potrwa oraz czy w istocie jest jednym z wybrańców Initium lub prawdziwym rewolucjonistą technologicznym.
  Dłużyła się im droga do niezwykłej krainy, a siodło nadmiernie przeszkadzało w normalnym funkcjonowaniu od uciążliwej zmiany pozycji. Kilkudniowy pobyt w stolicy w połowie wyprawy nie wpłynął zbyt pozytywnie na już dostatecznie zszargane zdrowie naukowca, który złapał paskudnie trzymające się jego przeziębienie. To musiał przeboleć w rozumieniu kruchej istoty jaką przecież był, gdyż jego dotychczasowe lekarstwa pomagały mu co najwyżej na migrenę, toteż zarówno wpływały na znaczącą poprawę nastroju nawet w najbardziej uciążliwych chwilach. Fortyfikację twierdzy pokonał w bladości, a towarzysze w tym czasie próbowali przywrócić mu nieco sił przy pomocy innych, bardziej wyrafinowanych specyfików. Odetchnął z ulgą, gdy tak ściśle okutany w masywny płaszcz z szalem mógł nareszcie przedostać się do ocieplanego pomieszczenia wewnątrz kompleksu. Widok wnętrza zamczyska budził podziw niejednego gościa, a Steinhöfer niezaprzeczalnie znajdował się w tej grupie. Każdy następny krok notował w swym dzienniku, który służył mu za coś bardziej istotnego niżeli pamiętnik do wspomnień. Być może zbyt wcześnie ocenił tę „książkę” po jej niewyraźnej okładce.
  Wybudzony z twardego snu o wczesnej porze, został oficjalnie poprowadzony do biura głównodowodzącego całym projektem przez nieznanego jemu sługę. Poczuł pewną dozę niepokoju, która nie tak prędko została rozwiana. Uznał za stosowne, aby podzielić się nią z Dustinem. – Pamiętaj, że mogę nie wyjść z tego cało. – wyszeptał grobowym tonem, podkreślając powagę sytuacji. Ambitny mag prawdopodobnie zaznał garści informacji przed ekspedycją, a zatem nie potrzebował przypomnienia okularnika, lecz jego uwagi z pewnością pozwolą mu na adekwatne doglądanie psychiki inżyniera. Przekroczyli próg wejścia do biura przywódcy Exitium, który jak prędko zauważyli oczekiwał ich prezencji. Leonard ciągle zastanawiał się nad przyczyną ukrywania celu misji przed resztą kompanii. Nieprawdopodobnym byłoby to, że potrafili zaufać z jednej strony postawionemu człowiekowi w szeregach stowarzyszenia, ale nie własnym "studentom". – Miło mi Pana poznać, Panie Nakamura. Na początek zaznaczę, że galanteria jest w tym przypadku zbędna. – podał prawicę liderowi, dokładnie tę zastąpioną kawałkiem wyważonej protezy ze stali. W taki oto sposób znalazł się tam on, uzdolniony laborant z ubytkiem fizycznym pośród tak ważnych person z nadprzyrodzonymi zdolnościami, ale też stanowiącymi prawo na wyższych szczeblach politycznych. Kaleka nie powinna ukazywać słabości w tak niebezpiecznym otoczeniu, aczkolwiek duża doza stresu udzielała się zapewne również Arlekinowi.
  Wysłuchał niezwykle uważnie wywodu Drugiego, ponawiając systematyczne kreślenie na własnych skrawkach papieru wziętych ze skórzanej torby. W sprawie kultury osobistej ciężko było stwierdzić czy łamało to jakiś przejaw norm, choć z odrębnego punktu widzenia sugerowało brak zaufania pamięci krótkotrwałej. – Liczę na owocną współpracę przez cały okres mojego pobytu, Panie Nakamura. Wierzę też, że zdobędę multum wiedzy, dzieląc me obserwacje z pańskim wspaniałym personelem. Mogę ruszyć do pracy nawet od zaraz. – uśmiechnął się szczerze, chowając przedmioty pisarskie po zakończeniu lakonicznej konwersacji. – Dodam tylko, że pilnie prosiłbym o pozwolenie na możliwość zatrzymania moich przyjaciół w mych progach. Są to niewątpliwie moi przyszli wybawcy. – kichnął kilka razy w drugą stronę, ciągle odczuwając skutki wirusów panoszących się w chłodnym powietrzu.
Ilość słów: 924

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 150
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 1/30

czw lut 08, 2018 9:58 pm  

Narrator

  W czasie drogi do przywódcy Exitium Leonard zdołał ostrzec swego towarzysza przed ewentualnymi szkodami, jakie wedle niego mogłyby się stać w tymże przybytku. Dustin odmruknął jedynie, że zdaje sobie z tego sprawę, na dłuższą metę nie przejmując się tym i po prostu podążając za ich przewodnikiem, czasami rozglądając się tu i ówdzie, jakby oceniając stan całej budowli oraz jej mieszkańców. Tych z samego rana było niewielu, aczkolwiek przyczyną tego stanu mogły być także nasilające się ataki Pierwszych na Jaksar oraz Waldgrossen, zdające się zajmować uwagę tej przeszkolonej części Exitium. Rzecz jasna nikt nie narzekał na niedobór ludzi, po prostu Leonard nie miał okazji zobaczyć na własne oczy całej potęgi tej placówki.
  W gabinecie toczyła się między dwoma mężczyznami uprzejma rozmowa na rzeczowe tematy. Dustin podczas niej nie odzywał się zbytnio, być może będąc już o wszystkim poinformowanym, być może wręcz przeciwnie, jego wiedza nie wykraczała poza tę naukowca i właśnie dlatego w milczeniu nasłuchiwał. Sam Nakamura nie objawił mową ciała jakiegokolwiek niepokoju czy dyskomfortu związanego z podaniem przez Leonarda stalowej dłoni, zaś dzięki masce ciężko było dojrzeć jakiekolwiek emocje z tym związane.
  Miałem nadzieję na taką odpowiedź. Niedługo osobiście oprowadzę pana po całym kompleksie, zapoznam z przyszłymi współpracownikami oraz pokażę działanie tamtych urządzeń. Oczywiście prócz tego dostanie pan pełen dostęp do naszych zbiorów, mniemam, iż będą one przydatne w pańskiej pracy. Znajdują się tam zapiski, uwagi i dzienniki z naszych wszystkich dotychczasowych badań. Poza tym nikt nie będzie zmuszał tutaj pana do nieustannego wysiłku, aczkolwiek uprzedzam, że ciągłe przerwy czy opóźnianie progresu badań nie jest tutaj tolerowane — oznajmił rzeczowo, po czym przerwał, wpatrując się zza maski w kichającego mężczyznę. Kontynuował potem. — Zapewniam pana, panie Steinhöfer, że żadne niebezpieczeństwo, przynajmniej do chwili otworzenia kolejnych korytarzy w kompleksie, panu nie grozi. Poza tym przypominam, ze Exitium to w większości placówka przeznaczona do celów bojowych i spora część naszych zasobów to Drudzy i Egzarchowie przeszkoleni w walce. Co prawda ostatnio zostałem zmuszony do wysyłania więcej niż zazwyczaj moich ludzi ze względu na te kreatury z powrotem panoszące się na kontynencie, aczkolwiek nie ma się czego pan obawiać.
  Z polecenia mistrza Angerera dostaliśmy zadanie pilnować Steinhöfera. Bez obrazy, panie Nakamura, ale zamierzamy się tego trzymać — wtrącił się Dustin, zaś Seitaro tylko westchnął i odpowiedział wyjątkowo chłodno Drugiemu.
  Doskonale zdaję sobie sprawę z poleceń Ernesta, nie ma potrzeby, aby pan mi je przypominał. Jednakże praca w niewielkich, na dodatek zatłoczonych pomieszczeniach na pewno nie będzie przyjemna, a zapewniam, że i wam tam się będzie nudzić, gdy będziecie zmuszeni do wpatrywania się w mozolne posuwanie się prac przez całe godziny. Nie neguję niczyich poleceń, ale powtarzam, nic nikomu tutaj nie grozi, tym bardziej, że nie zostawiamy naszych ludzi bez żadnej ochrony w kopalniach. Jednakże jeśli tak bardzo nalegacie na ową ochronę, proszę bardzo. Możecie pilnować pana Leonarda zmianami, w parach. W tym czasie pozostała dwójka będzie miała zapewnioną bardziej przyjemną rozrywkę niż doglądanie czyjejś pracy — w tym czasie głos Nakamury stał się lekko poirytowany. Kirchner odpowiedział obojętnie, że może się zgodzić na takie warunki i z powrotem zamilkł. Przywódca Exitium znów odezwał się do Leonarda nieco przyjaźniejszym tonem. — Niestety będę teraz musiał pana oraz pańskiego towarzysza przeprosić na chwilę, mam parę rzeczy do roboty. Polecałbym w tym czasie wybrać się do lazaretu, nie wygląda pan na zdrowego. Po wyjściu na główny dziedziniec powinien pan go zobaczyć, to spory budynek po prawej stronie. Jeśli pan chce, może pan także pozwiedzać samą Twierdzę na ile panu czas pozwoli. Gotów będę za około godzinę, niech pan będzie wtedy na zewnątrz i zaczniemy nasze badania — Nakamura wstał i wyciągnął w stronę Leonarda swą prawicę. Jego lewa ręka nadal sztywno zwisała u boku, jakby była co najmniej sparaliżowana. Przez warstwę ubrań ciężko jednakże było dociec sedna tej tajemnicy.
Ilość słów: 745

Awatar użytkownika
Leonard
Człowiek
Posty: 14
Miano: Leonard Steinhöfer
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=146
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 0/0
Korony: 50
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob lut 10, 2018 10:35 pm  

  Mężczyzna w patrzałkach przytakiwał mimowolnie na rzeczowe wypowiedzi nowo poznanego pracodawcy, utrzymując nieskazitelną powagę oraz spokój ducha. W chwili obecnej nie dopytywał się dodatkowych szczegółów dotyczących najbliższych oględzin miejsca empirii, a także istotnych trudności z którymi przyjdzie mu się borykać przy zbliżających się dniach. Nadal jednakże nieprzyjemne myśli kołatały się w jego ciężko pracującym umyśle, gdyż przebywał na obczyźnie w której panowały zupełnie inne zasady bytowania. W mniemaniu Leonarda problemu nie stanowiły głównie wspominane przez Seitaro kreatury, a tylko grupa zarządców razem z pracownikami Exitium. To była zebrana rzesza wpływowych indywiduów, gotowych poświęcić bardzo srogą cenę za owocne wyniki swojej pracy. Nakamura bez wątpienia nie opłakiwałby straty jednego z badaczy, toteż wbrew suchej pochwale zamaskowanego maga, rodowity Jaksarczyk stanowił w dalszym ciągu kawałek tła jakim było kolegium naukowców. Mógł całkowicie zapomnieć o opiece przybliżonej do tej na uniwersytecie, stąd też wystawianie jego umiejętności, bądź też zdrowia na pastwę nieznanych tajemnic góry, plasowało się w pełni na tablicy regularnych obowiązków.
  Zwięzła dyskusja zakończyłaby się poniekąd miłym i fachowym akcentem, gdyby nie nagłe napomnienie ze strony Dustina Kirchnera, który w tym momencie okazał definitywnie przesadną egzaltację. Niewielkim gestem palców lewej dłoni, Steinhöfer próbował ukazać swą prośbę względem doświadczonego ochroniarza, aby ten powstrzymał dalsze słowa w kwestii poleceń Ernesta Von Angerera. Niestety nie zdążył tego uczynić w odpowiednim czasie, a więc wyraz głosu Nakamury zmienił barwę na tą bardziej zezłoszczoną, jak tylko jego uszu doszło niespodziewane wtrącenie w rozmowę. Człowiek odruchowo przełknął niewielką garstkę śliny, łamiąc tym samym kamienną twarz, co zapewne przywódca lokalnego garnizonu dojrzał. Uzdolniony odkrywca starał się przywrócić poprzednią mimikę oblicza w przeciągu kilku najbliższych sekund. – Jestem tutaj, aby wam służyć, Panie Nakamura. Dziękuję za okazanie mej osobie troski. Odwdzięczę się Panu poprzez aktywne uczestnictwo w tym ambitnym projekcie. – oznajmił pogodnie, odwracając się na chwilę w stronę swojego towarzysza z równie szerokim uśmiechem na twarzy niczym przedsiębiorca skazany na sukces. – Panie Kirchner, proszę się o mnie nie martwić. Bez wątpienia będę tutaj bezpieczny. Pan Nakamura jest najlepiej obeznany z obecną lokacją, a więc ma rację. Nie sądzę, że istnieje konieczność prowadzenia mnie za rączkę. – dodał żartobliwą nutą od siebie, poniekąd ukrywając prawdziwe intencje za tymże stwierdzeniem.
  Arlekin wysłuchał reszty wstępnych ustaleń „przyjaciela” Wielkiego Mistrza, po czym ukłonił się uroczyście, jednocześnie kiwając twierdząco głową. – Widzimy się zatem za godzinę na dziedzińcu. Proszę siebie nazbyt nie poganiać, Panie Nakamura. Pośpiech to wszak zły doradca. – uczony nie udzielił mu rady, a co najwyżej napomniał prawdę życiową, tak szeroko znaną od milleniów, pokasłując jak zwykle w międzyczasie. Prędko nadeszła pora ich rozłąki, lecz tylko na niewielki okres tej burzliwej doby. Okazując uprzednio kulturę poprzez powtórne uściśnięcie dłoni kontaktora, dwójka podróżników opuściła gabinet lidera kopalni, gdyż następnie skierowali się do progu wyjściowego. Kiedy już para gości znalazła się na świeżym powietrzu, z dala od filistyńskich uszu to inżynier odezwał się ściszonym głosem w stronę członka zakonu. – Coraz bardziej nie podoba mi się to miejsce, Dustinie. Błagam ciebie, abyś dopilnował kwestii organizacyjnych naszej grupy. Nie chcę, aby komukolwiek stała się tutaj krzywda. – zaznaczył niezwykle przejętym tonem, wręcz zlęknionym. – Nie mogę tobie wydawać rozkazów, dlatego wyłącznie proszę, abyś miał się na straży względem tutejszej ludności. Vanya, Klaus oraz Erik powinni o wszystkim wiedzieć. – westchnął głęboko, sięgając do swojej skórzanej torby, z której wyciągnął butelkę wypełnioną tabletkami. Sypnął dokładnie dwie kapsułki na żywą dłoń z paliczkami, ażeby łyknąć te czym prędzej oraz popić wodą z bukłaka, który również znajdował się w podręcznym ekwipunku wynalazcy. – Możemy udać się na małą strawę, jak uważasz? – zaczął odkaszliwać resztki flegmy z przełyku, a po kilku minutach przymknął oczy w uldze, gdy lekarstwo rozpoczęło działać. Nad wyraz odczuł prezencję koordynatora prac wydobywczych, aczkolwiek nie omieszkał umieścić skrzętnych detali w osobistym dzienniku po tym konstruktywnym, pierwszym spotkaniu.
Ilość słów: 783

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 150
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 1/30

wt lut 20, 2018 6:12 pm  

Narrator

  W drodze na dziedziniec potężnego kompleksu Leonard postanowił wyrazić swoje obawy względem całego przedsięwzięcia. Chociaż nie widział twarzy Dustina zakrytej żelazną, zdobioną maską, jego nieprzyjazny humor był wręcz namacalny. Mężczyzna odwrócił głowę do wynalazcy i krótko odpowiedział na jego obawy:
  Wiem, jakie mam zadanie i zamierzam się go trzymać — zdawało się, że więcej nie doda, aczkolwiek po kilku krokach odezwał się jeszcze: — Ernest ufa temu Nakamurze. Mają rzeczywiście za dużo tajemnic, ale jeśli Angerer nie ma obiekcji odnośnie tego całego Exitium, to i ja nie mam zbyt dużego wyboru.
  Resztę wolnej godziny spędzili na wspomnianym przezeń posiłku, do którego dołączyła pozostała trójka eskorty Leonarda. Twierdza Końca miała łatwy w zapamiętaniu układ, w którym ciężko było się zgubić, a nawet jeśli doszłoby do czegoś takiego, w ruchu było dużo osób, których można było się zapytać o ewentualną drogę. Na szczęście taka sytuacja nie zaszła i po odmierzonej godzinie grupa zebrała się na dziedzińcu, oczekując przywódcy tej frakcji.
  Przyszedł chwilę potem w towarzystwie kobiety. Jak zdołał zauważyć naukowiec, była to bardzo młoda Egzarcha pochodzenia waldgrosseńskiego. Ciemne włosy były krótko ścięte oraz starannie ułożone, twarz miła dla oka, chociaż z oczu błyskała jej pewna buta, jakby była bardzo pewna swoich umiejętności. Szła przy Nakamurze krok w krok, spoglądając uważnie na osobę Leonarda, tylko go zauważywszy. Nim Seitaro zdołał ją przedstawić, zrobiła to sama, wyciągając przed siebie prawą dłoń przyobleczoną w cienką rękawiczkę. Uśmiechnęła się uprzejmie.
  Panie Steinhöfer, miło mi pana poznać. Nazywam się Inga von Adler i przewodzę całej części technologicznej. Będę pana oprowadzać po właściwym ośrodku. Proszę za nami — po dosyć szybkim przedstawieniu się Inga przeszła do rzeczy i zawróciła do głównego budynku. Nakamura ruchem ręki wskazał grupie Leonarda, aby podążała za nimi. Wszyscy ruszyli. Po przejściu kilkoma szerszymi korytarzami znaleźli się w dużym pomieszczeniu – dokładnie naprzeciwko nich znajdowały się pilnowane przez Egzarchów wrota, które na znak Nakamury otworzono. Inga ruszyła pierwsza, za nią dwoje strażników Leonarda, potem on sam, zaś na końcu sam Drugi. Znaleźli się w oświetlonym lampami tunelu prowadzącym w dół. Szybko okazało się, że grupa szła starymi kopalnianymi korytarzami. Tu i ówdzie widniały zaplombowane przejścia do innych części, natomiast samo zejście do właściwego Exitium wyglądało, jakby specjalnie je powiększano, by zapewnić jak największy komfort schodzącym.

Część dalsza w Sekcji C
Ilość słów: 491

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

sob lut 24, 2018 5:12 pm  



  Podróż okraczona bólem i męką z jaką borykał się Gilthunder minęła dość szybko i spokojnie. Kilka razy przeleciało mu przez myśl uśmierzenie swego cierpienia, lecz wiedział co narkotyki robią z ludźmi i odtrącał te myśli jak najdalej od siebie. Egzarchowie i Drudzy spotkani na drodze wymienili się w dwoma wędrowcami informacjami. Jednymi ciekawymi, a innymi kompletnie im niepotrzebnymi. Burzowy Rycerz spoglądał na koniu przemierzając spalone wioski i stosy trupów czekających prawdopodobnie na zbiorowy pochówek, jak to ma się w zwyczaju w czasie wojny. Wiele rzeczy chodziło mu po głowie, lecz wzmożona aktywność Pierwszych pchnęła ich do działania, nie do rozmyślania.
  Gdy dotarli do Wąwozu, wielu ludzi podróżowało w tą samą stronę jak i w przeciwną. To na pewno była ta militarna ofensywa o której wspomnieli napotkani wojownicy. Jak można było się spodziewać, podczas całej podróży Gil nie zamieniał niepotrzebnie zdań z Urlichiem. Przytakiwał kiedy mówił coś z sensem i ignorował głupie żarty, jeżeli takowe miały miejsce. Jego wyraz twarzy spoważniał jeszcze bardziej podczas jazdy konno. Nie wiem czy można sobie wyobrazić bardziej poważną minę, jakby całe szczęście Onych go opuściło i stał się pesymistycznym racjonalistą. Nikt nie chciał słyszeć teraz, że w konfrontacji z takimi Pierwszymi jakim mieli do czynienia w kamieniołomie, mało kto miałby szansę ujść z życiem.
  Przy Twierdzy Końca Gilthunder odczuł uścisk w piersi na widok prawie już ukończonej budowli. Z daleko prezentowała się jak forteca, która przetrwałaby 1000 lat oblężenia i jeszcze przy tym aktywnie stawiała opór. Był dumny z miejsca do którego należy. Kiedy spotkali obstawę głównych wrót, Burzowy Rycerz był szczerze zaskoczony, gdy Żelazna Łapa znał jego prawdziwe imię. Przekręcił głowę w jego stronę i nie omieszkał zapytać, skąd ma takie informację. Przekraczając wrota, kierowali się długim korytarzem, napotykając wielu ludzi. Niektórzy byli członkami Exitium, niektórzy szukali po prostu schronienia. W pewnej chwili przypomniało mu się, że Urlich był świadomy nadchodzącej pomocy, więc ich przywódca na pewno poinformował go pisemnie, kto przybędzie mu na pomoc. Całe ciśnienie zeszło z jego płuc, odpychając jakieś dziwne myśli.
  Wędrując z końmi tak przez dłuższą chwilę, Gil prowadził ich do miejsca, w którym owe są przechowywane, karmione i pojone. Zostawili je w wielkiej zagrodzie, która mogła pomieścić ich całą masę, a następnie zwrócił się do swojego towarzysza.
  – Wpierw zdajmy razem raport Panu Nakamurze – powiedział poprawiając swój miecz u pasa i chwytając się jeszcze raz za podbrzusze metalową rękawicą na znak bólu. Wiedział, że będzie trzeba czym prędzej udać się do lazaretu, aby przesiedzieć tam kilka dni i dać się ponieść medykom fantazji. Postanowił prowadzić tymczasowy pochód do kwatery głównej przywódcy.
Ilość słów: 528

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 224
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

ndz lut 25, 2018 8:51 pm  

Narrator

  Ulrich spojrzał na Gilthundera jak na głupca, gdy tylko usłyszał dziwne pytanie o znajomość jego tożsamości. Rozszerzył lekko oczy i cicho prychnął pod nosem. Oczywiście po chwili uraczył Burzowego Rycerza odpowiedzią, która najprawdopodobniej rozwiała wszystkie jego wątpliwości. No bo w końcu kto jak kto, ale samo Exitium raczej dość szybko zdobyło wszelką wiedzę o Gilterze – jeśli nie od niego samego, to swoimi pozostałymi ścieżkami.
  — Myślałeś, że wcześniej nie posłali mi kruka z informacją o tym, że pomoc zmierza? — spytał — Albo nie odpowiadaj. Wysłali, a co więcej, powiedzieli kogo wysyłają! Cobym mu przypadkiem łba nie urżnął za intruza biorąc — dodał jeszcze, poklepując chłopaka po plecach. Chwilę później oboje ruszyli w stronę gabinetu Nakamury, którego położenie doskonale znali, bowiem przez jakiś czas musieli gościć w Twierdzy Końca jeszcze zanim dostali odpowiednie przydziały. Cóż, podczas ich nieobecności sporo się zmieniło, ale najważniejsze pomieszczenia pozostały na swoim miejscu.
  Do pomieszczenia, w którym zwykle przebywał Seitaro dostać można było się przez budynek przylegający do dziedzińca. Dość spory, w miastach zwykli takie miejsca nazywać "ratuszem" tutaj jednak po prostu była to konstrukcja pełna biur oraz innych pokoi należących do najważniejszych ludzi w Exitium. Wkroczyli więc do niego – mijając po drodze dwójkę strażników pilnujących drzwi – i przez krótką chwilę wspinali się po schodach. W końcu dotarli na prawie najwyższe piętro i stanęli przed dębowymi drzwiami z doczepioną metalową tabliczką przyozdobioną grawerowanym napisem "Seitaro Nakamura". Jeszcze zanim Żelazna Łapa zdążył zapukać, rozległo się spokojne "proszę wejść". Pchnął więc delikatnie drzwi i oboje wkroczyli do środka.

Zmiana tematu na Gabinet Seitaro Nakamury.
Ilość słów: 314

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość