Nowy wygląd Kart Postaci. Więcej – choć nadal niewiele – informacji tutaj.

Qiroattan

Zrujnowana Hirmina to ulubione miejsce łupieżców i bandytów. Niegdyś potężne królestwo, będące od setek lat w unii z Nerdyjskim Sułtanatem, teraz jest jedynie kupą kamieni i piachu pamiętającą dawny kataklizm. Kiedyś stanowiło niezwykłą mieszankę kulturową, będąc pod silnym wpływem Sułtanatu jak i Waldrossen, a także dobrze prosperujący ośrodk handlu, przez który przepływały towary z obu sąsiednich państw.  Czytaj dalej...
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 150

czw kwie 05, 2018 3:53 pm  

Qiroattan



  Niewielkie miasto tętniące życiem nie jest czymś, czego powinien spodziewać się podróżnik wjeżdżając w ruiny zniszczonego ponad dziesięc dekad temu miasta. Jednak właśnie dokładnie taki widok wita wszelkich szabrowników przekraczających północną bramę miasta. Osiedle widać już z wydm otaczających pozostałości dawnej stolicy, jawi się ono początkowo jako zbiorowisko namiotów sugerujące że jakieś plemię nomadów postanowiło spędzić tu kilka dni. Z bliska jednak wrażenie to zmienia się, bowiem ciemnoskórzy mieszkańcy obozowiska własnoręcznie odkopali i zasiedlili tę część Hirminy. Ulice pełne są pracowników, którzy często uzbrojeni są w łopaty, młotki, kilofy i dłuta. W kilku alejkach można usłyszeć, a później ujrzeć głośnych handlarzy. Wśród tutejszej społeczności bardzo widoczni są także wojownicy, którzy nie tyle patrolują okolicę, co zajmują się swoimi sprawami, nie ruszając się z domu bez oręża.
  Im dalej odchodzi się od dzielnicy biedy jaką są namioty tym bardziej odnowione są budynki, aż do granicy Qiroattanu. Punktami orientacyjnymi, wokół których zdaje się krążyć życie w centralnej części osady jest sporej wielkości świątynia i ogromny pałac górujący nad całą okolicą. Choć nie są to jedyne monumentalne budowle w Hirminie, te dwie jako jedyne wyglądają dokładnie tak, jak gdyby były wybudowane całkiem niedawno. Luksusowa budowla jednak jest pilnie strzeżona i nikt kto nie posiada wysokiej rangi pośród tutejszej społeczności nie ma wstępu nawet na dziedziniec. Choć osiedle jest niewątpliwie piękne i rozbudowane, biada obcym którzy odważą się wejść między plemiona je zasiedlające.



Obrazek
Ilość słów: 326

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 27
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Znak zodiaku: Szeuba
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 67/67
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Punkty Ducha: 3
Korony: 65

czw kwie 05, 2018 7:11 pm  

Narrator

  Wiedziałem że coś tu nie gra! Kurwa wiedziałem że wszystko to była jedna wielka podpucha! – Zakrzyknął Almond, jeden z kilku podróżników wokół których zakręcił się nasz bohater. Silny najemnik został pozbawiony broni i teraz był prowadzony liną niczym zwierzę przez odzianego w biały strój Nerdyjczyka z włócznią. Dużym przeoczeniem byłoby nie wspomnieć że i Aldric tak właśnie skończył. Właściwie to prawie każdy biorący udział w wyprawie teraz był spętany przez obcych, pustynnych nomadów. Z wyjątkiem jednej tylko osoby.
  Milcz, psie. – Odezwał się Zantyr tuż za ich plecami. Podążął tuż obok szeregu, rozmawiając z przewodnikiem oddziału który napadł ich poprzednej nocy. Jako jedyny z procesji był wolny. Ba, sposób w jaki odzywał się do niego przywódca bandytów wyraźnie mówił że był osobą tu znaną i szanowaną. Mogło to znaczyć że nie pierwszy raz grupa najemników łasych na monety została poprowadzona przez niego prosto w pułapkę z której tylko on wyszedł cały i zdrowy. Ale, wróćmy może do porządku chronologicznego.
***

  Podróż rozpoczęła się jak gdyby nic takiego nie miało się stać. Szabrownicy wyszli z miasta radośnie pokrzykując, żartując i ciesząc się z wczorajszego darmowego piwska którym zaszczycił ich Zantyr. Sam czarnoskóry zaopatrzył karawanę w wielbłądy i konie, które najpierw miały nieść pożywienie i wodę, a następnie pożywieniem się stać. Aldric zjednał sobie grupkę sześciu Waldgrosseńskich bandytów, którzy byli wyjątkowo duzi i wyjątkowo dobrze wyekwipowani. Szybko poznał, że wybór znajomości był dobry. Jego nowi znajomi okazali się być członkami organizacji znanej jako Tarcza. Choć sama gildia ma dość dobrą renomę, to oni często i chętnie psuli ją w różnych terenach świata, zgarniając przeróżne dobra pod ich imieniem. Uchronili oni tyłek Gwizdawka przed jednym pijanym awanturnikiem chcącym spuścić mu przysłowiowy wpierdol za zbyt pełny wachlarz zębów. I mimo tego, że wędrówka przebiegła pokojowo, to wszystko to dobiegło końca u samego celu. Przy ostatnim noclegu zostali wybudzeni przez sporą grupę uzbrojonych ludzi, którzy natychmiastowo i sprawnie pozbawili zmęczonych podróżników wszelkiej bronii i zabrali ich ze sobą jako niewolników. Ostał się jedynie Zantyr, który był wyraźnie zadowolony z przebiegu wydarzeń.
  Teraz właśnie procesja nowo nabytych sług szła poprzez mieścinę, kierując się prosto na dziedziniec wielkiego pałacu, który kiedyś należał do Sułtana albo jednego z jego wielmożów. Byli uważnie pilnowani, a każde ich słowo karane było albo uwagą, albo uderzeniem pałką w tył głowy. Należy przy tym zaznaczyć że w okolicy niewiele jest drewna i nikt nie marnował go na tworzenie pałek. Nietrzymanie ciszy kończyło się więc bolesnym uderzeniem metalowym berłem, które zdecydowanie byłoby dość cenne w innych rejonach świata.
  W końcu wyczerpani pojmani stanęli na pałacowym dziedzińcu. Ustawieni zostali w szereg, a następnie przed nich wyszedł domniemany dowódca ich oprawców i zdracja który wydał ich prosto w dłonie obcych. Po wymianie kilku słów których mężczyzna nie mógł zrozumieć, sprzedawca kompanii zaczął pokazywać dłonią na kolejnych stojących w szeregu najemników. Ci zostawali wypychani przed szereg i prowadzeni do środka pałacu. Nieco mądrzejsi sami wyszli zaraz po wskazaniu na ich ręką, by ustrzec się przed twardą dłonią ciemnoskórych wojowników. Wśród tych osób znajdowała się i kobieta, którą Aldric mógł zapamiętać nie tylko z racji tego że była jedyną kobietą w całym towarzystwie, ale i z tego że była niesamowicie harda jak na swą płeć. Ostatni bufon który się do niej przystawiał skończył z połamaną ręką i podczas pojmania został pozbawiony przytomności i pozostawiony nagi na pustyni na powolną i bolesną śmierć. Spora część z grupy prowadzonej do środka pięknej budowli pochodziła z Nerdii. Następnie Zantyr znowu poświęcił pół minuty na rozmowę i znów zaczęło się wskazywanie. Tym razem wybierani byli ludzie silni, nie przemęczeni tą okropną, pustynną wędrówką. Oni jednakże postali poprowadzeni zupełnie gdzie indziej, gdzieś w stronę z której przybyli. Pozostali zaś stali w miejscu oczekując na swój przyszły los. Wśród nich znajdował się Aldric.
  Minęło dobre piętnaście minut, nim ktokolwiek inny niż strażnicy się nimi zainteresowali. Potem co jakiś czas ktoś opuszczał formację by zniknąć za plecami wszystkich. Nie mogli zobaczyć gdzie się udawali, jako że obrót głową także był karany bolesnym ciosem. W końcu jednak przyszła i kolej na złodzieja. Został on wyprowadzony z tego miejsca przez kobietę. Była cała przykryta białożółtą burką, ale widać było że rozmiarami była od niego większa. Po kilkuset krokach znów znalazł się poza murami miasta, gdzie rozpościerały się różnych rozmiarów i jakości namioty. Został wprowadzony do jednego z większych, gdzie czekały na niego dwie inne kobiety. Czarnoskóra członiki jednego z tutejszych plemion, oraz... Jaksarka. Jego nowa właścicielka pchnęła go na ziemię i powiedziała kilka słów które przeistoczyły się w rozmowę pani-sługa między towarzyszką niedoli mężczyzny. Potem wyszła z pomieszczenia i opuściła namiot. Durga czarnoskóra jednak stale spoglądała na niego groźnie. Po chwili milczenia, jasnowłosa odezwała się do niego nieśmiale.
  Jak się nazywasz? – Jej akcent był nieco zniekształcony, a głos był delikatny. Była wyraźnie szczupła, a jej skóra na pewno była nie raz przypalona przez Słońce. Wzrostem pewnie nie przekraczała metra sześćdziesiąt. Spała na grupie szmat, które pewnie kiedyś były czyimś ubraniem. Może nawet jej. Jeśli chodzi o jej własne odzienie, to nie ma zbyt wielu rzeczy do omówienia. Miała na sobie coś, co przypominało mieszankę togi i płachty. Zupełnie jak gdyby została zmuszona do przywdziania obrusa. Choć okrywał on jej całą niewielką osóbkę, zdradzał też że nie miała zbyt wielkich kobiecości do okazania. Spoglądała na ziemię mętnozielonymi oczyma, co jakiś czas nawilżając pęknięte usta resztkami śliny.


Spoiler:
Tracisz wszelki widoczny oręż.
Ilość słów: 1159

Awatar użytkownika
Aldric
Człowiek
Posty: 10
Miano: Aldric Jaeger
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Znak zodiaku: Tiabi
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 40/40
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Bólu: 0
Punkty Skupienia: 0
Punkty Ducha: 0
Korony: 1
Szylingi: 3
Pensy: 0

czw kwie 05, 2018 11:58 pm  

  Aldric posłusznie stosował się do rozkazów. W końcu nie chciał zarobić w głowę, a po co zwracać na siebie uwagę. — Cholera, ale się wpakowałem... Ciekawe co jeszcze się spierniczy. Aldric starał się jednak rzucić dyskretnie okiem na sytuację. W głowie miał tysiąc myśli... Czy to koniec jego życia? Jego złodziejski umysł analizował w tym momencie drogi ucieczki z tej wybitnie niekomfortowej sytuacji. W końcu jednak został zabrany w nieznanym mu kierunku... Jego oczom ukazał się dziwny obraz. Wtedy zrozumiał... To po prostu handel niewolnikami, a on stał się jednym z nich. Jego oczom ukazała się jego "właścicielka"... Cóż nie podobał mu się ten obrót spraw, a zwłaszcza to, że został niewolnikiem, ale cóż... Instynkt samozachowawczy brał górę nad dumą i honorem... W końcu był złodziejem, a niektórzy porównywali ich do karaluchów, które zawsze wracają. Coś w tym może być.
  Gdy mężczyzna był prowadzony, obserwował otoczenie i szukał ewentualnych dróg ucieczki czy kryjówek. Zdawał sobie sprawę, że pewnie obecnie na niewiele mu się to zda i chwilowo musi płynąć z prądem. Wreszcie poznał swojego ciemiężyciela. Młoda Jaksarczka... To co akurat w tym momencie myślał nie było istotne... Ważne było, aby zdobyć jej uznanie. To była prawdopodobnie jego jedyna droga do wolności, aby wykorzystać jej nieuwagę. W końcu zadała pytanie.
  — Aldric, moja Pani.Ech, co za wariactwo – Pomyślał mężczyzna i czekał na dalszy rozwój wypadków.
Ilość słów: 265

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 27
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Znak zodiaku: Szeuba
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 67/67
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Punkty Ducha: 3
Korony: 65

pt kwie 06, 2018 11:55 am  

Narrator

  Tłumiony chichot jasnowłosej uświadomił Aldrica że był w błędzie. To właśnie czarnoskóra była posiadaczką zarówno Jaksarskiej kobiety, jak i młodego złodzieja. Spoglądała ona wyraźnie wrogo na mężczyznę, zupełnie jak gdyby otwarcie pragnęła jego śmierci, obserwując przy tym każdy jego ruch. Może był to po prostu zwyczajowy sposób traktowania tutejszych sług? A może fakt, że młodzieniec nie został jeszcze pozbawiony całego swojego ekwipunku alarmował Nerdyjską wojowniczkę? Niezależnie od tego, czy czarnoskóra czuła do niego zwykłą nieufność, czy otwartą pogardę, jej dłoń znajdowała się niebezpiecznie blisko szabli i najprawdopodobniej nie potrzeba było wiele, by ostrze owej szabli znalazło się u gardła pojmanego. Rzuciła kilka krótkich słów, których łotrzyk nie potrafił zrozumieć. Zaraz potem jednak odezwała się Jaksarka, podnosząc się z pozycji leżącej.
Pyta się kim jesteś. Z zawodu. – Powiedziała – Mówi że nie chce trzymać pod swą opieką bezużytecznego mężczyzny. Planuje cię odsprzedać.
Ilość słów: 212

Awatar użytkownika
Aldric
Człowiek
Posty: 10
Miano: Aldric Jaeger
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Znak zodiaku: Tiabi
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 40/40
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Bólu: 0
Punkty Skupienia: 0
Punkty Ducha: 0
Korony: 1
Szylingi: 3
Pensy: 0

pt kwie 06, 2018 2:33 pm  

  Aldric zdał sobie sprawę ze swojej drobnej pomyłki, strzepał piasek z kurtki delikatnie się uśmiechając. Skierował swoje słowa do Jaksarki, która najwyraźniej pełniła rolę tłumaczki. — No cóż, potrafię zrozumieć, że na pierwszy rzut oka mogę się wydawać nieprzydatny. Ładna buźka to trochę za mało jak mniemam... Moje umiejętności nie są zbyt łatwo zauważalne. Właśnie dzięki temu są tak skuteczne. Powiedzmy, że specjalizuje się w załatwianiu wszelakich spraw po cichu. Aby to udowodnić jedyne co przychodzi mi do głowy to informacje, które posiadam. Wszystko zależy od tego czy dla naszej Pani są istotne monety z rysunkiem słońca i księżyca. – Aldric przyglądał się reakcji na te słowa. Szukał jakiejkolwiek pozytywnej akcji. Wtedy jedynie cicho pytajnie wyszeptał — Rinust Palada?
  — Wracając... Dla jednych mogę być przydatny, dla innych bezużyteczny. Wszystko zależy od tego czym zainteresowana osoba się zajmuje. – Aldric rozglądał się delikatnie, w końcu szukał drogi ucieczki. Towarzystwo Jaksarki na pewno byłoby ciekawym przeżyciem, ale o wiele bardziej cenił sobie wolność. Ale póki co nie miał za wiele możliwości decydowania o swoim losie, toteż musiał czekać na rozwój wypadków.
Ilość słów: 213

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 27
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Znak zodiaku: Szeuba
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 67/67
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Punkty Ducha: 3
Korony: 65

ndz kwie 08, 2018 2:32 pm  

Narrator

  Jaksarka posłusznie powtarzała słowa złodzieja, najwyraźniej mając co jakiś czas problemy z dobraniem odpowiednich słów. W pewnym momencie nawet przerwała w połowie zdania, by zdać sobie sprawę z tego, co znaczyły słowa jej rozmówcy. Szybko powiedziała dwa słowa. Wojowniczka w odpowiedzi uniosła jedną brew. Przez chwilę zajęły się rozmową między sobą, zupełnie ignorując istnienie Aldrica. Najwyraźniej wypowiedź mężczyzny zainteresowała czarnoskórą. Tylko czy aby na pewno jej zainteresowanie było czymś dobrym? Z jej twarzy trudno było wywnioskować co sądzi o jego profesji.
  Kim jest Rinust Palada? To jakiś kupiec, przyjaciel? – Zapytała go w końcu jasnowłosa. W jej głosie słychać było nutę nadziei. Szybko jednak ją zakryła przez kolejne słowa. – Jesteś najemnikiem, zabójcą? Pani Adab jest zainteresowana Twoimi umiejętnościami. Może ofiarować Ci wolność i chrzest w zamian za "drobną przysługę".

  Cokolwiek miała na myśli właścicielka Waldgrosseńczyka, pojawiło tam się słowo kluczowe "wolność". Znajdowali się na pustyni, niewolnicza praca w tutejszych warunkach byłaby katorgą, czego dobrym przykładem była tłumaczka. Pomimo tego, że nie wyglądała jakby wykonywała ciężką pracę fizyczną, to tutejszy klimat zostawił nieodwracalne zmiany na jej wyglądzie. Gdyby został posłany na niewdzięczne roboty w cieniu Słońca, na pewno zyskałby wiele blizn od oparzeń którymi mógłby się chwalić w domu... Gdyby jakimś cudem do niego się dostał. Czarnoskóra była wyraźnie zaciekawiona osobą złodzieja. Z jej twarzy zniknęła nawet pogarda, wyparta przez delikatny uśmieszek.
Ilość słów: 317

Awatar użytkownika
Aldric
Człowiek
Posty: 10
Miano: Aldric Jaeger
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Znak zodiaku: Tiabi
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 40/40
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Bólu: 0
Punkty Skupienia: 0
Punkty Ducha: 0
Korony: 1
Szylingi: 3
Pensy: 0

ndz kwie 08, 2018 8:47 pm  

  Aldric powoli wstawał z ziemi otrzepując kolana wskazując, że ma coś do pokazania. Trzymając jedną rękę w górze drugą delikatnie sięgał pod skórzaną kurtę, aby wyjąć z wewnętrznej kieszeni jedną monetę z symbolem słońca i księżyca. Wystawił ją na otwartej dłoni w celu okazania, jednocześnie mówił:
  — Nie wiem na ile to jest coś ważnego. Dla mnie wydawało się bezużyteczne, dlatego udałem się do biblioteki, aby dowiedzieć się co nieco o tych monetach i właśnie tam pojawiło się właśnie to imię. Rozumiem, że to niewiele, ale jednak sposób w jaki je pozyskałem są tylko i wyłącznie moją zasługą. No i tak jak mówiłem. Nie jestem najemnikiem. Potrafię się dostać w miejsca z pozoru niedostępne czy zamknięte przed większością. Moje umiejętności są raczej po to, aby pozbawić właściciela jego kosztowności bez jego wiedzy... Przynajmniej póki tam jestem —Uśmiechnął się i kontynuował. — Ale jeśli miałbym się upewnić, że tej osobie nie będzie dane już oglądać naszego świata jestem w stanie wykonać też coś takiego. Chociaż wolałbym, aby nie było to wymagane.
  Aldric przypatrywał się uważnie mimice twarzy i krótko dodał — Jestem człowiekiem o wielu ukrytych talentach... Pewnie dlatego takim skutecznym.
Ilość słów: 236

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 27
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Znak zodiaku: Szeuba
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 67/67
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Punkty Ducha: 3
Korony: 65

śr kwie 11, 2018 8:44 pm  

  Obydwie kobiety z ciekawością przyjrzały się temu, co pokazywał im młodzieniec... Do czasu aż zauważyły czym była ta rzecz. Łatwo było wywnioskować, że te monety nie były niczym nadzwyczajnym w tej okolicy. A może po prostu tutaj nie uznawano handlu monetarnego? Koniec końców byli to ludzie pustyni, którym na nic nie przydawała się dodatkowa sakwa podczas długich pustynnych wędrówek. Jaksarka przeniosła swój wzrok na jego twarz i wypowiedziała.
  Skądkolwiek masz tę monetę, na wiele ci się nie zda. Almanbudhin nie mogą posiadać waluty. Powinieneś ją oddać. – Wyjaśniła mu. Po kolejnej konsultacji ze swą panią, zaczęła tłumaczyć jej kolejne słowa w trakce wypowiadania. Słychać jednak było, że część słów dodawała od siebie, by ułatwić rozmówcy zrozumienie propozycji. – Pani Adab rozkazuje... pragnie, byś pozbył się Abdula Tuluk. Jest kapłanem bóstwa siły, a jego stanowiska na radach bardzo przeszkadzają całemu rodowi Sashary. Rezyduje w pałacu Tuluków, największej budowli w całym Qiroattanie. Jest nietutejszy, łatwo go rozpoznasz.
  Nastąpiła chwila przerwy. Jakichkolwiek knowań częścią było zamordowanie kapłana, na pewno nie należało to do najłatwiejszych zadań. Nietrudno było się domyślić, że nikt nie pozwoli Aldricowi choćby zbliżyć się do wielkiego pałacu, nie mówiąc już o podnoszeniu dłoni na wielebnego. Te trudności jednak zdawały się w ogóle nie interesować ciemnoskórej. Po tym, gdy wystawiła swą propozycję, po prostu oczekiwała jego reakcji w milczeniu. A może była tak spokojna, bo miała już jakiś plan do którego potrzebowała kogoś takiego jak on? Skrytobójstwa miały to do siebie, że rzadko kiedy odbywały się bez odpowiedniego planu. Jednak i rzadko także zatrudniano do nich nowo nabyte sługi. Cała ta akcja mogła nieść ze sobą więcej ryzyka niż potencjalnych profitów. Tylko czy złodziej miał jakikolwiek wybór? I czy mógł liczyć na czyjąkolwiek pomoc?
Ilość słów: 360

Awatar użytkownika
Aldric
Człowiek
Posty: 10
Miano: Aldric Jaeger
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Znak zodiaku: Tiabi
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 40/40
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Punkty Bólu: 0
Punkty Skupienia: 0
Punkty Ducha: 0
Korony: 1
Szylingi: 3
Pensy: 0

pt kwie 13, 2018 8:29 pm  

  Aldric z rozczarowaniem spojrzał na monetę i starał się znaleźć miejsce gdzie może ją odłożyć. Przysłuchał się on uważnie całej sytacji: Cholera czy ja mam jakiś wybór? Skrytobójstwo? Nie to, żeby mi jakoś zależało na życiu tego... Kogoś, ale wciąż. Obstawiam, że to nie będzie nic prostego – Pomyślał, a następnie spojrzał się czarnoskórą i powiedział:
  — No cóż jeśli można się tam wspiąć to być może będziemy mieć większe szanse na powodzenie... Wątpię, żeby wpuścili tam kogoś takiego ja przez drzwi. – Podrapał się po głowie. Wzruszył ramionami i dodał.
  — Rozumiem, że jest jakiś plan? Chociaż schematy budynku, mapa miasta, rutyna strażników czy pracowników? Obserwował ktoś to miejsce przez dłuższy czas? Może strażnicy lubują się w jakimś konkretnym jedzeniu albo mają jakąś słabość? Problemy z kiszkami albo ubóstwo kobiet. No i co ważniejsze. Jak mniemam po wszystkim będę zdany na siebie, a jak rozumiem ten ktoś jest kimś ważnym. A to oznacza, że każde potknięcie może mnie kosztować życie. – Rozejrzał się i pomyślał — Nie to, żebym teraz miał jakieś luksusy.
  — No to co? Obstawiam, że ten cały kapłan nie chodzi na targ w poszukiwaniu owoców. Nie ukrywam, że byłoby to ułatwienie... – Uśmiecha się — w końcu mnóstwo losowych ludzi. Jak obstawiam będę się mocno wyróżniał co jest dodatkowym problemem.
Ilość słów: 254

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 27
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Znak zodiaku: Szeuba
Na sesji: Nie
Punkty Życia: 67/67
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Punkty Ducha: 3
Korony: 65

pn kwie 16, 2018 7:19 pm  

Narrator

  Zostaniesz oddany Tulukowi jako podarunek. Zamieszkasz w Pałacu. Tam o wszystko będziesz musiał zadbać sam. Mamy czas. – Kobiety wyjaśniły mu spokojnie. Wojowniczka uważnie obserwowała reakcji złodzieja, mając na twarzy lekki uśmieszek. Najwyraźniej już teraz czuła sie zadowolona z nowego nabytku. Wydawać by się mogło, że od dawna czekała na chwilę, gdy będzie mogła pozbyć się nieprzychylnego kapłana. A może i wielebny był przeszkodą w wykonaniu jakiegoś większego planu? To miasto, choć dzikie, na pewno rządziło się dokładnie taką samą polityką jak reszta świata. To zaś znaczyło, że było tu wiele miejsca na intrygi. – Jeśli Ci się powiedzie, zostaniesz bezpiecznie wyprowadzony i ukryty aż wszyscy o tobie zapomną. A później uwolniony.
  Jak cały czas, mowa Jaksarki była przerywana to czarnoskórą, a to jej własnymi zmaganiami z tłumaczeniem języka, którego w pełni nie opanowała. Jej dość pewny wyraz twarzy sugerował, że udało jej się uchwycić sens słów które miała do przekazania. Teraz tylko oczekiwała odpowiedzi mężczyzny na propozycję. Najwyraźniej nie mógł on liczyć na większe rozeznanie w terenie. Znalezienie się bezpośrendio u boku celu pozwalało jednak na poprowadzenie rekonesansu na własną rękę, bez potrzeby zdawania się na zdania innych, być może błędnych i mylących.
  Nikogo nie obchodzi twoje życie. – Powiedziała mu na koniec Jaksarka, przybierając poważny, stanowczy ton. – W twoim interesie jest się nie potykać. Pani Adab uczyniła ci łaskę dając ci jakąkolwiek szansę. Drugiej nie dostaniesz.
Ilość słów: 309

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość