"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Rottenberg

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 164

ndz lis 26, 2017 5:36 pm  

Rottenberg

Gilthunder
Waldgrossen, 1527 rok


  Niewielka wieś położona pośród rozległych gór. Niezależnie od strony z której się przybywa, od razu widać miejsce będące centrum osady. Stoją tam bowiem trzy około dziesięciometrowe kamienne pale, będące jednocześnie kapliczką na cześć Onych oraz uwidocznieniem wąskiej ścieżki prowadzącej prosto do strumienia znajdującego się powyżej wioski. Zaraz obok stoi pięć szerokich, góralskich chat z grubej, kamiennej cegły. Choć są niskie i dach mają ze słomy tutejszych wysokich traw, to nietrudno oprzeć się wrażeniu, że solidna konstrukcja bardzo dobrze ochrania mieszkańców przed zimowymi mrozami.
  Nieco dalej na wschód znajdują się kolejne, nieco biedniejsze, mniejsze, ale za to liczniejsze domostwa. Dopiero tutaj dostrzec można stodoły, do budowy których najwyraźniej mieszkańcy przyłożyli się ze śmiertelną powagą. Wszystkie wykonane są z szarego kamienia, nawet pomimo tego że najbiedniejsi z chłopów mieszkają w drewnianych chałupach wyglądających na takie, które rozlecą się przy silniejszym podmuchu wiatru.
  Dobrą godzinę drogi na północ znajduje się kamieniołom, z którego tutejsza społeczność pozyskuje surowce na budowę nowych domów dla tych, których na to stać. Wieś od północy i zachodu otaczają górskie lasy iglaste, a na południowych zboczach rozciągają się pastwiska.

Obrazek
Ilość słów: 261

Awatar użytkownika
Zdamir
Posty: 13
Miano: Zdamir
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Korony: 20

ndz lis 26, 2017 6:12 pm  

Narrator

  To nie była najlżejsza podróż, pomimo tego że zaczęła się bardzo spokojnie. Jesienne chłodne powietrze jedynie popędzało inkwizytora do drogi, dzięki czemu stosunkowo szybko znalazł się w Górach Erzberg, gdzie musiał porzucić mapę i zdać się na notatki dostarczone mu przez list i wskazówki napotkanych podróżnych. Wtedy właśnie szybka, acz przyjemna podróż zamieniła się w ciężkie wędrówki górskimi szlakami. Notki przekazane Gilthunderowi w liście, który mu przekazano były na szczęście na tyle dokładne, że szybko znalazł się w miejscu, w którym powinien się znaleźć. A przynajmniej opis zamieszczony w treści wiadomości wskazywał na to, że niewielka osada na której teren właśnie wkraczał Egzarcha była tą, do której miał się udać.
  Co się tyczy samego listu natomiast, wysłał go niejaki Urlich von Rotschwert, jeden z Inkwizytorów. List mówił o śmierci chłopów pracujących w kamieniołomie. Mężczyzna wyraźnie zaznaczył, że śmierci nie są naturalne i najprawdopodobniej w sprawę wmieszani są Pierwsi. Ze względu na swą starość poprosił o wsparcie. Owym wsparciem miał być właśnie nowo mianowany inkwizytor.
  Mijał już wieczór, gdy Egzarcha przekroczył pierw niewielki strumień przy którym ktoś pozostawił dwa wiadra z wodą a następnie znalazł się przy centrum osady. Przed nim znajdowało się miejsce, które kiedyś zapewne było paleniskiem. Teraz jednak była tam tylko wypalona ziemia pokryta popiołem i węglem. Cała okolica wydawała się być podejrzanie pusta. Żadne z dzieci nie biegało na zewnątrz, nie było też ani śladu człowieka. Co gorsza, w zasięgu wzroku mężczyzny nie znajdowało się też żadne zwierzę mogące sugerować choćby że ktoś kiedyś tutaj żył. Domostwa okiennice miały zamknięte, prócz jednego przez którego okno można było bezproblemowo dojrzeć pustą izbę oraz drewniane łóżko w którym pewnie spali właściciele chaty. Wiatr cichutko szumiał i przepędzał chmury z nieba. Zachodzące Słońce zdradzało że za około pół godziny nastanie noc.
Ilość słów: 369

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

wt lis 28, 2017 8:24 pm  

  Stało się tylko kamieniem w bucie dla Egzarchy, że musiał zmienić wygodny sposób poruszania się, w pieszą przeprawą w górskich terenach. Nie był to jego pierwszy raz, lecz nie można powiedzieć, że urodził się na wysokościach. Wraz ze zmianą położenia, jego oddech stawał się cięższy, a organizm musiał przywyknąć to stopniowego zanikania tlenu w czystym, górskim powietrzu.
  Mając przy sobie notatki z listu od niejakiego Urlich'a, młody Inkwizytor doskonale poradził sobie z odnalezieniem drogi, prowadzącej do celu, czyli wioski Rottenberg. Podczas doczytywania skrawka pergaminu, był wewnętrznie zadowolony na swój sposób, wiedząc, że przyczyny śmierci chłopów w kamieniołomie mogą mieć związek ze starożytnymi istotami. Miał ogromną nadzieję, że na tej wyprawie polecą głowy nikczemnych fanatyków kultu Pierwszych. Schował list, jego twarz spoważniała jeszcze bardziej, poprawił swój płaszcz i ruszył dalej.
  Przekraczając mały strumyczek, zwrócił uwagę na pozostawione przy nim wiadra z wodą, prawdopodobnie zostawione przez spieszących się farmerów. Zignorował to i przyspieszając kroku wstąpił w centrum osady. Wydawała mu się strasznie opustoszała. Wypalona ziemia i popiół na miejscu paleniska, brak dzieci i irytujących zwierząt, żadnej żywej duszy.
  Gilthunder postąpił kilka kroków przed siebie, trzymając lewą rękę na rękojeści swej broni, która zwisała przypięta do pasa. Pochwa była wykonana z czarnej skóry, całkowicie pozbawiona zbędnych ozdób. Szedł spokojnym tempem, obserwując chaty dookoła. Każda jedna miała zamknięte okiennice, z wyjątkiem jednej i to własnie do niej udał się młody Egzarcha. Lekkim, lecz pewnym krokiem wskoczył na drewniany ganek. Wyłącznie skrzypienie starych i wyniszczonych przez wiatr i mróz desek dawał komukolwiek w pobliżu znak o jego istnieniu. Jego oddech był spokojny i stonowany. Zaszedł okno od prawej strony i wychylając się lekko zza framugi, zajrzał do środka, aby sprawdzić, czy nikt się w domostwie nie znajduje.
Ilość słów: 348

Awatar użytkownika
Zdamir
Posty: 13
Miano: Zdamir
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Korony: 20

śr lis 29, 2017 11:47 pm  

Narrator

  Mężczyzna zajrzał do domostwa. Izba w którą patrzył była nieco bardziej bogato wystrojona niż można było się tego spodziewać po mieszkańcach wioski położonej pośrodku górskich szczytów. Na ścianie wisiał krzywo jeden obraz przedstawiający kobietę, której krzepa najprawdopodobniej pozwoliłaby pokonać Gilthundera w zapasach na rękę. W pomieszczeniu znajdowały się dwie komody, dwie szafy, łóżko, stół oraz piec, który najprawdopodobniej nie służył tylko do ogrzewania chaty, ale także jako kuchnia. Faktycznie bowiem na jasnym blacie stołu leżały cztery ciemne drewniane miski, których zawartość sugerowała że dom został opuszczony już mniej-więcej wtedy, gdy do rąk Egzarchy dostał się list go wzywający. Poza tą dość wyraźną wskazówką, cały pokój zdawał się wyglądać tak, jak gdyby jeszcze tej nocy gospodarz tu spał.
  Na zewnątrz zaś niewiele się zmieniło przez ten krótki czas. Wciąż było tak samo podejrzanie pusto, a jakby tego było mało, wiatr ustał sprowadzając niezręczną ciszę na inkwizytora. Teraz dopiero mężczyzna zauważył, że w okolicy nie śpiewały żadne ptaki. Czyżby wszystkie przestraszyły się cywilizacji i uciekły z tego miejsca? A może to po prostu wysokogórskie powietrze sprawiało że żadne ptaszysko nie chciało założyć w okolicy gniazda? A może wynieśli się wraz z mieszkańcami gdy przyszło to coś, co ich wygoniło?
Ilość słów: 257

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

czw lis 30, 2017 9:52 pm  

  Niezręczna cisza jaka zawisła nad wioską, była co najmniej niekomfortowa. Przyglądając się wnętrzu, prócz bogatszego wystroju, żadna żywa dusza nie krzątała się w środku. Egzarcha mógł spokojnie przystanąć w owej chacie, gdyż noc już za pasem, a z rana będą lepsze warunki na podjęcie jakiegokolwiek śledztwa.
  Ściągając kaptur, rozczochrał swoje włosy, które w cieniu daszku domostwa, przejawiały szarawy kolor. Nie ściągając dłoni z rękojeści miecza, kierował się w stronę drzwi. Spokojnym wzrokiem oglądał resztę domów, spoglądał na niebo, zerkał na krzaki porastające pobliże małego strumyku, palenisko, które nie pełniło najwidoczniej już swej powinności. Odwrócił się przodem do drewnianych, solidnych drzwi, które mogłyby stanowić nie lada problem przy próbie ich wyważania.
  Cztery krótkie, głuche uderzenia pięści w drewno rozeszło się po okolicy. Po kilkusekundowej przerwie, Gilthunder powiedział zwyczajnym, nienatężonym głosem:
— Wchodzę...
Jednym sprawnym ruchem pchnął je, a te same się uchyliły. Zasugerowało to młodemu Inkwizytorowi, że został opuszczony w pośpiechu i nikt nie raczył nawet zabezpieczyć wejścia do domostwa. Stojąc w progu, przedzierał się wzrokiem przez każdy szczegół pomieszczenia. Zauważył również, że w okolicy nie słychać nawet odgłosów natury, co było już mocno podejrzane.

  Mężczyzna postanowił przeszukać całą budowlę, każdy zakamarek, szuflady i potencjalne skrytki domowe. Szukał jakichkolwiek notatek, zapisków bądź symboli, które mogłyby sugerować o kooperacji z kultem Pierwszych. Miał również zamiar pożywić się pozostawioną i zdatną do zjedzenia strawą, bądź też zużycia swoich racji podróżniczych, w których skład wchodziły suchary, zawijane kawałki suszonego mięsa i dziwaczne pudełko z zawartością do spożycia od Rozwojowców z Exitium. Gil będzie szukał doskonałego kąta, aby rozłożyć swój płaszcz i w pozycji siedzącej zasnąć, będąc ustawionym przodem do drzwi. Przed spędzeniem nocy w opuszczonej chacie, zamknie okiennice, aby nie można go było dostrzec z zewnątrz.
Ilość słów: 371

Awatar użytkownika
Zdamir
Posty: 13
Miano: Zdamir
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Korony: 20

pt gru 01, 2017 5:14 pm  

Narrator

  Drzwi otworzyły się prawie bezgłośnie. Ktokolwiek tu mieszkał, dbał o swoje meble. Gilthunder wkroczył do głównej izby stanowiącej najwyraźniej pomieszczenie gościnne. Zajmowało większą część chaty i jedynymi dwoma wyjściami z niego były zamknięte drzwi prowadzące do sypialni którą mężczyzna widział przez okno i przejście którym on sam się tutaj dostał. Był tutaj duży, prosty stół, około dwa razy większy niż ten który Egzarcha widział przed chwilą, kilka skrzyń i obitych krzeseł a także coś, co wyglądało na warsztat alchemiczny. Usadowiony był w rogu pomieszczenia, posiadał własny niewielki piecyk, wagi wraz z odważnikami i prywatne półki ze składnikami i księgami. To właśnie miejsce wyglądało na takie, w którym inkwizytor mógłby zasięgnąć jakiejś wartościowej informacji. Krótkie oględziny biurka wystarczyły by stwierdził, że ktoś już był tu przed nim. Pan domostwa i właściciel alchemicznego kącika faktycznie trzymał w skrzyni obok dziennik w którym codziennie opisywał swe dnie, jednak wszystkie zapisane kartki były z niego brutalnie wyrwane. Widać było ślady pośpiechu, albowiem pozostawione skrawki stron miały na sobie pojedyncze litery, nie układające się jednak w żadne słowa. Pozwoliły jedynie zidentyfikować język, którym posługiwał się alchemik – Sanctin.
  W tym kącie chaty nie znajdowało się nic pomocnego. Ot, szale, składniki, szkła i inne rzeczy które w dłoniach właściciela mogły by okazać się użyteczne, ale niekoniecznie do tego by rozwikłać zagadkę zniknięcia mieszkańców wioski. W aparaturze leżały jeszcze trzy niewielkie fiolki. Dwie z nich były zatkane korkiem a ich zawartość była koloru nocnego nieba. Trzecia zaś miała w sobie przezroczysty płyn i najwyraźniej praca nad nią została przerwana. Przeszukanie reszty domostwa nie przyniosło lepszych rezultatów. Ubrania w szafach zasugerowały, że mieszkała tu dwójka osób, mężczyzna i kobieta. Kufry były albo zamknięte na kłódkę, albo puste. Wizyta w sypialni także nie przyniosła odpowiedzi na istniejące pytania. Jedzenie, które znajdowało się w domu nie wyglądało na takie, którego spożycie było bezpieczne. Dobrą stroną sytuacji było to, że to miejsce wydawało się w miarę bezpiecznym. Chłód raczej nie przebije się przez kamienne ściany, nawet jeśli piec nie będzie rozpalony. Gilthunder więc udał się na spoczynek.

***


  Mężczyznę obudził hałas. Zza zamkniętych drzwi, z głównej izby wydobywał się dźwięk rzucanych na ziemię przedmiotów. Do tego ktoś potłukł szkło. Owa nieznana osoba najwyraźniej bardzo spieszyła się z przetrząśnięciem wszystkiego co znajdowało się w pomieszczeniu. I najwyraźniej zanosiło się na to, że gdy tylko skończy przerzucać wszystkie rzeczy za ścianą, postanowi sprawdzić i pokój w którym znajdował się Gilthunder.
Ilość słów: 519

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

sob gru 02, 2017 4:02 pm  

  Ogień... Rozprzestrzeniał się po drewnianych kolumnach. Jedwabne firany tańczyły walca z płomiennymi jęzorami. Postać stojąca na środku pomieszczenia. Jej ręce ociekały krwią. Zbliżenie na jej twarz. Wyraz przerażenia i paraliżu. Wpatrzona była w ścianę. Ktoś na niej wisiał. To był mężczyzna w szlacheckim odzieniu. Złote pasy na torsie ociekały posoką czerwonego płynu. Głowa spuszczona w dół. Ktoś stał również obok niej. Dzierżył włócznię. Patrząc z szalonym uśmiechem na ustach w stronę chłopca stojącego w centrum wydarzenia. Paniczny śmiech mieszał się z dźwiękiem wbijanego ostrza w ludzkie mięso. Krew wciąż kapała na ziemię. Oprawca ubrany był w czarny płaszcz, z symbolem bordowej czaszki zasłaniającej księżyc. Ogień palił szkarłatną ciecz. Swąd spalenizny unosił się mieszając z dymem.
— Ty będziesz następny! —

  Wskazał ostrzem włóczni na młodzieńca. Puścił broń, a ta zawisła w powietrzu. Chłopiec wciąż się nie poruszał. W jednej sekundzie oręż, którym był przebijany człowiek przygwożdżony do ściany, przeszyło małolata na wylot. Uścisk serca, brak powietrza i wstrząs spowodowany śmiertelną raną...

***



  Gilthunder zbudził się jak poparzony, w szalonych ruchach rozejrzał się po pomieszczeniu. Położył lekko swą dłoń, która była zakuta w metalową rękawicę zakończoną ostrymi pazurami.
— Ehhh... to znów tylko sen... —
Nie dając mu chwili spokoju, z pokoju zza ściany usłyszał kroki, spadające przedmioty i tłuczone szkło. Zerwał się szybko i bezszelestnie, pozostawiając płaszcz w kącie, w którym przysypiał. Zwolnił oddech, nie był zdenerwowany, czy też spięty. Oczyścił umysł z niepotrzebnych rozpraszaczy uwagi jakimi były przebłyski ze snu i powędrował do drzwi, starając się omijać te kawałki podłogi, które mogłyby wywołać hałas. Ustawił się przy stronie zawiasów, dzięki czemu jedyne wejście do pomieszczenia, otworzy się do środka, a ten zdobędzie efekt zaskoczenia, jeżeli postać wkroczy do środka. Wyciągnięty miecz czekał już w gotowości w jego sprawnej, prawej ręce.

  Opcji było kilka. Egzarcha mógł zaczekać na rozwój wydarzeń i starać się skryć, lecz wybrał bardziej bezpośrednie rozwiązanie. Wyczekiwał, aż drzwi się otworzą, przylgnie do ściany, a gdy postać się ukarze, ten podstawi mu koniec swojego ostrza pod gardło i przejmie inicjatywę tego spotkania. Z jego ust mogą polecieć słowa takie jak: "Nie próbuj niczego głupiego, jestem Egzarchą", lub gdy ta przeanalizuje sytuację i podda się od razu "Kim jesteś i czego tu szukasz?"
  Inkwizytor wybierze rozwiązanie najbardziej pasujące do sytuacji.
Ilość słów: 466

Awatar użytkownika
Zdamir
Posty: 13
Miano: Zdamir
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Korony: 20

sob gru 02, 2017 9:35 pm  

Narrator

  Poruszenie Egzarchy nie należało do najcichszych, ale pozwoliło mu dość szybko znaleźć się w pozycji w której to on trzymał przewagę nad nieznanym oponentem. Mężczyzna mógł się domyślić że ktokolwiek był za ścianą, zdawał sobie sprawę z jego obecności w sypialni. Osobnik ów przerwał przetrząsanie skrzyń i szaf, a zabrał się za sprawdzenie kto jeszcze, prócz niego znajdował się w chacie. A Gilthunder tylko na to czekał. Ruchowi drzwi odpowiadał ruch jego dłoni, tak że ledwie niespodziewany gość postawił pierwszy krok w izbie, już miał na gardle ostrze miecza.
  A ja kurwa myślałem że Pierwszym. – Odpowiedział mu sucho męski, niski głos. – Opuść ostrze, dogadamy się.
  W ciemności nie można było dostrzec twarzy mężczyzny, który stał w drzwiach. Nie ruszał się ze swojego miejsca, choć inkwizytor nie mógł być pewien czy nie dzierży w którejś z dłoni sztyletu, czy nawet nieco większego oręża. Czyżby był to pan domu? A może ktoś, komu bardzo zależało na tym, by pozbyć się resztek jakiejkolwiek użytecznej informacji z tego miejsca? Być może Gilthunder dowie się czegoś o sytuacji, jeśli oszczędzi życie obcego?
Ilość słów: 212

Awatar użytkownika
Gilthunder
Egzarcha
Posty: 32
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 23/23

sob gru 02, 2017 10:09 pm  

  Otwierające się drzwi poruszyły cały mechanizm zachowań Gilthundera. Jego ręka szybkim i sprawnym ruchem doprowadziła ostrze miecza do gardła tajemniczego człowieka. Stojąc wciąż przyszpilony do ściany, powiedział szybko i bez wyrazu.
– Nie próbuj niczego głupiego, jestem Egzarchą. – Kończąc swe ostrzeżenie, wyszedł naprzeciw tego człowieka, zataczając duże półkole, aby dzieliła ich odległość dobrego półtorej metra. Gil przymrużył oczy i przez panującą ciemność w pomieszczeniu, nie mógł rozpoznać sylwetki stojącej w drzwiach.

  Słysząc zdanie z ust mężczyzny prawiące o opuszczeniu broni, ten postąpił dwa kroki w tył i opuszczając miecz ku podłodze, nie chowając go do pochwy, wyciągnął otwartą lewą dłoń przed siebie, w geście otwarcia na rozmowę.
Jestem Inkwizytorem z Exidium, przybyłem wezwany listem do tego miejsca. – Odrzekł stanowczym i podchodzącym pod arogancję tonem, jakby miał pewność, że ludzie powinni się tutaj spodziewać jego obecności. – Powiedz mi kim jesteś, co tu robisz i czy wiesz co tutaj się wydarzyło? – Szybko wypowiedziane pytania z ust Gila brzmiały jak krótka seria wypuszczanych bełtów z kuszy żołnierza, strzelającego do hordy wrogów.

  Egzarcha nie był przyjaźnie nastawiony, lecz musiał sprawiać pozory człowieka otwartego na komunikację. W innym wypadku prawdopodobnie błądziłby po tutejszej okolicy kilka dni i nie znalazłby nikogo. Sam też nie wiedział, że człowiek ten jest złodziejem, gospodarzem, czy też jego potencjalnym wrogiem, kimś kto przyczynił się do całej tej anomalii wioskowej.
Ilość słów: 272

Awatar użytkownika
Zdamir
Posty: 13
Miano: Zdamir
Pochodzenie: Księstwo Jaksaru
Na sesji: Nie
Korony: 20

czw gru 07, 2017 4:01 pm  

Narrator

  Obcy zachowywał spokój. Gilthunder nie mógł być jednak pewnym czy w ciemności dłoń nieznajomego nie wędruje do pochwy w której schowany mógł mieć sztylet. Bardziej niż na wzorku, musiał polegać na słuchu i tylko jego uszy podpowiadały mu że obcy wciąż stoi w tym samym miejscu. Na jego szczęście, ów przybysz znajdował się w dokładnie tej samej sytuacji. Choć z drugiej strony nie mógł przeszukiwać domostwa w takich okolicznościach.
  I czego Ci w tym liście napisali, co? Zaproszenie na własny pogrzeb? – Zapytał ironicznie obcy, chwilę potem odpowiadając na pytania inkwizytora. – Jestem złodziejem, korzystałem z okazji i kradłem. Miałem zamiar uciec jeszcze tej nocy i tobie radzę to samo, Egzarcho z Exidium. Pierwszy nie będzie cierpliwie czekać aż sam powiesisz się na drzewie.
  W jego głosie czuć było szorstkość i powagę. Jeśli mówił prawdę, to okolica zdecydowanie nie była bezpieczna dla pojedynczego człowieka, nawet jeśli posiadał profesjonalne wyszkolenie w tropieniu i łowieniu tych bestii. Obecność istoty mogłaby wyjaśniać zniknięcie wszystkich mieszkańców osady. Pozostawały jednak jeszcze kwestie ciał i autora listu. Egzarcha usłyszał krótkie, przyciszone stuknięcie przed sobą.
Ilość słów: 214

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości