"Pierwsze dwa tygodnie wojny były ciche. Żadnych walk, żadnych przemarszów wojsk. Każdy siedział na swoim miejscu i liczył siły, sprawdzał stan wojsk, uzbrajał się w cierpliwość i miecze. [...]"
Przeczytaj o dalszych losach wojny domowej w Waldgrossen.

Bramy Awös

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 157

sob mar 31, 2018 3:23 pm  

Bramy

  Do Portu Awös prowadzi wiele dróg, a co za tym idzie, samo otoczone ogromnym murem miasto posiada kilka bram wjazdowych – zarówno tych mniejszych, jak i większych, różniących się głównie ilością patroli stacjonujących nieopodal nich. Przy tych największych zwykle ujrzeć można długie tabuny powoli poruszających się i co rusz przystających wozów przewożących drogocenne towary. Mniejsze są zazwyczaj okupowane przez pojedynczych ludzi wracających z polowań, podróżników, czy czasami nawet wyżej postawione w Waldgrossen osoby, które chcą uniknąć tłumów.
  Wartownicy niemal zawsze odziani są w pełne zbroje płytowe przyozdobione herbem Portu Awös, dokładnie takim samym, jaki znajduje się na flagach powiewających – bądź zwisających – nad bramami. W dłoniach dzierżą nierzadko glewie, piki, długie miecze lub halabardy, ze szczególnym naciskiem na ten ostatni rodzaj broni.

Obrazek
Ilość słów: 154

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 176
Na sesji: Nie

wt kwie 17, 2018 10:02 pm  

Narrator


  Ines i Akton dotarli wreszcie do swojego docelowego miejsca. Bramy portu Awos stały przed nimi otworem, obstawione przez gwardzistów z symbolami Orłów.
  Wjechali spokojnie do miasta, nie byli przez nikogo niepokojeni, jednak dalej było zbyt gęsto i ludno na konną podróż. Musieli zejść z koni i przedzierać się przez plac targowy, aby dotrzeć do Górnej Dzielnicy, w końcu czekano na nich w ratuszu, gdzie też mieli dostać swoje kwatery.
  Przedzierając się przez grupę kapłanów onych, ubranych w złote szaty z kapturami na głowie, Ines poczuła jak ręka przesuwa się po jej biodrze, gwałtowne odwrócenie głowy było jednak daremne. Obok nikogo nie było, jednak zauważyła że ktoś zwinnie i szybko wsadził jej do kieszeni list, nawet Akton nie mógł niczego zauważyć.
  Po dotarciu do ratusza mogli oddać konie lokalnemu służącemu i skierować się do wejścia.
  – Ines Schleicher i Akton Krasus do Burmistrza Belenda Melisso. – Akton podał strażnikowi dokument, wszystko się zgadzało, więc po chwili zostali wpuszczeni do środka.
  – Tutaj mamy hol główny, tam jest jadalnia. – Opowiadał służący, oprowadzając ich po ratuszu, który był sporym trzypiętrowym budynkiem. Bogato zdobiony zawierał wiele obrazów i figur, niektóre z nich pochodził z Cesarstwa, inne z Jaksaru, dość drogie nabytki.– A tutaj są kwatery Pani Schleicher. – Wskazał służący, po czym dodał. – Niech Pani się rozgości, zawołam gdy burmistrz będzie gotowy do spotkania. A Pana proszę za mną, do pańskich kwater. – Niewiele wiedziała o burmistrzu, ani o tym dlaczego od razu nie udali się na statek, jednak teraz była dobra chwila by otworzyć list, który dostała wcześniej.
Jeśli to czytasz to oznacza, że zawiodłem. Nie wiem ile informacji udało mi się tobie przekazać za życia. Wiem, że dobrze Cie wyszkoliłem i liczę że podejmiesz właściwe decyzje w przyszłości. Pamiętaj jednak że wszystko co robiłem, robiłem dla Waldgrossen, dla jego przetrwania. Odonowi nie można ufać, Charles myśli jakby już wygrał wojnę, a Akton... nie wiem czy zdecydował co będzie chciał osiągnąć. Prowadziłem pewne śledztwo, które było zakłamaniem tego w co wierzyłem. Poszukiwałem akt z wyprawy z przed 30 lat, w której brał udział twój ojciec. Nazwa akt to 38 raport z patrolu południowych brzegów. Zamiast skupiać się na szukaniu akt, skupiałem się na szukaniu członków wyprawy, Orły węszą i podejrzewają. Jeśli to czytasz to znaczy że nie dotarłem do prawdy, a ktoś to musi zrobić. Ta nadchodząca wojna tak naprawdę jest bez znaczenia.

  Data listu to poprzedni miesiąc, pismo wygląda identycznie jak na Wernera, plus jest jego znak wywiadu, który zna tylko one i kilka innych osób, w tym Ines. Jest to raczej oryginał, jednak bardzo nie jasny i zagmatwany. Nie pozostawiający za wiele poszlak.
Ilość słów: 514

Awatar użytkownika
Ines Schleicher
Człowiek
Posty: 141
Miano: Ines Schleicher
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=129
Narrator: Magnot
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/10

śr kwie 18, 2018 9:52 pm  

  Im bliżej ratusza, tym ramię bardziej kobiecie ciążyło. Nie pomagał fakt, że trzymała uzdę prawą ręką, aby nie poruszać zbytnio lewą, którą co chwila ktoś trącał. Było to coraz bardziej irytujące. Jednakże w pewnym momencie poczuła coś innego, niż kolejną nieuważną osobę, która otarła się o nią. Odwróciła się gwałtownie, niepewna tego, o właśnie przed chwilą poczuła, po czym nie zauważywszy niczego nadzwyczajnego, powróciła wzrokiem przed siebie. Dotknęła jednak biodra, tknięta przeczuciem i wymacała coś w tamtej kieszeni. Zmarszczyła zdezorientowana czoło, acz nie odezwała się słowem do Aktona.
  Tak naprawdę Ines była wcześniej w Porie Awos. Ba! Orły same ją tutaj wysłały z misją ustabilizowania pozycji burmistrza, którego nawiasem mówiąc całkiem dobrze zdążyła poznać, tak jak i sam ratusz oraz okolice miasta. Z tego co pamiętała, to też w tym mieście mieszkała matka Hansa i jego siostra, ale on sam nie miał z nimi kontaktu – nie było ich nawet na ślubie, więc nawet gdyby kobieta chciała je znaleźć, byłoby jej ciężko. No i nie wiedziała w sumie po co miałaby to zrobić.
  Znalazłszy się w swoich komnatach, pierwsze co zrobiła, to ściągnęła ostrożnie przepalony płaszcz, rzucając go na pierwsze lepsze krzesło. Oglądnęła z niepokojem oparzenie, marszcząc przy tym czoło. Wyglądało to co najmniej paskudnie i nadal wręcz płonęło. Była jednak ciekawa czegoś innego, więc poszukała, czy tajemnicza dłoń zostawiła dla niej niespodziankę. Nie myliła się, bowiem w jednej z jej kieszeni znalazła list. Zaintrygowana, szybko go przeczytała na chwilę zapominając o bólu.
  List, który dane było jej przeczytać, był co najmniej chaotyczny. Nie wyjaśniał niczego – ani jego zdrady, ani tego, co tak naprawdę miał na myśli. Wręcz dodał kolejnych pytań, na które Ines nie potrafiła w ogóle odpowiedzieć. Jedyne, co mogła w jakikolwiek sposób kojarzyć, to działalnosć jej ojca, a i to niezbyt dużo. Trzydzieści lat temu to nawet ona nie istniała, a jedyne, co wiedziała o tamtym okresie, to jego działalność wojskowa. Nie wiedziała jednak, jak bardzo może się to wiązać ze wspomnianą sprawą. Właściwie to nie wiedziała praktycznie nic, co mogłoby ją na cokolwiek naprowadzić prócz właściwie tego, że Werner prosił ją o dokończenie sprawy. Było to... dziwne. Bardzo. Data listu była na miesąc temu, poza tym nie wyglądał, na tyle, na ile Ines się znała, na falsyfikat, zważając także na znak wywiadu. Poza tym kto jej to dał i czy ją sledził? Było sporo sporo pytań i żadnej odpowiedzi.
  Schleicher poszukała jakiegoś źródła ognia i spaliła list po kilkukrotnym jego przeczytaniu i zapamiętaniu treści wiadomości. Zdawała sobie sprawę, że nawet jeśli mógłby on jej kiedyś pomóc, ryzyko, że ktoś ją złapie i to przeczyta jest dużo większe. Żadnych śladów za sobą, zawsze i wszędzie. Spaliwszy notkę, a jej resztki odpowiednio usunąwszy, wyszła z komnat w poszukiwaniu medyka, który mógłby ją opatrzyć. Być może mogła kogoś zapytać, być może sama pamiętała z poprzedniej wizyty, gdzie się takowy znajduje.
Ilość słów: 612

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 176
Na sesji: Nie

śr kwie 18, 2018 10:05 pm  

Narrator

  Ines poprosiła służbę o sprowadzenie medyka. Przybył tutaj Paulo Flathorius, słynny uzdrowiciel, który wykonał wiele zaawansowanych zabiegów. Mówi się, że jego metody wykraczają poza pojmowaną obecnie medycynę, dlatego w wolnym czasie naucza on w Kinkengardzie swoich praktyk nowego pokolenia uzdrowicieli i medyków, których sam zwie po prostu lekarzami.
Pierw przemył ranę mokrym bandażem, później przyłożył okład. Bandaż z galaretowatą substancją, Ines mogła poczuć natychmiastową ulgę.
-Zmieniać raz dziennie, po tygodniu powinno być w porządku.– Zostawił jej kilka bandaży jak i pojemnik z maścią. Był małomówny ale to fachowiec w swoim zawodzie.

  Minęła może kolejna godzina, a może dwie. Ines straciła nieco poczucie czasu zastanawiając się nad listem. Z zamyślenia wybił ją Akton, wchodzący do pomieszczenia.
-Wysłałem raporty na temat tego co spotkało nas na drodze. Grupa rycerzy zmierzających do Kinkengardu zaatakowała nas, jeden uderzył Cie pochodnią. Byli to zakonnicy z Sułtanatu, taka będzie oficjalna wersja. Chyba nie masz nic przeciwko? – Zapytał, spoglądając na nią swoimi piwnymi oczami. Przebrany był już w świeże szaty, co oznaczało że za moment pójdą spotkać się z burmistrzem.
Ilość słów: 213

Awatar użytkownika
Ines Schleicher
Człowiek
Posty: 141
Miano: Ines Schleicher
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=129
Narrator: Magnot
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/10

śr kwie 18, 2018 10:24 pm  

  Wizyta medyka była tym, czego akurat Ines potrzebowała najbardziej. Ledwo poczuła chłodzącą, przynoszącą ulgę substancję na piekącym ramieniu, aż westchnęła. Uzdrowiciela co prawda nie znała, być może obiło się jego nazwisko o jej uszy raz czy dwa, lecz w tym momencie liczyło się dla niej to, że nie musiała się już zamartwiać swoją ręką, ani że przy każdym najmniejszym ruchu musiała zaciskać zęby z bólu. Czuła się dużo lepiej, chociaż wewnątrz aż się w niej kotłowało, kiedy sprawa za sprawą spadała na jej barki i nie prowadziła nawet do najmniejszej wskazówki.
  Zastanawiała się, przebierając się w świeże, nieprzypalone ubrania oraz nieco ogarniając twarz oraz włosy, ile poza tym, co raczyli jej powiedzieć, ukrywali. Wszyscy, poczynając od własnego ojca, przez męża, na Orłach, których częścią oficjalnie przecież była. Zastanawiała się, czy w chwili, gdy kręciła się niespokojnie po pokoju, Akton właśnie czegoś nie omawiał z burmistrzem. Przede wszystkim nie lubiła, jak ktoś celowo coś przed nią ukrywa, chociaż nie ma ku temu zbytnich powodów. Oczywiście w tym momencie trochę mogła nadinterpretować, acz chodziły po jej głowie takie myśli i nie potrafiła się ich stamtąd pozbyć.
  Przybył Akton. Lekko zaskoczona Ines stanęła w miejscu, robiąc nie wiadomo które już kółko wokół pokoju. Po chwili wygładziła mechanicznym ruchem ubrania i podeszła do niego. Czoło miała zmarszczone.
Po co tak udziwniać i naciągać prawdę? — była lekko zdziwiona takim raportem. O ile nawet rozumiała brak potrzeby wspominania o istotach wręcz legendarnych, o tyle dziwnym wydało jej się takie interpretowanie wydarzeń sprzed zaledwie kilku godzin.
Ilość słów: 315

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 176
Na sesji: Nie

śr kwie 18, 2018 10:32 pm  

Narrator

  – Myślisz, że ktoś nam uwierzy?– Odrzekł krótko, po czym przespacerował się w kierunku okna. -Spójrz na nich. – Wskazał oknem plac znajdujący się przed ratuszem. -Zajęci swoimi sprawami, zdenerwowani przez niestabilność, którą przyniosła im wojna. Ostatnie czego potrzebują to bajki o Pierwszych, a dowództwo bez solidnego dowodu nie uwierzy. – Ines w głębi swojego umysłu miała tą świadomość. To co zrobił Odon utwierdzało ją, że wszystko jest możliwe, jednak do tej pory Pierwsi byli tylko istotami, którymi straszyło się dzieci przed snem, niestety koszmary przeszły na jawę.
  -Poznałaś tylko tych, których miałaś poznać. Była to śmietanka, ale to tylko czubek góry lodowej. Wielu arystokratów jest za nami, wielu lordów, oficerów, ludzi którzy nie rozumieją nawet magi Drugich będąc świadomymi jej istnienia, a co dopiero bajek o Pierwszych. – Obrócił się w kierunku Ines. -Twój mąż myśli, że zostałaś uprowadzona przez Orły, mamy zostawić mu ten tok myślenia, czy chcesz żeby się dowiedział po czyjej jesteś stronie? – Zapytał, kierując się do drzwi. -Powinniśmy powoli ruszać, burmistrz czeka.
Ilość słów: 199

Awatar użytkownika
Ines Schleicher
Człowiek
Posty: 141
Miano: Ines Schleicher
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=129
Narrator: Magnot
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/10

śr kwie 18, 2018 10:50 pm  

  Ines wodziła wzrokiem za Aktonem, nie ruszając się zbytnio z miejsca. Patrzyła za to w ogień, który pożarł nie tak dawno temu dziwną wiadomość, słuchając jego głosu i w duchu zgadzając się z tą opinią. Pierwsi byli niczym więcej niż straszną legendą, co prawda kobieta słyszała czasami nawet z pierwszego źródła pogłoski o nich, lecz im więcej mija czasu, im mniej człowiek widzi, tym mniej chce uwierzyć. Właściwie to Ines do tej pory byłaby sceptyczna do takich zjawisk, acz ostatnie wydarzenia pokazywały jasno, że to legendy nie są. Oczywiście nie myślała o Odonie – nadal była święcie przekonana, że to był swego rodzaju zły sen, halucynacja bądź jakiś szok. Nie chciała tego przyjąć do siebie za wszelką cenę.
  Nie odpowiedziała na ani jedno słowo Aktona, jego tyradzie o ignorancji ludzkiej przysłuchując się uważnie, lecz wspomnienie o mężu kwitując kwaśnym uśmiechem. Idąc za nim do burmistrza, naszło ją jednak coś odnośnie tego, o co nie omieszkała zapytać.
Właściwie jaki mieliście cel w uprowadzaniu mnie? Co pragnęliście tym zyskać?
Ilość słów: 213

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 176
Na sesji: Nie

śr kwie 18, 2018 11:04 pm  

Narrator

  Gdy Akton usłyszał to co mówi Ines, uśmiechnął się kącikiem ust, przepuszczając ją w drzwiach prowadzących do sali w której znajdował się burmistrz. Belend Melisso siedział na wygodnym fotelu, lekko podnosiła go poduszka, gdyż był człowiekiem sporych rozmiarów, aczkolwiek raczej na poziomie niżeli pionie.
  -Zapraszam, zapraszam!– Uśmiechnął się serdecznie i wskazał miejsca przy stole. Mała sala jadalna była dość skromna. Kamienne ściany nie były niczym ozdobione, jedne co tak naprawdę się tu znajdowało to duże okno, zasłonięte firaną, obficie zastawiony stół i krzesła wokół stołu.
  Oboje usiedli przy stole, burmistrz siedział na przeciwko nich.-Jestem bardzo rad, że mogę was gościć. Szczególnie panienka Schleicher to doskonały gość, o tak, tak!– Zaklaskał w ręce, a do pomieszczenia wniesiono dzban wina i owoce morza prosto z wybrzeży Cesarstwa.-Częstujcie się i jedzcie, wojna prawie skończona. – Burmistrz był specyficznym człowiekiem. Ines pamiętała, że jego charakter to prawdziwe piąte koło u wozu. Jest sprytny, przebiegły i bezlitosny, a w dodatku gra, cały czas gra jakby był na teatralnej sztuce i obsadzał główną rolę.-Potrzebujemy statku, duży galeon, minimum stu zbrojnych, gotowy na poranek. – Belend ugryzł pół ośmiorniczki i spojrzał się ze zdziwieniem na Aktona. -Tak bezpośrednio? Przychodzisz tu, nie poczęstujesz się niczym, wina się nie napijesz ze mną, nie powiesz co u ojca i chcesz żebym już biegł szykować wam statek!? – Obrócił głowę obrażony i tkwił w bezruchu przez pewien czas, licząc że Akton go przeprosi, kiedy to się jednak nie stało to wrócił do dalszej rozmowy. -Tydzień! I ani słowa! Muszę pilnować Cesarskich psów, wysyłają ośmironiczki to mogą wysłać i żołnierzy. Król obiecał szybkie zwycięstwo, a jedyne co było szybkie to wasza porażka. Statek dostaniecie za tydzień, na ten czas jesteście moimi... gośćmi.– Zaakcentował ostatnie słowo, po czym opuścił salę. Jego końcowe zdanie było już bez krzty ogłady. Akton przewrócił oczami i spojrzał się na Ines. Był nieco zaskoczony reakcją burmistrza.
Ilość słów: 373

Awatar użytkownika
Ines Schleicher
Człowiek
Posty: 141
Miano: Ines Schleicher
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=129
Narrator: Magnot
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 10/10

śr kwie 18, 2018 11:37 pm  

  Burmistrz był na pewno człowiekiem specyficznym. Ines pamiętała go jeszcze sprzed ponad roku, gdy pomagała mu w paru sprawach wagi na pewno... niezbyt legalnej, jeśli można to tak ująć. Pamiętała, że był oślizgły, przebiegły i w gruncie rzeczy mało przyjemny w obyciu. Jednak to, czego nauczyła się przy pobycie z nim, to to, że wykładanie kart na stół nie jest najlepszym rozwiązaniem. Podbierając ten rzadki w Waldgrossen rarytas jakim były owoce morza, dokładniej krewetki, słuchając człowieka, którego myślała, że słyszeć już nigdy więcej w życiu nie będzie, spojrzała na Aktona, jakby ten co najmniej uczynił mało przystojną rzecz w towarzystwie. Było to skrajnie nieprzemyślane, lecz ważniejszym tutaj faktem okazało się, iż oni wcale tego okrętu nie mają. Ines przez całą drogę była przekonana, że statek będzie gotowy jeszcze przed ich przyjazdem i pozostanie im postawienie nogi na okręt i spokojna podróż na północ. A tymczasem okazało się, że nic nie jest załatwione, zaś Akton wykazał się brakiem jakiejkolwiek ogłady.
  Kobieta chciała coś wtrącić, załagodzić sytuację, ale zdołała wymamrotać coś w stylu "my...", nim burmistrz uciął stanowczo i zdecydowanie rozmowę, po czym wyszedł, czy wytoczył się z sali, zostawiając ich samych. Ines odłożyła krewetkę na talerz i popatrzyła na Aktona z mocno zarysowaną dezaprobatą.
  Może mógłbyś mi wytłumaczyć, dlaczego zachowałeś się, jakbyś to ty był gospodarzem u tej oślizgłej ośmornicy oraz dlaczego nagle okazuje się, że my tego statku nie mamy, tylko musimy prosić ostatniej osoby, która taką przysługę by wyświadczyła bez żadnych problemów? — Ines dziwiła się, że Akton się zdziwił na zachowanie burmistrza. Niby taki wielki senator, polityk, a zachował się jakby był panem na swoich włościach i mógł rozkazywać wszystkim.
Ilość słów: 339

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 176
Na sesji: Nie

śr kwie 18, 2018 11:43 pm  

Narrator

  -On chyba nie zdaje sobie sprawy, że bierze udział w wojnie, że jest poddanym Króla, a ja przychodzę w imieniu jego władcy. Zresztą goniec miał przekazać mu informacje o statku, chyba przekazał, ale z jego obyciem to widzę, że nic nie można normalnie załatwić. –Akton wstał wkurzony z krzesła. -Nie mamy czasu na takie zagrywki.– Powiedziawszy to skierował się w stronę drzwi. -Nie jestem nieomylny. – Dodał na koniec, po czym zniknął gdzieś na korytarzach ratusza.
  Ines została sama w małym pokoju jadalnym, do którego zaraz wszedł służący. -Możemy już zabrać zastawę, czy Pani nie skończyła jeszcze posiłku?– Zapytał łagodnym głosem, zbierając półmiski, które zostawił po sobie burmistrz.
Ilość słów: 126

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości