Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Zgnilizna

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt lut 27, 2018 7:20 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Gdy już kowal na dobre pozostawił dwójkę magów w samotności, przyszła pora na burzę mózgów... Lub burzę w jednym z mózgów. Bowiem Iwasaki nadal bezczelnie przesiadywał w umyśle Adelruny, zerkając co rusz w jej myśli, jak i czasem – zdawało się – pozwalał sobie na nieco więcej. I choć brak powagi u tego człowieka zwykle dawał się we znaki, tak tym razem czuć było w tych wygłupach pewną dozę zaniepokojenia. Zupełnie jakby starał się maskować strach – czy może lepszym określeniem byłaby w tym wypadku niechęć do dalszej ingerencji w tę sprawę – przy pomocy durnowatych zachowań. Tak czy inaczej, cierpliwie wysłuchał cóż Milczka ma do powiedzenia, by dosłownie sekundę później jej odpowiedzieć, zupełnie bez dodatkowego namysłu.
  — Żona kowala wyraźnie powiedziała co widziała, a był to cholerny Pierwszy. Fakt, śmierdzi to na kilka mil i nawet nie chodzi o same powietrze w tej dziurze, ale o to, co tu się dzieje. I czy wsiur pogonił bestię widłami, czy też nie, to Oni sami wiedzą. Mógł głupoty pieprzyć i tak naprawdę szarżować z tymi widłami, ale prosto do swojego domu. Przecież to się, kurwa, kupy nie trzyma. Dziecko idące za Pierwszym, to już jest szczyt. Na domiar złego jeszcze mamy Zakon tuż obok. Niech się choć raz przydadzą, na Onych. Jak raz sądzę, że wypadałoby z nimi porozmawiać — przerwał na chwilę, dosłownie parę setnych, jednak było to odczuwalne ze względu na to, że do tej pory przepełniał głowę Adelruny swoimi myślami niemal nieustannie – szybko jednak dodał jeszcze jedno — I koło mostu też się rozejrzymy. Nie ma mnie tu nawet całego dnia, a już mam dość tego miejsca — dokończył i się uciszył. Potem oboje ruszyli w stronę rzeki, którą musieli przekroczyć, aby dostać się do tej właściwej części Grottham.
  Przeprawa przez małe miasteczko nigdy nie trwa długo, tak więc i przy samym moście znaleźli się dość blisko. Okoliczne tereny musiały być jednym z ulubionych miejsc zabaw dzieci obywateli – kilka drzew, a na nich zwisające huśtawki. Gdzieniegdzie jakieś walające się pojedyncze deseczki, a pod jednym z większych kamieni leżał drewniany, niewielki miecz – i leżeć tu musiał od dłuższego czasu, bowiem już z daleka widoczne było, iż korniki przeżarły ten zabójczy oręż dawno temu. Wszystko to oczywiście było tak łatwe do dostrzeżenia dzięki aktualnej porze roku. Drzewa zrzuciły liście i odkryły swoje tajemnice.
  Zbliżając się nieco do samego mostu, Adelruna znów poczuła ten dziwny dreszcz, chwilowe drżenie jej aury. Zupełnie jakby naruszyła jakiś teren, którego naruszać nie powinna. Tym razem i Kaito zdołał spostrzec się, że coś jest nie tak.
  — Stój — rzekł wyciągając rękę na bok, powstrzymując tym samym kobietę przed dalszym kroczeniem naprzód. Mały krąg na jego ręce zaczął lekko pulsować ledwo zauważalnym, błękitnym światłem — Nic tu nie ma, ale... — podrapał się po brodzie, głowie i ramieniu — Ale przysiągłbym, że coś poczułem. Nic poza tym. Rozejrzymy się i chodźmy stąd, jeszcze trochę i zacznie się ściemniać, a nie chciałbym natknąć się na Pierwszego w nocy — dokończył. Był ewidentnie zaniepokojony, wprawne oko Milczki mogło zauważyć – nawet mimo grubych szat – że jego ciało było wyjątkowo napięte. Sam mężczyzna stał wyprostowany, a jedną z rąk trzymał zaciśniętą. W drugiej zaś palce chodziły mu w przód i w tył, z lekkimi wyskokami w prawo i lewo.
Ilość słów: 642

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

wt lut 27, 2018 9:00 pm  

  Tak, nic tutaj do siebie nie pasuje, dlatego trzeba rozważać każdą możliwość. I być dwa razy czujniejszym, nie zbywać żadnego słowa, nawet jeśli padnie z ust kogoś pokroju tamtego rolnika,odpowiedziała jeszcze, a następnie popędziła konia tam, gdzie rzekomo pojawiali się Pierwsi. Przed zmierzchem mieli jeszcze trochę czasu, ale stosunkowo niewiele, dlatego należało się spieszyć.
  Tereny wokół mostu zdecydowanie były okupowane przez dzieci, którym starsi sprawili nawet drewniane huśtawki do zabaw. Aktualnie jednak miejsce wyglądało na opustoszałe, wręcz ponure. Nie sprzyjała temu ani pora roku, ani niedawno mające miejsce wydarzenia, które cieniem rzuciły się na całe Grottham. Żywa dusza się tutaj nie pałętała i wszystko byłoby na swoim miejscu, gdyby nie wahania, które poczuli obydwoje magowie, zbliżając się do mostu. Delikatny dreszcz przebiegł po jej plecach, zakłócając myśli, unosząc włos na rękach i niepokojąc. Przedtem jakby nie zwróciła na to uwagi, zbyt zajęta pojawiającym się właśnie członkiem Zakonu. Teraz natomiast mogła skupić się na odczuciu, które dotknęło także i Kaito. Nie trzeba jej było dwa razy powtarzać, aby się zatrzymała.
  Tak jak poprzednio, gdy wjeżdżaliśmy do miasta. Być może rytuał, kto wie. Nie oddalaj się zbytnio. Mimowolnie kobieta widziała, że jej towarzysz jest zaniepokojony. Co prawda nie było to nic odkrywczego, bowiem sama okolica placu zabaw, mostu i zagajnika przyprawiała o ciarki, aczkolwiek zawsze dziwnie było spoglądać na tego samego butnego, chamskiego Kaito, który czymś się na dłuższą metę przejmuje. Pierwsi zdecydowanie zaliczali się do powodów zmartwień mężczyzny. A kiedy on zaczynał być poważny, także i problem się taki stawał.
  Pierw przeszła się po prowizorycznym podwórku, szukając być może jakichś śladów, odcisków butów, czegokolwiek, co mogłoby jej pomóc. Niespecjalnie wierzyła, że znajdzie coś w tym stylu – Albert zaginął ponad tydzień temu, cokolwiek mogłoby im pomóc, prawdopodobnie zostało zatarte przez opady śniegu. Należało się jednak rozglądnąć. Zaglądnęła także między drzewa, szukając jakichś ścieżek, połamanych gałęzi, porzuconych przedmiotów. Potem przeszła w okolice rzeki. Pamiętała, że kowalowa wspominała, jakoby Pierwszy, czy czymkolwiek porywacz był, poprowadziło jej syna wzdłuż rzeki. Patrzyła na obydwa brzegi w każdą stronę, doglądając horyzontu i tego, co się tam znajdowało. Kiedy skończyła z okolicami brudnej wody, postanowiła coś jeszcze sprawdzić. Przeszła przez most raz jeszcze, tym razem wyczulając się na wszelkie anomalie magiczne. Czy uczucie trwało bardzo krótko, w którym dokładnie miejscu, czy w promieniu kilku metrów od miejsca, w którym to się działo także to odczuwała. Nie dawało jej to spokoju i chciała się przekonać na własnej skórze, o co chodziło z owymi wahaniami aury, skoro już znajdowała się blisko tego miejsca.
Ilość słów: 535

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw mar 08, 2018 9:59 pm  

Narrator

  Cholera jedna go wie, trzeba będzie z nim zamienić jeszcze parę słów. To zresztą pewnie kwestia czasu, nim znowu się na niego natkniemy, to wieśniak. Pewnie całe dnie, nawet w zimie siedzi na zewnątrz i coś robi. Jak nie łajno przerzuca to drwa rąbie – odmyślał Kaito i zdjął swoją maskę. Zszedł w końcu z konia i splunął na ziemię. Zaczął się rozglądać, wodził wokół swymi ślepiami, powoli się przechadzał od drzewa do drzewa i przetrząsał krzaki. W końcu zrezygnowany westchnął i oparł się dłonią o dąb.
  — Nie wygląda, jakby miało tu być coś więcej. Huśtawki, zabawki, inne bezużyteczne śmieci. Dzieciak pewnie dosłownie rozpłynął się we mgle. Może matka bredzi, a młodego wilki porwały, nie zdziwiłbym się, gdyby się tu zapuszczały o tej porze roku — mówił. Wyraźnie starał się racjonalizować tutejsze wydarzenia, mimo wszystkich znaków na niebie i ziemi, które mówiły, iż to jednak Pierwsi są przyczyną zaginięcia. Nawet cholerne drganie aury, którego przed chwilą doświadczył, starał się wyprzeć z istnienia.
  — Możliwe. Bardzo możliwe i chciałbym, żeby tak było. Wtedy osobiście sam bym przekazał takiego skurwysyna tym parszywcom z Zakonu. Oni by się z nim nie pierdolili, tylko spalili żywcem. Czasem są jednak przydatni — odrzekł i zamyślił się. Na krótką chwilę, ale tym razem nawet nie wpraszał się do głowy Milczki, a prawdopodobnie gadał sam do siebie, w swoim własnym umyśle, bijąc się ze swymi własnymi myślami. Oparł się już niemal całym ciałem o drzewo, tak że tylko jego nogi trochę odstawały od konara. Przystawił rękę do bródki i zaczął ją drapać, ale nie nerwowo, bardziej jakby coś go trapiło – bo w końcu jakby nie patrzeć, coś trapiło całą społeczność Grottham, a teraz to utrapienie spadło i na dwójkę magów.
  — Zrobimy tak. Słucha... nie, nie tak — równie nagle jak zaczął, tak przerwał, by po chwili powrócić do dialogu. Ale w głowie Adelruny, najwidoczniej nie chciał, żeby ktoś go słyszał — Tak będzie lepiej. Śmierdzą mi zakonnicy, ale nie wyczuwałem żadnej magii w tych okolicach. Porozmawiałbym z Zakonem, są tu dłużej od nas. Jeśli nie siedzieli bezczynnie na dupie to coś wiedzą i miejmy nadzieję, że po kilku winach wiedzą się podzielą. To sukinsyny, ale są tu po to samo co my, a więc wyjadą stąd tak szybko, jak złapiemy Pierwszego. Bądź tego gnoja, który się za niego podszywa. No, w każdym razie sprawcę tego całego zamieszania. Tylko delikatnie, nie powiedz im czegoś głupie... No tak, nie powiesz — przedstawił swój plan. Oczywiście nie mogło się obejść bez tej – charakterystycznej dla Iwasakiego – złośliwości. Być może na wyspach każdy tak się zachowywał? Kto wie.
  Milczka w tym czasie również przetrząsała okolicę, starała się nawet wywołać ponownie te dziwne zakłócenia aury, które przed chwilą poczuła ona, jak i Kaito. Nic to jednak nie dało, uczucie było całkowicie unikatowe, zupełnie jak poprzednie. Trwało zaledwie ułamek sekundy, a dłużyło się. Niby słabe, ale jednak nie do przeoczenia. Coś ewidentnie dawało o sobie znać, być może czyjaś nieuwaga, bądź zwyczajny zbieg okoliczności.
  Śladów także nie było – a jeśli były wcześniej, to już dawno zostały zatarte. Śnieg padał intensywnie głównie nocami, ale i w dzień zdarzało się, że potrafił prószyć przez dobre kilka godzin, co w ostateczności niszczyło wszelkie poszlaki. Przynajmniej te powierzchowne. Brzegi koryta rzeki wyglądały całkowicie zwyczajnie, a i na horyzoncie nic się nawet nie tliło. Zresztą ciężko w tym wypadku mówić było o horyzoncie, kiedy okolica zaczynała powoli pogrążać się we mgle.
  — Nic tu nie ma. Kurwa, nic! — prawie wrzasnął poirytowany Kaito, chowając twarz za maską — Ale przynajmniej śwież... Dobra, świeże to za dużo powiedziane. Ale lepsze to, niż morda pocąca się za maską. Nie wiem, który raz to już mówię, ale ledwie tu przybyłem, a już mam dość tego miejsca. Wolałbym siedzieć w Twierdzy Końca i grać w kości z Fryderykiem — dokończył. Wskoczył na konia i odwrócił głowę w stronę Milczka. To spojrzenie, którego nota bene nie widziała, zapewne mówiło "coś jeszcze, czy możemy zabrać stąd swoje dupska?"...
Ilość słów: 791

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw mar 15, 2018 9:47 am  

  Nie tylko Kaito irytowała cała ta sytuacja. Adel również z każdą sekundą mijającą na bezowocnych poszukiwaniach czuła, jak bezsilna złość narasta w jej wnętrzu. A jest coś, czego nienawidziła z całego serca – właśnie bezsilności, poczucia błądzenia w ciemności, braku panowania nad sytuacją. Jeśli nie miała czegoś w garści, denerwowała się. I tak też chodząc po okolicy, sprawdzając ślady, szukając dziwnego wahania aury, w pewnym momencie zamaszystym ruchem kopnęła pierwszy lepszy kamień. W tym samym czasie jej towarzysz coś mówił o Zakonie, najpierw coś o paleniu, co całkowicie zignorowała, a potem o przepytaniu ich. Kiedy znów padły z jego strony złośliwości, nie wytrzymała i wyżyła się na nim, powoli sama wracając do koni.
  Ja? Oczywiście, że nic nie powiem! Za to ty powiesz, zapewne coś błyskotliwego i niezwykle mądrego, jak to masz w zwyczaju, po czym nagle się okaże, że jesteśmy otoczeni przez oddział wściekłych Egzarchów, których matki właśnie obraziłeś i przy okazji wydymałeś. Jeśli masz COKOLWIEK do nich mówić, to tylko za moją zgodą, bo skończymy na ich stosie, jak to pięknie wcześniej określiłeś. Specjalnie na tą okazję Milczka ściągnęła maskę i uśmiechnęła się szeroko do Kaito, wpatrując się przy tym weń jak w obiekt przyszłego mordu. Przeszła się jeszcze koło rzeki, tym razem z odkrytą twarzą, ponuro gapiąc się na wszystko wokół. Dopiero na wybuch Iwasakiego zareagowała, jak zwykle milcząco, zakładając z powrotem maskę i podchodząc do konia. Nim pogoniła zwierzę, zerknęła ostatni raz po okolicy, jakby łudząc się, że dzieciak wyjdzie z mgły, spomiędzy drzew, nawet z rzeki i wszystko skończy się szczęśliwie. Cóż. Raczej tak nie było, więc Adelruna ruszyła obok Kaito, pytając tuż po pokazaniu, że ma coś do powiedzenia: Więc teraz gniazdo os?
Ilość słów: 359

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

czw mar 15, 2018 7:22 pm  

Narrator

  Mgła coraz bardziej przesłaniała widok i skutecznie przybliżała horyzont do Milczki oraz Iwasakiego. Bądź jakiejkolwiek innej osoby, która właśnie stąpała po okolicznych terenach. Czas też leciał jakby szybciej, bo choć jeszcze parę minut temu zdawało się być widno, tak zimowy okres dawał się we znaki i księżyc szybko zagórował na słońcem, a tej nocy – przyznać trzeba – był wyjątkowo niespokojny. Szkarłatna czerwień wywołana prawdopodobnie jakąś anomalią odcisnęła swe piętno na opadłych na ziemię chmurach, które teraz bardziej przypominały parującą posokę. Tym bardziej nieprzyjemny dla Kaito musiał wydawać się nagły wybuch złości, która przez cały ten czas kumulowała się w Adelrunie, by ostatecznie wystrzelić w stronę towarzysza. Cesarski nawet nie raczył tego skomentować, jego poczynania mówiły same za siebie. Naburmuszył się, jakby zapowietrzył i odwrócił konia w stronę karczmy, a przynajmniej tam gdzie ta miała się znajdować – o ile dobrze zapamiętał mapę, którą na oczy widział zaledwie kilka razy, i to wtedy, gdy Wasserberg sama na nią spoglądała. Magowi Aur nie paliło się do studiowania takich rzeczy, nie pozwalała mu też na to swoista pewność siebie, której dawał obraz na praktycznie każdym kroku.
  Ostatecznie okazało się, że mimo brudno-szkarłatnej przeszkody w postaci unoszących się w powietrzu kropelek wody, orientował się w terenie niezgorzej. Milczka milcząco podążała za nim, on natomiast pozostawał obrażony na cały świat. Co prawda trochę to zajęło – a na pewno znacznie dłużej, niż gdyby to Adelruna prowadziła – ale udało się dotrzeć do przybytku alkoholizmu i plotkarstwa. W oczy rzucała się jakaś siódemka wierzchowców uwiązanych do lichego płota, który zwierzęta bez problemu mogłyby wyrwać i razem z nim pognać prosto przed siebie. Ciężko było się jednak dziwić takiemu stanowi rzeczy – przez całą podróż przez Grottham nie natknęli się na żadną stadninę. Być może po prostu kroczyli niewłaściwymi uliczkami? Tego teraz nie mogli wiedzieć, a raczej też takowa myśl nie powinna zaprzątać im głowy. Ważniejsze były "odgłosy pijaństwa" i cienie tańczące na pomarańczowym tle w ramach okien.
  Iwasaki zszedł z konia, otrzepał szaty jakby co najmniej się zakurzyły, a potem skierował się pewnym krokiem w stronę wrót gospody. Ówcześnie rzecz jasna również uwiązał wierzchowca do zbitki desek wbitych w ziemię.
  Choć drzwi skrzypiały, to nie sposób było ten drażniący dźwięk usłyszeć, gdyż został skutecznie zagłuszony przez wyjątkowo głośne rozmowy – podchodzące już prawie pod krzyki – gości lokalu. Wprawne oko szybko by wyłapało, że wewnątrz nie ma nawet śladu po Zakonnikach. Kaito podejrzliwie rozejrzał się po kątach i powolnie sunął w kierunku oberżysty. Ten też jakoś tak dziwnie na niego patrzył, jak zresztą wszyscy ludzie wewnątrz. Rzadko kiedy ogląda się Drugich wewnątrz karczmy pełnej istot, które mogą im zaszkodzić. Cesarski oparł jedną dłoń na ladzie, a drugą schował do kieszeni długiej szaty.
  — Ponoć stacjonują tutaj wysłannicy z Zakonu Niebiańskiego Płomienia — odezwał się do mężczyzny, głosem niskim jak nigdy dotąd. Ten dalej spoglądał na magusa spod byka, podejrzliwie. W dłoniach trzymał kufel i szmatkę, którą właśnie pucował jego wnętrze. Po chwili wymownie kiwnął głową w stronę schodów prowadzących na piętro.
  — O nich mówisz? — spytał. I rzeczywiście, gdy Iwasaki zwrócił swój wzrok w tamtą stronę, dojrzał schodzących po schodach mężczyzn, którzy zdecydowanie wyglądali na Zakonników. Najstarszy z nich – prawdopodobnie dowódca, ten sam którego napotkali wcześniej – szedł przodem, a tuż za nim ciągnął się sznurek, na który składała się pozostała szóstka. Zatrzymał się na moment, gdy do jego oczu dotarł wizerunek Milczki i Kaito. Zaklaskał donośnie i krzyknął.
  — No, hołota! Koniec lania piwska w mordy i sprośnych żartów, wypierdalać z karczmy! — brzmiał całkiem przekonywająco – albo po prostu groźnie – bo nagle lokal zaczął pustoszeć. W tempie natychmiastowym. Ludzie tylko coś burczeli pod nosami, prawdopodobnie właśnie wyklinali na przyjezdnych i zastanawiali się czemu muszą ich słuchać. Choć odpowiedź była jasna – Po pierwsze: za niesubordynację pewnie szybko straciliby życie, a po drugie: Zakon polował na Pierwszego, który podobno dokucza obywatelom Grottham. Toteż mieli prawo działać jak chcą.
  Gabriel Wächtler zbliżył się wystarczająco blisko, by magowie mogli poczuć dyskomfort. Cały uśmiechnięty, szczerzył się od ucha do ucha i zgrywał życzliwego oraz pomocnego. Zaprosił gości do największego stołu, przy którym zmieścili się właściwie wszyscy, cała dziewiątka. Oberżysta nawet nie musiał być instruowany, sam przyszykował kielichy, polał wina i zajął się przyrządzaniem strawy. Nad rusztem zawisł sporych rozmiarów prosiak.
  — Rad jestem, drodzy przyjaciele, iż raczyliście nas odwiedzić, bowiem my wszyscy tutaj zgromadzeni w jednym interesie działamy. Z chęcią podzielimy się z wami naszymi spostrzeżeniami, licząc na to samo z waszej strony. Pierwej jednak winniśmy się posilić i napić, gdyż jak to mówił pewny mędrzec z Hirminy, gdy żołądek pełny, to i człowiek pełny – szczęścia. Choć i bez tego, ubolewam, jesteśmy pełni, ale niestety przykrych obowiązków — rzekł. Uniósł do góry kielich pełny czerwonego, doskonale wyklarowanego wina i uśmiechnął się — Za Pierwszego, żeby szybko w nasze sidła wpadł — wzniósł toast i upił nieco z naczynia. Pozostali zrobili to samo.
  Długo nie trwało, nim oberżysta położył na ogromnym stole tacę ze świniakiem, wypieczonym tak pięknie, że w jego pysku brakowało jedynie jabłka. Najwidoczniej w Grottham nie uchowały się letnie zbiory owoców, ale czegoż się było dziwić, skoro zima już się kończyła? Chwilę potem na drewnianym blacie pojawiły się również talerze oraz sztućce. Nie też zabrakło zupy i mis, jak i gara z czymś, co wyglądało jak ziemniaki posypane jakąś czarną przyprawą i koprem, wcześniej jednak oblane stopionym masłem. Zakonnicy porwali się do konsumpcji, podobnie zresztą jak Kaito, któremu chyba już się spodobało, że tutaj przyszedł. Być może nawet przestał być obrażony, gdyż zwyczajnie mógł zapomnieć o sytuacji sprzed paru chwil...
Ilość słów: 1122

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn mar 19, 2018 6:36 pm  

  Cały Iwasaki – nadęty, gdy tylko ktoś coś nie tak do niego powie. Adel przepraszać nie zamierzała i tuż po tym, jak wsiadła na konia, z niejaką satysfakcją podążała za nim, cierpliwie czekając aż łaskawie znajdzie tę gospodę bądź zapyta ją o drogę. Pomimo ciemniejącego nieba oraz niepokojącego, krwawiącego księżyca barwiącego chmury na rdzawo, udało mu się znaleźć odpowiednią ścieżkę. Cóż, Milczka znalazłaby ją szybciej, ale przecież nikomu się nie spieszyło.
  Kobieta płynnym ruchem zeskoczyła z własnego wałacha, po czym wzorem zakonników oraz Kaito przywiązała go do wątpliwej jakości palika i podążyła za towarzyszem do środka. Tam szybko rozglądnęła się na boki i niemal od razu zauważyła brak Egzarchów pomimo ich wierzchowców przywiązanych na zewnątrz. Momentalnie się spięła i przygotowała mentalnie na zasadzkę, prawą dłoń kładąc na głowicy miecza, a lewą opuszczając luźno wzdłuż boku, palce lekko rozcapierzając i poruszając nimi powoli. Kroczyła za Kaito, rozglądając się wszędzie, spoglądając na każdą twarz i w każdy kąt, podobnie zresztą jak wszyscy inni patrzyli na nich.
  Iwasaki zajął się oczywiście mówieniem, podczas gdy Runa spod maski obserwowała otoczenie. Odrobina ulgi spłynęła nań, gdy ujrzała schodzącego na dół Inkwizytora wraz ze swoją świtą templariuszy. Prawa dłoń została opuszczona i nie trzymała już rękojeści ostrza, ale lewa nadal była przygotowana do wystrzelenia zaklęcia, nawet gdy konkurencyjna grupa wyprosiła hołotę, zostawiając karczmę dla nich samych.
  Przysiadłszy do stołu, Adelruna zdjęła maskę do toastu, chociaż tylko zamoczyła usta w winie, nie upijając go zbytnio. Ułożyła ją sobie na kolanach, dłonie trzymając na blacie. Gdy wkrótce zawitał posiłek, i ona pierwszy raz od samego rana poczuła potrzebę przekąszenia czegoś. Wzorem pozostałych sięgnęła po misę z zupą i nalała jej sobie trochę, zerkając co jakiś czas na Kaito, który zdawał się już być rozchmurzony. Jadła spokojnie, małymi porcjami, nakładając sobie potem odrobinę mięsa z tego świniaka oraz ziemniaków, cały czas sprawnie posługując się sztućcami. Jako, że niezbyt mogła rozmawiać z zakonnikami, studiowała dyskretnie twarz oraz zachowanie każdego z nich, pragnąc wyrobić sobie o nich jakąś opinię. W międzyczasie, zajęta swym posiłkiem, kopnęła pod stołem Kaito, chcąc zwrócić na siebie uwagę bez zbędnych pytań ze strony Zakonu. Zagadaj ich, ale proszę cię, ostrożnie. Zważaj na swoje słowa. Zapytaj, jak misja. Siedzą tu dłużej niż my w końcu.
Ilość słów: 488

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt mar 20, 2018 5:22 pm  

Narrator

  Wieczerza trwała w najlepsze – Zakonnicy zdawali się być wyjątkowo rozluźnieni. Jedli, pili wino, rozmawiali między sobą, czasem coś przebąknęli o Pierwszych i o jakimś widmie wojny, które podobno wisiało w powietrzu. Były to rzecz jasna jedynie niepotwierdzone plotki, ale ponoć tu i ówdzie mówiło się na temat niejakiej rebelii, która ma niedługo się odbyć w Królestwie Waldgrossen, a to z kolei przestać tym królestwem być. Mimo wszystko nikt nie traktował tego na poważnie, natomiast na ustach templariuszy przodował Pierwszy terroryzujący Grottham. W przeciwieństwie do MIlczki, i Kaito udzieliła się atmosfera panująca w gospodzie, zdawało się, że nagle wyparowała z niego niechęć do Zakonu. Skrzywił się lekko, gdy poczuł kopnięcie w nogę, lecz dość szybko domyślił się o co chodzi.
  — Przecież nie jestem głupi, ale jak ten tu nie chce póki co mówić o Pierwszym, to nie będę tego robił. Nażre się to będzie bardziej skory do gadania — przelał swoje myśli do głowy Adelruny, po czym wrócił do konsumpcji. Jeden kielich wina, potem drugi, a na koniec jeszcze trzeci. Nie tylko on nie żałował sobie trunku, który o dziwo był wyjątkowo dobry, przynajmniej jak na karczemne standardy.
  — Pojedli, popili, to możemy, bracia moi drodzy, podzielić się z naszymi przyjaciółmi z Initium kilkoma informacjami — klasnął w dłonie — Jak sami pewnie zauważyliście, bestia pozostaje nieuchwytna, a widziało ją tylko kilku wieśniaków. Sami mieszkańcy Grottham też zbyt rozmowni nie są, a w szczególności ci kryjący się za murami klasztoru. Oni jednak są najmniej interesujący w całej tej sprawie, z wewnątrz nie czuć żadnej magicznej aury, za to coś cholernie cuchnie obok mostu i wcale nie mam tu na myśli samej wody — kontynuował. Kilku Templariuszy zaśmiało się z żartu Inkwizytora, zrobić tego nie omieszkał nawet sam Kaito. — Coś dziwnego wyczuliśmy też przy tej nieszczęsnej kapliczce Onych, ale rękę sobie mogę dać uciąć, że to nie Pierwsi, całkowicie inna Aura. Karczmarz twierdzi, że tam się cuda działy i ludzie cudownie zdrowieli, ale to w zamierzchłych czasach było. Do tej pory ustaliliśmy, że te kreatury pojawiają się tylko we mgle i raczej przy pojedynczych osobach — zakaszlał i upił nieco z kielicha — Tyle wam rzec mogę. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nasi przełożeni nie pałają do siebie miłością, a i nasze idee są z lekka inne, jednakże na ten moment winniśmy zakopać topór wojenny, szczególnie w obliczu wspólnego wroga. Im szybciej złapiemy Pierwszego, tym szybciej się stąd wyniesiemy. A zapewne ani wam, ani nam w smak nie jest pozostawanie w tej mieścinie. Me serce bowiem tęskni za piaskami Nerdii — położył na klatce piersiowej, uśmiechając się nieznacznie.
  — Cóż — zaczął Iwasaki i chwilę później chrząknął. W jego głosie czuć było lekkie wstawienie, najwidoczniej jego głowa nie należała do najmocniejszych. — Wiemy niewiele więcej od was. Z pewnością swoje poszukiwania powinniśmy zawęzić do mostu i okolic farmy Mullera, również odczuliśmy pewien dyskomfort przebywając w tamtych terenach. Dziwne drgania aury, które zdawały się być nieuchwytne, a jednak. Moja towarzyszka zapewne z chęcią by wam to dokładniej opisała, jednak niestety jest niemową — mówił. Spoważniał nieco i pilnował swoich słów. — Co więcej, według tego co mówiła żona miejscowego kowala, Pierwszy jedynie gdzieś zabrał jej dziecko, a nie zabił na miejscu. Równie dobrze mógł to być człowiek, ale po co u licha miałby robić z siebie jedną z tych bestii? Zwykli bandyci nie są na tyle cwani. — dokończył. Inkwizytor wyraźnie wpadł na moment w zadumę. Podrapał się po brodzie i westchnął.
  — Przykro mi z twojego powodu — skinął głową w stronę Milczki — Natomiast jeśli chodzi o sprawę to zwykłe łotry całkowicie odpadają, szczególnie przez te nieszczęsne drgania aury, jak to ująłeś. Byłoby prościej, gdyby tutejsi byli tak rozmowni jak karczmarz, a nie trzymali język za zębami i nie odzywali się nawet słowem. Unikają nas jak ognia — odparł i nabrał sobie jeszcze resztki zupy do naczynia. Najwidoczniej apetyt mu dopisywał. To był dobry moment na zebranie myśli i zastanowienie się co dalej.
Ilość słów: 762

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

czw mar 29, 2018 9:02 pm  

  Oszczędna w swojej degustacji, a tym bardziej mroczeniu swego umysłu winem, Adelruna siedziała sztywno, ze sporą dozą nieufności spoglądając po zakonnikach. Kaito w przeciwieństwie do niej zachowywał się dość frywolnie, ale w tym wypadku uważała to za dobre zachowanie, o ile nie palnie przy okazji jakiejś głupoty. Nasłuchiwała także każdego słowa wypływającego z ich ust.
  Swoim zwyczajem wyciągnęła kajecik oraz węgielek i podczas gdy Gabriel wraz z Kaito rozmawiali, dzieląc się doświadczeniami, notowała najważniejsze słowa. Podczas tego przypominało jej się także kilka rzeczy, co z niejakim zapałem zapisywała w formie skrótowców, słów-kluczy i tym podobnych. Zainteresowała się szczególnie kapliczką, do której obiecała się przejść jutro, wraz z ponownym odwiedzeniem Müllera, odnalezieniem wspomnianej przez kowala gildii oraz kilkoma innymi rzeczami – w końcu mieli cały dzień na śledztwo, a im głębiej się w to zagłębiała, tym bardziej odczuwała niepokój związany z całym tym miasteczkiem.
  Uśmiechnęła się uprzejmie do Wächtlera, doskonale wiedząc, że z jego strony to również była uprzejmość. Pozwoliła jeszcze im na dalszą wymianę zdań, dalej się zastanawiając nad wszystkim, kalkulując zagrożenie i łącząc fakty. Przez myśl przemknął jej dzieciak spotkany na moście o niezbyt kumatym spojrzeniu, słowa kowalowej o dziwnym zachowaniu bestii, tym, że przeszło od miesiąca bracia nie wyściubili nosa poza klasztor, a także tym, że to wszechobecny smród jest tutaj rozwiązaniem. Nadal jednak miała za mało informacji bądź jakieś jej umykały.
  Nie wyręczając się teraz Iwasakim, zapisała w altrachen w kajeciku pytania do Gabriela.
  Ktoś jeszcze widział tych Pierwszych bądź stał się ich ofiarą? I cóż takiego jeszcze mówił karczmarz? Każda informacja może nas przybliżyć do rozwiązania.
  Następnie podsunęła zeszycik do niego i z umiarkowanym zainteresowaniem na twarzy oczekiwała na odpowiedź. Obserwowała przy tym uważnie zakonnika, zważając na to, czy ten mówi jej wszystko bądź kłamie, bo i z tym może się przecież spotkać, nawet pomimo zapewnień, że ich intencje są szczere.
Ilość słów: 395

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob mar 31, 2018 2:22 pm  

Narrator

  Adelrunie najwyraźniej pieczony prosiak oraz wino nie przypadło do gustu, bowiem obu skosztowała zaledwie ociupinę. I o ile chęć pozostawienia swego umysłu przy statusie "trzeźwy" była jak najbardziej zrozumiała, tak pozostawienie pysznej świnki na pastwę zębów Zakonników oraz Iwasakiego było zupełnie nie do przyjęcia. Szczególnie zwrócił na to uwagę w pewnym momencie Kaito, spoglądając na kobietę w taki sposób, który natychmiast mógł dać jej do zrozumienia zdziwienie tak wielkim barkiem apetytu. Trwało to jednak zaledwie chwilę, ponieważ Cesarski stwierdził, że szybko musi powrócić do spożywania kolacji.
  Gdy czas na wieczorne posilenie się minął, przyszła pora na rozmowy. Wymianę informacji, swoich spostrzeżeń, odczuć odnieśnie Grottham. Obu stronom nie podobała się tutejsza atmosfera, więc choć na ogół pałały one do siebie nienawiścią, tak tutaj przerodziła się ona w życzliwość. By jak najszybciej wynieść się z nieprzyjemnej okolicy. Pierwej parę słów z Gabrielem zamienił Iwasaki, właściwie nie było to nic odkrywczego. Ba! Stworzyło to kolejne pytania, chociażby te dotyczące następnego dziwnego miejsca – kapliczki.
  Milczka nie pozostawała bierna, choć nadal – z braku innej możliwości – milczała, to jednak postanowiła sama zadać parę pytań. Wyciągnęła swój kajecik i zapisała w altrachen parę słów skierowanych wprost do Inkwizytora.
  Cóż, z przykrością muszę powiedzieć, że nie wiemy nic o innych ludziach, którzy mogliby natknąć się na tę istotę, bądź istoty. Jak wcześniej wspomniałem, tutejsi są niezbyt rozmowni, nawet w obce, a może i szczególnie, w stosunku do osób parających się w jakimś stopniu magią. Nie wydaje mi się jednak, by byli przerażenie. Są po prostu dziwni, jakby chcieli coś ukryć... Lub zwyczajnie nic nie wiedzą — Odparł, rozkładając ręce. — Karczmarz jest właściwie dobrym człowiekiem, służył nam kilkoma radami. A jeśli myślisz o kapliczce to kilka razy podkreślał, że to jedynie legendy. Choć osobiście śmiem w to wątpić, a nawet jeśli, to w każdej z nich jest ziarno prawdy. Coś musiało tam zajść, skoro obrosła w takie historie — Dopowiedział, uśmiechając się. Upił jeszcze łyk wina i spytał Drugich, czy mają gdzie pozostać na noc. Kaito szybko odparł, że tak, że przydzielono im pewne schronienie w mieście. Nie rzekł jednak gdzie.
  W takim razie dobrze. W razie czego karczmarz z pewnością udostępniłby wam jeden, bądź dwa pokoje na wyłączność — Powiedział jeszcze, przegryzając jabłko.
Ilość słów: 450

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn kwie 02, 2018 4:50 pm  

  Adelruna uśmiechnęła się uprzejmie do Wächtlera, kiwając mu jeszcze głową w ramach podziękowania za informacje. Miała już zamknąć zeszyt, acz wpadło jej do głowy jeszcze kilka pytań, które niemal natychmiast postanowiła zapisać, działając w myśl zasady, iż każda informacja może być przydatna i naprowadzić ich na właściwy trop.
  Próbowaliście rozmawiać z braćmi klasztornymi? Jakie to przyniosło skutki? Wiadomo coś więcej o tej kapliczce, nawet pogłoski o tym, kto mógł być narażony na jej działanie? Przeczesywaliście także okolicę w poszukiwaniu ich kryjówki?
  Cokolwiek powiedział Gabriel, Adel to zanotowała skrupulatnie, dzieląc swą uwagę pomiędzy uważne wpatrywanie się w Egzarchę a zapisywanie notatek na tyle szybko, że jej pismo, przeważnie schludne, stało się nieco niechlujne. Następnie, jeśli jego odpowiedź nie nasunęła jej kolejnych pytań, złożyła kajecik, chowając go do wewnętrznej kieszeni płaszcza, podobnie zresztą z węgielkiem, po czym upiła niewielką ilość wina i łaskawie poczekała, aż Kaito skończy swoją konsumpcję. Jeśli mężczyzna zaczynał być zbyt wesoły i wyraźnie stawał się pijany, zaczęła ciągnąć go za rękawy i kopiąc pod stołem, dając tymi prostymi, oczywiście w jej mniemaniu infantylnymi i ubliżającymi jej działaniami do zrozumienia, iż chce już iść – raczej preferując oznaczony na mapie dom. Gościnność gościnnością, acz nie należało przesadzać zarówno z alkoholem, jak i frywolnością w towarzystwie, nawet jeśli wystarczająco miłych, to jednak zakonników. Parafrazując pewne ludowe powiedzenie: co za dużo, to niezdrowo, a ich pobyt w Grottham dopiero się rozpoczynał i mieli tutaj sporo pracy, zaś każda godzina była wręcz na wagę złota.
Ilość słów: 323

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob kwie 07, 2018 4:53 pm  

Narrator

  Wächtler przyjrzał się słowom, którymi Adelruna zapełniła jedną z kartek w swoim kajeciku. Mlasnął pod nosem, tak jakby coś mu się nie spodobało. Po chwili jednak wyjaśniło się, o co starszemu Inkwizytorowi chodziło. Tak właściwie, to można było się tego domyślić już na etapie samego notowania pytań skierowanych do ów mężczyzny.
  Taaak... — Przeciągnął. — Osobiście udałem się do klasztoru w celu przeprowadzenia pewnych rozmów z braćmi, ale równie co szybko samo święte miejsce odnalazłem, zostałem w dość nieprzyjemny sposób odesłany. Jeden z braci zwyczajnie, w swym chamstwie oraz prostactwie, kazał mi "stąd spadać" — Powiedział. Na jego czole pojawiła się niewielka żyłka, a palce u prawej ręki zaczęły postukiwać o blat stołu. Egzarcha napił się jeszcze wina, przetarł usta haftowaną chustą i spojrzał na kolejny zlepek liter. — O kapliczkę powinnaś pytać kogoś innego, niżeli mnie. Owszem, kręciłem się wokół niej, ale sam nic nie zauważyłem. Wydaje mi się, że to tylko legendy, ale być może coś przeoczyłem. W każdym razie, więcej wiedzieć mogą co bardziej rozmowni miejscowi. Ale o takich, jak oboje dobrze wiemy — Uśmiechnął się szeroko — Za wielu tutaj nie ma. Mówią, że najciemniej pod latarnią, ale tutaj i to przysłowie zdaje się nie sprawdzać.
  Tymczasem Iwasaki zdawał się popadać w coraz większe upojenie alkoholowe. Na twarzy Cesarskiego pojawiły się niemrawe rumieńce, ruchy gałek ocznych wyraźnie zwolniły, a on sam był jakby nieco weselszy. I już miał nalać sobie więcej wina, gdy na nodze poczuł but Milczki. Syknął pod nosem. Na szczęście nikt inny tego nie zauważył, a Kaito odłożył – wyraźnie niezadowolony – zieloną, do połowy pełną butelczynę.
Ilość słów: 315

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość