Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Vrlika

Gdy tylko twoja Karta Postaci zostanie zaakceptowana – trafisz tutaj. Ten dział to miejsce, w którym toczą się wszystkie aktualne rozgrywki.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 168

sob gru 02, 2017 11:32 am  

Vrlika

Vitav
Biały Las, 1524 rok


  Vrlika to niewielka osada leżąca niedaleko od miejsca, gdzie śnieg ostatecznie pokonał roślinność. Choć przez cały czas skryta jest śniegiem, mieszkańcy hodują zwierzęta i uprawiają niewielkie połacie pól – tyle tylko, że w pewnym oddaleniu od wioski, na starannie wykarczowanych skrawkach ziemi między pojedynczymi zaspami śniegu tam, gdzie jeszcze rośnie na tyle dużo traw, a gleba jest dość urodzajna.
  Wioskę otacza brzozowy płot, bardziej jednak ze względu na zatrzymanie na jej terenie hodowanych w kurnikach kur niż dla zapewnienia bezpieczeństwa, bo i nie sięga nawet do biodra przeciętnie zbudowanego mężczyzny, i niektóre ze sztachet dawno już zbutwiały i zostały poprzetykane słomą. W kilkunastu miejscach, mniej więcej co pięćset metrów, znajdują się furtki, a od strony najbliższej w miarę dobrze utrzymanej drogi znajduje się szeroka brama wjazdowa, zazwyczaj zamknięta, bo rzadko kiedy do osady wjeżdżają duże wozy, poza tymi wiozącymi dostawy z zewnątrz. Poza płotem znajduje się domostwo drwala – jego chata, stajnia, drewutnia – na niewielkiej trójkątnej wyspie. Wysepka ta znajduje się dobry kawał drogi na wschód od wioski, na rozwidleniu Vrliki – niewielkiej odnogi Kryształowego Strumienia, od której osada wzięła swą nazwę. Nieco bliżej wioski, kilkaset metrów na północny zachód od głównej bramy, stoi niewielka drewniana chata, w której zazwyczaj nikt nie mieszka. Jej zarys jest ledwie widoczny na tle ogołoconych z liści brzóz i buków, bowiem owa niezamieszkana chata leży o rzut kamieniem zaledwie od linii drzew.
  Co zaś do wnętrza przestrzeni ogrodzonej płotem, to znajduje się ono na terenie niewielkiej kotliny, tak więc rynek leżący w centralnej części osady mieści się akurat równocześnie w najniższej jej części. Jak to na każdym rynku, jest tam stara murowana studnia i miejsce na stragany, które pojawiają się tam tylko wtedy, gdy jakiś zdesperowany lub zaginiony kupiec zawita w wiosce. Choć Vrlikę zamieszkuje jedynie trzystu mieszkańców, domy wokół rynku są murowane i wielopiętrowe. Reszta ludzi mieszka w drewnianych chatach. Dwa najbardziej okazałe budynki należą do kapłana i felczera, w młodości pobierającego nauki w Kinkengardzie. Pomiędzy nimi wciśnięta jest niewielka ścieżka, która przecina ulice zamieszkałe przez krewnych starszyzny i kończy się na wzniesieniu, na którym wybudowano świątynię. Za nią znajduje się cmentarz, który przylega do płotu. Za ogrodzeniem znajduje się też pas ziemi, gdzie pochowano samobójców.

Obrazek
Ilość słów: 474

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob gru 02, 2017 11:34 am  

Narrator



  Sechmann nie zdobył się na żaden komentarz dotyczący krótkiego wybuchu wściekłości spokojnego do tej pory Timma. Bo i co tu było do komentowania? Potulny jak baranek chłopak dość miał już ciągłych kłamstw swego opiekuna, a przede wszystkim tego, że ów przyznał się do pozostawienia Kabira na pewną śmierć. Zrobił więc to, czego i Vitav nauczył się, zgłębiając tajniki wydobywania z ludzi informacji – zaatakował wprost w najczulsze miejsce. A czyż jest coś ważniejszego i bardziej drogiego sercu alkoholika, niż gorzała? Młodzieniec więc rzucił flaszą w przypływie szału i wyszedł, trzaskając drzwiami. Holger o dziwo zachował spokój, mimo że Egzarcha na jego miejscu zacząłby rozpaczać, ciskać przekleństwami lub też w inny sposób wyrażać swoje niezadowolenie. Drwal jednak nie zrobił żadnej z tych rzeczy, po prostu zaczął dalej tłumaczyć pewne aspekty historii swego przyjaciela, które Sechmann znał już z odnalezionych w opuszczonej chacie listów. Chociaż mężczyzna dobrze wiedział, że ów dom wcale nie był taki opuszczony, wyczuwalna aura Pierwszego, czyjś oddech i wreszcie zawieszone w drzwiach zwłoki Saladyna świadczyły o obecności kogoś, kogo Krtań co prawda szukał, ale nie chciał spotkać niespodziewanie.
  Dzielny mąż jednak nie rozmyślał w tej chwili o chacie; miał teraz inne sprawy na głowie. Uznawszy rozmowę z Riedlem za skończoną, dziarskim krokiem ruszył ku drzwiom, aby wraz z zakochanymi udać się do domu Juny. Vitav przede wszystkim chciał odczytać przesłanie, jakie morderca – przynajmniej tak mu się wydawało – zostawił dziewczynie i w tej chwili nic nie mogło mu w tym przeszkodzić. Nie oglądał się na nikogo, przekonany o tym, że i tak nie ma w tym domu osoby lepiej nadającej się do owej misji, przy czym znajomość sanctinu nie była tu jego jedynym atutem. Z tymi myślami w głowie, mężczyzna wyszedł na zewnątrz, gdzie miał okazję doznać kolejnego szoku. Gdy był już przekonany, że Vrlika niczym go nie zdziwi, osada postanowiła go najwyraźniej zaskoczyć. Po raz pierwszy od dawna – a w wiosce przepełnionej smrodek strachu i czającą się dookoła grozą czas ciągnął się tak niemiłosiernie, że woj czuł się tak, jakby spędził tu tygodnie co najmniej, a nie dni – świeciło słońce, śnieg łaskawie nie sypał, a wiatr nie szarpał odzieniem. Przy tak przyjemnej pogodzie zaspy śniegu i czapy na drzewach sprawiały, że krajobraz prezentował się całkiem... malowniczo. Sechmann nie był poetą, nie zwykł mitrężyć czasu na rozmyślanie o pierdołach takich jak piękno przyrody, ale nawet on nie mógł nie zorientować się, iż poranek wyglądał dziś wyjątkowo dobrze. Czyżby znak od Onych? Mężczyzna jednak i tu nie tracił czasu na czcze rozmyślanie, w końcu nie czas podziwiać urok wiecznej zimy, gdy w okolicy grasuje kreujący się na erudytę tworzącego wiersze morderca. Egzarcha prędko otrząsnął się ze swego zdumienia, jakie wzbudziło w nim rześkie powietrze i słoneczne promienie, które załamywały się w miriadach lodowych kryształków, które spowijały ziemię. A gdy już Vitav wyrzucił ze łba wszystkie niepotrzebne myśli, ruszył do stajni, od progu pospieszając młodych. Juna i Timm gwałtownie odskoczyli od siebie, chociaż rzut oka na tę dwójkę pozwolił ocenić, że nie oddawali się w samotności żadnym sprośnym czynnościom. Suknia dziewczyny i jej misternie upięte włosy pozostawały w absolutnym ładzie, podobnie jak skromne, ale solidne odzienie chłopaka. Ot, zakochani po prostu wtuleni w siebie szeptali sobie nawzajem czułe słówka, mając za świadka drwalowego konia, który ze stoickim spokojem przeżuwał owies, nieprzejęty uczuciem młodych i nieczuły na straszliwe zbrodnie, jakich dokonywano w wiosce.
  — Oczywiście, nie warto tracić czasu — powiedziała niewiasta, ciągnąc za sobą Timma. Gdy już cała trójka przechodziła przez most, dodała: — Nie zawsze sypie tu śnieg, inaczej ludzie nie daliby rady tu żyć. Owce co prawda wypasamy na łąkach, które zima nie wzięła we władanie, ale nawet tak trudno nam tu by było zajmować się robotą, gdyby wicher i śnieżyce uniemożliwiały wychodzenie z domów. Janik co prawda mówił, że według legendy założyciele musieli składać ofiary, aby pogoda sprzyjała, ale i bez tego jest tu dość wygodnie. Ale to mi coś przypomniało – jeśli miałby pan jakieś pytania dotyczące historii naszej osady, najlepiej byłoby zapytać o to właśnie Janika. Młody jeszcze, ale od zawsze interesowały go legendy i podania, toteż wie nawet więcej, niż starszyzna. Gdyby tak nie kochał Vrliki, zostałby wspaniałym bardem, a może nawet jakimś mędrcem? —
  W głosie dziewczyny czuć było coś więcej niż tylko pochwałę wobec intelektu owego Janika, Sechmanna nieomylnie rozpoznał w owej paplaninie nutę czułości. Jeśli Timm też to wyczuł, to nie dał tego po sobie poznać, nie okazując zazdrości czy też oburzenia, że jego wybranka zachwyca się jakimś innym mężczyzną. Zresztą pomijając ostatnie słowa Juny, młodzi byli teraz milczący, nie odzywali się, o ile Egzarcha nie zapytał ich o coś wprost, prowadząc go znanym mu z poprzedniego wieczora skrótem do wioski. Tym razem jednak cała ta plątanina ścieżek prezentowała się lepiej, chociaż nadal zaspy śniegu uniemożliwiły dokładne rozpoznanie terenu. Za każdym zakrętem mężczyźnie wydawało się, że oto znaleźli się w tym samym miejscu, jakby cały czas robili niekończące się pętle.
  W końcu owo wrażenie znikło, gdyż zupełnie nieoczekiwanie znaleźli się na szerokiej, niedawno odśnieżonej drodze do wioski. Prędko dotarli do opłotków, mijając liche domostwa biedoty, przypominające kurniki, obok których stały. Wreszcie doszli do rynku, gdzie stały pokaźniejsze domostwa. Juna, zręcznie omijając mężczyzn targających beczki i inne ciężkie przedmioty oraz kobiety plotkujące w grupkach, wokół których jak kruki krążyły dzieci, brudne i hałaśliwe, przeszła przez cały plac, zdjęła toporną kłódkę i weszła do swego domu, gestem zapraszając do środka również Sechmanna. Ów dom był w istocie sklepem sukienny, mieszczący się w okazałym, dwupiętrowym budynku z kamienia, krytym gontem miast strzechą, tak jak w budach motłochu. Dziwnie elegancki jak na taką wiochę szyld informujący o najlepszych tkaninach w okolicy – co musiało być prawdą, w końcu gdzie w Białym Lesie można by znaleźć tkaniny? W lisich norach? – zwisał na żelaznej wolucie tuż nad progiem, za którym znajdowało się miejsce zdecydowanie luksusowe. Bele materiału w intensywnych, równomiernie wybarwionych kolorach starannie poukładano na półkach, a oprócz tego w ofercie znajdowały się szerokie bransolety ze złota, kolczyki, flasze perfum... Tak jak Sechmann miał okazję się wcześniej przekonać, wieśniaczki były tutaj wyjątkowo przywiązane do błyskotek, skoro kupowały je i nosiły mimo tego, że pod zimowym odzieniem nie widać biżuterii. Juna jednak nie zamierzała się teraz wcielać w sprzedawczynię, a zamiast tego wyminęła pustą ladę, kierując się ku tyłom domu, gdzie morderca zostawił wiadomość.
Ilość słów: 1267

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob gru 02, 2017 8:23 pm  

  Chciałoby się powiedzieć, że pierwszy raz od dawna Sechmannowi we znaki dało się słoneczne światło bijące prosto w jego oczy. Nawet tak się zdawało, lecz chwilę potem nastawało oprzytomnienie, wracała myśl o tym, że spędził w tej osadzie zaledwie kilkadziesiąt godzin... a i tak zdołał przywyknąć do wszech panującego mrozu, mroku oraz niepokoju. Co dziwne – przynajmniej dla Vitava – ta z pozoru przyjazna aura rozświetlających drogę promieni, sprawiała, iż Egzarcha czuł się nieswojo, tak jakby coś miało się na niego zaraz rzucić. Sam już nie wiedział czy to objawy swego rodzaju paranoi, której zdołał się nabawić przebywając we Vrlice, czy może to intuicja szeptała coś wprost do uszu syna Roderyka. I choć doskonale wiedział, że odrzucając te myśli postępuję głupio i nieroztropnie – zrobił to. Zdawał sobie sprawę z tego, iż nie może wiecznie być ostrożny jak kot, bowiem żeby coś się w tej sprawie ruszyło, trzeba zaryzykować i rzucić kośćmi losu. Jeśli wynik będzie słaby to w najgorszym wypadku zginie, pewnie nawet nieświadomy tego, że coś właśnie wbija szpony w jego ludzkie ciało.
  Pora się pozbierać, przyszykować siły na nieznane, dowiedzieć się jak najwięcej i ukrócić ten burdel. Za dużo ludzi tu już zginęło, niektórych zdołałem poznać. Saladyn zawisł, Antymag nie wrócił, zeszłego dnia i ja prawdopodobnie minąłem się ze śmiercią, niemal ciągnąc ze sobą w jej objęcia Timma. Smutne by to było zwieńczenie mojej podróży po tej zapomnianej osadzie o prawdopodobnie całkiem ciekawej historii. Jak już rozprawimy się z tym sukinsynem, będę musiał namówić Holgera albo jakiegoś miejscowego, żeby co nieco o tych terenach mi opowiedział — rzekł w swych myślach sam do siebie Vitav. W istocie był w pewnym sensie rozdarty – z jednej strony chciał to przeklęte miejsce jak najszybciej opuścić, a z drugiej coś sprawiało, iż był wyjątkowo zainteresowany przeszłością wioski. Tak czy inaczej, nie było już czasu do stracenia.
  Tymczasem zbliżał się już powoli do stajenki, przy której – co dostrzegł jedynie przez krótką chwilę kątem oka – wtulona w Timma dziewka prawdopodobnie z nim o czymś czule rozmawiała. Normalnie machnąłby na to ręką, ale to był pierwszy raz, gdy widział tak rozluźnionych ludzi mimo otaczającej ich zewsząd śmierci. Szlachetnie jednak postanowił nie komentować ich zachowania, bowiem mogłoby to doprowadzić do niepotrzebnej dyskusji. Zresztą nie przybył do Vrliki pouczać jej mieszkańców. Oni sami chyba najlepiej wiedzieli jak powinni postępować, a że miast się smucić i drżeć z przerażenia, woleli udać się w objęcia miłości... cóż, to jedynie ich sprawa. Najwidoczniej młodzi są tu tak samo nieroztropni jak i starszyzna — skomentował, znów w myślach.
  — Zadziwiające, choć do mnie samego dochodziło wiele plotek na temat Białego Lasu. Podobno śnieg nigdy tu nie topnieje, a natura jest martwa niemal przez cały rok. Zawsze mnie ciekawiło jak radzą sobie tu ludzie, jak są w stanie budować osady i w nich żyć, bo nie wyobrażałem sobie, że pożywienie czerpią z samych polowań na dziką zwierzynę. W takim wypadku już dawno wybiliby wszystko, co te lasy zamieszkuje — odparł na to, cóż rzekła do niego Juna. Mimo wszystko marsz w zupełnej ciszy byłby nieprzyjemny, nawet pośród słonecznych promieni delikatnie muskających zarośnięte lico Vitava — Ofiary z ludzi. Głupota najczystsza i przejaw kompletnej ignorancji. Każdy kto na tym świecie żyje, wie doskonale o tym, że Oni nie pragną, nigdy nie pragnęli oraz pragnąć nie będą ludzkiej śmierci. Są samą dobrocią, istotami idealnymi pod każdym względem, nieskażonymi grzechem. Komu więc miałyby być składane te ofiary? — spytał niemal oburzony, słysząc kolejne słowa wypowiedziane przez wybrankę pomocnika drwala. Za to drugi już raz usłyszał o Janiku, którego to tak czule wychwalała Juna — Ale powiedz mi proszę, Juno, gdzież ja tego waszego Janika odnajdę? Ktoś wcześniej gadał, że kręci się jak szaleniec jakiś po całej Vrlice, wieczorami głównie. Spotkać go więc cudem by było zapewne — dokończył. Któryś już raz w ciągu tej rozmowy kompletnie zmienił ton swego głosu, swe nastawienie. Sam się temu dziwił, nie miał nawet pojęcia czemu tak się działo, coś jednak tak oddziaływało na jego charakter. Czyżby kolejne objawy dziwactwa, które zaczęło powoli się w Sechmannie zalęgać? A może to po prostu paranoja, która minie, gdy tylko opuści Vrlikę? O tym jednak miał przekonać się dopiero za jakiś czas – jedno jednak było pewne, wrażenie ciągłego kręcenia się w kółko, nie pomagało ani trochę.
  W końcu jednak cała trójka i koń wkroczyli do osady, minęli kilka domów wyglądających tak, jakby zaraz miały się rozpaść, kurniki oraz ogółem całą biedę skupioną jakby w jednym miejscu. Kilkaset kroków musieli jeszcze zrobić, by dojść do domostwa Juny. Ta chwilę męczyła się z absurdalnie dużą kłódką, ale w końcu wygrała. Minęli próg domu, weszli do środka, wyminęli ladę i udali się na tyły. W tym czasie Sechmann miał moment na przyjrzenie się wnętrzu – bogactwo, a jak na warunki Vrliki to nawet przepotężny luksus. Świecidełka, perfumy, piękne suknie. Ten sklep prezentowałby się naprawdę dobrze nawet w samej stolicy Królestwa Waldgrossen, w Kinkengardzie. Koniec końców znaleźli się jednak w najmniej przyjemnym miejscu, w pokoju gdzie znajdowała się wiadomość domniemanego mordercy. Ostatecznie Egzarcha nadal nie miał pewności czy to człek od osobliwych listów chodzi i zabija, czy może jest jedynie marnym sługusem... Jaki Pierwszy, do cholery, bawiłby się w takie podchody? — stwierdził i zabrał się za odszyfrowywanie przekazu.
Ilość słów: 1033

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

ndz maja 13, 2018 10:00 pm  

Narrator

  Chociaż wyjątkowo pogoda we Vrlice była nawet przyjazna człowiekowi – słońce wychynęło zza chmur, śnieg nie sypał w oczy, a wicher przestał szarpać odzieniem – Sechmann nie mógł pozbyć się ponurych myśli. Mężczyzna już przyzwyczaił się do mroku i posępnej aury, jaka do tej pory trzymała osadę w duszącym uścisku, toteż nagła zmiana na lepsze napawała go coraz większym niepokojem. To była nowa sytuacja, a jak pokazały mu dotychczasowe wydarzenia, w tej wiosce każda zmiana zwiastuje złe wydarzenia. Vitav jednak znalazł w sobie siłę, by porzucić te rozważania. Poczynił postanowienia co do dalszego śledztwa, przedkładając ryzykowne posunięcia nad obawę przed śmiercią z rąk tajemniczego zabójcy czy też zabójców. Zwłaszcza, że w tej opuszczonej przez Onych osadzie było coś nęcącego, co przyciągało jego ciekawość. Wbrew zdrowemu rozsądkowi, chciał poznać jej historię, dowiedzieć się, co steruje tymi dziwacznymi, jakby pozbawionymi instynktu samozachowawczemu ludźmi. Chociaż rozum kazał mu uciekać, zostawić wszystko w cholerę, gdy już nie będzie się czuł zobowiązany do rozwiązania zagadki wisielców bez serc, ciało buntowało się przed ciągłemu stanowi przechłodzenia, to coś w nim zmuszało go, by jeszcze pogmerać w dziejach skrytej pod wiecznym puchem wioseczki.
  W końcu Egzarcha wyrwał się ze swych rozmyślań i ujrzał tkwiących w czułym uścisku młodych. Gdy już oderwali się od siebie i cała ta dziwna, niepasująca do siebie ni w ząb kompania ruszyła, mężczyzna zaczął od niby to kurtuazyjnej rozmowy, by w końcu dotrzeć do interesującej go kwestii przewijającego się od niedawna co i rusz w wypowiedziach wioskowych Janika.
  – Mieszkańcy Białego Lasu to twardy lud. Teraz, gdy oczywisty strach nawiedził Vrlikę, trudno w to uwierzyć, ale zwykle śnieg i skuta ziemia nie przeszkadza nam tak, jak wieśniakom, którzy przeżywają zwykłe cykle pór roku. My tutaj wypasamy owce, a właściwie na pastwiskach, gdzie trawa, chociaż licha, jednak się pojawia. Nie możemy sprzedawać mięsa poza Lasem, popsułoby się nawet i w beczkach z solą, ale handlujemy z innymi wioskami, część z nich może pozwolić sobie nawet na rolnictwo, bo i śnieg nie pokrywa ich tak, jak nas. Założyciele naszej wioski musieli znać inne oblicze Onych niż wy, panie, skoro zdecydowali się na ofiary. Prawdą jest, że kiedy po świecie terror szerzyli Pierwsi, my nie znaliśmy strachu. Byliśmy chronieni, ale w końcu porzucono ten zwyczaj – z początku głos Juny zdradzał zdeterminowanie, a ona sama wydawała się mieć tylko pragnienie uświadomienia przyjezdnemu zasad życia wioski. W końcu jednak w jej głos wkradła się duma, gdy mówiła o szczególnej ochronie, ale wypowiedzi zaczęły przypominać wyuczoną na pamięć lekcję. Czyżby właśnie tak miejscowi radzili sobie z tłumaczeniem składanych niegdyś ofiar, wpajając od małego dzieciom, że był to jedynie środek ochronny? Jeśli tak ostatnie wydarzenia wydawały się okrutnym żartem losu czy też raczej zemstą Onych za spaczenie religii. Tymczasem Juna ciągnęła dalej, z wyraźnym ożywieniem odpowiadając na pytanie o Janiku. – O, Janik istotnie niczym niespokojny duch krąży wieczorami po Vrlice, Onym niech będą dzięki, że udaje mu się ominąć wszelkie niebezpieczeństwa. Ale za dnia spotkać go można w warsztacie jego ojca, który jest stolarzem, albo… –dziewczyna jednak urwała i może to jedynie wynik paranoi Sechmanna, ale dostrzegł, jak Juna posyła szybkie, przestraszone spojrzenie Timmowi, nim niezręcznie dokończyła: – To niezbyt duży warsztat, mieści się nieomal przy bramie.
  Pomocnik drwala ni jednym gestem nie zdradził, się, czy dostrzegł owo spojrzenie swej ukochanej. Niemniej sprawiało ono wrażenie, jakby dziewczę wystraszyło się, że właśnie zdradziła część tajemnicy. Trudno jednak było orzec, czy młodzieniec był jej powiernikiem, czy też jedną z osób, które nigdy nie miały jej poznać.
  Nie było jednak czasu na dalsze rozważania i pytania, gdyż oto znaleźli się nieopodal domostwa Juny. Sklep mieszczący się na parterze oferował luksusowe towary, a sam budynek sprawiał solidne wrażenie. Nic to jednak nie znaczyło dla mordercy – o ile oczywiście założyć, że to on zdecydował się coś amazaćn w sanctinie na ścianie – gdyż kolejny, tym razem pięciowersowy tekst szkarłatem krwi odcinał się od kamiennych cegieł, z których zbudowano sklep. Dziewczyna chwyciła za rękę Timma i w napięciu czekała, aż Egzarcha przetłumaczy treść napisu. W porównaniu z tym, który pojawił się u Holgera, był bardziej konkretny i złowieszczy, mimo tego, że częściowo przypominał jedną z dziecięcych rymowanek:

Trupia reka pod sniegiem usycha,
Nikt nie odnajdzie nieboszczyka.
Kto bedzie nastepny
Raz, dwa, trzy
– To bedziesz ty

Ilość słów: 898

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

pn maja 14, 2018 4:53 pm  

  Starszy Egzarcha z zaciekawieniem słuchał tego co do powiedzenia ma Juna. Przebywając we Vrlice chciał nie tylko rozwiązać sprawę tajemniczych morderstw, ale także zgłębić nieco sekretów Białego Lasu. Nikłe miał jednak nadzieje, iż młódka będzie wiedziała cokolwiek o tym czemu miejsce to przez cały rok spowija śnieg. Szczerze mówiąc zadowoliłby się nawet legendami i podaniami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Zdawał sobie też niestety sprawę z tego, że teraz nie było czasu by gawędzić o mitach tyczących się tego miejsca i okolic. Zadowolił się więc tym, co narzeczona Timma rzekła sama z siebie.
  Z całym szacunkiem, ale to głupota. Nie mam pojęcia jak bardzo twoi przodkowie, Juno, spaczyli wizerunek i pojęcie Onych, ale słysząc o ofiarach z ludzi czuję niepokój i złość. Nie karmiliście bogów, napełnialiście żołądek bestii, która przywykła do smaku waszej krwi. Nic dziwnego, że coś prześladuje Vrlikę, sami się o to prosiliście. I szczerze mówiąc to raczej nie koniec waszych nieszczęść. Jakby to powiedzieć... Mam podejrzenie, że nie jeden potwór, a dwa się tu kręcą. I co najmniej jeden jest wyjątkowo niebezpieczny — Odparł, pełen powagi. Z zachrypniętej gardzieli wylało się jeszcze kilka pouczających słów niewartych wspomnienia. Dowiedział się też co nieco o Janiku, gdzie go szukać i czym się normalnie może zajmować prócz kręcenia o dziwnych porach po dziwnej wiosce.
  Albo gdzie? — Spytał wyraźnie niezadowolony z tego, że dziewka urwała w połowie zdania i udawała, że to wcale nie miało miejsca. Przyuważył też, że dziewczyna w dziwny, niespokojny sposób spojrzała na Timma. Jakby on też coś o tym wiedział.
  Ostatecznie jednak dotarli do sklepu, w którym mieszkała rodzina oferująca nagrodę za pochwycenie przestępcy. Rzeczywiście ktoś znów wymazał ścianę krwią, a ta układała się w dość osobliwy i jednoznaczny tekst. Sechmann skrzywił się mocno, gdy skończył tłumaczyć. Siarczyście sklął, uderzył dłonią w mur i przez chwilę milczał.
  Macie tu niespełnionego wierszokletę — Zdobył się na żart, wypowiedziany jednak ponurym tonem — Słuchajcie: Trupia ręka pod śniegiem usycha, nikt nie odnajdzie nieboszczyka. Kto będzie następny? Raz, dwa, trzy – To będziesz ty! — Niemal wyrecytował, spoglądając dwa czy trzy razy na ścianę i zacinając się na moment. Wczoraj pierwszy raz od dłuższego czasu miał do czynienia z Sanctinem i nieco wyszedł z wprawy w tłumaczeniu, szczególnie w tak szybkim tempie. Tyle dobrego, że mężczyzna miał raczej dobrą pamięć i gdy raz czegoś się nauczył, to pamiętał to właściwie cały czas.
  Egzarcha porozglądał się jeszcze wokół, poszukał śladów stóp, być może jakichś błyskotek leżących gdzieś w śniegu i obszedł wokół cały budynek. Starał się zwracać uwagę na najmniejsze szczegóły, zaglądać tam, gdzie nikt normalny by nie zaglądał, a przy tym wszystkim mieć oczy dookoła głowy. W końcu jednak powrócił do przerażonej dwójki.
  Obawiam się Juno, że nie możecie zostać w sklepie ani chwili dłużej. Zabierz co potrzebujecie, zamknijcie dom na wszystkie zamki i schrońcie gdzieś się. Twoja matka pewnie ma uprzedzenia do Holgera, ale to dobry człowiek, mimo że tyle pije — W tym momencie wręcz zmusił się do wypowiedzenia tych słów. I wcale nie chodziło o pijaństwo starego drwala, ale o pewne wątpliwości dotyczące jego prawdziwej natury. Sechmann nadal się wahał czy można mu do końca zaufać, ale z drugiej strony nie znał tutaj nikogo. A miłośnik śliwowicy, gdyby tylko miał w tym interes, już dawno zadźgałby Vitava we śnie. — W jego chacie miejsca jest dostatek, możecie się tam skryć. Z jakiegoś powodu mam wrażenie, że jego wysepka jest wyjątkowo bezpiecznym miejscem — Oczywiście nie miał na myśli samej wysepki – a znów – Riedla, który przecież był Egzarcha. W razie czego, podczas nieobecności Krtani, miałby nawet małe szanse obronić Timma, Junę i jej matkę przed zagrożeniem. Zaproponował także wejście do środka, przynajmniej na moment. Chciał się ogrzać i rozejrzeć po sklepie. Być może zauważyłby coś interesującego.
Ilość słów: 749

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

pn maja 14, 2018 6:13 pm  

Narrator

  Jak można się było spodziewać, zielonooka speszyła się szorstkimi słowami wypowiedzianymi przez starszego mężczyzna. Chciała przekazać przybyszowi choć część dumy z krwawej, ale zaskakująco długiej historii jej małej osady, ten tymczasem osadził ją na miejscu, twierdząc, że jej dzielni przodkowie wypaczyli wiarę w Onych. Zaraz potem ten wysoki, ponury mężczyzna podzielił się swoimi podejrzeniami co do grasowania w okolicy nie jednego, a dwóch morderczych potworów. Juna skuliła się, w jej oczach można było dostrzec strach, gdy sięgnęła po rękę Timma. Młodzieniec skwapliwie ujął dłoń ukochanej, mimo że podczas brodzenia w zaspach o wiele lepiej było mieć obie ręce wolne, aby łatwiej utrzymać równowagę, gdy stopa natrafi na skrytą pod zdradliwym śniegiem gałąź czy też kamień. Ów niosący dziewczynie ulgę uchwyt był bardzo silny, gdy jednak Vitav zaczął się domagać odpowiedzi na pytanie, gdzież to Janik może się jeszcze ukrywać, brązowowłosa wysunęła swą szczupłą rączkę z szerokiej, pokrytej odciskami dłoni Timma. Chłopak patrzył w zdziwieniu na ukochaną, która udała, że nagle musi uważać, gdzie stąpa, chociaż trasa była jej znana równie dobrze, jak i jemu samemu. Juna bąknęła tylko, że w innych miejscach wioski Janik nie przebywa aż tak często, chyba że na targu, jak przybywają obcy handlarze. Czuć jednak było wyraźnie, że nie jest to szczera odpowiedź, albo przynajmniej – nie w pełni szczera.
  Tymczasem nadszedł czas na odkrycie przed córką sklepikarza – a właściwie od niedawna sklepikarki, odkąd jej ojciec spoczął na cmentarzu – co też wymazano na ścianie jej domu. Dziewczyna nie doceniła czyichś poetyckich zapędów, gdyż gdy tylko usłyszała groźbę wybrzmiewającą z tych pięciu wersów, wtuliła się w Timma. Raz jeszcze młodzieniec został przytulanką, jednak nie przeszkadzało mu to. Z zaciętą, wyrażającą determinację miną objął ukochaną.
  – Czy masz pewność, że te słowa napisała ta sama osoba? Może to tylko chory żart kogoś, kto zna sanctin? Na przykład Janika –powiedział. Pierwsze dwa zdania powiedział bez przekonania, jakby sam nie wierzył w tę ociupinę nadziei. Gdy jednak wspomniał o stolarzu z zapędem do bajania, dało się wyczuć jakieś szyderstwo.
  – Janik nigdy by sobie tak okrutnie nie zażartował! Ceni moją matkę, nie chciałby przysporzyć jej kolejnych zmartwień – zaprotestowała gorąco Juna. Coś w dynamice pomiędzy dwojgiem zakochanych się zmieniło. Nadal dziewczyna stała wtulona w szeroką pierś młodzika, a jego silne ręce obejmowały jej wąską kibić, jednak znikła czułość. Patrzyli na siebie z dziwną niechęcią, co zupełnie nie przystawało do sytuacji. Zaraz potem Sechmann zaproponował, nie, nakazał, aby dziewczyna wraz z matką przeniosła się do drwala. – Matka nie zgodzi się, żeby zamieszkać na wyspie z Riedlem. Nie darzy do szacunkiem, a i gdyby odkryła, że ja i Timm... Zresztą jest chora, całymi dniami nie rusza się z łóżka. Ledwie starcza jej siły, by wstać i oporządzić siebie. Nie ma też mowy, by obyła się bez wizyt felczera, a ten zbyt długo czasu spędza z innymi pacjentami, by móc codziennie podróżować do Holgera.
  Już by się wydawało, że na tym stanie sprawa przenosin Juny i jej szacownej matki, gdy nagle Timm zaproponował, mimo wcześniejszego spięcia:
  – A gdybym czuwał nocą? Nie jestem może wielkim wojownikiem, ale Holger coś tam mnie uczył, na wypadek, gdyby przyszło się zmierzyć z... –i znów urwanie zdania w połowie, tym razem w wykonaniu młodzieńca. Co by tu dużo mówić, oboje się dobrali. Co prawda ochrona w osobie młodzika, który pewnie nigdy nie walczył, a o magii wie tylko tyle, ile z bajań lub może opowieści drwala po kielichu, nie była zbyt pewna, ale Juna z chęcią na nią przystała.
  – Jeśli ktoś musi nas pilnować, niech chociaż będzie to w naszym domu. Matka będzie spokojniejsza, a już i tak ma zszargane nerwy, odkąd pochowaliśmy ojca.
  Sechmann rozejrzał się uważnie dokoła. Napis został namazany na ścianie znajdującej się od strony ogrodu z trzech stron chronionego przed oczami ciekawskich wysokim murem, a z czwartej oczywiście ścianą domu. Po bokach znajdowały się domostwa, ale z jednej strony, dokładnie naprzeciw wierszydłu, znajdowała się pusta przestrzeń porosła bezlistnymi drzewami, których zwisające do ziemi gałęzie i powykrzywiane pnie tworzyły dziwaczną plątaninę, na pierwszy rzut oka trudną do przebrnięcia. Gdy jednak Vitav zorientował się, że pod murem stoi dziurawa skrzynia, z lekka tylko przyprószona śniegiem, odkrył, że dorosła osoba może wykorzystać ją, aby wspiąć się na ogrodzenie. Co ciekawe, z drugiej strony ustawiono drugą skrzynię, również dziurawą i również niezbyt mocno pokrytą białym puchem. Trudno było jednak rzec, jakich gabarytów musiała być osoba, która zamierzała dalej przedzierać się przez gęste zarośla. Na pierwszy rzut oka ta persona musiała być kotem lub eterycznym bytem, jednak Sechmann mógł to ocenić, tylko ruszywszy na zwiady.
  W końcu Ezgarcha wrócił do sklepu. Tam mógł zauważyć, że wszystkie ekskluzywne towary zostały rozłożone ze smakiem, jakby osoba rozkładająca kolorowe jedwabie i wełny miała pewne zacięcie artystyczne. Gdy mężczyzna kontemplował nad grubym, bordowym materiałem zadziwiająco miękkim w dotyku, który zajmował centralne miejsce na wystawie, podeszła do niego Juna.
  – Myślę, że powinieneś poznać moją matkę i dyskretnie przekazać jej... swoje obawy – mówiąc to, niewiasta wcisnęła Krtani porcelanowy kubek z drobne błękitne kwiatki, jakich na pewno nie uświadczysz w Białym Lesie. Naczynie było ciepłe i zawierało pachnącą korzennie polewkę. Zupa była dość gęsta, na tyle, by była sycąca, ale nie na tyle, aby nie dało się jej wypić.
Ilość słów: 1032

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

wt maja 15, 2018 6:52 pm  

  Gdy Egzarcha usłyszał słowa Timma na temat Janika, początkowo obrzucił go pobłażliwym wzrokiem. Potem jednak przyszło mu do głowy, że skoro młokos tyle szwenda się po nocach, wszelkie zagrożenia go omijają, a i w dodatku zna nieco legend, to i równie dobrze Sanctin mógł liznąć. Jaki poeta ponoć z niego, to by się z rymowanką zgadzało. Sechmann podrapał się po przemarzniętej brodzie i już chciał coś powiedzieć, ale przerwała mu Juna. Broni go dziewczyna zaciekle, nie ma co. Muszą się dobrze znać, a i młodzikowi to chyba nie w smak. Trzeba będzie z gnojkiem pogadać, ale najpierw...
  Spokojnie, Juno. Nikt jeszcze nikogo nie oskarża. Jeszcze — Starał się nieco uspokoić poirytowaną dziewczynę. Zwrócił się też jednak do pomocnika Holgera — Mówisz, że ten wasz Janik Sanctin zna? Robił sobie wcześniej takie żarty? Skoro twoja dziewka o zmartwieniach gada, to zgaduję że to nie pierwszy jego taki wyskok... No, zakładając, że za tymi napisami to i on stoi — Dokończył Słowa dziewczyny wyraźnie stawiały Janika w złym świetle, nawet mimo zapewnień, że "nie zrobiłby tego jej matce, bo ją bardzo ceni".
  Czasem żeby przeżyć, trzeba schować dumę w kieszeń — Odparł bezceremonialnie. — Jeśli nie chcecie skryć się u Riedla to tylko wasza strata. Ja na miejscu kogoś, komu na domu wysmarowano krwią groźby, spieprzałbym najdalej gdzie się da. Zakładając oczywiście, że nie miałbym tego — Rzekł, kładąc jakby na pokaz dłoń na rękojeści Pokuty. — Porozmawiam z twoją matką, Juno. Nie zamierzam jej do niczego przekonywać, jedynie delikatnie napomknę o tym co tu się dzieje. Decyzję co do schronienia pozostawię tobie. W ostateczności pozostanę tu na noc razem z wami. Skoro, ktokolwiek to był, zasugerował, że kolej na was, może uderzyć dzisiaj — Wypowiadając te słowa cały czas patrzył to dziewczynie, to chłopakowi prosto w oczy, ze śmiertelnie poważną miną. Co prawda nie chciał ich bardziej przestraszyć, ale dać wyraźnie do zrozumienia, że sytuacja jest poważna i to, że do teraz nie zginęli, wcale nie oznacza, że są nietykalni.
  Powoli zbliżył się do Timma i położył rękę na jego ramieniu. Po części podziwiał jego odwagę, a po części potępiał. Bliżej bowiem było temu do brawury, która zwykle prowadziła do zguby.
  Holger mógł zrobić z ciebie najlepszego wojownika w całej tej osadzie, ale jeśli to rzeczywiście Pierwszy jest sprawcą tego wszystkiego, zwykły miecz do niczego się nie nada. Jedynie zaklęty oręż i magia jest w stanie zgładzić te bestie. Wtedy najlepiej gdybyś zapomniał o heroizmie i uciekał nie oglądając się za siebie — Rzekł. Puścił ramię chłopaka i odwrócił głowę w stronę młódki. — I tobie polecam to samo. Gdyby miało do czegoś dojść – uciekaj, nawet przez okno. A teraz... — Podszedł jeszcze do napisu i zaczął przyglądać się otoczeniu. — Pozwólcie mi się jeszcze rozejrzeć. Idźcie do domu, zaraz do was dołączę.
  Rzeczywiście, sprawdzenie okolicy okazało się być nawet przydatne. Przede wszystkim Vitav odkrył to, w jaki sposób Krwawy Poeta – bo tak tymczasowo go nazwał – dostał się na posesję i pobrudził ścianę. Zakładając oczywiście, że to jemu potrzebne były skrzynie do przeskoczenia muru. Przykryte lekko puchem, były ukryte wystarczająco dobrze, by nikt ich nie zauważył bez podejścia bliżej. A tego prawdopodobnie Juna, jak i jej matka nie robiła, bo i nie miała po co. Na tyłach rosło tylko kilka posępnych, bezlistnych drzew, których gałęzie w nocy przypominać musiały szpony bestii. Przez chwilę korciło go, by ruszyć w gąszcz, ale ostatecznie zrezygnował z tego pomysłu. Miał teraz trochę innych planów.
  Nie było sensu dłużej kręcić koło murku, tak więc ruszył do wnętrza. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to niebywała precyzja i nuta artyzmu wpleciona w rozmieszczenie towaru po całym wnętrzu sklepu. Pomieszczenie było chwilowo puste, zbliżył się więc do jednego ze stojaczków i zdjął rękawice. Delikatnie pogładził materiał, który zdawał się być zaskakująco miękki. Mógłbym sobie tym wyścielić posłanie... I stracić na to pewnie połowę majątku. Pewnie sprowadzają te cuda z Cesarstwa, a raczej z Jaksaru. Bo to Jaksar ściąga z Cesarstwa. Cena pewnie wzrosła cztery albo pię... – Coś przerwało jego myśli. A właściwie to nie coś, a ktoś, bo była to Juna. Dziewczyna podała Vitavowi naczynie z gorącą, gęstą zupą. Zaciągnął się jej zapachem – zupy, a nie młódki – i upił dwa łyki.
  Dziękuję — Rzekł. — Zaraz z nią porozmawiam. Powiedz mi tylko, o czym już wie, a o czym nie chcesz, by wiedziała. I gdzie jest Timm? Chciałem mu jeszcze coś powiedzieć — Dodał, rozglądając się po pomieszczeniu, delektując się w międzyczasie ciepłym posiłkiem. Holger pewnie rozcieńczyłby ją z wódką – Stwierdził z przekąsem w myślach.
Ilość słów: 890

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob maja 19, 2018 2:48 pm  

Narrator

  Oskarżenia Timma wobec Janika, chociaż wyraźnie zdenerwowały Junę, zyskały sobie wkrótce aprobatę w oczach Krtani. Z usłyszanych do tej pory informacji o stolarzu, stworzył w głowie obraz dziwaka, trochę artysty, który zaskakująco dobrze radzi sobie nocą w wiosce, na którą spadło tak wielkie niebezpieczeństwo w postaci Pierwszego i Egzarchy. Kto wie, może to współpraca z którymś z nich sprawia, że nic nie stało mu się podczas jednej z jego licznych, słynnych wędrówek? Na pewno jednak z tą teorią nie zgadzała się ukochana młodzika. Vitav poczuł się w obowiązku, jako najbardziej doświadczony z całej trójki, uspokoić niewiastę i dowiedzieć się, czy podejrzenia syna Kabira wobec Janika opierają się o jakieś wydarzenia z przeszłości. Znowu, dziewczę nie wytrzymało i wtrąciło trzy grosze, nim chłopak zdołał odpowiedzieć.
  – Ależ Janik nigdy by się tak nie zachował wobec mojej rodziny! Przyznaję, ma w zwyczaju pisać niektórym kobietom ze wsi miłosne wyznanania –zawiesiła głos, w domyśle pozostawiając, czy i ona takowe otrzymała – ale to niewinne wierszydła, nigdy żadnej nie groził. Tę groźbę napisał ktoś, kto jest jakimś niespełnionym poetą, a Janik ma w sobie o wiele więcej talentu!
  – Nie zapominaj, co wymazał na naszej chacie. Nie było to wyznanie miłosne, chociaż i do życzeń śmierci było daleko –odparł Timm grobowym głosem. Spojrzał na Sechmanna i dodał: – Nie pamiętam już treści, był to krótki, zabawny w jego mniemaniu wierszyk o tym, by nerdijskie kundle nie plątały się wśród wilków Bialego Lasu, bo nigdy nie uzyskają hardości ducha i godności jaką mają. Nigdy nie powtórzył tego wybryku, zwłaszcza że Holger pomógł naprawić drzwi w jego chacie.
  Ot, tyle z charakteru stolarza zdołał odkryć Sechmann na podstawie tej krótkiej wymiany zdań. Tym razem Juna nie podjęła się obrony. Jak widać, rzeczywiście jej rodzina do tej pory nie miała żadnych zatargów z bardem-amatorem, gorzej jednak z jej ukochanym. Czy jednak możliwe, aby niechęć do przybyszów objęła też narzeczoną cudzoziemca? A może Timm jedynie wciąż chowa urazę, wciąż żywą jako i gdy się osiedlili, bo podsycaną oczywistą zazdrością o uwielbienie, jakim zielonooka darzy owego mężczyznę?
  Tymczasem czas był przejść do kolejnej ważnej sprawy, mianowicie do niechęci szacownej matrony do wiecznie pijanego drwala, z której to animozji wynikało przekonanie Juny, że kobieta nie zgodzi się ukrywać w chacie Riedla. Sechmann prosto wyjaśnił młodziutkiej sklepikarce, jakby nie słyszała przed chwilą ostrzeżenia namazanego krwią na ścianie jej domu, że w jej sytuacji powinna dbać przede wszystkim o bezpieczeństwo, nie o dumę jej matki. Dziewczyna nie była jednak przekonana, wspomniała cicho coś o tym, że trudno będzie mateczkę przekonać. Podziękowała z wdzięcznością za obietnicę czuwania, na co Timm zaoferował, że wspomoże Egzarchę. Co oznaczałoby, że Holger zostałby sam w chacie. Z niemałym zapewne zapasem alkoholu, bliskością lasu i zaskakującym zaklętym przedmiotem w zasięgu ręki.
  Gdy Sechmanna usadził młodzika, tłumacząc mu, że nawet jako doskonały wojownik nie miałby szans w starciu z niebezpieczeństwem, które czyha nad wioską, Timm zrobił zaciętą minę. Widać było, że sam jest świadomy swoich braków w umiejętnościach wymaganych w starciu z owym magicznym monstrum, które morduje Vrlikanów i wyrywa ich serca. Wciąż jednak, jego szczenięca duma cierpiała, gdy ukochana była blisko, gdy ktoś go beształ. Nawet jeśli robił to tak taktownie i rzeczowo, jak Vitav, który wszak nie lubił ceregieli związanych ze zwykłymi konwenansami. O wiele bardziej lubił badać naturę rzeczy. Teraz takowe badania szybko odkryły przed nim prawdopodobną drogę, jaką przebył człek lub monstrum o duszy niespełnionego poety. Dwie skrzynki stanowiły tak jasny dla niego ślad, że nawet przez chwilę nie rozważał ich innego wykorzystania. Zresztą po cóż byłoby szacownej damie i jej córce przedzieranie się ukradkiem wśród splątanych pni i konarów, gdy mogły zupełnie swobodnie korzystać z szerokich, solidnych drzwi wejściowych? Nie, Krtań nawet nie myślał tracić rozmyślań na takie czcze dumania. Wrócił do sklepu i gdy już rozmyślał nad ceną pięknego materiału – co już stratą czasu nie było – wróciła Juna. Mężczyzna został uraczony aromatyczną strawą, niedoprawioną alkoholem, jak to się praktykuje w domostwie drwala. Gdy Sechmann raczył się powoli zupą, brązowowłosa odpowiadała na jego pytanie.
  – Matka słyszy różne pogłoski, które przekazują jej przyjaciółki podczas wizyt. Gdybym mogła, najchętniej bym ich zabroniła, gdyż stare plotkary tylko jeszcze bardziej mieszają jej w głowie i wzbudzają kolejne obawy. Tak więc matka wie, że ludzie umierają i że jest ich dziwnie dużo. Wie, że „samobójcy” –Juna wymówiła to słowo z wyraźną niechęcią, tak że Egzarcha nieomal widział metaforyczny cudzysłów– są pozbawieni serca. Wie, że starszyzna traktuje to jak samobójstwa i nie przyjmuje do wiadomości, że stoi za tym co najmniej jeden morderca. Wie, że ufundowałam część nagrody, myśli jednak, że jest to suma znacznie mniejsza. Pochodzi ona z mojego posagu, tak więc nie może się dowiedzieć, że zostałam fundatorką na rzecz swej przyszłości. Zwłaszcza, że nie wie, że wybrałam już Timma, myśli, że tylko go zwodzę dla swej próżności i wygody. Wie, że do drwala przybyli przybysze z zewnątrz, nie wie jednak, że tak naprawdę nie po to, aby pomóc rąbać drwa. Wreszcie, nie mówiłam jej, co ktoś namazał na ścianie naszego domu.
  W czasie, gdy dziewczyna mówiła, pomocnik drwala i zarazem syn jego jedynego przyjaciela krzątał się za ladą. Jak się okazało, sprawdzał wieko kufra, które się obluzowało i zamiast zamykać swobodnie, opadało ciężko, krzywo zamykając skrzynię. Równocześnie, ulicami wioski przechodzili mieszkańcy, korzystający z wyjątkowo dobrej pogody. Wszyscy opatuleni byli grubo, tak że trudno było dostrzec twarze… poza tymi momentami, gdy ciekawscy – a takich było sporo, co najmniej dziesięcioro osób różnego wieku i płci – zaglądali przez okno do sklepu, wyglądając, z kim to rozmawia młodziutka, niezamężna i bogata Juna i co też wyrabia pomocnik tego alkoholika, gdy ona nie patrzy. Pewnym było, że nie minie godzina, a pół Vrliki będzie znało już najbardziej sensacyjne wersje tego, co na własne oczy dostrzegli ci najbardziej wścibscy. Ot, takie uroki małych osad znajdujących się w wyjątkowym wypizdowie. A o wiele przyjemniej wszak dyskutować na temat czyichś prywatnych spraw niż drżeć nad własnym życiem, co byłoby w tej wioseczynie o wiele bardziej logiczne.
  W końcu Timm zostawił kufer w spokoju. Podszedł do rozmawiającej przed chwilą dwójki i najpierw zwrócił się do dziewczyny:
  – Zawiasy całkiem już przerdzewiały, a skrzynię przeżarły korniki. Powiem Holgerowi, by zostawił parę pni jakiegoś jasnego drzewa, może brzozy, to wam zrobię nową. Teraz lepiej wszystko, co kosztowne, wyjąć i przechowywać tylko niepotrzebne klamoty.
  – Jesteś dla nas za dobry… Gdyby matka w końcu przestała patrzeć tylko na pieniądze i zrozumiała, że Riedl pomimo swego picia nie jest złym człowiekiem… – westchnęła ciężko, w tych dwóch zdaniach wyrażając cały swój smutek. Pozbierała się jednak szybko. – Sechmann chciał jeszcze zamienić z tobą kilka słów. Ja zamknę sklep i zaczekam przy schodach na piętro, tak więc potem zaprowadzę pana do mej matki –wskazała na drzwi, za którymi majaczył zarys schodów. Zaczęła zbierać najkosztowniejsze materiały i wynosić je do pomieszczenia znajdującego się za ladą. Zdawała się tak pochłonięta swoją pracą, że nawet nie zwracała uwagi na dwóch mężczyzn, jakby obaj nagle rozpłynęli się w powietrzu.
Ilość słów: 1397

Awatar użytkownika
Vitav
Administrator
Posty: 251
Miano: Vitav Sechmann
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=149
Narrator: Eirlys
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 17/17
Korony: 47
Szylingi: 0
Pensy: 0

sob maja 19, 2018 3:50 pm  

  Rasistów u nas dostatek, a już tym bardziej wobec Nerdyjczyków. Aż dziw, że Królestwo ma tak dobre kontakty z Sułtanatem. Ale czego oczekiwać od wieśniaków, którzy całe życie spędzają w Białym Lesie. I pewnie też tu umrą, a to... To już się zaczyna dziać. No ale nic. Skoro gnojek i tak już mazał po ścianach to jest pierwszy w kolejce do sprawdzenia. Nic na tym nie stracę, a może dowiem się czegoś nowego – Pomyślał Vitav, słysząc jak Timm opowiadał o wyjątkowo nieprzyjemnym przekazie pozostawionym przez Janika na domu Riedla. Nieco skrzywił usta. Wyraźnie było widać, że nie podobało mu się takie zachowanie, a tym bardziej nie wobec osób, bez których ludzie by tu przecież pozamarzali. Jak dobrze pamiętał, nikt za bardzo nie chciał do Vrliki się zjeżdżać, a Holger był jedynym drwalem, który postanowił tu pozostać. Małe móżdżki przesiąknięte nienawiścią kompletnie odrzucały Sechmanna. Nawet nie zdziwiłby się, gdyby Vrilkanie myśleli, że to przez przybycie Riedla ludzie zaczęli ginąć. Bo rozgniewali bogów, czy inny chuj – Dodał w myślach.
  Rzeczywiście, zachował się tak, delikatnie mówiąc, karygodnie. Aż dziwi mnie, że Holger po tym był skłonny mu jeszcze pomóc. — Rzekł. No ale czego się nie robi, by tutejsi zaczęli cię lepiej postrzegać? Na całe szczęście Vitav nie musiał się tym zbytnio zamartwiać, bowiem on i tak planował niedługo stąd wybyć i raczej już nie wracać w te rejony.
  Gdy rozmowa przeniosła się do wnętrza budynku, postanowił zapytać o jeszcze jedną rzecz, którą zauważył właściwie chwilę temu. Póki jeszcze pił zupę, a Juna była skłonna rozmawiać. Zresztą, dziewczyna wyglądała teraz na zdecydowanie bardziej rozgarniętą, niż na początku. Raz po raz rzucał jeszcze wzrokiem na Timma, który – jak się dowiedział – grzebał coś przy skrzyni.
  Z tyłu, za waszym domem, stoją dwie skrzynie. Jedna przed, a druga za murem odradzających was od lasu. Trochę przysypane śniegiem. Chyba nie wy się tamtędy wymykacie, prawda? Wiedziałaś o tym w ogóle? — Spytał, dość dociekliwym tonem. Szczerze mówiąc, spodziewał się dwóch odpowiedzi – pierwsza brzmiała "Na Onych, nie miałam pojęcia!", a druga była zwyczajnie wymijająca, ale z jakiegoś powodu kierująca trop w stronę rzeczonego wcześniej Janika. Jak taki z niego kasanowa to mógł i czasem Junę odwiedzić, tym bardziej że było z niej wyjątkowo ładne dziewczę.
  Hmh. No to wie sporo, a zarazem nic — Rzekł. — Tak właściwie, nie jesteście biedni. Nie myśleliście, żeby stąd uciec i otworzyć sklep w, nie wiem, Kinkengardzie? Raczej was na to stać, a w obliczu obecnej sytuacji to pewnie większość ludzi już dawno by zwiało, gdyby tylko mieli takową sposobność — Powiedział. Pytał z czystej ciekawości, gdyż takowa postawa rzeczywiście była rzadkością wśród ludzi zamożnych. Junie musiało wyjątkowo zależeć na Vrlice, skoro na nagrodę poświęciła nawet własny posag. — Wybacz, że wcześniej ci przerwałem kiedy mówiłaś o ofiarach, ale wobec religii panującej na całym kontynencie, jak i zresztą na wyspach, jest to całkowicie... Nie chcę mówić bezsensowne, ale takie wydaje się na pierwszy rzut oka. Onych zawsze przedstawialiśmy jako tych, którzy byli tu od początku. Nauczali nas i dawali to czego potrzebowaliśmy, nie chcąc niczego w zamian. Tym bardziej niepokojąco to wygląda, jeśli coś faktycznie zabierało te ciała. Być może były to wilki, a być może... — Urwał, bo akurat Timm skończył zajmować się wiekiem skrzyni i podszedł do ich dwójki. Powiedział o co dokładnie chodziło.
  Za moment do ciebie dołączę. Po rozmowie z twoją matką z chęcią posłucham też nieco więcej o dawnych zwyczajach i folklorze Vrliki. Może to na coś nas naprowadzi — Zwrócił się do brązowowłosej, a chwilę potem do Timma — Mówiłeś, że Holger cię szkolił. Jeśli przyjdzie nam walczyć jednak z czymś innym, niż Pierwszym, chcę wiedzieć co potrafisz. Czy w ogóle dobrze trzymasz miecz. Zechcę jeszcze rozmówić się z tym całym Janikiem, ale potem tu wrócę i powiedzmy, że potrenujemy razem — Rzekł i poklepał chłopaka wymownie po ramieniu. Potem skierował się w stronę schodów, tam gdzie czekała Juna.
  Chyba możemy iść. Zostaniesz przy nas, czy zajmiesz się czymś innym? — Zapytał jeszcze, stawiając pierwsze kroki na stopniach schodów. Martwił się tylko, że starsza kobieta nie będzie chciała zbytnio przyjąć do wiadomości niektórych faktów. Ludzie w pewnym wieku przestają niestety zmieniać swoje poglądy i idą w zaparte, choćby cały świat im mówił, że się mylą. Pozostawało mieć nadzieję, że pewną otwartość umysłu Juna odziedziczyła po swojej rodzicielce...
Ilość słów: 858

Awatar użytkownika
Eirlys
Administrator
Posty: 139

sob maja 19, 2018 7:26 pm  

Narrator

  Sechmann po raz kolejny miał okazję ponarzekać na mentalność wieśniaków. Mieszkają sobie w swoim Białym Lesie jak na końcu świata i nie przyjmują do wiadomości, że obok nich mogą żyć ludzie z innych krajów, o innym odcienie skóry i innych priorytetach. Vitav szybko dostrzegł, że może i Holger był szorstkim, mrukliwym alkoholikiem, ale bez niego Vrlika nie byłaby w stanie funkcjonować. Nie dość, że wiecznie była skryta śniegiem, to jeszcze temperatura nie należała do zbyt wysokich. Bez opału, a jak widać wioskowi dość mieli własnych zajęć, by sami jeszcze troszczyć się o drwa do paleniska, nikt nie przeżyłby nawet nocy. I nawet interwencja Pierwszego nie byłaby tu potrzebna. Nic więc dziwnego, że Egzarcha nie pochwalał rasistowskiej postawy Janika. Nawet dał temu wyraz krótką uwagą, która nie wywołała żadnej reakcji Timma – bądź co bądź, chłopak miał już czas przywyknąć do zachowania Vrlikanów – natomiast Juna znów się skrzywiła.
  Już w sklepie, przy akompaniamencie nierytmicznych uderzeń wieka o skrzynię, Krtań wspomniał o swoim znalezisku. Tak jak myślał, możliwe były dwie odpowiedzi dziewczyny. Nie wpadł jednak na to, że Juna nie ograniczy się do tylko jednej z nich. Wydawała się autentycznie zdziwiona. Otworzyła szeroko oczy, zbladła i pierwsze słowa wypowiedziała o wiele głośniej niż zamierzała, szybko się reflektując i ściszając głos, aby nie zaniepokoić ukochanego, który wciąż opukiwał skrzynię:
  – Czy to znaczy, że…?! – i zaraz potem ciszej, szybko zerknąwszy na Timma, który z uwagą przypatrywał się zawiasom przy wieku, jakby miały mu one dostarczyć odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące sensu życia, wartości ludzkiego życia i innych takich głupot. – Czy to znaczy, że ktoś mógł przedrzeć się przez te wszystkie drzewa i jeszcze przytargać ze sobą skrzynie, a to tylko po to, aby wymazać te ostrzeżenie? Czemuż wkładać taki wysiłek i pisać wiersze, zamiast zabić nas, gdy byłyśmy bezbronne, same w domu? – czujne uszy Vitava wychwyciły jednak dziwnie długą pauzę przed słowem „same”. Również sam ten wyraz sprawił jej wyraźne trudności, zająknęła się na nim, jakby zamiast czterech liter składał się z co najmniej szesnastu. – Nie rozumiem tego, naprawdę – dorzuciła, kręcąc głową. Gdy Sechmann z czystej ciekawości zapytał o powód tkwienia we Vrlice, Juna uśmiechnęła się tylko smutno.– Ano, dziwne to, prawda? Ale Timm czuje się tak, jakby miał dług wobec Holgera za to, że ten go tyle lat wychowywał i karmił. Jeśli go opuści, Riedl nie będzie miał tu żadnej życzliwej duszy, a kto wie, do czego się dopuści, gdy nikt już nie będzie pilnował, by mężczyzna nie upijał się do stanu nieużyteczności? Starszyzna i tak bacznie obserwuje każdy jego ruch, już dawno by zabrali mu posadę drwala, gdyby nie brak chętnych. Ale może jakiś młokos w końcu zdecyduje się, z braku innych perspektyw, przejąć na siebie tę pracę? A poza tym… – spojrzała na swego rozmówcę poważnie, tak żeby poczuł, że to, co teraz usłyszy, ma zachować tylko dla siebie. – Wiem, że to może wydawać się dziwne, bo i wieśniacy są uprzedzeni, wioska mała, zimno tu, starszyzna nie dba o ludzi, ale… Kocham to miejsce. Odkąd tylko założono tę wioskę, byli tu moi przodkowie. Nie wyobrażam sobie żyć gdziekolwiek indziej, tam, gdzie kwitną kwiaty, mijają pory roku, gdzie nie leżą kości moich przodków, mojego ojca. Wiem, że to może wydawać się dziwne, ale jestem jak drzewo, które zginie, gdy się je pozbawi korzeni. – Juna bez żalu wysłuchała czegoś na kształt przeprosin co do wcześniejszej wypowiedzi Krtani o religii założycieli Vrliki. Pokiwała głową, na znak, że rozumie. – Tak to już jest z historią. Jest się dumnym z czegoś, co robili przodkowie, by przetrwać, nawet jeśli samemu się wie, że nie miało to sensu. Nie wiem, skąd się to brało. O ile jednak wiem, ofiary nie były pozostawiane same sobie, a zabijane nieopodal strumienia. Nie wiem dokładnie, jak się to odbywało, o szczegóły musiałbyś zapytać choćby i Janika. Wątpię, by nawet Anna więcej wiedziała na ten temat. Zresztą już większa jest szansa na rozmowę ze stolarzem niż z przywódczynią starszyzny.
  Gdy tylko Timm zorientował się, do czego zmierza Sechmann, od razu pojaśniał. Wyprostował się, naprężył muskuły – a miał co prężyć, nie nie od dzisiaj przecież pracował ciężko, machając siekierą – i usilnie powstrzymywał uśmiech, aby nie wyjść na niedoświadczonego młodzika.
  – Oczywiście, jestem gotowy na sprawdzian moich umiejętności – rzekł, jakby Krtań zamierzał już teraz sprawdzić jego umiejętności szermierskie. Po czym przyjął na powrót zwykłą postawę, pożegnał się krótko, lecz czułymi słowami z Juną i wyszedł na skąpaną w promieniach słonecznych odbijających się od miriadów płatków śniegu ulicę. Egzarcha tymczasem podszedł do niewiasty, która poprowadziła go na górę. Chociaż mężczyzna już wiedział, że jej rodzina jest bogata, w miarę jak zbliżał się do pomieszczeń mieszkalnych, widział kolejne tego dowody. Obrazy i rzeźby sprowadzane z daleka, rzeźbione poręcze jak u kniazia… Wszystko to rozłożone było ze smakiem, aby każdy, kto odwiedza mieszkańców tego domu zdawał sobie sprawę z bogactwa, ale nie czuł się tak, że jest nim nachalnie atakowany.
  – Myślę, że lepiej będzie, gdy będę obok matki. Jeśli nie będzie ufać twym słowom, będę mogła poświadczyć, że widziałam na własne oczy ów napis – rzekła krótko, po czym wskazała na migi, gdzie należy teraz iść. Po wejściu po schodach, znaleźli się w przedsionku. Po przejściu przez drzwi zamykane, jak dostrzegł Sechmann, zarówno na lichą kłódkę, która teraz wisiała na haku wbitym obok, jak i na skobel od środka, przeszli na korytarz dzielący się na dwie odnogi – prawą i lewą. Juna skierowała się w prawo i minąwszy troje drzwi, doszła do podwójnych wrót. Zastukała trzykrotnie i usłyszawszy wypowiedziane słabowitym głosem „proszę”, weszła do środka. Pomieszczenia okazało się komnatą pełniącą funkcję czegoś pomiędzy przędzalni a biblioteki. Całą jedną ścianę zajmowały regały z księgami i pergaminami, które były prawdopodobnie najdroższymi przedmiotami w całym domostwie. Przy oknie stały krosna i kołowrotek, które wyglądały tak, jakby ktoś w połowie porzucił pracę. Na osnowie ktoś już zaczął tkać składającą się z trzech wątków w ciepłych barwach narzutę. Nawet z daleka Vitav dostrzegł, że wykorzystano nici z dobrego gatunku wełny. Ich kolory były wyraźne, a same nici gładkie i cienkie. Na szpuli kołowrotka nawinięte było kilka warstw nitek, ale wciąż mnóstwo ufarbowanej na jadowitą zieleń wełny leżało w koszyku obok urządzania. Dopiero gdy mężczyzna założył te sprzęty – a także kolejne obrazy, szklane wazony, w które nikt nigdy nie włoży świeżych kwiatów – dostrzegł skuloną na fotelu pod skórami drobną postać. Była to wytworna kobieta, obwieszona kilkoma rzędami złotych łańcuchów, bransolet i innymi rodzajami biżuterii, które pojawiły się zdaniem Sechmanna w zupełnie losowych miejscach.
  – Matko, oto wysłannik Initium, jegomość Vitav Sechmann. Chciałby z tobą porozmawiać na temat… ostatnich wydarzeń dotyczących wisielców –rzekła, cokolwiek nieskładnie, Juna. Widać było, że nie do końca przemyślała, jak przedstawić Egzarchę. Spojrzała błagalnie na mężczyznę, aby teraz to on przejął rozmowę. Jej matka natomiast, leciwa, ale wciąż piękna kobieta, utkwiła surowy wzrok w twarzy przybysza. Poprawiła kościstą dłonią swe misterne uczesanie przytrzymywane przez dziesiątki wysadzanych klejnotami spinki. W jej brązowych włosach o ciemniejszym odcieniu niż loki jej córki widać było pierwsze siwe włosy.
  – Słucham więc, niech się wysłannik samego Initium wypowie – powiedziała, jakby wątpiła już na samym początku rozmowy w autorytet przybysza.

Spoiler:
Tak tylko dla porządku – wydaje mi się, że ta część, która rozgrywała się w sklepie, jest już właściwie zakończona. Możesz oczywiście opisać swoje wrażenia z rozmowy z Juną, jest to nawet mile widziane, ale raczej już nie ma sensu dalej ciągnąć tę rozmowę.
Ilość słów: 1493

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość