Nadeszło Oczyszczenie

Gospoda "Tysiąc Koron"

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 84
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 27/30

ndz sty 28, 2018 11:42 pm  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

Narrator

  Chłopak zmieszał się nagle, usłyszawszy słowa o pójściu do szkoły gladiatorów. Zerknął niepewnie na zajętego ojca i matkę wychodzącą z kuchni z naręczem jedzenia. Przyniosła pokrojony, świeży chleb ze smalcem do tego, talerz serów i delikatnych wędlin, marynowane śledzie, a także cały półmisek owoców. Postawiła to tuż przed nosem Rajnera i zaraz zniknęła przyrządzać danie główne, rzucając groźne spojrzenie synowi.
  Tymczasem młodzik sięgnął dłonią do karku i zaczął go pocierać, nie będąc pewnym, co powinien zrobić. Rzeczywiście nie należał do tych patykowatych chudzielców i w gruncie rzeczy jako młody, silny chłopak mógł zrobić karierę w szkole gladiatorskiej, o ile nauczyłby się dyscypliny. Chciał coś odpowiedzieć, ale w tym momencie w karczmie zrobiło się zamieszanie.
  Drzwi otworzyły się, a do środka weszła osoba, której Rajner raczej się tutaj nie spodziewał. Daja, jego rywal z Nerdii. Wszedł raźno, a raczej z krokiem przypominającym chód nastroszonego pawia, z delikatnym, podłym uśmieszkiem na twarzy. Niemal od razu wyszukał wzrokiem Rassa, jakby przylazł tutaj za nim i ignorując zachwyconych obywateli, od razu skierował się do jego stolika. Bez pytania usiadł obok, ku przerażeniu i tak zestresowanego syna karczmarza, po czym rozwaliwszy się, sięgnął po jedzenie Rajnera. Wepchnąwszy sobie całą pajdę chleba do ust, zapytał z pełnymi ustami po nerdyjsku. Rajner ledwo go rozumiał.
  Sądziłem, że wielki Kosiarz w tym momencie powinien ćwiczyć, żeby móc zginąć za swojego... jak wy to nazywacie po swojemu, le-ghatti? — w oczach błyskała złośliwość. Podobnie do Rassa nie miał przy sobie broni, zakazywano noszenia jej poza areną.
Ilość słów: 305

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 40
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

pn sty 29, 2018 12:11 am  

  Uśmiechnął się do żony karczmarza w podzięce za przystawkę. Rajner szybko stracił zainteresowanie zmieszanym młodzieniaszkiem i zaczął jeść. Na kolejne kromki chleba układał różne rodzaje serów i wędlin, by posmakować jak najwięcej przed powrotem do gladiatorskiej papki. Niestety spokojny posiłek przerwał Daja, samozwańczy rywal Rassa. Rajner westchnął gdy zobaczył nadchodzącego, rozeźlonego gladiatora. Jego dalekie od dobrego wychowania zachowanie poirytowało Kosiarza zmuszonego teraz do goszczenia przeciwnika. Parsknął na słowa Nerdyjczyka i położył plasterek mięsa na kromkę podsuwając mu ją pod nos.
  Samym chlebem się nie najesz – zaśmiał się, po czym dodał po nerdyjsku – Wyjdź, póki stoisz o własnych siłach.
  Kosiarz gotowy był nawet złapać teraz kanapkę, gdyby tamten chciał w niego rzucić jedzeniem. W dodatku zastanawiał się jak głupi może być Daja. Chciał mu dopiec? Zirytować? Wszcząć burdę? Przecież wszystko obróciłoby się przeciwko niemu. Niezależnie od wyniku ewentualnego mordobicia to czarny był tutaj agresorem. Rajner miałby ewentualne problemy tylko u swojego legata, ale koniec końców, gdyby do czegoś doszło w tej karczmie, stałoby się tylko reklamą dla igrzysk.
  Oczywiście Rass miał się na baczności i był gotowy na ewentualną agresję ze strony rozmówcy.
Ilość słów: 218

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 84
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 27/30

wt lut 06, 2018 5:41 pm  

Narrator

Akcja przechodzi do Koloseum

  Nerdyjczyk prawdopodobnie chciał coś odpowiedzieć, być może i wszcząć jakąś burdę, aczkolwiek chyba się rozmyślił, tym bardziej, że przybył obiecany baran – praktycznie całe zwierzę zostało utuczone specjalnie dla Rajnera. Do tego kolejne talerze zakąsek, bułeczek, owoców i warzyw, jakieś zupy – ogólnie zrobiono ucztę jak dla kilkunastu osób. Było pewnym, iż gladiator nie zje tego sam.
  Po skończonym posiłku mężczyzna z lekką ociężałością wyruszył w drogę powrotną do szkoły gladiatorskiej. Dawno temu tak bardzo się nie najadł i chyba przez to trochę nie dość, że urósł mu brzuch, to już w jego pokoju poczuł, jak go boli. Wkrótce organizm przeszedł do akcji i Rajner pożałował, że tak dużo zjadł.
  Następne dni były intensywnym treningiem przeplatanym przerwami na posiłek czy krótki odpoczynkiem. Igrzyska oficjalnie się rozpoczęły, lecz niestety na horyzoncie nie było widać pozostałych czterech przedstawicieli legatów, co pozwalało sądzić, iż i ich samych nie było. Na całe szczęście żywot gladiatora był prosty i nie trzeba było zamartwiać się tym, że ktoś ważny nie przybył na równie ważne obrady. Na dodatek absencja kilku z nich była na rękę pozostałym gladiatorom, którzy mieli mniej oponentów do pokonania, a to znaczy, większe szanse na wygraną. Pozostało więc czekać na trzeci dzień igrzysk.
Ilość słów: 250

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 30
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

śr mar 28, 2018 6:20 pm  

Narrator

  Już, kurwa, cisza! – Zakrzyknął Nizaar w Altrachen, a następnie dla pewności dodał po Jaksarsku. – Zamknąć swe parszywe mordy! Będę przemawiał!
  Gwar zamilkł. Było to zjawisko wyjątkowo nietypowe dla gospód, szczególnie biorąc pod uwagę tłum ludzi jaki się tu znajdował. Wszelkiej maści awanturnicy, poszukiwacze przygód przeważali tego dnia w "Tysiącu Koron". Dobry szynkarz nie był z tego powodu zadowolony, do czasu gdy przywódca zebranych tu ludzi wręczył odpowiednią ilość brzęczących monet. Teraz siedział jedynie za ladą, obsługiwał nietypowych klientów i co rusz wyruszał na zaplecze, by powymieniać opróżnione beczki na te pełne. Wśród zebranych przeważali Waldgrosseńczycy, choć nie brak tu było zarówno ich sąsiadów z północy jak i południa. Choć z niewielkim trudem, to można było i odnaleźć kilka niskich istot z nieco skośnymi oczyma które przybyły do Kikengradu prosto z Archipelagu. Co łączyło tych wszystkich ludzi, z których każdy jeden miał przy sobie co najmniej jedną sztukę orężą?
  Bogactwo! Oto, co nas wszystkich czeka! Stara Hirmina z dawna została opuszczona i do tej pory nikt nie wpadł na pomysł żeby ją zbadać! Tak oto my jako pierwsi odkopiemy stare biblioteki, świątynie, pałace! Odnajdziemy księgi i artefakty zakopane pod złotym piaskiem! Każdy z Was dostanie tyle łupu, ile uda mu się unieść! To miasto dawniej było symbolem bogactwa całej Nerdii, a teraz? Teraz będzie tylko bogactwem – ale za to naszym!
  Monolog trwał w najlepsze. Czarnoskóry zwany Nizaarem najprawdopodobniej nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo zanudza wszystkich obecnych. Niektórzy go słuchali z czystej uprzejmości, z racji tego że zapewnił darmową kolejkę każdemu klientowi. Inni zaś byli zainteresowani w tym co kryło się za przemową. Wielu ludzi zebrało się tutaj z powodu wizji bogactwa, jaką roztaczał przed nimi Nerdyjczyk. I wśród tych ludzi znajdowali się nasi bohaterowie. Aldric Jaeger opuścił Mirosil i udał się na południe w celu uniknięcia nieprzyjemności związanych zarówno z niedawną nagonką na wszelkie złodziejstwo organizowaną przez co bogatszych kupców i straż, jak i po to by uniknąć potencjalnych spotkań z Pierwszymi którzy zaczęli się panoszyć po terenie Jaksaru. Stolica Waldgrossen była najlepszym miejscem do którego mógł się udać. Jedna ze stron walczących w wojnie domowej objęła władzę w całym Kikengardzie i wprowadziła względny porządek. Ostatnie wydarzenia jednak pozostawiły sobie niewielką dozę chaosu która była doskonałym momentem by odebrać nieco dóbr bogatym, a oddać je biedniejszemu – czyli sobie. Plany mężczyzny szybko się zmieniły, gdy przekroczył próg "Tysiąca Koron" i zasłyszał o wyprawie do Hirminy. Miasto wedle podań miało być zasypane przez piach i nie odwiedzane przez lata. To znaczyło, że wszelkie kosztowności wciąż tam leżały, czekając by znalazły się w dłonie które mogłyby je przejąć. Oczywiście te dłonie miały być jego dłońmi. Powrót z takiej wyprawy łupieżczej na pewno by dał mu wiele okazji do dodatkowego ubogacenia się poprzed podebranie kilku artefaktów z kieszeni śpiacych towarzyszy.
  W tej przepięknej gospodzie znajdował się i ewenement nawet na miarę takiego zbiorowiska dziwaków, którym była cała kompania Nizaara. Dwudziestoletnia kobieta trzymająca się z dala od zapijaczonych najemników, której głównym zajęciem było wyglądanie groźnie. Szło jej to na tyle dobrze, że do tej pory nikt nie odważył się jej zaczepić. Połączenie piorunującego wzroku i dłoni spoczywającej na rękojeści miecza przekazywało bardzo dobitnie czym mogą grozić nieroztropne zaczepki. Beatrice nie mogła jednak być pewna tego, ile więcej alkoholu było potrzeba by co odważniejszy z tutejszych zawadiaków postanowił zignorować wyraźne ostrzeżenie w postaci jej postawy. Różnie bywało z chamami po odpowiedniej dawce piwska.
  Kobieta znajdowała się tu w bardzo podobnym celu co Aldric. Nerdyjczyk zapewniał dobry zarobek w okolicy równie bezpiecznej co ogarnięte wojną domową Waldgrossen. Nie miała wiele do stracenia, a potencjalne zyski były przeogromne. Mawiano że Hirmina była dawną stolicą uczonych całego Everoldu. Tam gdzie byli mądrzy ludzie, tam byli i Drudzy. A tam gdzie byli magowie, znajdowały się magiczne przedmioty warte setki, jeśli nie tysiące koron. Jedna sztuka takiego oręża wystarczała by przeżyć całe życie we własnym domu gdzieś w środku któregoś z miast. I przy okazji wykupić sobie na własność kilka okolicznych wsi. Warto było wytrzymać nawet i tak prymitywną kompanię tylko po to, by przez resztę życia mieć spokój od biedy.
  Nizaar w końcu skończył przemawiać. Zaraz za nim wystąpił kolejny mężczyzna z jego okolic. Jego skóra była czarna jak noc. Przedstawił się jako Zantyr, a swe słowa mówił najpierw po Nerdyjsku, a później a Altrachen. On całą swą treść przekazał bardzo szybko i sprawnie. Był przewodnikiem całej grupy, który miał okazję podróżować przez tamte okolice. Potwierdzał on plotki o bogactwie tam czekającym i nawet pokazał złoty wisior który stamtąd zabrał. Zapewnił że bogactw jest wystarczająco dla całej grupy i jedynym co było potrzebne, to przedostanie się przez nieprzyjazny pustynny teren i powrót. Oprócz tego zapowiedział, że wyruszają w południe dnia następnego i poradził przygotować sobie odpowieni ekwipunek na wyprawę. Po skończeniu swego krótkiego monologu, włączył się w rozmowę między trzema Cesarskimi. W gospodzie znów nastał gwar.
Ilość słów: 983

Awatar użytkownika
Aldric
Człowiek
Posty: 10
Miano: Aldric Jaeger
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Korony: 1
Szylingi: 3
Pensy: 0

śr mar 28, 2018 7:14 pm  

  Aldric przysłuchiwał się nudnemu występowi, zwracał uwagę tylko na takie słowa kluczowe jak: bogactwo, wisiorki, kosztowności, artefakty... O wiele bardziej istotne było dla niego to z kim i gdzie się udaje. W trakcie trwania przemówień rozglądał się bacznie po sali obserwując swoich prawdopodobnych przyszłych towarzyszy, niektórzy już wyraźnie podpici napojem chmielowym. — To powinno być dziecinnie łatwe... Chyba można by rzec, że praktycznie sami oddadzą mi część swojej działki... Niektórzy mają poważny problem z alkoholem — Uśmiechnął się delikatnie pod nosem podnosząc tylko jeden kącik ust.
  Nagle jego uwagę przykuła młoda dziewczyna. Przyjrzał się jej bojowej postawie i natychmiast wpadła do jego głowy myśl — Lepiej dla tych gości, żeby nie zaczepiali jej po pijaku. Ale chyba dobrym pomysłem będzie, żeby się koło niej zakręcić. Nie wygląda, żeby nosiła ten miecz od parady — Uwagę Jaeger'a przykuł pokazywany w tym momencie wisior. — Zdecydowanie potrzebne mi znajomości. Prędzej czy później wytworzą się grupki, ale lepiej nie będę się na razie zbliżał. Nie chcę dawać tym Panom powodu do nie lubienia mojej osoby już na starcie. Wybacz młoda damo – trzeba to odłożyć na później — Pomyślał rozglądając ponownie po karczemnej izbie i czekając na rozwój dalszych wypadków... W końcu miał się udać zakupić potrzebne mu narzędzia, ale wstrzymał się chwilę w końcu może ujrzy sakiewkę, która aż prosi się, żeby wybawić ją od jej właściciela. Może nie zamierzał już teraz okradać tych ludzi, ale przynajmniej przyjrzeć się, który z nich niezbyt poważnie podchodzi do zabezpieczania swoich dóbr... To cenna wskazówka już na starcie. W końcu gdy ktoś nie pilnuje swojego złota, być może z takim samym zaangażowaniem będzie pilnował artefaktu.
Ilość słów: 327

Awatar użytkownika
verite
Człowiek
Posty: 3
Miano: Beatrix Verite
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 2
Szylingi: 7

czw mar 29, 2018 1:27 am  

  Kiedy ostatnim spożywanym posiłkiem było podwędzone dzień wcześniej z miejskiego targu jabłko z nutą wstydu i szczyptą pogardy dla samej siebie, wiadomo, że to czas, aby zrobić coś z zawartością portfela, która, a raczej której brak, nie pozwala na sprawienie sobie porządnego posiłku godnego istoty ludzkiej. To właśnie w tym momencie los wyszczerzył do Beatrix swoją pogruchotaną mordę, zsyłając w okolicę, w której akurat zawitała, drużynę poszukiwaczy zaginionych skarbów. Usłyszawszy tylko o tym, co się świeci, dziewczyna natychmiast udała się do gospody. Zastała tam dokładnie to, czego się spodziewała – bandę życiowych nieudaczników, niespełnionych podróżników, pseudowojowników, rozmarzonych meneli – wszystko to otoczone jakże świeżym aromatem stęchlizny, moczu i przelewających się litrami najpodlejszych regionalnych trunków wyskokowych. To właśnie w takim towarzystwie czuła się jak ryba w wodzie. Jednak jak zwykle postanowiła trzymać się na uboczu, co dla osóbki z jej aparycją wśród tych wszystkich wyrostków wydawało się byc logicznym posunięciem. Zajęła miejsce z dala od centrum całego zamieszania i w spokoju obserwowała i wsłuchiwała się w słowa, nie tylko te wypowiadane przez Nerdyjczyków, ale także w komentarze potencjalnych przyszłych kompanów. Choć, nie oszukujmy się – taka okazja mogła się już nigdy nie trafić, a dla "tonącej" Beatrix, która niemal całe swoje życie spędziła na piaskach pustyni Sułtanatu, nie była to nawet brzytwa, a satynowa wstążeczka rzucona wprost w jej ramiona (tak przynajmniej mogłoby się wydawać) – niemal od samego początku, kiedy tylko usłyszała pierwsze pomówienia na temat planowanej wyprawy do Hirminy, wiedziała, że musi spróbować swoich sił, więc nawet najpodlejsi towarzysze nie byliby w stanie jej przeszkodzić. Tak, bez wątpienia oznacza to tyle, że sama była jednym z życiowych nieudaczników, niespełnionych podróżników, pseudowojowników i rozmarzonyvh meneli. Zdarza się. I tacy są w społeczeństwie do czegoś potrzebni od czasu do czasu. Choćby w tym przypadku. Ona przynajmniej nie śmierdziała.
  Siedząc tak całkiem sama, w ciemnym zakamarku, nie zamówiwszy nawet kufla owego miejscowego rarytasu (no bo za co?), kątem oka zauważyła gapiącego się nań młodzieńca. Widziała go już wcześniej, jednak nie zwracał on na siebie szczególnej uwagi, toteż porzuciła go jako obiekt obserwacji. Widząc jednak, jak jego ślepia świecą się z oddali wprost na nią, zaczęła się zastanawiać, czego ten nieszczęśnik mógłby od niej chcieć. – Pewnie kolejny kasanowa, co razem ze złotem dupę na parę nocy chce przygarnąć. – pomyślała, po czym zwróciła ku mężczyźnie swe lico, którego grymasu bazyliszek by się nie powstydził. Rozmyślona nie zauważyła, że ten skupiał już od jakiegoś czasu swoją uwagę na czymś lub kimś zupełnie innym. Będąc przekonana, że to jej groźna mina odstraszyła nachalnego gapia, uśmiechnęła się leciutko pod nosem.
  Po bacznym wysłuchaniu obydwu Czarnoskórych, Beatrix szybko zaczęło dręczyć jedno pytanie. Dlaczego właściwie Nerdyjczycy rozpowiadają na prawo i lewo o swej wyprawie do Złotego Miasta, skoro równie dobrze, znając te tereny i panujące na nich warunki, mogliby sami, lub w małej, zorganizowanej grupce, zgarnąć całe bogactwo, które czeka na szczęśliwego znalazcę? Dziewczyna niemal niezauważenie przemknęła ze swojego cichego kąta w okolicę zaaferowanego rozmową Nerdyjczyka, aby przyjrzeć się mu z bliska...
Ilość słów: 624

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 30
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

czw mar 29, 2018 10:40 am  

Narrator

  Wybitny złodziejaszek uważnie obserwował otaczających go ludzi. Kompania to nie była najznakomitsza. Właściwie bliżej było jej do zbieraniny zupełnie losowych ludzi, których łączyła chęć wzbogacenia się i bardzo podobne historie sprowadzające się do obijania mord różnymi narzędziami w różnych częściach świata. Oczywiście wśród gromady zdarzały się i wyjątki, takie jak on sam, wspomniana wcześniej przez niego panna oraz grupa skośnookich, których proste szaty sprawiały wrażenie niezwykle drogich. Ludzie obnoszący się w jedwabnym suknie na pewno nie należeli do najbiedniejszych. Byli zajęci z kolejną osobą wartą zauważenia, czyli przewodnikiem grupy, Zantyrem. Być może to właśnie oni opłacali całą tę wyprawę? Przywódca tego całego przedsięwzięcia wcale nie wyglądał na takiego, co mógłby sypnąć z kieszeni kilkoma szylingami za każdego gościa gospody. Obserwując Cesarskich, mężczyzna mógł zauważyć wspomnianą wcześniej kobietę przesuwającą się między klientami, najwyraźniej w celu przypatrzenia się im z bliska. I ona najwyraźniej uznała ich za zjawisko co najmniej interesujące. Szczególnie, że panowie w jedwabiu mieli przy sobie wyraźnie grube sakwy które musiały niepotrzebnie im ciążyć.
  Pierwszym co rzuciło się w myśli Beatrix po skończeniu przemów było to, że przecież miała przy sobie pieniądze. Najwyraźniej cały poprzedni czas po prostu nie pamiętała o kilku monetach schowanych gdzieś w ubraniu, które pozostawiła właśnie na taką godzinę jak ta. Dwie złocutkie korony były wystarczającym majątkiem, by przeżyć za nie naprawdę długi czas. O ile nie korzystało się z najbardziej luksusowych pokoi w karczmach. Zaraz potem, gdy przypomniała sobie o maleńskiej fortunce którą trzymała w ukryciu, skupiła swą uwagę na Zantyrze, przewodniku wyprawy. Chwalenie się bogactwem zdecydowanie nie należało do najrozsądniejszych postanowień, szczególnie gdy odkryło się prawdziwy skarbiec czekający tylko na zrabowanie. Czarnoskóry przewodnik nie wyglądał zaś na idiotę, a wręcz przeciwnie. Sprawiał wrażenie osoby uczonej. Do tej pory kobiecie udało się go usłyszeć mówiącego w trzech językach, a w każdym z nich mówił płynniej niż niejeden mieszczanin wywodzący się ze stron pochodzenia tych języków. Bardzo możliwym było, że jemu akurat zależało na księgach pozostawionych w bibliotekach. Jako jedyna osoba z całego towarzystwa nie miał przy sobie żadnej broni, a na pewno jego oręż nie był widoczny. Ale czy na pewno o księgi mu chodziło? Te mogły już dawno zostać nadgryzione przez czas. Może jego plan przewidywał nieco więcej niż to, co powiedział zebranym? Może nawet w tej chwili mówił właśnie o tym ze swoimi Cesarskimi towarzyszami? Tego akurat nie było dane poznać Verite, jako że czwórka mówiła w Agatusu, jedynym językiem którego nie poznała w mowie.
  Jeśli chodzi zaś o otoczenie, to nie przejmowało się ono zbytnio naszymi bohaterami. Wymieniali uwagi odnośnie współtowarzyszy(Beatrix mogła usłyszeć jak dwoje osób komentuje jej wychudzoną posturę, a któryś z Nerdyjczyków chwali się kolegom, że takie jak ona tylko zgrywają niedostępne), zakładali się kto więcej bogactw wyniesie z ruin i rozmawiali o sprzęcie, który ze sobą wzięli. Niektóry zaopatrzyli się w kilofy, ktoś w tłumie śmiał się z Jaksarczyka wyekwipowanego w dwie beczki z prochem, Nerdyjczycy zaś w sporej większości mieli ze sobą szerokie łopaty, nietypowe ani dla odkrywek, ani dla gospodarstw. Wszechobecne narzędzia rzucały się w oczy dopiero teraz, pomimo tego że na pewno kilka chwil temu było ich tak samo dużo.
Ilość słów: 669

Awatar użytkownika
Aldric
Człowiek
Posty: 10
Miano: Aldric Jaeger
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Korony: 1
Szylingi: 3
Pensy: 0

czw mar 29, 2018 3:46 pm  

  Aldric podszedł bliżej do grupy skośnookich, kątem oka spoglądał na Beatrix, która również się do nich zbliżała... Nie chciał, żeby popsuła mu ona jego plany w nieodpowiednim momencie... Gdy tak zbliżał się omijając resztę bandy powtarzał sobie w głowie kwestię, która miałaby być jego "planem B", gdyby coś poszło nie tak, a on sam zaniechałby próby kradzieży. Przypomniał sobie lekcje swojego mistrza o postrzeganiu religii przez inne nacje i tak złożył proste usprawiedliwienie— Witam możnych Panów. Jakże niezwykłe to wydarzenie, że nasze ścieżki przecięły się właśnie w tym momencie położenia gwiazd na niebieskim sklepieniu. Zapewne dziwicie się Panowie co taka osoba jak ja chce od przywódców? — Tutaj muszę powiedzieć delikatnie ciszej — Posiadam dosyć nietypowe umiejętności, które mogą się przydać w tychże ruinach, a mogą one być niezbyt przyjazne w zwykłym poruszaniu się jak mniemam.
  Gdy był już blisko przyjrzał się jeszcze raz dokładnie, która z sakiewek będzie najprostsza do podebrania. Niestety musiał zwrócić uwagę również na wagę tychże sakiewek, w końcu skoro były one tak wypchane, odcięcie całości byłoby zbyt łatwo zauważalne dla poprzedniego właściciela. Ostatnie spojrzenie na otoczenie, aby sprawdzić czy są oni zajęci głupotami. A następnie skupienie się na grupie cudzoziemców. Aldric był gotowy, aby w każdym momencie zrezygnować ze swojego planu, gdy ten jeszcze nie zaszedł za daleko... Jego plan był następujący: Wysunąć z rękawa schowany miniaturowy nożyk i ukrycie go w dłoni. Następnie przechodząc koło bogacza delikatnie naciąć boczną powierzchnię sakiewki w taki sposób, aby moneta czy dwie wysunęły przez ów szparę, ale nie spowodowały drastycznej zmiany wagi worka. Drugą ręką zaś podstawić pod lukę w obronie sakiewki i złapanie tego co wypadnie. Niestety wiedział, że prawdopodobnie będzie potrzebował zatrzymać się chociaż na sekundę, aby podstawić rękę pod woreczek. W kluczowym momencie wymiany właścicieli waluty delikatnie odwrócił się i powiedział:
  — Ee? Wołał mnie ktoś? Chyba mi się przesłyszało. Następnie wsunął to co udało mu się uzyskać do kieszeni, a nożyk ukrył z powrotem w przedramieniu. Zawsze mógł wrócić do planu B, ale gdyby jednak okazało się, że nie został zauważony, zdecydowanym, aczkolwiek spokojnym krokiem wyruszył w kierunku wyjścia, a następnie sklepu. W końcu wziął nie za wiele... Tylko tyle, aby pokryć koszta wyruszenia w podróż... Taka przedpłata pomyślał.

d100 => 55 => 55
Ilość słów: 455

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 30
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

wt kwie 03, 2018 6:47 pm  

Narrator

  Złodziej zbliżył się do grupy Cesarskich i natychmiastowo przeszedł do wykonywania się do swojego planu. Gwar rozmów i ogólnokarczemna atmosfera sprzyjała jego sytuacji. Nawet jeśli ktoś zwrócił uwagę na przechodzącego obok mężczyznę, zaraz obok jego skupienie przenosiło się coś innego, najczęściej na kufel czy rozmówcę. Aldric zauważył że najłatwiejszym celem był czarnoskóry. Przy jego pasie znajdowała się księga, która na pewno była na tyle ciężka że ów nie zauważyłby zniknięcia jednek z kilku sakiew. Nie były one aż tak pełne jak u jego towarzyszy, jednak nie wyglądały też specjalnie biednie. Mężczyzna delikatnym ruchem podciął jednen z woreczków. Skóra cicho opadła na jego dłoń wraz z zawartością, a on sam szybko oddalił się z miejsca zdarzenia, odgrywając obmyślony wcześniej teatrzyk. Zantyr odwrócił się tylko i natychmiast wrócił do swej rozmowy, najwyraźniej nie zauważając zguby. Łotrzyk wyszedł zwycięzko z tej akcji.
  Kiedy jednak już się oddalił i sprawdził zdobyty łup, zawiódł się. Faktycznie, w jego posiadaniu znajdowały się monety. Jednak nie przypominały one żadnej waluty, która by była używana na całym Everoldzie. Niewielkie, szaro-miedziane krążki miały na sobie inskrypcje w języku mu nieznanym. Awers tajemniczego pieniądza przedstawiał słońce, rewers zaś księżyc. Czy ktokolwiek przyjąłby taką zapłatę? Było to wątpliwe. Zastanawiające było też pochodzenie skradzionej zawartości. W końcu w całej krainie korzystano z jednolitej waluty, różniącej się jedynie pochodzeniem i podobizną władcy. Gdyby któryś z władców zarządził reformę monetarną, na pewno odbiłoby się to echem po całym półświatku i ta informacja doszłaby do uszu Aldrica. Nie pozostawało mu jednak nic innego jak przyjąć ten dar od losu.

Spoiler:
W następnym poście masz czas, by udać się do sklepów, pozakupywać sprzęt. W razie czego pisz do mnie na pw/discu odnośnie dostępności, jakości i ceny poszczególnych przedmiotów.
Ilość słów: 372

Awatar użytkownika
Aldric
Człowiek
Posty: 10
Miano: Aldric Jaeger
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 10/10
Korony: 1
Szylingi: 3
Pensy: 0

wt kwie 03, 2018 11:10 pm  

  Aldric oddalił się z Gospody, kiedy ujrzał dziwnie wyglądające monety zaklął jedynie pod nosem. — Cholera... Co ja z tym zrobię... Nigdy czegoś takiego nie widziałem. A trudno może się do czegoś przyda. – Aldric przeliczył dyskretnie ilość tych monet i pochował je po kurtce, a samą sakiewkę zwinął i ukrył w kieszeni. Następnie zaczepił paru przechodniów w celu podpytania o drogę.
  — Eee... Przepraszam dobry człowieku. Czy jesteś w stanie wskazać mi drogę do jakiegoś sklepu wielobranżowego? Łopata, jakieś bukłaki z wodą? – Podążył za wskazówkami starszego człowieka i udał się do poszukiwanego sklepu.
  Wchodząc do sklepu ukłonił się sprzedawcy — Witam szanownego Pana, jakże mija ten zwyczajny lecz nietypowy dzień. Przychodzę w bardzo nietypowej sprawie... Wyruszam wkrótce na niebezpieczną podróż na pustynne piaski... Pana pewnie to niewiele interesuje, ale kto wie. W każdym razie potrzebuję od Pana bardzo specyficznych towarów. A mianowicie: Plecak, spory kawałek liny... no tak z 15 metrów myślę. Co więcej kotwiczka do tej liny. No i bukłak wody. Jak Pan zauważył moje zamówienie, a raczej zakupy dotyczą sporej ilości towarów. Myślę, że damy radę się dogadać co do cen... Prawda? — Uśmiecha się przyjaźnie do sprzedawcy — Wyprawa w której biorę udział zapewne pozwoli mi zobaczyć nie jedno ciekawe wydarzenie czy historię... Czyż nie z wielką chęcią posłuchałby Pan o tych piaszczystych terenach? W końcu jakieś miasto zasypane przez piach... Ach jakże interesujące. Pewnie znajdę coś interesującego, a wtedy obiecuję, że nie zapomnę o nowym przyjacielu, który umożliwił mi zdobycie tych artefaktów.
  Po tym wszystkim grzecznie podziękował niezależnie od wydarzeń. Jeśli miał jeszcze trochę czasu przed głównym spotkaniem przed wyprawą chciał udać się do jakiejś biblioteki, aby poszukać jakichś informacji o ukradzionych przez niego monetach w księgach. Jeśli czas był naglący udał się prosto na miejsce spotkania.

Spoiler:
Zakupy: Plecak, 15 metrów liny, kotwiczka, bukłak na wodę
1d100 => 75 => 75


Od MG: Rzut na wizytę w bibliotece xD
1d100 => 65 => 65
Ilość słów: 359

Awatar użytkownika
Smok
Narrator
Posty: 30
Miano: Ryu Tariyaki
Pochodzenie: Cesarstwo Czterech Wysp
Na sesji: Nie
Punkty Wytrzymałości: 35/35
Korony: 65

czw kwie 05, 2018 4:29 pm  

Narrator

  Monet Aldric naliczył dwadzieścia osiem. Niestety, tutaj były bezużyteczne, a właśnie teraz zrobiłby dobry użytek z kilku dodatkowych koron. Przyszło mu więc szukać ekwipunku z relatywnie lichą kieszenią i nadzieją że starczy mu na wszystko, co było potrzebne. Zapytawszy kilku ludzi o drogę, bardzo łatwo znalazł się na dzielnicy targowej którą to musiał uważnie przeszukać w celu odnalezienia odpowiednich handlarzy wśród przekupek z rybami, ubraniem i innym chwilowo mu niepotrzebnym tałatajstwem. Udało mu się odnaleźć przybytek zachęcający pięknym, drewnianym znakiem wiszącym tuż nad drzwiami na którym wymalowana była łopata, miecz i pochodnia. Nietrudno było się domyślić, że był to sklep którego mężczyzna szukał. W środku obsłużył go nieco otyły Waldgrosseńczyk z sutym wąsem pasującym bardziej do Jaksarskiego szlachcica. Przywitał się skinieniem głowy i zapytaniem "co tam w szerokim świecie słychać?". Wysłuchał swego klienta i zniknął za drzwiami zaplecza. Niestety, tam gdzie poszedł znajdował się też cały sprzęt, który nasz złodziej mógłby ukraść. Na ścianach znajdowały się tylko większe przedmioty takie jak topory bojowe, półtoraki czy obrazy przedstawiające wielkich bohaterów walczących z mitycznymi bestiami. Najwyraźniej właściciel miał już doczynienia ze złodziejaszkami. Po chwili grubasek powrócił z całym potrzebnym sprzętem i rozłożył go na szerokiej, do tej pory pustej ladzie. Pokazał palcem na każdą rzecz i po kolei wylistował ich ceny.
  Korona... korona... korona... pół. – Wyburczał. Zarówno jego głos jak i wyraz twarzy wyraźnie mówiły, że cena ta jest ostateczna. Człowiek prowadzący sklep dla podróżników i poszukiwaczy przygód na pewno musiał nie raz się użerać z cwaniakami próbującymi zaniżyć nieco cenę jego towaru. A może po prostu był wrednym skurwysynem?
  Resztę popołudnia mężczyzna spędził w bibliotece, szukając informacji o monetach. Spędził przy tym kilka dobrych godzin, wertując karty pergaminów. W końcu, kiedy oczy jego zaczynały odmawiać posłuszeństwa i same się zamykać ze znużenia, udało mu się znaleźć coś, co przykuło jego uwagę. W jednej z ksiąg traktujących o historii Sułtanatu znajdował się odręczny rysunek monety na której widniał wizerunek Rinust Palady. Była o nich jednak jedynie krótka wzmianka, mówiąca że właśnie tak wyglądały szylingi sprzed przeniesienia stolicy po zniszczeniu Hirminy. Szkice jednak nie miały żadnych napisów, a Aldric znał się na pieniądzu na tyle dobrze by wiedzieć, że jego zdobycze miały barwę bliższą miedzianym pensom niż srebrnym szylingom. Powrócił więc do pokoju, który pierw musiał wynająć i położył się spać. Następnego dnia został obudzony przez krzyki dające mu jasno do zrozumienia, że pora wstawać. Gromada szykowała się do ekspedycji.



Spoiler:
Odpisz sobie 3 korony i 7 szylingów.
Trafiasz tutaj. Czekasz pierw na mój post.

Verite – Jeśli jakimś trafem to czytasz, do odezwij się. Nadal liczę na Twój powrót </3.
Ilość słów: 545

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość