Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Gospoda "Tysiąc Koron"

Do archiwum trafia wszystko co jest nieaktualne, ale z drugiej strony szkoda się z tym rozstawać i usuwać.
Awatar użytkownika
Everold
Posty: 168

pn sty 01, 2018 10:42 pm  

Gospoda Tysiąc Koron

  Karczma ta znajduje się blisko centralnej części Kinkengardu, usytuowana przy jednej z głównych ulic ciągnących się od bramy miasta przez rynek aż do Senatu. W sąsiedztwie znajdują się inne lokale użytkowe Parchów zajmujących się handlem i produkcją towarów o nieco wyższej jakości niż te wytwarzane przez Ekwitów.
  Przybytek ten nie jest dla pierwszego lepszego mieszczanina, co widać od razu po elewacji. Piętrowy budynek zbudowany z drewna i kamienia, o zadbanych, białych ścianach i spadzistym dachu posiada szeroką werandę, gdzie w okresie letnim oraz w szczególności świątecznym ustawia się stoły i ławy, aby było więcej miejsca dla gości. W środku, jak to w gospodzie, ciepło bez względu na porę roku, czasami, jeśli jest sporo gości, bywa duszno, ale bez względu na wszystko poprzez wszystkie nieprzyjemne, ludzkie odory wybija się świeży zapach smażonego mięsa, świeżych ziół zawieszonych na ścianach i suficie oraz delikatna, charakterystyczna woń wysokoprocentowego trunku. Często też można tam spotkać wędrownych lub miejscowych grajków umilających czas przybyłym swoim śpiewem oraz grą na instrumentach. Kilka razy były tam też występy małych grup artystycznych – dla nich oraz muzyków przygotowano specjalnie małe podium, skąd wszystko doskonale widać oraz słychać.
  W gospodzie znajduje się jedna główna sala, kuchnia, magazyn połączony z piwnicą oraz alkierz dla specjalnych gości na parterze, zaś na piętrze kilka porządnych pokoi, chociaż Tysiąc Koron głównie pełni funkcję jako miejsce spotkań zmęczonych ciężką pracą kinkengardczyków o nieco wyższym statusie społecznym, co może sugerować bogatsze i ładniejsze wyposażenie sali. Karczma ta jest dosyć popularna w Kinkengardzie i odwiedza ją sporo osób. Prowadzi ją miłe, starsze małżeństwo wraz z dziećmi.

Obrazek
Ilość słów: 324

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr sty 03, 2018 10:02 pm  

Narrator


  Pogoda nie sprzyjała spacerom po mieście, chociaż nie obchodziło to tłumów ludzi załatwiających swoje sprawy, zdążających w niecierpiących chwili zwłoki sprawunkach czy do lub z pracy. Kinkengard, jako jedne z największych miast było wiecznie żywe, a już szczególnie, gdy słońce stało w zenicie, nawet pomimo zasłaniających go chmur. Setki, a nawet tysiące ludzi przewalało się przez szerokie i wąskie ulice prowadzące w ślepe zaułki, do sklepów o szerokiej gamie produktów, do warsztatów kowali, krawców, szewców, karczm, zamtuzów, do domów z pozamykanymi okiennicami. Czuć było w powietrzu prócz chłodu zapach palonego drewna, dymu dochodzącego z domostw, który snuł się nieco nad dachami budynków. Rajner szedł brukowanymi ulicami, patrząc na samych ludzi usuwających mu się spod nóg, przerażonych jego sporą, a nawet monstrualną jak na te czasy posturą i wzrostem, spoglądających nań z szacunkiem i uwielbieniem. Wszyscy byli ubrani porządnie, chociaż widać było różnicę w statusie między niektórymi z nich, przez jakość ubrań, ułożenie fryzur czy wyraz twarzy. Na próżno szukać tutaj było bezdomnych czy żebraków, ludzi żyjących w nędzy, niemających co włożyć do garnka. Sartowie byli tutaj metodycznie wyganiani przez wszędobylską straż miejską poza mury miasta, do tuguriów, terenów rozciągniętych pod murami Kinkengardu. Żaden z nich nie miał wstępu za bramę, a jeśli jakimś cudem jakiś się przypałętał, od razu brutalnie był stamtąd wyrzucany. To pozwalało na złudną namiastkę zamożności państwa, jego dyscypliny oraz przestrzegania reguł. Jak było, ci, którzy chcieli, wiedzieli.
  Nim Rajner dotarł do karczmy, został wymacany chyba w każdej części ciała, jakiej mogli mieszkańcy miasta sięgnąć. Był on tutaj stosunkowo sławny. Bardzo mało można było tutaj spotkać osób, które nie zaglądnęły chociaż na jedną jego walkę, a po sławetnym pojedynku z Bykiem z Mirosil jego rozgłos wzrósł gwałtownie. Bardzo dużo osób go kojarzyło, co utrudniało dotarcie do karczmy, a przypominało bardziej brodzenie po szyję w wodzie. Zaraz otoczył go wianuszek kobiet młodych i starszych, mężczyzn zapatrzonych w wojownika jak w swego idola i podążał za nim aż do gospody.
  Nie dali mu wiele spokoju wewnątrz. Wpadli razem z nim, zaaferowani pojawieniem się takiej osobistości na mieście. Karczmarz, starszy mężczyzna stojący znudzony za szynkwasem, z zaskoczeniem zerknął na mały tłumek zgromadzony w progach jego przybytku. Zaraz jednak się zreflektował i zawołał syna, wietrząc spory zarobek dzięki pojawieniu się u niego gladiatora. Co prawda gościł tutaj paru z nich, Tysiąc Koron było wszakże dosyć popularną gospodą w okolicy, ale zjawienie się takiego zawsze było sporym wydarzeniem — tym bardziej, że ludzie byli podekscytowani wystarczająco przybyciem legatów do Kinkengardu i związanymi z tym igrzyskami. W końcu stały się one dosyć popularną formą rozrywki i każde większe, trwające dłużej niż jeden dzień, stawały się tematem numer jeden wśród mieszczan. A to, że te tutaj były na cześć osób ważnych, osób, które było łatwiej spamiętać od senatorów, osób, które ściągnęły do stolicy tyle osobistości, tylko podkręcało atmosferę.
  Zaraz ciżba, ledwo Rajner usiadł, dopadła jego, z podekscytowaniem zaczynając mówić jedno przez drugie, aż zrobił się z tego jednolity szum, z którego ciężko było mężczyźnie cokolwiek wychwycić. Kątem oka dostrzegł za to dwie rzeczy. Po pierwsze, zbliżał się do niego syn karczmarza, młody chłopak, który zapewne chciał wziąć zamówienie, ale zbytnio się bał, co było widać po jego czerwonej twarzy i niepewnym jej wyrazie. Po drugie do środka wpadł jakiś strażnik, również zbliżając się do zgromadzenia. Na pewno gladiator nie tak sobie wyobrażał wypad do miasta... stał się tutaj sporą sławą od jego wyjazdu, to było pewne. Tylko pytanie, czy miało to więcej plusów, czy minusów?
Ilość słów: 745

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

czw sty 04, 2018 2:27 am  

  Rajner odmruknął Karlowi coś o wyższości kinkengardzkiego jedzenia nad kinkengardzkimi dziewczynami, ale nie dyskutował z nim więcej. Z radością przyjął pieniążki i gdy tylko otrzymał przyzwolenie na oddalenie się, wykorzystał to. Udał się po kilka niezbędnych rzeczy, które bezpiecznie czekały w jego prywatnej skrzyneczce. Nie miał zamiaru chodzić po stolicy w stroju gladiatora. Standardowo na takie okazje przyodział się w mieszczańskie spodnie i ładną koszulę, którą już dawno zakupił dzięki kilku odłożonym szylingom. Odgarnął też przydługie włosy z twarzy i spiął je z tyłu w luźny kucyk. Przyszedł czas znowu pokazać Kinkengardowi swoją przystojną twarz! Co prawda po dłuższym pobycie w Nerdii pojawiło się trochę blizn, ale logicznie rzecz biorąc, blizny na twarzach są raczej rzadkie – ot, skutek szczęścia, bo kilka centymetrów głębszego cięcia po twarzy i gladiator już nie ma czym się szczycić.
  Odetchnął chłodnym powietrzem. Kroczył już po ulicach stolicy zastanawiając się jak najlepiej wykorzystać swoją dodatkową pensyjkę. Jeśli od czasu jego wyjazdu ceny mocno się nie zmieniły, to powinien być w stanie spokojnie się najeść. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo jego postura pomaga mu poruszać się wśród tłumu. Zamyślonemu Rajnerowi ustępowano miejsca, więc jego wzrok ponad głowami ludzi mógł spokojnie szukać jakiejś przyjemnej karczmy. Niestety nie trwało to długo. W pewnym momencie usłyszał szepty ludzi, którzy w końcu go skojarzyli. "Kosiarz z Koloseum". Wtedy sytuacja całkowicie się odmieniła. Wielbiący go ludzie byli na swój sposób przyjemną możliwością połechtania własnego ego, ale z drugiej strony było to też uciążliwe. Standardowo przy takich sytuacjach dawał się ponieść chwili. Mężczyzn klepał po plecach i ramionach, pod dłońmi kobiet spinał bicepsy, posyłał krótkie uśmiechy, odważniejsze dzieciaki pacał po głowach, a czasami zdarzało się, że przeniósł jakiegoś "na barana". Po prostu podobał mu się ten rodzaj podziwu. Był dla nich idolem nie dlatego, że pochodził z wysokiej warstwy społecznej i tak po prostu wypada. Był idolem, bo sobie na to zapracował. Własnym potem i krwią przelanymi podczas treningów i walk. Wzbudzał podziw, bo był tego warty.
  Ale gdy już zaburczało mu w brzuchu, ruszył do pierwszej lepszej karczmy, z której dobiegał ładny zapach. "Tysiąc Koron" było dobrym trafem. Tłum "prześladowców" gladiatora mógł być dla karczmarza zarówno dodatkową robotą jak i dodatkowym zarobkiem. Rajner zajął sobie pierwsze wolne miejsce i zastanowił się nad zamówieniem. W tym momencie ignorował już gadających ludzi i skupił się na podchodzącym do niego młodzieniaszku.
  Chodź, chodź! – zawołał z lekkim uśmiechem i pomachał do niego, gestem otwartej dłoni spróbował chociaż trochę uciszyć gawiedź- Zjadłbym jakąś pieczeń: dziczyznę, albo jagnięcinę, zależy co jest u Was lepsze – zerknął w stronę nadchodzącego strażnika, na wszelki wypadek pośpieszył się z zamówieniem – Ale przedtem zupa, warzywna, z zasmażką. A do popicia dobre piwo.
  Potem, jeśli nic mu nie będzie przeszkadzać, będzie sobie grzecznie czekał, miło uśmiechając się do co ładniejszych panienek.
Ilość słów: 556

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pn sty 08, 2018 4:15 pm  

Narrator

  Wszystkie miejsca w karczmie w mig zostały pozajmowane. Ci co odważniejsi dosiedli się do Rajnera lub po prostu stali wokół stołu, gadając jeden przez drugiego, tworząc wrażenie szumu trudnego do przebicia, natomiast ci, którym starczało napawanie się widokiem gladiatora siadali przy innych ławach. W trymiga gospodarz i jego żony mieli ręce pełne roboty, ganiając od jednego stanowiska do drugiego.
  Tymczasem do Rajnera podszedł ów wspomniany wcześniej chłopak, młodzieniec na oko siedemnasto-osiemnastoletni. Nieco tęgiej w mięśniach postury, przeciętnego wzrostu, będący kudłatym blondynem. Towarzystwo Rajnera peszyło go, co widać było po wyrazie delikatnej jeszcze twarzy. Przepychał się on między gawiedzią ze sporą wprawą, by dotrzeć do gladiatora i przyjąć jego zamówienie. Naraz odezwały się znów głosy przekrzykujące jeden drugiego, o tym, żeby wytoczyć całą beczkę piwa, o tym, żeby taka osobistość nie płaciła i że to oni mu wszystko postawią, żeby upiekli na rożnie całego świniaka, bo w związku z nadchodzącymi igrzyskami Rajner potrzebuje sił do walki. Wszystkie wrzaski dochodziły do uszu mężczyzny jakby zwielokrotnione, szczególnie że każdy każdego próbował przekrzykiwać. Stawało się to powoli uciążliwe i zdezorientowany syn gospodarza nie wiedział już, kogo słuchać, raczył więc wpatrzeć się niepewnie w gladiatora.
  Strażnik, który wparował do środka zaraz za tłumem, właśnie dotarł do ciżby tłoczącej się wokół Rajnera. Niedługo po nim wkroczyło jeszcze troje stróżów prawa, dosyć groźnie spoglądając po zgromadzeniu. Wyciągnął z pochwy gladiusa i z wrzaskiem począł okładać jego płazem najbliższych mu mieszczan, krzycząc o rozejściu się. Szybko dołączyli doń jego kamraci, odpędzając lud ze stolika Rajnera. Niektórzy czmychnęli na zewnątrz, niektórzy tylko odsunęli się obrażeni lub przysiedli się do innych. Straż, dumna najwyraźniej z siebie przystanęła niedaleko gladiatora, prężąc się i odgradzając fanatyczny tłum od Rassa.
  Nadal to samo? — zapytał chłopak, wyraźnie skonsternowany. Tymczasem Rajner rozejrzawszy się teraz po gospodzie mógł zauważyć, że zdołała się ona wypełnić po brzegi. Mężczyźni chcący zasięgnąć u niego rady, kobiety, piękniejsze i te brzydsze, zalotnie się uśmiechające do niego lub zerkające wstydliwie, także dzieciaki, które przestraszone strażą, ale nadal ciekawskie, zaglądały na gladiatora. Część ciżby burzyła się, że odgrodzono ją od mężczyzny, część tylko plotkowała, a część zaczęła się kłócić ze strażą, że to pogwałcenie prawa oraz że Kosiarz nic o straży nie mówił, więc ci nie mają tutaj nic do roboty. Ogólnie nadal było zamieszanie i do spokojniejszych południ nie można było tego zaliczyć.
Ilość słów: 496

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

wt sty 09, 2018 2:28 am  

  Jego coraz to bardziej łechtane ego dostało chwilę wytchnienia, jednakże nie było mu miło patrzeć na całe zajście. Widząc dobywającego broń strażnika, gladiator odruchowo uniósł się z miejsca sięgając dłonią tam, gdzie powinny być jego kosy. Oczywiście przyszedł tutaj bez wyposażenia, a robienie burdy ze strażnikami było w jego sytuacji bardzo nie na miejscu. Mógł tylko spróbować załatwić to polubownie. Z podenerwowaniem zmarszczył czoło wpatrując się w plecy "strudzonych pracą" stróżów prawa. Uniósł dłoń w geście "stop" w stronę kelnera, by ten powstrzymał się z zapisywaniem bądź zapamiętywaniem zamówienia. Rajner westchnął głośno i skończył bierne przypatrywanie się precedensowi. Rozsiadł się wygodniej przy swoim stoliku i zawołał w stronę osoby, która jako pierwsza podniosła broń na obecnych tu ludzi.
  Ktoś Wam kazał mnie chronić? – można by pomyśleć, że praktycznie warknął bądź krzyknął, prawdopodobnie w tym momencie większość zebranych ucichłaby aby posłuchać co ma do powiedzenia. Uniósł brwi, miał zniesmaczony wyraz twarzy, gdy nawiązał kontakt wzrokowy ze strażnikiem. Kontynuował, już ciszej, ale nadal z dozą irytacji – Gladius, z którego korzystasz w swojej pracy służy do ochrony tych tutaj obecnych obywateli przed tymi mniej prawymi – wyrzucił z siebie potok słów, by nie dać mu dojść do głosu –A nie do okładania nim bezbronnych, którzy przyszli do karczmy coś zjeść. Skoro już próbujecie zająć się ochranianiem MNIE to róbcie to porządnie. Bez zbędnej agresji. Nie lubię przemocy – dodał ironicznie z cichym parsknięciem. Nie czekał na odpowiedź, tylko szybko zwrócił się do wszystkich obecnych w karczmie.
  Posiłek w samotności jest nudny, więc zjem z kimś, kto poleci mi jakąś dobrą, lokalną potrawę – zawołał z uśmiechem, w zupełnie odmiennym tonie od tego sprzed kilku sekund. Był gotowy na ponowną wrzawę, więc przyjrzał się ponownie stróżowi. Jak zareaguje? Jeśli ludzie zaczną się znowu przekrzykiwać, ten może powtórzyć swoje wcześniejsze zachowanie. Rass cicho liczył, że to się nie wydarzy, bo w takim wypadku już będzie musiał po prostu wstać, krzyknąć "Dość!", a być może nawet i wyjść, zostawiając ich z piętnem "tych, którzy spłoszyli idola". Wolał jednak wyłapać z tłumu pierwszą lepszą osobę, która poleci mu coś w stylu pieczeni lub czegokolwiek co ma dużo mięsa. Mając kogoś do rozmowy powinien uciszyć przynajmniej tych siedzących najbliżej. Spodziewał się ich zaciekawienia i jawnego wsłuchiwania się w konwersacje.
  Natomiast do zamówienia i tak grzecznie poprosiłby o dodanie jakiejś zupy. Obawiał się jednak że to tylko początek problemów, jego spokojnie spędzony wolny czas za bardzo zależny był od reakcji zganionego mężczyzny.
Ilość słów: 491

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

śr sty 17, 2018 8:00 pm  

Narrator

  Strażnik był z początku skonfundowany reakcją Rajnera na jego próby uspokojenia gawiedzi. Mężczyzna najwyraźniej chciał być pomocny, ale jak wyszło, każdy widział, tym bardziej, iż gladiator zareagował dosyć ostro. On i jego ziomkowie przerwali więc przeganianie ludności i wyprostowani jak struny skinęli głowami mężczyźnie, odsuwając się nieco, lecz nadal groźnie spoglądając na tłum, który chyba trochę się przestraszył. Gdy jednak Rass zadał pytanie dotyczące polcanego posiłku, znów zawrzało i powstał tumult, nieco temperowany przez straż. Zaraz zaczęto przekrzykiwać siebie nawzajem i nijak można było wywnioskować z tego jakiekolwiek słowa.
  Młody chłopak, który obsługiwał Rajnera, podszedł doń i lekko zaczerwieniony powiedział dosyć głosno niedaleko jego twarzy:
Dzisiaj ojciec dostał świeżą baraninę. Możemy zrobić z tego coś specjalnego, jeśli pan sobie życzy. Zupę też przyniesiemy, porządną, spodoba się panu. I do tego wino i jakąś przystawkę. Proszę się nie martwić — chłopak wyprostował się, spojrzał po tłumie i zaraz zniknął od stolika, by po chwili, podczas której ludzie nieco się rozeszli, porozsiadali po stolikach i pozamawiali to i owo, wrócić z zadowoloną, acz nieco zakłopotaną miną a także dzbanem i kielichem wina. Widać było, że miał młodzieniaszek sprawę.

  Zaraz matka zrobi przystawkę, żeby czymś nieco brzuch napełnić przed głównym daniem — oznajmił, nalewając Rajnejrowi wina. Usiadł zaraz po tym, by zapytać nieco nieśmiało: — Jak to jest być gladiatorem?
Ilość słów: 263

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

sob sty 20, 2018 4:45 pm  

  Zadowolony ze swojej interwencji mógł wysłuchać propozycji młodego kelnera. Młodzieniaszek był widocznie zestresowany, ale Rajner już oswoił się z podobnymi zachowaniami. Natomiast baranina brzmiała bardzo dobrze, więc Rass krótko przytaknął i rozsiadł się wygodniej przy stoliku. Po chwili doczekał się wina, jednak wolał z konsumpcją płynu poczekać przynajmniej na przystawkę. Tym bardziej, że obsługujący go chłopak najwidoczniej wygrał konkurs na zaproponowane danie i ewidentnie chciał porozmawiać o pracy gladiatora.
  Zależy gdzie – zaczął odpowiadać Kosiarz – Tutaj, wśród ludzi, mając już sławę, jest bardzo przyjemnie. Za to na arenie... Czuję się jeszcze lepiej – uniosły mu się kąciki ust. Przeszywającym wzrokiem spojrzał w oczy rozmówcy. Zastanawiał się, czy ten przestraszony kelner chciał się przebranżowić czy był po prostu wiernym fanem i chciał porozmawiać o czymkolwiek.
  A jak to jest być synem karczmarza? – spytał neutralnie, z minimalnym (udawanym) zainteresowaniem. Mogło to zabrzmieć lekko ironicznie, ale starał się, aby nie było to negatywne.
Ilość słów: 171

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz sty 28, 2018 9:17 pm  

Narrator

  Chłopak zdawał się być bardzo zainteresowany życiem gladiatora. Po jego twarzy natomiast ciężko było wywnioskować, z jakiego powodu tak ochoczo zadawał pytania. Równie dobrze mógł być znudzony życiem posługiwacza za marne pieniądze dostawane od ojca, a równie dobrze mógł po prostu być zainteresowany pracą Kosiarza ze zwykłej, ludzkiej ciekawości. W każdym razie Rajner nie musiał narzekać na brak towarzystwa przy stoliku, a i gawiedź nieco przestała napierać, zauważywszy, iż ich idol przestał się nimi interesować. Ruch w karczmie jednak pozostał pomimo tak wczesnej godziny.
  Jakkolwiek Rajner by się nie starał – chłopak zaczerwienił się i spuścił głowę, poczuwszy najwyraźniej wstyd do swojego zawodu, który nijak miał się do odważnych wyczynów Rassa. Zaraz jednak odchrząknął i bąknął coś nieco ciszej, nadal zawstydzony.
  Tak jak widać. Przynieś, wynieś, pozamiataj. Ludzie nie mają szacunku do twojej pracy, a jak musisz ich wyrzucić, żeby burdy nie wszczynali, to jeszcze cię kurwują, że dostali po pysku — było więcej niż pewne, że nie podoba mu się życie tutaj. I że coś kombinował. Zaraz jednak zapytał, zmieniając tymczasowo temat. — Jak zostałeś gladiatorem?
Ilość słów: 202

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

ndz sty 28, 2018 11:24 pm  

  Rajner spróbował wyobrazić sobie siebie w roli syna karczmarza. Codziennie rano wstawałby i szedł po świeże składniki, potem pomagał rodzinie przy obsługiwaniu gości, czasami dorwałby dzień wolnego i spotkał się z jakąś dziewoją z targu obok. Sielanka, w której jedynym zagrożeniem byli zbyt pijani goście lub bezrobocie z powodu braku gości. Bez ryzyka, bez zabawy?
  Jeśli interesuje Cię ten zawód, to idź do gladiatorskiej szkółki. Jak jesteś dobrze zbudowany to może nauczą Cię walczyć – wzruszył ramionami – A jeśli chodzi o mnie – zawiesił na chwilę głos i rozejrzał się po obecnych tu ludziach – Wymierzyłem sprawiedliwość niezgodnie z prawem, więc mnie zamknęli. Ktoś zauważył, że umiem walczyć, więc jakoś trafiłem na arenę.
  Głodny, nieco zniecierpliwiony spoglądał w stronę karczmarskiej lady.
Ilość słów: 143

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

ndz sty 28, 2018 11:42 pm  

Narrator

  Chłopak zmieszał się nagle, usłyszawszy słowa o pójściu do szkoły gladiatorów. Zerknął niepewnie na zajętego ojca i matkę wychodzącą z kuchni z naręczem jedzenia. Przyniosła pokrojony, świeży chleb ze smalcem do tego, talerz serów i delikatnych wędlin, marynowane śledzie, a także cały półmisek owoców. Postawiła to tuż przed nosem Rajnera i zaraz zniknęła przyrządzać danie główne, rzucając groźne spojrzenie synowi.
  Tymczasem młodzik sięgnął dłonią do karku i zaczął go pocierać, nie będąc pewnym, co powinien zrobić. Rzeczywiście nie należał do tych patykowatych chudzielców i w gruncie rzeczy jako młody, silny chłopak mógł zrobić karierę w szkole gladiatorskiej, o ile nauczyłby się dyscypliny. Chciał coś odpowiedzieć, ale w tym momencie w karczmie zrobiło się zamieszanie.
  Drzwi otworzyły się, a do środka weszła osoba, której Rajner raczej się tutaj nie spodziewał. Daja, jego rywal z Nerdii. Wszedł raźno, a raczej z krokiem przypominającym chód nastroszonego pawia, z delikatnym, podłym uśmieszkiem na twarzy. Niemal od razu wyszukał wzrokiem Rassa, jakby przylazł tutaj za nim i ignorując zachwyconych obywateli, od razu skierował się do jego stolika. Bez pytania usiadł obok, ku przerażeniu i tak zestresowanego syna karczmarza, po czym rozwaliwszy się, sięgnął po jedzenie Rajnera. Wepchnąwszy sobie całą pajdę chleba do ust, zapytał z pełnymi ustami po nerdyjsku. Rajner ledwo go rozumiał.
  Sądziłem, że wielki Kosiarz w tym momencie powinien ćwiczyć, żeby móc zginąć za swojego... jak wy to nazywacie po swojemu, le-ghatti? — w oczach błyskała złośliwość. Podobnie do Rassa nie miał przy sobie broni, zakazywano noszenia jej poza areną.
Ilość słów: 305

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość