Aktualizacja 1.6 – "Piaski Sułtanatu" właśnie została opublikowana, a w jej skład wchodzi między innymi całkowity rework Zjednoczonego Sułtanatu Nerdii, opis klimatów, rozbudowana charakterystyka Initium oraz bliższe spojrzenie na sprawę wybuchu zarazy na Nagate. O wszystkim przeczytać możecie tutaj!

Alea Iacta Est – Rozdział I

Do tego archiwum trafiają wszystkie zakończone przygody. Wyjątkowo interesujące tomiszcze, dzięki kartom którego każdy może się przyjrzeć dawnym dziejom.
Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

pt mar 30, 2018 12:00 am  

Ostatni post na poprzedniej stronie:

  Kosiarz zwiększył dystans, co ewidentnie nie podobało się Erykowi. Uniósł bronie, oczywiście prawej nie tak wysoko, by nie nadwyrężać mocno zranionego ramienia. Postanowił czekać na atak przeciwnika. Wybicie sztyletu nie było takie łatwe jak wybicie dłuższej broni. Kto wie, czy Rajner sam siebie nie skazał się teraz na walkę z trudniejszym przeciwnikiem. W dodatku ten był dobrze opancerzony, więc nawet atakując na na oślep, Łysy miał szansę wyjść z tego bez szwanku zakładając, że Rass nie zdąży wycelować.
  Gladiator uniósł lewą kosę, nagle robiąc dłuższy krok do przodu zdrową nogą. Wykonał wymach, dość prosty do uniku, z lewej do prawej, na wysokości głowy wroga. Prawa kosa została złapana za trzonek, blisko ostrza, tak by łatwiej było nim manipulować i ewentualnie sparować cios sztyletem. Celem było jednak zmuszenie do uchylenia się za pomocą pierwszego cięcia. Wtedy drugi cios, z dołu do góry, prawą kosą w stronę twarzy przeciwnika, ale dopiero po ewentualnym odparowaniu ciosu.

Spoiler:
Atak
1d20+3 => 5, 3 => 8

Obrażenia
1d6+2 => 1, 2 => 3

Unik
1d20 => 16 => 16

Spostrzegawczość
1d20+2 => 6, 2 => 8

Fart
1d100 => 17 => 17
Ilość słów: 204

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pt mar 30, 2018 3:12 pm  

Narrator

  Być może Rajner był zbyt wolny, by wykonać swój atak, a być może to Eryk był zbyt szybki dla niego. W każdym razie planowo jego rywal uchylił się wedle planów przed nadchodzącą lewą kosą, z tą różnicą, iż zrobił to po prostu gnąc się niemalże wpół i w jednej sekundzie znajdując się z lewej strony pleców Kosiarza, prawie natychmiast wykonując szybki, śmiercionośny zamach.
  Szczęściem Rajnera było to, iż miał całkiem dobre wyczucie i nim Eryk ponownie zaatakował, ten już stał z nim twarzą w twarz, szykując się do parowania uderzenia. Szczęściem było, że ukłucie, które ponownie celowało w krtań Rassa, zostało w porę odtrącone przez jedną z jego kos. Przez krótką chwilę wydawało się, że sztylet dzierżony w dłoni Eryka wypadnie z niej, acz było to tylko ulotne wrażenie. Broń tkwiła tam nadal pewnie, nadal będąc śmiercionośnym narzędziem, nadal skalana krwią Rajnera. Aktualnie Eryk nie cackał się z wodzeniem gladiatora za nos i wycelował niżej, w odkryty brzuch Kosiarza. Jego lewa strona wyglądała na odsłoniętą – zdawało się, iż jest to najlepszy moment na kontruderzenie w jakąś odkrytą część jego ciała.

Spoiler:
Atak+3, obr.+2, unik, spostrz.+2,fart
E 22/35
Atak -1
1d20-1 => 6, -1 => 5
Ilość słów: 239

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

pt mar 30, 2018 4:57 pm  

  Rajner nie miał dużo czasu na przemyślenie kolejnego ruchu. Musiał jak najszybciej zareagować. Zerknął na sztylet lecący niebezpiecznie w stronę jego brzucha. Kosiarz po raz kolejny wykorzystał swój atut jakim były dwie bronie. Wykonując jednocześnie krok w prawo zamachnął się lewą kosą, od prawej do lewej, tak aby "złapać" sztylet przy złączeniu trzonu z ostrzem i sparować broń Eryka wypychając ją bardziej w swoją lewą stronę.
  Tuż po tym, prawie jednocześnie ze sparowaniem, Rass dalej trzymając prawą kosę w specyficzny sposób ułatwiający mu manipulację ostrzem, próbował wbić je w lewą pachę przeciwnika. Próbował trafić między elementy pancerza, zadać mu choć trochę bólu, by zmusić go do chwilowego wycofania się i kolejnego zwiększenia dystansu.


Spoiler:
Atak
1d20+3 => 19, 3 => 22

Obrażenia
1d6+2 => 1, 2 => 3

Unik
1d20 => 9 => 9

Spostrzegawczość
1d20+2 => 5, 2 => 7

Fart
1d100 => 30 => 30
Ilość słów: 157

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

pt mar 30, 2018 7:35 pm  

Narrator

  Sztylet pędził w stronę brzucha Rajnera, by tam wbić się i ugrzęznąć pomiędzy jego bebechami. Na szczęście jego refleks zadziałał w odpowiednim momencie, przesuwając się lekko w prawo, uderzył lewą kosą w ostrze, wybijając je z toru i siłą swego uderzenia odtrącając także prawą rękę Eryka. Znów o mały włos broń nie wypadła mu z dłoni, lecz jego szybka reakcja temu zapobiegła. Nie zapobiegła natomiast wbijającej się dosłownie w jego pachę prawej kosie, której zakrzywiony sztych znalazł szczelinę pomiędzy niewielkim, chroniącym tors napierśnikiem, a naramiennikiem utrzymującym się na jego lewym barku. Kosa wbiła się, wywołując na twarzy Eryka grymas bólu, a następnie wyszła, nadszarpując przy okazji nieco więcej skóry i mięśni.
  Rana głęboka nie była, fakt, acz skóra pod pachą była dosyć delikatna i każdy ruch lewą ręką kończył się dla Łysego prawdopodobnie falą nieprzyjemnego bólu. Tym samym sposobem Rajner wyeliminował jego lewą rękę ze zbyt gwałtownych ruchów. W teorii powinno być teraz łatwiej, lecz poziom trudności tych igrzysk gwałtownie wzrósł na sam koniec i walka powoli zaczęła się przeciągać. Emocje nadal sięgały zenitu, ludność nadal wyczekiwała z niecierpliwością wyłonienia zwycięzcy, lecz niektórych z senatorów oraz legatów zaczęło to chyba powoli nudzić. Zarówno Rajner, jak i Eryk wiedzieli, że im dłużej trwa walka i im bardziej staje się monotonna, tym mniejszą przychylnością ludność oraz nobilitowani ich obdarzą.
  Eryk oddalił się nieco od Rajnera zwinnym krokiem, po raz pierwszy od czasu rozpoczęcia tych walk spoglądając mu w oczy całkiem życzliwie. Rass zdołał zauważyć delikatny uśmiech na jego twarzy oraz ten specjalny rodzaj mentalnego zmęczenia. Wrażenie to szybko zniknęło, bowiem Eryk raz jeszcze wykonał swój własny atak – zdaje się całkiem szaleńczy, jakby szarżował prosto w objęcia śmierci. Minę miał zaciętą i zdecydowaną, nadal się mimo tego uśmiechał pod nosem, choć był to bardziej uśmiech do siebie, niż do Rajnera. Pędził z wyciągniętym sztyletem prosto na niego.

Spoiler:
Nie musisz rzucać
Atak-1
1d20-1 => 8, -1 => 7
Ilość słów: 402

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

sob mar 31, 2018 9:50 am  

  Po zwinnym kroku Eryka, Rajner również nieco się oddalił. Zwiększył dystans kilkoma krokami. Nawiązał kontakt wzrokowy z oponentem. Ten uśmieszek go zaniepokoił. Czy Łysy miał już plan jak pokonać Kosiarza raz na zawsze? Wyglądał na zmęczonego tym wszystkim. Rass pomyślał, że równie dobrze już się poddał. Może zrobi to samo, co zrobił Sieciarz. A może to tylko zmyłka? Szarża tylko bardziej zbiła z tropu Kosiarza. Gladiator chciał już dać się ponieść emocjom i zrobić wielkie widowisko. Zrzucić maskę, wyrzucić kosę i tylko za pomocą jednej broni, chwyconej oburącz, wykończyć przeciwnika. Tak, to by było piękne. Ale zbyt ryzykowne. I mogłoby wyglądać jak zaplanowane. Gdyby cała impreza była ustawioną walką, to on nawet po zwycięstwie mógł okryć się hańbą zamiast chwały. Dlatego tylko rozstawił szerzej nogi o rozłożył ręce. Miał zamiar wykonać dwa poziome cięcia jednocześnie. Lewą kosą na wysokości głowy Łysego (zamach z lewej do prawej). Prawą kosą odrobinę niżej, bardziej w celu zablokowania ręki dzierżącej sztylet (z prawej do lewej).
  Wyczekał więc. W głowie pojawiła mu się nawet myśl, że był gotowy na śmierć. Łysy był świetnym, doświadczonym gladiatorem. Rajner mógł okazać się słabszy, nie przejrzeć jego sztuczki. Nie dostrzec planu, którym zamierzał wygrać. Dlatego zdał się tylko i wyłącznie na swój refleks.
Ilość słów: 249

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

sob mar 31, 2018 4:36 pm  

Narrator

  Życie gladiatora nie jest usłane różami, jak niektórzy mogliby sądzić. Ci sami widzą w jego żywocie, jak prawdopodobnie robił to Spietel, chwałę i glorię należną zwycięzcom. Pieniądze, które gladiatorzy mogą wydawać na kobiety, wino i luksusy. Cóż, na pewno to jest jakąś częścią tegoż życia, lecz prawdopodobnie niewielką. Głównie to pot, krew i nieustanna śmierć. Gladiatorzy przyzwyczajeni są do krótkiego, lekkiego snu, do ran zasklepianych przez medyków, do ciężkich treningów i jeszcze cięższych walk. Ich nagrodą nie są pieniądze czy kobiety, lecz możliwość przeżycia dnia kolejnego. Ciężko jest nim być i nie wszyscy potrafią tego zdzierżyć, niektórzy się zwyczajnie poddają bądź próbują znaleźć lepsze zajęcie. Niestety nie każdemu jest to pisane.
  Eryk miał cały czas ten dziwny wyraz twarzy, który dezorientował Rajnera. Nawet gdy biegł, wyglądał nieco inaczej niż zwykle. Rozkrzyżowując ramiona, Rass zdawał się widzieć, jakby nagle jego byłemu kompanowi przybyło lat i jakby nosił na swoich ramionach sporo trudu oraz stresu. W ostatnim momencie na jego licu zabłysła ulga, a był to moment, w którym kosa właśnie przecinała jego gardło, zaś druga wytrącała nadlatujący dosyć niedbale sztylet. Z perspektywy Rajnera wyglądało to, jakby on sam nadstawił szyję do cięcia.
  Gladiator jeszcze biegnąc, runął prosto pod nogi Kosiarza. Sztylet potoczył się gdzieś na lewo, zaś samo ciało jeszcze przez chwilę ruszało się delikatnie w przedśmiertnych bądź już pośmiertnych drgawkach. Piach, którym wyłożono arenę ochoczo wpijał juchę, barwiąc się na karmazynowy kolor – tak jak w innych miejscach, w których ginęli pozostali oponenci. Wkrótce plama dotarła do stóp Rajnera, a podłoże pod nim ugięło się ledwo zauważalnie. Potężny gladiator patrzył właśnie, jak jego współtowarzysz nieruchomieje, a na trybunach podnosi się wrzawa, gdy wszyscy nagle unieśli się ze swoich miejsc.
  Huk, który po tym nastąpił, można było prawdopodobnie usłyszeć w najdalszych, najpodlejszych zakątkach Kinkengardu. Wszyscy jak jeden mąż zaczęli klaskać i skandować jedno imię:
Ko-siarz, Ko-siarz, Ko-siarz

  I tak w kółko zdzierając gardło na jego przydomku. Unosząc głowę, widział falę ludzkich ciał unoszącą się na najwyższych miejscach oraz niemały tłum zebrany na tych najniższych. Rozglądając się, widział, jak do legata, w imieniu którego walczył, podchodzą co i rusz senatorowie i mu gratulują, klepią po plecach i ściskają dłonie. Część majestatycznie stała w swych lożach i klaskała, wpatrując się z ciekawością w Rajnera, lecz to ci ściskający się na niewygodnych, drewnianych krzesłach, najbiedniejsi z najbiedniejszych wyli i płakali z radości.
  Chwilę to skandowanie trwało, zanim na arenę zaczęli wchodzić ludzie – specjalnie wyznaczeni do zabrania ciał. Usunięto wszystkie cztery, zaś po nich wszedł Karl – lanista Rassa. W dłoniach trzymał gałąź oliwną, symbol zwycięstwa gladiatora. Rajner często jeszcze za jego kariery tutaj dostawał je, ale ta była bardziej okazała. Oficjalnie zmęczonemu Kosiarzowi pogratulowano w imieniu Hansa von Schleichera, podarowano tę gałąź i poprowadzono go z powrotem do koszar.
  Tam natychmiast zajęto się jego ranami, opatrując je oraz pozwalając wykąpać się mężczyźnie w łaźni. Około godziny później oporządzony Rajner został zaproszony do komnaty Karla, który na jego widok uśmiechnął się szeroko i całkiem przyjaźnie.
  — Wiedziałem, że zainwestowanie w ciebie to doskonały pomysł. Pan Schleicher pragnął ci przekazać najszczersze gratulacje oraz przeprosić, że sam nie mógł uścisnąć ręki, ale ma ważne sprawy na głowie. Polityka nigdy nie daje odetchnąć, prawie tak samo jak arena. W każdym razie mam tu coś dla ciebie — przesunął bardzo pękaty mieszek w stronę Rajnera, po czym spoważniał i sięgnął po drugie zawiniątko leżące na stole. Podłużne, przypominające kształtem miecz. Cóż, po rozwinięciu okazało się, że rzeczywiście to był miecz, ale... drewniany. Każdy gladiator wiedział, co znaczy dostać drewniany miecz. Dla nich był to symbol wolności, klucz do symbolicznych kajdan, którymi owego wojownika skuto. Karl uśmiechnął się pokrzepiająco, przesuwając broń obok mieszka. — Mało który gladiator zasłużył na taką nagrodę. Szczerze powiedziawszy ja sam po cichu liczę, że nie przyjmiesz tej łaski, stałeś się całkiem dobrym przedsięwzięciem. Ale zasady to zasady. Masz wybór. Możesz nadal walczyć i nadal być własnością senatorów oraz ich synów, bądź możesz zostać jednym z nas, lanistą i szkolić świeżą krew. W obu przypadkach sto koron będzie twoje. Możesz też wyjść stąd, spakować wszystko co masz i cieszyć się wolnością obywatela, wrócić do rodziny, szlajać się po świecie, zostać kimkolwiek chciałeś przed twoją karierą... wybierz mądrze.
Ilość słów: 861

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

ndz kwie 01, 2018 12:17 am  

  Gdyby ktoś spytał Kosiarza co czuł w momencie zakończenia walki, prawdopodobnie skłamałby. A może raczej nie powiedziałby całej prawdy. Czuł ekscytację, dumę i ulgę. Ale czuł też żal i rozczarowanie. Nie tak to sobie wyobrażał. Nie tak miał wyglądać honorowy pojedynek z kumplem. Może gdyby w pełni zrozumiał motywację Eryka? Ale ten nie wyglądał na kogoś, kto się po prostu poddał w walce. On nigdy się nie poddawał w walce. Czyżby poddał się w życiu? Uznał bezsens swojego istnienia i wolał zginąć z ręki kumpla gwarantując mu chwałę? Na te pytania już nikt nie mógł poznać odpowiedzi. Z martwymi Rajner jeszcze nie rozmawiał i raczej nie będzie mu to dane.
  Natomiast widownia była pełna entuzjazmu. Wiwaty, brawa, płakanie ze szczęścia. "Kosiarz" – krzyczeli. Gladiator uniósł swój oręż ku niebu i skupił wzrok na skapującej z niego krwi. Czerwień. Taka sama u każdego przeciwnika. Ale widok tej, należącej do kumpla zawsze bolała. Doskwierało mu uczucie niesprawiedliwości. Czy naprawdę wygrał lepszy z nich? Obserwując nieruchomiejące ciało Łysego zwycięzca chciał sobie jakoś usprawiedliwić to wszystko. Jak najszybciej znaleźć wymówkę, żeby już nie zaprzątać sobie tym głowy. I znalazła się.
  "Byłem lepszy. Byłem tak dobry, że Eryk wolał się poddać. On też był dobry. Po prostu przewidział, że i tak przegra. Skrócił sobie cierpień. I mi męki. Dostarczył ludziom rozrywki. Podjął taki wybór. Na pewno."
  Wrócił do rzeczywistości. Ach, biedni mieszkańcy Kinkengardu. Będą o tej walce opowiadać przez co najmniej rok czasu. Albo do kolejnych takich igrzysk. A Ci bogatsi? Życie wysoko urodzonych prawdopodobnie było znacznie brutalniejsze od tego na arenie. Tylko na inny sposób. Legat, dla którego walczył też nie miał pewnie łatwego życia. Także on zgarnie część chwały, na którą zapracował Rajner. W końcu zgodził się na to, by słynny Kosiarz walczył w jego imieniu.
  Opuścił kosy i nieruchomo, niczym posąg, czekał. Ze schowanej za maską twarzy widać było tylko oczy. Stał i obserwował, jak zabierają ciała poległych. Zaciskał pięści na trzonach broni. Trochę mimowolnie. Z przyzwyczajenia. Dopiero Karl i jakiś koleś gratulujący mu w imieniu legata wybudzili go z osłupienia. Kiwnął głową, uniósł jeszcze raz broń ku górze w geście zwycięstwa i w końcu opuścił arenę.

  Dopiero po chwili spędzonej w wodzie zorientował się, że coś jest nie tak. Zdjął maskę i opuszkami palców przejechał po swojej twarzy. Nadal miał twarz. Ale czy nadal był Rajnerem Rassem, czy już tylko Kosiarzem?

  Szczerze mówiąc, mój legat jest mi obojętny– odpowiedział Karlowi kilka minut później, już w jego gabinecie. Nie rozgadywał się jeszcze, ponieważ dotarła do niego całkiem nowa informacja. Drewniany miecz. Coś, o co wielu gladiatorów bezskutecznie walczyło całe życie. Po tylu miesiącach spędzonych w tym zawodzie, Rajnerowi przyszło to... łatwo. Dziwnie za łatwo. Może to z powodu perspektywy czasu.
  Nadszedł czas na zmiany. Czuł, że jako gladiator całkowicie się spełnił. Przeżył nerdyjskie warunki. Zwyciężył igrzyska w kinkengardzkim koloseum. Walczyli tu najlepsi z najlepszych. Zwyciężył. Jeśli będzie dalej żył jako wojownik, czekało go kilka możliwości dalszych losów, ale wszystkie sprowadzały się do stanięcia przeciw komuś silniejszemu. Prędzej czy później, to Rass stałby się faworytem którejść z walk, a jakiś świeżak odrobiną umiejętności, sprytu i z masą szczęścia by go pokonał. Trzeba wiedzieć, kiedy z areny zejść niepokonanym. Pozostać legendą. Pytanie tylko, jaką miał teraz alternatywę?
Zostanę lanistą – odpowiedział po chwili namysłu – Nie chcę Ci robić konkurencji, ale... – próbował zażartować, ale w sumie nie wiedział jak to dalej pociągnąć – Nieważne. Osiągnąłem co miałem osiągnąć. Jeśli naprawdę mogę, spróbuję się jako lanista. Może mi nie wyjdzie i wrócę do siekania na arenie. Ale najpierw odwiedzę rodzinę. Nie widziałem ich na długo przed tym jak zostałem gladiatorem. Nawet nie wiedzą, że nim jes... byłem.

  Patrzył w oczy Karlowi. Dziwne przyzwyczajenie powodowało, że był to wzrok wyniesiony z areny. Zamrugał kilka razy, gdy się zorientował, że nadal patrzy na wszystko tą swoją chęcią mordu.
Ilość słów: 751

Awatar użytkownika
Ren
Narrator
Posty: 183
Miano: Adelruna Wasserberg
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=112
Narrator: Vitav
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 30/30

sob kwie 07, 2018 2:19 pm  

Narrator

  Ach, ci biedni mieszkańcy Kinkengardu. Zaprawdę, biedni oni będą, a opowiadać o czymś będą, lecz Rajner mocno się przeliczył, myśląc, iż przez rok to on i jego zwycięstwo będzie na ustach kinkengardczyków. Jednakże w tym momencie on sam, jak i plebejusze na trybunach nie mieli pojęcia o tym, co miało stać się kilka godzin później, gdy obaj Schleicherowie dosyć szybko opuścili lożę i zniknęli gdzieś, podobnie do większości senatorów. Nikt na to jednak nie zwrócił większej uwagi. Dzisiaj bohaterem był Rajner... przynajmniej do późnego popołudnia.
  Wszyscy Drudzy byli zajęci i Rajnera musiał opatrzyć normalny medyk. Przez to nadal delikatnie kulał, a jego prawe ramię było przeszywane ostrym bólem za każdym razem, gdy ruszał nim gwałtowniej. Natomiast sam Karl wyglądał na być może lekko niezadowolonego – liczył być może na dalsze zyski z promowania Rassa, acz nadal wybranie ścieżki lanisty było lepsze od całkowitej rezygnacji. Skinął głową, usłyszawszy tę propozycję, odsuwając szybko drewniane ostrze na bok, jakby bojąc się, iż Rajner zmieni zdanie. Na stole pozostał mieszek.
  — W tym wypadku nie mogę ci zabronić. Masz na to dwa tygodnie, potem zacznę cię przygotowywać do tego. I uwierz mi, w tym jest więcej papierkowej roboty niż mógłbyś sobie wyobrazić — mruknął, przesuwając sto koron do Rassa i tym samym sygnalizując, że rozmowa zakończona. Rajner mógł isć przygotować się do podróży.
  Późnym popołudniem mężczyzna przebywał w swoim skromnym pokoiku, gdy zaczął słyszeć dziwne rzeczy. Najpierw gdzieś całkiem daleko, mocno przytłumiony przez grube mury szkółki, usłyszał huk. Było to dziwne, ale prawdopodobnie jeszcze nie aż tak niepokojące. Niedługo po nim, może kilkanaście minut później, kolejny. Pół godziny później na korytarzach zaczęło być bardziej ruchliwie. Ktoś krzyczał coś o ataku – podobno jakiś legion niezapowiedzianie zaczął atakować straż miejską. Co było dalej, Rass nie usłyszał. Gdyby zechciał teraz wyjść, zobaczyłby, że paru lanistów biega wte i wewte, wyraźnie podenerwowani. Z pojedynczych zawołań zdążył wywnioskować, że w innych szkołach gladiatorzy zaczęli się burzyć i trzeba coś z tym zrobić. I nim minęło kolejne pół godziny, kolejne krzyki nastały, tym razem w stołówce. Te jednak brzmiały na przemowę – im bliżej mężczyzna był, tym wyraźniej słyszał. Wszedłszy zaś do środka, był świadkiem niecodziennego zdarzenia.
  Myszoszczuj i Gilbert, stara gwardia Eryka, stali na jednym ze stołów otoczeni wianuszkiem gladiatorów młodszych i starszych. Najwyraźniej gdy zaczęły się te dziwne wydarzenia, większość przerwała cokolwiek robiła i zebrała się właśnie tutaj. Gilbert mówił, Myszoczuj po prostu stał obok, wyglądając groźnie na tle niepozornego kolegi. Obydwaj byli uzbrojeni i... zakrwawieni. Rajner stanął w drzwiach.
  — Nawet nie mieliśmy wyboru, czy skończyć w lochach, czy na arenie! Zrobili z nas niewolników, zwierzęta cyrkowe, które upuszczają sobie nawzajem krwi, żeby ludzie się cieszyli! Mordujemy się nawzajem, nieważne, czy godzinę temu byliśmy przyjaciółmi, czy wrogami! Traktują nas gorzej niż psy, sprzedając nasze życie senatorom i biorąc za nie pieniądze, podczas gdy my dostajemy grosze! — tłum przytaknął niezwykle ochoczo, jedynie pojedyncze jednostki stały cicho. — Nie wiem jak wy, towarzysze, ale ja nie zamierzam stać bezczynnie, widząc, jak miasto płonie i czekać, aż ktoś nowy weźmie w swoje ręce nasz los! Dlatego powiadam wam, stańmy razem do walki, pokonajmy ciemiężycieli i wytnijmy sobie drogę do wolności! Kto jest ze mną?! — większa część tłumu zakrzyknęła ochoczo. Rajner zobaczył teraz, że wszyscy z nich posiadali jakąś broń. W tym samym momencie ujrzał go Myszoszczuj i wyciągnął do niego zaciśniętą w pięść dłoń. Część z gladiatorów odwróciła się, skupiając na nim uwagę. Gilbert widząc nadarzającą się okazję, zakrzyknął raz jeszcze: — A oto legenda, największy z nas wszystkich! Dołącz do nas Kosiarzu i pokaż, że rozumiesz czym jest wolność! — z korytarza mężczyzna mógł usłyszeć coś, co brzmiało na czyjeś głosy, prawdopodobnie lanistów...
Ilość słów: 731

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

sob kwie 07, 2018 11:24 pm  

  Na pożegnanie skinął Karlowi głową i zabrał co swoje. Ruszył do swojej pieczary by zacząć się pakować. Nie miał wiele. Do skórzanej torby wrzucił swój mieszek z turniejową nagrodą (jeszcze nie dotarło do niego ile właściwie zarobił), maskę, oraz swój rodowy pistolet, z którego jakimś cudem nikomu nie udało się sczytać znaczenia rodowej insygnii Rassów. Na siebie założył ciuchy, w których gotów był ruszyć w drogę do swojej rodzinnej posiadłości. Buty, spodnie, koszula oraz jakieś szare, standardowe odzienie wierzchnie. Do pasa przypiął kosy.
  Rozmyślając o pokonanym Eryku, o swojej rodzinie i o swojej przyszłości niespecjalnie przejął się pierwszym z usłyszanych huków. Bardziej interesowało go co ładnego kupi swoim siostrzyczkom w ramach przeprosin za swoje zniknięcie. Zastanawiał się co u nich. Nie widział się z nimi na długo przed zostaniem gladiatorem. Wszystko przez podróże z Mistrzem z Jaksaru...
  W końcu jednak zamieszki na korytarzach i wieści z miasta zwróciły jego uwagę. Musiało dziać się coś niedobrego. Wojna? Tak nagle, w centrum Kinkengardu? Jeśli tak, to musiała być to wojna domowa. Igrzyska mogły być idealną okazją dla legatów, by zaplanować atak. Rass słysząc o legionach w mieście szybko skojarzył fakty. Skoro działo się to w stolicy, musiało to być coś naprawdę wielkiego. Huki, panika ludzi, wszystko mówiło samo za siebie. Przerzucił torbę przez ramię i wiedziony głosami i przeczuciem trafił na stołówkę, gdzie już zbierał się mały oddział gladiatorów. Gilbert i Myszoszczuj wyglądali na prowodyrów czegoś, co zapowiadało się na powstanie. Rajner szybkim krokiem zbliżał się do przemawiającego, jednak jego słowa go irytowały. Z punktu widzenia Kosiarza to były straszne bzdury. Na domiar złego został on wciągnięty w tą paskudną sytuację. Chcąc nie chcąc, wskoczył na jeden ze stołówkowych blatów i groźnym wzrokiem omiótł zebraną zgraję. Zatrzymał się przy Gilbercie.
  Poprowadzisz ich na śmierć! – zawołał Rajner – Jesteście Gladiatorami z Kinkengardzkiego Koloseum! – zakrzyknął do wszystkich, unosząc pięść do góry – Jesteście silni, zdolni i zdesperowani! Jesteście w stanie siłą przebić się na wolność! Ale co dalej?! Będziecie banitami grasującymi po lasach?! Będziecie wyjętymi spod prawa najemnikami?! To będzie tylko zmiana areny! Ostatecznie i tak będziecie zmuszeni do walki! Tylko za kogoś innego... – zawahał się przez moment. "Co ja właściwie chcę osiągnąć?" – zapytał się sam siebie "Powinienem po prostu uciekać. Wrócić do rodziny. Ale nie mogę... Nie mogę zostawić tak ludzi, którzy chcą pomocy... Są bandytami skazanymi na gladiatorstwo za najróżniejsze zbrodnie. Ale zasługują na drugą szansę. Są tacy sami jak ja."Prawdziwą wolnością będzie wybór: ZA KOGO CHCECIE WALCZYĆ!!! – krzyknął odpinając jedną z kos i unosząc ją ku górze – Mimo że wywalczyłem już drewniany miecz, to pójdę z wami! Ale gdy już stąd wyjdziemy, to Wy pójdziecie za mną! Jeśli nie chcecie do końca życia uciekać przed prawem, to musimy je zmienić! Wesprzeć rebelię! Wesprzeć tych, którzy chcą coś zmienić i w potrzebują siły! Siły, którą dostaną od nas w zamian za przywileje! Wywalczymy dla was lepsze jutro!
  Wskazał bronią korytarz, z którego słychać było nadciągających lanistów. Jeśli ktoś będzie chciał powstrzymać rozjuszony, żywy towar jakim byli gladiatorzy, to na pewno byli to ich właściciele.
Ilość słów: 610

Awatar użytkownika
Magnot
Narrator
Posty: 239
Na sesji: Nie

śr kwie 18, 2018 9:01 pm  

Narrator

  Gilbert i Myszoszczuj, dawni towarzysze Eryka, byli jednocześnie zadowoleni, że ich kolega postanowił dołączyć do rebelii, ale jednocześnie trochę jakby zazdrośni, że ten tak łatwo zabiera im ich kilka minut sławy. Usunęli się jednak w cień, zeskakując ze stołu i zostawiając Kosiarza samego na tym "podium". Przynajmniej połowa gladiatorów zakrzyknęła chóralnie, wyciągając bronie, które zdążyli zabrać ze zbrojowni – jak, tego Rajner nie wiedział, chociaż mógł się domyślać. Część odsunęła się od nich, spoglądając na mężczyznę, jakby ten był co najmniej szalony. Część głośno wyraziła swoje niezadowolenie sprawą, ale lawina właśnie zaczęła spadać w dół i nijak można było ją zatrzymać. Niewielki odsetek wiernych lanistom w bardzo szybki i przynajmniej bezbolesny sposób został wybity. Pozostali gladiatorzy milczeli, przyzwalając na ten akt agresji wobec własnych braci.
  Krzyki na korytarzu nasilały się, ale gladiatorzy nie czekali na dalsze rozkazy od Rajnera, tylko od razu wypadli na korytarze, rozlewając się, popychając jeden drugiego i napierając na siebie. Wkrótce dało się usłyszeć pierwsze ostrze odbijające się o ostrze i krzyki rannych. Gilber i Myszoszczuj nie czekali już na nic i też ruszali do walki, która szybko zaczęła się przenosić w inne przestrzenie w miarę jak walczący się przesuwali. Rajner musiał coś zrobić, być może ruszyć do walki z innymi bądź zrobić coś innego. W końcu był gotowy do drogi...
Ilość słów: 263

Awatar użytkownika
Rajner
Człowiek
Posty: 62
Miano: Rajner Rass
Pochodzenie: Królestwo Waldgrossen
Karta Postaci: viewtopic.php?f=14&t=134
Narrator: Ren
Na sesji: Tak
Punkty Wytrzymałości: 15/15
Korony: 100

sob kwie 21, 2018 3:09 pm  

  Rajner obserwował wszystko ze swojego podium. Pierwsze co zrobił gdy zapoznał się z sytuacją, to zawołał do obojętnych gladiatorów, licząc na to, że przekona ich do walki u swojego boku.
Lepiej chwytajcie za broń! Jeśli teraz się stąd nie wydostaniecie, to nikt nie będzie Was pytał czy pomagaliście w ucieczce czy nie. Będą karać każdego gladiatora.
Nie zamierzał jednak z nimi dyskutować. To była tylko jego dobra rada, chociaż fakt faktem, liczył na jak największe wsparcie. Skoro już się wmieszał w bitwę, to należało doprowadzić do zwycięstwa. Wciąż trzymał się z tyłu, zaciskając w pięści trzon jednej z kos. Należało wywalczyć sobie drogę na zewnątrz. Jeśli polityczne gierki w mieście i pogłoski mówiły prawdę, to strażnicy miejscy powinni zajmować się teraz czymś innym niż krycie Koloseum. Główną przeszkodą gladiatorów byli laniści.
Ci z długą bronią lub tarczami, ustawić się w rząd i trzymać ich na dystans! Reszta, łapać się za stoły i barykadować wejścia do stołówki!
Musieli przesunąć stoły tak, aby utrudnić przejście nadciągającym do pomieszczenia oponentom. Należało wyrobić sobie jakąś przewagę, postawił więc na umiejętności kolegów.
Ci co umieją dobrze rzucać! Łapcie noże, stłuczcie i połamcie talerze, kufle i tace! Wejdźcie na stoły i ławki! Nie dadzą rady jednocześnie kryć głów przed gradem śmieci i przed ciosami naszych ludzi!
Cóż, wszystko zależało od tego na ile siły przebicia miał w tym momencie Kosiarz. Posłuchają jego planów? W głębi duszy czuł, że adrenalina wszystkim uderzyła do głowy. Nikt teraz nie myślał trzeźwo (chociaż sam próbował), wszyscy dali ponieść się walce...
Ilość słów: 313

  •   Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości